we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 6 marca 2014

Attack on the teacher / part 3

Nie wstanę jutro do szkoły, bo tak Was kocham, że to dzisiaj napisałam. Dzisiaj/jutro. Wczoraj/dzisiaj. Łotewer.
Jeśli ktoś jeszcze nie polajkował, lajkujcie! Tam daję update-y i gejne filmiki, i wszystko, co fajowe - > FANPEJDŻ.

________________

Bunt rodzi się z ucisku.
            Ingerencja obcych zwykle kończy się sprzeciwem miejscowych.
            W przypadku uczniów liceum Shiganshina bunt i sprzeciw nie przebiegły jednak tak widowiskowo, jak mogłoby się wydawać.
            - Przewodnicząca! – krzyknął jakiś drugoklasista, a okrzyk ten odbił się echem w korytarzu.
            - Czy dobrze słyszałem? Przewodnicząca? – wymamrotał ktoś krótką chwilkę przed wybuchem.
            - Jest sama! Nie ma przy niej ochrony! – zawołał ten sam drugoklasista co wcześniej i tłum ruszył.
            - Pani przewodnicząca! – krzyczeli uczniowie, wyciągając ręce w stronę potencjalnej wybawicielki – Co mamy robić? Nie chcemy tych nauczycieli! To zły pomysł, żeby tyle zmieniać tak niedługo przed egzaminami!
            Dłonie sięgające po pomoc nie mogły się zdecydować, czy tej pomocy chcą, czy może starczy im jedynie dotknięcie mistycznej postaci, tak rzadko przemierzającej korytarze samotnie.
            - Och! – Krista cofnęła się o kroczek i przytknęła dłoń do ust, sprawiając wrażenie wyjątkowo przejętej – Czy jest aż tak źle? Nie sądzicie, że może nam to wyjść na dobre?
            Tłum na parę sekund zapomniał o zaspokajaniu prywatnych zachcianek i zawył w wyrazie sprzeciwu. Zanim jednak spragnione łapska sięgnęły drobnej, blondwłosej postaci, aby choćby dotknąć jej ramienia, tuż obok wyrosła druga, znacznie wyższa i mniej wyrozumiała.
            - Zjeżdżać, frajerzy – wycedziła Ymir, osobista ochroniarz pani przewodniczącej, krzyżując ramiona na piersiach.
            Tłum cofnął się o dwa kroki. Krista w końcu odetchnęła i przysunęła się do drugiej dziewczyny nieznacznie, próbując opanować uśmieszek wpełzający na jej usta.
            - Czy macie jakieś konkretne skargi i zażalenia? – przekrzyknęła rozgorączkowane rozmowy, już nieco bardziej pewnie – Nie mogę pójść do pana Erwina i powiedzieć, że po prostu wam coś nie pasuje. Poza tym, jak wszyscy wiemy, pan Erwin kiedyś pracował właśnie w Utgard.
            Zapanowała grobowa cisza. Dwie dziewczyny wgapiały się w tłum gapiów i vice versa. Z tą różnicą, że Krista wyglądała na uprzejmie zainteresowaną, a Ymir – krótko mówiąc – wkurwioną.
            - Konkrety, leszcze! – warknęła szatynka.
            - Ten od wf-u strasznie dużo klnie… - odezwał się cichy głosik gdzieś z końca całego tego zbiorowiska.
            - Z tym – Krista wzruszyła ramionami delikatnie – niestety nic nie możemy zrobić.
*
            - Chujnia.
            Drużyna niebieskich zgodnie spuściła głowy; czerwoni wyszczerzyli zęby. Właśnie zdobyli punkt. Męska część klasy 114 grała w koszykówkę.
            - Ha! – wydyszał Eren, poniżenie drużyny przeciwnej przez Leviego traktując praktycznie niczym medal otrzymany z jego rąk.  
            - Ach, nie niebiescy – poprawił się tamten spokojnie, być może słysząc zadowolone westchnięcie chłopaka – Ogólnie, chujnia. Nie umiecie grać. Gdybym miał gwizdać za każdym razem, gdy któryś z was spierdala sprawę, zużyłbym gwizdek.
            - Nie można zużyć gwizdka – zauważył Armin cichutko.
            - W waszym przypadku to możliwe, tak chujowi jesteście – Levi przetarł wspomniany gwizdek chusteczką i dmuchnął – Niebiescy zaczynają spod kosza. Ruchy.
            Czerwoni ruszyli do obrony; tylko Eren wciąż stał w miejscu, wbijając w nauczyciela niedowierzający, zraniony wzrok. I odrobinę zirytowany.
            Przecież poczytał. Starał się nie działać intuicyjnie, – choć wciąż na intuicji bardzo polegał – a taktycznie i dobrze pod względem technicznym. Jak widać jednak, dla Leviego to wciąż było za mało.
            - Eren… - zaczął Armin, zauważając, że jego przyjaciel całkowicie ignoruje obronę na rzecz wpatrywania się w ciemnowłosego stażystę.
            - Powiedziałem, ruchy – powtórzył Levi nieco bardziej dosadnie, przewiercając chłopaka wzrokiem. Eren jeszcze chwilkę się na niego pogapił, po czym wrócił do gry.
            Nie stracił werwy do gry. Czerwoni wygrali ze znaczną przewagą.
            Lekcja z Levim była przedostatnią, którą mieli tego dnia. Gdy reszta udała się do szatni, żeby zdążyć na matematykę, Eren postanowił się na coś przydać. Udając, że nie czuje wwiercającego mu się w plecy spojrzenia, pozbierał wszystkie piłki i zaniósł je do magazynku. Gdy wyszedł, Levi stał kilka kroków od drzwi, czekając na niego z kluczami w dłoni. Eren przygryzł dolną wargę, zanim odważył się odezwać.
            - Dlaczego mnie pan nienawidzi? – wydusił w końcu, czując gorąco wpełzające na policzki.
            Levi uniósł brwi. Najwidoczniej nie spodziewał się usłyszeć od Erena czegokolwiek, a już na pewno nie pytania tego typu. Przez chwilę obaj milczeli.
            - Co? – powiedział w końcu, wciąż z uniesionymi brwiami. Eren poczuł, że się wygłupił.
            - Naprawdę się staram! – zawołał gniewnie, ignorując natrętną świadomość, że pewnie jest cały czerwony na twarzy.
            Levi zamrugał.
            - Starasz? – westchnął cicho – Rzucasz się jak pojebany. Zabierasz piłki, nie patrząc, czy to ktoś z twojej drużyny, czy z przeciwnej. I, przede wszystkim, faulujesz. Nie widzę tu szczególnych starań, Jaeger.
            Sposób, w jaki brunet wypowiedział nazwisko Erena, posłał dreszcz w dół jego kręgosłupa. Przełknął ślinę, ignorując resztę jakichkolwiek uczuć. A potem te najsilniejsze wylał tuż przed nauczycielem, co było bardzo w jego stylu.
            - Wiem, jaki jest mój problem. Zbyt polegam na intuicji. Tak to ze mną jest; najpierw coś zrobię, dopiero potem pomyślę. Czy nie o to jednak chodzi w sporcie? Przecież tam nie ma czasu na myślenie.
            - Czy ty siebie słyszysz? – przerwał mu Levi, najwidoczniej odrobinę zirytowany. Eren jednak nie pozwolił się wybić z rytmu.
            - Może źle to ująłem. Przecież moja drużyna wygrała. A o to chodzi, o zwycięstwo. O bycie najlepszym. Wiem, że grając, trzeba myśleć. Ale nie nadinterpretować. Nie ma czasu na to, żeby się zatrzymać. Nie można przestawać.
            - Och? – Levi skrzyżował ramiona na piersiach, a przez jego oblicze przebiegł jakiś dziwny cień. Eren nie zastanawiał się nad tym zbyt długo.
            - Gdy już czuję przypływ adrenaliny, nie jestem w stanie się opanować. Zupełnie, jakby coś przejmowało nade mną kontrolę, naprawdę. Tak to ze mną jest. Wszystkimi siłami dążę do finału, do zwycięstwa. Bo to jest najwspanialsze – dojście na szczyt. Nie technika. Ekstaza, która płynie z wysiłku fizycznego. Wczucie się w to całym ciałem. Zwierzęcy instynkt w każdym ruchu. Przyspieszony puls, urywany oddech, pot spływający po całym ciele, a na koniec… to uczucie spełnienia.
            Eren urwał, wpatrując się w Leviego wyczekująco. Twarz wuefisty, jak zwykle, nie wyrażała zbyt wielu emocji. Zdawało się, że nabrała odrobinę koloru, ale to zapewne oświetlenie.
            - Och – powtórzył tylko, tym razem bez pytajnika.
- Wie pan, co mam na myśli? – ucieszył się Eren, automatycznie zbliżając się do bruneta o niewielki krok.
Levi odchrząknął.
- Nie mam bladego pojęcia, dzieciaku. Wracaj na lekcje.
Po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali gimnastycznej, zostawiając Erena samotnego i rozczarowanego.
            *
            - Dwanaście na dwadzieścia punktów – mruknęła Petra, oddając Jeanowi sprawdzoną już kartkówkę pod koniec ostatniej lekcji – Nieźle. Dużo lepiej, niż ostatnio. Załapałeś się na trójkę.
            Armin odwrócił się ze swojego miejsca, aby zobaczyć reakcję swojego „ucznia”; Jean rozpromienił się. W końcu dawno nie dostał z matematyki pozytywnej oceny. Jego wzrok na chwilkę uciekł w kierunku drugiej ławki, a gdy zatrzymał się na pustym krześle, uśmiech chłopaka zbladł.
            - Dziękuję – mruknął, chowając karteczkę do zeszytu.
            Armin poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku i szybko skupił swoją uwagę na czymś innym. Tablica jednak okazała się mało interesująca; blondyn splótł drobne dłonie na kolanach i w nich utkwił swoje spojrzenie.
Jeszcze niedawno martwił się o Jeana w całkiem platoniczny sposób, jak o kolegę z klasy. A przynajmniej wciąż tak sobie to tłumaczył. W tym momencie fakt, że Kirstein, dostawszy dobrą ocenę, zerka w kierunku pustej ławki dawnego korepetytora, wywołał w nim dziwaczną reakcję.
Zajęło go to na tyle, że nie zauważył nieco przydługiego, zamyślonego spojrzenia piwnych oczu z końca klasy.
Po dzwonku na ustach blondyna pojawił się typowy dla niego, delikatny uśmiech. Nie zmieniając wyrazu twarzy, podszedł do Jeana, który jeszcze pakował książki.
- Dzisiaj też przyjść? – zapytał, przekrzywiając głowę lekko.
Jean zmarszczył czoło i odwrócił wzrok sekundę po tym, gdy jasna grzywka Armina w uroczy sposób opadła mu na oczy.  
- Jeśli chcesz – mruknął tylko.
- W takim razie, do zobaczenia, Jean.
- Ta.
Armina znów coś nieprzyjemnie ścisnęło w żołądku. Skinął głową nieznacznie, odwrócił się i wyszedł z klasy.
*
- Jaeger.
Słysząc znajomy głos, Eren zatrzymał się momentalnie.
- Eren…? – Mikasa zrobiła to samo, dokładnie sekundę potem.
- Idź, dogonię cię – mruknął chłopak, próbując opanować łomot serca.
- Mogę na ciebie poczekać – zaproponowała, mierząc źródło głosu co najmniej nieprzyjaznym spojrzeniem.
- Nie, idź.
Mikasa westchnęła, ale posłuchała. Już po chwili na szkolnym korytarzu znajdowali się tylko Eren i Levi. Pierwszy, przejęty i nieco przestraszony; drugi, pozornie obojętny, jak zwykle. Przez dłuższą chwilę żaden się nie odzywał. Dopiero w momencie, w którym Eren otworzył usta, aby spytać, o co chodzi, Levi zabrał głos.
- Technika też jest ważna, Jaeger.
Szatyn zamrugał. Stażysta brzmiał niesamowicie poważnie, a z drugiej strony… miało się wrażenie, że niezupełnie chodzi mu o dobre, nauczycielskie porady.
- Och…? – wymamrotał Eren, całkowicie zbity z tropu.
Levi postąpił krok w jego kierunku. W tym momencie chłopak zdał sobie sprawę, że gdyby się cofnął, plecy miałby przyciśnięte do szafek.
- Technika jest kluczem do sukcesu. Zdolność abstrakcyjnego myślenia odróżnia nas od reszty zwierząt, Jaeger. Nie chodzi o poddanie się zwierzęcemu instynktowi, tylko o wykorzystanie go. Uformowanie go tak, żeby pracował dla ciebie. Żeby nadał twoim działaniom odpowiedni kształt, kierunek, siłę, moc, pchnięcie. Żeby nie decydował za ciebie, kiedy puls i oddech przyspieszą najmocniej. Świadom swoich ruchów osiągniesz najlepszy szczyt.
Erenowi zaschło w gardle. Nie był pewien, czy wciąż rozmawiają o grze w koszykówkę. A oddech przyspieszył mu od samego słuchania. Głos Leviego wciąż brzmiał tak samo, beznamiętnie, ale gdzieś głębiej dało się usłyszeć nietypowy pomruk. Nietypowy pomruk sprawiał, że w dolnej części brzucha licealisty zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
- O-och…
- Zapamiętasz to, Jaeger? – Levi odrobinę pochylił się w jego kierunku.
- Nie wiem, proszę pana – odpowiedział Eren po tym, jak udało mu się przełknąć ślinę i zwilżyć językiem usta.
Levi uniósł brew.
- Nie wiesz?
- M-moja technika nie jest najlepsza – wypalił, zanim zmienił zdanie – Jak już mówiłem, zwierzę ze mnie. Na boisku, w sensie.
Kącik ust Leviego uniósł się nieznacznie na ułamek sekundy.
- Niedobrze, dzieciaku. Ale odpowiednio ostry trener pomoże ci dojść na szczyt – Levi przekrzywił głowę nieznacznie – Na boisku, w sensie.
            Eren jęknął cichutko, bo to jedyny dźwięk, który był w stanie z siebie wydać.
            Levi postąpił kolejny kroczek w jego kierunku, a on poczuł drzwiczki szafek wbijające mu się między łopatki.
            A potem zadzwonił dzwonek i na korytarze wypłynęły tłumy ludzi. Levi odsunął się od chłopaka niespiesznie, obciął go spojrzeniem z góry na dół i odszedł bez słowa.

            W drodze do domu Eren zgubił się cztery razy.

7 komentarzy:

  1. Witam!
    Jezu z gitarą, aż nie wiem, od czego zacząć.
    To opowiadanie jest przegenialne. Chyba jednak wsiądę na statek Levi/Eren. I w ogóle.
    Dawno nie czytałam opowiadania, w którym Levi był tak bardzo in chara.
    Na temat Jeana, Armina i nieobecnego Marco się nie wypowiem, bo chyba popłynęłyby potoki tęczowych rzygów.
    Mam wrażenie, że Szanowna Autorka lubi rozpieszczać czytelników.^^
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
  2. Omfg końcówka mnie zabiła! Ja naprawdę chyba Cię kocham, uwielbiam twoje opowiadania i one shoty są po prostu boskie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hyhy... ostry trener... hyhyXD Straszny ze mnie zboczeniec, ale cóż poradzić. Bardzo mi się podoba i będę czekać na kolejną część :) Nawet nie wiesz jak humor mi się poprawił przez tą nową notkę^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Podświadomość Erena już szukała domu Leviego. Dlatego się zgubił B] Ahh, te żarliwe opisy odczuć towarzyszącym grze i zwycięstwu w ekhem, sporcie, szczytowaniu, znaczy tfu, zdobywaniu szczytu, na boisku. Coś pięknego xD Eren jak zwierzę, Levi, zdolny okiełznać zwierzęce instynkty. Już się nie mogę doczekać kolejnej części ♥
    Ej, adoptujesz mnie? Albo zostań moim mentorem, o *u*
    Tak PS'em, bardzo podziwiam Twoje zaangażowanie i cierpliwość do szablonu bloga. Wygląda, oczywiście, świetnie~ I wiem, że już to kiedyś mówiłam xD Po prostu nie wyobrażam sobie, żebym ja była w stanie zrobić coś takiego i czuję respekt do każdego, kto ma ładniejszy blog ode mnie. Takie tam kompleksy ;u;

    OdpowiedzUsuń
  5. Końcówka po prostu zajedwabista xD Bliższe spotkanie z Levim chyba dało do myślenia... Eren zwierzęciem? Ale jakiego rodzaju? Kotem, psem, a może zajęcem ? o3O
    Poza tym Jean x Armin gdzieś w tle... no, ciekawie się zapowiada
    Pozdrawiam i życzę weny. N

    OdpowiedzUsuń
  6. Hihihihi :D
    Nie ma jak sobie poprawić humor dobrym ff Levi-Eren :D
    Uwielbiam końcówkę xDDDD
    Hehehe, na pewno przeczytam kolejny rozdział :D
    Weeeeeeeeeeeeeeny~!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jean x Armin się rozkręca, Levi x Eren również.... nie mogę się doczekać >w<

    WENY!

    OdpowiedzUsuń