we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 25 listopada 2014

Talk math to me #6

Na początek się pochwalę, bo jestem z siebie dumna, bo udało mi się zrobić pierwsze gaming video i, o proszę, patrzcie jaki ze mnie gamer XD
A jeśli chodzi o tego fika, to powolutku zbliżamy się do finału. Przywiązałam się jednak do tych zjebów trochę za mocno, więc nie wykluczam sequeli, prequeli, czy kontynuacji w jakiejkolwiek innej postaci. No. :3
___________________________________

Niekiedy czas miał tendencje do szybkiego mijania; szczególnie wtedy, gdy drużyna siatkówki miała wrażenie, że do przetrenowania zostało jeszcze sporo, a pomiędzy obiema faworyzowanymi szkołami panowała odwieczna rywalizacja, szczególnie na tle sportu.
            Ostatnie trzy treningi Armin spędził ze wszystkimi i postępy, które zrobił, szczerze zaskoczyły nawet trenera.
            - Musiałeś mieć dobrego nauczyciela – poruszył brwiami, zerkając w stronę Mikasy znacząco, a blondyn uśmiechnął się promiennie i pokręcił głową.
            - To Jean mnie trenował, proszę pana. I w pełni się zgadzam; gdyby nie on, wciąż byłbym tak beznadziejny jak wcześniej.
            Rozbrajająca szczerość, z jaką wypowiedział ostatnie słowa sprawiła, że wszyscy zgodnie zamilkli. Kirstein też się nie odezwał, tylko spuścił wzrok i zaczął mierzwić sobie włosy tak, jakby od tego zależało jego życie.
            Kilka kolejnych dni minęło jak z bicza strzelił i trzeba było szykować się do podróży do Utgard. Gdy drużyna, trener i kierowca, w postaci Hanji, zebrali się na szkolnym dziedzińcu, wokół panowała jeszcze całkowita ciemność.
            - Jak tam nastawienie, wojownicy? – zapytał pan Hannes nieco zaspanym głosem, a reszta odpowiedziała bojowym okrzykiem, który równie dobrze mógł być trochę donośniejszym ziewnięciem – To super. Wsiadamy. Jeśli ktoś jeszcze chce się odlać, radzę zrobić to teraz, bo pierwszy przystanek dopiero za godzinę.
            Wszyscy, łącznie z dziewczynami, na te słowa ruszyli zgodnie w kierunku toalet. Z wyjątkiem Armina, który, jak na inteligentnego i sprytnego osobnika przystało, wysikał się przed samym wyjściem. Nawet trener, po upewnieniu się, że wszyscy odeszli wystarczająco daleko, szybkim krokiem odszedł w kierunku krzaczków porastających szkolne podwórko.
            Po paru minutach samotnego stania, Armin został uraczony towarzystwem. Bardzo zdyszanym i lekko czerwonym na twarzy, z plecakiem zarzuconym na jedno ramię i uroczo zmierzwionymi włosami.
            - Przepraszam za spóźnie… ach.
            Jean, na widok blondyna stojącego samotnie przed autobusem, zaczerwienił się jeszcze mocniej. Arlert uśmiechnął się do niego delikatnie.
            - Cześć, Jean. Przespałeś budzik?
            - Eee, tak – wydukał Kirstein i odłożył plecak na ziemię, oddychając z ulgą – Gdzie wszyscy?
            - Sikają – odparł drugi chłopak z kamienną twarzą, a spóźnialski skinął głową; zupełnie go to nie zdziwiło – Jak samopoczucie?
            - Czy ja wiem – Jean wzruszył ramionami, niezbyt wiedząc, gdzie podziać wzrok – A twoje?
            - W porządku – blondyn znów obdarzył go szerokim uśmiechem, a Kirstein poruszył się niespokojnie.
            Przez ostatnie dni nie tylko szybko zlatujący czas go zaskoczył; sprawiła to również niemożliwa do sprecyzowania, ale wyczuwalna zmiana w podejściu Armina. Wcześniej przez cały czas miał wrażenie, że ważne sprawy przelatują mu między palcami jak woda – teraz wszystko zdawało się z jakiegoś powodu uspokoić. A jednocześnie tykało jak bomba czasowa, a wybuch był jedną wielką niewiadomą.
            - Autobus jest otwarty? – zapytał w końcu, a w odpowiedzi otrzymał tylko wzruszenie ramionami – Sprawdzę.
            Zanim jednak zdążył to zrobić, wszyscy wrócili, wysikani i spokojni, a Hanji pozwoliła im wsiąść do środka. Okazało się, że oprócz jej i pana Hannesa jedzie z nimi również dyrektor Erwin, co wszystkich mocno zaskoczyło, ale też ucieszyło.
            - Chcę zobaczyć, jak spuszczacie im łomot – wytłumaczył się w nietypowy dla siebie sposób, po czym zajął miejsce z przodu, odchylił głowę i zachrapał cicho.
            - Teraz możecie zająć miejsca – dodał pan Hannes i… zaczęło się.
Ach, niezastąpione doznania jazdy szkolnym autobusem.
Przepychanki, przekleństwa, groźby, kilka upadków i mnóstwo siniaków; Jean tak naprawdę w całym tym zamieszaniu skupił się tylko na jednym, ale tak, jak się spodziewał, miejsce obok Arlerta zostało zajęte przez Jaegera. Który wyszczerzył do niego zęby w momencie, w którym ich spojrzenia się spotkały. Kirstein zazgrzytał zębami, ale odpuścił sobie kombinowanie i usiadł obok Conniego, dwa rzędy przed tamtymi.
Początkowo wszyscy głównie spali i robili zdjęcia innym śpiącym, ale gdy na dworze zaczęło się rozjaśniać, kilka osób wpadło na pomysł gry w karty. Jean tylko wywrócił oczami i już chciał wrócić do słuchania muzyki, gdy, chcąc nie chcąc, usłyszał wymianę zdań z końca autobusu.
- Jeśli chcesz z nimi grać, zamień się miejscami z kimś z przodu. Nie będziesz rzucał kartami przez cały autobus, wszyscy będą widzieć, co masz – tłumaczył spokojnie Armin.
- Ale wszyscy tam z przodu grają.
Chwila ciszy; Kirstein miał na końcu języka zaprzeczenie, ale nie chciał wyjść na podsłuchiwacza, więc nie odzywał się, jednocześnie wyklinając swój brak decyzyjności w myślach.
Armin, najwidoczniej, nie miał z tym problemu.
- Hej, Jean! – zawołał dość głośno i niektóre rozmowy ucichły.
Kirstein, nieźle spanikowany, wyszarpnął niegrające słuchawki z uszu i odwrócił się, zarzucając rękę na oparcie.
- Co jest? – zapytał dość niefrasobliwym tonem, czego od razu mentalnie sobie pogratulował.
Jaeger natomiast mordował go wzrokiem, ale akurat w tym momencie całkowicie to po nim spłynęło. Armin wsparł podbródek na siedzeniu przed sobą i uśmiechnął się.
- Grasz w karty? – spytał.
- Nie.
Rozmowy, choć przecież niezbyt zajmującej, słuchali teraz praktycznie wszyscy. Annie i Mikasa, zajmujące najlepsze miejsca z tyłu, wymieniły szybkie spojrzenia. Blondyn spojrzał na Erena i gestem wskazał mu jego nowe miejsce.
- Widzisz? Zamieniajcie się.
Szatyn nie wyglądał na zachwyconego – wręcz przeciwnie, otworzył usta, zupełnie jakby chciał wyrazić sprzeciw – ale finalnie poddał się i wstał niechętnie. Jean chwycił swój plecak, wsunął słuchawki do kieszeni i przecisnął się nad Conniem do wyjścia. Minęli się w iście westernowski sposób, niemalże okrążając się i miażdżąc wzrokiem.
-  Chcesz siedzieć przy oknie, czy…? – Kirstein zatrzymał się przy swoim nowym miejscu i Arminie, który zajmował siedzenie przy wylocie.
- Niekoniecznie – tamten pokręcił głową i nieco przesunął szczupłe nóżki, żeby zrobić trochę więcej przestrzeni.
- Okej, to ja… w takim razie…
Jean nachylił się nad blondynem, żeby odłożyć plecak i, zwrócony do niego przodem, zaczął powoli przeciskać się w stronę okna. Mogło mu się tylko wydawać, ale Armin wcale nie ułatwiał tego zadania; jego nogi leżały w na tyle problematycznej pozycji, że splątały się z nogami Kirsteina i w konsekwencji chłopak musiał przytrzymać się oparcia, żeby nie wylądować na nowym towarzyszu podróży. Tamten tylko zaśmiał się, przyglądając jego próbom z rozbawieniem.
- Nie przewróć się – mruknął, a Jean spojrzał na niego spod byka i wręcz spadł na swoje miejsce, z jedną nogą wciąż między kolanami blondyna.
- Nie byłeś zbyt pomocny – warknął, usadawiając się wygodniej.
Armin zerknął na ich przyciśnięte do siebie uda i znów się zaśmiał.
- Fajnie było popatrzeć jak się męczysz.
Kirstein omal nie zakrztusił się powietrzem. Co się właściwie działo? Czy został przeniesiony do alternatywnego świata, w którym Jaeger miał mózg, Mikasa nosiła sukienki, Sasha była wegetarianką, a ego i pewność siebie Arlerta przekraczały normę?
- Nie ciesz się za bardzo, bo Jaeger będzie zazdrosny – wypalił, zanim zdążył ugryźć się w język.
Miał wrażenie, że za taki tekst dostałby od Marca po uchu. Armin jednak nie wyglądał na przejętego; uniósł brwi i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nie ma o co – wzruszył ramionami.
Auć. Jean utkwił wzrok w oknie, po raz pierwszy od dawna całkowicie zatkany. Uparcie przyglądał się śmigającym drzewom, próbując jakoś przetrawić fakt, że Arlert bardziej niż zasugerował to, czego on się obawiał przez cały ten czas.
Nagły ciężar, który naparł na jego ramię, wyrwał go z tych ponurych rozmyślań. Nie śmiąc się poruszyć bardziej, Kirstein tylko przekręcił głowę i zamarł; jasne włoski rozsypały się na jego granatowej bluzie, drobna dłoń Armina zacisnęła się na materiale jej rękawa, a chłopak miał zamknięte oczy i najwidoczniej szykował się do snu.
Chyba w końcu jednak poczuł wwiercający się w siebie wzrok, bo otworzył jedno oko i uśmiechnął się lekko.
- Co tak patrzysz? – zapytał przyciszonym głosem; policzek miał uroczo przygnieciony i Jean zwalczył w sobie ochotę, żeby nachylić się i scałować mu ten uśmieszek z ust.
- Zastanawiam się, co robisz – odparł cicho.
- Idę spać – blondyn wywrócił oczami – I nie mam okna, żeby się o nie oprzeć.
- Trzeba było iść na miejsce przy oknie – odparował Jean, ale usadowił się nieco inaczej, żeby im obojgu było wygodniej.
- Nie marudź.
Armin wtulił policzek w swoją ludzką poduszkę i zamknął oczy. Ludzka poduszka przez resztę podróży zastanawiała się, czy bijąca od niej aura przerażenia nie jest przypadkiem wyczuwalna w całym autobusie.
*
W pokoju wylądował z Reinerem.
Chłopak nie męczył go długo swoim towarzystwem; przebrał się w dresy i stwierdził, że idzie na popołudniowy trening. Jean natomiast schował się pod kołdrą i wciąż kontemplował opcję przenosin do alternatywnej rzeczywistości.
Potem jednak przypomniał sobie słowa Armina dotyczące zazdrości Jaegera i to zdenerwowało go tak mocno, że postanowił wyjść na świeże powietrze i wyżyć się na kamyczkach leżących na drodze.
Spacerował tak długo, że zdążyło się ściemnić – a konkretniej mówiąc, po prostu się zgubił. Po krótkiej chwili paniki usłyszał jednak głosy dobiegające zza drzew; święcie przekonany, że to jego koledzy siedzący na ławeczkach przed ośrodkiem, w którym się zakwaterowali, przyspieszył kroku.
A potem wytężył wzrok i zobaczył kto tak naprawdę był źródłem głosu.
Jaeger. Przyciśnięty do drzewa.
I ten – jak mu tam było – stażysta. Przyciskający Jaegera do drzewa, z łapą pod jego koszulką.
Jean wstrzymał oddech – wyglądało na to, że przerwał próbę gwałtu. Oczy tamtych były skierowane prosto na niego; kurdupel nie wyglądał na mocno przejętego, natomiast Eren przypominał rybkę wyjętą z wody.
A potem Kirstein zwrócił uwagę na jeden szczegół, który w ułamku sekundy skłonił go do natychmiastowego odwrotu.
Dłoń Jaegera. W bardzo strategicznym miejscu.
Serce Jeana było bliskie wyskoczenia przez gardło, a myśli w głowie pędziły z prędkością światła – pogryziona szyja, przerażenie Armina, gdy zostało zasugerowane to, że Jaeger kogoś ma…
Kirstein jakimś cudem znalazł drogę do ośrodka w minutę – wszedł do środka i ruszył korytarzem, ale nie zatrzymał się przy swoim pokoju. Szedł dalej.
Do pokoju Arlerta.
*
- Dlaczego akurat Końska Twarz?! Dlaczego to nie mógł być ktokolwiek inny?!
Eren wciąż stał oparty o drzewo, zakrywając twarz dłońmi. Levi przyglądał mu się dość beznamiętnie, nie robiąc niczego, żeby zakryć wypukłość na własnych spodniach. Wzruszył ramionami, nieprzejęty.
- Przynajmniej teraz nie będzie myślał, że blondynek to twój chłopak i może powie mu prawdę.
Eren drgnął i spojrzał na Leviego z szeroko wytrzeszczonymi oczami.
- Eee, co?
Brunet westchnął ciężko i postąpił krok w jego kierunku.

- Wy wszyscy jednak naprawdę jesteście skretyniali.

8 komentarzy:

  1. Pierwsza :3
    Z utęsknieniem czekam na kontynuację!
    S.

    OdpowiedzUsuń
  2. NARESZCIE! Jean, ty durniu! Tak~! Leć do swojego kochanka i rzuć się na niego! Rzuć go na łóżko i... i... Delikatnie ucałuj w czółko~ :3 Bądź mężczyzną i bądź dominujący! Choć... Patrząc na teraźniejsze zachowanie Armina zaczynam mieć wątpliwości co do tego kto w tym związku będzie seme x3 Szkoda, że opo już się powoli kończy... ;.; Ale będę czekać prequele i sequele z tej serii~! :D
    A twój vlog widziałam i powiadam, że twoje tłumaczenie jest boskie~ Dodało ono... Hm, pewnego ciekawego charakteru postaci "prowadzącej" xD ("Miecz Stu Pierdolnięć" - O, i tak powinny się nazywać bronie w RPG~ ^^)

    OdpowiedzUsuń
  3. Durna końska twarz! Jak możesz przerywać Levi'owi i Erenowi w takim momencie! No ja sie pytam! Chociaż już jak wiesz to rozgłoś to całej szkole *,* mrrr reakcja Mikasy xd Ajaja! Plose o kolejny rozdział bo nje wytrzymam! Co powie Jean Arminowi, czy Mikasa sie dowie! Hue hue, ale ona niewinna tez nie jest! Z Annie się to romansuje? Mmm może jak skończysz Jean x Armin zrób kontynuacje Annie x Mikasa... chociaz to blog o gejuchach :c no nic. Zdaje sie na cb kochana!
    ps. Ja chcę już rozdział *płacz* :((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do Mikasy i Annie, myślałam o tym, jeśli mam być szczera :DD... może niekoniecznie długi fik złożony z kilku części, ale dłuższy one-shot ^^

      Usuń
  4. Świetna notka ! *o* oby tak dalej ;3 ~M.~

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahaha ojejciulku najsłodszy, płakłam. Cudowny rozdział, po prostu świetny, a ja jestem przeszczęśliwa, że pojawił się Levuś i Prawuś (Eren, zią).
    Mam nadzieję, że teraz Jeanowi i Arminowi nic nie stoi na drodze i mogą się kochać do usranej śmierci oki pa
    bo za bardzo się jaram XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Umarłam.. totalnie Levi i ta scena zniszczyły mi system. GOD...... ja chcę ich więcej, mam niedosyt ;x

    OdpowiedzUsuń