we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 6 kwietnia 2014

Attack on the teacher! part 5

Ojezu, to już part 5. Nie spodziewałam się, że zmienię to w multichapterowiec.
Here comes the bitter part!
(a kto jeszcze nie polajkował fanpejdża, niech to zrobi, bo tam są update'y, i w ogóle dużo śmiesznych rzeczy, i w końcu mam z Wami kontakt i piszemyyy~)

_____________

            Skrob, skrob, skrob. Rysik pełzał po papierze.
- Dziękuję za ciasto, pani Kirstein, było przepyszne.
Skrob, skrob.
            - Ależ skąd, ależ skąd, nie umiem piec! Może chcesz dokładkę, skarbie? Jesteś taki szczuplutki.
            Skrob, skrob, skrob.
            - Jeśli nie sprawiłoby to kłopotu…
           
            - Głuptasku, oczywiście, że nie.
            Trzask. Rysik złamał się.
            Jean podniósł głowę znad kartek zapełnionych mnóstwem czarnomagicznych formułek, inaczej znanych jako wzory matematyczne, i uniósł brwi. On i Armin siedzieli na poduszkach przy niskim, drewnianym stoliku, którego zawsze używali do nauki, a pani Kirstein zajmowała kanapę.
            - Zdajecie sobie sprawę z tego, jak brzmicie? Nie wiem, czy jestem przerażony, czy mi niedobrze. Proszę, przestańcie.
            Armin i pani Kirstein przerwali wymienianie grzeczności i powoli, synchronicznie, odwrócili głowy w jego kierunku. Tyle wystarczyło, aby po plecach przebiegł mu dreszcz.
            - W końcu znalazł się ktoś, kto docenia moje wypieki, chyba mam prawo się troszeczkę podekscytować – burknęła kobieta, całkowicie zmieniając ton.
            Jean westchnął boleśnie.
            - Mamo, wyjdź z pokoju. Nie mogę się skoncentrować.
            Pani Kirstein wywróciła oczami, ale bez dalszych komentarzy wstała z kanapy i skierowała się ku drzwiom. Zanim je za sobą zamknęła, zdążyła posłać Arminowi porozumiewawcze spojrzenie i sympatyczny uśmiech. Odpowiedział jej tym samym. Jean wciąż ich obserwował. Drzwi zatrzasnęły się i zapanowała cisza.
            - Co? – spytał Armin niewinnie, widząc utkwione w sobie, ponure spojrzenie.
            - Nic – odwarknął Jean, z powrotem wtykając nos w leżące przed nim kartki.
            - Ile zrobiłeś zadań?
            Blondyn przesunął się odrobinę bliżej w kierunku Jeana i nachylił lekko nad stolikiem. Kirstein momentalnie cały się spiął, co było wyczuwalne nawet pomimo wciąż zachowanej między nimi odległości; Armin obiecał sobie już wcześniej, że nie będzie natrętny, że nie będzie starał się zmiękczać ani łamać barier, których przecież sam nie wytwarzał. Odsunął się szybko i skrzyżował ramiona na piersiach. Powtarzał sobie, że to nic takiego.
            - Całe zero – odparł w końcu Jean, nerwowo trąc nadgarstki.
            - Hę? – tym razem Armin bez żadnych podtekstów wpakował się w przestrzeń osobistą Kirsteina i wytrzeszczył oczy na wszystkie te zapisane kartki – Siedzimy tu od godziny.
            - No faktycznie, przepraszam bardzo, że nie słyszałem własnych myśli przez wasze trajkotanie! – trochę ze złości, Jean dźgnął blondyna w żebra.
            - Nie bądź zazdrosny – Armin drgnął i zaśmiał się krótko, zostając już na miejscu tuż przy Jeanie, z udem przyciśniętym do jego nogi.
            - Że niby co?! – obruszył się Kirstein – N-nie potrzebne mi do szczęścia, żebyś ciągle zwracał na mnie uwagę, po prostu mnie drażniliście!
            Armin zmarszczył czoło, spoglądając na drugiego chłopaka z uprzejmym zaskoczeniem.
            - Miałem na myśli zazdrość o uwagę twojej mamy.
            Jean zwinął usta w dziubek.
            - No tak, wiem – wypalił w końcu.
            Armin zbył całe nieporozumienie szerokim uśmiechem i skierował uwagę Kirsteina z powrotem do zadań, tym razem poświęcając mu cały swój czas. Gdy skończyli, na dworze zaczynało robić się ciemno, a brak jakichkolwiek odgłosów dobiegających z dołu sugerował, że rodzice Jeana poszli w odwiedziny do sąsiadów.
            - To ten… Dzięki.
            Jean skinął głową lekko, przyglądając się jak Armin zgarnia wszystkie zeszyty i pakuje je do plecaka.
            - Nie ma sprawy! – uśmiechnął się blondyn i wstał. Drugi chłopak szybko zrobił to samo, choć nigdy wcześniej nie odprowadzał swojego prywatnego korepetytora nawet do drzwi.
            - Moich rodziców nie ma – rzucił niespodziewanie, kiwając się w przód i w tył niby-nonszalancko, zupełnie jak gimnazjalista zapraszający swoją klasową miłość do kina. Armin zamrugał.
            - O-och. No tak. Nikogo nie słychać, faktycznie.
            - Możesz… Możemy obejrzeć film. Czy coś. I tak miałem oglądać jak pójdziesz.
            Armin spuścił wzrok, starając się opanować to bardzo niepotrzebne ciepło wpełzające na jego policzki.
            - Chyba mam jeszcze trochę czasu – powiedział w końcu, mierzwiąc sobie włosy.
            Jean zdążył odwrócić się, zanim na jego twarz wprosił się szeroki, usatysfakcjonowany uśmiech. Podszedł do laptopa, otworzył go i…
            - W-wiesz co, jednak nie mogę zostać. Przypomniało mi się, że miałem być wcześniej.
            Armin uśmiechnął się przepraszająco, chwycił swój plecak i już go nie było. Kirstein, całkowicie skamieniały, patrzył na niedomknięte drzwi; poruszył się dopiero wtedy, gdy trzasnęły frontowe.
            Całkowicie stracił ochotę na film. Zgasił światło; jedynym obiektem wytwarzającym jakiekolwiek był jego laptop, z wciąż niezmienioną tapetą pulpitu.
*
            Mikasa stała w rogu szkolnego korytarza tak długo, aż całkowicie opustoszał. Przewinęło się przez niego jeszcze kilkoro spóźnialskich. Każdy obdarzył ją zaciekawionym i może odrobinę przelęknionym spojrzeniem; dziewczyna niezaprzeczalnie wytwarzała wokół siebie dość specyficzną, groźną aurę. Nawet fakt, że stała bez ruchu przez dobry kwadrans bez żadnego widocznego celu nie ujmował jej nic z tej otoczki.
            W końcu jednak westchnęła cichutko i zerknęła na telefon, żeby sprawdzić godzinę. W tym samym momencie na korytarzu pojawiła się druga postać – jasnowłosa, niższa, z równie poważną miną i szemraną opinią.
            - Eren nie przyjdzie – mruknęła Annie, przechodząc tuż obok Mikasy, „przypadkiem” lekko uderzając ją ramieniem. Poza tym, nie zaszczyciła jej nawet spojrzeniem.
            - Jak to? – odpowiedziała brunetka, na tyle zaskoczona, że odwarknięcie nawet nie przeszło jej przez głowę.
            Annie nie zatrzymała się, ale zwolniła kroku, zupełnie jakby ze współczucia dla czekającej na nic dziewczyny. Odgarnęła jasną grzywkę z czoła i poprawiła luźną, sportową koszulkę, którą zawsze ubierała na sportowe zajęcia.
            - Jest z nami wszystkimi u Leviego. Mamy trening siatkówki. Idź do domu, Ackerman.
            Dopiero wtedy brunetka zacisnęła pięści i odwróciła się przez ramię. Jej wzrok przeraziłby w tym momencie każdego – z wyjątkiem Annie.
            - Nic mi nie mówił o żadnym treningu.
            - Nie jesteś jego matką – Annie wywróciła oczami i na chwilę zniknęła w jednej z toalet. Gdy wyszła, Mikasa wciąż stała w rogu korytarza.
            - Zabierz mnie na ten trening – zażądała brunetka.
            - Rany boskie – Annie pokręciła głową, ale na jej ustach zatańczył lekki uśmiech – Dobrze, że Kirstein przestał na nie przychodzić. Inaczej byśmy nie pograli.
            Mikasa zamrugała i przekrzywiła głowę lekko, idąc za blondynką.
            - Kim jest Kirstein?
            Annie spojrzała na nią, unosząc brew.
            - Ty naprawdę nie widzisz świata poza Erenem.
            - Pilnuję go – odparła czarnowłosa automatycznie, zupełnie jakby często musiała sprostowywać takim „oskarżeniom”.
            - Nie zawsze możesz to robić – mruknęła Annie obojętnie – Musisz dać mu się nauczyć funkcjonować samodzielnie. Inaczej będzie ofiarą do końca życia.
            Obie przystanęły przy drzwiach do sali gimnastycznej i zmierzyły się długimi, przeszywającymi spojrzeniami. Choć Mikasa ani na chwilę nie odwróciła wzroku, to jej rysy twarzy odrobinę złagodniały jako pierwszej.
            - Życz mu powodzenia – powiedziała, uśmiechając się nieznacznie, i wróciła się w kierunku korytarza i wyjścia ze szkoły.
            - Progres – odparła na to Annie, niby sama do siebie, ale na tyle głośno, że ramiona drugiej dziewczyny zadrżały lekko od hamowanego śmiechu.
*
            Nikt nie ekscytował się tak szybko jak Eren Jaeger. I tak intensywnie. Stojąc przed szatnią, może odrobinę zbyt mocno spryskany perfumami, miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z gardła. Co go czekało? Co zaplanował Levi? Dla czego pretekstem stały się „trening” i „serwowanie”?
            - Jaeger.
            Szatyn podskoczył na dźwięk znajomego głosu. Tak, to ten moment.
            - Przyszedłem – powiedział, prostując się, może nieco zbyt wypychając klatkę piersiową do przodu.
            Levi miał na sobie szare spodnie dresowe i białą koszulkę, za małą o co najmniej dwa rozmiary. Nie, żeby Eren miał coś przeciwko. Słysząc to nietypowe powitanie, uniósł brwi.
            - Widzę. Cieszy mnie to.
            Choć jego mina sugerowała coś zupełnie odwrotnego, a on sam nie wykonał ani kroku bliżej w kierunku chłopaka, Eren nie załapał wskazówki. Przesunął się nieco w przód, zębami skubiąc wewnętrzną stronę dolnej wargi.
            W oczach Leviego pojawiło się coś innego, coś zastanawiającego i Eren musiał przełknąć ślinę, bo na sam widok zaschło mu w gardle. Tak, pamiętał wszystko tak dokładnie, jakby dopiero co wyszli z magazynku, wciąż czuł to dziwne, piekące ciepło w miejscach, w których dłonie i usta Leviego markowały swoje terytorium.
            A dziś ich spotkanie było zaplanowane. Tak, to będzie coś zupełnie innego i Eren aż wibrował na samą myśl…
            - Dzień dobryyy!
            Moment, co?
            Eren znów podskoczył i odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi. Na niewielki korytarz dzielący salę gimnastyczną z szatniami weszło około dziesięciu osób; wszyscy przebrani w sportowe stroje i z piłkami do siatkówki w rękach.
            Nie. Nie, nie, nie.
            - Jaeger – mruknął Levi bez cienia jakichkolwiek emocji w głosie – Nie widzę na tobie sportowego stroju.
            Szatyn nie zdobył się na spojrzenie w te dziwnie błyszczące oczy.
            - Już idę się przebrać – odpowiedział wręcz służbowo i minął Leviego, kierując się do szatni.
            - Hej, Eren – usłyszał głos Annie, zanim zamknął za sobą drzwi – Twoja dziewczyna życzy ci powodzenia.

            Trzask. Głosy i śmiechy z zewnątrz ucichły. Eren usiadł na ławeczce i zmierzwił włosy, wpatrując się we własne buty. Czuł, że to będzie długie i niezręczne popołudnie.

17 komentarzy:

  1. Kolejny cudny rozdzialik, moja droga. :)
    Oby tak dalej!!!

    Yew S.

    P.S. Kiedy następny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. *u* Nareszcie jest *u*
    No już się nie mogłam doczekać, wreszcie wątek Jean x Armin xD
    Masz bardzo fajny styl pisania, miło się czyta. Czekam na następny rozdział.
    N.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.
    Jestem dość martwa.
    Emmm... Zarąbiście. Bardzo i wyjątkowo rozwalił mnie Jean.
    Pojawiła sie Annie, mogę umrzeć szczęśliwa.
    Pozwolę sobie postawić śmiałą teorię, ze Levi tę koszulkę kupował na dziecięcym.^^
    Czy mi się wydaje, czy Eren jest zboczeńcem?
    Tylko czekać na dalsze rozdziały.^^
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownie, jak zawsze. Przyznam jednak, że miałam nadzieję na jakąś akcję Eren x Levi. No cóż, czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ah ,moje policzki bolą, a to wszystko przez to ,że ani na ch wile nie przestałam sie uśmiechać. Rozdzialik jest FANTASTYCZNY ^=w=^.
    Pomyślałam, że Levi założył tą koszulke by podkrślić swoją klatę (Mrr),
    Eren jest na swój sposób słodziaszny , on i jego głeoka nadzieja na prywatny "trening" z Levim <3
    Powodzenia w dalszym pisaniu ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. O taaak... Nawet nie wiesz jak bardzo poprawił mi się humor:) Haha ale rozwaliła mnie końcówka, Eren taki słodki debilX3 Tylko czekać na ciąg dalszy, fajnie się akcja rozwija;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie też ucieszył i rozśmieszył ten rozdział :D czekam na ciąg dalszy!

    kunoichi
    www.slodkiswiatyaoi.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam twoje opowiadania! I z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! Nie mogę się doczekać ;3 Hahah~

    yaoi-stka.blogspot.co,

    OdpowiedzUsuń
  9. Kieeedy nowy Rairy, mistrzu Yoda?

    OdpowiedzUsuń
  10. AAAAAAAAAAA *Q*
    Przeboskie, błagam, pisz dalej <3333

    OdpowiedzUsuń
  11. CU-DO-WNE. O(≧▽≦)O
    Jean taki idiota, mógł zmienić tą tapetę =3="
    Eren i ta jego nieudolna nadzieja... Levi i tak go wystawił :')
    Weny życzę i rozwinięcia wątku Jean x Armin ♡(˃͈ દ ˂͈ ༶ )

    OdpowiedzUsuń
  12. *przyłącza się do życzenia Hanako o rozwinięcie wątku Jean x Armin* daaaj ich więcej, proszę c:

    OdpowiedzUsuń
  13. Ile jeszcze mamy czekać? T//////////T Proszę, zaspokój wygłodniałe wyjadaczki Twojego bloga. T//////////T

    OdpowiedzUsuń
  14. AFFSGSS!!! DALEJ, DALEJ, DALEJ! Najlepsze opowiadanie Ereri/ Leri/ czyjakkolwiek na świecie! Czekam na następny rozdział, błagam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezzz, tak bardzo czekam na cd, jesteś moim mistrzem, ja dziękować ~~

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale ciulik z tego Leviego xD

    OdpowiedzUsuń