we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 12 maja 2015

Talk math to me #9 / end

Nooo i nadszedł czas na zakończenie. Samo zakończenie sugeruje, że coś z tej serii się jeszcze pojawi~
Dzięki za cierpliwość <3

________________________________________________

W gabinecie panowała grobowa cisza – można powiedzieć przed burzą, z tym, że niektórzy mieli ją oglądać przez okno, a inni bardziej dostać piorunem w łeb. Petra rozdawała wyniki ostatecznego egzaminu z matematyki osobom, które go poprawiały, czyli jakiejś połowie klasy.
            W tym Jeanowi. Chłopak bardzo usilnie starał się po sobie nie pokazywać, że się stresuje i bardzo mu to nie wychodziło. Dyskretnie odwrócił się w kierunku Armina, a tamten posłał mu pokrzepiający uśmiech. Chciałby móc powiedzieć, że poprawiło mu to nastrój, ale niestety – fakt, że blondyn tak bardzo wierzył w jego sukces jeszcze mocniej wzmagał strach przed porażką.
            - Zacznijmy od tego, że wszyscy zdaliście – powiedziała Petra na samym początku i wszyscy odetchnęli – Niektórzy lepiej, inni trochę gorzej.
            Stres się nie kończył – nie tylko zdanie, ale wynik egzaminu miał ogromne znaczenie. Gdy Petra zaczęła rozdawać kartki z wynikami egzaminacyjnymi, Jean utkwił wzrok w blacie ławki i skupił się na uspokojeniu walącego serca. Już sam nie wiedział, czy chodzi bardziej o jego własną satysfakcję, dumę rodziców, czy uśmiech Armina.
            - Gratulacje, Jean – usłyszał, jak spod powierzchni wody i zmarszczył brwi, analizując białą kartkę z czarnymi i czerwonymi znaczkami, które rozmazały się w witraż – Osiemdziesiąt siedem procent.
            Poczuł się jakby zeszło z niego powietrze. Osiemdziesiąt siedem procent to było… to nawet nie był szczyt marzeń, bo ten znajdował się jakieś dziesięć metrów niżej. Nigdy, nawet w swoich najśmielszych marzeniach, nie brał pod uwagę tak wysokiego wyniku.
            Uśmiechnął się do Petry szeroko, po czym odwrócił się przez ramię, aby Arminowi posłać jeszcze szerszy uśmiech. Blondyn promieniał.
            Dziękuję – Jean poruszył ustami bezgłośnie, a Armin ukłonił się teatralnie, wciąż siedząc – Kocham cię.
            Tym razem blondyn zaczerwienił się po czubki uszu.
            Wszystko było idealnie.
*
            No cóż, prawie.
            Pomijając nieustanne pilnowanie Erena, który – pomimo skręconej kostki – uparł się przy ćwiczeniu na wf-ie i wykorzystywał każdy moment nieuwagi nauczyciela i klasy, aby wkuśtykać na boisko i dołączyć się do gry, Armin miał jeszcze jeden problem.
            - Może przynieść wam jeszcze czegoś słodkiego? – pani Kirstein po raz czwarty w przeciągu ostatniej godziny stanęła w drzwiach do pokoju Jeana.
            Pomijając całą sympatię, którą Armin żywił w jej kierunku, nie miała ona tendencji do pukania ani… no, nawet zostawienia ich samych na dłużej niż pół godziny. Jean natomiast jeszcze nie był gotowy, aby powiedzieć jej co i jak, więc poproszenie o chwilę prywatności odpadało – ich ostatnie spotkania ograniczały się do całowania i ekspresowych robótek ręcznych przed konsolą, żeby w razie czego można było zamienić obiekt trzymany w dłoni na pada.
            Czyli - butelkująca się frustracja seksualna, która nigdy nie ułatwia życia, nikomu.
            Skończyli grać – i robić inne rzeczy – i Jean odprowadził Armina do drzwi, a potem dał szybkiego buziaka, wpierw upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu.
            - Do jutra – mruknął, zamykając za nim drzwi, a w jego oczach widać było chęć wciągnięcia blondyna z powrotem do domu i wniesienia na górę.
            Armin skinął głową i okrężną drogą ruszył do domu, aby jakoś rozchodzić swoją irytację. Ku własnemu zdziwieniu, po kwadransie spaceru dostał wiadomość – pisał do niego Marco, który następnego dnia miał wracać do siebie do domu.
            Pytał o spotkanie.
            Wciąż zaskoczony, ale równie zainteresowany Armin odpisał twierdząco  i ruszył do pobliskiego parku, gdzie Marco miał właśnie być.
            I był. Siedział na dużym kamieniu, machając nogami, z zamyśleniem patrząc w przestrzeń. Gdy zobaczył blondyna, uśmiechnął się do niego szeroko i zeskoczył.
            - Cześć – powiedział i zmierzwił dłonią włosy – Jutro wyjeżdżam i… pomyślałem sobie, że mogłoby ci się to przydać.
            Marco wyciągnął coś z kieszeni i wcisnął w dłoń Armina, zanim tamten zdążył zaprotestować albo zadać jakiekolwiek pytanie. Spojrzał na przedmiot i zamrugał.
            Marco dał mu klucz.
            - Do czego…? – blondyn już dawno nie był aż tak skonsternowany jak w tym momencie.
            - To klucz do mieszkania mojej cioci – mruknął Marco, czerwieniejąc na twarzy lekko – Jest w nim tylko od poniedziałku do czwartku, na każdy weekend wyjeżdża studiować. Powiedziała, że jeśli moi znajomi potrzebują… wolnej chaty… to mogę go dać komuś, komu ufam.
            Armin wciąż nie rozumiał.
            - To… przepraszam, że pytam, ale czemu nie dałeś go Jeanowi?
            Marco uśmiechnął się szeroko.
            - Bo przypuszczam, że będzie wpadał tam z tobą.
            - Och – mruknął Armin, marszcząc brwi, a potem na policzki wpełzł mu rumieniec – Och.
            - Nie ma za co – odparł na to Marco.
            Marco był naprawdę dobrym przyjacielem.
*
            Eren opadł na poduszki, zadyszany. Levi natomiast wstał z klęczek, przetarł usta wierzchem dłoni i sięgnął po jednorazowe chusteczki nawilżające, aby posprzątać to, co trzeba.
            - A więc – mruknął, gdy już konieczny porządek zapanował, a Eren przypomniał sobie jak ma na imię – blondyn i Końska Twarz w końcu połączyli swoje wersje wydarzeń?
            - Tak – potwierdził Eren, czerwieniejąc lekko – I przypuszczam, że nie są to jedyne rzeczy, które połączyli…
            Levi zmarszczył brwi.
            - Dziwny sposób na określenie seksu – powiedział po chwili, na co Eren skrzywił się i wydał odgłos mający imitować chęć wymiotowania – Czemu się obruszasz? Robimy dokładnie takie same rzeczy, przypuszczam, że nawet bardziej zintensyfikowane, biorąc pod uwagę fakt, że posiadam wolne mieszkanie…
            - Nie o to chodzi – odburknął Eren – Chodzi o to, że… Armin to mój najlepszy przyjaciel, no a Końska Twarz… Ech, no ale nieważne. Ważne jest szczęście Armina, resztę jakoś przeżyję.
            Levi przez chwilę przyglądał się swojemu chłopakowi, po czym pozwolił sobie na delikatny uśmiech.
            - Bardzo troszczysz się o przyjaciół, co? – spytał z cieniem czułości w głosie.
            Eren zamrugał, zaskoczony, i skinął głową.
            - Tak już mam.
            - W takim razie powiedz mi jak idą sprawy między twoją panią ochroniarz i tą, która wygląda, jakby potrafiła przegryźć piłkę własnymi zębami?
            Eren zmarszczył brwi.
            - Co? Mikasa i Annie? Co z nimi?
            Uśmiech spełzł z twarzy Leviego. Przez chwilę patrzył na Jaegera beznamiętnie, po czym westchnął głęboko.
            - Nie wiem, gdzie dzisiejsze dzieciaki mają oczy. Wszyscy jesteście… cholernie… ślepi.
*
            Wolne mieszkanie i święty spokój naprawdę pobudzają w człowieku nieznane dotąd instynkty.

            Dlatego Armin i Jean właśnie stali na środku salonu cioci Marco, całkowicie nadzy, i próbowali wymyśleć dobry sposób, aby powiedzieć im, że drewniany stolik na kawę się tak jakby… połamał.

6 komentarzy:

  1. Wow~~ Właśnie sobie siedziałam i myślałam coś w stylu "Fajnie jakby wyszedł Jearmin..." a tu proszę! Spełnienie marzeń normalnie xD Świetny rozdział i zakończenie~ Więcej takich~

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka rozbraja :)) Co prawda ostatni rozdział krótki i mi mało, ale skoro ma coś jeszcze być to nie narzekam tylko cierpliwie czekam xD A mieć takiego kumpla jak Marco to można tylko pozazdrościć :p Weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh oh oh,ależ się naczekałam na Jearmina *^* Nawet zrobiłam sobie jedniodniowe wolne od nałogowego zaglądania tutaj,na fp czy na kanał, bo "a może coś się pojawi" XD To chyba jakaś magia, bo od razu się pojawiło XDD Rozdział jak zawsze, nic do powiedzenia, bo tego się nie da powiedzieć. Z Twoimi opowiadaniami zawsze jest tak,że nie mam na nie określenia, przynajmniej w polskim. Myślę,że "adorable" jest blisko. Jean i Armin, no po prostu najlepsza parka ever, Eren i Levi... Nie shipowałam ich do poznania Twojego opowiadania. A teraz jeszcze widzę że będzie kontynuacja Mikasy i Annie,więc już pełnia szczęścia, dodając to tego Phan i Troyler z YouCafe to już całkiem odlot XD
    Ależ się rozpisałam, ale przynajmniej przestałam to przerabiać w kółko w głowie :") Pozdrawiam i życzę dużo weny <3 ~ Mizu

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże xD To było piękne :''''D Jearmin są tacy urokaśni ^^

    Ale i tak zawsze mam bekę z Ereri... A ich rozmowa o Mikasie i Annie... cudowne! A sprawa ze stolikiem... no cóż, coś wymyślą!

    Nee, ja mam nadzieję, że skrobniesz coś jeszcze i liczę na ciut Mikasy i Annie.. :D Weny, bo wen jest bardzo ważny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Połamany stolik... wole kuchenny blat. B)

    A teraz sie bierz za You Cafe. *-*
    Proszę, pisz You Cafe. *-*

    ~ Cookie (Ruda)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łe, nie zauważyłam, że jeszcze jeden rozdział xD tamten tak ładnie finalnie się kończył, że myślałam, że to finisz. Rany, ale Ty to fajnie opisujesz! W ogóle Levi i Eren w Twoim wykonaniu są ekstra, wielbię ich. A Jaan i Armin <333333333333333333 tylko stolik rozwalili? xD *tuli do siebie* Plis, pisz nam więcej~!!

    OdpowiedzUsuń