we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

piątek, 20 marca 2015

Hunted / Natsuno x Tohru [Shiki]

Po wszystkim, czego zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonuje, odczuwam wewnętrzną potrzebę napisania czegokolwiek, co jakoś by to naprawiło.
Oto i to coś. Moja próba.

________________________________________________

My haunted lungs, ghost in the sheets,
I know if I'm onto you, you must be haunting me.

Dzień czwarty po pierwszym ugryzieniu:
Natsuno Yuuki porzucił wioskę. Dokonał tego wyboru samodzielnie, nie miał na jego tle żadnych wyrzutów sumienia. Że co, że ratował siebie? Phi, gdyby chodziło tylko o to… Gdyby chodziło tylko o to, z wielką chęcią zostałby i poświęcił własne życie, aby zabrać chociażby kilka z tych okropnych istot ze sobą. Nienawidził ich z całego serca – nie za to, co zrobiły wiosce i jej mieszkańcom, nawet niekoniecznie za tryb ich życia.
Chodziło o coś dużo ważniejszego i właśnie dlatego Natsuno Yuuki biegł przed siebie ile sił w nogach, w garści trzymając lodowatą dłoń swojego oprawcy. Który, ironicznie, był teraz także czymś w rodzaju jego podopiecznego. Przerażony wampir lękający się przyszłości, głodu i zemsty tych, od których uciekli – a jednocześnie kontrolujący go dzięki ugryzieniu pan i jedyny przyjaciel.
- Natsuno – powiedział donośnie Tohru Mutou, przekrzykując szeleszczące na wietrze liście i łamiące się pod ich stopami gałęzie – Powinieneś odpocząć!
Yuuki przygryzł dolną wargę, czując, że nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Nie robiły tego dlatego, ze się zmęczył i dobrze o tym wiedział – jego organizm w ten sposób zareagował na słowa Tohru, którym niewiele brakowało do polecenia. Gdyby użył trybu rozkazującego, chłopak nie miałby żadnego wyboru i po prostu zatrzymałby się.
- Nie mamy czasu – odwarknął, mocniej ściskając jego dłoń.
Tohru westchnął cicho, ale więcej się nie odezwał. Wiedział, jaką władzę posiada nad przyjacielem dzięki ugryzieniu, ale nie miał najmniejszego zamiaru jej wykorzystywać. Gdyby to zrobił, Yuuki nigdy by mu tego nie wybaczył. Poza tym, sam nienawidził tej mocy chyba bardziej niż ktokolwiek inny. 
To dość zabawne, pomyślał. Sposób, w jaki zwracał się do niego Natsuno, w najmniejszym stopniu nie sugerował żadnych szczególnie pozytywnych uczuć. Osoba postronna powiedziałaby, że nie darzy blondyna sympatią. A jednak… jednak odkąd tamten wyciągnął w jego stronę przyjazną rękę, Yuuki nie opuszczał go na krok.
Nawet teraz. Z pogardą w oczach i śladem ugryzienia na szyi, ryzykował życie o wiele bardziej, niż gdyby zdecydował się zostać. A to wszystko po to, aby ułożyć życie od nowa i pomóc w tym Tohru.
- Dziękuję – powiedział blondyn cicho, spuszczając wzrok, a w odpowiedzi otrzymał tylko i wyłącznie grobową ciszę.
*
Dzień szósty po pierwszym ugryzieniu:
Yuuki nie spodziewał się, że przejście w tryb nocny będzie tak proste. Zupełnie, jakby jego organizm tylko czekał, aż zmieni swoje nawyki – budził się o zachodzie słońca i zasypiał, gdy zaczynało świtać. Wolał zbyt długo się nad tym nie zastanawiać. Wszystko przecież można było zrzucić na okoliczności, w których się znalazł i konieczność.
Tohru, natomiast, miał się coraz gorzej.
- Wytrzymam – mówił zduszonym głosem, gdy Natsuno czynił sugestie co do potrzebnego mu posiłku i „paliwa” – Czuję się całkiem dobrze.
Kłamał. Zbladł jeszcze mocniej niż typowy wampir po przemianie, wręcz poszarzał. Pod oczami rysowały mu się głębokie, zielonkawe cienie. Głos ochrypł. Natsuno przyłapywał go na pełnych zwierzęcej rządzy spojrzeniach, szybko i dość groteskowo zastępowanych szerokim, ciepłym uśmiechem. Ale ten trik na nim nie działał. Tohru umierał z głodu i Yuuki dobrze o tym wiedział.
Gdy nadeszła noc i obaj przebudzili się – spanie na sianie nie było najwygodniejsze, ale opuszczona stodoła okazała się jedynym całkowicie zacienionym w dzień miejscem, które znaleźli - Yuuki spojrzał na swojego przyjaciela i momentalnie się rozbudził. Tohru rzężał, otoczywszy podkulone pod brodę kolana ramionami, a jego oczy przybrały intensywnie czerwoną barwę.
- Kretynie – warknął chłopak, w dość nietypowy sposób zwracając się do istoty, która mogła rozkazać mu zrobić cokolwiek jak i po prostu rozszarpać mu gardło – Warunkiem naszego sukcesu jest dobra kondycja obu z nas.
- Natsuno – wycharczał blondyn, kiwając się na przemian w przód i w tył – N-natsuno…
- Wiem – mruknął tamten, wzdychając, jakby irytował się nieposłusznym psiakiem, który nie reagował na ostrzeżenia i głowa utknęła mu między sztachetami płotu – Już idę.
Rozpiął górne guziki koszuli, jedynej, którą wziął na przebranie, i powolnym krokiem ruszył w stronę przyjaciela. Serce waliło mu jak oszalałe – to dziwne, bo przecież zupełnie nie przejmował się bólem.
- Natsuno – jęknął Tohru raz jeszcze, ze wzrokiem utkwionym nie w oczach, a w pulsującej na szyi żyle drugiego chłopaka.
- Smacznego – odparł tamten wręcz beznamiętnie i przykucnął przy drżącym wampirze.
Lodowata dłoń dość brutalnie zacisnęła się na jego karku i włosach, a ostre kły przebiły skórę. Usta przytknięte do jego szyi były zimne, suche i bezlitosne, a trzymająca go w ramionach osoba – obca i głodna.
*
Dzień trzeci po drugim ugryzieniu:
- Dwie karty dla ciebie, makao.
Pach.
- Pięć dla ciebie.
- Cholercia – Tohru uśmiechnął się szeroko.
Yuuki uniósł brew, przyglądając mu się podejrzliwie.
- To dziwna reakcja na przegraną kolejkę – zmrużył oczy i przekrzywił głowę – Jeśli chowasz gdzieś jakieś karty…
Dwójka siedziała po turecku na polance, lasem odgrodzonej od cywilizacji. Blondyn zaśmiał się głośno i gdyby nie kły, które błysnęły w świetle księżyca, to może Natsuno dałby się ponieść chwili i oszukać samego siebie, że nic się nie zmieniło. Że na jego szyi nie ma żadnych śladów i że jego najlepszy przyjaciel nie został zamieniony w potwora.
Tohru widocznie zauważył jego wyraz twarzy, bo momentalnie przestał się śmiać. Odchrząknął i, wciąż z lekkim uśmiechem na twarzy, pociągnął pierwszą z pięciu kart.
- Po prostu… cieszę się, że jest tak spokojnie i… - na jego blade policzki wpełzło trochę koloru – i że jestem tu z tobą.
Natsuno zmrużył oczy i spuścił wzrok. Nie odpowiedział.
- Żądam ósemek – mruknął, rzucając kolejną kartę.
Ósemki nie nadeszły. Może dlatego, że blondyn w ogóle nie patrzył w karty, tylko gdzieś w okolice swojego prawego buta. Wyglądał na smutnego i jakby bardzo chciał coś powiedzieć.
- Natsuno – spytał w końcu cicho, nie unosząc wzroku – W-wiem, że to głupie i naiwne pytanie, ale… czy będziesz mi w stanie kiedyś wybaczyć?
Niebieskowłosy zamrugał, próbując opanować bardzo dziwne uczucie rwące go od środka. Swojej ręce, drżącej do dotyku jasnych włosów, za którymi ukryła się twarz, rozkazał pozostać na miejscu.
- Nie prosiłeś się o to – mruknął wymijająco.
Tohru jednak nie naciskał. Znów się uśmiechnął i skinął głową.
- Tak, masz rację.
Ósemka kier wylądowała na leżących już kartach. Obaj rozpoczęli kontynuację odbywającej się między nimi gry.
*
Dzień ósmy po drugim ugryzieniu:
W trakcie wędrówki w nieznane, podróżującej dwójce przytrafiła się niesamowita okazja. W środku nocy, na obrzeżach miasta, o którym wcześniej nie słyszeli, w ciemnym zaułku natrafili na umierającego człowieka. Mężczyzna był dość młody i, biorąc pod uwagę symbolikę pokrywających jego ciało tatuaży oraz broń, którą przy sobie miał, wykrwawiał się przez jakieś gangsterskie porachunki. Wystarczyło parę sekund słuchania jego jęków i przekleństw, aby domyśleć się jak cierpi; nogę wykrzywioną miał pod kątem, pod którym na pewno nie powinna być wykrzywiona, a skórę w wielu miejscach pokrywały cięcia i krwawe siniaki. Z jednej z jego rąk, od łokcia w górę, została krwawa miazga, ani trochę nie przypominająca kończyny.
Oczywiste było, że ktoś, kto go tak urządził, upewnił się, że mężczyzna będzie nie do odratowania nawet przez najlepszego lekarza, nawet znaleziony natychmiast. I podróżnicy, i on sam, dobrze o tym wiedzieli. Jego błagania o litość nie zignorowaliby chyba nawet wtedy, gdyby nie mieli mieć z jego krwi żadnej korzyści.
Jednym gwałtownym ugryzieniem Tohru pozbawił go przytomności, a w przeciągu kolejnych kilku sekund, życia. Krwi wypił na zapas, ale jego mina po wszystkim nie wyrażała najwyższego poziomu zadowolenia. Zapytany przez Natsuno dlaczego, odpowiedział:
- Wiesz jak smakuje jedzenie pozostawione w lodówce na parę godzin, gdy dziwnie nasiąknie zapachem i smakiem innych rzeczy? Tak właśnie smakowała jego krew. Twoja jest o niebo lepsza.
Yuuki wściekł się na samego siebie, ale niewinne porównanie jakości krwi do jakości resztek z lodówki rozbawiło go tak bardzo, że parsknął śmiechem. Przez chwilę zastanawiał się nad tym, czy przypadkiem nie wariuje; co śmiesznego było w umierającym, zmasakrowanym człowieku, którego krwią posilił się przed chwilą jego przyjaciel? A o jego  ostatnim komentarzu to w ogóle wolał nie myśleć.
Gdy zaczynało świtać, byli już bezpiecznie ukryci w piwnicy jednego z opuszczonych domów. Postanowili zostać w mieście przez kilka dni z jednego prostego powodu – w ich kryjówce znajdowała się dość wygodna kanapa.
- Natsuno?
Yuuki otrząsnął się ze snu, w który powoli już zapadał i uchylił powieki. W piwnicy było tak ciemno, że gdyby nie instynkt, który w sobie wyrobił przez te dni, myślałby, że jest noc.
- Hmm – mruknął, udając niezadowolenie.
- Jestem… chyba jestem trochę głodny.
W głosie Tohru czaiła się nieśmiałość i nietypowe dla wampira na głodzie zawstydzenie. Natsuno zamrugał do ciemności, zaskoczony tą nagłą sugestią.
- Poczekaj – westchnął w końcu, podpierając się na łokciu, aby wstać z kanapy.
- Nie, nie – przerwał mu blondyn i wstał, co sugerowały odgłosy szamotania się z kocem – Leż, ja przyjdę.
Drugi chłopak, nieco poirytowany swoim zakłopotaniem, odburknął tylko coś w odpowiedzi i wsunął dłonie pod policzek. Nie miał zamiaru niczego ułatwiać, skoro z Tohru zrobiła się taka Zosia Samosia. Niech się produkuje.
Kilka sekund później poczuł dłoń na swoim biodrze i delikatnie przyciskające się do jego pleców, zimne ciało. Oddech na karku też był lodowaty, więc dlaczego, zupełnie znienacka, zrobiło mu się tak ciepło…?
Przez dłuższy czas nic się nie działo. Serce Natsuno biło irytująco szybko, a on sam niecierpliwił się coraz bardziej. I, o ironio, było mu tak wygodnie, że znów morzył go sen.
- Tohru – warknął, wiercąc się nieznacznie.
Dłoń, spoczywająca na jego biodrze, przeniosła się trochę dalej, na brzuch, a blondyn przysunął go do siebie bliżej. Lodowate wargi musnęły skórę na jego szyi. Natsuno wzdrygnął się.
- Nie przeszkadzaj sobie – powiedział cicho, z jeszcze większym zakłopotaniem – Zaraz to zrobię. Śpij.
Yuuki, bardzo skonfundowany, zamknął oczy. Chociaż naprawdę chciało mu się spać, wargi wędrujące po jego skórze i dłoń delikatnie spoczywająca na dolnej części brzucha skutecznie go od tego zamiaru odwodziły.
- Toh… - zaczął, ale w tym momencie kły blondyna przebiły szyję.
Nigdy wcześniej nie zrobiły tego tak łatwo i praktycznie bezboleśnie. Nigdy wcześniej też jego krew nie sączyła się z rany w tak powolny sposób, a język Tohru  nie zlizywał jej tak powoli.
- Mmm – wymruczał, z ustami wciąż przytkniętymi do karku drugiego chłopaka – Przepraszam, Natsuno, ale… zatęskniłem za tym smakiem…
Cholera jedna, pomyślał Yuuki, drżąc delikatnie z nieokreślonych przyczyn, tak naprawdę nie był głodny. Miał kaprys.
- Tohru, ty kretynie – wymamrotał, nieznacznie napierając plecami na leżącą za nim postać.
Blondyn zaśmiał się cicho, a wibracja jego śmiechu przeszyła każdy nerw w ciele Natsuno.
- Wybacz – odparł, a potem przesunął czubkiem języka w prawo i w lewo, bardzo powoli, ledwo wyczuwalnie – To bardzo przyjemne. Mogę przestać.
- Przestań – głos Natsuno zabrzmiał chłodno i pewnie; zupełnie niespodziewanie dla blondyna, który przecież przed chwilą czuł rozluźniające się i dygocące w jego ramionach ciało.
Wysunął kły z szyi przyjaciela i jeszcze raz przejechał po ranie językiem.
- Przepraszam, jeśli… - zaczął, ale Yuuki odwrócił się w jego kierunku gwałtownie i spojrzał mu prosto w oczy.
Pomimo tego, że stracił trochę krwi, jego policzki były całe czerwone.
- Też chcę spróbować – powiedział poważnie, bardzo starając się nie przerwać kontaktu wzrokowego z blondynem – Skoro mówisz, że jest taka dobra… Chcę zobaczyć. Inaczej nie uwierzę.
- N-natsuno – wymamrotał Tohru, którego usta wciąż były krwistoczerwone, a wnętrze ust wręcz ociekało – J-jeśli chcesz…
- Nie odzywaj się – mruknął niebieskowłosy i wsunął nogę między kolana blondyna, aby jeszcze bardziej się do niego zbliżyć.
Opuścił wzrok z oczu na usta wampira i syknął cicho, widząc na nich swoją krew. A potem chwycił jego dolną wargę między swoje i zassał delikatnie, przymykając oczy. Krew smakowała jak… no, jak krew, na przykład wtedy, kiedy przypadkiem ugryzł się w język albo zlizywał ją z przeciętego przy gotowaniu palca.
Długo się na niej nie skupiał i, nie oszukujmy się, nie miał zamiaru.
- Natsuno – jęknął blondyn rozpaczliwie – P-poczekaj…
Yuuki odsunął się od niego, zirytowany i lekko zadyszany.
- Co?
- Powiedz mi, czy… - Tohru odetchnął cicho, przesuwając dłonią wzdłuż pleców przyjaciela – robisz to, bo chcesz, czy…?
Natsuno zamrugał.
- Do czego zmierzasz? – zapytał po dłuższej chwili ciszy, nieco przesuwając nogę, na co blondyn przygryzł dolną wargę.
- Bo… jeśli to moje myśli do ciebie dotarły i jeśli to ja… każę ci to podświadomie robić…
- Jesteś kretynem – powtórzył po raz któryś już w swoim życiu Natsuno – Nie przestałbym teraz nawet, gdybyś mi kazał.
Tyle wystarczyło wampirowi. Tę „noc” musieli odsypiać kolejnego „dnia”.
*
Dzień dziesięć tysięcy dziewięćdziesiąty dziewiąty po przemianie:
Gdyby wampiry mogły dostać zadyszki, właśnie to przytrafiłoby się teraz jednemu z nich. W zamian tego, po prostu osunął się po ceglanej ścianie, do której dobrą godzinę temu został przyparty i spojrzał w górę, na swojego partnera.
- Zadowolony? – spytał, rozkładając nagie ramiona, aby w świetle księżyca było widać jego ciało jeszcze lepiej.
- Zawsze – zaśmiał się drugi wampir, poprawiając jasne włosy – Ale dobrze wiesz, że nigdy nie najedzony.
Siedzący pod ścianą wywrócił oczami.
- I pomyśleć, że tyle z tobą wytrzymałem.
- I wytrzymasz jeszcze dłużej – stojący wyszczerzył zęby i przekrzywił głowę w uroczy sposób.
- Tak? A skąd to wiesz? – w głosie drugiego zabrzmiała zaczepka.
- Bo mnie kochasz, Natsuno. A ja kocham ciebie.

Temu argumentowi ciężko było zaprzeczyć nawet jemu.

6 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć. Dziękuję. Dobranoc. Pozdrawiam ;3; / Kira

    OdpowiedzUsuń
  2. tehee~ ♥ Z Tohru jest taki słodziak. A oni razem to już w ogóle cud, miód i orzeszki, szczególnie w twojej wersji. ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze i to bardzo :) Weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww to było kochane^^ a tak bardzo nienawidził wampirów, co ta miłość robi z ludźmi i nieludźmi xD
    Uroczy tekst, oby więcej takich!
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  5. Józefie, mój ulubiony paring! *0* Dziękuje, dziękuje, dziękuje! I poproszę kolejne opowiadanka z tą parką.
    Zapraszam też na mojego bloga:
    Angelo Sierota by Anonimowa
    ~Papa! (^0^)/

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy polski fick jaki widziałam z tej serii. To było takie omfg, zasłodziłam się, relacje Tohru-Yuuki są urocze.

    OdpowiedzUsuń