we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

środa, 17 lutego 2016

YouCafe part 9 / epilog

JESZCZE ŻYJĘ, PRZYSIĘGAM
Wiem, że nie muszę się tłumaczyć, ale w sumie trochę chcę - w moim życiu działo się dużo męczących i wyczerpujących rzeczy, i byłam zbyt zmęczona, żeby zabrać się za coś kreatywnego. A naprawdę nie chciałam pisać niczego na siłę, bo bałam się, że wyjdzie nieładnie, a wszyscy zasługujecie na ładną gejozę. I mam nadzieję, że ta taka jest.
Miało być świątecznie... a jest walentynkowo XD
(btw, ogląda ktoś HTGAWM?)

______________________________________________________

Nikogo nie dziwiło, że ruch w YouCafe był ogromny – w końcu nadeszły walentynki. A jeśli chodzi o samych pracowników – były to wyjątkowo udane walentynki. Jeśli chodzi o komercyjną wizję spędzenia ich z drugą połówką, to znaczy.
- Pięć razy late machiatto z truskawkową muffinką, czy ludzie naprawdę nie mają w sobie ani krztyny kreatywności i muszą brać to, co jest na menu promocyjnym? - westchnął Chris, wpadając do rozbudowanego przez ostatnie miesiące zaplecza, ale widok, który tam zastał, skutecznie przerwał jego marudzenie – DO KURWY NĘDZY, CHŁOPAKI!
Troye odskoczył od chichoczącego Tylera i poprawił fartuszek, uśmiechając się przepraszająco.
- To duch walentynek – wyjaśnił.
- Nie, to wasze buzujące, nieposkromione libido i brak kogoś, kto goniłby was do pracy – odburknął, otwierając kolejne pudełko z muffinkami.
- Czy jesteś tak gorzki i zły, bo jako jedyny nie masz swojej walentynki? - spytał Tyler, tylko udając przejęcie, a Chris prychnął na niego niczym najdostojniejszy dachowiec i wyszedł.
Dan, dzisiaj stojący na kasie, nerwowo zerkał na duży zegar tykający nad głowami klientów, na tyle sali. Zostały dwie godziny do zamknięcia. To znaczy, oficjalnego zamknięcia. A to znaczyło, że za dwie godziny przyjdą tu Phil i PJ.
Po nocy spędzonej z Philem, Dan przestał panikować. I zaczął widywać się z niebieskookim częściej. Całowanie było przyjemne. Inne rzeczy też. Ale przyjemne było też wspólne granie w gry, picie kawy, robienie sobie nawzajem śniadań, trzymanie się za ręce pod stołem, tańczenie w klubach, ciągłe sms-owanie i masa innych rzeczy. Które trwały nieprzerwanie od nowego roku.
Wszyscy pytali ich o relację, która ich łączyła. Jednak, jakimś cudem, nikt nie zapytał o to, gdy siedzieli razem – ciekawscy dopadali ich wyłącznie z osobna. W ten sposób tak naprawdę nigdy nie zdołali tego razem ugadać.
I, chociaż Phil na pewno nie robił takich rzeczy z nikim innym, Dan wciąż nie wiedział czym dokładnie są. I bał się spytać. (Bo co jeśli usłyszy „przyjaciółmi”? Albo „nie szukam zobowiązań”? Albo „niech to zostanie bez nazwy”?)
Jednak z każdym dniem stresowało go to coraz bardziej, więc zdecydował postawić sprawę jasno. A czy na poważne pytania tego typu istniała lepsza okazja niż walentynki?
...Pewnie tak. Pewnie każdy inny dzień byłby lepszy. Jeśli faktycznie spełnią się jego najgorsze obawy, czternasty lutego już do końca życia będzie kojarzył mu się z porzuceniem i rozczarowaniem, i bólem, i straceniem najważniejszego człowieka na świecie.
Świadomość tego jak wiele Phil dla niego znaczy spadła na Dana nagle i tak gwałtownie, że na chwilę zabrakło mu oddechu. Hamując łzy napływające do oczu przed spadnięciem na policzki, uśmiechnął się szeroko do następnej pary w kolejce.
Godzina i czterdzieści siedem minut do zamknięcia.
*
Chris zerknął na zegarek, a potem chłopaka siedzącego na pufie przy oknie, nerwowo skubiącego paznokcie.
- Czy on zdaje sobie sprawę, która jest godzina? - wymamrotał w kierunku Dana.
Dan był zbyt zajęty nieumieraniem, aby zwrócić na to jakąkolwiek uwagę. Chris, widząc to, westchnął chyba po raz sto czternasty tego dnia i powoli ruszył w kierunku intruza, aby poinformować go o tym, że teoretycznie zamknęli lokal pięć minut temu. Zanim jednak zdążył to zrobić, Zoe minęła go i, zerkając na niego przez ramię, przyłożyła palec do ust. A potem podeszła do chłopaka i delikatnie tyknęła go w ramię.
- Już skończyłam, możemy iść – powiedziała śpiewnym, nieco zawstydzonym głosem, a ciemnowłosy chłopaczek z delikatnym zarostem, widocznie od niej młodszy, uśmiechnął się szeroko.
W tym momencie i Dan zwrócił uwagę na tą scenkę – obaj z Chrisem poznali chłopaka. Przychodził do YouCafe i bardzo często robił do Zoe maślane oczy, jednak ona zawsze zbywała ich śmiechy machnięciem ręki.
- Widocznie nie chciała być sama w walentynki – Chris wzruszył ramionami, ścierając z blatu resztki okruchów i dżemu.
- Albo jej się spodobał – zasugerował Dan, w odrobinę bardziej romantycznym, a jednocześnie bliskim ataku paniki nastroju.
Padający na zewnątrz śnieg – tak, wciąż padało – skutecznie zakrył widoczność i nie byli w stanie stwierdzić, czy ktoś nadchodzi. Po kilku głębokich oddechach i nieudanej próbie dojrzenia czegoś z zewnątrz, Dan załadował sobie ręce filiżankami, które trzeba było umyć. W tym dokładnie momencie drzwi otworzyły się i do środka wszedł Phil, a zaraz za nim PJ. Zapłata za całe to szkło kosztowałaby go sporo, więc z całych sił postarał się nie upuścić filiżanek.
- Czy jeszcze można? - zapytał Phil niewinnie, udając zbłąkanego klienta – Napiłbym się promocyjnej latte machiatto.
- Błagam – Chris wywrócił oczami – Mamy na składzie dwóch całujących się gejów i dużo muffinek. Promocyjna latte machiatto jest do tego idealna. Czy panu też coś podać?
PJ oparł się o ladę i uśmiechnął przyjaźnie.
- A co, oprócz late machiatto i muffinki, mógłby pan polecić? - zapytał tylko odrobinę zaczepnie.
Nie był to pierwszy raz, gdy widział Chrisa, jednak po raz pierwszy rozmawiali. (Przynajmniej na żywo, ale kto o tym wiedział? Nikt.)
- To ciasteczko – poruszył brwiami sugestywnie Chris, pokazując na siebie kciukiem – Do tego przyrządzę panu najlepszą karmelową czekoladę jaką kiedykolwiek pan pił, i to wszystko na koszt firmy. Mógłbym tylko prosić o imię?
- PJ.
Dan, zajęty unikaniem wzroku Phila i rozpaczliwym myciem filiżanek, spojrzał na rozgrywającą się przed nim scenkę akurat w momencie, w którym Chris zbladł i zaniemówił.
- Hm. Hmm, hm, w porządku. Zaraz. Zaraz się tym, umm, zajmę. Za momencik.
I zniknął w zapleczu. PJ, trochę zmartwiony i trochę rozczarowany, wyciągnął telefon i zaczął coś na nim wystukiwać.
- Wszystko z nim w porządku? - głos Phila rozległ się tuż przy jego uchu, sprawiając, że Dan podskoczył jakieś trzysta metrów do góry. - Oj, przepraszam!
- Nic się nie stało – szatyn zaśmiał się nerwowo, odkładając mokre filiżanki na ściereczkę – Hm, słuchaj, chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. Możemy… możemy porozmawiać?
Uśmiech wyparował z twarzy Phila, ale szybko na nią powrócił, tym razem nie sięgając jego oczu. Dan przestąpił z nogi na nogę nerwowo – to na pewno nie był dobry znak. Zdecydowanie nie był.
- Hm, pewnie. Teraz?
- Im szybciej, tym lepiej – odparł Dan od razu, a słowa te sprawiły, że Phil przestał uśmiechać się całkowicie – T-tylko najpierw zrobię PJ'owi tą czekoladę.
*
Chris był bliski płaczu. Niemożliwe. To było niemożliwe, żeby ten uroczy kolega Phila, na którego on sam gapił się od początku i jego PJ byli tymi samymi osobami. Niemożliwe.
A jednak takie imię trafiało się raczej rzadko, prawda? Jeśli nie raczej wcale. A już na pewno nie w tym samym rejonie, a Chris dobrze wiedział, że jego PJ był z tych okolic. Czy to był jego PJ…?
W tym momencie jego telefon wydał z siebie odgłos przychodzącej wiadomości. Który był bardzo charakterystycznym śmiechem Woody'ego Woodpeckera.
Lickthepj: Chyba właśnie wystraszyłem uroczego baristę. FML
Dwie sekundy po otrzymaniu wiadomości i jej przeczytaniu, i małym ataku serca, Chris usłyszał odgłos krztuszenia się karmelową czekoladą. Racja – wspominał kiedyś swojemu PJ'owi o swoim sygnale przychodzącej wiadomości, gdy maksymalnie podgłośniony rozdzwonił mu się w tramwaju i rozbeczało się przez niego malutkie dziecko. Swojemu PJ'owi, który siedział teraz przy ladzie i wiedział, że on, jego Chris, jest na zapleczu.
Nie miał wyjścia. Schował telefon do kieszeni i powolnym krokiem wyszedł na zewnątrz. PJ patrzył na niego z lekko rozchylonymi ustami, z których na brodę spływała mu kropelka czekolady. Gdyby nie powaga sytuacji, Chris wybuchłby śmiechem.
- To fakt, trochę się wystraszyłem – powiedział w końcu.
- To ty – odpowiedział PJ, wędrując po nim wzrokiem.
- A to ty – zgodził się Chris.
A wtedy PJ uśmiechnął się tak promiennie, że barista omal nie przewrócił się za własną ladę.
- W końcu!
*
Naprzeciw YouCafe znajdował się niewielki park – właśnie tam Dan i Phil poszli porozmawiać.
Śnieg wciąż padał dość obficie; szatyn opatulił się szalikiem i schował drżące dłonie do kieszeni kurtki. Phil w milczeniu szedł tuż obok niego, wpatrzony we własne buty. Bez słowa usiedli na jednej z niewielu wolnych ławek, ukrytych za dużą wierzbą.
- A więc – wybełkotał Dan zza szalika zakrywającego mu usta, mając nadzieję, że nie słychać, jak bardzo trzęsie mu się głos.
- A więc…? - podjął Phil po dłuższej chwili ciszy.
Jego ton był grobowy. Dan przełknął ślinę.
- Chodzi o to, że… Nie wiem, czy… W sensie, czy ja i ty…
Przed całkowitym zaplątaniem się we własnych słowach Dana uratowała ciepła dłoń szukająca wejścia do jego kieszeni i zaciskająca się wokół jego drżących palców.
- Dan, co się dzieje? - spytał Phil cicho, odwracając się w jego kierunku.
W końcu szatyn odważył się spojrzeć mu w oczy. Na widok tej ukochanej twarzy poczuł się tak, jakby coś ścisnęło go za gardło niewidzialną ręką. Tak bardzo nie chciał go stracić.
- Czy my jesteśmy… umm, czy jesteśmy parą?
Phil zamrugał. I mrugał tak zdecydowanie za długo, i Dan już chciał cofać to pytanie i uciekać w siną dal, ale wtedy brunet uprzedził go i wstał, zabierając swoją ciepłą dłoń z uścisku. Dan patrzył na jego poczynania z lekko rozchylonymi ustami, zbyt zszokowany, żeby się smucić.
A wtedy Phil podniósł z ziemi garść śniegu, zrobił z niej kulkę i rzucił nią prosto w jego głowę.
- Myślałem, że chcesz ze mną zerwać! - zawołał i zaczął się śmiać.
Dan złapał się ławki, aby z niej nie spaść i wyprostował się, wytrzepując śnieg z włosów.
- C-co?! Dlaczego miałbym chcieć z tobą zerwać?
- Brzmiałeś, jakbyś miał zamiar mnie zostawić i zablokować na wszystkich portalach społecznościowych!
Kolejna śnieżka. Dan wstał, aby jej uniknąć, ale nie dostatecznie szybko – dostał w szyję, śnieg wsypał mu się za kołnierz.
- Bo bałem się, że ty nie będziesz chciał ze mną być!
- Jestem z tobą już od jakiegoś czasu! Przynajmniej ja tak myślałem!
Kolejne dwie śnieżki spudłowały. Dan nie dał Philowi zmajstrować trzeciej, bo rzucił się na niego, złapał go w pasie i powalił na śnieg. Upadek był mniej romantyczny, a bardziej bolesny; finalnie jednak, po kilku wymamrotanych „aua”, udało mu się siąść na drugim chłopaku okrakiem i spojrzeć na niego z góry.
- Nigdy tego nie powiedziałeś.
- Myślałem, że nie trzeba… - powiedział niebieskooki cicho, mrużąc rzeczone niebieskie oczy, aby uchronić je przed puszkami śniegu, które zatrzymały się na jego rzęsach i policzkach.
- Bałem się – Dan wzruszył ramionami, czując się coraz bardziej głupio; jego policzki płonęły.
- No to już nie musisz – Phil uśmiechnął się lekko i spojrzał na niego wzrokiem tak czułym, że Dan nabrał ochoty na schowanie się w szalik – Kocham cię, Dan. Jesteś najlepszą osobą na świecie.
- Nieprawda – odpowiedział Dan, odwracając wzrok, a serce omal nie wyskoczyło mu z piersi – Nieprawda, nieprawda, bo ty jesteś. Najlepszy na świecie. O boże. Ja ciebie też kocham.
A potem wstali i poszli wypić promocyjne latte machiatto, ku wielkiemu niezadowoleniu Chrisa. Tak minęły im pierwsze i jedne z wielu wspólnych walentynek.



16 komentarzy:

  1. Aaaaaaaa....... ! Nareszcie :D trochę szkoda że to ostatni rozdział Phana ale uroczy to ci wyszedł :) wreszcie wszyscy razem tak jak mieli być :) także tego życzę dużo weny na pobudzenie kreatywności ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to działa, że normalnie nie jestem jakąś wielką fanką uroczych i kochanych fluffów i czysto teoretycznie powinnam wznosić oczy do sufitu przy praktycznie każdej linijce tego ficka, a siedziałam i czytałam z bananem na twarzy, bo urocze? To tak nie powinno być, ale w sumie, może to właśnie tak wygląda jak uwielbiasz czyjś styl pisania...
    A na marginesie, w Chrisie widzę bratnią duszę. No po prostu jakbym czytała o sobie w każde walentynki XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ale ale jak to końcówka? Ale jeszcze jest tyle wątków, moze troche Troylera i Zalfie no nie mówiąc o Kickthestickz. Będzie szansa jeszcze na jakiegos speciala do tego, bo ten pomysł jest zbyt piękny zeby juz kończył T^T

    OdpowiedzUsuń
  4. OMÓJBOŻE czy to jest najsłodsza rzecz, jaką kiedykolwiek przeczytałam? Miałam takie ciepełko w brzuchu, kiedy to czytałam. Kocham tego fika i kocham twój styl pisania. A kiedy wyobrażam sobie Phila rzucającego śnieżką w Dana... bcfvgeyvhsjvh

    OdpowiedzUsuń
  5. Uroczy, cieplutki rozdział, u made my day Juti!

    OdpowiedzUsuń

  6. kocham im. kocham ciebie.
    to było cudowne. słodkie i takie urocze.

    kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. To było tak cudownie urocze i tak bardzo mnie ucieszyło i pocieszyło przed moim dzisiejszym, strasznym egzaminem. Dziękuje za taki cudowny Phan, jesteś moim Bogiem normalnie, kocham to opowiadanie <3
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  8. Uroczo i słodko. Tyle shipów w jednym rozdziale. I tak! how to get away with murder jest życiem!!! O mój boże!!! Tak dosłownie! Jeden z najlepszych seriali jaki widziałam. Plus Coliver <3 Moje serce bije dla tego shipu! O i kiedyś spotkałam świetny pomysł na tumblr na au. Jest on w niektórych momentach niedociągnięty, jednak świetny. Otóż jako, że główny bohater grał Deana w HP i miał chodzić z Seamusem to jest idea, że gdy świat czarodziejów był już bezpieczny, Dean poszedł na prawo. Udaje człowieka i traci kontakt ze swoim chłopakiem, przez wszystkie te morderstwa itp. i, gdy w końcu ma wolny czas spisuje te wydarzenia w list do Seamusa i zaczyna go: "Jest tu świetnie. Mam ci wiele do opowiedzenia". Ma to wiele niedociągnięć, ale jest to tak genialny pomysł, więc polecam nad myśleniem o nim. Ale powiem więcej. W innej mierze, ale tak to jest, gdy nie ma się przyjaciół i chce się wygadać. Nie wiem czy czytałaś Twist and Shout destiela, jednak jeśli czytałaś to zdaję sobie sprawę, że twoja dusza pękła (jeśli nie czytałaś to polecam i zarazem odradzam). I jeśli spodobał ci się taki klimat to musisz przeczytać książkę "Achilles. W pułapce przeznaczenia" O MÓJ BOŻE!!! ta książka jest najpiękniejszym dziełem jaki kiedykolwiek udało mi się przeczytać. Oczywiście jest prawdziwy ship Patrochilles <3 i całość jest tak poetycko i cudownie napisana, że za każdym razem gdy kończę książkę tonąc w łzach, uświadamiam sobie, że skoro przeczytałam już to, to mogę spokojnie umrzeć. Ty po prostu musisz to przeczytać. Oraz mam jeszcze pytanie :D Czy masz plan napisać kiedyś jakąś książkę? Ponieważ jestem jak najbardziej za i chciałam wiedzieć czy myślałaś o tym, a powinnaś :D No to tyle. Czekam na następny post i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem czy już pisałam że kocham to opowiadanie, ale je kocham bardzo, bardzo mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czy już pisałam że kocham to opowiadanie, ale je kocham bardzo, bardzo mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale... Ale jak to epilog? ;_; Mam nadzieję, że to tylko pomyłka 'w druku' ;_;

    OdpowiedzUsuń
  13. To było takie "awwww" i nie wiem co napisać, i szkoda, że to już koniec, i... Teraz wszyscy zadajemy sobie pytanie: jak żyć, panie prezydencie, skończyło się opowiadanie. Ale głowa do góry! Coś się kończy, coś zaczyna! (nadal mnie to bawi XDDD przepraszam XDDDDDDDDD)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudne cudne ♡ pragnę więcej kickthestickz, zdecydowanie.
    A skoro pytasz o HTGAWM to może jest jakaś szansa na opowiadanie z tego? Coliver! *-*

    OdpowiedzUsuń