we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Talk math to me #7

Kiedy minęły te czasy, gdy nadawałam odcinkom tytuły? Chyba muszę zacząć to robić z powrotem! :DD

___________________________________

O tak późnej porze korytarze w ośrodku wiały całkowitymi pustkami – wszyscy albo spali, albo już od dawna siedzieli w pokojach i zajmowali się swoimi sprawami. Ewentualnie wymykali się, żeby romansować z nauczycielami, ale tak kombinował tylko nieznaczny odsetek.
            Dlatego, gdy dwie osoby wpadły na siebie nagle i przypadkiem, obie z zaskoczenia odskoczyły i praktycznie przyczepiły się do przeciwległych ścian.
            - Gdzie ty idziesz o tej godzinie? – głos Jeana był tylko nieznacznie niższy od wrogiego warknięcia Annie; odezwali się jednocześnie.
            A potem jednocześnie zmierzyli się podejrzliwymi spojrzeniami.
            - To nie jest twoje piętro – mruknął Kirstein, nie ukrywając cwanego uśmieszku wpełzającego mu na twarz.
            - To jest twoje piętro, ale idziesz w złym kierunku – skontrowała Annie, krzyżując ramiona na piersiach; mimo tego policzki lekko jej się zaczerwieniły.
            - Okej, dobra, może idę kogoś odwiedzić – wzruszył ramionami, nagle przypominając sobie powód swojego pośpiechu i nie przejmując się już zbytnio ukrywaniem czegokolwiek.
            Annie uniosła brwi.
            - W tamtym kierunku? Wątpię, że masz interes do Christy albo Ymir, w szczególności do Ymir. To zostawia Jaegera i Arlerta, a skoro Jaeger uciekł i migdali się z kurduplem w lesie…
            Kirstein zakrztusił się powietrzem, blednąc momentalnie.
            - Skąd ty…?! Wiedziałaś o tym? – zawołał.
            Blondynka, nieprzejęta jego reakcją ani troszeczkę, wywróciła oczami.
            - A co, ty nie wiedziałeś? Każdy o tym wie. Jaeger nie należy do najbardziej dyskretnych osób na świecie. Ani sprytnych.
            - Okej, racja – wymamrotał Jean, drapiąc się po karku.
            Zdawało mu się, że przez cały ten czas kierował się zdrowym rozsądkiem i uzasadnionymi obserwacjami, ale najwidoczniej coś innego przysłoniło mu zdolność oceny sytuacji.
            Dlatego musiał iść do Arlerta. Jeszcze nie wiedział co zrobi ani co powie – wiedział tylko, że musi się z nim zobaczyć.
            - Czyli Arlert – Annie wyszczerzyła zęby, a robiła to naprawdę rzadko.
            - Być może – żachnął się chłopak – Ale wciąż nie wiem, gdzie ty idziesz.
            Dziewczyna odchrząknęła.
            - Szukam pokoju trenera, muszę…
            W tym momencie drzwi na końcu korytarza otworzyły się powoli i wyjrzała zza nich Mikasa; w dresach i luźnej, białej koszulce, z niedbale związanymi włosami. Spojrzała na stojącą w bezruchu dwójkę i uniosła brwi.
            - A wy co? Annie, idziesz, czy mam tą herbatę wypić sama?
            Jean wytrzeszczył oczy i zaniemówił; twarz blondynki zaczerwieniła się teraz całkowicie i po czubki uszu. Wymamrotała coś w odpowiedzi i szybkim krokiem odeszła w stronę drugiej dziewczyny. Gdy drzwi za nimi zamknęły się, Kirstein stał w tej samej pozycji przez kilka dobrych sekund.
            Trzeba się jednak było otrząsnąć (chociaż trud tego był jak najbardziej zrozumiały, istnieje tylko pewna ilość informacji, która może zostać rzucona danej osobie w twarz jednego dnia bez związanych z tym zdrowotnych skutków ubocznych) i iść dalej.
            W końcu Jean stanął pod właściwymi drzwiami. I okazało się, że droga, choć wydawała się trudna, była niczym w porównaniu z zapukaniem i wejściem do środka. Głęboki oddech – najpierw jeden, potem drugi i ósmy – i w końcu chłopak, sfrustrowany, zapukał kilkakrotnie i wparował do środka.
            - J-jean?! – Armin podskoczył, przyciskając do klatki piersiowej koszulkę, którą chyba miał zamiar właśnie ubrać.
            Bo stał bez niej. Bez koszulki. I miał oczy większe niż zwykle, i rozwichrzone włosy, i Jean bez wcześniej ustalonego planu doskonale już wiedział, co ma robić.
            - Arlert – mruknął, idąc w stronę blondyna jak zahipnotyzowany; wzrokiem błądził po całej jego sylwetce, koniuszkiem języka przesuwając po swojej dolnej wardze.
            Armin, wciąż zasłaniając się koszulką, stał jak wryty, odwzajemniając spojrzenie. Z tym, że wędrówka jego oczu była zdecydowanie mniej pewna, a bardziej spanikowana.
            - C-co ty…? – zaczął, ale słowa zamarły mu w gardle, bo Kirstein stał dosłownie pół metra od niego i odgarniał mu włosy z twarzy.
            - Jesteś przesłodki, Arlert – powiedział cicho, wciąż kierowany tym dziwnym impulsem – Naprawdę przesłodki.
            Blondyn zadrżał delikatnie, opuszczając ręce wzdłuż tułowia, pozwolił koszulce wylądować gdzieś pod ich stopami. Dłoń Jeana z jego policzka powolutku zjechała przez szyję aż do szczupłego ramienia, a palce drugiej znalazły swoją drogę do podbródka blondyna i uniosły go nieznacznie.
            Kirstein, nie spuszczając wzroku z rozchylonych ust drugiego chłopaka, nachylił się i pozwolił ich nosom zetknąć. Stali tak przez dłuższą chwilę, gubiąc oddech; w końcu to Jean, nie doczekawszy się żadnej reakcji, sięgnął do przodu.
            Ledwie tylko ich wargi zetknęły się – Armin drgnął wyraźnie – drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie.
            - Nocny trening-niespodzianka! – zawołał Reiner albo nie zauważając odskakujących od siebie kolegów z klasy, albo taktownie udając – Trzykilometrowa przebieżka. Za dziesięć minut pod ośrodkiem. Każda minuta spóźnienia to dodatkowe pięćset metrów.
            Jean dopiero teraz poczuł jak mocno wali mu serce; odwrócił się w stronę blondyna i poczekał aż tamten wyplącze się z koszulki, z której ubraniem miał chyba problemy.
            Co on właściwie zrobił?
            - Pójdę się… przebrać – wymamrotał, a Armin pokiwał głową gorliwie, nie patrząc na niego ani przez sekundę.
            To poszedł.
*
            Ku wielkiemu (udawanemu) zaskoczeniu pana Hannesa, nikt się nie spóźnił.
            - Turniej zaczyna się pojutrze. Pierwsze mecze gramy ze słabymi drużynami, ale nie wolno nam się wyluzować ani na moment. Stawka jest za wysoka.
            Jean przestąpił z nogi na nogę, rozglądając się za jasną czupryną; na swoje nieszczęście jedyną osobą, z którą skrzyżował spojrzenia, był Jaeger. Tamten jednak, chyba po raz pierwszy w życiu, nie zmierzył go wrogo ani nie zrobił głupiej miny, tylko… prześwietlił go. W zadumie.
            Kirstein zamrugał. Nie miał bladego pojęcia, że szatyn jest zdolny do takich głębokich spojrzeń.
            - Będziemy mieli zakwasy – marudził Connie.
            - Głodna jestem – podjęła Sasha – Nie zdążyłam zjeść trzeciej kolacji.
            - Bez jęczenia! – trener wsparł dłonie na biodrach – Trzy osoby z najlepszym czasem będą zwolnione z porannej przebieżki.
            Oburzenie i motywacja zwiększyły się wśród drużyny wprost proporcjonalnie. Dopiero, gdy wszyscy zaczęli ustawiać się na umownym starcie, Jean zauważył Armina. Włosy miał związane w kucyka, a wyraz twarzy zupełnie nie do odczytania. Patrzył przed siebie, nie rozglądając się.
            Przebieżka rozpoczęła się. Blondyn zniknął z pola widzenia Kirsteina całkowicie; zupełnie jakby się rozpłynął.
            Półtora kilometra biegu i drużyna trochę się „rozstrzeliła” – z Mikasą i Annie na czele i wlekącymi się na końcu Conniem i Sashą, wbiegli na leśną ścieżkę. Jean całkowicie wyłączył myślenie, żeby nie zacząć analizować i żałować wszystkiego, gdy to się stało.
            Ktoś chwycił go za koszulkę na plecach i szarpnął mocno, omal nie przewracając między drzewa. Kirstein wydał z siebie krótki odgłos zaskoczenia, zanim nie złapał ponownie równowagi i jego usta nie zostały gwałtownie zatkane innymi.
            Sekundę zajęło mu załapanie, co jest grane. Wyrwało się z niego przeciągłe mruknięcie, gdy odpowiedział na pocałunek z całym zapałem i uczuciem. Gałązki i listki drapały go po łydkach, paznokcie po plecach i ramionach, a on sam zatracił się całkowicie.
            Gdyby był w stanie jasno myśleć, zaskoczyłoby go pewnie to, z jakim zacięciem i zachłannością Armin go całuje; przygryzanie warg, powolne, ale znaczące przesuwanie językiem wzdłuż jego własnego, bez drażnienia się i przerw na oddech, bez wahania.
            Oderwały ich od siebie odgłosy kroków ze ścieżki za ich plecami. Armin sapnął cichutko, kciukiem ścierając ślinę z podbródka, wbijając w Kirsteina przeszywające, intensywne spojrzenie. Jean nerwowo oblizał usta – nie czuł nóg.
            - Chodź – szepnął blondyn, chwytając go za rękę.

            …To poszedł.

6 komentarzy:

  1. Ale słodziachne ^^ Doczekałam się ;3 Mogę umierać w spokoju :D. Bardzo ładnie piszesz *o* . Życzę duużo weny i pozytywnych komciów! Pozdrawiam :) ~M.~

    OdpowiedzUsuń
  2. ANNIE I MIKASA ❤❤❤❤❤❤
    Chyba na to najbardziej zwróciłam w tym rozdziale uwagę xDDD napisz coś z nich kiedyś, ja chce polskie yuri ;_;
    Łojć, Armin jaki śmiały ;w; Ogólnie wna scenie z koszulką miałam jedno takie "wtf, żą" ale zdałam sobie sprawę, że mówił to do najsłodsze na świecie męskie uke czytaj Armina, więc mi przeszło xD chce jeszcze ŻonoArminowej miłości :3
    A, więcej Ereri by też można było dać. Bo to w końcu Eren i Levi :D
    Weeennny~~

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu, jestem absolutnie zachwycona! Nareszcie, Jean i Armin się pocałowali, jestem taka przeszczęśliwa! *szit, to gejowe opowiadanie, a ja dostaję pierdolca jakby dwoje moich najlepszych przyjaciół, których zawsze shippowałam się zeszło, oj źle ze mną*
    Czekam z niecierpliwością na kolejny part, bo jakimś dziwnym sposobem, za każdym razem gdy czytam coś twojego, mam ogromny niedosyt, chcę wincyj, wincyj, MOARR~
    Cieszę się, że spodobał ci się mój one-shot "Imię" i z dziką radością mogę cię zaprosić na czytanie kilku innych, krótkich opowiadań, jakie napisałam - mam dwie Jean x Marco i jedną nową Eren x Levi, a ponadto jeszcze jedną głupiutką parodię Snk, wszystko długości od lekko ponad 900 do 3000 słów, jakoś tak. Więc dużo czasu ci nie zajmie, a ja będę szczęśliwa, jeśli dostanę jakieś rady ew. opinie odnośnie mojej pisaniny od mojego senpai~~!

    OdpowiedzUsuń
  4. także ten
    http://fanfiction.net/~paleclouds

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę przenieść bloga na blogspot, net odstrasza czytelników.

      ~ Ruda

      Usuń
  5. Jak słodko ^^ Na to czekałam! Armin nagle coś się śmiały zrobił, ale to dobrze, bardzo mi się to podoba. To było takie piękne, a ja cieszę się jak głupia :)

    OdpowiedzUsuń