we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 15 listopada 2014

Talk math to me #5

Piękny dzisiaj dzień. Mam 69 subów. Nie może być fajniej.
Jeśli chodzi o Jeana i Armina, zawsze z pisania wychodzi mi coś, czego zupełnie nie planowałam (gadam o tym tutaaaj) i tym razem też tak było.
Mam nadzieję, że ten rozdział zaskoczy wszystkich :DD
________________________________________________________

      Znów obudził go odgłos pracującego młynka do kawy. Jak każdego ranka od przyjazdu, punkt ósma rano. Marco jęknął w poduszkę i przewrócił się na drugi bok, zaciskając powieki. Sen jednak uciekł spod nich, robiąc miejsce dla wpadającego przez małą szparę między oknem a roletą promyczka.
            - Yo, ranny ptaszku – usłyszał znajomy głos tuż obok swojej głowy i w odruchu obronnym przytulił do siebie poduszkę – Wystraszyłem cię? Ha.
            Brunet westchnął, zerkając kątem oka na źródło głosu, i zmierzwił włosy w zakłopotaniu.
            - Kirstein, jesteś najgorszy na świecie. Kiedy zasnąłem?
            Jean przekrzywił głowę nieznacznie i także zmierzwił sobie włosy; było widać bezsprzecznie, że też niedawno się obudził. Nie miał na sobie koszulki, a w dłoni trzymał kubek kawy.
            - Jakiś kwadrans za szybko – odparł zachrypniętym głosem.
            - I nie mogłeś mnie obudzić? Albo sam iść spać?
            Jean wyszczerzył zęby i wziął łyka kawy.
            - Przecież poszedłem spać. Chcesz? – wyciągnął przed siebie kubek z kawą, a Marco wywrócił oczami; spojrzał na podłogę i porozrzucane na niej ciuchy, po czym westchnął potężnie.
            Wiedział, że to wszystko właśnie tak się skończy. Za dużo razem kiedyś przeszli, żeby można było tego uniknąć.
            - Ciotka idzie – mruknął, słysząc odgłos drobnych kroczków zza drzwi.
            - Cholera, a ja taki nieuczesany – Jean teatralnie przygładził grzywkę.
            Marco wywrócił oczami, ale uśmiechnął się do przyjaciela i zaraz potem do ciotki, która po grzecznym zapukaniu weszła do środka. Jak zwykle miała na sobie zwiewną sukienkę, tym razem w kolorowe prążki, i artystyczny nieład na głowie. Za ucho wetknęła papierosa, a na nos wsunęła swoje ogromne, staromodne okulary. Wyglądała jak pogodna, spersonifikowana sowa na nadmiarze kofeiny.
            - Cześć, skarbeńku. Kawki ci przyniosłam.
            Rozejrzała się po pokoju; jej wzrok spoczął na chwilę na leżących wszędzie ubraniach, ale na ten temat nie powiedziała zupełnie nic.
            - Dzień dobry! – odezwała się głowa Jeana gdzieś z okolic kolan bruneta.
            Marco miał wielką ochotę wyciszyć Kirsteinowi dźwięk, ale jedyne co zrobił, to delikatne odsunięcie z siebie kołdry, aby tamten był bardziej widoczny.
            - Jean, kochanie! – ciotka Marco rozpromieniła się – Też zrobiłabym ci kawę, ale widzę, że już masz.
            Kubek z kawą wylądował bezpiecznie w dłoniach Marco, a ciotka, po wymienieniu kilku uprzejmości z Kirsteinem, w końcu wyszła.
            Brunet zerknął na swoją klatkę piersiową i przejechał wzrokiem po długich czerwonych zadrapaniach, które pokrywały też jego przedramiona.
            - Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś to zrobimy – wymamrotał.
            Jean milczał.
*
            Czytanie, nauka, słuchanie muzyki – nic nie pomagało. Myśli Armina wciąż krążyły wokół najbardziej przykrych spraw i bolesnych wspomnień. Próbował skupić się na lekturze, a zamiast literek, przed oczami miał tapetę pulpitu Jeana; realistyczną, zupełnie jakby ktoś wydrukował zdjęcie i położył je na książce.
            Do wyjścia zostało mu piętnaście minut. Po raz pierwszy w życiu uczucia związane z odwiedzinami Kirsteina i wspólną nauką nie były u blondyna mieszane; on po prostu nie chciał iść. Wiedział dobrze jednak, że nie ma wyjścia. Gdyby się nie pojawił, gdyby kombinował i szukał innego korepetytora, Jean domyśliłby się, że coś jest nie tak. A to była ostatnia rzecz, na jaką Armin miał ochotę. Swoich uczuć wstydził się na tyle, że postanowił zakopać je głęboko pod maską pełnej sympatii obojętności.
            Taki był plan.
            Wbrew poprzednim wątpliwościom, wychodził z domu nastawiony dość pozytywnie.
*
            - Cholera – warknął Jean, spoglądając w prawy dolny róg ekranu na godzinę – Cholera.
            - Co jest? – mruknął Marco, dopijając kawę.
            Jean zerwał się na równe nogi i zaczął zbierać ciuchy z podłogi. Na jego policzki momentalnie wpełzło trochę czerwieni, a dłonie zaczęły delikatnie dygotać. Dzień zleciał mu zdecydowanie za szybko.
            - Zaraz będzie tu Armin – wymamrotał, chowając ciuchy do przypadkowych szuflad i rozglądając się za czymkolwiek, co można byłoby jeszcze zrobić, żeby jego pokój zaczął jakkolwiek wyglądać.
            - To chyba musisz posprzątać – uśmiechnął się Marco łobuzersko, wciąż bez koszulki.
            Sam nie kwapił się zbyt ani do sprzątnięcia, ani do ubrania, ani wstania z łóżka. Jean posłał mu mordercze spojrzenie, trzaskając szufladami i zbierając papiery.
            - Nie wiem, co kombinujesz Marco – warknął w końcu, nie mogąc zignorować cwanej miny przyjaciela – ale nie podoba mi się to.
            Brunet zaśmiał się cicho i przejechał palcami po zadrapaniach na klatce piersiowej. Wyglądał na kogoś, kto wyśmienicie się bawi.
            - Chciałbym się dowiedzieć jak Armin całuje.
            Jean zamarł.
*
            - Wchodź skarbie, Jean jest na górze.
            Blondyn uśmiechnął się, podziękował grzecznie, zdjął buty i kurtkę, jednocześnie zastanawiając się, czy to już jego paranoja, czy naprawdę pani Kirstein patrzy na niego ostatnio z coraz to większym współczuciem.
            Potuptał po schodach po cichutku, jak zwykle i uniósł dłoń, aby zapukać nieśmiało w znajome drzwi, przeklinając sam siebie za motylki, które czuł w brzuchu. Zanim jednak udało mu się puknąć chociażby raz, usłyszał coś, co sprawiło, że przestał oddychać, a szczęka mu opadła.
            Stał tak dłuższą chwilę, aż jego twarz nie wyprała się ze wszelkich emocji. Poczekał, aż oddech mu się uspokoi, a serce przestanie walić jak oszalałe i dopiero wtedy odważył się zapukać i wejść do pokoju.
            Na nic mu było uspokajanie się, bo Kirstein stał na środku pomieszczenia w samych bokserkach i z cudownie rozczochranymi włosami.
            - Hej, Armin! – zawołał Marco znad swojego kubka z kolejną kawą – Pewnie nie jesteś w stanie powiedzieć, ale Jean sprząta jak oszalały od dziesięciu minut.
            Blondyn uśmiechnął się lekko i skinął głową, ale uśmiech ten nie dotarł do jego oczu. Z twarzy chłopaka nie dało się odczytać zupełnie niczego. Jean zaczerwienił się po same uszy i sięgnął po leżące na wyciągnięcie ręki spodnie.
            - Mieszkasz u swojej cioci podczas pobytu tutaj? – zapytał w końcu ciepło, bo milczenie zaczynało się robić niezręczne.
A nie chciał przyglądać się ubierającemu koszulkę Jeanowi na – powiedzmy – oczach bruneta. Marco rozejrzał się po pokoju, uśmiechnął pod nosem i skinął głową.
- Tak.
- Co dzisiaj przerabiamy? – wtrącił Jean, już ubrany i wciąż czerwony.
Zanim Armin zdążył otworzyć usta, Bodt przeciągnął się, ziewnął i zrzucił z siebie kołdrę.
- Chętnie pooglądałbym jak Jean męczy się z prostymi rzeczami, ale nie będę wam przeszkadzał w randce – tu wziął przesadnie długiego łyka kawy i teatralnie otarł wierzchem dłoni usta – z matematyką.
Kirstein zmarszczył czoło i w kilka kroków przemierzył pokój, po czym przykucnął przy laptopie.
- Też lepiej u siebie posprzątaj, piegusie – warknął – I spadaj. Matematyka idzie mi o wiele lepiej.
Bodt zaśmiał się.
- Nie dziwię się, z takim korepetytorem!
Armin wciąż stał przy drzwiach, nie mogąc powstrzymać uśmiechu kwitnącego na twarzy.
- Dobra, won – Kirstein był zbyt zakłopotany, żeby starać się mówić chociaż trochę bardziej uprzejmie - I tak ledwo cię widać, można liczyć piksele na połowie twojej twarzy.
- Powodzenia, Armin! – Marco zdążył jeszcze pomachać, zanim Jean rozłączył się i zamknął laptopa.
Zostali w pokoju całkowicie sami.
*
Poprzedniej nocy:
Gdy Marco wrócił do domu, na Skype miał cztery nieodebrane połączenia; wszystkie od jednej osoby. Westchnął cicho – Jean miał jakiś problem. Zrobił sobie herbatę, zabrał laptopa na łóżko, zakopał się pod kołdrą i oddzwonił.
- Oglądamy „Między słowami”?
To były pierwsze, co Jean powiedział po odebraniu. Bodt uniósł brew; spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Często wieczorami, gdy kończyli uczyć się matematyki albo po prostu spędzali razem czas, zwijali się razem na kanapie i puszczali właśnie ten film, ale po wyprowadzce bruneta nie zrobili tego ani razu. Chociaż sam Marco sugerował wspólne oglądanie przez Skype nie raz, Jean nigdy nie chciał tego robić i go zbywał.
- Jasne – odparł, uśmiechając się lekko – Tylko się przebiorę.
Wizja oglądania ukochanego filmu z ważnym dla niego człowiekiem ucieszyła chłopaka tak bardzo, że z roztargnienia nie pozbierał po sobie ciuchów i nie domknął drzwi. O niefortunności tego drugiego niedopatrzenia przekonał się, gdy kot jego ciotki, Pan Słodziak, niczym ninja wślizgnął się do sypialni i znienacka go zaatakował. Jean, który widział to wszystko przez kamerkę, przestał się śmiać dopiero po dobrych piętnastu minutach.
- Sierota – wymamrotał w końcu, ocierając łzy – Masz ślady.
- Świetnie – westchnął Marco, przyglądając się swojej klatce piersiowej i przedramionach – Cudownie.
Przed synchronicznym puszczeniem filmu jeszcze chwilę porozmawiali; Marco, w tylko sobie znany sposób, neutralną rozmową wyciągnął z Kirsteina to, co trzeba i mniej-więcej ułożył sobie przed oczami obraz całej sytuacji.
Jean wciąż był dla niego ważny. Chociaż odległość wygasiła uczucie z jednej i drugiej strony, pozostało im coś bardzo ważnego, jeśli nie najważniejszego w związkach – lubili się. I Marco chciał dla niego jak najlepiej.
A jednocześnie zdawał sobie, że jedna z jego ulubionych na świecie osób jest emocjonalnym idiotą i znał to także z autopsji.
Gdy włączyli film, każdy u siebie w pokoju, dochodziła dwunasta. Zmęczony dniem Marco poległ kwadrans przed napisami. Jean zasnął zaraz po nim; poranna pobudka przez głośnik wcale nie była w jego wykonaniu spełnieniem niecnego planu, po prostu złożyło się tak, że jego młynek do kawy obudził pół godziny wcześniej. Pani Kirstein była wyjątkowo rannym ptaszkiem.
*
Usiedli przy tym stoliku, przy którym siadali zawsze. Blondyn, uśmiechając się pod nosem, wyciągnął z plecaka zeszyt i książkę, a Jean przez cały ten czas przyglądał mu się spod byka.
- Co się tak cieszysz? – mruknął, chociaż przecież iskierka w oczach Armina sprawiała, że też miał ochotę się uśmiechać.
- Mam dzisiaj dobry humor – odparł Armin, myślami wciąż przed drzwiami pokoju Kirsteina.
Wciąż słyszał te słowa.
*
- Chciałbym się dowiedzieć jak Armin całuje.
Jean zamarł i powoli odłożył spodnie, które miał właśnie zamiar ubrać.
- Proszę?
- Jest przecież przesłodki. Nie zgodzisz się?
Kirstein przekrzywił kark, niby od niechcenia, ale kręgi strzeliły złowróżbnie. Marco spojrzał na zegarek. To wszystko było mocno naciągane, ale istniała szansa, że się uda.
- Jest. Nie będziesz go całował. Ani ty, ani ten pieprzony Jaeger. Jeśli ktoś pocałuje Arlerta w najbliższej przyszłości, to tylko ja. Zrozumiano?
Marco wyszczerzył zęby; Jean zawsze był zazdrośnikiem i zawsze bardzo łatwo szło go sprowokować. Te momenty były jedynymi momentami, kiedy stuprocentowo szczerze mówił o swoich uczuciach.
- Tak jest – zaśmiał się brunet.

Puk, puk.

11 komentarzy:

  1. Zostawiłam komentarz już na fp, ale co tam :P boskie, boskie i jeszcze raz boskie, chcę więcej i jest the best! <3 Wena życzę :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :3 Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Aduflefshghfihgauriegho. Słodkość nad słodkościami, kocham to. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Troll! Normalnie przez 5 minut w połowie rozdziału musiałam rozkminiać co się stało (Nie grzeszę rozumem, wiem xD) Jak ja uwielbiam kiedy autorzy na początku piszą takie dwu znaczne scenki, aby pod koniec wszystkich strolować~ x3 Kocham cię kobieto za to i za tę słodką słodycz na końcówce <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest cudowne!
    Ja myślałam, że zmieniłaś zdanie i będzie JeanMarco, ale na szczęście tak nie jest :)
    Kurcze, napisałaś to w taki sposób, że myślałam, że oni razem coś działali w nocy, a tu chodziło o skypa :P
    Genialna gra słów, naprawdę Cię podziwiam!
    Weny życzę :*

    PS: Zapraszam do mnie na nowy rozdział ;) opowiadania-slash-desire.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś mistrzem trollowania. Kocham ten rozdział, chyba najlepszy o tej parze. Na początku myślałam, że oni się... ten... teges... Kto by się spodziewał, że chodziło o Skypa? I ten fragment, gdy "Jean był między nogami Marco". Poza tym widziałam Twój nowy filmik. Kocham to, jak wypowiadasz imię Jean'a. Ten akcent taki francuski. Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy wyjdzie następny rozdział ? ;) *czeka ^^*

    OdpowiedzUsuń
  8. iajdklashjdslakdfjsaklfjaskd

    jestem bezwarunkowo, niesamowicie, przesadnie wręcz zachwycona.
    Kochana, to jest najcudowniejszy blog, jaki kiedykolwiek dane było mi obejrzeć.
    Przygotuj się na lajka na fanpejdżu i suba na youtubie. Z natrętną niecierpliwością czekam na kolejną część, mam nadzieję, że wreszcie dojdzie do czegoś między Arminem i Jeanem, a także z miłą chęcią dowiedziałabym się, co tam u moich słoneczek, tj. Erena i jego cudownego kochanka c:
    Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, bo zwyczajnie brak mi słów. Trzymaj się, misiulku-senpai (taaa, jestem nienormalna, ale z tego niekontrolowanego zachwytu zaczęłam darzyć cię ogromnym szacunkiem i nie mniejszą czułością, co każe mi nazywać cię tym przedziwnym mianem, może mi przejdzie, a może nie) i jak najszybciej napisz coś nowego, bo uschnę. Mam teraz w sobie tyle pomysłów, że to nie do zniesienia. Ogólnie, to dziękuję. Jestem teraz wrakiem człowieka, przyklejonym do łóżka ze złamaną miednicą, bo przejechało mnie auto (niedobre, głupie auto, baka!), a Twoje opowiadania tak cudownie poprawiają mi humor. Życzę duuuużo weny i wolnego czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jdhfkjhsdjkfh, dziewczynooo, siedzę od 15 minut i po prostu RYCZĘ ZE ŚMIECHU z komentarzy, które zostawiłaś pod każdym z zakończeń z Free! XDDDD uwielbiam Cię. mam łzy na policzkach i zrobiłaś mi dzień całkowicie XD <3
      boziu, życzę w takim razie szybkiej rekonwalescencji, dobrze, że nic gorszego się nie stało ;_; cieszę się, że mogę podnieść Cię na duchu moją pisaniną :33 a one-shota już czytam :>

      Usuń
  9. I tak chamsko, jeszcze się zareklamuję - chwilkę temu napisałam mój pierwszy yaoiec, który nie liczy sobie nawet tysiąca słów - one-shot zatytułowany "Imię". Byłabym Ci niesamowicie wdzięczna, gdybyś postanowiła go przeczytać i uraczyć mnie swą opinią :cc plz . Oto on: https://www.fanfiction.net/s/10847298/1/Imi%C4%99-one-shot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że jest to pairing Levi x Eren. c:

      Usuń