we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 29 listopada 2014

YouCafe #3

Chciałam zrobić BUM w tym rozdziale, ale stwierdziłam, że za wcześnie, więc będzie w następnym. Huhuhu.

_______________________________________________

Przez następny tydzień czarnowłosy wpadał na kawę codziennie. Czasem nawet dwa razy dziennie. Jednak dopiero po tych siedmiu dniach, pełnych grzecznych uśmiechów i niezręcznych żarcików, spotkań przedzielonych ladą, Danowi udało się dowiedzieć (nie żeby jakoś specjalnie mu na tym zależało, w końcu to tylko kolejny, może bardziej sympatyczny od innych, klient) jak wielkooki ma na imię.
Stało się to dlatego, że – ku zdziwieniu szatyna – w sobotni poranek pojawił się z towarzystwem. Do kawiarni, oprócz niego i zimnego powietrza, wtarabanił się jeszcze wysoki chłopak z szarą czapką niedbale wciśniętą na kręcone, brązowe włosy. Czymś, co zdziwiło Dana jeszcze bardziej był fakt, że oczy nowego gościa momentalnie spoczęły na nim i został obczajony z góry na dół.
- Cześć – uśmiechnął się wielkooki i siadł przy, nieco tym razem oddalonym, stoliku.
Dan, czując dziwny ścisk w żołądku, odwzajemnił uśmiech i skinął głową. A potem spojrzał na nowego przybysza, który wciąż się w niego wpatrywał. Szatyn, nieco skrępowany, odchrząknął.
- Co będzie?
- Dla Phila pewnie to, co zwykle – chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu, a Dan zamrugał.
Phila?
Zanim dotarło do niego, że czarnowłosy jest jedynym Philem, który może być wśród nich – zakładając, że ten nowy nie mówi o sobie w trzeciej osobie – minęło kilka dobrych sekund.
- O-och, racja – wymamrotał, czując na sobie dwa intensywne spojrzenia – Wszystko wiem. I co jeszcze?
- A dla mnie kawa z dużą ilością karmelu. Jakakolwiek.
- Robi się.
Dan, tym razem nieco rozkojarzony przez własne myśli, włączył w sobie swego rodzaju „automat” i wykonał zamówienia modelowo i sprawnie, nie zwracając uwagi na palące w plecy spojrzenia. A więc Phil. Śmieszna była świadomość, że ta charakterystyczna, często nawiedzająca go postać ma jakieś imię i przyjaciół. Bo ten młodszy chłopak pewnie tym właśnie był. Przyjacielem.
- Jeśli nawet ja ci mówię, że jesteś przyklejony do telefonu, to powinieneś się przejąć, co, PJ?
Phil brzmiał na rozbawionego, a ton jego głosu zmienił się odrobinę, w sposób, którego Dan nie potrafił określić. Jednak słychać było różnicę, może jakąś poufałość w zwracaniu się do tego całego PJ’a.
- Czepiasz się – odparł tamten beztrosko – W ogóle jakoś dzisiaj lewą nogą wstałeś chyba, co? A może humor poprawia ci się dopiero po pierwszej kawie tutaj?
Dwie kawy – karmelowa i słodka, z piankami - zostały skończone w momencie, w którym PJ skończył mówić; Dan odwrócił się w ich stronę z zamówieniami w obu dłoniach i skrzyżował spojrzenia z dziwnie zaczerwienionym Philem. Uśmiechnął się lekko i ostrożnym krokiem podszedł do zajmowanego przez tamtą dwójkę stolika. Wciąż czuł się trochę inaczej i nieswojo, ale przydusił to uczucie jak najmocniej, nie widząc na nie żadnego logicznego wyjaśnienia.
- Smacznego.
- Dzięki – wymamrotał wielkooki, opuszczając wzrok na stół.
Siedzieli w kawiarni prawie godzinę, ale po pewnym czasie zrobił się taki tłok, że Dan nie miał czasu skontrolować grzywki, a co dopiero wymienić spojrzenia czy uśmiechu. Ani, o co głównie chodziło, podsłuchać czegokolwiek. Oprócz jednej rzeczy.
Pomiędzy krótką wymianą warty z Zoe, żeby móc się wysikać, i ochrzanieniem Chrisa wiszącego na telefonie, Dan zanosił zamówienie do wyjątkowo przejętego, siedzącego samotnie chłopaka. Brunet, zobaczywszy go, zgarbił się trochę, jakby rozczarowany, ale wyjątkowo uprzejmie podziękował i wrócił do przeczesywania wnętrza kawiarni wzrokiem.
Wracając za ladę, zupełnie przypadkiem przeciskając się obok całkowicie przypadkowego stolika, Dan usłyszał kilka słów wypowiedzianych przez PJ’a.
- Dzisiaj, AmazingBar, o dziesiątej. Dalej aktualne?
W tamtym momencie nie wydało mu się ani trochę dziwne to, że usłyszał akurat tak dokładne informacje; właściwie to nawet nie wpadło mu do głowy, aby jakoś je wykorzystać. Zakręcony coraz większą ilością klientów i zamówień, w końcu o tej drobnostce całkowicie zapomniał. Dlatego, gdy nadeszła druga zmiana, a Tyler zaproponował –
- Dan, Troye, proszę skoczmy na drinka do Not On Fire? Mam ochotę na Cytrynowe Dziewictwo.
- Racja, analne już nie wróci – odmruknął Troye.
…Dan nie wpadł na pomysł, żeby skierować ich na inne tory.
*
Cztery Cytrynowe Dziewictwa potem to Tyler wpadł na ten pomysł.
Okularnik był znany ze słabej głowy i słabości do flirtu, szczególnie po alkoholu. Tego dnia, może ze względu na dość słabą kontaktowość Dana, na swoją ofiarę wybrał Troye’a. Poza tym, szatyn miał wrażenie, że reakcje młodszego chłopaka były dokładnie tym, czego zielonowłosy oczekiwał; odpowiednia doza rumieńca, no homo irytacji i nieznacznej przemocy fizycznej.
- Przestań – zaczerwienił się po czubki uszu, odsuwając się krzesłem od stolika.
Dan niezbyt chciał wiedzieć, co działo się pod stolikiem.
- Przestanę, gdy pójdziemy do AmazingBaru – odparł Tyler, przekrzywiając głowę w uroczy sposób – Poza tym, wy, heteroseksualni chłoptasie, robicie w klubach dużo gorsze rzeczy dziewczynom i bulwersujecie się, gdy mówią „nie”.
Troye przez dłuższą chwilę siedział, wciąż czerwony i o wiele bardziej poruszony niż wcześniej, a potem otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. W końcu jednak zrezygnował, odwrócił wzrok i stwierdził, że w sumie faktycznie można zmienić lokale.
Przez uliczkę przebiegli – Tyler poślizgnął się na zamarzniętej kałuży i przez chwilę zbierali jego niewspółpracujące, trzęsące się ze śmiechu „zwłoki” – i ciepło drugiego, trochę mniejszego i bardziej oldschoolowego klubu powitało ich dość szybko.  
Tłok był mniejszy niż w Not On Fire, ale Dan spostrzegł więcej znajomych twarzy i nastrój niezbyt mu się poprawił. Najwidoczniej miał jeden z tych dni, podczas których wolał posiedzieć sam w domu, oglądając anime albo grając w gry, ewentualnie pijąc wino do lustra, i trochę zaczynał żałować, że zgodził się na ten wypad. Wyczuwał jednak atmosferę panującą między swoimi towarzyszami i zostawienie ich teraz samych – na dodatek podpitych – nie zdawało mu się zbyt dobrym pomysłem.
Westchnął cicho; czasem żałował, że nie jest zwykłym dupkiem i tak bardzo się przejmuje.
Szybko pożałował tego jeszcze bardziej.
- Ej, zobaczcie! – Tyler chwycił ich obu pod ramiona i pociągnął w kierunku jednego z dwóch parkietów – To Marcus i reszta! Chodźmy do nich!
Faktycznie, na zatłoczonym parkiecie, wśród pływających wszędzie kolorowych światełek i sztucznego dymu, do dudniącej muzyki skakali ich znajomi.
Świetnie, jeszcze więcej ludzi, socjalizowania się i taniec. Szatyn poczuł większą niż wcześniej ochotę na ucieczkę; sam fakt, że trochę się podpił, a wciąż czuł stres, oznaczał tylko jedno – to nie był jego dzień.
- Idźcie się przywitać, ja skoczę po drinki – przekrzyczał muzykę i powoli odszedł w kierunku baru; miał zamiar wlec się  tak bardzo jak to tylko możliwe.
Ze składaniem zamówienia też się nie spieszył. Usiadł sobie na czerwonym hokerze, podparł się łokciami o bar i wpatrzył w sporą kolekcję alkoholi, licząc te, których kiedykolwiek próbował.
With the exception of you, I dislike everyone in the room and I don’t wanna lie, but I don’t wanna tell you the truth…
Przynajmniej muzyka była w porządku.
- Uhm… Cześć!
Znajomy, bardzo znajomy głos. W jednej sekundzie Dan przypomniał sobie rozmowę, której podsłuchał jeszcze w trakcie pracy, odwrócił się i uśmiechnął.
- Cześć.
Phil, w ciemnoniebieskiej koszuli i gładko wyprostowanej grzywce, stał tuż obok, z butelką piwa w dłoni – w pewnym sensie zabawny widok – i wyglądał na bardzo zadowolonego.
Get the sense that you're on the move, and you'll probably be leaving soon, so I'm telling you…
-  Jak się bawisz? – zapytał czarnowłosy po chwili milczącego wpatrywania się w czekoladowe oczy Dana.
- Meh – odparł tamten, z jednej strony nie chcąc wyjść na antyspołecznego nudziarza, a z drugiej zdając sobie sprawę, że jego zdolności aktorskie nie są na tyle rozwinięte, żeby udawać pełnego ekscytacji.
Phil westchnął i rozejrzał się po klubie dyskretnie, po czym usiadł na hokerze tuż obok Dana. Chłopak nie odrywał od niego wzroku; zastanawiał się ile dokładnie mężczyzna może mieć lat. Dopiero teraz w oczy rzucił mu się bardzo delikatny zarost pokrywający jego twarz i automatycznie pogładził swoją własną, gładką jak szklanka brodę.
- Ja też meh. Chcesz piwo?
Stop the world cause I wanna, get off, with you. Stop the world cause I wanna, get off, with you.

- Czemu nie?

8 komentarzy:

  1. Zamawiam miejsce ;3 A to tylko dlatego, że na klawiaturze przestały mi shifty łączyć i wygodniej będzie mi napisać koment z telefonu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem by skomentować :D
      Kolejny wspaniały rozdział, no! Jak ty to robisz, kobieto? :3 Ją od dobrego tygodnia się zbieram, żeby coś napisać, a tu nic, a Ty potrafisz w ciągu paru dniowych przerw napisać coś TAKIEGO *=*
      Poza tym "Amazing Bar'u" i "Not On Fire" niczego nie przebije C: Z ostatnich zdań wnioskowałam, albo przynajmniej tyle pamiętam, że Dan i Phil poszli pić ze sobą? Ciekawe, ciekawe :P A skoro jeszcze powiedziałaś, że w następnym rozdziale ma być BUM to serio nie mogę się, doczekać :3
      Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na następny rozdział! ^~^

      P.S. Dan, tak między nami, ja też nie lubię tańczyć XD

      P.S.2 Nie wiem czemu, ale moja autokorekta zmienia imię "Dan" na "dań", a nie wiem gdzie to ustrojstwo wyłączyć xD

      Usuń
  2. huhuhuhuhuhuhuhu.
    Masz może zamiar dodać kolejny rozdział jeszcze w ten weekend?~
    Pewnie nie.
    Ale to jest takie boskie, że asafghjdkkkahjkdsldkj.
    I wgl Phil i Dan i miłość i kawa i super-homo Tyler i ogólnie loffki. ♥ ♥ ♥
    A 'AmazingBar' i 'Not On Fire' rozwalają mnie za każdym razem. XD I ej no oni są razem tacy słodziaszniii.... ♥ I wgl osobno też. :3 I wgl 'wyglądał na bardzo zadowolonego'? Nie no wcale. Wcale nie widzi swojego przyszłego seksy na stole. ♥ A Dan zazdrosny o kolegę Phila, aj no nie. ♥ I co to tam się dzieje pod stołem? XD Tyler molestuje ludzi po pijaku. Nieładnie. Oczywiście jak dla kogo, z mojej perspektywy bardzo ładnie, z perspektywy molestowanego nie bardzo. XD
    I wgl fala pedalskich serduszek za ten rozdział, bo feelsy mi każą.
    ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwwwwww ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    To jest takie kochane! Potrzebuje wiecej Twojego Phana ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
    To opowiadanie jest genialne :*
    Juz nie moge sie doczekac kolejnych rozdzialow^^

    OdpowiedzUsuń
  4. PJ i Chris tak wspólnie uzależnieni od komórek,no coś to podejrzane... Albo po prostu ja mam lekkiego świra na ich punkcie i tak bardzo poszukuję podtekstu jakiegokolwiek,byle nie depresyjnego i nieszczęsliwego tak,że po trzech rozdziałach to już tylko terapia u psychiatry XD
    Co do Phana - trudno mi w to teraz uwierzyć,ale nie wciągnęłam się po "Still into you" w oglądanie ich. Dopiero teraz, kiedy zaczęłam czytać YouCafe jako "A poczytam, czekając aż Juti napisze Jearmina" zakochałam się w tym i innych youtube'owych szipach bez pamięci <3 Szczególnie w Troylerze, uwielbiam te parkę, i chyba nigdy nie polubię Tronnora :) Więc tym bardziej cieszę się że jest z nimi wątek, a gdyby jeszcze w tym Twoim wewnętrznym świecie zaistniał kickthestickz to już w ogóle niebo,cud,miód i maliny :*
    Powodzenia i dalszej weny życzę ~ Mizu

    OdpowiedzUsuń
  5. Wielki plus za Arctic Monkeys! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. JESZCZE BARDZIEJ ŚWIETNE anabsjmamanskasn

    OdpowiedzUsuń