we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 20 listopada 2014

YouCafe #2

Co się dzieje, Justyna wstawia notkę w środku tygodnia. APOKALIPSA D:
bardzo dobrze mi się pisze tego fika, rly. coś czuję, że będzie długi.
a na weekend/w następnym tygodniu zuuupełnie inny vlog wow wowowowo mam taką wenę na wszystko ostatnio :3

______________________________________________

Godzinę po skończeniu pracy Dan dostał telefon od Chrisa. Urządzenie zaczęło wibrować pod pokemonową poduszką, na której opierał głowę, oglądając jakiś przypadkowy serial – dobra, podśmiewanie się z wielkookiego w kawiarni mogło się w tym momencie wydawać dość sporą hipokryzją, ale on przynajmniej swoje dziwactwa zachowywał dla siebie. Chłopak jęknął z niezadowoleniem, wykręcając się, żeby dosięgnąć źródła irytujących wibracji.
- Co byś zjadł? – zapytał zmęczonym do przesady głosem, aby zasugerować, że… cóż, jest zmęczony.
Chris nawet nie miał zamiaru się w to bawić.
- Nic – odpowiedział, a odgłosy w tle sugerowały, że sam dopiero skończył zmianę w YouCafe i szedł ulicą – Napiłbym się.
Dan poczuł ostatnimi czasy niepokojąco typowe dla siebie rozdarcie; wegetowanie przy telewizorze, z miską chrupków na brzuchu było przyjemne, ale bycie roześmianym i nie do końca trzeźwym, no i smak drinków, także.
- No nie wiem – wymamrotał w końcu, próbując przekonwertować się do pozycji półleżącej.
Chris parsknął do słuchawki.
- Czyli tak.
- Jesteś głuchy? Nie powiedziałem jeszcze, że...
- Będę u ciebie za dwadzieścia minut. Ubierz coś nieżałobnego.
I rozłączył się. Dan przez chwilę wpatrywał się w ścianę, zastanawiając, co w jego życiu poszło nie tak, po czym zaczął się szykować. Zgodnie z zaleceniami Chrisa włożył jedne ze swoich lepszych czarnych rurek i czarną koszulkę z Mario. Po całym dniu pracy i noszeniu tej śmiesznej czapeczki, grzywka oklapła mu smętnie na czoło; musiał znów ją wyprostować i spryskać lakierem. Gdy jego wciągający go w alkoholizm przyjaciel zapukał do drzwi, Dan, przypomniawszy sobie, że od powrotu praktycznie nic nie zjadł, wpychał w siebie suche cheeriosy.
- Właź – zawołał z pełnymi ustami, ścierając okruszki z twarzy.
Jedną z bardziej irytujących przywar Chrisa było to, że nigdy nie zdejmował butów. Wparował do salonu, jeszcze w kurtce, ze śniegiem na czarnej czapce-żulówce i uniósł brwi.
- Po pierwsze, miało nie być pogrzebowo. Po drugie, czemu wpierdalasz płatki bez mleka? – przekrzywił głowę, widocznie poważnie zmartwiony życiowymi wyborami swojego przyjaciela.
- Ubrałbyś koszulkę z Mario na pogrzeb? – odmruknął tamten, odkładając pudełko do szafki.
Płatki zostały przełknięte, a Chris ani na moment nie zbity z tropu.
- Yyy, tak?
Dan machnął ręką, narzucając na siebie bluzę; zupełnie go to nie zaskoczyło. Z Chrisem znali się od trzech lat – najpierw obaj załapali dorywczą pracę na stacji benzynowej, ale Dana wykopali po miesiącu, gdy przeniósł popielniczkę z niedogaszonymi petami przechodząc przez obszar, w którym nastąpił wyciek benzyny. Dobre czasy.
Przez ponad rok widywali się w prawie każdy weekend, czasem przypadkowo, czasem umówieni. Nie byli do siebie zbyt podobni; Dan zdecydowanie dużo gorzej radził sobie z międzyludzkimi interakcjami i był bardziej sarkastyczny niż zabawny. Pewność siebie i poczucie humoru Chrisa w pewnym sensie go uzupełniały. Pracę w YouCafe znaleźli wspólnie roznosząc CV i właśnie tam zostali na dłużej.
- A płatki jem dlatego, żeby za szybko się nie schlać – wyjaśnił szatyn, klepiąc się po kieszeniach w poszukiwaniu kluczy.
- W tym widzę jeszcze mniej sensu niż w twoich modowych decyzjach, ale niech będzie – Chris wzruszył ramionami i wyszedł z mieszkania, zostawiając za sobą dwie średniej wielkości kałuże.
Po wyjściu złapali tramwaj i pojechali do centrum. Śnieg ładnie skrzył się po bokach chodników i ulic, a także na drzewach, których gałęzie powoli zaczynały się uginać pod jego ciężarem. Dan zamyślił się, wyglądając przez okno i z jakiegoś powodu przed oczami pojawił mu się nieznajomy fan czekolady z piankami.
- Właśnie! – syknął, sprzedając Chrisowi kuksańca – Nie ochrzaniłem cię jeszcze za twoje plwociny.
Jego przyjaciel wybuchnął śmiechem tak głośnym, że wszyscy pozostali pasażerowie posłali im zaskoczone lub poirytowane spojrzenia.
- Przepraszam tak strasznie. Ale przynajmniej nie narobiłem ci obciachu przy ładnej dziewczynie.
Wielkie, trzykolorowe oczy zamrugały w jego wyobraźni. Uśmiechnął się pod nosem i skinął głową, po tym komentarzu czując coś na kształt ulgi. Faktycznie, rzadko bywało, żeby ludzie z taką neutralnością podchodzili do tego typu sytuacji. Miał szczęście, że akurat w tym momencie trafił się klient, który jeszcze mocniej go nie zestresował; w końcu Dan miał tendencję do nadmiernego przejmowania się błahostkami i szyderstwa nie pomagały.
- Racja – parsknął śmiechem po chwili, wracając do rzeczywistości.
- A skoro już o tym mówimy – podjął Chris nieco ciszej, po krótkiej chwili wahania – to jak się trzymasz? Pisała coś?
Szatyn pokręcił głową.
- Nie, nic a nic. Czemu miałaby pisać? To moja wina, że się rozstaliśmy.
Poruszanie tematu jego niedawno zakończonego związku naturalnie powinno być drażliwe; Dan nie poczuł jednak niczego szczególnego. Może coś w rodzaju delikatnej tęsknoty – ale nie był do końca pewien, czy za samą dziewczyną, czy koszulkami, które u niej zostawił.
Chris pokręcił głową na jego słowa.
- No, nie powiedziałbym. Była toksyczna.
- Ano – szatyn wzruszył ramionami, niezbyt chcąc poruszać ten temat.
Budynki i drzewa za szybami przestały się „poruszać” – tramwaj stanął. Centrum miasta pokryte śniegiem wyglądało jeszcze piękniej niż zwykle; nawet neonowe napisy typu pijalnia wódki i sex shop nabrały odświętnego charakteru, oprószone białym puchem.
- Teraz, dla odmiany, przydałby ci się ktoś uroczy i miziasty – może nie wyczuwszy niechęci w głosie przyjaciela, a może mając to gdzieś, Chris kontynuował – Bierz się za Tylera.
Dan zaczerwienił się i zerknął na niego kątem oka, opuszczając pojazd.
- Jesteś nienormalny – powiedział tylko.
Tradycji stało się zadość – ani jeden, ani drugi nie miał zamiaru próbować niczego nowego i udali się na stare śmieci, czyli do baru Not On Fire. Wnętrze, podobnie jak w przypadku YouCafe, było przestrzenne, ale zdecydowanie bardziej „przygaszone”. Kanapy, zamiast czerwonych obić miały czarne, a na ścianach powieszone były i świece, i neonowe lampki. Prawdziwe pomieszanie z poplątaniem.
Biały rum w połączeniu z colą wchodził dobrze i kosztował niewiele. Rozmowa, jak zwykle, kleiła się, a z każdym kolejnym drinkiem Dan czerwienił się coraz bardziej, uśmiechał coraz szerzej i śmiał coraz głośniej. I być może akurat tej nocy przekroczyłby granicę, której zwykle nie przekraczał, ale z pewnego tajemniczego powodu, o którym już rano nie pamiętali, podjęli decyzję o zmianie miejscówki.
Mieli się przejść tylko na drugą stronę ulicy, do Amazing Baru, a piętnastometrowy spacer sprzyja wytrzeźwieniu w nikłym stopniu; jednak stało się coś, co im obojgu odrobinę otrzeźwiło umysły.
Dan, starając się iść jak najbardziej prosto, zerknął przez ramię w stronę przyjaciela, aby upewnić się, że tamten żyje i nadąża, i… stanął jak wryty. Przez dłuższą chwilę po prostu nie ruszał się, z lekko rozchylonymi ustami, próbując połączyć odpowiednie trybiki w głowie i skojarzyć to, co jego podświadomość już skojarzyła. I w końcu – skojarzył.
Wielkooki, wciąż w czapce i śmiesznym szaliku, opuszczał właśnie Amazing Bar. Dan chwycił Chrisa za rękaw kurtki i zaczął szarpać, próbując mu to jakoś dyskretnie przekazać. Tamten jednak patrzył na niego jak na kretyna, nic nie rozumiejąc. W końcu zarzucił szatynowi, że robi sobie z niego jaja; w tym momencie Dan syknął niecierpliwie – nie miał czasu na głupoty! – i w pijackim widzie zaczął iść za mężczyzną, całkowicie ignorując biegnącego za nim Chrisa.
Dotarli w okolice przystanku parę sekund przed przyjazdem autobusu; Dan zatrzymał się gwałtownie na środku chodnika, co odrobinę zawirowało mu w głowie, i podążył za nim wzrokiem. Drzwi autobusu zamknęły się i zaczął odjeżdżać. Gość od czekolady z piankami zajął miejsce, rozluźnił szalik, ściągnął czapkę i wyjrzał przez okno.
Jego oczy zatrzymały się na twarzy Dana i, kompatybilnie z tymi szatyna, otworzyły jeszcze szerzej. Patrzyli na siebie do momentu, w którym było to już fizycznie niemożliwe. Ze śniegiem topniejącym we włosach, chłopak czuł serce tłukące mu gdzieś w klatce piersiowej.
W końcu Chris go dogonił. Dan pokręcił tylko głową; żadnego Amazing Baru, nic się nie stało, głupie pomysły wpadają mu po pijaku do głowy, czas wracać. Więc wrócili.
*
Kolejny dzień powitał Dana piękną pogodą, poranną zmianą i okrutnym bólem głowy. Piękno skrzącego w słońcu, skrzypiącego pod butami śniegu ciężej było doceniać, gdy światło wwiercało się do mózgu przez gałki oczne, a język leżał w ustach jak kawałek suchej gąbki.
            - Cześć – mruknął, wchodząc do kawiarni; nic po sobie nie pokazał, ale istniała opcja, że otworzenie ciężkich drzwi było nieco problematyczne.
            - O jejku, słoneczko – powiedział Tyler zza lady i od razu sięgnął po jedną z filiżanek – Zaraz cię poratujemy.
            Chłopak tylko skinął głową, nie mając zamiaru udawać i protestować, po czym udał się na zaplecze i przebrał. Gdy wrócił, czekała na niego mocna, czarna kawa z dodatkiem mieszanki słodkich syropów, do której Tyler zawsze przykładał więcej uwagi niż do samej kawy – z zadawalającym skutkiem.
            - Dzięki – wymamrotał skacowany i upił dużego łyka, parząc sobie wyschnięte wargi – Mmm.
            Tyler wsparł twarz na dłoniach i przyglądał mu się z nieco zbyt bliskiej odległości, ale była to ostatnia rzecz, którą Dan się teraz przejmował. W końcu okularnik odezwał się, wędrując wzrokiem po zmęczonej twarzy kolegi.
            - Wnioskuję, że ty i Chris spędziliście wieczór razem?
            - Skąd wiesz? – szatyn uniósł brew, choć przecież każdy wiedział, że on i Chris często się spotykają.
            Jednak czasem czuł się trochę podirytowany zakładaniem z góry, że nie ma innych przyjaciół, z którymi mógłby się widywać po pracy; po części dlatego, że poniekąd była to prawda.
            - Dzwonił przed chwilą i powiedział, cytuję, że mózg zaraz wystrzeli mu dupą i spóźni się godzinę albo dwie – odparł Tyler na jednym oddechu, przekrzywiając nieco głowę i uśmiechając się kącikiem ust.
            Dan zamrugał.
            - Och.
            - Widzę, śliczny chłopcze, że zniosłeś to dużo lepiej – zielonowłosy poczochrał kolegę po głowie i wstał – Gratulacje. Za to postoisz chwilkę na sali, a ja pójdę odcedzić kartofelki. O tej porze rzadko kiedy ktoś przychodzi, więc możesz być spokojny.
Dan skinął głową, westchnął ciężko i zabrał się za łapczywe picie kawy. Chociaż wciąż była zbyt gorąca, połykał ją szybko, a uczucie słodkiego bólu w pewnym sensie sprawiało mu przyjemność. No i przy okazji pomagało na moment skupić się na czymś innym niż tępy ból głowy.
Dzyń, dzyń, dzyń.
Cholera.
Filiżanka z kawą została pospiesznie wsunięta pod ladę – w końcu nie wolno było sobie pić kawki w godzinach pracy – ale na tyle niefortunnie, że trochę ciemnego napoju pobrudziło rękaw koszuli zbrodniarza. Akurat tego dnia, kiedy zdecydował się ubrać błękitną. Tylko i wyłącznie dlatego, żeby odwrócić uwagę od worów pod oczami.
Cóż, teraz przynajmniej odwracała ją plama na rękawie.
Dan spojrzał w kierunku drzwi, zamrugał i skupił wzrok jeszcze raz. Nic się nie zmieniło.
Wielkooki, tym razem w mniej puchatej czapce jedynie nasuniętej na czarne włosy i bez szalika zakrywającego twarz, podszedł do lady. Krok miał specyficzny i nieco niepewny, co bardziej było widać, gdy miał na sobie mniej warstw ubrań, a skórę niesamowicie bladą. Tym razem spod rozpiętej kurtki wystawała zielona koszulka z… Luigim.
- Ahem – odchrząknął Dan i mentalnie skrzywił się, słysząc jak ochryple i marnie brzmi – Dzień dobry.
- Nie musisz chować kawy – wielkooki ściągnął czapkę i poprawił włosy gestem, który szatyn znał aż za dobrze; kontrola grzywki.
- Trochę za późno – Dan zaśmiał się niezręcznie, pocierając o siebie dłońmi – Zdążyłem się oblać.
Mężczyzna obciął go krótkim, badawczym spojrzeniem z góry na dół, aż w końcu zatrzymał wzrok na błękitnym, naznaczonym pośpiechem rękawie. Skinął głową ze zrozumieniem i utkwił wzrok w menu. Tym razem na jego bladych policzkach wykwitło trochę koloru, choć przecież na dworze było zdecydowanie cieplej i mniej wietrznie niż ostatnio. Dan przestąpił z nogi na nogę, nie wiedząc zbytnio, gdzie podziać oczy; jakby nie patrzeć, widział twarz wielkookiego po raz pierwszy. Nie liczył poprzedniej nocy, kiedy jedyne, co zauważył to spojrzenie przez szybę.
Właśnie, poprzednia noc. Czy on też został zauważony? Przygryzł wargę i zerknął na klienta trochę spod rzęs, tylko po to, żeby znów zostać przytłoczonym tym intensywnym spojrzeniem.
- Proszę kawę z mlekiem i czekoladową muffinkę – powiedział tamten w końcu, spuszczając wzrok.
- Już się robi – odparł Dan ochryple i znów odchrząknął.
Sytuacja powtórzyła się; on przygotowywał zamówienie, a wielkooki stał w miejscu i obserwował go. Tym razem udało się bez żadnego oblewania kawą i przytrzaskiwania palców, ale Dan i tak wolałby nie być na celowniku wykonując swoją pracę.
Skończył robić wzorek na piance – kiepska, kanciasta wersja Pikachu, zabijcie go – i z roztrzepania, zamiast standardowo położyć wysoką szklankę na ladzie i przesunąć w stronę klienta, wyciągnął ją w obu dłoniach przed siebie. Tamten jednak nawet nie mrugnął; po prostu po nią sięgnął. Kontakt dłoni, oczywiście, był w takim momencie nieunikniony.
- Dziękuję, Dan – powiedział mężczyzna, po raz pierwszy się uśmiechając, i odszedł do tego samego stolika, co ostatnim razem.
- Jeszcze muffinka – przypomniał szatyn, pocierając o siebie palcami, które dziwnie go mrowiły.
- Racja – wielkooki wstał dokładnie w momencie, w którym Dan wyszedł zza lady i obaj zatrzymali się.
Ciszę przerwał śmiech ich obu.
- Mam podejść? – spytał Dan, próbując jakoś zahamować uśmiech cisnący mu się na usta.

- Spotkajmy się po środku – odparł czarnowłosy i tak też zrobili.

6 komentarzy:

  1. To było takie słodkie *^* I to "- Spotkajmy się po środku" awww, czy ty chcesz, żeby trup spoczął na kanapie? :P No, ale od początku :3
    Co do tego, że Chris i Dan poszli się "nachlać" to... Nigdy nie pomyślałabym, że mogę coś takiego przeczytać xD Dorośli to oni są, ale jakoś nigdy nie wyobrażałam sobie, że ot tak mogą wyjść i iść do baru, a tak w ogóle: "Not On Fire" i "Amazing Bar"... serio? :D Teraz "danisnotonfire" może mieć swoje dosłowne znaczenie ^ ^ Co do nieżałobnych ciuchów, po Danie można się takich tylko spodziewać, jak będzie miał założyć jakąś koszulę, lub - jak w tym przypadku - pójdzie do pracy... Choć nie jestem pewna, czy tam nie ma swojego czarnego odpowiednika ^ ^ Tak jak czytałam jeszcze początek i zdyszka dalszą część, uświadomiłam sobie, że niektóre moje cechy to mieszanka Chris'a i Dan'a, a jakie one są, to już się możesz domyślać :D
    "FRINGE CHECK"!!! Aż zapiszczałam w środku - na zewnątrz przeszkodziłabym mamie, w oglądaniu serialu xD A ten rozdział tak mi się podobał, że po prostu AWWWW, OHHH, AHHHH i inne dźwięki zadowolenia xD Nie w zboczonym znaczeniu, ma się rozumieć :D
    W ogóle jestem taka szczęśliwa, że wreszcie mogę czytać Phan po polsku ^ ^ Sama twierdzę, że mam zbyt małe umiejętności pisarskie, lub jestem zbyt leniwa, by jakikolwiek kreatywny Phan napisać, ale jeszcze się nad tym pomyśli :3
    Pozdrawiam i życzę weny na następny rozdział! I to dobrze, że będzie długi! :3 <3
    P.S. Jak widać, wróciłam do starej nazwy i raczej przy niej zostanę, więc problemu z rozpoznaniem tego narwanego ludzia nie będziesz miała D:

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże boże boże
    Po pierwsze jak PHAN może mieć tak mało komentarzy. Po drugie jak PHAN PO POLSKU DO JASNEJ CHOLERY może mieć tak mało komentarzy.
    Dlaczego tak cudownie napisany PHAN skomentowało tak mało osób?

    Chciałabym zacząć, że moja "przygoda z brytyjskim youtubem", że tak powiem zaczęła się szczerze od twojego wcześniejszego fanfika, i to dzięki tobie poznałam dwa najcudowniejsze stworzenia świata jakimi są Dan and Phil.
    Chciałabym wyrazić jak cudownym jest pomysł na You Cafe. Wszystkie (oczywiście angielskiego fanfiki) są takie same. Albo broń matko boska, ale tak jest obydwoje tną się i są wyrzutkami którzy odnajdują się lub Phil jest po jakimś toksycznym związku. Nie chce nawet mówić jak świeży jest twój pomysł w porównaniu z nimi. Piękne są też same nawiązania "Not on fire bar" <3 Nie wyobrażam sobie też jak udało się się tak idealnie wpakowałaś tam tyle cudnych youtuberów, których charakter oddałaś tak cudownie. Tyler, jest mistrzostwem <3 proszę niech będzie go więcej + P.S Czy jest szansa na pairing Troyler w tle? >w<
    Ogólnie kończąc moje przemówienie (raczej nie wyszedł z tego komentarz) chcę powiedzieć, że kocham tą serię (jak wszystkie inne, które piszesz) i obydwie części już przeczytałam kilkanaście razy, więc na koniec drobne pytanko
    Kiedy następna część?

    Padam do stóp, Enscha :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga, oficjalnie muszę ci podziękować~ Dzięki tobie poznałam dwóch kolejnych świetnych gości na youtubie i fantastycznych gameplayer'ów (kij z tym, że nie rozumiem połowy z tego co gadają ^^). Na początku myślałam sobie: "Ech, jak można paringować realnych gości..." i ogólnie byłam do nich sceptycznie nastawiona, nie chciało mi się oglądać, ale obejrzałam parę odcinków i... Cóż... Ship, ship, ship~! To. Jest. Boski. Ship~! A ty piszesz o nich opo!
    Właśnie, fanfic~! Nie wiem skąd bierzesz pomysły, ale powiadam ci, że mnie zachwycają~ Co prawda jestem nowa w kwestii shipowania tych gości, ale niektóre aluzje udało mi się załapać x3 A Phil jest tutaj taaaki słodki~ Nie, ogólnie całe opo jest urocze ^^ Reakcje Dana są czasem boskie :D A ten tekst: "Spotkajmy się po środku" wywołał u mnie rozmarzone westchnięcie <3 x3 Choć mam wrażenie, że z czymś ten tekst mi się kojarzy, ale nie wiem z czym... Hm. Nieważne~ To raczej nic znaczącego~ Ciekawi mnie jak się sytuacja rozwinie~ (Uhuhu, czekam na jakieś dwuznaczne scenki~)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to opowiadanie! !!!
    Nawet jeśli to dopiero drugi rozdział to i tak... awwwwwww^^ to było tak słodkie i urocze i to patrzenie sobie w oczy i "spotkajmy się po środku" awwwwwwww *nosebleed*
    Uwielbiam :3
    Niecierpliwie oczekuję na kolejne epizody :*

    OdpowiedzUsuń
  5. TO JEST TAKIE ŚWIETNE o boziuuu ^^

    OdpowiedzUsuń