we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 2 lutego 2014

Attack on the teacher - Shingeki no Kyojin AU

Awwwh, dałam radę z partem pierwszym. Nie wiem jeszcze ile ich będzie, ale pomysłów dużo, więc... wyjdzie w praniu.

_______

13 września 2014.
Tego dnia szkolna społeczność zapamiętała… strach, że życie jest poza ich kontrolą… upokorzenie przez świadomość, że tak naprawdę są bandą przygłupich dzieciaków…
Tego dnia szkolna społeczność przypomniała sobie… strach… tych dni, kiedy miało się wrażenie, że nauczyciele dysponują nieograniczoną władzą...
Upokorzenie…
…związane z reaktywacją dzienniczka spóźnień i przywróceniem dyżurów na stołówce…
Tego dnia… liceum Shiganshina zostało opanowane przez nauczycieli z renomowanego i znanego z ekscentrycznych metod nauczania prywatnego liceum Utgard.
Przybyłych tam na trzymiesięczny okres stażu.
*
- Nazwisko.
- Hę?
- Głuchy jesteś, dzieciaku? Pytam cię o nazwisko. Takie coś, co odziedziczyłeś po tatusiu. Czy tam mamusi, różnie to bywa.
Eren, jeszcze dość mocno zaspany, spojrzał po twarzach stojącej przed nim trójki całkowicie nieznajomych osób.
- Moja mamusia nie żyje – wymamrotał pierwsze, co przyszło mu na myśl.
- Niezmiernie mi przykro w takim razie. Nazwisko.
W tym momencie Eren rozbudził się i troszkę zdenerwował. Zanim jednak zdołał otworzyć usta, stały się dwie rzeczy – gbur ze śmieszną fryzurką dostał od drobnej, rudowłosej kobietki plikiem kartek po głowie, a ostatni z tej dziwacznej trójki nachylił się nad nim i powąchał go.
A potem odsunął się i parsknął śmiechem.
Eren zamrugał.
- Przestań papugować Leviego, Oluo! To żałosne i całkowicie ci nie wychodzi. – Rudowłosa skrzyżowała szczupłe ramiona na piersiach, po czym uśmiechnęła się do Erena przepraszająco. – Wybacz za niego. Czy mógłbyś podać nam swoje nazwisko?
- Po co? – burknął Eren trochę bardziej wrogo, niż miał w zamiarze.
- Żebyśmy mogli je wpisać do dzienniczka spóźnień i doprowadzić do tego, że takie durne, spóźnialskie bachory jak ty dostaną zasłużoną karę. – Wypowiedziane na jednym oddechu zdanie być może odniosłoby zamierzony skutek, gdyby Oluo nie dziabnął się w język na ostatnim słowie.
- Dzienniczek… spóźnień?
Eren i pozostali uczniowie coś tam kiedyś słyszeli o istnieniu takiego gadżetu. Martwili się tym faktem przez mniej-więcej pierwsze dwa tygodnie szkoły, a potem cała legenda poszła w zapomnienie. Nikt nigdy nie czatował przy drzwiach…
Przynajmniej do tej pory.
*
- Jestem pierwszą osobą wpisaną do tego pieprzonego zeszytu.
Eren zgniótł w dłoni czekoladową muffinkę, którą Mikasa wzięła dla niego, wiedząc, że zapomni śniadania. Dziewczyna nieco smutnym wzrokiem odprowadziła lecące na stół okruchy, po czym westchnęła cicho.
- Nie denerwuj się, Eren.
- To nic takiego! – podjął Armin, starając się podnieść przyjaciela na duchu.– Wątpię, że za pojedynczy wpis jest jakakolwiek kara. Poza tym, to równie dobrze mógł być żart. Sam mówiłeś, że nigdy wcześniej nie widziałeś tych ludzi na oczy!
- Właśnie! Czemu niby miałem podać im swoje nazwisko, skoro nawet nie wiem, kim do cholery są?
Eren wepchnął do ust pozostałości muffinki, wbijając obrażony wzrok w blat stołu. Jedynie fakt, że buzię miał zajętą wściekłym przeżuwaniem powstrzymał go od głośnego przekleństwa na widok jednego ze znajomych z klasy 104.
- Czy dobrze słyszałem? – Jean praktycznie znikąd pojawił się przy ich stoliku.
Eren zwiększył prędkość żucia, nie mogąc się doczekać momentu, w którym będzie mógł posłać go w diabły. Jean Kirstein był ostatnią osobą, której aktualnie potrzebował.
- Dzień dobry, Jean – powiedział Armin łagodnie, zerkając na chłopaka przez ramię. Ten jedynie rzucił mu spojrzenie trwające ułamek sekundy i całkowicie zignorował przywitanie.
Eren przełknął.
- Spieprzaj, Kirstein.
- Wpisali cię do dzienniczka spóźnień? Współczuję. – Ton głosu i uśmiech, który po tych słowach wykwitł na twarzy wysokiego blondyna starczyły Erenowi do wywnioskowania, że jest całkowicie odwrotnie.
            Ale jako że jego dziwaczna, przypominająca ciągłą walkę znajomość z Jeanem trwała już od paru dobrych lat, miał kilka asów w rękawie. Tego zachował na specjalną okazję. Humor miał na tyle podły, że postanowił go wykorzystać.
            - Jesteś trzy razy bardziej irytujący odkąd Marco się wyprowadził. Ale to nie moja wina, że jedyna osoba, która cię lubiła, musiała wyjechać. Nie wyżywaj się na mnie.
            Uśmiech zastygł na twarzy Jeana jak maska, a on sam momentalnie pobladł. Erenowi prawie zrobiło się go żal.
            - Uhm… Eren, zaraz dzwonek na biologię, myślę, że powinniśmy… - zaczął Armin cichutko, ale Jean przerwał mu tak, jakby wcale go tam nie było.
            - Ostatnio sporo we mnie agresji, Yeager.
- To idź pokop jakiś worek treningowy.
            - Zaraz pokopię twoją twarz.
            - Chciałbym widzieć, jak próbujesz, koński ryju.
            W tym momencie Mikasa wstała, nogi małego, stołówkowego krzesełka zaszurały nieprzyjemnie, a ona chwyciła Erena za nadgarstek i zamaszystym krokiem skierowała się ku wyjściu, zmuszając Jeana do odskoczenia z ich drogi.
            - Spóźnimy się na biologię, Eren – powiedziała tylko.
            Armin zamrugał zdezorientowany i również zaczął zbierać się do wyjścia pospiesznie, chwytając zeszyty, które przeglądał podczas długiej przerwy. Zanim odbiegł za przyjaciółmi, uśmiechnął się delikatnie do Jeana.
            - Wybacz mu. Nie powinien tego mówić, ale naprawdę kiepsko radzi sobie ostatnio w szkole i jest zestresowany. Jestem pewien, że w innych okolicznościach nie przeszłoby mu to przez usta.
            Jean wyglądał zupełnie tak, jakby stał przed nim duch. Przez chwilę po prostu wgapiał się w Armina niczym w zjawę, a potem wzruszył ramionami, obruszony, i odwrócił wzrok.
            - Nieważne.
            Minął blondyna, wtykając dłonie do kieszeni bluzy.
*
            13 września 2014 roku szkolna społeczność, w tym klasa numer 114, zapamiętała również z kilku innych powodów, które na psychice zostawiają trwałe ślady.
            - Nazywam się Zoe Hanji! Będę miała przyjemność uczyć biologii w liceum Shiganshina przez następne trzy miesiące. Miło mi was wszystkich poznać. A dzisiaj…
            Poprawiła okulary na nosie, a ich szkła błysnęły złowrogo. A potem otrzepała biały – jeszcze biały – fartuch i wyciągnęła spod biurka coś dużego, błyszczącego i bardzo martwego. Cielsko plasnęło nieprzyjemnie w kontakcie z blatem biurka, a Hanji westchnęła błogo.
            - …zrobimy sekcję zwłok pancernika!
*
            - Dzienniczki spóźnień. Flaki pancernika. To będą trudne trzy miesiące. – Eren przejechał dłonią po twarzy, idąc niespiesznie w kierunku sali gimnastycznej.
            - Doszły jeszcze dyżury na stołówce. Sasha i Connie poszli na pierwszy ogień. – mruknął Reiner, przyłączając się do nich, w nieodłącznym towarzystwie Bertolta.
            - Nawet nic nie mów – jęknął Connie, przygnębiony. – Koniec z lunchami. I koniec ze mną. Sasha najpierw wyje wszystkie zapasy, a gdy się skończą, ja będę następny w kolejce.
            - Jakoś przetrwamy! Postraszą nas trochę i im się znudzi, na pewno. – Armin, jak zwykle, był prawdziwym słoneczkiem grupy, poprawiającym wszystkim samopoczucie.
            Eren rozpogodził się trochę na te słowa, a potem rozchmurzył całkowicie, przypominając sobie, że czeka ich przecież wychowanie fizyczne, czyli jego ulubiony przedmiot; jedyny, w który wkładał jakiekolwiek starania.
            Przebrał się najszybciej ze wszystkich i po dzwonku na czele grupy wszedł do sali gimnastycznej.
            - Ciekawe, czy Hannesa też wymienili na jakiegoś świra z Utgard – mruknął, widząc, że poza nimi znajduje się w pomieszczeniu jedynie jakaś niewysoka postać z białą chustką na głowie, najpewniej sprzątaczka, aktualnie dezynfekująca klamkę drzwi do magazynku z piłkami, odwrócona do nich plecami.
            Nikt nie podjął z nim rozmowy. Eren domyślił się, dlaczego, dopiero w momencie, w którym przyjrzał się dziwnym wyrazom twarzy kolegów z klasy i spojrzał w miejsce, w którym wszyscy utkwili wzrok.
            Sprzątaczka po zdjęciu chustki z głowy okazała się nie sprzątaczką, a ponuro wyglądającym brunetem w sportowym stroju. Gdy jego przerażająco obojętne spojrzenie zatrzymało się na Erenie, ten machinalnie przełknął ślinę, gdyż momentalnie zaschło mu w gardle.
            Po chwili brunet westchnął cicho i wymamrotał coś pod nosem. Eren mógłby przysiąc, że było to słowo „gówniarze”.
            A potem odezwał się głosem równie ponurym jak jego twarz.
            - Będę was uczył przez najbliższe trzy miesiące. Nie mam bladego pojęcia czemu. Była to decyzja odgórna i jej nie kwestionowałem. Zwracajcie się do mnie per pan, nie inaczej. Wykonujcie wszystkie moje polecenia. Nie gadajcie za dużo, bo niepotrzebne gadanie mnie wkurwia.
            Po takim monologu nikt nie śmiał nawet oddychać głośniej, niż było to konieczne.
 Eren wzdrygnął się ponownie, gdy nowy nauczyciel posłał mu parosekundowe spojrzenie. Jednak, gdy kazał im wszystkim ubrać bluzy i wyjść na szkolne boisko, chłopak pomyślał, że może wbrew pozorom spodobają mu się te inne lekcje. Może nawet jego umiejętności sprawią, że na pozbawionej emocji twarzy wuefisty z liceum Utgard pojawi się zaskoczenie.
            - Mamy przebiec sprintem jedno okrążenie – szepnął Armin, widząc, że jego przyjaciel na chwilę uciekł gdzieś myślami i przegapił moment wydawanego polecenia. – Chce ocenić nasze predyspozycje.
            Eren poczuł przypływ adrenaliny, całkowicie celowo ustawiając się na końcu kolejki, żeby efekt zaskoczenia był większy. Z rosnącym podekscytowaniem patrzył jak wuefista jeździ każdego po kolei, bez wyjątku. Biednego Armina zaszczycił jedynie spojrzeniem, które mówiło więcej, niż tysiąc słów.
            W końcu nadeszła jego kolej. Eren ustawił się na linii startu, skupiając jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Musiał dać z siebie wszystko.
            Klaśnięcie – i ruszył. Mógłby przysiąc, że jeszcze nigdy nie biegł tak szybko. Nie miał pojęcia jak wyrobił na zakrętach; gdy ponownie przekroczył linię startu, która w tym momencie była już metą, kręciło mu się w głowie, płuca były bliskie wybuchu, po twarzy i plecach ciekł mu pot, ale na twarzy widniał nieznaczny, zadowolony z siebie uśmieszek.
            Zerknął na bruneta, odgarniając mokrą grzywkę z czoła i serce zabiło mu szybciej – brwi mężczyzny były wysoko uniesione, a wargi nieco rozchylone. A więc udało się.
            - Nigdy, w całej mojej karierze – zaczął tamten po dłuższej chwili ciszy, przekrzywiając głowę lekko, mrużąc oczy – nie widziałem niczego bardziej żałosnego.

            -…Hę?

15 komentarzy:

  1. Wreszcie. Jakieś. Opowiadanie. Z. Shingeki!
    Yaay~ *rozrzuca wszędzie konfetti*

    Hm, co by tu napisać... Pewnie jesteś przyzwyczajona do komentarzy, które wychwalają Twą twórczość; ten nie będzie inny ;__;
    To było świetne *fangirl mode: on*. A w szczególności świetnie oddajesz charaktery postaci, naprawdę, wielki szacun ♥

    No i ten, no, czekam na więcej @.@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się niesamowicie <3 przypuszczam, że gdy to skończę, stworzę jakiegoś angsta z canon versa, bo to to taka parodyjka trochę. :3

      Usuń
  2. Jak już pisałam pod opowiadaniami innych autorek, ogólnie nie przepadam za twórczością, która się dzieje w czasach teraźniejszych, mimo, że w oryginale działy się wiele, wiele lat temu. No ale narzekać nie mogę. Nie jestem polonistką, wręcz przeciwnie, ale twoje opowiadania czyta mi się bardzo łatwo i bezproblemowo (?), tzn, że nie muszę się domyślać co chciałaś nam owym zdaniem, czy stwierdzeniem przekazać.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne. :)
    Powodzenia i życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.
    Opowiadanie - jak zwykle genialne.
    Modern jednak troszkę po oczach gryzie, ale charaktery postaci są fajne tak bardzo.
    W sensie tak dobrze oddane i wgl, i wgl.
    Mogę się przyczepić? Jakoś wcześniej nie rzuciło mi się to w oczy, ale...
    Jak jest dialog i zdanie się kończy przed narracją (w sensie przed tym drugim myślnikiem), to nie stawia się kropki. Wykrzyknik - jasne, pytajnik - zawsze spoko, ale nigdy nie ma tam kropki.
    Chociaż... Robią to wszyscy poza Arminem. Czyli... Armin jest lepiej wyedukowany niż pozostałe postaci...?
    Jeszcze małe pytanko - czy może przypadkiem Szanowna Autorka czytała "Starfightera"?
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ukrywam, że jestem na bakier z gramatyką, dziękuję za uwagę!
      + Armin, u smart little shit. XDDDDD idek, nie wiem, czemu tak wyszło. ale się śmieję.
      gdyby nie fakt, że wpadł mi do głowy koncept z najazdem nauczycieli-świrów na liceum, pewnie byłoby w czasach zgodnych z oryginałem. i takie też na pewno zrobię. :33

      Usuń
    2. + starfightera nie czytała, ale może szybko nadrobić. c:

      Usuń
    3. ... nadrobiła *w*

      Usuń
    4. Starfighter piękny bardzo, nieprawdaż?
      Wcale ani troszkę nie przyznam się, iż mam cichą nadzieję na ff. Kiedyś.
      Pozdrawiająca, łapki z radością zcierająca
      FK


      Usuń
    5. it will be as you wish. :3

      Usuń
    6. Dołączam się do prośby o Starfightera i dziękuję wspaniałej osobie, która tu o nim napisała, oraz losowi że przeczytałam ten komentarz i zainteresowałam się nim *.*

      Jeśli chodzi o opowiadanie... to...
      KOCHAM CIĘ WIESZ?
      Czekam na dalej :3
      ŚpiącyKot

      Usuń
  4. Polecam jeszcze Teahouse, Always raining here i Purpurea Noxa. Z komiksow ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [głos fineasza] ferb, już wiem, co będziemy dzisiaj robić!
      dziękuję pięknie, teahouse ogarniam, ale muszę nadrobić, reszty nie widziałam... jeszcze. :33

      Usuń
  5. Kiedy można liczyć na kolejną część? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Normalnie cud miód i orzeszki *w*
    Koń-Jean, Hanji i sekcja zwłok oraz Levi dezynfekujący klamki... Czegóż więcej? >w<

    Tak czytając te dialogi pomiędzy Arminem a Jeanem... Napisz Jean x Armin.
    Błagam >///<

    OdpowiedzUsuń