we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

środa, 4 listopada 2015

BROMANCE [Climbing Class ; Chris x Josh / Until Dawn]

Jeśli nie oglądaliście gameplay'a Until Dawn i nie wiecie co to, polecam sprawdzić tego. Ponieważ Cry jest wspaniały i jako jedyny traktuje te postaci tak jak powinien ;_; A ta dwójka, o której zaraz przeczytacie, jest miłością i szczeniaczkami, i kocham ich nad życie. A więc, nie przeciągając - szykujcie się na prawdziwe brokochanie.

_____________________________

 - Ej, bro.
- Co jest, stary?
Josh, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora, kontynuował maltretowanie pada, a jego usta wykrzywił łobuzerski uśmieszek. Chris, który automatycznie zerknął w kierunku najlepszego ziomka, gdy ten go zawołał, zaklął, słysząc znajome „k.o.!”
- Chciałem tylko powiedzieć, że mam zajebisty pomysł, ale dzięki za totalne zlamienie ostatniej rundy – parsknął śmiechem ciemnowłosy, odrzucając pad na poduszkę.
- Spadaj – wymamrotał blondyn, odkładając pada – Miałeś szczęście.
- Nie nazwałbym nienagannych umiejętności moich zwinnych palców szczęściem, szefie – Josh wyszczerzył zęby, unosząc dłonie i przebierając palcami, jakby próbował coś wyczarować.
- Daję ci jeszcze jakieś dwie minuty na cieszenie się jedyną wygraną dzisiejszego dnia – Chris uniósł brwi, mierząc najlepszego przyjaciela wzrokiem z góry na dół, i uśmiechnął się lekko – a potem mówisz mi o tym swoim zajebistym pomyśle.
W oczach Josha zabłysły iskierki.
- Dobra, super.
Po czym nastawił w telefonie alarm, zerwał się na równe nogi i przez równe dwie minuty wykonywał taniec zwycięstwa na swoim łóżku, skacząc, kręcąc biodrami i udając, że gra na gitarze, raz na jakiś czas dodając krótki komentarz dotyczący swojej świetności.
W końcu telefon zaczął dzwonić, a ciemnowłosy momentalnie podskoczył i opadł na łóżko w pozycji siedzącej, zmieniając wyraz twarzy na stoicko spokojny. Chris zdusił w sobie wybuch śmiechu, kręcąc głową, a i na ustach jego ziomka błąkał się lekki uśmieszek.
- Już? – zapytał blondyn, poprawiając okulary, tonem cierpliwego rodzica.
- Nie mów, że te ruchy ci się nie podobały. Jestem najlepszy.
- Tak, tak, wszystkie laski będą twoje. A teraz mów – Chris wywrócił oczami, szczerząc zęby w uśmiechu.
Josh nieco zmrużył oczy i nachylił się w jego kierunku.
- Skoro już gadaliśmy o zwinnych palcach… I o wyrywaniu lasek… Niedługo Halloween. A ja planuję zrobić taką imprezę, że wszyscy pogubią buty i majteczki.
Chris uniósł brwi, przekrzywiając głowę lekko. Siedzieli w jego pokoju, niezbyt dużym, ale bardzo jasnym; cała postać jego najlepszego przyjaciela, który bywał w nim praktycznie codziennie, zdawała się rozjaśniać pomieszczenie jeszcze dwukrotnie. Okularnik zamrugał, próbując jakoś ogarnąć słowa ciemnowłosego.
- A co konkretnie palce i dziewczyny mają wspólnego z imprezą na Halloween? – zapytał i momentalnie pożałował doboru słów, widząc minę Josha.
- Czy ty naprawdę, naprawdę możesz brzmieć bardziej dziewiczo niż prawiczek, którym jesteś? – wybuchnął śmiechem tamten.
Chris skrzyżował ręce na piersiach i zaczerwienił się, a gdy Josh nie przestawał się śmiać, wyprostował jedną i pacnął go pięścią w ramię, na tyle mocno, aby zabolało.
- Przestań. Jebaka się znalazł. Mów, o co chodzi. Oświeć mnie.
Josh otarł łzę z oka i, pocierając uderzone ramię dłonią, podjął temat.
- Rodzice obiecali mi caaalutki dom wolny na weekend. Halloween wypada w weekend. Hannah i Beth już zaczęły ogarniać dekoracje. Będzie wypas. Konkretny.
Blondyn pokiwał głową; pomysł już zaczął mu się podobać. Nie był bardzo imprezowym typem – bardziej dałoby się go podpiąć pod nerda, ale jeśli szedł na imprezę z Joshem, potrafił się wyluzować i popłynąć. A w momencie, kiedy to Josh ją organizował, tym bardziej. Za każdym razem kończyli ją wspólnie, jako pierwsi, lub ostatni, zasypiając na kuchennych blatach podczas palonego wspólnie papierosa albo o wschodzie słońca, ledwo przytomni, śmiejąc się ze śpiącej reszty.
- Kontynuuj – powiedział okularnik, uśmiechając się szeroko.
- Alkoholu i jazzu też nie zabraknie – Josh poruszył brwiami sugestywnie – No i może w końcu uda mi się pozbawić cię tej dziewiczej przepustki.
Chris wiedział – bardzo dobrze wiedział – że to zabrzmiało inaczej niż miało, ale i tak poczuł niezmierną ochotę udawania głupiego. Ich męska przyjaźń, tak silna i niezniszczalna, pozwalała im na przekraczanie pewnych granic, niedostępnych innym ziomkom. Ale przecież lubili się tak bardzo i byli nierozłączni, i nic nie było im straszne. Więc Chris, nieco teatralnie, wytrzeszczył oczy i odetchnął głęboko.
- W końcu, stary. Myślałem, że się nie doczekam.
Josh przez krótką, króciutką chwilę patrzył na niego z lekko rozchylonymi ustami, po czym uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.
- Wszystkie twoje erotyczne marzenia zostaną spełnione w każdym calu, obiecuję – powiedział, kładąc dłoń na sercu – Wypocisz z siebie całe swoje prawictwo.
Chris parsknął śmiechem.
- Zachęcaj mnie dalej.
- A tak na serio, to mam niecny plan – Josh zatarł ręce, patrząc na Chrisa z uśmiechem – Finalnie zeswatam cię z Ashley. To będzie dla was ta noc.
Blondyn wciąż się uśmiechał, jednak trochę mniej szczerze niż przed chwilą. Sama wizja podrywania Ashley przerażała go wystarczająco – a co dopiero wizja podrywania jej w warunkach zaplanowanych przez Josha, który nie należał do najbardziej subtelnych i taktownych osób.
- Stary… – zaczął Chris niepewnie, ale Josh zatkał mu usta dłonią i zmrużył oczy.
- Ile masz lat, ziom? Osiem, czy osiemnaście? – mruknął, mierząc przyjaciela badawczym spojrzeniem – To się zdarzy. Dość tego waszego tańczenia wokół siebie. Nawet ja się czuję seksualnie sfrustrowany, gdy na to patrzę.
Chris patrzył na niego przez chwilę, niepewny, po czym pufnął ciepłym powietrzem we wnętrze dłoni przykrywającej jego usta i wzruszył ramionami. Josh nie potrzebował niczego więcej. Uśmiechając się szeroko, zabrał dłoń i obaj wrócili do wspólnego grania.
*
Na jednym oknie zawisły nietoperzyki, na drugim malutkie dynie. A wszystko upstrzone było malutkimi światełkami, które wyglądały magicznie nawet bez zgaszonego światła.
Beth zatarła ręce, przyglądając się swojemu dziełu. Przybiła piątkę mijającej ją Hannie i podparła dłonie na biodrach, zerkając na starszego brata. Który, zamiast aktywnie dekorować, co pięć sekund spoglądał na ekran swojego telefonu.
- Kiedyś trzeba was będzie operacyjnie rozdzielić – powiedziała, uśmiechając się przekornie.
Josh drgnął i szybko odłożył telefon na stół.
- Spóźnia się – mruknął, szczerząc zęby – Pewnie zagadał się z Ashley.
Hannah i Beth wymieniły szybkie spojrzenia, bliźniaczka w okularach ukryła uśmiech za kubkiem kawy.
- W skali od jednego do najlepsze ziomeczki, jak bardzo jesteś zazdrosny? – zapytała tamta druga, dźgając swojego brata w żebra zaczepnie.
Josh wywrócił oczami i parsknął śmiechem.
- Wycziluj. Wiem, że pewnie obie oglądacie gejowskie pornosy dla rozrywki, ale nie o to tu chodzi. Będę tym, dzięki któremu nasz grzeczny przyjaciel w końcu zje wisienkę z czubka tortu, jeśli wiecie co mam na myśli.
Hannah, nie mogąc się powstrzymać, wybuchła śmiechem.
- Postaramy się, żeby nikt wam nie przeszkadzał – zapewniła Beth, też powstrzymując śmiech.
- Obie jesteście bardzo, bardzo dziwne – ciemnowłosy wywrócił oczami, zabierając się za resztę dekoracji – Mam zamiar zeswatać go z Ashley na tej legendarnej imprezie. I fantazje żadnej z was temu nie przeszkodzą.
- Nie o swoje fantazje się martwimy, braciszku – mruknęła Beth dokładnie w momencie, w którym drzwi frontowe do pomieszczenia, które akurat dekorowały, otworzyły się i wpadł przez nie Chris.
Nieco zaczerwieniony na policzkach od panującego na zewnątrz jesiennego chłodu, rzucił na ziemię plecak i otworzył usta z zamiarem przepraszania. Nie zdążył.
- Bracie! – Josh pokonał dzielący ich dystans w mniej niż dwie sekundy i zarzucił przyjacielowi ramiona na szyję – Moje wyrodne siostry bliźniaczki sugerują bardzo, bardzo złe rzeczy.
Chris, nie tracąc czerwieni z policzków, zerknął na uśmiechające się szeroko siostry Washington znad ramienia ciemnowłosego i, prowokacyjnie, objął go mocno w talii.
- Co mówiły tym razem? – zapytał, nieco zdyszany biegiem.
- Coś bardzo gejowskiego – Josh odsunął się od Chrisa na wyciągnięcie ramion i spojrzał mu głęboko w oczy, po czym przygryzł wargę, pochylając się delikatnie w jego kierunku – Nie mam bladego pojęcia, czemu ciągle to robią.
Blondyn zaśmiał się cicho i oblizał usta, pozwalając swoim oczom zjechać na wargi przyjaciela.
- Ja też, stary. Co mogłoby je skłonić do wyciągania tak bezsensownych wniosków?
I, chociaż zachowywanie się w taki sposób krępowało go znacznie bardziej od Josha, nigdy się przed nim nie cofał, dlatego z talii ciemnowłosego zsunął dłonie na jego pośladki i ścisnął delikatnie. Josh wydał z siebie cichy jęk, przekręcił głowę i rzucił się na Chrisa, w ostatnim momencie wciskając między ich mające się zderzyć usta swoją dłoń.
Po czym obaj zaczęli wydawać z siebie głośne, ciamkające odgłosy.
Beth i Hannah synchronicznie wywróciły oczami.
- Jesteście niemożliwi – mruknęła ciemnowłosa w okularach, wracając do dekorowania pokoju, ale gdy dwóch chłopaków odkleiło się od siebie, wymieniając roziskrzone, rozbawione spojrzenia, szturchnęła siostrę delikatnie i obie parsknęły śmiechem.
- Tak więc – Josh odwrócił się na pięcie i wskazał blondynowi stos niezawieszonych światełek i wyciętych z papieru, tematycznych kształtów – to wszystko jeszcze zostało do powieszenia. A potem, na imprezie, zostanie już tylko coś do wstania i wetknięcia.
Chris kontemplował przez dłuższą chwilę znaczenie tych ostatnich słów, po czym zaczerwienił się po czubki uszu.
- Josh, ja naprawdę…
- Ciapku. Słońce. Ucisz się. Albo sam cię uciszę – podniósł ze stołu kawałek waty i uniósł ją gestem groźby w kierunku blondyna – Bez dyskusji. Wiem, że się stresujesz, ale obiecuję, wszystko będzie git majonez.
Hannah, zazwyczaj nieśmiała i cicha, przeszła obok Josha i wcisnęła mu w dłonie stos malutkich świeczuszek dość brutalnie.
- Jeśli tak bardzo zależy ci na tym, żeby Chris się z kimś przespał, to sam się z nim prześpij i przestań marudzić.
Josh ani na sekundę nie stracił twarzy.
- Nie chcecie, żeby Chris zrobił to z kimś, za kim szaleje od podstawówki?
Twarz blondyna, dziwnym trafem, w tym momencie nie była w ogóle widoczna, bo praktycznie wetknął ją w kartonowe pudełko z dekoracjami.
- Chcemy, żebyś przestał się tak rządzić – mruknęła Beth, mierząc brata wzrokiem.
Josh przygryzł wargę, patrząc po wszystkich, po czym westchnął boleśnie, rzucając świeczuszki na stół. Kilka z nich potoczyło się po blacie i z cichym stukotem spadło na podłogę.
- Nieważne. Jeszcze wszyscy będziecie mi dziękować za to, jak zajebistym jestem przyjacielem. A ty szczególnie, szefie, jak już podłączysz swoje usb do jej wejścia.
Bliźniaczki odpuściły dalszą konwersację i przeszły z pudełkami do kuchni, znów wymieniając spojrzenia. Chris w końcu wyłonił się z pudełka i spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Niech będzie, stary. Cokolwiek powiesz.
Josh wybuchnął jowialnym śmiechem, podszedł do blondyna i przybili głośną piątkę.
- I tak ma być! – zawołał, zadowolony.
I taki był. Przecież był zadowolony. Nie miał żadnego powodu, aby nie czuć się zadowolony.
Żadnego.
*
washingstoned: ashley ashley ashley
redhead007: co jest, Josh?
washingstoned: wpadasz jutro prawda?
redhead007: pewnie :)
washingstoned: mega. chris się ucieszy ;)
redhead007: ???
redhead007: Josh???
*
washingstoned: zasiałem w jej głowie ciekawą refleksję, wszystko idzie zgodnie z planem
cochise_: Jeśli tak uważasz, bro. Mam wpaść godzinę wcześniej, żeby przy wszystkim pomóc?
washingstoned: nopeee
washingstoned: dam radę, ty się ogól gdzie trzeba i wypij setę
cochise_: Nie mogę się doczekać. :)
washingstoned: serio?
cochise_: Trochę mnie nakręciłeś, muszę przyznać.
cochise_: Jesteś?
washingstoned: tak tak
washingstoned: to zajebiście ziom
washingstoned: lecę do zobaczenia
*
- Naprawdę nie mogłeś być bardziej nieoryginalny – Sam zaśmiała się, widząc Josha zasłaniającego pół twarzy ciemną peleryną – Ale przynajmniej masz dobry pretekst, żeby gryźć wszystkich po szyjach.
Dracula-Josh uśmiechnął się szeroko, odsłaniając sztuczne kły. Włosy zaczesał sobie do tyłu, twarz pokrył jasnym podkładem, a pod oczy nałożył sobie trochę fioletowego cienia. To znaczy, poprosił o to siostry, bo sam nie ufał sobie z przyborami do makijażu. Efekt był, według samego Josha, oszałamiający.
- A z ciebie urocza gryfonka.
Sam zarzuciła czerwono-żółtym szalikiem i przekroczyła próg budynku, klepiąc Josha po ramieniu.
- Dziękuję. I współczuję funkcji witającego. Musisz nieźle marznąć w tym progu.
Josh wyciągnął małą flaszkę zza pazuchy i pomachał nią w kierunku blondynki, poruszając brwiami sugestywnie, na co ona wywróciła oczami.
- Wiem, jak się rozgrzać.
W tym momencie poczuł kolejne klepnięcie w ramię, nieco mocniejsze. Odwrócił się, nieco skonfundowany, zamrugał, i wybuchnął śmiechem.
- Co to ma być, stary? – zapytał, ściskając Chrisa krótko jednym ramieniem.
Przez ten krótki moment przywitania poczuł zapach perfum przyjaciela pomieszany z jesiennym chłodem i dymem. Był on tak niesamowicie przyjemny, że musiał zwalczyć w sobie ochotę na wetknięcie nosa w szalik, którym Chris opatulił sobie szyję.
W zamian odsunął się od niego szybko, aby przyjrzeć się jego kostiumowi. I parsknął śmiechem.
- No… co? James Bond, ziom. Mam nawet broń – wymamrotał ubrany w garnitur blondyn, wyciągając zza pazuchy mały pistolet, który tak naprawdę był zapalniczką – Nie dostanę wejściówki?
Josh musiał ugryźć się w język, aby nie wyskoczyć z jakimś dwuznacznym komentarzem dotyczącym przekonania bramkarza. Ostatnimi czasy coraz częściej miał ochotę droczyć się z Chrisem w ten sposób. Żeby jednak nie wypaść z formy, postanowił trochę zmienić tor żartu.
- Dzisiaj nawet dwie – mrugnął do niego, sugerując oczywiście Ashley, na co Chris uśmiechnął się szeroko.
- Trzymam cię za słowo, bro – odparł, a Josh przełknął kolejny łyk wiśniówki z większym trudem niż poprzednie.
Po kolejnych dwudziestu minutach wszyscy goście przyszli i zostali powitani. Ashley, przebrana za myszkę Minnie, momentalnie zaczęła rozglądać się za Chrisem, a tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy Josha. On sam stwierdził, że na razie da się sprawom rozwinąć samoistnie i wrócił do największego salonu, aby oficjalnie rozpocząć imprezę.
I zapowiadało się na to, że będzie tak bardzo epicko, jak to sobie wyobrażał. Mike przebrany za Jacka Sparrowa już wymyślił jakąś alkoholową grę i przyglądał się jak czarodziejka z księżyca Jess i kobieta-kot Emily próbują upodlić jedna drugą, a faraon Matt próbował jakoś załagodzić konflikt, w wyniku czego wszyscy pili więcej. Zamiast dołączyć do nich albo do Sam robiącej sobie drinka na drugim końcu pokoju, Josh zszedł do piwnicy, wiedząc, że tam zazwyczaj używa się substancji nielegalnych.
I miał rację – grupka znajomych z jego dawnej klasy, w tym dziewczyna, z którą spotykał się parę tygodni, stała w kółeczku i przekazywała z rąk do rąk blanta.
- Tej, Dracula! – zawołała Nat, zauważając go momentalnie – Chcesz do nas dołączyć?
Ciemnowłosy był bliski zgodzenia się – bo nie widział żadnego powodu, dla którego miałby odmawiać – ale w tym momencie zza schodów, z niewidocznej części piwnicy, dobiegł go znajomy głos.
- Bro!
Josh uniósł dłonie w przepraszającym geście w kierunku rozczarowanej Nat i reszty znajomych, po czym odwrócił się na pięcie i podążył za głosem. Nie widział Chrisa od dobrej pół godziny i już zaczynał się martwić.
- Już się stęskniłeś? – zapytał donośnie, mijając schody, i na ułamek sekundy zwolnił kroku, a uśmiech lekko zamarł na jego twarzy.
Chris nie był sam. Stał z Ashley, która paliła papierosa i teraz uśmiechała się do Josha nieznacznie. Natomiast okularnik wyglądał na najszczęśliwszego pod słońcem. Na tyle, że Josh przez chwilę chciał rozejrzeć się po ziemi w poszukiwaniu zużytej prezerwatywy.
- Palisz? – spytał okularnik, wyciągając z paczki po papierosach skręta.
- Jakbyś musiał pytać, szefie – Josh wywrócił oczami i dołączył do pary.
Wiedział, że powinien zostawić ich samych i że Chris pewnie zawołał go z grzeczności, ale jego akcje i myśli jakoś nie chciały się dogadać. Wetknął dłonie do kieszeni, opierając się o drewnianą belkę i obczaił Ashley z góry na dół, po czym uśmiechnął się zaczepnie.
- Co tam, myszko?
Dziewczyna parsknęła śmiechem i dopaliła papierosa.
- Super, ale za trzeźwo – powiedziała i zerknęła na Chrisa, jakby wyczekująco, ale tamten był zajęty rozpalaniem blanta.
- Zaraz będzie mniej trzeźwo – odparł Josh, wskazując ruchem głowy na poczynania przyjaciela.
Ashley dogasiła papierosa w popielniczce kształtu dyni – Hannah i Beth wczuły się tak – i pokręciła głową lekko.
- Hmm, może później. Pójdę zobaczyć, co u Sam i w ogóle… no.
Znów rzuciła przelotne spojrzenie na Chrisa. Tamten drgnął lekko, jakby obudzony z transu, i uśmiechnął się do niej przepraszająco.
- To do potem – powiedział delikatnym, wręcz czułym tonem.
Chris nieczęsto używał takiego tonu głosu. Josh skrzyżował ramiona na piersiach i uniósł brew, czekając aż dziewczyna wejdzie po schodach i zamkną się za nią drzwi. Blondyn zaciągnął się, jednocześnie spoglądając na niego pytająco.
- I po ciul mnie tutaj wołałeś? – zapytał, postanawiając przemilczeć fakt, że mógł po prostu sobie pójść.
Chris zmieszał się lekko i powoli wypuścił dym, trochę ustami, trochę nosem. Znajomy zapach wypełnił nozdrza Josha. Za schodami byli niewidoczni dla nikogo, chyba że ktoś zdecydowałby na nich usiąść. Gdy nadeszła jego kolejka, ciemnowłosy delikatnie przejął skręta od przyjaciela.
- Rozmowa średnio się kleiła. Nie miała iść z kim na papierosa, to poszedłem.
Josh zaciągnął się tak mocno, że aż zabolały go płuca.
- To trzeba było się komunikować niewerbalnie.
I poruszył brwiami sugestywnie.
Właściwie to nigdy nie wyobrażał sobie jak jego ziomek i Ashley wyglądaliby jako para. Wizja ta pojawiła się w jego głowie niespodziewanie i nagle; dziewczyna była niziutka w porównaniu do blondyna, więc pewnie w mogłaby całkowicie zniknąć w jego ramionach. Chociaż nie należał do najlepiej wysportowanych, Chris na pewno z łatwością wziąłby ją na ręce, na barana, albo nawet przerzucił przez ramię.
Nie miałby pewnie też problemu w rzuceniu jej na łóżko czy kanapę – biorąc pod uwagę ich różnicę postury, mógłby pominąć całą grę wstępną i nakręcić ją samym udawaniem szefa.
Przed oczami Josha pojawiła się wizja, podkolorowana blantem, którego palił; patrzył na swojego ziomka z perspektywy Ashley, z łóżka w gościnnej sypialni. Chris, z bardzo poważną, dominującą miną, zdjął okulary. A potem, powoli, nie spuszczając z niej – niego – wzroku, zdjął marynarkę. Poluzował i ściągnął krawat. Rozpiął koszulę, guzik po guziku, a ona zsunęła się z niego jak wąż, bezszelestnie. Podszedł do łóżka, uśmiechnął, nachylił, chwycił go za ręce i dwoma sprawnymi ruchami związał je krawatem przy nadgarstkach. A potem, emanując zapachem ciężkich perfum, dworu i dymu, musnął ustami jego ucho i wymruczał –
- Josh? – dłoń majtająca mu przed oczami wyrwała go z zamyślenia – Ziemia do ziomka. Jazz ci zgasł.
Ciemnowłosy spojrzał na swojego przyjaciela jakby widział go na oczy po raz pierwszy w życiu.
- O, racja.
I, jakby nigdy nic, odpalił skręta z powrotem.
- Nie miej wyrzutów, że przerwałeś moment, czy coś – kontynuował Chris, jeszcze przez chwilę przyglądając się przyjacielowi badawczo – Tutaj nawet nie ma nastroju, bo wszystko jest na widoku.
Josh, nie myśląc o tym dwa razy, chwycił blondyna za krawat i pociągnął mocno, jednocześnie cofając się w skryty za szafą z półkami kącik, w którym stał jednoosobowy fotel. Było tam ciasno, ale jeśli ktoś chciałby ich znaleźć, musiałby przejść całą długość pomieszczenia i zajrzeć bezpośrednio za szafę.
- Jakbyście schowali się tutaj – mruknął Josh, czując siedzisko fotela dotykające jego łydek, szafę i ścianę po obu stronach łokci i marynarkę Chrisa stykającą się z przednią częścią jego peleryny – nikt by was nie zobaczył.
Chris był naprawdę bardzo blisko i patrzył na dłoń Josha ściskającą jego krawat.
- Nie pomyślałem o tym – odpowiedział, a jego oddech pachniał ziołem.
Josh mógł policzyć wszystkie piegi na jego twarzy.
- Moglibyście to zrobić na tym fotelu – dodał, włożył blanta do ust i zaciągnął się.
Chris uniósł wzrok i ich spojrzenia spotkały się.
- Moglibyśmy – potwierdził cicho.
Josh przez dłuższą chwilę patrzył na niego bez słowa, po czym wydmuchał cały przetrzymywany w płucach dym prosto w jego twarz.
Blondyn wydał z siebie zaskoczony odgłos, zakaszlał i obaj wybuchli śmiechem.


*


Alkohol lał się strumieniami, piwnica była gęsta od dymu papierosów i nie tylko, a muzyka dudniła w uszach w każdym z większych pomieszczeń, do którego się weszło. Po spaleniu blanta Josh polecił Chrisowi znaleźć Ashley, a sam biegał po wszystkich i upewniał się, że bawią się świetnie.
Gdy podszedł do grupki bliższych znajomych – Emily, Matt, Mike i Jess stojący w kółku, droczący się ze sobą nawzajem, ale widocznie rozbawieni i pijani – w oczach każdego z nich odnalazł różne, zależnie od osoby, ilości zmartwienia i podejrzliwości.
- Wszystko okej, Josh? – spytała Jess uroczo i niewinnie.
- Wyglądasz jakby ktoś wetknął ci pal w odbyt – dokończyła Emily to, co blondynka pewnie miała na myśli, bo tamta tylko przygryzła wargę, hamując parsknięcie śmiechem.
- Skąd to pytanie, moje drogie? Rozejrzyjcie się wokół. Impreza jest wy-je-bana.
Matt i Mike synchronicznie pokiwali głowami.
- Impreza tak. Ale jak ty się bawisz? – zapytał ciemnoskóry chłopak, przekrzywiając głowę, skonsternowany.
Josh zamrugał. Jak on się bawił?
Zanim zdążył wymyśleć jakąś zabawną, zgryźliwą i wiarygodną odpowiedź na to pytanie, Emily podniosła głos, zwracając się do kogoś za ich plecami.
- Ej, Chris, Ashley! Chodźcie tu szybko, Josh przymula!
Ciemnowłosy poczuł dziwny ucisk w żołądku. Ucisk ten spowodował, że sięgnął po flaszkę stojącą na najbliższym stole i pociągnął z niej solidny łyk. Nie chciał, żeby przez niego jego przyjaciel – znowu - tracił moment samotności ze swoją wymarzoną dziewczyną; ale w momencie, gdy zobaczył nadchodzącego Chrisa, uśmiech sam wpełznął na jego usta.
Blondyn był już widocznie podchmielony. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, on też uśmiechnął się szeroko. Obaj mieli wciąż z lekka zaczerwienione oczy – skutek zażywania nielegalnych substancji w piwnicy. Ashley podążała za nim spiesznie.
- Nic się nie stało, naprawdę – zapewnił Josh teatralnie, unosząc dłonie w obronnym geście – Emily, kocico, powiedz mi, ile już wypiłaś?
Emily nie była jedną z tych osób, które dawały się nabierać na takie gierki.
- Nie wystarczająco tyle, aby nie móc stwierdzić, że przymulasz – odparowała, krzyżując ramiona na piersiach – Najwyższy czas, aby wyciągnąć inne butelki z barku.
- Och, och, ja chcę tequilę! – Jess zaklaskała, zerkając szybko w stronę Mike’a – I zlizywanie soli!
Emily uniosła brwi, ale cała reszta wybuchła śmiechem.
- Z czego chcesz zlizywać tę sól, moja droga? – zapytał Mike, szturchając blondynkę, a ona zaczerwieniła się po czubki uszu, nie tracąc jednak pozy.
- Chodź ze mną na górę, to się przekonasz – odparła, tym razem wprawiając wysokiego chłopaka w zakłopotanie.
- To świetny pomysł – podchwycił Josh, po tym jak już przemycił kilka niezauważonych łyków wódki do swojego organizmu – Przenieście się wszyscy… wszyscy, Chris… do pokoju na piętrze, a ja zaraz wpadnę ze stuffem.
Blondyn, który – tracąc uśmiech sekundę po wspomnieniu o tequili - wyglądał, jakby miał ochotę uciec, niechętnie podążył za resztą, rzucając Joshowi nieokreślone spojrzenie znad ramienia. Ciemnowłosy podtrzymał je, uśmiechając się nieznacznie, po czym skierował się do barku i szafek.
*
Grali w butelkę, losując pijących oraz ich „ofiary”. Emily zlizała sól z brzucha Jess. Wyglądało to o wiele seksowniej, niż Josh sobie wyobrażał, że będzie. Jess zrobiła to samo z Mattem – okazało się, że ciemnoskóry chłopak ma tak niesamowite łaskotki w tamtych rejonach, że cała grupka umierała ze śmiechu przez dobre dziesięć minut, po wysłuchaniu jego pisków. Potem Matt zlizał sól z szyi Josha, a ten wygiął się w udawanym spazmie przyjemności, na co reszta zareagowała jeszcze głośniejszym śmiechem. Zrobił to w teatralny sposób, mrucząc cicho, a pierwszą rzeczą, którą zauważył po otworzeniu oczu, były te niebieskie, jego najlepszego ziomeczka, wlepione prosto w niego.
A potem to Josh zakręcił butelką, a ona, bez żadnych wątpliwości, zatrzymała się na Chrisie. Zgodne „uuuu” rozeszło się wśród całej reszty, a Mike zagwizdał głośno na palcach. Josh, czując dziwny ucisk w żołądku, wywrócił oczami.
- Wodzu, wszyscy oczekują gejowskiej akcji. Jesteś gotów na pełen pakiet tego? - wskazał na siebie kciukami, poruszając brwiami sugestywnie.
Chris – czy ten ładny, czerwony odcień był na jego policzkach wcześniej? - zaśmiał się głośno i dramatycznym gestem odciągnął kołnierz, eksponując szyję.
- Tylko bez kłów, Broculo – westchnął z udawaną boleścią.
- Wow – Josh pokręcił głową, całkowicie świadomy świdrujących go spojrzeń – Wow, to było kiepskie nawet jak na ciebie.
Po czym naślinił palec i przysunął się bliżej Chrisa na łóżku, a następnie, niespiesznym ruchem, przeciągnął nim wzdłuż jego szyi, zaczynając od punktu, w którym wyczuł puls, na zagłębieniu między obojczykami kończąc. Mógłby przysiąc, że blondyn zadrżał pod jego dotykiem – ale pewnie po prostu to jego własna dłoń wykonała jakiś niepotrzebny ruch.
Nakładając sól na zaznaczone miejsce, Josh sięgnął po kawałek cytryny i, po chwili zastanowienia, na jego usta wpełzł cwany uśmieszek. Przysuwając swoją twarz do tej przyjaciela, zbyt blisko, aby nazwać to niewinnym, dotknął jego ust kawałkiem owocu. Chris, zbyt zaskoczony, aby cokolwiek odpowiedzieć, posłusznie otworzył usta i, krzywiąc się lekko na smak kilku kropelek soku lądujących na jego języku, przytrzymał podany „rekwizyt”.
A potem Josh dramatycznie sięgnął po kieliszek i opróżnił jego zawartość jednym haustem. Od odłożenia szkła do momentu, w którym jego palce wpiły się w ramiona Chrisa, a język dotknął delikatnej skóry w zagłębieniu między obojczykami, minęła może sekunda. Wszyscy znów wydali z siebie zgodne „uuuu”, ale zamilkli, widząc w jaki sposób ciemnowłosy zlizuje sól, jak jego oczy zamykają się powoli, dłonie zsuwają w dół ramion blondyna, a z gardła dochodzi zadowolony pomruk, zupełnie inny niż ten wcześniejszy, powodujący u większości z nich dreszcz.
Chris zadrżał wyraźnie i odchylił głowę automatycznie, jego wydech niespokojny i zabarwiony cichym jękiem przyjemności. Słysząc odgłos, który bez pozwolenia opuścił jego gardło, okularnik zaczerwienił się po czubki uszu i przygryzł dolną wargę, po czym zamknął oczy.
- Cholera jasna – mruknęła Emily, unosząc brwi.
Język Josha zakończył swoją wędrówkę tuż za uchem Chrisa – Washington poczuł na jego koniuszku tempo, w jakim serce blondyna biło i ta świadomość uderzyła potężną falą ekscytacji prosto do jego spodni.
Cholera, cholera, cholera.
Odsuwając się szybko, zanim jego panika przejmie kontrolę nad działaniem, chwycił twarz swojego przyjaciela w dłonie i wgryzł się w cytrynę niewinnie spoczywającą w jego ustach. Jeśli ich wargi też przez chwilę się ze sobą zetknęły – bardziej zderzyły – żaden nic nie powiedział.
Josh odsunął się na odległość wyciągniętego ramienia i spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela jeszcze zanim zdążył przywdziać jakąkolwiek metaforyczną maskę na twarz. Chris otworzył oczy – o jezu, miał zamknięte oczy – i odwzajemnił spojrzenie, a Joshowi sucho zrobiło się w gardle.
Ktoś odchrząknął i ciemnowłosy ocknął się, wybuchając głośnym, sztucznym śmiechem.
- Tada! - wyszczerzył zęby – Podobało się?
- Nie wiem komu bardziej, nam, czy Chrisowi – Jess wybuchła śmiechem, a wszyscy razem z nią.
- Spadajcie – mruknął na to blondyn, czerwony jak piwonia.
Josh nie patrzył na niego do końca zabawy, chociaż kątem oka dobrze widział, że Chris rzuca mu dość częste spojrzenie.
Ale on nie miał serca ich odwzajemniać – nie po tym, co poczuł w trakcie gry.
*
Impreza powoli wymarła – ostatni goście albo wyszli, albo posnęli w przypadkowych miejscach. Josh, przymulony alkoholem i sennością, zgarniał ze stołów butelki i zbierał największe śmieci, wiedząc, że rano na pewno nie będzie chciało mu się tego robić bardziej niż nie chciało mu się w tym momencie.
Pół godziny minęło mu w ciszy – dlatego, gdy ktoś nagle wypowiedział jego imię, ciemnowłosy podskoczył jakieś trzysta metrów w górę i złapał się za serce, wypuszczając szklankę z dłoni. Szklanka, jak to szklanka, roztrzaskała się o podłogę na trzy duże części.
- Chcesz mnie posłać do grobu, wodzu? - zapytał Josh, wciąż z dłonią na sercu, patrząc na Chrisa stojącego w progu kuchni.
- Przepraszam, ojej, przepraszam, zaraz ci pomogę – wymamrotał blondyn, zawstydzony i widocznie pełen wyrzutów sumienia.
Josh westchnął i machnął ręką, odwracając wzrok momentalnie, gdy przypomniał sobie o wcześniejszych wydarzeniach.
- Nie zawracaj tym swojej pięknej rozczochranej, zaraz to pozbieram – powiedział zmęczonym tonem i odwrócił się w poszukiwaniu zmiotki czy czegoś w tym rodzaju – Czemu nie śpisz? Gdzie Ashley?
- Stary…
- Nie udało ci się tego zrobić, prawda? - ciemnowłosy zaśmiał się, zbierając odłamki gołymi rękami, jako że nic nie znalazł – Przepraszam, ciulowy ze mnie przyjaciel, miałem ci jakoś pomóc.
- Josh.
- Następnym razem, z ręką na sercu mówię ci, że uda mi się… Au, kurwa!
Odstające szkło przebiło opuszek jego palca i wsunęło się do środka na długość dobrych paru milimetrów. Josh odskoczył od odłamków i spojrzał na swoją dłoń, która już zaczęła dość obficie krwawić.
- Szlag, mocno się zraniłeś? - Chris był przy jego boku w ułamku sekundy, a ciepła dłoń spoczęła na ramieniu Josha, sprawiając, że odsunął się i od przyjaciela, spłoszony.
- Nie – pokręcił głową – Serio, wodzu, wszystko jest pod kontrolą, tylko sobie to zakleję--
- Josh.
Ciemnowłosy uniósł wzrok, słysząc diametralną zmianę w tonie głosu swojego przyjaciela. Zanim zdążył głupio zapytać „co?”, dół jego pleców został przyciśnięty do kuchennego blatu, a twarz chwycona w te ciepłe dłonie. Washington wydał z siebie coś, co przypominało zaskoczone miauknięcie. Chris był bardzo blisko, bliżej niż wtedy w piwnicy, gdy sobie z niego żartował, bliżej niż kiedykolwiek.
- Stary, możesz mi powiedzieć, co robisz? - zapytał, próbując nadać swojemu głosowi rozbawioną barwę, ale głos go zawiódł i zadrżał.
Chris wyglądał na bardzo, bardzo zdeterminowanego i – jak to Chris – zmartwionego.
- Powiedz mi – powiedział cicho, a jego oddech połaskotał Josha w usta – Proszę, powiedz mi szczerze… Dlaczego zachowujesz się dziwnie odkąd wróciliśmy z tamtej sypialni?
Kolana Josha zaczęły go zawodzić i zmieniać się w galaretkę, a żadne kłamstwo nie zgodziło się przejść przez gardło.
- Bo podobało mi się, wodzu – wymamrotał, nie spuszczając z Chrisa wzroku – i nie chcę, kurwa, nie chcę, żeby ktoś cię całował, ja--
- Super – odparł na to Chris na wydechu – bo mi też się podobało i chcę porobić więcej takich rzeczy.
Josh zamrugał, a jego usta rozchyliły się w niemym zaskoczeniu.
- O – powiedział tylko, czując całkowitą pustkę w głowie.
- No – potwierdził blondyn, przygryzając wargę – Chyba, że… że źle to zrozumiałem i ty nie chcesz… to znaczy, kurna, to takie dziwne--
Tym razem to Josh mu przerwał, ale nie słowami, a ustami wciskającymi resztę tych niepewnych słów z powrotem między wargi blondyna. Ich pocałunek – pierwszy pocałunek – był bardzo niezręczny i trochę desperacki. Obaj przez sekundę poczuli się tak, jakby popełnili ogromny błąd i przecież nie ma mowy, żeby mi się to spodobało, ale zaraz któryś z nich przesunął się tak, że udo Chrisa wsunęło się między nogi Josha i heteroseksualny mur runął. Pocałunek szybko przerodził się w drugi, powolny i dosyć bezwstydny, mokre, mlaszczące odgłosy i przeciągłe pomruki wypełniły kuchnię, gdy jeszcze do niedawna tylko przyjaciele dłońmi wodzili po sobie nawzajem eksperymentalnie, nie spiesząc się, wiedząc, że nikt im nie przeszkodzi.
Josh odsunął się dopiero wtedy, gdy brak powietrza w płucach fizycznie go zabolał. Spojrzał na Chrisa i uznał, że tamten wygląda, jakby coś ciężkiego uderzyło go w tył głowy; ale sam pewnie nie wyglądał lepiej.
- Eee – przekrzywił głowę lekko – Także tego, trochę się porobiło, bro.
Chris parsknął śmiechem, jego usta zaczerwienione i lekko nabrzmiałe od ssania i gryzienia.
- Yup – odmruknął – Jesteśmy w dupie.
Na usta Josha wpełzł ten charakterystyczny uśmieszek, kiedy jego dłonie powoli zjechały z pleców najlepszego przyjaciela i spoczęły na jego pośladkach.
- Jeden z nas dzisiaj na pewno! - poruszył brwiami, ściskając je mocno, a blondyn spłonił się od szyi po czubki uszu.
- Zamknij się, Josh, serio – wymamrotał, próbując wyglądać na rozgniewanego.
- Zmuś mnie – ciemnowłosy oblizał usta i znów się wyszczerzył.
No a Chris go posłuchał.
Braci się nie traci. 

15 komentarzy:

  1. Świetne opowiadanie :D sama gra też jest extra, oglądałam u Sarge, to miał najlepsze zakończenie z możliwych ^^ oprócz tego, świetny blog, już kiedyś go czytałam, potem go zgubiłam a teraz znowu postanowiłam odnaleźć :D super, że jeszcze piszesz! Jestem z Tobą! Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Całuję rączki za to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Okej, niewiele pamiętam z fragmentów UD, które widziałam i zdecydowanie muszę to nadrobić, tym bardziej, że Twój tekst mnie bardzo bardzo wkręcił, ale cholera, ostatnie zdanie sprawiło, że zawyłam. ZAWYŁAM.

    BRACI SB NIE TRACI BRUH

    OdpowiedzUsuń
  4. ilość brodudeów mnie zabiła
    nohomo stary
    Wspaniałe, jak zawsze z resztą

    OdpowiedzUsuń
  5. ilość brodudeów mnie zabiła
    nohomo stary
    Wspaniałe, jak zawsze z resztą

    OdpowiedzUsuń
  6. Super tylko szkoda,że tak skończyło się. :/
    I gra jest dość ciekawa ^^ Tylko nie kumam czemu wszystko jest takie mhm jak z film, a nie ma takiego prawdziwego grania. >.<
    I ughh. Przez Ciebie włączyłam specjalnie piosenkę,która podjarałaby w moim kominku. xd A tu nic. ;.;

    OdpowiedzUsuń
  7. O ja cię! :D
    ale mi się podobalo! ladnie budujesz to napięcie.
    Serio, pięknie opisane. ja chcę jeszcze! no chcę jeszcze!

    kunoichi ze slodkiswiatyaoi.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu to było... wow! Normalnie śmiałam się co sekundę! Pierwszy raz znalazłam opowiadanie z tematyką until dawn <3 Moim zdaniem tej grze powinno się dać drugie życie :3
    Chciałabym zobaczyć jeszcze inne części paringów, pisane przez Ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, climbing class <3 <3 niedawno skończyłam w to grać i miałam nieprzyjemność zakończyć to uratowaniem wszystkich poza joshem :C niby spoko, ale nie spoko, josh to mój tiny son.
    Btw mam ważne pytanko: jak zrobiłaś interaktywny fanfick? Wiem, że dawno temu go napisałaś, ale po prostu muszę wiedzieć, bo planuję zrobić interaktywny fanfick, a nie wiem jak zrobić te przejścia bez publikowania rozdziałów czy coś :/ Mogłabyś mi powiedzieć? Byłabym niesamowicie wdzięczna <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne, ale za mało penisów, więc 2/10

    OdpowiedzUsuń
  11. Taaaaak *^* uwielbiam ClimbingClass i pierwszy raz widzę coś po polsku z tą tematyką ;P napiszesz kiedyś coś jeszcze z tym pairingiem?

    Bri~

    OdpowiedzUsuń
  12. To było piękne. Po prostu cudo*-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogę uwierzyć, że znalazłam z nimi fanfic po polsku. To jest złoto.

    OdpowiedzUsuń