we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 18 marca 2014

Attack on the teacher / part 4

JEŚLI NIE DOWIEDZIELIŚCIE SIĘ Z FANPEJDŻA, INFORMUJĘ WAS TUTAJ - ZOSTAŁ ZAPOWIEDZIANY DRUGI SEZON DRRR!! :DDDDDDDD

A teraz odrobinkę krótsza część SnK, co postarałam się jak najmocniej wynagrodzić.

_______

Ku przerażeniu wszystkich, na posadzkę polała się krew.
            - Jaeger, gdzie ty do kurwy nędzy masz głowę? – westchnął Levi.
Nie brzmiał jednak na w połowie tak złego, jak w rzeczywistości powinien być.
            Eren przez chwilę analizował całą sytuację, po czym spuścił głowę i wymamrotał niemrawe przeprosiny. Zabrudzona czerwienią piłka do siatkówki potoczyła się samotnie w kierunku słupka. Berthold, który chwilkę wcześniej dostał nią prosto w nos, zszedł z boiska chwiejnym krokiem, przy znacznej asyście Reinera. Nikt więcej się nie poruszał.
            - Idiota – burknął po dłuższej chwili ciszy Jean, przyglądając się czerwonej kałuży.
            - Eren, wszystko w porządku? – Armin najpierw zgromił Kirsteina wzrokiem, a potem wspiął się na palce, aby cichutko zadać to pytanie swojemu przyjacielowi.
            Jean, widząc to, zmrużył oczy i skrzyżował ramiona na piersiach. Powstrzymał jednak dalsze komentarze, które na pewno cisnęły mu się na usta; utkwił wzrok gdzieś w okolicach własnych butów i zasępił się.
            Eren pokiwał głową, ani nie patrząc na blondyna, ani nie słysząc docinek Jeana.
Bo tak naprawdę nic nie było w porządku. Fakt, po nietypowym spotkaniu z Levim zyskał pokłady motywacji z zupełnie innych źródeł. Jego ciało i umysł jednak w kwestii sportowej oddaliły się od siebie jeszcze znaczniej – uderzał w piłkę za słabo, gdy trzeba było przebić z końca boiska, walił za mocno, gdy był pod siatką (to drugie było powodem stanu pojękującego na ławce Bertholda).  Jednym słowem, wszystko partolił. I strasznie go to frustrowało.
- Grajcie beze mnie, chwilę posiedzę – wymamrotał Berthold; krew przestała już mu lecieć, ale wyglądał niepokojąco blado.
            Klasa 114, zgodnie z jego życzeniem, wróciła do gry. Eren po raz setny powtórzył sobie w myślach, że musi się skupić i postarać, ale jedyne o czym był w stanie myśleć to krytyczny wzrok wwiercający mu się w plecy i intensywny zapach płynu do dezynfekcji. Kolana miał jak z waty, pociły mu się dłonie, serce łomotało gdzieś w okolicach gardła. Zamiast śledzić wzrokiem piłkę, zastanawiał się, czy dobrze leżą na nim sportowe spodenki. Wyczuwał koniec swojej sportowej kariery.
            Piłka przeleciała tuż obok jego głowy i wylądowała przez końcową linią; drużyna przeciwna zdobyła punkt. Eren miał ochotę odwrócić się i ją kopnąć. Piłkę, nie drużynę.
            Chociaż nadmiernie zadowolony z siebie Jean sprawił, że i tę kwestię chłopak poddał w wątpliwość.
            - Skoncentrujcie się – mruknął Levi, a chociaż użył liczby mnogiej, każdy wiedział, kogo ma na myśli.
Wciąż nie brzmiał na szczególnie zirytowanego, a denerwował się przecież o mniejsze błędy. Eren jednak zbyt zajął się uspokajaniem swojej osoby, żeby zwrócić na to uwagę, a co dopiero przeanalizować.
- Pewnie się nie wyspałeś, co? – znów spróbował Armin, klepiąc go delikatnie po ramieniu.
- Mhm, tak, to na pewno przez to – odparł Eren ochryple, unikając czyjegokolwiek wzroku i starając się ignorować ten nieustannie go świdrujący.
            Przełknął ślinę. Była jeszcze jedna rzecz – niezwykle realistyczny sen, który nawiedził go poprzedniej nocy. Przez cały czas jego trwania był święcie przekonany, że wszystko dzieje się naprawdę, a to dlatego, że kontynuował on sytuację spod szkolnych szafek. W sposób, który znacznie przekraczał typową granicę relacji ucznia z nauczycielem.
            Mógłby przysiąc, że nierówna powierzchnia drzwiczek i małe, metalowe zamki wbijały mu się boleśnie między łopatki. Poznawał moc sprawczą dobrej (genialnej) techniki wyjątkowo długo, niespiesznie i intensywnie. Levi wziął pod uwagę wszystko – prędkość, siłę tarcia, nacisk…
            A potem Eren obudził się, zlany potem i nie tylko, ze zdecydowanie niedyskretnym krzykiem na ustach, który zapewnił mu rozbawione spojrzenia i chichoty przy śniadaniu.
            Może więc nie sama rozmowa, a jej efekty były powodem tego, że chłopak czuł się, jakby biegał w kisielu.
            Dzwonek na przerwę uratował jego honor. Wręcz wybiegł z gimnastycznej, nie oglądając się za siebie. To znaczy, prawie wybiegł.
            - Jaeger.
            Ciało Erena zatrzymało się w progu, zanim on sam w ogóle pomyślał co robi i zorientował się, kto go zatrzymuje.
            Reszta męskiej części z klasy 114 po kolei mijała go w drzwiach, rzucając pełne współczucia spojrzenia; poza Jeanem, oczywiście, bo ten rozpromienił się jak tysiąc słońc. Gdy wszyscy wyszli, Eren odwrócił się.
            - Tak, proszę pana? – powiedział, ku własnemu zdziwieniu, brzmiąc w miarę neutralnie.
            Levi przyglądał mu się beznamiętnie przez dłuższą chwilę, a potem spuścił wzrok na podłogę. Eren zamrugał, powędrował za jego spojrzeniem i zrozumiał. Plama krwi wciąż znajdowała się na posadzce; powoli zaczynała zasychać. Westchnął cicho.
            - To ma lśnić. Piłka też. Mop jest w schowku. Masz kwadrans.
            Głos Leviego w niczym nie przypominał tego niskiego, prywatnego pomruku z ich poprzedniej rozmowy. Brunet brzmiał jednocześnie służbowo i tak, jakby myślami znajdował się gdzie indziej.
            - Tak jest – odparł Eren równie służbowo, kierując się w stronę magazynu.
            Tak bardzo zagłębił się we własnym ponurym rozczarowaniu i irytacji, że nie usłyszał odgłosu śledzących go kroków. Że w dość niewielkim pomieszczeniu nie jest sam, zorientował się dopiero, gdy zamknęły się za nim drzwi.
            Levi naszedł na niego tak niespodziewanie i gwałtownie, że chłopak nie miał innego wyjścia jak tylko szybko odskoczyć. Krzyk zamarł na jego ustach, a plecy – znowu – boleśnie obiły się o przeszkodę. Tym razem były nią drewniane półki.
            - Boisz się mnie, Jaeger?
            Pomruk wrócił, jednak tym razem z nutką grozy.
            - Nie – odparł Eren, choć nie do końca był pewien odpowiedzi. Wiedział jedno; będzie miał siniaki. Skrzywił się lekko, odsuwając się od półek nieznacznie.
            Levi stał blisko. Tak blisko, że musiał zadrzeć głowę, żeby wciąż patrzeć chłopakowi w oczy. Nie ujęło to ani odrobiny grozy z aury otaczającej jego szczupłą postać. Bardzo powoli przekrzywił głowę i zmrużył oczy.
            - Więc co to, do kurwy nędzy, miało być? – wycedził, unosząc brwi nieznacznie.
            - Gorszy dzień? – Eren naprawdę starał się zabrzmieć niefrasobliwie.
            Zaschło mu w gardle. Trochę zbyt podekscytowany, oblizał usta szybko; groźne spojrzenie na moment zahaczyło o jego wargi, aby powoli powrócić do oczu, nieco zmienione.
            - Gorszy dzień – powtórzył Levi, unosząc brwi tak wysoko, że prawie zniknęły za jego ciemną grzywką.
            Eren wzruszył ramionami. Im dłużej przebywali w tym ciemnym, małym pomieszczeniu, tym mniej przerażony, a bardziej dziwnie zdeterminowany się czuł. Być może Levi to zauważył, bo westchnął cicho i cofnął się o drobny kroczek, ukrócając kolejną rozmowę w punkcie kulminacyjnym.
            - Radzę ci się ogarnąć, Jaeger, bo…
            Nie zdołał dokończyć myśli, zapewne wyjątkowo kąśliwej i nie szczędzącej nieogarniętemu uczniowi wulgaryzmów, bo tamten jednym spontanicznym susem znalazł się tuż przy nim i przygniótł jego wargi własnymi.
            Niezbyt wprawnie, bo trafił bardziej w kąt wąskich ust Leviego, ale szybko i bardzo zażarcie naprawił swój błąd. Zanim tamten zdołał zorientować się, co właściwie ma miejsce, Eren zacisnął palce na jego koszulce i naparł jeszcze mocniej, skłaniając go do rozchylenia warg.
            Ułamek sekundy później znajdował się w żelaznym uścisku śmierci, z plecami przyciśniętymi do drzwi i przytłaczającą świadomością, co właśnie zrobił i co zapewne z tego względu go czeka.
            - Ja… - zaczął, szukając odpowiednich słów na przeprosiny, które pozwolą mu wyjść z tej sytuacji żywym, ale i jemu przerwano.
            Levi też go pocałował.
            Jeśli Eren całował żarliwie, to brunet był demonem. Chłopakowi niemal od razu zabrakło oddechu. Musiał otworzyć usta, aby zaczerpnąć powietrza i najwidoczniej o to tamtemu chodziło. Smakował mocną, gorzką kawą i czymś charakterystycznym, zupełnie niepowtarzalnym. Nie patyczkował się. Przygryzał, lizał, ssał, zupełnie jakby chciał coś udowodnić, ustalić zasady, a z drugiej strony, po prostu go pożreć.
            Erenowi nie było dane skupić się na tym jednym doznaniu, bo pojawiło się ich znacznie więcej. W różnych miejscach. Wszystkie równie zajmujące, równie intensywne, serwowane z wprawą i bez litości. Chłodne palce wędrujące wzdłuż jego torsu zmusiły plecy do wygięcia się w łuk, napierające między nogami kolano – biodra do niespokojnego drgnięcia. Gdyby nie ciągły deficyt powietrza, Eren wydawałby z siebie wszelkie możliwe odgłosy i obaj byli tego doskonale świadomi.
            Zanim chłopakowi udało się skupić na jednym impulsie, nadchodził nowy. Czy zamykał, czy otwierał oczy – widział tylko błyski. Jego własne ręce starały się robić cokolwiek, dłonie błądziły po plecach Leviego, drapiąc je przez materiał koszulki zupełnie nieumyślnie i zdecydowanie zbyt mocno.
            Wilgotne, łapczywe wargi przesunęły się z jego własnych ust na żuchwę; z żuchwy na szyję. Eren wierzgnął niespokojnie, jęcząc na bezdechu, i mocno odchylił głowę. Mógłby przysiąc, że jedna z dłoni momentalnie wysunęła się zza jego białej koszulki i sprytnie wsunęła między twardą powierzchnię drzwi a jego potylicę, czule chroniąc od uderzenia, ale pewnie tylko mu się zdawało.
            Wpadł w trans. Mokry język zatoczył lubieżne koło wokół punktu pulsującego najmocniej w zgięciu jego szyi; Eren nigdy w życiu nie robił czegoś tak bezwstydnego. Nigdy nie czuł się tak dobrze.
            - Levi – sapnął cichutko, wręcz ledwo dosłyszalnie, napierając biodrami do przodu, instynktownie szukając jakiegoś rytmu, ucisku, czegokolwiek.
            Imię zadziałało jak magiczne zaklęcie. Brunet oderwał się od niego, powoli, niespiesznie, ale zdecydowanie. Źrenice miał rozszerzone, usta poczerwieniałe i wilgotne i – Eren poczuł bardzo intensywne szarpnięcie gdzieś w dole brzucha – wszystko wskazywało na to, że przestał bardzo niechętnie.

            - Jutro, po lekcjach. Poćwiczymy serwowanie, bo to szło ci dzisiaj tragicznie. A teraz zwijaj, Jaeger.

19 komentarzy:

  1. O.M.G OMGOMGOMG. BOSKIE TO ZA MAŁO, ŻEBY TO OKREŚLIĆ.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahjahdjakhjkfhsjkf, no nie mogę. *^*
    Kobieto, jesteś moim guru. <3

    Uwielbiam Twój styl pisania. Jest wręcz przecudowny. Pisz, pisz, pisz - jak najwięcej i jak najszybciej. :3

    ~~ Twoja Nowa Oddana Fanka

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam...
    Powiem tak - tego się nie spodziewałam.
    Umieram.
    Czytam to, siedząc w autobusie, więc po prostu nie wiem, gdzie się schować, żeby spokojnie pokwiczeć nad tym z zachwytu.
    Czekająca na rozwój sytuacji
    FK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze raz ja. Wcześniej wyleciało mi to z głowy, ale...
      Mały hint - w salach gimnastycznych raczej rzadko trafiają się posadzki.
      Pozdrawiająca, już się nie czepiająca
      FK

      Usuń
    2. o_O
      do tej pory myślałam, że posadzka to po prostu synonim podłogi, jakiejkolwiek. my life was a lie. wydałam książkę, a nie wiedziałam, co to posadzka.
      codziennie się człowiek uczy czegoś nowego ;_;

      Usuń
    3. O_o
      Komu ja udzielam dziwnych porad, Borze Szumiący.
      W takiej sali jest raczej parkiet albo wykładzina sportowa. Posadzka jest czymś... Bardziej reprezentacyjnym i nie z drewna, a raczej z kamienia.
      Cieszę się, że zapewniłam Szanownej Autorce dzienną porcję nauki.^^
      Podrawiająca
      FK

      Usuń
  4. omojboze omojboze omojboze omojboze. To. Bylo. BOSKIE! -q- Nawet jeśli krótsze niż zwykle, to bardzo hmmm... bogate w treść. xd Mam nadzieję, że następny rozdział będzie jeeszcze bogatszy. Really. I mam nadzieję, że będziesz miała w najbliższych dniach ochotę na pisanie i uszczęśliwienie nas kolejną notką. ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Whoa, drugi sezon Drrr!! *3*
    Już, się skupiam na tym, co trzeba xD Strrrrasznie szybko to się stało no q-q Nie narzekam, tak tylko se ględzę xD Jak zwykle kończysz w takich wspaniałych momentach ♥
    Wybacz, że tak mało produktywnie, ale jak zwykle czytałam na telefonie, dawno temu, a teraz nie jestem w stanie myśleć. Czekam, aż pewne przedmioty zostaną w szkołach zabronione~
    Życzę dużo weny i wyrażam podziw do tempa update'ów. Czuję się loserem~

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakochałam się w tym opowiadaniu. Dziewczyno, jesteś wspaniała! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaa kocham ♥ No nic tylko czekać na drugi sezon drrr!!! i na ciąg dalszy tego wspaniałego opowiadania :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój boże, czemu dopiero teraz trafiłam na tego bloga? :D już dodaję do ulubionych! zaraz zabieram się za czytanie starszych notek. ta ostatnia była... namiętna :D
    btw zapraszam i do mnie www.slodkiswiatyaoi.blox.pl

    kunoichi

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy rozdział. Jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Jedyne, czego mi tu brakuje, to wątku Armin x Jean. Chwila, a może nie było takiego wątku? Nie, chwila... był! Rany, ja wszędzie szukam yaoi, kurczę. No nic, życzę weny i czekam na następny rozdział. Pozdrawiam ^.^
    N.

    OdpowiedzUsuń
  10. Skarbie~ Widziałam na fanpejdżu wpis, że szykujesz Rairę.
    Mówiłam ci, że cię kooocham? XD
    A rozdział cudowny. Chciałabym żebyś pisała codziennie. ... Cokolwiek?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ohayo ^_^. Przeczytałam większość notek na tym blogu (tylko te których znałam fandom) i powiem ci, że zajebiście piszesz *_* Pokochałam tego bloga i te opowiadania yaoi.
    Niezalogowana
    Judith-sama

    OdpowiedzUsuń
  12. Drugi sezon Drrr? Słyszałam plotki, ale nie byłam pewna czy to prawda. W każdym razie dziękuję za potwierdzenie ; )
    Teraz komentarz właściwy.
    Boru szumiący, nawet nie wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczna za umilenie mi wieczoru. Kocham slashe wszelakie, a Eren x Levi to już spełnienie marzeń. Poza tym... Levi Levi Leeevi, mój obiekt ślinotoku i uwielbienia <3 Także wielbię Cię mocno za zachowanie kanoniczności (tak to się odmienia?) tegoż bohatera. Momentami chyba wydawał mi się jednak zbyt 'surowy', ale być może po prostu idealizowałam go trochę podczas oglądania. A gdybym nawet miała rację to dużo lepszy jest 'ostrzejszy' Levi niż gdybyś miała zrobić z niego fluffową papkę, która zgubiła kanon zupełnie (a takie fanfiction zdarzają się, niestety, bardzo często).
    Wracając do fabuły... Scena zbliżenia miała miejsce, w moim mniemaniu, trochę zbyt szybko (nie, żebym narzekała XD). Chociaż mam takie dziwne przeczucie, że dalej tak łatwo nie będzie ; ) Cała scena opisana przeuroczo i tak jak lubię, a ostatnie zdanie jest po prostu idealne.
    Masz dobry język pisania. Błędów (oprócz wspomnianej już posadzki) interpunkcyjnych, językowych czy literówek nie zauważyłam - nie wiem czy wynikało to z mojego dzisiejszego zmęczenia, czy po prostu ich nie było.
    Z pewnością zamierzam śledzić opowiadanie. Czekam na wątek Jean x Armin i jestem bardzo ciekaw co jeszcze wymyślisz ; ) Ogólnie bardzo mi się Twoja twórczość podoba, a nie należę do osób, które słodzą innym bez powodu ;p
    Pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny ^^
    Akamei

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś mistrzem. Ucz mnie jak Yoda młodego Luke'a!

    OdpowiedzUsuń
  14. KOCHAM - Wyraża więcej niż tysiąc słów
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdecydowanie najlepszy yaoi fic z SnK, jaki przeczytałam
    aż mi zaparło dech
    o boże.
    Jestem tak zachwycona, że nie mogę nawet wydusić z siebie tych słów, które cisną mi się w mózgu pełnym tych cudownych, podniecających obrazów, które twoje opowiadanie wytworzyło.
    IDŹ DO DIABŁA
    to powinno być karalne

    OdpowiedzUsuń