we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 3 kwietnia 2014

RAIRAAAWR!! episode 9??

Pamiętacie "przychodzi idiota do lekarza, a lekarz też idiota"? No to teraz chyba takie wstawki będą pojawiać się częściej. Bo klasa maturalna = odpierdzielanie głupot i imprezy. Przynajmniej w moim wypadku. Dużo, dużo głupot i imprez. A, jak wiadomo, alkohol, odpowiednia atmosfera i towarzystwo (ale głównie alkohol) prowokują dziwne, śmieszne, nietypowe sytuacje. No to, ekhm.

*

Z serii: czym jest trzeźwość i gdzie ją zgubiliśmy?
(not. od aut.: 99.9% wydarzeń i dialogów doświadczyłam na własnej skórze i były zbyt zabawne, żeby się z Wami nimi nie podzielić. Oczywiście wszystkie odpowiednio przekształciłam.)
~ Shizuo meets Shinra ~
Pusta, oświetlona latarniami ulica tuż przed klubem, z którego dobiega nieco przytłumiona, dudniąca muzyka. Czwarta trzydzieści nad ranem. Drzwi do klubu otwierają się gwałtownie, na krótką chwilę uwalniając nieco więcej dźwięku, a na zewnątrz, chwiejnie, wychodzi wysoki blondyn - Shizuo. Drzwi zatrzaskują się, on przystaje i przez dłuższą chwilę walczy z poplątanymi słuchawkami. W końcu wygrywa walkę i samotnie rusza w dół ulicy.
Kilkanaście sekund potem, drzwi otwierają się ponownie, tym razem z niemałym trudem. Wybiega drobna, szczupła postać w dużych okularach – Shinra. Przez chwilę rozgląda się z wyrazem paniki na twarzy; dostrzega Shizuo, podskakuje i biegnie za nim, wymachując rękoma.
Shinra: Shizuo-kun! Shizuo-kuuuun!
Shizuo: ...
Shinra dogania blondyna, zwalnia i kontynuuje podróż po prawej stronie towarzysza, pół kroku za nim.
Shinra: Shizuo, co się stało, dlaczego poszedłeś? Masz zły humor, tak?
Shizuo:
Shinra: Powiedz o co chodzi, wiesz, że możesz mi ufać. Znamy się od dziecka! Zawsze wykręcałeś mi ręce, rzucałeś mną po boisku i w ogóle. Chyba wyrobiłem sobie w tym czasie u ciebie jakąś pozycję.
Shizuo:
Shinra: I nie mówię tego, bo jestem pijany, nie, ja dużo nie wypiłem, serio, tylko trochę…
Shinra potyka się o własne nogi, wrzeszczy przeraźliwie i spada do przodu. Od bliskiego spotkania jego twarzy z chodnikiem ratują go muskularne plecy „towarzysza” podróży.
Shinra: Au, au, au…
Shizuo odwraca się powoli i wyjmuje z uszu słuchawki.
Shizuo:
Shinra: Przepraszam cię najmocniej, nie wykręcaj mi boiska i nie rzucaj mnie po rękach, proszę, ja nie chciałem…
Shizuo: …Kim jesteś?
Shinra: Przecież mówiłem.
Shizuo: Co.
Shinra: Nie pamiętasz mnie, Shizuo-kun? Widzieliśmy się ostatnio jakieś pół roku temu. Fakt, urosłeś przez ten czas o jakieś cztery i pół metra, zrobiłeś się szeroki i taki… dobrze… całkiem bardzo nawet dobrze… eee…
Shinra przez dłuższy moment wpatruje się w Shizuo z mało inteligentnym wyrazem twarzy; po brodzie spływa mu strużka śliny.
Shizuo: Nie idź za mną.
Z powrotem wkłada słuchawki i odchodzi.
Shinra: Nie, czekaj!
Biegnie za Shizuo i wyciąga z jego ucha jedną ze słuchawek. Blondyn odwraca się powoli; jest zbyt zmęczony, żeby odpowiednio się wkurzyć.
Shizuo: Co.
Shinra: M-mogę coś powiedzieć?
Shizuo: Ale będę szedł w słuchawkach.
Shinra: Jasne, pewnie, oczywiście, co tylko chcesz, Shizuo-kun! Dziękuję!
Shizuo wkłada słuchawkę i kontynuuje podróż do domu. Shinra żwawo podskakuje za nim, ledwo dotrzymując mu kroku, i nieustannie trajkocze.
Shinra:  Chciałbym cię zbadać, wiesz? O co ja pytam, jasne, że wiesz, trułem ci o tym w szkole nieustannie… Ale chciałbym to zrobić dokładnie, dogłębnie, rozumiesz? Nie tak jak na lekcjach, gdy próbowałem nakłuć cię cyrklem albo schlastać linijką, żeby poobserwować zaczerwienienia i siniaczki… Chciałbym cię młoteczkiem postukać, czaisz sprawę, nie? Jedno kolanko, drugie, obadać, czy odruch bezwarunkowy nogi nie wyśle mnie przez sufit, dwa piętra i w kosmos… Pobrać krew, tkankę jakąś, szpik może… Spermę… Mmmhmmm… Co ja tam… Ach, tak!
Shizuo zatrzymuje się i zerka na paplającego towarzysza. Są spore szanse, że nie usłyszał ani jednej głoski. Wzrok ma średnio przytomny. Wyciąga klucze z kieszeni kurtki, otwiera sobie drzwi, ale zanim odchodzi, robi coś niespodziewanego. Nie zdejmując słuchawek, chwyta okularnika za przód pomarańczowego sweterka, przyciąga do siebie i mocno całuje w usta.
Shinra: Mmmph!
Wszystko to trwa około dwudziestu sekund. Blondyn puszcza Shinrę, kiwa głową lekko, niby mówiąc „dobranoc”, i wchodzi do klatki schodowej. Shinra, czerwony jak burak, drżącymi dłońmi wyciąga z kieszeni mały pojemniczek i patyczek kosmetyczny. Wacikiem przeciera miejsce na skórze tuż za swoim uchem, które jest wilgotne od śliny, chowa go do pojemniczka, zakręca i wsuwa z powrotem do kieszeni.
Nie jest to sperma, ale też da radę.
*
~ Dotachin meets vodka ~
- Panowie, wódka nam się kończy.
W pokoju zapanowała grobowa cisza, przerwana jedynie cichutkim czknięciem Shinry, skulonego w fotelu w samym rogu pokoju. Shizuo, siedząc na parapecie, uniósł mętny wzrok znad ledwie co odpalonego papierosa, wzruszył ramionami niedbale i z powrotem odwrócił się do otwartego na oścież okna. Kadota, wyprostowany i całkowicie trzeźwy, westchnął.
- Mamy jeszcze litra.
Izaya, nieco bardziej różowy na policzkach niż zwykle, ze spojrzeniem zaszklonym, aczkolwiek wciąż przenikliwym, pokręcił głową i zacmokał z dezaprobatą.
- Chciałeś chyba powiedzieć tylko litra. Zaraz zamykają sklepy, a do rana nikt z nas się stąd nie rusza. Potrzeba nam więcej.
- To tobie potrzeba więcej, żeby schlać Shizuo i dobrać mu się do spodni. – burknął Dotachin.
 - Bezczelne pomówienia! – zawołał Izaya radośnie i w kilku podskokach znalazł się tuż przy blondynie – Chodź, Shizu-chan, jesteś duży i silny, a ja boję się iść sam po ciemku.
I poszli.
Droga do sklepu, trochę ze względu na Izayę wybierającego ciemne zaułki, trochę przez wlekącego się Shizuo, zajęła im dobry kwadrans. Wybranie alkoholu i dogadanie się w sprawie pieniędzy (omal nie zakończone awanturą i rozbitym szkłem) pochłonęło kolejne minuty; gdy w końcu wyszli na ulicę, telefon w kieszeni spodni blondyna zawibrował.
Shinra: pomocy
Odczytali wiadomość, spojrzeli po sobie i nieco żwawiej ruszyli w kierunku mieszkania Shizuo, który został zmuszony do zorganizowania weekendowej, „kulturalnej” posiadówki. Próbowali dodzwonić się do pozostałych, ale żaden nie odbierał. Po schodach do mieszkania praktycznie wbiegali.
- Jeśli zdemolowali mi chatę – warknął pod nosem Shizuo, otwierając drzwi gwałtownie. I momentalnie zamilkł.
- Co, co, co zrobili, odsuń się, chcę zobaczyć…! – Izaya wspiął mu się na plecy i, widząc to, co wprawiło blondyna w skamienienie, również przestał mówić.
- Pomocy – powtórzył Shinra owinięty w koc, który chyba miał służyć za tarczę ochronną.
Na stole stała pusta butelka, a Kadota, w samych bokserkach, próbował objąć przerażonego doktorka.
- Shinra. Shinraaa. No Shinraaaaa.
- Zabierzcie go, proszę – jęknął główny zainteresowany.
Izaya, mocno zagryzając wargi, żeby nie wybuchnąć śmiechem, minął Shizuo i przysiadł na kanapie, tuż obok rozochoconego przyjaciela i jego ofiary. Blondyn, przewidując jakby się to skończyło, zrezygnował z dołączenia do radosnej gromadki i wrócił na swoje miejsce przy oknie.
- No już, Dotachin, spokojnie – mruknął brunet, klepiąc Kadotę po ramieniu.
To był błąd.
- Ale Izaya. Izayaaa. Nie bądź zazdrosny – Dotachin jedną rękę zostawił zarzuconą na owinięte kocem ramiona Shinry, drugą sięgnął po Izayę; na jego twarzy pojawił się rozanielony uśmiech – Mam długie ręce i duuużo miłości!
- Tak, widzę to – brunet pokiwał głową poważnie, drżąc lekko ze śmiechu. W oczach, jak zwykle, tańczyły mu demoniczne iskierki.
- Pomocy – powtórzył Shinra cichutko, jakby w ostatnim geście rozpaczy, wiedząc, że jej nie otrzyma.
- Shizuo. Shizuooo. Chodź do nas.
Siedząc w środku, z rozkraczonymi nogami, jedynie w niebieskich bokserkach, z Izayą i Shinrą przyciśniętymi do boków, wyglądał zupełnie jak alfons. Albo jego tańsza wersja, na potrzeby jakiegoś niskobudżetowego teledysku. Shizuo przez chwilę mierzył wzrokiem ten obraz, po czym powoli pokręcił głową i bez słowa odpalił papierosa.
- Niemiło, Shizu-chan! – Izaya zrobił teatralnie smutną minkę – Nie masz serca.
- On ma serce – zaprzeczył Kadota gwałtownie – ale lodowe. Zimne. Zimne jak miłość na Syberii!
Izaya zakrztusił się.
- Pomocy – Shinra zawinął się w naleśnik i przeturlał pod ścianę. Ramię Kadoty opadło, ale on sam nawet tego nie zauważył.
- A ty, Dotachin? Jesteś zimny? – wymamrotał Izaya, gdy odzyskał oddech.
- Ja? – „alfons” wyprostował się dumnie – Ależ skąd. Ja jestem gorący jak jądro ziemi!
Naleśnik jęknął boleśnie, Izaya padł na plecy, a Shizuo bardzo poważnie przemyślał kwestię wyskoczenia przez okno.
            Impreza trwała do rana.
            Kadota obudził się u siebie w domu, (nie pamiętał jak tam się znalazł) z morderczym bólem głowy i trzema wiadomościami w skrzynce odbiorczej.
            Shinra: Nigdy więcej nie pijesz wódki!
            Izaya: od dziś pijesz już tylko wódkę xoxo

            Shizuo: wpadnij posprzątać swoje rzygi z łazienki

to be continued.

4 komentarze:

  1. A maj gat, świetny wytwór *,*
    Czyli 99.9% tej opowiastki stanowią twoje doświadczenia?
    A ja myślałam, że to moja klasa i znajomi są stuknięci xD
    Ps. Pierwsza xD
    N.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam.
    Też myślałam, że to moi znajomi są dziwni.
    Szanowna Autorka chyba postanowiła mnie zabić na początek weekendu.^^
    Nie mam teraz czau na wylewanie orgazmiczności mojego zachwytu w komentach - co chętnie bym zrobiła, bo w końcu się należy - ponieważ prędkość orła pod wiatr wzywa. Fizyka bardzo.^^
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
  3. Umarłam xD Mocne, jak bedzie takich więcej to super :D
    hah no to ciekawe te "historie z życia wzięte"

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli to jest w 99.9% na podstawie twoich doświadczeń to chętnie się z tobą zaprzyjaźnię i twoimi przyjaciółmi hahhahaha Świetnie Ci to wyszło, a szczególnie końcówka powaliła mnie hahaha

    OdpowiedzUsuń