we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

poniedziałek, 17 listopada 2014

YouCafe // Phan Coffeeshop AU

Nie wyspałam się nic, grałam w gry do szóstej rano ;_;
A to niespodzianka, o której pisałam na fanpejdżu. Miłego. ;)

_____________________________________________________

            Dzyń, dzyń, dzyń.
            Do wnętrza kawiarni na krótką chwilę wtargnął powiew zimnego powietrza i kilka płatków śniegu. Te jednak szybciutko opadły na ziemię i zamieniły się w krople, a drzwi zostały zamknięte, znów poruszając wywieszonymi nad nimi, świątecznymi dzwoneczkami.
            Dzyń, dzyń, dzyń.
            Dan uniósł wzrok znad lady i zmarszczył brwi. Zbliżała się już pora nocnej zmiany.
No, dobra, może nie do końca – zostało jeszcze ponad pół godziny – ale kto o takiej porze pija kawę? Chłopak westchnął i rozejrzał się z nadzieją; oprócz niego w zasięgu wzroku nie było nikogo. Chris i Troye najprawdopodobniej zaszyli się na zapleczu i grali w wisielca, Tyler i Zoe mieli pojawić się później, a Louise wzięła sobie wolne, bo jej mała Darcy trochę się przeziębiła. Poprawiając ciemnoczerwony fartuszko-mundurek, Dan przywołał na twarz służbowy, uprzejmy uśmiech i przyjrzał się przybyszowi.
Niewiele mógł zauważyć, bo późny gość był opatulony od stóp do głów; na głowie miał śmieszną czapkę z pomponem, która zakrywała całe włosy, a połowę twarzy zasłaniał mu szalik. Żółty szalik z mordką Pikachu przy końcówce, co Dan zauważył z lekkim rozbawieniem. Na nosie przybysza tkwiły okulary w grubych, ciemnych oprawkach, aktualnie całkowicie zaparowane.
- Dobry wieczór – powiedział Dan, gdy tamten stanął po drugiej stronie lady – Co będzie?
Nieznajomy strzepnął z ramienia niestopione jeszcze do końca płatki śniegu i uniósł głowę; szatyn mógł tylko przypuszczać, że czyta menu wywieszone za jego plecami.
- Kurtka na wacie, nic nie widzę – mruknął klient i wyciągnął ręce z kieszeni, po czym sięgnął po okulary.
Dan zwrócił uwagę na trzy rzeczy – głos mężczyzny miał naprawdę miłe, ciepłe brzmienie, rękawiczki nosił do kompletu z szalikiem, a pod zaparowanymi szkłami kryły się wyjątkowo duże i przejrzyste oczy. Ale… kurtka na wacie? Skąd on się urwał?
- Niesamowicie zimno jest – powiedział, próbując ukryć uśmiech pod maską profesjonalizmu - Polecam czekoladę mleczną cynamonową, a jeśli potrzeba panu więcej kofeiny, to może kokosowe albo karmelowe latte macchiatto?
Mężczyzna wbił w niego przenikliwe spojrzenie tych specyficznych, trzykolorowych oczu i zamrugał kilkakrotnie. Usta i nos wciąż miał zakryte szalikiem, a grube oprawki nieco odcisnęły mu się na bladej skórze. Dan, nieco speszony tym wzrokiem, zaczął się zastanawiać jakim cudem policzki tamtego nie noszą na sobie żadnego śladu mrozu; on sam byłby już pewnie cały czerwony jak burak.
- A jest może – zaczął powoli, przekrzywiając głowę lekko – czekolada z piankami?
Dan zamrugał.
Poważnie, skąd on się urwał?
- T-tak, oczywiście – odpowiedział może po trochę zbyt długiej pauzie – Na wynos, czy na miejscu?
Mężczyzna wciąż przyglądał mu się w ten sam intensywny sposób. W tle przygrywała wolna, nastrojowa piosenka. Zrobiło się tak cicho, że do głównej sali zaczęły docierać odgłosy z zaplecza; najwidoczniej rywalizacja podczas gry w wisielca przybrała bardzo poważną postać, bo dało się usłyszeć – przeplatający z wokalem piosenkarki – podniesiony głos Chrisa.
- Przeznaczenie? Serio? Serio? To jest twoje słowo? Miało być śmiesznie!
- Śmiesznie, mówisz? – odciął się Troye niemalże od razu – To powiedz mi, co niby śmiesznego było w twoich plwocinach?
Dan wciąż stał jak słup soli, uśmiechając się profesjonalnym, pracowniczym uśmiechem, choć miał ochotę na dwie rzeczy – rzucenie w drzwi zaplecza ekspresem do kawy albo schowanie się pod ladę. Albo jedno i drugie, w tej właśnie kolejności.
- No daj spokój! Przecież to jest jedno z najzabawniejszych istniejących słów ever! – bulwersował się Chris, po czym doszło do tego, czego szatyn najbardziej się obawiał – Hej, Dan! Dan! Plwociny to śmieszne słowo, powiedz mu! Pamiętasz jak ostatnio byliśmy u Zoe i upiłeś się malibu, i o mało nie posikałeś ze śmiechu, bo ktoś powiedział plwociny?
Dan i wielkooki mężczyzna w żółtym szaliku przez cały ten czas patrzyli na siebie; całe szczęście chłopak nie musiał nic odkrzykiwać, bo Chris ruszył tyłek z zaplecza i zobaczył jak wygląda sytuacja. Z cichym ojej, przepraszam wrócił do środka, syknął na Troye’a i zza drzwi nie doszedł do sali głównej już żaden odgłos.
Świetnie. Dan miał ochotę zapaść się pod ziemię. Nie wiedział w sumie dlaczego; w końcu co obchodziły go myśli najprawdopodobniej dorosłego faceta w zimowym komplecie z Pikachu, zamawiającego czekoladę z piankami i mówiącego – do cholery – kurtka na wacie?
Odchrząknął, na momencik odwracając wzrok. Poprawił czapeczkę w bordowo-białe paski i powtórzył pytanie.
- Ta czekolada z piankami… Na miejscu czy na wynos?
- Na miejscu – odparł tamten w końcu.
Dan skinął głową i zabrał się do roboty. Przybysz jednak nie zajął miejsca; wciąż opatulony i pozakrywany stał przy ladzie i obserwował go. Szatyn starał się nie zwracać na to uwagi, ale spojrzenie odrobinę paliło go w plecy i rozkojarzyło na tyle, że wrzucił do czekolady o trzy przepisowe pianki za dużo. No ale co miał zrobić – kazać mu usiąść?
- Proszę bardzo – powiedział uprzejmie, kładąc duży kubek na blacie i przesuwając w stronę wielkookiego, po czym zerknął na zegarek – Gdy pan wypije, proszę zapłacić któremuś z moich kolegów, bo kończy mi się zmiana. Smacznego.
Mężczyzna spojrzał na kubek, a potem znowu na Dana i bez słowa skinął głową. Chwycił go w żółte rękawiczki i niespiesznie odszedł do jednego z bliższych stolików.
- Dziękuję, Dan – powiedział, a szatyn przytrzasnął sobie palce szufladą, do której chował do połowy pełne jeszcze opakowanie pianek.
Skinął głową i czmychnął na zaplecze, żeby się przebrać. Wystarczyło mu jedno spojrzenie na siedzącą tam dwójkę, żeby wywrócić oczami; obaj byli cali czerwoni i zatykali usta, zupełnie jakby od kilku minut powstrzymywali histeryczny śmiech.
- Nienawidzę was – powiedział tylko, zdejmując czapeczkę i rozpinając mundurek.
Troye uspokoił się trochę i wyszedł do głównej sali, a Chris, nagle wyjątkowo zapatrzony w ekran telefonu, zamknął się w toalecie. Danowi dłuższą chwilę zajęło odszukanie swojego – jakimś cudem znalazł się na półce z zapasowymi szklankami – i w momencie, w którym opuścił zaplecze, zastał Troye’a samego. Z jakiegoś nieokreślonego powodu poczuł rozczarowanie.
- Poszedł już? – zapytał półgłosem, w razie jakby się mylił, i rozejrzał po wnętrzu kawiarni niepewnie.
- Mhm – Troye skinął głową, szkicując coś na serwetce, a potem dodał, puszczając oczko – Zostawił naprawdę konkretny napiwek. Powiedział, że to za dodatkowe pianki.
Och. Szatyn odchrząknął i narzucił na siebie czarną, pikowaną kurtkę, zerkając na pieniądze leżące na ladzie. Na policzki wpełzło mu trochę koloru.
- Musiałem się rozpędzić – mruknął.
Szczupły chłopak wzruszył ramionami, jakby mówiąc bywa, a następnie zmierzył Dana krytycznym spojrzeniem od stóp do głów.
- Czy ty masz w swojej szafie cokolwiek, co nie jest czarne?
Dan zaperzył się i podciągnął spodnie dokładnie takiego samego koloru jak kurtka; świetnie, kolejny atak fashion police.
- Oczywiście, że tak!
Troye uniósł brew.
- …I nie jest ciemnoszare?
Szatyn zawahał się na sekundę za długo. Młodszy chłopak parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Tak właśnie myślałem.
Co złego było w sympatii do czarnego koloru? Pasuje do wszystkiego, dobrze wygląda, wyszczupla, kontrastuje z jego jasną cerą i uwydatnia mrok jego duszy…
Dzyń, dzyń, dzyń.
Niebieskie oczy Troye’a momentalnie spoczęły na otwierających się drzwiach i wchodzącej do środka postaci, a szczupłe palce zacisnęły się na trzymanym ołówku. Dan, zbyt zajęty rozplątywaniem swojego ciemnoszarego szalika, nie zauważył niczego podejrzanego.
- Ależ na tym dworze niemożebnie pizga mrozem! – Tyler zdjął uszatą czapkę i poprawił włosy, które tym razem miały barwę pastelowej zieleni – Dobry wieczór wszystkim.
Po wnętrzu kawiarni rozszedł się przyjemny zapach charakterystycznych perfum Tylera. Serwetka, na której szkicował Troye, została zmięta i wyrzucona do śmietnika, a sam chłopak uśmiechnął się szeroko i nieco wymuszenie. Dan wzdrygnął się, jeszcze czując zapach zimna, który też przywędrował z dworu wraz z Tylerem i podciągnął szalik pod sam nos. Spod drzwi kawiarni odchodził jakiś napakowany mężczyzna w dresowej bluzie; zapewne kolejna randka.
Dzyń, dzyń, dzyń.
Stuk, stuk, stuk.
Obcasy beżowych kozaczków stukały rytmicznie o podłogę; Zoe jak zwykle wyglądała dziewczęco i uroczo. Nawet ogromna, biała, futrzasta czapa w jej przypadku sprawiała urocze wrażenie. Dziewczyna jednak od razu ją zdjęła, czułym gestem strzepnęła z futerka rozciapane śnieżynki i potrząsnęła głową; długie włosy gładkimi falami opadły na jej ramiona i plecy.
- Jesteś prześliczna, wiesz o tym? – Troye odezwał się zza lady rozmarzonym głosem i wyszczerzył do przyjaciółki zaczepnie.
Zoe zachichotała.
- Ale czarujesz – odparła pogodnie.
- Po prostu zaproś ją na kawę, cykorze – Tyler wywrócił oczami, klepiąc Dana po ramieniu, gdy obok niego przechodził.
Troye wyprostował się momentalnie.
- A co, nie będziesz zazdrosny? To nie ja ciągle powtarzam, że Zoe jest moim kwiatuszkiem. – odciął się.
Zielonowłosy jednak przyjął zaczepkę z niewielkim przejęciem. Teatralnym gestem poprawił okulary i jedną dłoń wsparł na biodrze, stając w pozycji na „czajniczek”, po czym wycelował w siebie palcem.
- Ja, w przeciwieństwie do ciebie, jestem gejem, Troye – celowo zatrzepotał rzęsami w bardzo kobiecy sposób - Więc nie, wątpię, że byłbym zazdrosny o jakiekolwiek randki.
W przypadku Tylera coming out nawet się nie odbył; wszyscy pracowali razem już od ponad roku i wszyscy w jakiś sposób od razu wiedzieli, że to rozgadane, pełne tupetu indywiduum woli penisy. I wcale nie chodziło o fakt, że ciągle flirtował, bo to robił ze wszystkimi – po prostu wiedzieli. Dan, tak czy inaczej, był pełen podziwu. Często zastanawiał się, co on zrobiłby na miejscu Tylera albo kogoś innego w takiej sytuacji. Przyznanie się przyszłoby mu naprawdę ciężko – w sumie dobrze, że w tym momencie jedyną rzeczą, którą się przejmował, było niedawne zakończenie ponad trzyletniego związku.
- No tak, racja – Troye wzruszył ramionami, nawet nie mrugnąwszy.
- Masz moje pełne błogosławieństwo, żeby podrywać Zoe.
Dziewczyna znów się zaśmiała, ale posłała Troye’owi ukradkowe spojrzenie, którego nikt nie zauważył i westchnęła cicho. Ona sama, choć z wyglądem królewny, wciąż była singielką i nie wydawało się, aby kogokolwiek szukała. Wbrew pozorom męczyła ją dość duża nieśmiałość.
Dan odchrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- To ja będę zwijał. Do jutra wszystkim!
- Do jutra, Dan! – odparli chóralnie, zgodnie z tradycją – Oby po drodze spotkały cię same miłe rzeczy!

Szatyn parsknął śmiechem i opuścił kawiarnię; tak mniej-więcej wyglądał każdy jego dzień i wieczór pracy w YouCafe.

5 komentarzy:

  1. Phan, phaaan, phaaan~!! Okay, już się uspokoiłam ^ ^
    Przeczytałam, i siedzę właśnie tak: *O* To było boskie! A co do tego, że Phan to moje OTP to chyba się nie muszę wypowiadać ^ ^
    Pierwsze pytanie, które nasunęło mi się po końcu - czy będzie więcej części "YouCaffe''? Bo naprawdę mi się spodobało, a na taką pogodę jak dzisiaj, jest idealne! :D Poza tym, domyślam się, kim może być owy mężczyzna w szaliku z Pikachu, ale i tak chciałabym to przeczytać! Nakręciłaś mnie, kobieto ;^; Tak się zaczęłam zastanawiać, fajnie by było, jakby taka kafejka istniała w rzeczywistości... Choć... Pewnie oblężenie by mieli straszne ^ ^
    Tyler, Troye, Chris, Zoe, Louise~ awwwuu~ Kocham ich wszystkich normalnie, a Ty ujęłaś ich charaktery tak fajnie~! Rzekłabym bosko ^ ^
    Co do ubioru Dan'a się zgodzę, ale to racja, jak bardzo fajne są czarne rzeczy :D A poza tym, nie sądzę, żeby kiedykolwiek udało się wynaleźć kolor ciemniejszy od czarnego, więc Troye utknął z czarnym, soorki :3
    Przepraszam za to, że taki komentarz bez ładu i składu, no ale feels'y~
    Bardzo mi się to podobało~ (Nie wiedziałam, czy napisać rozdział, czy coś, więc zostałam przy "to" @.@) Mam nadzieję, że to był pierwszy rozdział/część, bo chciałabym wiedzieć, co będzie dalej~ Powiedz, że napiszesz jeszcze więcej tego, proooszę~ :3
    Pozdrawiam i mykam C:

    P.S. Zmusiłaś mnie do komentowania na nowo, więc przepraszam, jeśli to jest ten koment jest dziwny i taki byle jaki, no ale wyjście z wprawy i feels'y robią swoje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awwwwww, kocham takie długie komentarze uwu <3
      oczywiście, że będzie więcej części noooo! ;> już się wszystko pisze!

      Usuń
  2. ~Psychedelic smiles18 listopada 2014 22:26

    Cudowny jest ten Phan! W ogóle bardzo Ci za niego dziękuję :3
    Uwielbiam Dana i Phila ♥
    Ale dałaś też całą wesołą gromadke przyjaciół i to jest tak świetne^^
    Niecierpliwie czekam na dalsze rozdziały i mam nadzieję, że pojawią się szybciutko~!
    A nowy wygląd bloga jest przecudny ♡♥
    Kocham, kocham, kocham ♡♥♡♥♡♡♥♥♥♥♥♡♡♡♡♥♥♥♥
    Pozdrawiam i ściskam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale super się zaczyna lecę czytać reszte ;*

    OdpowiedzUsuń