we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 2 grudnia 2014

YouCafe #4

Jest nowy vlog, jest nowy rozdział. W środku tygodnia. Kolokwium, które mam w piątek krzyczy, ale dam radę. XD


__________________________________________

Jak to się właściwie stało?
Dan czuł jak trzęsą mu się kolana – trochę z zimna, bo jedne z tramwajowych drzwi zacięły się i przez całą drogę były uchylone – i patrzył na swoje buty, zupełnie jakby było na nich coś ciekawego.
Reszta miejsc była zajęta, więc Phil stał tuż obok, trzymając się jego oparcia i podtrzymywał grzeczną rozmowę. Szatynowi przychodziło to coraz trudniej, jako że alkohol powoli wyparowywał mu z głowy. Gdy zgodził się na ucieczkę z klubu – obaj byli w bardzo nastawionym na rozrywkę towarzystwie – i pójście do mieszkania czarnowłosego, żeby pograć na konsoli, spontaniczność wzięła górę nad rozsądkiem. Teraz miał ochotę obgryźć wszystkie paznokcie.
- Wysiadamy na następnym przystanku – powiedział Phil, zupełnie nie pokazując po sobie żadnych objawów stresu.
No i wysiedli.
Droga z przystanku do mieszkania – co on robi, mieszkania obcego – Phila trwała może trzy minuty. Mimo wszystko, przez ten czas obaj zdążyli porządnie zmarznąć, bo zerwał się wiatr i rozpadał śnieg. Gdy wbiegli na klatkę, ich grzywki były całe białe i mokre, a policzki czerwone.
- Idą święta – mruknął Phil, zmarzniętymi palcami przekręcając klucz w zamku.
Jego mieszkanie, niewielkie i dwupokojowe, było wszystkim, czego Dan się spodziewał. Dużą kanapa zajmującą znaczną część salonu wyścielały poduszki z motywami z gier i anime. Na podłodze leżało kilka pustych pudełek po chińszczyźnie i pizzy. Drzwi do – najprawdopodobniej – sypialni zdobił plakat z Shingeki no Kyojin. Przyjazny i znany wystrój otoczenia sprawił, że Dan trochę się rozluźnił. Ściągnął kurtkę, buty i stanął na środku pokoju, niezbyt wiedząc, co ze sobą zrobić. Phil, najwyraźniej, znajdował się w podobnej sytuacji.
- Emm – zaczął, mierzwiąc schnące powoli włosy – Chcesz coś do picia?
- Umm – szatyn poprawił grzywkę, przestępując z nogi na nogę – Coś ciepłego, może?
Czarnowłosy zaśmiał się i skinął głową.
- Teraz moja kolej. Nie umiem robić takich dobrych rzeczy jak ty, ale się postaram.
Dan też się zaśmiał, wciąż stojąc w miejscu. Dopiero wtedy, gdy Phil nieco niezręcznym gestem wskazał mu dużą sofę, podreptał na swoje miejsce i usiadł. Kilka minut, podczas których gotowała się woda i była szykowana herbata, spędzili na rozmowie podobnej do tej z tramwaju. Dopiero, gdy zasiedli do gry, atmosfera rozluźniła się całkowicie.
- Lubię wyjść i naprawdę lubię moich znajomych – powiedział Phil, włączając telewizor – ale czasem mam taki nastrój, że… hmm…
- Że najchętniej siedziałbyś w domu nad konsolą, w ciszy i przy herbacie – dokończył Dan automatycznie, a brunet pokiwał głową gorliwie, uśmiechając się do niego szeroko.
- Dokładnie.
- W co będziemy grać? – Dan podkulił nogi i usiadł po turecku, chwytając gorący kubek (z Pikachu, oczywiście) w obie dłonie.
Herbata, którą zrobił Phil, była słodka i wystarczająco mocna. Idealna.
- Mario Kart? – zaproponował czarnowłosy niepewnie, a wyraz twarzy szatyna najwyraźniej starczył mu za odpowiedź.
Czas leciał jak szalony. Chwile spędzone w zatłoczonym, głośnym klubie dłużyły się Danowi jak najnudniejsza lekcja; gra przy herbacie i przekomarzanki na kanapie zleciały w niesamowitym tempie. Jednak umysł szatyna, już otrzeźwiały, pracował na pełnych obrotach. Dlaczego Phil zaprosił go do siebie? Czy był to po prostu miły gest, czy może chodziło o coś innego?
Odkąd Dan poznał Tylera, zaczął zauważać trochę więcej rzeczy. Wcześniej z góry zakładał, że każda poznana przez niego osoba jest heteroseksualna; potem przestał i otworzył się trochę bardziej. Pozory często okazywały się mocno wyprowadzać w pole, więc zanim nie usłyszał potwierdzenia od samej osoby, nie wrzucał nikogo do żadnej z szufladek. A Phil przyszedł tego dnia do YouCafe z innym chłopakiem. A na jego konsoli założone było – oprócz konta AmazingPhil – inne, o nazwie kickthePJ. Co, jeśli…?
Na chwilę przerywając koncentrację, szatyn zerknął kątem oka na siedzącego obok mężczyznę. Wciąż w niebieskiej koszuli, uśmiechał się, delikatnie wysunąwszy język między zęby, skupiony na ekranie telewizora. Siedział w – powiedzmy – bezpiecznej odległości, zupełnie po koleżeńsku. Odkąd przyszli, nie zaistniała żadna dwuznaczna sytuacja, nie pojawiło się z jego strony żadne nietypowe zachowanie.
Phil, być może czując badawczy wzrok, odwrócił się w jego kierunku. Jego oczy były niezmiennie duże i przeszywające. Danowi momentalnie zaschło w gardle; odwrócił się zdecydowanie za szybko i utkwił wzrok w ekranie. Serce waliło mu jak młotem.
- I co zrobiłeś?! – zawołał, gdy przez jeden z manewrów Phila przegrał wyścig – Nieczyste zagranie! Spłoń!
Ups.
Od razu po wypowiedzeniu tych słów, pożałował. Poczuł się rozluźniony i pewny; w jego przypadku skutkowało to całkowitym odblokowaniem się. A niesympatyczne komentarze tego typu były dla Dana bardzo charakterystyczne podczas gier. I w tym momencie odniósł wrażenie, że przesadził. W końcu Phil nie był jego przyjacielem, tylko nowym znajomym, zupełnie przypadkowym, który nie miał bladego pojęcia o jego nawykach.
- Przepraszam! – zawołał Phil, wciąż uśmiechając się szeroko.
- Nie, nie – wtrącił Dan od razu – to ja przepraszam! J-ja tak zawsze, tak mam, tylko jak się wczuję…
Czarnowłosy na chwilę odwrócił wzrok od ekranu i wyszczerzył zęby. Spojrzawszy w jego duże, błyszczące oczy, szatyn znów poczuł ten specyficzny ucisk w żołądku.
- Chyba o to chodzi, nie? Masz się wczuć.
No tak. O to chodzi.
Dan odetchnął cicho, autentycznie ucieszony. Może nawet trochę nazbyt. Ale wolał o tym nie myśleć; jedynym, wciąż trzymającym jego zachowanie na pewnego rodzaju smyczy czynnikiem była niepewność co do orientacji i zamiarów Phila. Nie wiedział nawet czemu takie rozważania przyszły mu do głowy i czemu nie chciały z niej wylecieć.
*
Tymczasem w AmazingBarze tańce Tylera zostały brutalnie przerwane przez Zoe.
Zoe prawie nigdy nie bywała brutalna, a gdy to się zdarzało, musiała mieć naprawdę dobry powód. Dlatego Tyler, chociaż nawalony jak szpadel, szybko zszedł za zdenerwowaną przyjaciółką z parkietu.
- Co się stao, pysiu? – zapytał, poprawiając przekrzywione okulary.
- Czy ja naprawdę nie mogę was zostawić na godzinę albo dwie? – wsparła dłonie na biodrach, marszcząc brwi groźnie – Czy to takie trudne po prostu być miłym, Tyler?
- Ale… nie rozumiem? – zielonowłosy zamrugał, próbując sobie usilnie przypomnieć, czy nie podeptał komuś po stopach albo nie złapał czyjegoś chłopaka za tyłek – Kto…?
Zoe westchnęła, zamykając oczy na chwilę. Wyglądała na… w pewnym sensie zmęczoną i zrezygnowaną. I może nawet trochę smutną.
- Troye – powiedziała w końcu – Siedzi przy stoliku, od godziny pije jednego drinka i smutnym wzrokiem patrzy w szklankę.
Troye? Okularnik przygryzł lekko dolną wargę, ale skrzyżował ramiona na piersiach i zadarł nos do góry.
- Ja nic nie zrobiłem. Tylko troszeńkę po nim pocisnąłem, bo jego no homo przekracza linię przesady, nic więcej…
Zoe przez ułamek sekundy miała mord w oczach.
- Idź tam i go przeproś, Tyler.
- Ale dlaczego…
- Natychmiast.
Chłopak uniósł ręce w obronnym geście i odszedł w kierunku dawno nieodwiedzanego stolika. Faktycznie, Troye zajmował jedno ze stojących przy nim krzeseł i wyglądał na przygnębionego.
Z bolesnym westchnięciem usiadł naprzeciwko i wbił w niego pytające spojrzenie. Minęło chyba z pół minuty, zanim Troye postanowił odwzajemnić spojrzenie.
- Co – burknął, mieszając rurką w wysokiej szklance; lód rozpuścił się w drinku już całkowicie.
- Słyszałem, że masz humory – Tyler przekrzywił głowę, uśmiechając się lekko.
- Nic z tych rzeczy. Po prostu nie mam humoru – Troye wzruszył ramionami, opuszczając wzrok szybko.
Zielonowłosy westchnął raz jeszcze, po czym wyciągnął rękę nad stołem i położył dłoń na ramieniu drugiego chłopaka. To poskutkowało przywróceniem kontaktu wzrokowego.
- Przepraszam, okej? Jeśli byłem niemiły to tylko dlatego, że… sam nie wiem, po prostu mam wrażenie, że widzisz we mnie tylko geja.
Troye przełknął ślinę.
- To nie tak, ja…
- Wiem, że zachowuję się jak typowa królowa, ale taki po prostu jestem. Nikt nie ma nic przeciwko temu, a ty zawsze…
W tym momencie pożałował, że tyle wypił; miał ochotę powiedzieć więcej, lepiej to ująć, zaznaczyć, że bardzo lubi Troye’a, ale słowa i myśli uciekły.
- Nie widzę w tobie tylko geja, Tyler – mruknął Troye w końcu, znów odwracając spojrzenie – Nie martw się. Też przepraszam.
I wstał.
- Co, już idziesz? – Tyler zamrugał, przyglądając się ubierającemu kurtkę chłopakowi.
- Taak. Jestem zmęczony. Do jutra, Tyler.
Zanim wyszedł z klubu, wpadł jeszcze na Zoe.
- Troye – zaczęła cichutko, zatrzymując go – Naprawdę nie chcę cię pospieszać ani wywierać żadnej presji, ale wydaje mi się, że byłoby dużo prościej, przede wszystkim dla ciebie, gdybyś w końcu się przyznał…
- Dobranoc, Zoe – uciął Troye i już go nie było.
*
Czas leciał naprawdę szybko i z północy zrobiła się prawie czwarta nad ranem.
- Chyba będę leciał – powiedział Dan cicho, tłumiąc ziewnięcie.
- Faktycznie, już późno – Phil przeciągnął się; jego dłoń nieco zawadziła o ramię szatyna – A rano muszę zabrać się za pracę.
- Co takiego robisz? – spytał szatyn, zapominając o swoim wcześniejszym parciu na wyjście i powrót do domu; ciekawość wzięła górę.
Naprawdę chciał wiedzieć, czym wielkooki się zajmuje.
- Montuję filmy… To znaczy, skecze – brunet zmierzwił włosy, czerwieniąc się lekko – Tego typu rzeczy. Między innymi. Dużo do opowiadania.
Dan, chociaż wciąż głodny informacji, skinął głową i otrząsnął się.
- Okej, rozumiem.
Phil wstał i – właśnie w takiej pozycji, całkowicie nad nim, patrząc z góry – powiedział –
- Może kiedyś dokładnie ci opowiem.
Dan spuścił wzrok i skinął głową.
- Pewnie.
Nieco niezręcznie wstał, po czym zabrał się za ubieranie; Phil, również stojąc, przyglądał mu się uważnie. Atmosfera nieco zgęstniała.
- Wiesz, jak stąd dojechać na główny przystanek? – zapytał brunet cicho.
Paranoja i dziwne wyobrażenie wzięły górę; delikatny ton, którym wielkooki wypowiedział to pytanie, obudził w szatynie wszelkie heteroinstynkty obronne. Nie mógł jednak odpowiedzieć twierdząco, jeśli chciał w jednym kawałku i krótkim czasie dojechać do domu. Unikając spojrzenia bruneta, pokręcił głową.
Stanęło więc na tym, że Phil ubrał się razem z nim i wspólnie wsiedli do tramwaju, który miał dowieźć Dana w odpowiednie miejsce. Cała rozluźniona i swobodna atmosfera wyparowała bezpowrotnie. Szatyn nie patrzył na nic innego prócz swoich butów; serce waliło mu w mocny i bolesny sposób, dłonie pociły nawet bez rękawiczek. Obecność Phila, stojącego nad nim, tak wysokiego i tak męskiego, sprawiała, że czuł się nieswojo.
Chociaż, czy to naprawdę było dobre słowo?
Zagubiony w myślach nie zauważył tego, że brunet powoli się nad nim nachyla. Dopiero, gdy jego szczupłe, blade palce spoczęły na policzku szatyna, chłopak uniósł spłoszony wzrok.
- Masz… - zaczął Phil cicho, patrząc mu prosto w oczy.
Dan spanikował. Wiedział, w tym momencie był tego całkowicie pewny, czego brunet chce i czego od niego oczekuje. Wewnętrzny protest przyjął niespodziewany obrót; chłopak zrobił to, co zrobił, całkowicie spontanicznie.
Sekundę zajęło mu objęcie wzrokiem całej twarzy wielkookiego, tak blisko była. A potem chwycił się oparcia krzesła, na którym siedział, wychylił do przodu i przycisnął usta do jego warg.
Bo przecież o to chodziło, prawda? On tego bardzo, bardzo nie chciał, ale właśnie o to chodziło. O ten dotyk, o to drgnięcie gdzieś w środku, o ciepły, słodki oddech na jego twarzy.
Oderwał się od niego równocześnie z drugą stroną.
- M-masz rzęsę na policzku – wydukał Phil z szeroko otwartymi oczami i pobladłą twarzą.
- O-o-och. O-okej.
Dan, mrugając, aby przegonić ciemność, która przysłoniła mu obraz, przetarł oba policzki dłońmi. Nie o to chodziło.
Tramwaj zatrzymał się.
- T-teraz musisz wsiąść do dziewiętnastki – powiedział Phil, patrząc na niego z niedowierzaniem pomieszanym z czymś innym, czego Dan nie był  w stanie zidentyfikować, z tego względu, że wciąż uciekał wzrokiem.
- Dzięki – odparł i uśmiechnął się lekko – T-to, eee, do zobaczenia, Phil.
- Do zobaczenia, Dan – odpowiedział Phil, spuszczając wzrok.
Szatyn wybiegł z tramwaju i dotarł do swojego w ostatnim momencie. Dopiero, gdy został całkiem sam, mógł sobie pozwolić na schowanie twarzy w dłoniach. Usta mrowiły go w bolesny sposób, a umysł stwierdził, że podda się torturom dopiero następnego ranka.

8 komentarzy:

  1. Znów zamawiam miejsce ;3 Hahahahaha C;

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy będzie kontynuacja opowiadania Armin x Jean ? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dan... Phil... Can't! Can't! Po prostu nie mogę no! To co zrobił Dan, to co wtedy myślał i jak to mogło wyglądać z perspektywy Phil's, sprawiło, że zrobiłam pięknego faceplam'a, zaczęłam chichotać i hiperwentylowałam się przez jakiś czas zanim byłam w stanie dokończyć rozdział xD
    Serio - niektóre działania jakie podejmuje Dan, opierając je wszystkie na swoim życiowym doświadczeniu i obserwacji, której sam Holmes by pozazdrościł - sprawiają, że chcę wyłączyć komputer, wypić herbatę, ochłonąć i zebrać w tym czasie siłę na powtórkę z rozrywki :P
    Ale nie no, czasem tak się uśmieję, czytając co on tam sobie roi, że to jest po prostu historia! XD Nawet zaczęłam mówić, jak swoja babcia, co chyba nie jest dobre ;3;
    Na prawdę podziwiam Cię za takie oryginalne opowiadanie, gdzie żadne z nich nie jest w stanie depresyjnym, lub nie ma myśli samobójczych! Jeszcze... Bo nie mam zielonego pojęcia, co może roić się w Twojej głowie xD
    Odmeldowuję się na dziś :P
    Pozdrawiam i życzę dalszej weny na to opo :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to opowiadanie <3
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczyna się serio świetnie i już chcę następny xdd

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobieto! To jest po prostu genialne... Wczoraj nudziło mi się w nocy i postanowiłam poczytać ukochanego phana ;) Patrzę a tu polski ff... Najpierw przeczytałam miniaturke a potem twój rozdzialowiec iii...się zakochałam! To jest po prostu idealne! Ubóstwiam wątek Tyler x Troye (Troyler 4-ever!) bo widzę, że tu będzie coś większego...Liczę na wielkie, romantyczne i słodkie uczucia ;) Przechodząc do samego phana..myślę, że on z humorystycznym akcentem idealnie wszystko połączy...wpadka Dana jest...jest taka, że sama się za niego zawstydzilam c; to było totalne zachwycające ;o Pozdrawiam cię serdecznie i mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się już nie długo...o ile się nje mylę to ostatni był 1 miesiąc temu.liczę na to że blog nadal działa ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. TO JEST GENIALNE kocham Cię 💓💓💓

    OdpowiedzUsuń