we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

poniedziałek, 9 marca 2015

Talk math to me #8

No i przedostatni odcinek z tej serii. Wychodzi na to, że potem będę kontynuowała Phana i... nicz innego? Coś trzeba z tym zrobić :DD
Aa no i dodałam nowego vloga, w którym męczę kolegę gejowskimi szipami. To znaczy, czy tak naprawdę mu się podobało, nie dowie się chyba nikt. XD

_________________________________

Tej nocy zdarzyły się dwie rzeczy – Armin i Jean zapracowali sobie na karną przebieżkę, nie dokańczając wyścigu… i przeżyli kilka najlepszych godzin w swoich życiach.
Niewiele rzeczy było ważnych w momencie, w którym widziało się gwiazdy. Wszelkie nieporozumienia z przeszłości zdawały się tak błahe i tak oczywiste do wyjaśnienia, że obaj co jakiś czas wybuchali śmiechem. Na przemian z jękami i urywaną rozmową.
Jean obawiał się, że przeszkodzi im Eren, ale ten już po raz kolejny go zaskoczył i, zauważywszy zniknięcie dwójki zawodników, postanowił, że prześpi się poza ośrodkiem. W sumie to… pewnie i tak by to zrobił.
Niepotrzebne było zapalanie światła; wystarczyło to księżycowe, wpadające zza okna. Skąpana w nim smukła sylwetka Armina wydawała się jeszcze bardziej krucha i ulotna. Nikt nie winiłby Jeana za ciągłe dotykowe upewnianie się, że blondyn nigdzie nie odfruwa. Za którymś z razów, kiedy jego opuszki palców zjechały bardziej w dół brzucha drugiego chłopaka, duże, błękitne oczy spoczęły na jego twarzy.
- Myślałeś o takich rzeczach, gdy byliśmy sami w twoim pokoju?
Jean zatrzymał dłoń i zaczerwienił się po czubki uszu.
- Może – mruknął.
Armin uśmiechnął się delikatnie i chwycił go za nadgarstek.
- Słyszałem, co wtedy powiedziałeś do Marco. O całowaniu mnie – uśmiechnął się jeszcze szerzej, trochę czule, a trochę jakby się zdecydowanie za dobrze bawił.
- O-och – Jean odwrócił wzrok, przypominając sobie całą sytuację.
Cholerny Marco.
- Brzmiałeś tak pewnie… że chyba musisz dotrzymać obietnicy.
Armin nie zdążył domknąć ust po ostatnim wypowiedzianym słowie. Dłoń, którą trzymał nadgarstek Jeana, została przygwożdżona do poduszki nad jego głową. Druga ręka, leżąca wzdłuż tułowia, przygnieciona kolanem. Jean z pozycji bocznej, biernej i zarumienionej w ułamku sekundy przeniósł się do dominującej i bardzo skorej do dotrzymania obietnicy.
I mógł myśleć, że góruje, ale bardziej zaskoczyłby Armina nie robiąc tego, co właśnie zrobił.
*
Dzień zawodów zaskoczył wszystkich wyjątkowo słoneczną pogodą. Na tyle wyjątkową, że, od ich rozpoczęcia, omdleć zdążyło pięć osób; niektórzy niejednokrotnie. Na przykład Connie, który obudziwszy się z głową na kolanach przerażonej Christy (akurat wtedy znajdowała się najbliżej niego i po prostu go złapała), powiedział, że ujrzał najpiękniejszego anioła na świecie, przypadkiem oberwał piłką odbitą przez Ymir i odpłynął po raz drugi.
Pomimo dość sceptycznego nastawienia Hannesa i sporej części drużyny, Shiganshina przeszło do finału. Nie trzeba dodawać, że znalazło się tam także liceum Utgard, którego zawodnicy rozgromili wszystkie pozostałe grupy, niektórych doprowadzając do autentycznego płaczu.
Finaliści spojrzeli na swojego trenera z ekscytacją wymieszaną z przerażeniem; on odpowiedział im dokładnie takim samym spojrzeniem.
- Cóż – powiedział, drapiąc się po głowie – motywowałem was na różne sposoby i mówiłem dużo rzeczy, ale jeśli mam być szczery to…
- Tak, trenerze – wtrącił Reiner z poważnym zrozumieniem – my też nie spodziewaliśmy się, że dojdziemy do finału. To teraz nieistotne. Co mamy robić?
- Jaką taktykę obrać? – Mikasa przekrzywiła głowę w pytającym geście.
- Jak bardzo można ich uszkodzić? – dodała Ymir.
- Słabo mi – wymamrotał Connie.
Hannes pomasował skronie, wzdychając głęboko.
- Zagrajcie najlepiej jak możecie – powiedział w końcu, wzruszając ramionami – Nie traćcie wiary, nawet jeśli na początku zrobią sporą punktową różnicę. Bez stresu. Jesteście dobrzy i o tym wiecie. Wierzę w was.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Armin, zestresowany do granic możliwości, trzymał się na uboczu. Przed oczami fruwały mu najróżniejsze negatywne wizje przyszłości – kulminacyjny moment, w którym nie odbija piłki albo przelatuje mu ona przez ręce, albo nie dolatuje do siatki, albo…
Paniczne rozmyślania przerwała mu dłoń zaciskająca się na jego własnej, uspokajająca i pewna. Wzrok Jeana nie mówił „pomogę ci”. Mówił „wiem, że postarasz się podołać – ja przez cały czas będę obok”. I za to milczące wsparcie blondyn był niesamowicie wdzięczny.
- Drużyny proszone są o zajęcie pozycji – powiedział jeden z sędziów beznamiętnie, najwidoczniej zgrzany i zmęczony jak wszyscy obecni.
Skrzyżowało się ze sobą kilka spojrzeń – mniej lub bardziej wrogich. Najmocniej iskrzyło na ścieżce wzroku prowadzącej od Erena do Leviego, którzy przed meczem zawarli kilka interesujących zakładów, a także pomiędzy Annie i Mikasą, obu którym tyle samo brakowało do tytułu Mistrza Gry.
Rozpoczęła się walka na śmierć i życie… to znaczy, finałowy mecz siatkówki.
*
Myślałby kto, że w takim gorącu, które panowało, ludzie dyszą zamiast oddychać – drużyny szły łeb w łeb z takim zacięciem, że trenerzy i widownia prawie w ogóle nie oddychali. Nie zabrakło też kontuzji. Connie, który miał tego dnia wyjątkowego pecha, już po pierwszych pięciu minutach wylądował na ławce ze złamanym nosem. Reinerowi coś przeskoczyło w kolanie. Annie i Mikasa wpadły na siebie, pędząc w stronę piłki i rozpędzonymi do odbicia dłońmi trafiły sobie wzajemnie w czoła.
W momencie, w którym wynik wynosił dwadzieścia cztery punkty dla Utgard w zestawieniu z dwudziestoma trzema punktami dla Shiganshina, obdrapany i poobijany od ciągłego upadania na ziemię Eren zaskowytał z bólu. Wszyscy mogli zobaczyć tylko jego kostkę wykręcającą się pod nieciekawym kątem, pod którym zdecydowanie nie powinna się wygiąć, a potem już leżał na ziemi.
Zanim którykolwiek z medyków zdołał mrugnąć, stojący po drugiej stronie boiska trener drużyny przeciwnej przebiegł przez tłum, pojedyncze osoby na swojej drodze traktując jak kręgle. Przykucnął przy starającym się zachować twarz („Ja dalej mogę grać, nic się nie stało, serio, mogę grać, trenerze!”) kontuzjowanym, a na jego twarzy po raz pierwszy odkąd uczniowie Shingashina go widzieli, malowały się emocje.
- Ty kretynie – wymamrotał Levi pod nosem, biorąc Erena na ręce bez żadnego trudu.
Medycy nie drgnęli. Nikt się nie ruszył. Szatyn, nie zwracając uwagi na spuchniętą kostkę, w momencie oderwania od ziemi zamarł całkowicie i jakby zwiotczał, a potem zaczerwienił się po same czubki uszu.
- C-co ty robisz – mruknął tylko, chyba udając niezadowolonego.
Tłum milczał niezręcznie. Armin, nie wiedząc czy śmiać się, czy martwić o przyjaciela, drgnął, czując dłoń zaciskającą się na ramieniu. Trener Hannes spojrzał na niego z powagą.
- Wchodzisz na miejsce Jaegera, Arlert.
Blondyn zachłysnął się własnym oddechem.
- Że c-co proszę? – jęknął, blednąc momentalnie.
- To, co słyszałeś – odparł trener bezlitośnie, a potem dodał nieco mniej stanowczym tonem – Dasz sobie radę. Widziałem twój progres. Nie bój się.
Armin wstał na drżące nogi i ruszył na boisko. Nie mógł nie zauważyć rozbawionych spojrzeń, które wymienia drużyna przeciwna, ani zmartwionego spojrzenia członków jego własnej.
Jean nachylił się w jego kierunku, gdy tylko tamten zajął swoją pozycję.
- Pokaż im – wymruczał mu do ucha.
Przez następne trzy minuty nie robił nic, ale tak czy inaczej udało im się najpierw zremisować, a potem przegonić Utgard jednym punktem.
- Tylko punkt – usłyszał szept Ymir za swoimi plecami – Wszyscy zepnijcie dupy. To tylko jeden pieprzony punkt, kurwa mać.
- Nie stresuj nas – jęknęła Sasha.
- Nie mówię, że się wścieknę, jak przegramy, ale rozwalę im wszystkim nosy.
Armin przełknął ślinę i utkwił wzrok w piłce.
A potem patrzył na jej lot, kiedy wpada wprost w dłonie Jeana, ale te dłonie nie dosięgają dostatecznie i widać, że piłka otrze się o siatkę, ale przez nią nie przeleci. Więc Armin mocno przygryzł wargę i instynktownie, aby ratować Jeana, podskoczył i podbił ją opuszkami palców.
Piłka przeleciała przez siatkę i przez ręce wszystkich z Utgard, i spadła na ziemię.
Armin przez dłuższą chwilę patrzył na powoli turlający się obiekt, po czym odwrócił wzrok w kierunku ławki trenera. Hannes wyglądał jakby właśnie dostał palpitacji serca. Zanim blondyn zdążył stwierdzić, czy właśnie to się faktycznie nie stało, silne ramiona chwyciły go w pasie, a jego nogi oderwały się od ziemi.
- Jasna cholera, Arlert, kocham cię! – krzyknął Jean na tyle głośno, że usłyszeli go wszyscy, po czym, chyba chcąc sprawić, że o tym zapomną, pocałował Armina prosto w usta.
Ryk radości pochodzący od drużyny Shingashina całkowicie zagłuszył mały okrzyk triumfu z pojedynczej ławki po drugiej stronie boiska. Levi skrzyżował ręce na klatce piersiowej, patrząc na uradowanego Erena, po czym wzruszył ramionami.

- I tak będziesz bezbronny przez najbliższe trzy tygodnie.

14 komentarzy:

  1. Wow. Wow. Wow. Kocham. Uwielbiam. Ubóstwiam. *ze szczęścia nie jest w stanie nic zrobić ani powiedzieć*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejuu, tyle na cokolwiek od Ciebie czekałam i się doczekałam: super!, co prawda trochę szkoda, że to przedostatnia część, ale za to JAKA ♥♥♥

    W ogóle dzięki Tobie polubiłam JeanxArmin – ba!, wcześniej nawet go jakoś nie zauważałam, nie wpadłabym na parowanie tej dwójki. A szkoda, bo bardzo mi się podoba.

    Jean jest super, Armin jest super, Eren jak zwykle dałn, Levicośtychłopieodjebał X”-D

    Nie wiem co napisać, bo nigdy nie wiem co napisać, więc powiem, że czekam na następne rozdziały czy to „YouCafe”, czy ostatni „Talk math to me”, czy upragnionej „Rairaaawr!!” + zastanawiam się z jakiego anime będzie Twój nowy fanfick UwU

    Pozdrowienia, te sprawy~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JEEEEEJ jest rozdział i jak poprzedniczka jaram się xD Kocham cie za ten rozdział, długo czekałam i się wreszcie doczekałam <3
      Rozdział mega i nie moge się doczekać ostatniej części :))
      Na Phana też z niecierpliwością czekam :D
      Biedny Marco nikt nie usłyszał jego jednoosobowej radości ;)
      Weny życzę

      Usuń
  3. Jej! Będzie więcej Phana. I tak przy okazji jestem nowa i mam pytanko, czy jara cię może także tronnor?

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaa megamegamegamega ♡ Czekam na Phana ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaram się *Q*
    A w piątek oglądałam jeszcze raz SnK i tak słucham, słucham, a Jean mówi do Armina "Masz to coś." *-* *-* *-* XDDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaa...! "I tak będziesz bezbronny przez najbliższe trzy tygodnie." Yep. <3U / Kira

    OdpowiedzUsuń
  7. uroczo uroczo uroczo, ale... *wlaca sie tryb: egoizm" teraz bedzie więcej PHANU PHANU PHAN *^* skromnie zaproponowalabym zeby kolejna seria która zaczniesz była Troyler~ ale kolejna seria phan tez nie pogardzę <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och. rany. Podczytuję Cię od jakiegoś czasu i... Zawsze wierzyłam w paring Levi x Eren, ale nigdy nie aż tak. Przez Ciebie mam na nich niesamowite fazy... Czytałam w autobusie tę część, więc pasażerowie też pewnie mieli ubaw, patrząc na banana wykwitłego na mym obliczu... Fragment, gdy Levi biegnie do Erena to czyste piękno. Trener biegnie do chłopca z przeciwnej drużyny mając wszystko inne gdzieś? Na pewno niczego między nimi nie ma 8)
    Jean x Armin też wyszło Ci genialnie, polubiłam tę parkę dzięki Tobie.
    Pozostaje mi tylko życzyć dalszej weny do pisania, to jesteś w tym świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *bo, a nie to. c: Aż się pomyliłam z wrażenia.

      Usuń
  10. <3!!!!!!!!! W życiu bym ich razem nie połączyła a przez te opowiadania to mi uśmiech z ryja nie schodzi xD Jeny, jakie to było fajne! Ile pozytywnych emocji, te nieporozumienia i ochy o achy i jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa... Świetne, naprawdę świetne. Akcja z Marco i porannym wstawaniem urocza max. Fajnie pokazałaś uczucia wszystkich bohaterów. Ogromny kciuk w górę:D!

    OdpowiedzUsuń