we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 2 listopada 2014

RAIRAAAWR!! special 3; Halloween~

CZEŚĆ!
Nawet nie wiecie jak fizycznie i psychicznie boli mnie fakt, że nie mogę nagrywać vlogów, gdy wyjeżdżam na studia. Tak bardzo wiem już co chcę gadać i dostaję tyle fajnych pytań, i z czasem to wszystko mi ucieka ;_; Ale już niedługo kolejny długi weekend.
Btw, zboczeńce, vlog o Boku no Pico ma najwięcej wyświetleń XDD Hahłam.
A teraz speszyl raira, no bo w końcu jest okazja :3
A jako, że sen jest dla słabych, następne notki pojawią się w tygodniu, na dniach. O.

_____________________________________________

            Na temat tegorocznego balu z okazji Halloween wywiązało się mnóstwo pełnych kontrowersji rozmów – z trzech przyczyn.
            Pierwszą z nich był fakt, że – w przeciwieństwie do poprzednich lat – kostiumy nie będą dobierane dowolnie, a losowane ze specjalnej listy. Lista była jedna dla uczniów obu płci, co niektórych przerażało (Dotachin, Shizuo), a innych ekscytowało (Izaya, Shinra).
            Drugą – zapowiedziane głosowanie na królową i króla balu. Niby dość typowa tradycja, ale w przypadku Rairy pojawiła się po raz pierwszy.
            I w końcu trzecim powodem zamieszania stała się historia, która zaczęła krążyć pośród uczniów już dobry tydzień przed planowaną imprezą; a mianowicie – legenda o mściwym nauczycielu.
            - Podobno znęcał się nad uczniami. Zamykał ich w klasie i kazał przepisywać wielokrotnie dziwne, straszne rzeczy.
            - A ja słyszałam, że jeden chłopak się przez niego powiesił. Właśnie w Halloween. I też się czasem tu pojawia.
            - No dobrze, ale dlaczego w takim razie nauczyciel zginął? Co się stało?
            - To on znalazł jego ciało. Nikt dokładnie nie wie jak to się stało, ale następnego dnia sam nauczyciel został znaleziony w tej samej klasie, w której zamykał uczniów, powieszony.
            - Ale okropieństwo…
            - Myślicie, że się pojawią?
            - No co wy, przecież to tylko głupie historyjki…
            - Ja tam nie wiem, starsze roczniki, które już skończyły szkołę, podobno potwierdzają, że to wszystko prawda… Gdzieś krążą nawet jakieś zdjęcia…
            - Trzeba będzie uważać!
*
            Dotachinowi nigdy szczególnie nie zależało ani na pozycji w grupie, ani na popularności, ani tym bardziej na najlepszym kostiumie i jakimkolwiek tytule.
            To znaczy, do momentu, w którym zobaczył ją. W długiej, zwiewnej sukni koloru chabrowego, białych perłach zdobiących szczupłą, łabędzią szyję; na rękach miała sięgające łokci satynowe, białe rękawiczki, a na czekoladowych, sięgających ramion włosach spoczywała tiara. Twarz zjawiskowej dziewczyny zakrywała maska, ale i tak widać było zza niej szpiczasty nosek i wypukłe usta.
            Kadota, który tydzień wcześniej wylosował najbardziej nieoryginalny kostium na świecie – księcia z bajki – chyba po raz pierwszy ucieszył się z tego względu.
            Oczywiście chciał poprosić piękną nieznajomą do tańca, ale gdy w końcu zdołał się przepchać przez dziki tłum adoratorów i innych potworów…
            Ona się rozpłynęła.
*
            Gdy dobrą godzinę po rozpoczęciu imprezy przez uczestników przeszła pierwsza fala paniki, Izaya – w kostiumie lokaja - stał przy misie z ponczem i rozleniwionym wzrokiem obserwował tłum.
            - Yo, co się stało? – zapytał, poprawiając muszkę, gdy wyraźnie rozemocjonowana mumia i bliski łez topielec przechodzili obok niego przyspieszonym krokiem.
            - To on – wymamrotała mumia – To nauczyciel. Ktoś widział go jakiś kwadrans temu.
            Izaya uniósł brew, nieprzekonany.
            - Och.
            - To nie wszystko! – dodał topielec, wczepiając się kurczowo w bandaże mumii.
            - Hmm? – Izaya, pozornie niezainteresowany, wpatrywał się w swoje paznokcie.
            - Widziano też wisielca! Tego ucznia! Szlajał się po piwnicach.
            Dopiero w tym momencie Izaya uniósł wzrok i uśmiechnął się szeroko.
*
            Kostium Shinry był najmniej wygodny na świecie. Ale to dla doktorka pozostało nieistotne, tak długo, jak mógł zdobyć upragnioną koronę. Sam nie wiedział dlaczego zawsze  było to jego marzeniem; może to przez naturę romantyka, może przez Celty, która zawsze z takim zaangażowaniem oglądała wybory miss, zupełnie, jakby sama chciała wziąć w nich udział. Być może część tej ekscytacji przeszła na niego, jeśli coś takiego jest w ogóle możliwe. Wolał się nad tym nie zastanawiać.
            Doktorkowi zdawało się, że wszyscy przyglądają mu się z pobłażaniem. Ze stresu potknął się i runął na ziemię pod nogi innych. Gdy się zbierał, zdawało mu się, że gdzieś w pobliżu przemyka Kadota, ale było zbyt głośno, aby go wołać i tłoczno, by gonić. Gdy dał radę wstać już całkowicie, zobaczył coś, co zmroziło krew w jego żyłach.
            Blady jak zjawa, z dziennikiem pod pachą i śladami liny na szyi, przez tłum powolnym krokiem przechodził nauczyciel.
*
            - Poszedł tam! Szybko, pozamykajmy wszystkie drzwi, żeby nie wyszedł!
            - Czy ty zwariowałeś?! Naprawdę myślisz, że zamknięte drzwi powstrzymają ducha?!
            - Przynajmniej są większe szanse…
            - Idiota z ciebie. Lepiej stąd szybko uciekajmy. On nie szuka zemsty na uczniach, bo sam jest jednym z nas!
            Wisielec westchnął ciężko, opierając się o ścianę w piwnicy, wpatrując w sufit. Ślady liny na szyi zaswędziały go po raz kolejny; odłożył żarzącego się papierosa na ziemię i podrapał po zaczerwienionych miejscach. Życie było ciężkie, szczególnie, gdy wszyscy patrzyli na ciebie jak na dziwadło. A on tylko chciał świętego spokoju…
            - Wrzućmy mu tu jakiegoś nauczyciela! Nim się zajmie, a nam się nic nie stanie… Wymyślmy coś, szybko…
            - Porąbało cię, prawda? Nie chcę mieć nikogo na sumieniu…
            - Lepiej zwabmy tutaj tego nauczyciela!
            - Co kolejny pomysł, to lepszy! Nie uśmiecha mi się zostać opętanym ani nic w ten kolor!
            - To t-trochę za późno. K-ktoś tu idzie…
            Wisielec zaciągnął się dymem, znów wzdychając potężnie. Rozpoznał rytm kroków, rozpoznał zapach.
            - Co wy tu robicie? – mruknął Izaya, wpadając na rozemocjonowany tłum „upiorów” zgromadzony pod jednym z piwnicznych schowków.
            - Ćśś, nie tak głośno! – wyszeptał z przerażeniem topielec – Duch wisielca, tego ucznia, który się zabił… Jest tam w środku!
            Oczy Izayi zaświeciły się; wziął głęboki oddech, wdychając zapach roznoszący się wokół i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
            - Ach, tak.
*
            Dotachin był bliski dostania białej gorączki. Przyszedł na bal z nastawieniem sceptyczno-neutralnym, a aktualnie przeciskał się przez tłum potworów i innych zjaw, przechodził pod stołami, przeskakiwał krzesła i ławki tylko dlatego, że gdzieś w tłumie ujrzał skrawek chabrowego materiału albo białą rękawiczkę.
            Gdy już stracił wszelką nadzieję i miał zamiar po prostu poddać się i opuścić imprezę, zabłysło światełko nadziei. A konkretniej, oślepiające światło reflektora przecięło całą salę i wylądowało w rogu, dość niedaleko samego Kadoty, sprawiając, że piękna nieznajoma podskoczyła zaskoczona, wydając z siebie cienki, przerażony pisk.
            - Po długiej naradzie, wybrana została królowa balu…! Zapraszamy. A jako, że żaden król nie okazał się być wart naszej pięknej zwyciężczyni, pozwolimy jej go wybrać.
            Kadota poczuł zimne sidła zaciskające się wokół jego serca. To już ten moment, to już koniec. Jego serce zostanie złamane, zdeptane delikatnym, kryształowym obcasikiem. Nie ma mowy, aby królewna wybrała akurat jego, nierzucającego się w oczy przeciętniaka…
            …Więc dlaczego teraz idzie w jego stronę? Dlaczego wyciąga do niego dłoń, czemu – zupełnie jakby z rozpaczą, chciwie – chwyta jego nadgarstek?
            - Iść z tobą? – spytał Dotachin cicho, a ona skinęła głową gorliwie.
            To poszedł. Nieco drgnęła, gdy chwycił ją w talii, ale oparła się o niego ufnie. A on, odprowadzany zazdrosnymi spojrzeniami, był najszczęśliwszy.
            Światła reflektorów wylądowały na nich, gdy zostali ukoronowani. A potem z głośników popłynęły nastrojowe, nieco halloweenowe, aczkolwiek romantyczne rytmy; królewna splotła szczupłe ramionka na jego szyi i odetchnęła cicho.
            - Ależ niesamowity stres, co nie, Dotachin? – powiedział Shinra.
            Kadota zamrugał i obejrzał się w poszukiwaniu przyjaciela.
            - Co? – mruknął niepewnie.
            - No mówię, że stres straszny. Nie spodziewałem się, że to tak przebiegnie.
            Wciąż mówił Shinra, ale dlaczego nigdzie wokół go nie było? Kadota zmarszczył brwi, dopiero teraz czując prawdziwie zimne sidła zaciskające się wokół całych jego wnętrzności.
            - Eee…
            - Coś nie mogłem cię dorwać przez cały wieczór, te buty są takie niewygodne…
            Głos dobiegał spod maski.
            Kadota przez bardzo długą chwilę patrzył na swoją królewnę z bajki, po czym wybuchł histerycznym śmiechem i osunął się na kolana.
            - To pierwsza ofiara mściwego nauczyciela! – krzyknął ktoś w tłumie i zapanowała panika.
*
            Wisielec zerknął na zegarek. Jeszcze pół godziny i w końcu będzie mógł znikać. Nigdy nie lubił pojawiać się na tego typu szkolnych imprezach, z wiadomych względów; złe wspomnienia, cała reszta patrzyła na niego z przerażeniem, takie tam. No ale trzeba było pojawić się, chociaż na moment, zawsze.
            - Słyszeliście to? – Izaya rozejrzał się po korytarzu podejrzliwie, a cała reszta przysunęła się do siebie automatycznie, tworząc coś w rodzaju ludzkiej ciuchci.
            - Co? Niby co? Nic nie słyszałam!
            - Poczekajcie, sprawdzę to – mruknął brunet, poprawił strój lokaja i zniknął za zakrętem.
            Wisielec westchnął i wywrócił oczami. Jeśli tak chcą go złapać, nie uda im się. Minie pół godziny i będzie mógł zniknąć, jak zawsze.
            - Dlaczego tak długo go nie ma…?
            - To podejrzane… Chodźmy stąd…
            - Niby którędy, tam, gdzie zniknął Izaya?! Świetny pomysł! A może schowajmy się do kotłowni z wisielcem?!
            - Uciekajcie! – rozebrzmiał rozpaczliwy okrzyk, brzmiący zdecydowanie autentycznie.
            Wisielec nawet nie musiał wyglądać ze swojej kryjówki, żeby wiedzieć, kto się pojawił.
            Z czarnym dziennikiem pod pachą, w okularach z grubymi oprawkami i szyją z odciśniętymi, czerwonymi śladami liny, na korytarzu pojawił się uśmiechnięty demonicznie nauczyciel. Reszta potworów rozwrzeszczała się w niebogłosy.
            - Odejdźcie – wychrypiał – Nie chcę was. Chcę tylko jego. Znikać, natychmiast.
            Wisielec znów wywrócił oczami, słysząc odgłosy przepychanek i głośnego tupania. Po chwili ucichły, a pozostał tylko cichy oddech, a w końcu… rozbawiony chichot.
            - Idiota – warknął wisielec, odpalając kolejnego papierosa.
            - Wiesz, że tu nie można palić – wymruczał nauczyciel, wyjmując z dziennika zaskakująco długą linijkę, którą wcześniej jakoś udało mu się zamaskować.
            - To jest jedyne miejsce, w którym mogę sobie zapalić – wisielec podrapał się po szyi – I mam uczulenie na te pieprzone farbki.
            - Ja trochę też – przyznał nauczyciel – Gdybym mógł cofnąć czas, nie powiesiłbym się zaraz po tobie. Miałbym to wszystko gdzieś, za dużo kłopotu.
            Shizuo westchnął boleśnie.
            - I po co to w ogóle było, głupia mendo?
            Izaya wyszczerzył ząbki i wzruszył ramionami.
            - Wybadałem kto wylosował jaki kostium… Lokaj i wisielec nie pasowali do siebie ani troszeczkę, więc po prostu przygotowałem sobie dwa… No i stworzyłem fajną atmosferę. Możemy zrobić roleplay. Będziesz próbował wyciągnąć sobie ocenę na sześć plus.
            Blondyn nawet nie skomentował aluzji i nie odniósł się do propozycji.
            - I to wszystko tylko dlatego, żeby nikt nie doniósł na nasze siedzenie w piwnicy?
            - Poniekąd – Izaya wzruszył ramionami, z dość obojętną w tym momencie miną.
            - Spoko.
            - I tak wychodzisz za pół godziny, bo otwierają tylne wyjścia. Wiem o tym. Zawsze to robisz. Przychodzisz tylko na tyle, by mieć zaliczoną obecność i poprawione zachowanie, a potem znikasz.
            Shizuo przekrzywił głowę nieznacznie i uśmiechnął się kącikiem ust.
            - A ty na pewno strasznie za mną tęsknisz, mendo.
            Izaya zamrugał.
            - Cóż to za zmiana w tonie i zachowaniu, Shizu-chan?
            Blondyn jakby się zreflektował i zmierzwił włosy dłonią.
            - Yyym… Roleplay?
            Brunet zacmokał, zbliżając się do niego o kilka kroków.
            - Poudajemy zaliczenie egzaminu ustnego?
            - Poudajemy, że znowu się wieszasz? – odparł Shizuo, ale wystawił w kierunku Izayi dłoń z połową papierosa i pozwolił mu się zaciągnąć.
            Brunet stanął na palcach i wydmuchał dym prosto w usta drugiego chłopaka, a potem, nie odsuwając się ani na centymetr, uśmiechnął się szeroko i nieco mrocznie.
            - Życzę ci wszystkiego, co najgorsze, Shizu-chan. Samych koszmarów i okropieństw.
            Tamten, również nie odsuwając się ani o krok, uniósł brwi i prychnął cicho.

            - Aktualnie spełniasz własne życzenia, będąc tutaj ze mną, kretynie.

5 komentarzy:

  1. O matko! Tak bardzo jestem spóźniona! (cały dzień minął od dodania notki, kurczę!)
    Nadrabiam zaległości!:
    Hahahaha! Skąd ja wiedziałam, że Shinra będzie księżniczką Kadoty? To było piękne~ A ta jego reakcja? Padłam x3 Hehehe, "pierwsza ofiara nauczyciela" - no nie mogę, pozdrawiam z podłogi xD A z Izayi niezły szarlatan, ale to wszyscy wiedzą~ Nie sądziłam tylko, że Shizuo będzie taki chętny do zaliczania egzaminów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww. Raira jest naprawdę niesamowita!
    Wymyśliłaś świetną historię z tym uczniem i nauczycielem^^ a Shizu jak zwykle wszystkich straszy xD
    Końcówka mega słodka ♡♥
    Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne~
    Raira jest najlepsza ♡♥♡♡♡♡♥♡♡♡♡♥♡♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń