we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 11 października 2014

Love me again? [SPN; Destiel]

Studenckie życie jest specyficzne, życie bez internetów jest ciulowe :< Mam nadzieję, że już w tym tygodniu ogarniemy z chłopakami cokolwiek. 
Miała być kontynuacja czegoś już zaczętego, ale dzisiaj przyśnił mi się demon!Dean i Castiel, i nie mogłam się powstrzymać. Jeszcze nigdy napisanie czegoś nie przyszło mi chyba tak szybko oO"
Btw, nagrałam nowego vloga i od razu proszę Was mocno, jeśli nie oglądaliście Boku no Pico, nie róbcie tego. Nigdy.
I jeśli ktoś ma twittera to piszcie do mnie tu, bo w związku z brakiem czasu tam będę pewnie siedziała najwięcej :3
Buziam mocno!
__________________________________________________

Ironia losu.
            Łowca żył na tyle długo, żeby stać się łowionym.
            Bohater tak często musiał dokonywać pokrętnych, niekoniecznie prawych wyborów – ścieżka, którą kroczył, zaciemniała się coraz bardziej – że przetransformował się w złoczyńcę.
            Człowiek zmienił się w demona.
            A Castiel tracił swoją łaskę i życie wyciekało z niego powoli lecz metodycznie, jak woda z draśniętego zbiornika.
            *
            - Cas, potrzebuję twojej pomocy.
            Anioł wiedział, że jeśli Sam – współczujący, ofiarny Sam – prosi go o przysługę mimo opłakanego stanu, w jakim skrzydlaty się znajdował, sprawy szybko i poważnie wymykają się spod kontroli.
            - Oczywiście, Sam, co tylko zechcesz – odparł, pojawiając się przy nim na tyle szybko, na ile pozwoliły mu marne strzępki kradzionej łaski.
            Każdy ruch sprawiał mu fizyczny ból, porównywalny do tego, co ludzie nazywają „zakwasami”, tyle że co najmniej stukrotnie zintensyfikowany.
            Wysoki łowca, wciąż widocznie nieprzyzwyczajony do anielskiej teleportacji, wzdrygnął się nieznacznie. Zaskoczenie na jego twarzy jednak szybko przeistoczyło się w zrozpaczoną, pełną wyrzutów determinację.
            - Musisz pomóc mi znaleźć Deana.
            Tym razem to Castiel wzdrygnął się delikatnie, w bardzo ludzkim geście. Czyżby młodszy Winchester nie pamiętał, co się stało? Czy stał się ofiarą jakiegoś rodzaju choroby, omamów wywołanych szokiem? Czy nie pamięta, że ciało jego brata, że ciało Deana…
            Anioł zmrużył oczy, wytężając niepojęte dla ludzi zmysły.
            Ciało Deana, nawet jeśli wciąż martwe, na pewno nie znajdowało się w bunkrze.
            - Co się stało, Sam? Gdzie jest… Gdzie on jest? – zapytał cicho, patrząc na łowcę poważnym wzrokiem.
            Sam przygryzł wargę; wnioskując po krwawych strupach na jego ustach, robił to ostatnimi czasy dość często.
            - To bardziej skomplikowana sprawa.
*
            Zapach unoszący się w zaułku był nie do zniesienia.
            Castiel bardzo dobrze wiedział jak pachną demony. Chociaż słowo pachną w tym momencie stanowiło jedynie najbliższy anielskiemu odczuciu substytut, łatwo zrozumiały dla człowieka. Na tak zwany „zapach” w przypadku aniołów i demonów składała się cała gama różnorodnych wrażeń; oczywiście, negatywnych.
            Jednak w tym wypadku nie do zniesienia niekoniecznie oznaczało dla niebieskookiego coś, po czym człowiek wzdryga się i ma ochotę zwymiotować.
            Uczucie, „zapach”, które zawładnęły całym jego wnętrzem i sprawiły, że dogasająca łaska instynktownie zapulsowała, jakby w gotowości do walki, były przeraźliwie znajome. A jednocześnie przeraźliwie zmienione, przekręcone. Coś jakby ukochane zwierzątko zostało rzucone pod twoje nogi, wywrócone na lewą stronę.
            Intensywność tego niepokoju sprawiła, że pod Castielem ugięły się kolana.
            - No nie wierzę, Cas! – usłyszał znajomy takbardzoinny głos i resztki jego łaski zalśniły, wypełniając go po brzegi.
            Zwykle działo się tak w dwóch przypadkach – śmiertelnego zagrożenia i wielkiej radości. W symbiozie oba te zjawiska dały mu chociaż chwilowe poczucie poprzedniej siły.
            - Dean – powiedział cichutko, spoglądając w zmienioną twarz łowcy.
            Nie zostało w niej nic, co by znał, a przynajmniej tak sobie mówił. Dopóki był pełnoprawnym aniołem, patrząc na Deana widział jego niedoskonałą, pokrytą bliznami i gojącymi się ranami, piękną duszę. Jako człowiek ujrzał jego prawdziwą, ludzką twarz i wtedy zrozumiał wiele, bardzo wiele rzeczy – siłę spojrzenia, znaczenie mimiki i to, co ludzie mieli na myśli, mówiąc „mam ochotę”. A teraz…
            - Świecisz się, Cas! – powiedziało to coś, ziejąc piekielnym żarem, wpijając ciemne tunele pozbawione źrenic w dogorywającą łaskę Castiela – Nie tak, jak się spodziewałem, że będziesz, ale zawsze… Miło cię widzieć.
            - Odsuń się – warknął Castiel głosem wyzbytym z jakichkolwiek emocji, bo to nie był on, to nie był jego Dean, przynajmniej już nie – Odsuń się, bo będę musiał cię zabić.
            Demon zatrzymał się i przekrzywił głowę. Zarys znajomej twarzy przemknął gdzieś pod tą warstwą cieni i krwi, i morderczego głodu. Castiel nie mógł oddychać. Nie potrzebował tlenu, ale stracił możliwość oddychania i samo to niezbyt mu się podobało.
            - Daj spokój, Cas – mruknął Demon, robiąc w jego kierunku ostrożny krok.
            A potem, szybkim ruchem, wyciągnął zza pazuchy ostrze Kaina i skoczył.
            Ułamek sekundy później anioł dzierżył swoje ostrze i oba zderzyły się. Srebrny sztylet już w tym momencie szczęknął nieprzyjemnie; z bronią demona nie było najmniejszych żartów i niebieskooki bardzo dobrze o tym wiedział.
            - Dean by tego nie chciał – wysapał, już zdyszany, starając się nieco podsycić płomień swojej łaski – Dean zabijał takich, jak ty.
            Demon zatrzymał się, wyraźnie skonfundowany.
            - Cas – powiedział po krótkiej chwili konsternacji – Czy ty naprawdę uważasz, że rozmawiasz z kimś całkiem innym? Że mnie tutaj nie ma?
            Castiel milczał.
            Demon zaśmiał się.
            - Gówno prawda, przyjacielu – kontynuował – Jestem tutaj tak samo intensywnie i świadomie, jak przedtem.
            - Jeśli mówisz prawdę – wysapał Castiel, starając się zignorować zieleń przebijającą przez ciemne tunele – wróciłbyś do domu.
            Demon powolnym ruchem schował ostrze za pazuchę, nie odrywając od anioła wzroku. Niebieskookim jeszcze nigdy nie targały tak odmienne, wykluczające się nawzajem odczucia. Atmosferę zaułka, w którym byli jedynymi – o, ironio – „żywymi duszami”, dałoby radę pociąć stępionym anielskim ostrzem.
            - Mam taki zamiar – odparł Demon – ale najpierw muszę kogoś znaleźć.
*
            Pomagał Deanowi.
            Nie.
            Pomagał Demonowi.
            Castiel, bardzo starając się o tym pamiętać, szedł ramię w ramię z piekielną kreaturą wykorzystującą martwe, pozbawione duszy ciało jego najukochańszego człowieka. Szukali Crowley’a, który – podobno – miał odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania.
            - Coś nie tak, Cas? – zapytał czarnooki, nieco zwalniając kroku, aby móc spojrzeć na świetliste oblicze anioła – Uwłacza to twojej godności, co?
            - Nie mam pojęcia, o czym mówisz – odburknął anioł, nawet nie chcąc patrzeć w odrażające oblicze, które wwiercało się w niego spojrzeniem.
            - Twoja łaska ledwo zipie – zignorował go tamten – więc mój nowy wygląd nie jest aż tak rażący, a jednak nie potrafisz na mnie spojrzeć.
            Castiel milczał. Patrzenie na Deana… na to, co kiedyś nim było, w tym stanie, sprawiało mu fizyczny ból, dla ludzi porównywalny do „łamanego serca”. Chociaż, czy to przypadkiem nie był ból metafizyczny?
            - Z Meg nie miałeś problemu. Najmniejszego – Demon już do niego nie mówił, on warczał – Niesamowicie mnie to wkurwia, Cas. Wkurwia mnie to tak mocno, że mam ochotę znaleźć jej szczątki i powoli obedrzeć po kolei ze skóry, ścięgien i mięśni każdy ich kawałeczek. Żebyś zobaczył jak bardzo jest brzydka, i na zewnątrz i w środku.
            Castiel dryfował w mieszance lęku i czegoś dziwnego, zbyt ludzkiego, aby anioł mógł to zrozumieć. Wciąż jednak nie potrafił spojrzeć w kierunku towarzysza, wciąż tego nie chciał.
            - Meg a ty… a Dean, to zupełnie dwa inne przypadki. Ją widziałem taką od samego początku. Dean, odkąd pamiętam, był człowiekiem o pięknej duszy.
            - Aj tam, duszy. Zobaczyłbyś mnie nago…
            - Dean zawsze gardził tym, czym teraz jesteś.
            - A jednak ty kiedyś zakochałeś się w demonie.
            Tym razem Castiel zmusił się do spojrzenia na swojego rozmówcę i z cienistą, groteskowo poskręcaną powłoką piekielnej twarzy o tunelach zamiast oczu zmieszane było wszystko, co niegdyś dawało mu siłę i wolę, i wiarę.
            - Jeszcze mi się to nie przytrafiło – odpowiedział cicho.
*
            Znamię Kaina i ostrze wymagały zabijania. Krew w żyłach Deana krzyczała o mord, opuszki palców pulsowały za każdym razem, gdy nadarzyła się okazja na odebranie komuś życia. Zupełnie jednak bez związku z tym, i paroma nowymi umiejętnościami i odczuciami, Dean zachował wszystkie swoje wspomnienia.
            I w wielu przypadkach zupełnie nie rozumiał swojej poprzedniej wersji. Demon nie znał wstydu i wahania. Przyjemność stanowiła podstawową, tuż obok zabijania, potrzebę.
            Idący obok niego anioł lśnił. Dean doskonale pamiętał swoje wcześniejsze dylematy; alkohol wypijany duszkiem, aby uciszyć drżące gdzieś wewnątrz namiętności, wzrok uciekający na usta, serce rozrywane tym niechcianym i upragnionym ciepłem, ucieczka, ucieczka, ciągła ucieczka.
            Demon nie miał najmniejszego zamiaru więcej uciekać.
            Jego dłoń, lekko przybrudzona i zakrwawiona, powędrowała w kierunku poprzecieranych ciemnych spodni towarzysza podróży, a palce zacisnęły się na materiale. Prawie tak mocno jak na czyimś gardle, kilka godzin temu. Castiel zadrżał i zatrzymał się.
            - Co robisz? – zapytał ostrożnie, ale z nutką groźby w poważnym głosie.
            - Nie udawaj, Cas – mruknął Dean, szczerząc zęby w kierunku wpatrzonego w niego teraz anioła – Nie udawaj, że nie wiesz.
            - Nie mam pojęcia, o czym… - zaczął niebieskooki, ale został uciszony przez drugą dłoń; smakowała jak krew, piekielny żar drapał Castiela po gardle, ale skóra pod jego wysuniętym jeszcze w próbie wypowiedzenia połkniętego zdania językiem była zadziwiająco miękka.
            - Zawsze tego chcieliśmy, Cas – wydyszał Demon, mniej ludzki niż kiedykolwiek, powoli, metodycznie krocząc w kierunku ceglanej ściany – Zawsze.
            Castiel frunął.
            I spadał.
            I nie wiedział, którego z tej dwójki finał spotka go pierwszy.
            - Nie w ten sposób, Dean – wymamrotał w znajomą dłoń.
            Palce Demona zjechały z jego ust, nieco brutalnie zahaczając o dolną wargę anioła, chwilę wędrowały po pokrytym delikatnym zarostem policzku, zniknęły gdzieś pod połami beżowego płaszcza i zajęły się guzikami białej koszuli. Plecy niebieskookiego zostały przyciśnięte do zimnego muru, a uda rozdzielone przez sprytnie wsunięte pomiędzy kolano.
            - No cóż – piekielny rycerz wzruszył ramionami, a głos drżał mu lekko, zdradzając istniejące w nim emocje – Teraz nie mamy innego wyjścia.
            - Zawsze możesz… przestać – wymamrotał Castiel, zastygły w obrzydzeniu i eksplozji całej jego słabiutkiej łaski, które spowodował bezpośredni dotyk skóry ze skórą.
            Dłoń pod jego koszulą dygotała tak samo jak głos Demona, a tunele jego oczu lśniły martwą zielenią.  
            - Nie – odparł po prostu, pochylając się powoli, a Castiel zamarł – Będziesz musiał pokochać mnie od nowa.
            Anioł przez dłuższą chwilę patrzył w tą przerażającą, wykrzywioną, groteskową twarz, a potem, powoli i bez pośpiechu pogładził ją, skupiając całą swoją łaskę w tym jednym właśnie geście, omal nie tracąc przez to przytomności, aby pokazać, że nie, nie musi być żadnego „od nowa”.
            Dean zachłysnął się powietrzem, przeszyty tak anielskim spazmem bólu, a potem skinął głową lekko, ledwo zauważalnie.
            Ich usta zderzyły się w głodny, brutalny i cudowny sposób, a Castiel jednocześnie roztrzaskał się o ziemię i dotknął nieba.

4 komentarze:

  1. Wow... to było coś zupełnie niespodziewanego. Wow...
    Nie mogę się otrząsnąć po takiej dawce emocji. Co z tego, że dosyć krótkie, ale takie wykonanie zasługuje na miano cuda^^
    Zazdroszczę Ci talentu. Piszesz pięknie i tak lekko ♡♥
    Uwielbiam Twoje opowiadania!
    A teraz niecierpliwie czekam na JeanArmin ;)

    PS. Śliczny szablon ♡♥

    OdpowiedzUsuń
  2. To było cudowne *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahskdjskxjdmxldbh Destiel! ♡♥♡♥♡♥♡♡♥♡♥♥♡♥♡♥♡!!!!
    Kocham to!
    Wgl demon!Dean jest cudnyyyy :3
    I Castiel z gasnącą łaską, ach cud miód i czekolada^^

    OdpowiedzUsuń