we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

poniedziałek, 2 czerwca 2014

RAIRAAAWR!! episode 10

W końcu się głupie dziecko ogarnęło i dodaje notkę. Wiecie jak to jest, gdy pomysłów multum, a po przysiadnięciu do pisania we łbie pustka? No właśnie. Dlatego macie fluffiastego fluffa, powiedzmyyy...? Bo z Shizayą fluff nie może być zbyt fluffiasty.
BTW! Lajkujcie fanpejdż, bo tam odzywam się częściej~
I, jeśli macie ochotę, obczajcie PIJANE FANDOMY, gdzie z Mary upijamy się, rozkminiając, czy geje to specjalni ludzie i kogo boi się stracić Dean~  No i, oczywiście, proszę ślicznie o suby c:
PS. Obejrzałam dwa sezony Misfits. Ktoś ogląda? Ktoś chce jakiś pairing? (Simon/Nathan tbh)

_______________________________________

„Oops, I did it again! I played with your heart, got lost in the ga…”
Piosenka została bezlitośnie przerwana w momencie odebrania telefonu. Głos Izayi nieczęsto brzmiał tak niewinnie, a jeszcze rzadziej gościło w nim zaskoczenie.
- Shizu-chan? Cóż takiego się stało, że dzwonisz do mnie w piątkowy wieczór?
Po drugiej stronie słuchawki panowała grobowa cisza, ale brunet mógłby przysiąc, że w tle słyszy jakieś przytłumione głosy, zupełnie jakby dobiegające z telewizora. Dla pewności odsunął telefon od ucha i jeszcze raz spojrzał na wyświetlacz; nie było wątpliwości. Jak byk, napis informował, że dzwoni do niego „tleniony potwór”.
- Telefony w trakcie załatwiania interesów? Wysoce nieprofesjonalne – fuknął jeden z gangsterów niższego szczebla, którym Izaya ogarniał darmowe wejściówki do klubu na drugim końcu dzielnicy w zamian za trochę przydatnych kontaktów.
Izaya był bardzo bliski zasugerowania, że wysoce nieprofesjonalne było ubranie takich butów do takiej kurtki, ale ugryzł się w język i zgromił faceta wzrokiem.
- To mój chłopak – odparł nonszalancko, z satysfakcją patrząc na przerażenie boleśnie heteroseksualnych gości postawionych przed możliwością stania w obecności czegoś, co w ich mniemaniu było pewnie obcą forma życia.
- Sam jesteś mój chłopak! – krzyknął Shizuo, w końcu ujawniając swoją obecność – Gdzie jesteś, głupia mendo?
Izaya uniósł brwi, ale nie skomentował pierwszych słów blondyna, tylko skupił się na pytaniu.
- Daleko stąd, Shizu-chan. Ujmę to tak; raczej na noc do domu nie wrócę – machnął w kierunku znajomego ochroniarza i wskazał na gangsterów lekceważącym gestem - Czemu pytasz?
- To Shinra pytał się, gdzie jesteś. Miałeś dzisiaj wpaść na filmy, głupi kretynie – głos blondyna dziwacznie przygasł i nawet wyzwisko nie było jak zwykle nasączone jadem i nienawiścią.
Brunet zwalczył ochotę uderzenia się z płaskiej w czoło. Zwyczajnie, zapomniał o nocce filmowej, na którą sam wszystkich namawiał. Szczególnie Shizuo, który bronił się najdłużej, a wyglądało na to, że w końcu postanowił przyjść. Poza lekką irytacją na samego siebie, Izayi jednak nie zrobiło się jakoś szczególnie przykro. Wręcz przeciwnie, fakt, że jego samozwańczy arcywróg dzwoni do niego, bo chce wiedzieć, czy się dzisiaj zobaczą dość mocno go rozbawił. To lekko wibrujące uczucie w dole brzucha było zdecydowanie rozbawieniem.
- Wybaczcie, słoneczka, ale jestem tak zajętym człowiekiem… - zaczął, delektując się każdą sylabą.
Aż przestał.
- Jasne – to jedyne, co powiedział Shizuo, zanim się rozłączył.
Brunet fuknął. Nie mógł się nacieszyć komizmem całej sytuacji; głupi Shizu-chan. Nawet nie spytał, gdzie Izaya jest i czemu go nie będzie. Nie chciał wiedzieć, czym jest zajęty. Nie zdenerwował się tak mocno, jak powinien. Jak zwykle, niby wszystko poszło zgodnie z planem, ale nie do końca.
- Co, mała sprzeczka? – zagaił jeden z gangsterów, który do tej pory nie odezwał się ani słowem. Izaya wzdrygnął się lekko; był przekonany, że wszyscy już zdążyli skorzystać z lewych wyjściówek i zostawili go samego.
- Powiedzmy – mruknął, pakując telefon głęboko do kieszeni spodni, wcale nie licząc na to, że wkrótce zawibruje.
- Zapomniałeś o randce, co? – kontynuował dryblas, chyba nie widząc, że stojący przed nim szczupły chłopak nie ma zbytniej ochoty na tego typu pogawędkę.
- …Powiedzmy? – brunet przekrzywił głowę i wzruszył lekko ramionami.
- Wynagródź mu to jakoś może – zaproponował, zupełnie tak, jakby Izaya poprosił o radę. Brunet uniósł brew, po raz kolejny tego wieczora.
- Niby jak? – spytał, na tyle poirytowany, że zupełnie porzucił swój zwyczajowy ton i sposób mówienia.
- Może jednak zdążysz wrócić na noc do domu, co? Mam miesięczny. Mogę ci go oddać! – zaproponował tamten, grzebiąc po kieszeniach w poszukiwaniu biletu.
Izaya rozpromienił się.
- Naprawdę, stary? To niesamowicie sympatyczne z twojej strony! – chwycił bilet i jeszcze raz sprawdził wyświetlacz telefonu, łudząc się, że może przegapił wibracje.
- Nie ma problemu, ziomeczku! Powodzenia! – zawołał za nim gangster, gdy Izaya w podskokach odbiegł w kierunku stacji metra.
Z biletu zrobił dość udane orgiami przypominające łabędzia. Nigdy nie potrzebował takich gadżetów, żeby niezauważony darmowo przejechać się gdziekolwiek.
Dziesięć minut przed dwunastą w nocy to on zadzwonił do Shizuo.
*
- Wybaczcie, słoneczka, jestem tak zajętym człowiekiem… - Brew Shizuo drgnęła na dźwięk tego lubieżnie zadowolonego z siebie głosu.
Shinra i Kadota musieli wyczuć te negatywne wibracje dobiegające z kanapy, bo oboje odwrócili wzrok od ekranu i spojrzeli na blondyna pytająco.
- Jasne – warknął i rozłączył się, nie dając tej głupiej mendzie szansy nacieszenia się powodzeniem swojego niecnego planu.
- I jak tam? – szepnął Shinra, żeby nie przeszkadzać reszcie w oglądaniu; w jego mieszkaniu zebrało się jeszcze co najmniej dziesięć osób z ich roku.
- Zrobił nas w ciula – blondyn wzruszył ramionami i odrzucił telefon na drugi koniec pokoju.
Urządzenie uderzyło o blaszaną miskę z ponczem (pomysł Shinry, oczywiście), robiąc w niej wgniecenie. Kadota westchnął cichutko i wrócił do oglądania „Pamiętnika”, a Shinra wciąż patrzył na Shizuo współczująco.
- I tak będziemy bawić się dobrze – zapewnił.
Shizuo zakrztusił się łykiem mocno doprawionego alkoholem soku.
- Żartujesz? To najlepsza rzecz, jaka zdarzyła się na tej całej, beznadziejnej imprezie…
- Mogę się przysiąść, Shizuo-kun? – spytała jedna z zaproszonych dziewczyn, ściskając w każdej dłoni pełną puszkę piwa. Krótka, ciemna fryzurka lekko przysłaniała jej czarne oczy; wąskie usta pomalowała krwistoczerwoną pomadką.
- Jedna z najlepszych rzeczy, jak na razie – poprawił się Shizuo półgłosem, gestem zapraszając ją na miejsce obok siebie.
Shinra pokręcił głową z dezaprobatą i wrócił do miziania Kadoty , który chyba na tyle przeraził się damską uwagą, że postanowił choć na ten jeden wieczór dać schwycić się dobrowolnie w sidła gejozy.
Bardzo romantyczne wyznanie miłości zostało zagłuszone przez dźwięk otwieranych puszek piwa i zgodne „na zdrowie”.
Dwa filmy później głowa ciemnowłosej spoczywała na ramieniu lekko wstawionego blondyna, opuszki jego palców delikatnie przesuwały się wzdłuż jej bladego, szczupłego nadgarstka, a telefon wibrował sobie samotnie pod stołem, na którym stała pusta, srebrna waza pachnąca alkoholem i owocami.
Głupia menda, myślał Shizuo, dobrze, że nie przyszła.
Wszyscy bawili się milion razy lepiej bez obecności tego zapominalskiego idioty.
Pół godziny później Shinra ocknął się, odczepił Kadotę-wampira od swojej pokrytej krwistymi malinkami szyi i zarządził misję-wyjście.
Shizuo i brunetka niespecjalnie się spieszyli, wyszli jako jedni z ostatnich, sprzątanie zostawiając gospodarzowi.
*
Izaya, widząc wychodzących z budynku ludzi, wstał z ławki leniwie. Całkowicie od niechcenia podszedł bliżej, wcale nie podirytowany trzy razy mocniej, niż godzinę temu. Czternaście połączeń, nic wielkiego!
- Co, imprezka nieudana, jak widzę? – zagaił pierwszą parę, ale byli oni zbyt zajęci sobą i utrzymywaniem się nawzajem na nogach, więc nie odpowiedzieli – Sami zakochańce – mruknął sam do siebie, widząc w oddali zarys dwóch trzymających się za ręce postaci.
A potem ugryzł się w język tak mocno, że poczuł w ustach krew.
Właśnie w tym momencie zauważył Shizuo udającego hetero z jego damską wersją.
- O, szlag – mruknął blondyn sam do siebie, widząc w oddali znajomą postać. Dziwne wibracje, które pojawiły się w dole jego brzucha były zdecydowanie irytacją i wściekłością.
- Czy to nie Izaya? – spytała towarzysząca mu brunetka, brzmiąc zdecydowanie trzeźwiej, niż jakiś czas temu.
- Nie wierzę w to, co moje piękne oczy widzą! – Izaya w kilku zamaszystych krokach znalazł się tuż przy nich, przewiercając czaszkę blondyna wzrokiem – Zostawić cię na pięć minut, Shizu-chan, i zmieniasz orientację?
- Co ty, do kurwy nędzy, gadasz?! – Shizuo zacisnął szczęki.
- Co on gada? – mruknęła brunetka, krzyżując ramiona na piersiach.
- Powiem ci, moja droga, co… - iskierka w oczach Izayi z ukrycie zdenerwowanej zmieniła się w zaskoczoną – Czekaj, ja cię znam… Ty jesteś…
- Mariko! – tuż obok blondyna, zupełnie znikąd, pojawiła się wysoka blondynka – Przestaniesz już? Przepraszam, że byłam niemiła, okej?
Wszyscy goście porozchodzili się już w kierunku tylko sobie znanych miejsc; na ulicy stała teraz tylko ta dziwaczna czwórka.
- Będziesz musiała postarać się trochę bardziej – odwarknęła brunetka, wystawiając dziewczynie język.
Shizuo i Izaya całej scenie przyglądali się w całkowitym milczeniu; z tą różnicą, że Izaya doskonale wiedział, co się dzieje, a blondyn nie do końca.
- Postaram się… Tylko musisz pójść ze mną. Okej? – Dziewczyna jakby zupełnie nie widziała dwóch najbardziej znanych w szkole potworów; ze wzrokiem utkwionym w Mariko przysunęła się do niej o kilka kroczków bliżej i wyciągnęła w jej stronę dłoń.
Mariko, dla której dwa potwory również przestały już istnieć, pozwoliła sobie na nieznaczny uśmiech i chwyciła jej rękę.
Po czym, bez słowa pożegnania, odeszły.
- Co się właśnie, kurwa, stało.
Shizuo podrapał się po głowie. Nie wyglądał na specjalnie rozczarowanego odejściem swojej „randki”, był po prostu z lekka skonfundowany.
- Zostałeś właśnie wykorzystany jako obiekt mający sprowokować zazdrość – mruknął Izaya, mierząc nieokreślonym wzrokiem profil blondyna.
- Och – odparł na to blondyn krótko, marszcząc czoło nieznacznie.
- Ale chyba możesz jej wybaczyć, skoro sam zrobiłeś to samo, prawda? – brunet wyszczerzył zęby, choć jego uśmiech wcale nie sięgał skupionych, mrocznych oczu.
- Że co?! – Shizuo momentalnie odwrócił wzrok od oddalającej się pary, od tyłu wyglądającej przerażająco znajomo.
- Przestań, Shizu-chan. Przyznaj, że przyczepiłeś się do niej tylko po to, żebym był zazdrosny – Izaya uśmiechnął się szatańsko, dźgając blondyna między żebra.
- Przecież cię tam nie było – odpowiedział tamten grobowym tonem, unosząc brew.
To na moment zbiło drugiego chłopaka z pantałyku, ale szybko przybrał swoją firmową minę numer osiem i znów tyknął blondyna, tym razem w klatkę piersiową.
- Wiedziałeś, że po fakcie się dowiem.
- Chciałem poruchać – wzruszył ramionami Shizuo, ale odwrócił wzrok, mówiąc to.
- Noc jest jeszcze młoda – wymruczał Izaya, za co został ukarany nieco zbyt uczuciowym dźgnięciem w brzuch – Przyjechałem tu, żeby wynagrodzić ci moją dzisiejszą nieobecność, Shizu-chan.
- Chcesz mi wynagrodzić prezent? To chyba tak nie działa… - odburknął blondyn, ale nie ruszył się z miejsca.
Izaya wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko, przekrzywiając głowę. Latarnia, pod którą stali, zamrugała krótko i zgasła.
- Idziesz na to? – spytał cichutko, szeptem, choć nie było na to najmniejszej potrzeby.
- I tak nie chce mi się wracać do domu – odparł blondyn, wzruszając ramionami.
*
O trzeciej w nocy opustoszałe kino sprawiało wrażenie miejsca idealnego na pierwsze pięć minut horroru, w którym przypadkowa postać jest mordowana przez potwora. Z tą różnicą, że jedynymi obecnymi aktualnie w tym miejscu istotami były właśnie dwa potwory i nikt więcej.
- Nawet nie chcę wiedzieć, skąd miałeś klucze i skąd znałeś kod wyłączający alarmy i kamery – westchnął Shizuo.
- I prawidłowo – odparł Izaya radośnie, klepiąc go po ramieniu – Co chcesz obejrzeć.
- Nie mam pojęcia – mruknął blondyn, usilnie próbując ukryć to, jak dobrze się bawi – Co proponujesz?
- Naprawdę pytasz mnie o zdanie, Shizu-chan? – Izaya zatrzymał się i przytknął otwartą dłoń do serca, wyglądając na naprawdę poruszonego – To takie urocze. Czuję, że nasz związek osiągnął właśnie nowy etap.
- Zaraz wrzucę cię do maszyny z popcornem – skomentował to blondyn dość pogodnie, drapiąc się po policzku.
- Ja ciebie też – słowa bruneta zabrzmiały dość dwuznacznie, więc Shizuo uznał, że tego już nie skomentuje.
W końcu zajęli miejsca w jednej z największych sali; Izaya chwilę wcześniej włamał się do niewielkiego pokoju ze sprzętem i na ekranie wyświetlały się już pierwsze obrazy.
- Widzę, Shizu-chan – zaczął, gdy już usiedli, a on nie mógł ignorować „ukrytych”, pytających spojrzeń blondyna – że zaraz eksplodujesz z ciekawości, więc powiem tyle, ile mogę; sprzedaż czegoś mniej legalnego niż popcorn na terenie kina, kilka telefonów, pracownikowi udaje się pozbyć wszystkiego przed przyjazdem funkcjonariuszy. Pracownik jest wdzięczny. Dobroduszny pomocnik dostaje plik banknotów, plik kluczy i wolną rękę.
Shizuo wywrócił oczami, kierując spojrzenie z powrotem w kierunku ekranu.
*
Połowa „Między słowami” minęła, a Izaya zaczął się wiercić niecierpliwie.
- Co ty właściwie robisz? – mruknął Shizuo, nie odrywając prawie zahipnotyzowanego wzroku od ekranu.
- Czy to twoja pierwsza randka w kinie, Shizu-chan? – szepnął tym rodzajem szeptu, który i tak jest głośny.
- To nie randka – odpowiedział Shizuo spokojnie, ale prawa ręka, która znajdowała się bliżej bruneta, drgnęła mu nieznacznie.
- Daj spokój, na pewno już oglądałeś ten film. Ja tu usycham… - Izaya przerwał momentalnie, spoglądając w dół, na swoje kolana.
Na jednym z nich, zupełnie jakby była tam od samego początku, spoczęła dłoń. Na tyle duża, że całkowicie zakryła tę część szczupłej nóżki Izayi. A potem niespiesznie zaczęła się przesuwać coraz wyżej.

Reszta filmu leciała sobie tak w sumie dekoracyjnie.

8 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Sorry, musiałam. Podobało mi się ale to nie było jak Shizaya! No bo jak Shizuo przez cały rozdział może nie rzucić automatem, znakiem, czymkolwiek?! Chociażby dla zasady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mówiłam, że będzie fluffiasty fluff~ w tym przypadku przejawia się właśnie brakiem przemocy niesłownej :D

      Usuń
  2. Nareszcie, nareszcie, nareszcie,nareszcie,nareszcie,nareszcie,nareszcie! Ile ja się biedna na Shizayę naczekałam! Ale dlaczemu nie było opisane tej scenki, no wiesz...(jaka ja zboczona XD) Mam nadzieję na jeszcze więcej Rairy!
    Nanni

    OdpowiedzUsuń
  3. Borze. Borze, jakie to piękne. Borze.
    Ogarniam się.
    Czo ten Kadota?
    Umarłam. Proszę o kolejne części.^^
    FK

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię Shizayi ogółem. Lubię tylko Twojego Shizayę. Dziękuję, pozdrawiam, geniusz.

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na więcej rairy~~ <333

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie za mało Rairy >_>

    OdpowiedzUsuń