we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

poniedziałek, 21 lipca 2014

Attack on the teacher! / part 7

Ostaaaaaaaaatni rozdział!
Fanpejdż ma 100 lajków. Będziemy jakoś świętować. Szczegółów szukać właśnie tam :3

_______________________

            Trzask.
            Connie zamknął ostatnią szafkę, która została mu do przeszukania i rozejrzał się po szkolnej kuchni niepewnie.
            - Umm, Sasha…? – zaczął tonem sugerującym, że nie ma co się szykować na ich typowe ploteczki.
            Reakcja Sashy tylko potwierdziła jego podejrzenia; dziewczyna wzdrygnęła się tak mocno, że drewniana łyżka wyślizgnęła się z jej dłoni i zniknęła garze pełnym zielonej, gęstej masy. Która miała być zupą.
            A była po prostu mocno niedosolona, co stanowiło powód konsternacji Conniego.
            - Słyszałeś, że zwolnili tego sadystycznego wuefistę-karła? – zaczęła paplać, wsadzając rękę do zupy po sam łokieć, w rozpaczliwych poszukiwaniach łyżki.
            - Sól się skończyła? – Connie, choć zainteresowany, nie dał się rozkojarzyć.
            - Zużyłamjądofrytek – odpowiedziała szybko Sasha, w końcu wyciągając mieszadło z odmętów jarzynowej ciapy.
            - O, okej. Czekaj, dziś serwujemy frytki?
            - Nie.
            - Sasha…
            - Byłam głodna!
            - Zrozumiałe. Wsypmy więcej pieprzu, nikt się nie zorientuje. Ej, to co z tym wuefistą?
*
            Trzask.
            Ymir wymruczała pod nosem kilka przekleństw; dobrze wiedziała, że gdyby podobne słowa wypowiedziała na głos, reprymenda byłaby nieunikniona. W końcu odtwarzacz przestał wydawać z siebie dziwne odgłosy, antenka przestała się ruszać i ze starego sprzętu zaczęła lecieć jakaś muzyka.
            Christa westchnęła zadowolona, kontynuując plecenie malutkich warkoczyków na głowie swojej prywatnej pani ochroniarz.
            - Zauważyłaś, jaki święty spokój mamy od momentu, w którym zwolnił się ten straszny stażysta? – powiedziała cichutko, wygodnie rozłożona na dużej kanapie, która zajmowała znaczną część jej prywatnego gabinetu.
            - Taa – zgodziła się Ymir – Wychodzi na to, że całość skarg dotyczyła jego. Do całej reszty tych dziwaków wszyscy szybko przywykli.
            - Fakt, że wszyscy łatwiej zaakceptowali lekcje tresowania karaluchów z Hanji niż szorowanie podłóg w szatni i dezynfekowanie klamek, dość wiele mówi o naszym pokoleniu.
            Ymir parsknęła śmiechem, opierając głowę na kolanach przewodniczącej.
            - A wiadomo w ogóle czemu zrezygnował?
            Christa wzruszyła ramionami, ale w jej oku błysnęła specyficzna iskierka.
            - Po szkole chodzą różne plotki, jak zwykle. Miał romans z Erwinem. Ktoś przez niego zwariował. Tak naprawdę nigdy nie był nauczycielem, tylko seryjnym mordercą, któremu jakimś cudem udało się wszystkich omamić i aktualnie ucieka przed wymiarem sprawiedliwości.
            - A ty jak uważasz? – Ymir przekrzywiła głowę lekko, żeby spojrzeć na blondynkę.
            Christa uśmiechnęła się szeroko.
            - Ja myślę, że w każdej z tych plotek jest chociaż ziarenko prawdy.
*
            Trzask.
            Mikasa zrobiła unik dosłownie w ostatniej chwili. Rękawica Annie wylądowała na jednej z drabinek; drewniany szczebelek złamał się.
            - Celowałaś w moją twarz – bardziej stwierdziła niż spytała brunetka.
            - Tak – odparła Annie, wracając do swojej charakterystycznej pozycji bojowej.
            Obydwie dość mocno się zaprzyjaźniły odkąd Mikasa postanowiła dać Erenowi dorosnąć i wziąć za siebie odpowiedzialność. Obydwie były jedynymi osobami, które temu bezustannie zaprzeczały.
            - Eren przestał chodzić na treningi – mruknęła w końcu brunetka; fakt, że złamanym szczebelkiem mógł być jej nos, dość szybko po niej spłynął.
            - Wiem, zauważyłam. Kurdupel przestał przychodzić do szkoły. Połączmy fakty.
            Na twarzy Mikasy pojawiło się trochę czerwieni. Zrobiła kolejny unik i trafiła Annie prosto w brzuch – blondynka najwidoczniej była na to przygotowana, bo spięła wszystkie mięśnie i zdawało się, że ledwie odczuła uderzenie. 
            - Co sugerujesz? – Mikasa uniosła brew ostrzegawczo.
            Annie uśmiechnęła się delikatnie.
            - Nic a nic. Będziemy tak gadać, czy użyjesz rękawic? Coś czuję, że wygram tego snickersa, mam dziś dobry dzień.
*
            Trzask.
            Jean być może odrobinę za mocno zamknął swoją szafkę; kilka osób w najbliższej okolicy wzdrygnęło się, niektórzy zmierzyli go mało przychylnymi spojrzeniami.
            Może właśnie o to chodziło od samego początku? Może Armin unika go, bo coś stoi na przeszkodzie? A raczej ktoś. Tak, jego myśli w końcu wkroczyły na właściwe tory. W końcu połączył wszystkie fakty w jedno. Wiadomo, zazdrość ma tendencje do komplikowania spraw.
            To wszystko przez tego pieprzonego Jaegera.
            Przepraszam, Jean, dzisiaj nie będę mógł przyjść. Przełożymy to na jutro? Eren jest w wyjątkowo złym stanie i mnie potrzebuje.
            Trzask.
            Jean uderzył otwartą dłonią w szafkę. Miał zamiar z tym wszystkim zrobić należyty porządek.
*
            - Powtarzam jeszcze raz, Jaeger – Erwin westchnął potężnie, zdecydowanie mocniej zmęczony niż zirytowany – Nie mogę udostępnić ci takich informacji. Gdyby Levi… to znaczy, twój pan nauczyciel-stażysta dał mi wcześniej znać na temat waszych… korepetycji… to miałbym powód, żeby dać ci jego numer lub adres. Nie wspominał mi jednak nic o żadnych planach, po prostu wziął zwolnienie.
            - Zwolnienie? To znaczy, że jest chory? Ale wróci, tak?
Eren praktycznie wniknął w przestrzeń osobistą dyrektora, wsparty o jego biurko dłońmi. Tuż za jego plecami, oparta o ścianę stała Christa z jakimiś bardzo ważnymi papierami do podpisania w dłoniach.
- Mógłbym się bawić w tajemnice, Jaeger, i stwierdzić, że nie mogę udzielić ci tej informacji, ale będę z tobą całkowicie szczery – dyrektor brzmiał wręcz współczująco – Nie mam bladego pojęcia.
Eren przez dłuższą chwilę patrzył się w przestrzeń tuż za plecami dyrektora, po czym pokiwał głową powoli i wyprostował się.
- Rozumiem. Dziękuję.
Robiąc wszystko, aby ukryć emanujące z niego rozczarowanie i rozgoryczenie, wyszedł z gabinetu dyrektora szybkim krokiem. Nie zaszczycił spojrzeniem ani Christy, ani Ymir czekającej na nią na korytarzu.
Blondynka odprowadziła chłopaka wzrokiem, zmrużyła oczy na ułamek sekundy, po czym z promiennym uśmiechem na twarzy podeszła do biurka i położyła na nim papiery.
- Jestem padnięty. Dziękuję pięknie, Christa, jak zwykle świetna robota.
- Nie ma sprawy. Segregacja tego też nie będzie dla mnie żadnym problemem. Może pan iść i zaczerpnąć powietrza na dachu, dyrektorze. Pod warunkiem, że petami będzie pan trafiał do wiaderka – uśmiechnęła się jeszcze szerzej na widok zaskoczonej miny Erwina.
- Skąd ty…? Nieważne. Tak, dobrze, posegreguj to wszystko, wpiszę ci pochwałę. Ja niedługo wracam.
Tylko gdy za dyrektorem zamknęły się drzwi, Christa chwyciła plik dokumentów leżący za doniczką; widniała na nim duża, czerwona pieczątka z napisem Utgard.
Eren usłyszał wołanie jeszcze zanim zdążył dojść do klasy.
- Ej, mistrzu olimpijski – Ymir szła w jego kierunku z bardzo znudzoną miną, machając jakimś świstkiem papieru trzymanym w dłoni.
- Czego chcesz? – burknął Eren, zdecydowanie nie w humorze na rozmowy.
- Ohoho, może chciałbyś zmienić ten ton i postawę? – oparła dłonie na biodrach i przekrzywiła głowę. Wyglądała bardzo walecznie, ale jednocześnie na trochę… rozbawioną.
- Naprawdę nie jestem w nastroju… - zaczął Eren, ale dziewczyna tylko prychnęła i wcisnęła mu karteczkę w dłonie.
- Podziękujesz później, Jaeger. Nie wiem po co ci to i nie ciągnie mnie do tego, żeby się dowiadywać, ale nie zgiń, czy coś, bo będę miała wyrzuty – Ymir przygryzła dolną wargę po wypowiedzeniu tych słów, dając sobie moment na zastanowienie – a przynajmniej Christa będzie miała.
Zasalutowała w jego kierunku obiema dłońmi, wystawiając w każdej środkowy palec, i odeszła niespiesznie. Eren zamrugał, mocno skonsternowany całą sytuacją, i dopiero wtedy zerknął na karteczkę.
Na chwilę zabrakło mu oddechu. Uroczym pismem Christy wypisany był na niej adres.
Eren niecierpliwymi dłońmi wyciągnął z kieszeni telefon.
do Armin: dzisiaj jednak sie nie widzimy musze cos zalatwic
*
- Wybacz, kochanie, nie ma go… Gdzieś wyszedł. Nie powiedział, kiedy wraca.
Armin stał przed frontowymi drzwiami zbyt już dobrze znanego sobie domu i miał ochotę zapaść się pod ziemię. Mama Jeana wyglądała dosłownie tak, jakby miała się rozpłakać, co jeszcze spotęgowało uczucie upokorzenia. Musiał wyglądać naprawdę żałośnie, przychodząc po wcześniejszym odwołaniu spotkania, oczekując, że Jean po prostu będzie siedział w domu i na niego czekał.
- Nic się nie stało, przyjdę jutro – uśmiechnął się delikatnie uśmiechem nie sięgającym oczu – Do widzenia, pani Kirstein.
- Do widzenia, skarbie – kobieta uśmiechnęła się z trudem i podejrzanie szybko zamknęła za sobą drzwi.
Armin szedł powolutku, zwalczając to dziwne, obezwładniające go uczucie, które chciało przewrócić mu wszystkie wnętrzności na drugą stronę. Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał szybką odpowiedź.
do Eren: Nie zrób nic głupiego, proszę.
W tym samym czasie pani Kirstein kopniakiem otworzyła drzwi do pokoju swojego syna; wcale nie pustego.
- Musiałam skłamać temu uroczemu chłopcu prosto w oczy! Co ci odbiło, Jean? Udawaj, że nie ma mnie w domu. Ile ty masz lat?!
Zaatakowany werbalnie chłopak jedynie mocniej skulił się w sobie, bawiąc się kursorem, zakreślając kwadraciki na zupełnie nowej tapecie pulpitu.
- Nie miałem dzisiaj nastroju na matematykę. Daj mi spokój, mamo.
- Tu już nie chodzi o matematykę, Jean – westchnęła pani Kirstein, już dużo spokojniej – Tu chodzi o relacje między ludźmi. O przyjaźń. To delikatne sprawy. Ten chłopiec jest naprawdę bardzo miły. Pomyśl o tym.
Jean nie odezwał się już ani słowem. Kobieta westchnęła i wyszła, gwałtownie zamykając za sobą drzwi.
Trzask.
*
Puk, puk.
Eren z duszą nie tyle na ramieniu, co fruwającą gdzieś parę metrów nad nim, odsunął drżącą dłoń od dużych, czarnych i groźnie wyglądających drzwi frontowych.
Nie, żeby szedł w tą okolicę ponad godzinę, bo przed samym wyjściem zepsuł mu się rower. Nie, żeby po drodze zgubił się kilka razy i nie, żeby co najmniej trzy razy omal nie wpadł pod samochód. Wszystko było w jak najlepszym porządku.
Dopiero po dobrej minucie zza drzwi dobiegły odgłosy kroków, potem pojedyncze szurnięcie, które niezaprzeczalnie było zerknięciem przez judasza (w tym momencie Eren uświadomił sobie, że stoi jak kołek i z przerażeniem wpatruje się prosto w niego, i omójbożenichktośgozabije), a potem…
- Nie wierzę.
Przytłumiony, ale znajomy głos zza drzwi.
Niemiłosiernie dłużąca się cisza.
Dźwięk otwieranego zamka. Eren odetchnął, a ułamek sekundy później spiął się jeszcze bardziej, bo oto w tym momencie stał oko w oko ze swoim byłym nauczycielem i obiektem nietypowych koszmarów sennych.
A on miał na sobie tylko czarną bokserkę i ciemnozielone bokserki, ironicznie.
- Czemu zwolniłeś się ze szkoły? To przeze mnie? – Eren odpuścił sobie formy grzecznościowe; nie czuł, że zwracanie się per pan do kogoś, kto miał twój język w gardle, jest czymś, co chciałby praktykować.
Levi przez chwilę mierzył go typowym dla siebie wzrokiem, a potem… parsknął śmiechem. To znaczy, bardziej prychnął, bo wcale się przy tym nie uśmiechnął.
- Upadłeś na głowę, Jaeger? Myślisz, że zwolniłbym się ze stażu z powodu jakiegoś dzieciaka ze zgrabnym tyłkiem? Fakt, musiałem sobie przypomnieć kilka zasad samokontroli, ale nie było tak źle.
Eren nie miał bladego pojęcia, czy powinien być zadowolony z tego co usłyszał, czy wręcz przeciwnie.
- Mogę wejść? – spytał w końcu, powoli przypominając sobie jak się oddycha.
Powoli zapominając o spięciu i stresie, skupiając się na tym, jak dawno nie widział Leviego, a już szczególnie na tym, jak dawno go nie dotykał.
- Po co? – spytał Levi beznamiętnie.
- Porozmawiać – odparł Eren, odrobinę zmieniając ton głosu.
- Możemy porozmawiać tutaj – odmruknął brunet, ale obaj dobrze wiedzieli, że Eren nie zalicza się do tych, którzy łatwo rezygnują. Którzy w ogóle rezygnują.
- Żeby wszyscy sąsiedzi widzieli jak rozmawiamy? – Eren zrobił krok w kierunku drzwi i gospodarza – Okej.
- Nie denerwuj mnie i wchodź, Jaeger – warknął Levi, szybko cofając się w głąb przedpokoju.
Jak Eren się spodziewał, wnętrze domu było sterylnie czyste i uporządkowane. Grzecznie zdjął buty i podreptał za brunetem jak małe kaczątko za mamą kaczką, nie chcąc niczego dotknąć. To znaczy, poza samym Levim, ma się rozumieć.
- Ładnie tutaj – powiedział w końcu, gdy stanęli w przestronnym salonie.
Levi opadł na kanapę i wyłączył telewizor, w którym leciał jakiś mecz siatkówki, a potem zmierzwił włosy i westchnął potężnie.
- Powiedz mi, Jaeger, jak ty to robisz, co? – spojrzał na wciąż stojącego niezręcznie Erena spomiędzy palców – Pół minuty temu byłeś nie-koniecznie-dzieciakiem, seksownie grożącym mi na moim własnym ganku, a teraz stoisz tu jak trusia i najwidoczniej boisz się koło mnie usiąść.
- To nie tak… - wymamrotał Eren, którego ochota zbliżenia się do Leviego przyprawiała o fizyczny ból.
- A może obecność sąsiadów dawała ci poczucie bezpieczeństwa, co Jaeger? – wymruczał Levi, uśmiechając się kącikiem ust.
Eren uniósł brwi nieznacznie i, chociaż serce łomotało mu dość mocno, pokonał odległość dzielącą go od kanapy i usiadł tuż obok bruneta.
- Zacząłeś mnie unikać – stwierdził, uznając, że pytania są w tym wypadku zbędne; ta kwestia była akurat oczywista.
- Nie chciałem stracić pracy, kretynie – westchnął Levi, odwracając się nieznacznie w kierunku szatyna. Ich kolana zetknęły się ze sobą; obaj mieli nogi odsłonięte od pół uda w dół, więc kontakt zyskał na intensywności.
- Teraz to już nie twoja praca – wzruszył ramionami Eren, pochylając się w kierunku Leviego odrobinę.
Szatyn uniósł brew, nie ruszając się z miejsca.
- Masz dziewczynę, Jaeger?
Eren zamrugał, zbity z tropu.
- Eee… Co?
- To proste pytanie. Masz dziewczynę? – Levi brzmiał na spokojnego, ale w jego oczu błyszczały dziwne iskierki.
- N-nie! Skąd ten pomysł?
- Słyszałem kiedyś… nieważne.
Eren wiedział, że to, co zaraz powie, będzie bardzo głupie i najpewniej oberwie za to po uchu (albo zostanie wykopany na zewnątrz), ale nie mógł się powstrzymać.
- Byłeś zazdrosny?
Levi otworzył usta, ale w tym momencie z kieszeni Erena odezwał się sygnał wiadomości.
- Kto? – mruknął brunet, niby niezainteresowany, gdy chłopak otworzył wiadomość.
- Armin.
- Kto?
- Armin, mój przyjaciel. Ten blondyn z mojej klasy, chodził na twoje lekcje.
Levi zachował dobrą pokerową twarz jak na osobę, której właśnie uświadomiono, że osoba, którą przez tyle czasu miał za dziewczynkę, jest chłopcem.
- Mhm – odmruknął tylko i podjął powolną wędrówkę wzrokiem po twarzy Erena, korzystając z faktu, że tamten na niego nie patrzy.
- Napisał mi, żebym nie zrobił nic głupiego.
Zanim zdążył schować telefon do kieszeni, poczuł mocny ucisk na swoim nadgarstku. Uniósł wzrok; Levi był dużo bliżej, niż przed chwilą. Powoli poprowadził dłoń Erena w stronę niewielkiego stolika i tam wspólnymi siłami odłożyli urządzenie.
- I co mu odpisałeś? – spytał brunet, nie cofając własnej dłoni.
- Że jestem u ciebie – sapnął Eren na wydechu.
- Czyli już za późno.
- Na co jest za…?
- Cicho bądź, Eren.
I Eren został uciszony. Choć tym razem nie brutalnie, nie gwałtownie; niespiesznie i ze znaczeniem, w taki sposób, że zaczerwienił się po czubki uszu. Palce zaciskające się wokół jego nadgarstka przesunęły się wyżej, dłonie Leviego spoczęły w końcu na jego ramionach, aby po kilku minutach powolnego uciszania delikatnie pchnąć go i położyć na miękkich poduszkach kanapy.
Tej nocy Eren spóźnił się na kolację. Następnego dnia – dostał na kolację zaproszenie.
__________________________________

...a jeśli zastanawiacie się CO DO CHOLERY Z ARMINEM I JEANEM?! zerknijcie w komentarze ;)

13 komentarzy:

  1. Armin i Jean dość mocno wymagali ode mnie więcej czasu ekranowego w tym opowiadaniu, więc doczekają się własnego sequela. Pewnie też kilkuczęściowego. Eren i jego nowy chłopak oczywiście będą się gościnnie pojawiać~

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera, napisałam taki piękny komentarz i zapomniałam, że się nie zalogowałam i muszę pisać od nowa...
    Zapomniałam już, co tam napisałam, ale postaram się sobie przypomnieć~
    Hm, na początek powiem, że zastanawiam się, czy ja nie zauważyłam, czy w końcu nie wyjaśniono, dlaczego pewien pan o karłowatym wzroście zrezygnował z pracy...
    No ale to tam~ Przeszłość, kto by się nią przejmował...
    Bardzo podobają mi się Twoje pomysły i tym bardziej realizacja ich! Trochę szkoda, że to opowiadanie się kończy tak szybko, ale według mnie kończy się świetnie: tak, jak powinno. Trzyma taki... swój klimat, że tak to ujmę.
    A teraz, co do komentarza: bardzobardzobardzo się cieszę, że Jean i Armin będą mieć własny sequel, bardzo! Właściwie to dzięki Tobie polubiłam tą parkę~.
    I... i w ogóle, się doczekać nie mogę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyjaśniono celowo, zostanie wyjaśnione w sequelu! W tym był cały bajer :DD
      Cieszę się mocno, że się podoba! :*

      Usuń
  3. Sob sob... T.T to już.koniec :c szkoda... Ale.i tak bosko się kończy !!!.<3 i ten moment że.już jest za późno :3 awww i.znowu to uciszanie po prostu genialnie !! Może jeszcze kiedyś.wrócisz do tego paringu?? ^^ było by świetnie :D
    A teraz dziękuję ci za napisanie tak fajnego opowiadania!
    Pozdrawiam Ero ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Świeżo wracam z wyjazdu i co widzę? Rozdziaaaał~! Yesssss... :3
    Powiadam ci, dałaś mi mieszankę uczuć- Z jednej strony smutno (bo koniec), a z drugiej podnieta (bo sequel). Wyjątkowo mnie urzekła zazdrość Levi'ego o "dziewczynę" Erena (uwielbiam takie typu akcje~), no i to całe "uciszanie"... Tak pięknie, tak słodko *.*
    Z innej zaś strony: Jean, ty idioto - -' Byś się zorientował, że Armin jest zazdrosny o ciebie i że mu smutno, a nie, od razu jakieś wąty do Jeagera i jeszcze udaje, że go w domu nie ma >.< Choć w sumie, Armin też tu nie jest bez winy, zachowuje się jak baba (nie powie co go gryzie, tylko po cichu się focha... Nie bez powodu Levi wziął go za kobitę. Hehe, nie bijcie mnie ;-;)
    Tak czy siak, będę czekać na sequel~!

    OdpowiedzUsuń
  5. Borze, tak bardzo się cieszę że napisałaś coś z SnK, ale jednocześnie smutam że to już koniec, czekam niecierpliwie na sequel. Opowiadanie jak zawsze cudowne, chociaż oczywiście chciałabym więcej.
    Co mnie boli, że opowiadanko z HP leży takie smutne i porzucone. No i mogłoby być trochu więcej z Ao no Ecorcista. No i oczywiście Drrr!, to chyba moje ulubione teksty na tym blogu (chociaż uwielbiam wszystkie i kwiczę jak czytam cokolwiek twojego, ale przy nich kwiczę szczególnie) i cieszę się że ich tak dużo i takie świetne, no ale MOGŁOBY BYĆ WIĘCEJ C:
    I tak mi się przypomniało, jak już mówimy o smutnych i porzuconych rzeczach, to dlaczego ostatni twój filmik na YT jest sprzed 11 m-sc? One są cudowne, nie rozumiem czemu nie ma nowych ;___;

    Woah, trochę bełkot mi wyszedł, nie umiem pisać komentarzy, wybaczcie D:

    W każdym razie dużo weny i pisz, bo masz talent! (i na YT też byś mogła coś wrzucić - powtarzam się...? - C: )

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje opowiadania czytam od dłuższego czasu i żadnych jak na razie nie komentowałam ale czytając zakończenie Attack on teacher musiałam to zmienić.
    Dziewczyno, to było coś cudownego. Czytało się dużo lepiej niż twoje ficki z Shizayą (a skoro o Shizayi mowa- masz plany na coś nowego?)
    Wspaniały pomysł na zgrabne zakończenie, klamra (te "trzask", lubię takie klimaty i czasami sama je zamieszczam w swoich opowiadaniach) połączenie przynajmniej trzech pairingów (i kilku rozkwitających, czy mi się zdaje? ^^) styl, sama słodycz. <3 według mnie jedno z najlepszych zakończeń ze wszystkich twoich opowiadań- tych zamieszczonych na blogu (widać też, że zmieniłaś trochę styl pisania, przynajmniej w moim odczuciu)
    Piękne. *.*
    Życzę weny w pisaniu i pozdrawiam, Rose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie zauważyłam u siebie zmiany stylu pisania i jestem zachwycona, że tak sądzisz *^* Skoro pozytywnie, to znaczy, że ewoluuję, haha :DD
      Dziękuję pięknie <3 Co do pairingów, taak, wkradło mi się tam ciut moich faworytów. :D

      Usuń
  7. Levy, pedantyczna łajzo, tak długo kazałeś mu czekać. ; dd

    Zapraszam: http://wizje-rudej.blogspot.com

    ~ Ruda

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podobało z wyjątkiem gościnnych scen armin x jean. Nie lubie tej pary. Jetem smutna, że robisz teraz osobne Jean x Armin... głównie będę tam zaglądają tylko dla gościnnych scen z erenem i levi'em.

    OdpowiedzUsuń
  9. Waaah! Dlaczego to już koniec?! Zakochałam się w tym opowiadaniu! Mam nadzieję, że kiedyś stworzysz nową serię z Eruri/ Riren/ Sriren- wspaniale się czyta. Osobiście nie przepadam za paringiem JxA, opowiadanie będę czytac ze względu na Leviego i jego ucznia (:

    OdpowiedzUsuń
  10. *.* To było świetne!
    Chyba najbardziej podobał mi się rozdział z perspektywy Leviego <3 Och, jak oni się sobie nie mogli oprzeć! Zajebiste! Pierwszy raz czytałam coś z tytanów i po prostu genialne:D Jean i Armin też super! Idę czytać kolejne opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, hej, hejo!
    Jestem na Twoim blogu dopiero drugi raz, a już jestem zakochana w stylu pisania, fabule opowiadań, krócej, we wszystkim!
    Odniosę się tu głównie do tego opowiadania, a także sequela, który nieuważnie przeczytałam jako pierwszy.
    Moje pierwsze wrażenie: zakochalam się w... Liceum Utgard. Tak, można kochać placówkę oświatową. Prawdopodobnie to jedyna szkoła, która mnie zaintrygowała: choć fikcyjna, przebija wielokrotnie moją budę, wnioskując z niestety dość ogólnikowych informacji. (Na marginesie, gdyby istniała, przypuszczalnie, byłby to pierwszy raz, gdy nie idę do danej szkoły ze względu na lokację.) Chciałabym dowiedzieć się o Utgard więcej. Dużo więcej.
    Muszę zwrócić uwagę na to, że odczuwałam pewien niedosyt pod względem opisów na podłożu emocjonalnym Erena i Levi'a. Jest to prawdopodobnie moje spaczenie, gdyż sama w opowiadaniach stawiam to na pierwszym miejscu na równi z fabułą i dokładnym odwzorowaniem niektórych elementów kanonu.
    Trochę denerwowały mnie wtrącenia dotyczące innych osób: zbijało mnie to z pantałyku, gubiłam wątek i wiele razy wracałam do poprzednich akapitów. W „Talk math to me” sytuacja była lepsza, a wstawki traktowałem jako miłe urozmaicenie.
    Ahh, nie wiem, co tu pisać. W większości wszystko było tu cudowne.
    Pozdrawiam cieplutko~

    OdpowiedzUsuń