we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 12 czerwca 2014

Attack on the teacher / part 6

Noooo i chyba mamy przed ostatnią część tego opowiadania :DD... Chyba, że mi się epilog przeciągnie, jeszcze zobaczymy~ Niesamowicie sympatycznie mi się to pisze!
Btw, niedługo na fanpejdżu dobijemy do 100 lajków! Coś chyba bym wtedy przygotowała specjalnego, nie? Macie jakieś pomysły? :DD

_________________________________

5 września 2014.
            Tego dnia Levi, jak każdego poprzedniego i najprawdopodobniej każdego następnego aż do końca swojego życia, wkurwił się.
            - Shiganshina, Erwin? – westchnął do telefonu, wolną dłonią masując sobie skronie – Naprawdę?
            - Tylko na trzy miesiące! No i przecież nie pojedziesz sam – odparł Erwin zdecydowanie zbyt radosnym tonem – Wysyłają też Oluo, wysyłają Hanji…
            - Niesamowicie w chuj poprawia mi to humor.
            - No widzisz! Nie będzie tak źle, dzieciaki są tu miłe i trzy razy mniej zwariowane niż w Utgard. Dasz radę, towarzyszu Levi.
            - Nie ma sensu przypominać ci, że już od dawna nie jesteśmy w wojsku?
            - Nie.
            - Tak myślałem.
*
            13 września 2014.
Bachory. Rozkrzyczane, denerwujące dzieciaki.
            Levi, jak zazwyczaj, starał się unikać ludzkiego kontaktu. Od kolegów po fachu odłączył się najszybciej jak tylko mógł, po czym zaszył się w kącie korytarza i rozpoczął ponurą obserwację.
             W końcu jednak zadzwonił dzwonek i hałastra zaczęła rozchodzić się do klas. Bogu dzięki.
            Jakieś kilka minut po tym, gdy zapanowała upragniona przez bruneta cisza, drzwi frontowe otworzyły się gwałtownie. Levi skrzywił się lekko, ale nie zaszczycił spóźnialskiego nawet spojrzeniem, wciąż bezpiecznie ukryty w najciemniejszym kącie korytarza. Z resztą, z urywków rozmów, które słyszał ze swojego azylu, ofiarą losu zajął się Oluo.
            - Głuchy jesteś, dzieciaku? Pytam cię o nazwisko. Takie coś, co odziedziczyłeś po tatusiu. Czy tam mamusi, różnie to bywa.
            - Moja mamusia nie żyje.
            Levi zakrztusił się jedzonym właśnie sezamkiem, słysząc ten wyjątkowo żałosny ton wyjątkowo charakterystycznego głosu. Starając się dusić jak najciszej, wyjrzał zza schodów w kierunku drzwi wejściowych; tak jak myślał, to był ten Kretyn.
            Odkąd brunet zobaczył Kretyna na zawodach lekkoatletycznych dwa lata wcześniej, na każdych kolejnych tak nazywał go w swojej głowie, zawsze przez duże K. Kretyn był dość wyrośnięty jak na swoje lata i jako jedyny na calutkich zawodach nie przejawiał żadnych wyjątkowych talentów. Zadaniem Leviego było wyłapywanie przyszłych gwiazd sportu, dlatego przez te kilka lat nauczania i trenowania stał się dobrym obserwatorem. Kretyn nie potrafił nic nadzwyczajnego. Szło mu całkiem nieźle, zdobywał wysokie noty, a w niektórych dyscyplinach nawet stawał na podium; jednak tylko Levi widział, dlaczego tak się dzieje.
            Podejście Kretyna do całych zawodów było nie do zastąpienia. Levi jeszcze nigdy nie widział kogoś, kto tak wierzył w zwycięstwo i tak tą pewnością i determinacją emanował, że wpływało to na psychiczny stan jego rywali. Niemożliwie go to irytowało.
            Zdążył schować się w cieniu, gdy Kretyn przechodził dosłownie kilka metrów od niego, mamrocząc pod nosem jakieś niezadowolone bzdury. Levi odprowadził go nieodczytanym wzrokiem; może chociaż ten idiota zapewni mu jakąś rozrywkę na trzy miesiące.
*
            Nie, nie, nie. Levi zmienił zdanie. Nawet obserwowanie idiotyzmu Kretyna nie jest warte takiego syfu. Dosłownie. Tego dnia zużył już trzy buteleczki płynu do dezynfekcji, a i tak pół sali gimnastycznej kleiło się do niego jak Oluo, gdy zbyt dużo wypił.
            Dopiero znajomy głos wyrwał go z transu czyszczenia wszystkich klamek i zamków, których mógł dosięgnąć. Niespiesznie ściągnął z głowy białą chustkę i odwrócił się w kierunku przybyłej właśnie męskiej części klasy 104. Z różnych sportowych wydarzeń kojarzył kilka twarzy, ale i tak skupił swoją uwagę na rozczochranym, brązowowłosym łbie, aktualnie odwróconym do niego tyłem.
            - Ciekawe, czy Hannesa też wymienili na jakiegoś świra z Utgard.
            Brunet poczekał, aż Kretyn zorientuje się, że ów świr stoi tuż za jego plecami. Na widok jego miny, gdy w końcu trybiki w tym zidiociałym mózgu zaskoczyły, Levi miał ochotę się roześmiać, ale utrzymał swój zwyczajowy wyraz twarzy, co by dzieciaków zbytnio nie rozpuścić. Szczególnie tego jednego.
            Przestraszył ich krótką przemową i, jako że nie mógł znieść zatęchłego, klejącego się wnętrza sali gimnastycznej, zabrał bachory na dwór. Kątem oka wciąż obserwował Kretyna; już widział jak buzuje w nim ta jego determinacja i wiara we własne możliwości. Miał ochotę zetrzeć ten uśmiech z jego ust własną pięścią.
            Kazał im przebiec jedno kółko sprintem – typowo. Każdemu dawał mniej czy bardziej drastyczne rady; małą, blondwłosą dziewczynkę (nie miał pojęcia, co robiła w męskiej części klasy, ale uznał, że to nie jego biznes się tym interesować) zmierzył jedynie współczującym wzrokiem.
            Kretyn, jak zwykle, spieprzył wszystkie sprawy techniczne i osiągnął drugi najlepszy czas w całej klasie. Levi ledwie powstrzymał się od rzucenia w niego stoperem.
            - Nigdy, w całej mojej karierze, nie widziałem niczego bardziej żałosnego.
            - Hę? – uśmieszek z twarzy Kretyna zniknął tak szybko, jak się pojawił.
            - Twój kark jest zbyt napięty. Wysoko podciągasz barki. Zgięcie w łokciach prawie pełne, a rękoma znacznie przekraczasz oś ciała. Garbisz się i pochylasz jak Quasimodo. Praca nóg koślawa. Poza tym, masz gówniane trampki i dyszysz jak parowóz.
            Męska część klasy 104, na czele z Kretynem, posłała swoje szczęki na tartan.
*
            - Hej, Levi!
            Głos i wypowiedziane nim własne imię wystarczyły do tego, żeby brunet odwrócił się na pięcie i zaczął pospiesznie iść w przeciwnym kierunku.
            Hanji jednak miała o wiele dłuższe nogi, więc szybko go przegoniła i zagrodziła mu drogę.
            - Czego chcesz? – westchnął brunet, poddawszy się.
            - Zanieś proszę dziennik klasy 104 do gabinetu biologicznego, muszę iść odebrać przesyłkę.
            - Jaką przesyłkę? – mruknął Levi, unosząc brew.
            Hanji zachichotała.
            - Niespodzianka dla dzieciaków na pierwsze zajęcia!
            Wnioskując po jej nadmiernie zaczerwienionych policzkach i niezdrowo błyszczących oczach, bachory nie będą ani trochę zachwycone.
Levi skinął głową i ruszył w kierunku klasy. Wszedł do środka po cichutku, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Po chwili jednak zauważył, że to pewnie dlatego, iż była skupiona na kimś innym. Szczególnie, gdy ta osoba – Kretyn, bo kto inny – omal nie rozwalił ławki, uderzając w nią pięścią.
- Ja mu pokażę. Jeszcze zobaczy. Z wrażenia ugną się pod nim te krótkie nóżki, gwarantuję wam to…
Levi, wiedząc, że jeszcze nikt go nie widzi, pozwolił sobie na delikatny uśmiech. A potem wyzbył się z twarzy wszelkich emocji i westchnął cicho.
- Jaeger – mruknął, zapamiętawszy nazwisko Kretyna (tak naprawdę pamiętał je od pierwszych zawodów, ale nigdy nie miał okazji, aby go użyć) – gardzę idiotami, którzy rzucają słowa na wiatr. Zapamiętaj to sobie.
I wyszedł.
*
Nie wierzył własnym oczom. Kretyn chciał popełnić samobójstwo. Poprzez zabieganie się na śmierć. A ta ponura dziewczyna, która chodziła za nim jak cień, po prostu się temu przyglądała. Musiał coś zrobić. Cholerne, głupie, nieodpowiedzialne bachory.
Opierdzielił Kretyna z góry na dół, ale jego mina zbitego psa skłoniła go do delikatnego spuszczenia z tonu.
- Nie osiągniesz wszystkiego w jeden dzień – mruknął mniej napastliwie – Zbieraj swój zgrabny tyłek z tartanu i idź do domu, uczyć się na jutro. Czy coś.
Dopiero, gdy dzieciaków nie było już w zasięgu wzroku, a on został sam ze swoimi myślami, zorientował się, co właściwie powiedział.
- Mam przejebane.
*
Levi zdecydowanie miał przejebane. Głupi Kretyn z tą swoją głupią niewinnością i wzniosłymi tekstami, których sam nie rozumiał. Przypływ adrenaliny, dobre sobie. Kto normalny używa słów dojście na szczyt i uczucie spełnienia w kontekście jebanej gry w siatkówkę?!
Musiał się trzymać od Kretyna z daleka, dla dobra swojej pracy, reputacji i zdrowia psychicznego. Zdecydowanie.
Dlatego właśnie, gdy zobaczył go na korytarzu (niezmiennie w towarzystwie cienia), zamiast odwrócić się na pięcie i odejść, usłyszał swój własny głos wołający…
- Jaeger.
Żałował tej decyzji przez jakieś trzy sekundy; potem stwierdził, że skoro już go zawołał, coś z tym fantem zrobi. Zamiesza mu w głowie. Pokaże, że ma przewagę.
Z tym, że w trakcie dwuznacznej wymiany zdań odrobinę się zapędził. Nie potrafił nic z tym zrobić. Nie potrafił opanować wibracji we własnym głosie, nóg, które kazały mu się zbliżyć do szatyna i całkiem odciąć mu każdą możliwą drogę ucieczki. Nic nie mógł zrobić z oczami wędrującymi po jego niewinnej, jeszcze odrobinę chłopięcej buzi, po mocno zarysowanych pod koszulką mięśniach, po drżącym na szyi jabłku Adama.
Z transu wyrwał go dzwonek i tupot nóg całej reszty tych irytujących bachorów. Levi zostawił Erena pod szafkami; miał przejebane.
*
Levi tak bardzo zajął się analizowaniem swojego własnego stanu, że dopiero, gdy Eren omal nie pozbawił Bertholda nosa, zaczął się przyglądać zachowaniu chłopaka trochę uważniej.
Kretyn był przerażony.
Brunet chciał z nim pogadać. Chciał tylko udowodnić i sobie, i kretynowi, że nic się nie dzieje. Nie jego wina, że mały idiota postanowił go pocałować.
Chociaż, z drugiej strony, mógł to przewidzieć. W momencie, w którym na twarzy Kretyna pojawiła się ta typowa determinacja, a zniknęło całkowicie poprzednie przerażenie. Ale cóż, trudno, stało się.
Więc Levi postanowił, że odwdzięczy się z nadwyżką. A Eren tak cudownie się pod nim wił, jego jęki tak satysfakcjonująco rozbijały się o podniebienie Leviego, paznokcie rozpaczliwie raniły plecy bruneta. Wszystko było idealnie, wszystko było na swoim miejscu, a Levi miał tak bardzo.
Bardzo.
Bardzo przejebane.
*
Jeszcze dwa miesiące. Dwa miesiące i skończy się staż, dwa miesiące i będzie mógł z tym coś zrobić. Jak na razie jedynym, co mógł zrobić, to unikać Kretyna. Omijać go szerokim łukiem. Bez wyjątków.
*
Omijanie Erena szerokim łukiem okazało się trochę bardziej problematyczne, niż Levi myślał, że będzie.
*
- To były najgorsze dwie godziny w całym moim życiu.
            Eren dźgnął zielony groszek widelcem, zupełnie jakby to była wina warzywa, że został zrobiony w bambuko.
            - Nie przesadzasz odrobinę? – odmruknął Armin nieco mniej współczującym tonem niż zazwyczaj – Ja bym powiedział, że dwie godziny dostawania piłką po twarzy to pikuś w porównaniu do wiszenia na drzewie bez spodni, na środku szkolnego placu zabaw, przez całą długą przerwę. Chyba że już o tym zapomniałeś.
            Eren wzdrygnął się lekko na wspomnienie tego niefortunnego wydarzenia sprzed dwóch lat, gdy dopiero zaczynał edukację w tej szkole i miał zdecydowanie więcej w gębie niż w mięśniach, a potem zamrugał i zerknął na Armina pytająco.
            - A tobie co? – spytał, przekrzywiając głowę.
            - Nic, przepraszam – westchnął Armin, a potem jego wzrok zawadził o drzwi wejściowe do stołówki, a on sam wytrzeszczył oczy i szybko schował twarz za jasną grzywką.
            Eren odwrócił się zupełnie niedyskretnie i skrzyżował spojrzenia ze swoim arcywrogiem.  
            - I po ciul on tu do nas idzie? – wycedził przez zęby, zostawiając z zielonego groszku rozciapaną miazgę.
            - Co? – blondyn poderwał głowę w momencie, w którym Jean zatrzymał się przy ich stoliku, tuż za plecami Erena.
            - Cześć – powiedział takim tonem, jakby stał obok gilotyny, której planowano na nim użyć.
            Armin skinął głową, unikając kontaktu wzrokowego. Ciężko było to zrobić, biorąc pod uwagę fakt, że Kirstein (całkowicie ignorując wściekającego się Erena) wgapiał się w niego jak ciele w malowane wrota.
            - Coś się stało? – spytał w końcu, gdy cisza stała się nie do zniesienia.
            Bardziej nie do zniesienia jednak dla blondyna było wrażenie, że jest traktowany jak zastępstwo. A jeszcze bardziej – że po raz pierwszy w życiu, samolubnie, nie ma na to ochoty. Wyrzuty sumienia mieszały się z niechcianym rozczarowaniem; jedynym wyjściem było utrzymywanie dystansu. Armin wciąż nie rozumiał dlaczego właściwie aż tak zależy mu na byciu troszkę bardziej wyjątkowym.
            - Dzisiaj też przychodzisz? – spytał Jean, a ton jego głosu był nie do rozszyfrowania.
            - Jesteśmy umówieni na jutro, prawda? – upewnił się Armin, unosząc lekko brwi.
            Jean odchrząknął, drapiąc się po karku z zakłopotaniem.
            - No… tak. Ale dziś też możesz wpaść, jeśli chcesz.
            Eren parsknął cichym śmiechem.
            - Dziś… - głos Armina drżał ledwo dosłyszalnie – jestem zajęty, przepraszam.
            Kirstein spuścił wzrok.
            - Och, jasne. Okej. Do jutra, w takim razie.
            Nie zaszczycając ich stolika żadnym dodatkowym spojrzeniem, odwrócił się na pięcie i odszedł. Armin wyglądał całkiem spokojnie; nikt nie widział jego zaciśniętych pod blatem pięści.
            - A to co niby miało być? – Eren przekrzywił głowę, nieprzyzwyczajony do bycia całkowicie ignorowanym przez swojego arcywroga.
            - Nie wiem – blondyn wzruszył ramionami.
            - Czy on przypadkiem nie zaliczył już większości sprawdzianów na cztery i wyżej? – szatyn spytał od niechcenia, przyglądając się miazdze zielonego groszku, zapewne nie pamiętając procesu miażdżenia i zastanawiając się, co to do cholery jest.
            - Tak, chyba tak.
            - Więc po kiego grzyba chce, żebyś… O nie.
            Tym razem to Eren zerknął w kierunku drzwi wejściowych i Armin mógł przysiąc, że skurczył się co najmniej o kilka centymetrów, zjeżdżając na oparciu krzesła bardzo, bardzo nisko.
            - Zachowuj się naturalnie – poradził Armin, chcąc odrobinę wynagrodzić przyjacielowi swój wcześniejszy, ponury nastrój.
            Więc Eren, oczywiście, wykonał całkowite przeciwieństwo polecenia.
            Ale Levi szybko odwrócił wzrok, podszedł do stolika, przy którym siedziała Hanji ze swoim nowym fanklubem uczniów, przekazał jej jakąś karteczkę i wyszedł.

            A następnego dnia w sali gimnastycznej męskiej klasy 104 nie powitał niski, nadużywający wulgaryzmów maniak czystości, tylko Hannes.

25 komentarzy:

  1. Awww <3 Oni są tacy kochani <3
    Nie oglądałam co prawda tego anime z którego wzięłaś bohaterów, ale trochę ich kojarzę i są naprawdę świetni.
    Eren jest przeuroczy, a Levi sexy <3
    Swoją droga bardzo lubię twój styl pisania chociaż tak szybko to przeczytałam, że już mi szkoda; x

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww. Awwwawaswjdkasfljs.
    To opko robi mi normalnie dobrze. Kocham mocno.
    Pozdrawiam bardzo. Wow. Wow.
    *Q*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie kce T.T dlaczego przedostatnie!? Nieeeeee! Ja nie chce! Za krótkie! Ja chce więcej Jeana i Armina!
    A wracając do właściwej części komcia: KOCHAM CIE to opowiadanie jest zajebiste ( tak samo jak Shizaya, ale to kiedy indziej...) Eren i Levi są tacy... no tacy no... zajebiści. Akcja na stołówce... X3 z niewiadomych przyczyn zapamiętałam zielony groszek... >.>
    A co do specjalnego opowiadanka... możesz napisać:
    a) Nezumi x Shion
    b) Kise x Kuroko
    c) Jean x Armin ( tego jest stanowczo za mało w fandomie T.T)
    d) Nice x Art , Hamatora, jeśli znasz(wiem pewnie i tak wszyscy shipują Birthday x Nice, ale ja koffciam Arta)
    Nie obraże sie jak napiszesz jedno z nich, naprawde
    Weeeenyyyy~
    P.S.1. Sory za błędy; pisze z telefonu
    P.S.2 Sory za komentarz bez ładu i składu, nie umiem ich pisać *emuje w kącie*

    OdpowiedzUsuń
  4. Moze z okazji 100 lajkow dasz jeszcze jakies opowiadanie z Dan x Phil? *szczeniece oczka*

    OdpowiedzUsuń
  5. O, kurde.
    Rivaille czy Ty opuściłeś szkołę? A co z Erenem? T.T I nie chcę nawet słyszeć, że to przedostatni rozdział. Czekałam bardzo długo na ten rozdział i wolę czekać i mieć, niż nic nie mieć.
    Ach, a co do specjalnej notki: może one shot z SnK? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Levi nie może opuścić szkoły T^T On... No chory pewnie jest ;___________; Zgadzam się też z tym, że to opowiadanie było za krótkie ;-; I fakt, one shot z SnK to dobry pomysł c;

      Usuń
  6. GE NIAL NE @q@
    Kocham twoje notki, no po prostu awgxvsfscsccs *--* ♡♥♡♥♡
    Co do szpecjala:
    Jean x Armin, bo tego jest stanowczo ca mało ;--;
    WEEEENYYYY~

    OdpowiedzUsuń
  7. Narrreszcie!!!
    XD super rozdział :D
    I serio, chcę dalszą część .-.

    OdpowiedzUsuń
  8. yay Nareszcie!
    Kocham to opowidanie, jedno z moich ulubionych.
    Strasznie podoba mi się to, że Levi jest taki jak Levi a Eren taki jak Eren, jeśli wiesz co mam na myśli .-.
    Nie zabiłaś ich charakterów i jestem ci za to wdzięczna.
    A tak poza tym czekam z niecierpliwością na kolejne tak cudowne rozdziały jak ten <3


    ~ wieeeeeeeeelka fanka c:

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to opowiadanie, szkoda, ze juz sie konczy. Nie jestem pewna czy juz komentowalam czy nie, ale pomyslalam, ze tym razem cosik napisze.
    Tak jak przedmowczyni wielbie cie za to, ze nie zrobilas z Levi'ego takiej wodnistej mamei, i tak samo z Erenem. I (jako ze nie czytalam jeszcze wszystkich Twoich opowiadan i nie wiem czego sie mam po tobie spodziewac) NIE KAZ IM MOWIC, ZE TO JEST MILOSC NA ZAWSZE. prosze tylko o to. ale po tym jak ich przedstawilas, mam podstawy by zaufac Ci, ze tego nie zrobisz.
    i naprawde podobalo mi sie to, jak przedstawilas mysli i "calareszte" z perspektywy Levi'ego, a zwlaszcza to, jak mial przejebane ;D
    Wenyyy! i czasu na pisanie!
    Czekolaaada

    OdpowiedzUsuń
  10. O ja, nie wierzę, że dopiero tera zaczynam komentowanie...
    Ekhem, w każdym razie, to opowiadanie jest cu-do-wne! Uwielbiam takie "szkolne parodie", a charakter postaci jest ujęty praktycznie perfecto~! Levi, wredny kurdupel opuszcza Erena-Kretyna... Eren! Nie daj się! Goń za swą sadystyczną miłością, ty masochistyczna dziewico~!
    Ech. Tylko szkoda, że to już praktycznie finish... Szczerze, to myślałam, że pociągniesz to jeszcze przynajmniej przez 3 rozdziały (szczególnie wątek Jean x Armin ^^), ale cóż, trudno się mówi. Lepiej skończyć niż ciągnąć na siłę, jak to się mówi.
    Co do specjala... Grasz w Słodki Flirt, co nie~? (Wnioskuję po ff z Kasem i Natem x3) To może napisz drugie takie opowiadanko, tylko tym razem z Kentinem i Alexym~? A jak nie, to ewentualnie Jean x Armin, bo to słodki pairing ^^ O, albo Kise x Kuroko~

    W każdym razie, weny życzę, bo wena najważniejsza jest :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam.
    Troszkę nie mogę sięnad tym opowiadaniem ogarnąć. I, chociaż ciężko mi to przyznać, cieszę się, że już się kończy, bo mam wrażenie, ze jest dokładnie takie, jakie powinno być. ^^
    Armin mnie umarł. I niesamowicie urzekł mnie opis tego wszystkiego bardziej z perspektywy Leviego (Levi'a? Zależy, jak się czyta. ^^). To było piękne i dobrze, że się kończy.
    Poza tym, nie wiem, czy juz mówiłam, ze bardzo podoba mi się podejście Szanownej Autorki do AU - wszystkie "przeniesione" elementy są zmienione po prostu w idealnym stopniu, co w tym rozdziale widać jakoś lepiej.
    I też czekam na jakieś wyjątkowe dzieło z okazji 100 lajków (nie śmiem o Starfightera prosić, bo to dość hermetyczny temat jest, a ostatnio nawet po polsku wychodzić zaczął - yay, perfidna autopromocja)
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
  12. Kieeedy coś dodasz? T_T
    A jakiś filmik na yt? Y_Y

    OdpowiedzUsuń
  13. Wreszcie nowy rozdział! Zdecydowanie moje ulubione opowiadanie na tym blogu. Świetnie piszesz i nie mogę się doczekac zakończenia! Fajnie, gdybyś napisała coś jeszcze z SnK- świetnie zarysowane charaktery dają wiele możliwości. Czyż nie? ^-^

    OdpowiedzUsuń
  14. Ohayo.

    Pomyślałam, że skoro przeczytałam całego blooga to w końcu skomentuję ... cóż jestem leniwa i nie chce mi się logować. (Pochodzę stąd http:justtruejust.blogspot.com ).

    Piszesz na prawdę świetnie. Potrafisz też oddać prawdziwe haraktery wybranych postaci co jest godne pochwały. :3

    Najbardziej lubię stąd Shizaye, Drarre oraz paring ErenXLevi. Najmniej polubiłam serialowe paringi. Bo serialu nie oglądam, może przez to...

    However, w każdym razie może spróbujesz się w Kuroko no Basuke? Kagakuro i Aokise? Kpcham te paringi po prostu, noo~!

    I dlaczego nie kontynuujesz Drarry? Czuję się zraniona. ; cc

    Ja chcę fap fap... ale csiii. Czekam na kolejne notki niecierpliwie życząc weny.

    Ps. Troche przy krótki comment, ale cóż. Idę pod prysznic z dala od internetów. Soł sad.

    / Ruda. (terror.)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam na Rairę ^_^ Chcę pikanterii między szkolną parką *-*

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy coś dooodaaasz~?!

    OdpowiedzUsuń
  17. Eeej, będziesz kontynuować te opowiadania, co nie są skończone?

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy coś noweego? T^T

    OdpowiedzUsuń
  19. Nareszcie znalazłam jakieś ciekawe opowiadanie o Ereri ♥
    Kooocham, przeczytałam wszystkie rozdziały i szczerze nie spodziewałam się, że kurdupel zostawi Erena. Proszę, napisz coś z paringiem Jean x Armin. Albo... wiem! Eren x Jean. Nie ma to jak wymysły yaoistek. Czekam na kolejny ( mam nadzieję, że nie ostatni ) rozdział i życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy będzie następna część? Wiem, że dużo ludzi teraz wyjeżdża i wgl, ale tak strasznie chciałabym ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Kyaaa! Kiedy następna część? Levi nooo gdzie ty się wybierasz -_-

    OdpowiedzUsuń
  22. Zastanawiałam się od dobrych 20 minut co by produktywnego tutaj napisać, ale ja raczej nie jestem stworzona do ambitnych wypowiedzi. W tej chwili potrafię jedynie walnąć głową w klawiaturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ochłonęłam troszkę, więc zacznę od nowa.

      Ekhem

      W końcu znalazłam wolną chwilę, by przeczytać nowy rozdział. Oczywiście nie jestem zawiedziona, a raczej zachwycona. Zawsze podobał mi się twój styl pisania i to się nie zmieniło... Piszesz rewelacyjnie i pewnie dużo osób ci już to mówiło, ale taka jest prawda. Umiesz dobierać zdania, fabuła też się klei, aż przyjemnie się czyta ♥ Zazdroszczę talentu! Twój blog znalazłam w zeszłym roku i zakochałam się. Kocham każde zapisane na nim słowo, aż dziw, że komentuję dopiero trzeci raz (i przepraszam za to).
      Jeśli chodzi konkretnie o attack on teacher to wyszło ci... uroczo. Na prawdę nie wiem jak inaczej to opisać. Muszę przyznać, że choć nie przepadam za Eruri, to w twoim wydaniu przeczytałam je z przyjemnością. Nie mówiąc o fragmentach Jearmina, bo przy nich to się całkiem rozpłynęłam i została ze mnie tylko plama wokół laptopa.
      Od Rairy, przez Grantaire i Enjolrasa, po Phana - wszystko jest cudowne, boskie, wspaniałe,doskonałe, godne podziwu, imponujące, olśniewające, perfekcyjne, zachwycające, szampańskie, zniewalające i tak, przepisuję tu właśnie synonimy słowa "wspaniałe". Nie znam wystarczająco wielu wyrazów by opisać jak bardzo cię wielbię.
      I tu pojawia się miniaturowa, tyciusia wręcz prośba.. czy mogłabyś napisać coś z Troylera? Bardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzo bym prosiła No cóż, w prawdzie był miniwątek w still into you, ale... no pls! Nie naciskam, ale nie ukrywam też, że to jedno z moich życzeń na urodzinowej liście... Obojętnie mi kiedy go dodasz, ale na prawdę marzę, żeby mój ukochany Troyler się tutaj pojawił.

      Starałam się by ten komentarz był długi i inteligentny, a wyszło jak zawsze. Zostaje mi jeszcze raz złożyć pokłon w twoim kierunku i prosić o rozpatrzenie mojej prośby. Amen.

      Z wyrazami szacunku,
      Monday

      Usuń