we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 13 lutego 2014

Attack on the teacher / PART 2

W końcu jest!
Btw, dostałam też kilka pytań o Rairę. Mam zamiar napisać coś walentynkowego w najbliższym czasie z tej serii! ^^

______________________________

              - Eren? Eren!
Mikasa po raz kolejny, w dalszym ciągu bez efektu, pomachała gwałtownie tuż przed twarzą przyjaciela. 
- Daj mu chwilkę – mruknął Armin, który chwilkę wcześniej wszedł do klasy. Zanim podszedł do tamtej dwójki, delikatnym gestem uciszył chichoczącego Jeana; pogarszanie sytuacji nie było w tym wypadku potrzebne.
Eren wciąż wyglądał, jakby był w stanie permanentnego szoku.
- Siedzi tak od dziesięciu minut – wyszeptała zmartwiona Mikasa, gdy drobny blondyn usiadł obok niej w ławce – Nie chce nic powiedzieć. Armin, co się stało?
- Cóż… - zaczął Armin niepewnie, zerkając na Erena ukradkiem, ale zanim zdążył całą historię ująć w jakieś delikatne, taktowne słowa, Jean ochoczo go uprzedził.
- Dostał niesamowite zjeby od wuefisty z Utgard! 
Na te słowa Eren drgnął. Powoli uniósł wzrok znad ławki, w którą wgapiał się przez cały czas, i pokręcił głową nieznacznie. Wbrew oczekiwaniom wszystkich, okrutne podsumowanie Jeana nie wytrąciło go z równowagi, a jedynie przebudziło.
- Nie rozumiem, dlaczego… - wymamrotał.
Mikasa bardzo starała się nie wyglądać tak, jakby to doskonale rozumiała. Może dla amatorów sportu pełen werwy Eren wydawał się królem każdej dyscypliny, ale ona bardzo dobrze widziała jego wszystkie techniczne braki.
- Co ci powiedział? – spytała po chwili.
- Krótko mówiąc, że jest do dupy – zawołał Jean ze swojej ławki takim tonem, jakby wszystkim ogłaszał, że ma urodziny.
Dopiero wtedy Eren zmarszczył czoło i pozwolił irytacji wpełznąć na swoje oblicze.
- Zbyt napięty kark, wysoko podciągnięte barki, prawie pełne zgięcie w łokciach. Przekraczam rękoma oś ciała, cokolwiek to znaczy. Za bardzo się garbię i pochylam. Koślawa praca nóg. Nawet oddycham źle. I mam… nieodpowiednie obuwie.
- Gówniane trampki – podsunął Jean i tym razem został zgromiony wzrokiem praktycznie przez wszystkich, w tym Armina – No co? Teraz tylko cytuję. Autentycznie tak powiedział. Powiedział mu, że ma gówniane trampki. I dyszy jak parowóz.
Huk. 
Eren uderzył pięścią w ławkę i poderwał się na równe nogi. Klasa 114, już przyzwyczajona do takich wystąpień, wróciła do swoich zajęć. Tylko Mikasa i Armin wciąż patrzyli na przyjaciela, z mieszaniną zmartwienia i rezygnacji na twarzach.
- Ja mu pokażę. Jeszcze zobaczy. Z wrażenia ugną się pod nim te krótkie nóżki, gwarantuję wam to…
W tym dokładnie momencie w gabinecie zapanowała grobowa cisza. Armin jako pierwszy zorientował się, o co chodzi, i jęknął cichutko. 
- Jaeger, – mruknął wuefista z Utgard beznamiętnie, odkładając dziennik klasy na biurko nauczyciela, a dopiero potem koncentrując spojrzenie na, wciąż stojącym na baczność, oniemiałym chłopaku – gardzę idiotami, którzy rzucają słowa na wiatr. Zapamiętaj to sobie.
I wyszedł.
Eren jeszcze chwilkę postał, a potem to pod nim ugięły się nogi i opadł na krzesło bezsilnie. 
- No, to teraz masz przejebane – podsumował Jean wesoło.
*
            Lekcja matematyki we wszystkich wywołała dobrze uzasadniony strach o przyszłość. Konkretniej rzecz ujmując, związaną z egzaminami. Drobna, ruda nauczycielka, którą Eren zdążył już poznać, uświadomiła im z pełną sympatią, jak bardzo owego przedmiotu nie pojmują i jak ogromne mają braki. Jedyną osobą, która radziła sobie doskonale, był Armin.
            - Panie Arlert! – zawołała stażystka, gdy większość klasy 114 opuściła gabinet – Mogłabym na chwilkę prosić?
            Armin zatrzymał się, rozejrzał niepewnie, jakby spod ławki miał wyskoczyć jakiś inny Arlert, i podszedł do biurka z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
            - Tak?
            - Zauważyłam, że masz naturalny matematyczny talent – stwierdziła dziewczyna radośnie, nie przejmując się zupełnie faktem, że blondyn poczerwieniał po czubki uszu.
            - Czy ja wiem… - wymamrotał – Dziękuję, proszę pani.
            - Mów mi Petra. – Stażystka wyszczerzyła zęby w uśmiechu, a Armin zaniemówił. Nie tego się spodziewał. – Słuchaj, Armin, mam do ciebie prośbę. Oczywiście nie musisz się zgadzać, nie mogę dysponować twoim wolnym czasem, ale byłabym wdzięczna, gdybyś poświęcił na to chociaż chwilkę zastanowienia.
            - Dobrze, pr… Petra – skinął głową blondyn.
            - Ten chłopiec, który siedzi w ostatniej ławce… Jean Kirstein. – Petra podparła twarz dłonią i nadęła policzki, kręcąc głową lekko – Mam wrażenie, że potrafi więcej, ale z jakiegoś powodu… coś go blokuje.
            Armin uniósł brwi; a więc to nie tylko on wyciągnął takie wnioski.
            - Jego najlepszy przyjaciel wyprowadził się z miasta – przyznał ostrożnie, niezbyt pewien, czy Jean chciałby, aby jego temat był poruszany w takim towarzystwie – Od tamtej pory nauka idzie mu dużo ciężej. Z tego co wiem, Marco pomagał mu z niektórymi przedmiotami.
            Petra pokiwała głową powoli, zamyślona. A potem rozpromieniła się i spojrzała na Armina z błyskiem nadziei w oczach.
            - Myślisz, że mógłbyś przejąć to zadanie?
            Armin zamrugał.
            - P-proszę…?
            - Pomagać Jeanowi. Radzisz sobie naprawdę genialnie, a on ma niewiele czasu, żeby stanąć na nogi. Niedługo przecież próbne egzaminy. Przejrzałam wasze wcześniejsze dzienniki, był dużo lepszy. Dlatego doszłam do wniosku, że coś musiało się stać.
            - N-nie wiem… Nie wiem, czy Jean będzie chciał… On… - „chyba za mną nie przepada” brzmiało dziwnie i żałośnie, więc Armin wzruszył ramionami, mając nadzieję, że Petra sama dopowie sobie resztę.
            Ale ona tylko machnęła ręką.
            - Takich ślicznych oczków nie można nie lubić. Jakoś go przekonasz, wierzę w to.
*
            Po czternastym okrążeniu Eren wciąż nie miał dosyć. W czym więc leżał problem?
            A no w tym, że Mikasa miała bardzo dosyć. Że, pomimo kolejnych prób, wciąż popełniał te same błędy techniczne, bez nawet minimalnej poprawy. No i przede wszystkim – ciało Erena zupełnie nie zgadzało się z umysłem i nastawieniem. Krótko mówiąc, przekroczywszy metę, po prostu padł i przez dłuższą chwilę fizycznie nie był w stanie się podnieść.
            - Eren – warknęła Mikasa, krzyżując ramiona na piersiach – wystarczy. Wracamy do domu.
            - Nie, Mikasa – wysapał chłopak, podnosząc się na drżących ramionach – Chwilkę odpocznę, dasz mi instrukcje i…
            - Co wy tu jeszcze, gówniarze, robicie?
            Nawet nieustraszona Mikasa drgnęła lekko, gdy stażysta z Utgard pojawił się znikąd tuż za jej plecami. Na jego bladej twarzy, jak zwykle, gościł niezbyt przejęty, ale w jakimś stopniu niezadowolony grymas. Słysząc znajomy głos, Eren włożył trzykrotnie więcej wysiłku, żeby się pozbierać. Jego kończyny po czternastu okrążeniach sprintu były jednak całkowicie wyczerpane, więc łokcie jak i kolana ugięły się pod szatynem i z cichym unf runął plackiem na twarz.
            - Eren… trenuje – mruknęła dziewczyna krótko. Coś w jej spojrzeniu musiało być wrogie, bo nauczyciel tylko zmierzył ją wzrokiem i nie podjął dalszej rozmowy.
            - Ej, ty! – warknął, zbliżając się do poległego Erena – Jesteś nienormalny? Przedobrzanie to kolejny, podstawowy błąd amatorów. Brawo, możesz i to sobie odhaczyć.
            - Nie… - jęknął Eren, w końcu siadając na tartanie – nie poddam się.
            Coś błysnęło nieznacznie w oczach niskiego bruneta, gdy stanął tuż przy chłopaku. Eren przełknął ślinę, ale nie odwrócił wzroku. Pod tym ciężkim spojrzeniem z góry stał się nagle przerażająco świadom swoich oklapniętych włosów, spoconej twarzy, przydużej bokserki opadającej z jednego ramienia i gównianych trampek.
            - Nie osiągniesz wszystkiego w jeden dzień – mruknął w końcu jego osobisty koszmar tonem nieco mniej napastliwym niż zwykle – Zbieraj swój zgrabny tyłek z tartanu i idź do domu, uczyć się na jutro. Czy coś.
            Eren westchnął cicho i wstał nieco chwiejnie. Ułamek sekundy później już była przy nim Mikasa. Tym razem nie skomentował tego w żaden sposób; naprawdę miał wrażenie, że w każdej chwili może upaść.
            Okno gabinetu biologicznego otworzyło się z hukiem i wyjrzała z niego znajoma głowa ekscentrycznej okularnicy z Utgard.
            - Levi! Leeeeeeevi! – zaczęła krzyczeć i dziko wymachiwać rękoma – Znowu straszysz dzieci?! Daj se spokój i wracaj tutaaaj, musisz coś zobaczyć! Byłam święcie przekonana, że nie wybuchnie jak to napompuję! A tu niespodzianka! Weź te swoje pierdoły do dezynfekcji, jeśli możesz!
            Dopiero wtedy cała trójka zauważyła, że twarz, włosy i ramiona Hanji są pokryte czymś szaroburym i wyglądającym na lepkie. Brunet, nazwany Levim, westchnął boleśnie i, nie oglądając się na pozostałą dwójkę, ruszył w kierunku szkoły, mamrocząc coś o „niekompetentnych, eksperymentujących świrach”.
            Mikasa i Eren skierowali się w przeciwnym kierunku, krokiem odrobinę wolniejszym. Stawy i mięśnie szatyna krzyczały o pomoc, ale zachowywał dzielną minę. Całą drogę milczał, odmrukiwał tylko czasem w odpowiedzi na zmartwione pytania przyjaciółki. Myślał o słowach Leviego – brzmiały jak porada.
            Już pod samym domem Eren zatrzymał się nagle gwałtownie.
            „Moment. Co on powiedział o moim tyłku?”
*
            Przez całe popołudnie Armin zastanawiał się nad tym, jak poinformować Jeana, że od teraz ma nowego korepetytora. Chciał to zrobić jak najszybciej, bo na następny dzień Petra zapowiedziała im powtórzeniowy test, i w konsekwencji… nie wymyślił nic. Dlatego, jak na rozsądnego człowieka przystało, aktualnie bez jakiegokolwiek planu wcisnął dzwonek do drzwi frontowych domku jednorodzinnego, w którym mieszkał Jean.
            Armin był tu tylko raz, kilka miesięcy wcześniej, próbując nakłonić Erena do porzucenia zamiaru wybicia cegłą okna pokoju Jeana. Dobrze, że zapamiętał drogę.
            W końcu drzwi otworzyły się i pojawiła się w nich kobieta. Armin momentalnie dostrzegł podobieństwo matki do syna.           
            - Tak? – powiedziała zdziwiona po krótkiej chwili ciszy, przyglądając się Arminowi podejrzliwie.
            - D-dzień dobry. Czy jest Jean?
            - Jean? – kobieta uniosła brwi wysoko, jakby spodziewała się, że to pomyłka i chodzi o jakiegoś innego Jeana, a nie jej syna.
            - Tak. Chodzimy razem do klasy, przyszedłem mu pomóc z matematyką.
            Zmiana w podejrzliwym obliczu matki Jeana nastąpiła w przeciągu sekundy. Jej twarz rozświetlił promienny uśmiech i Armin przez chwilę miał wrażenie, że zaraz zostanie uściśnięty, wytarmoszony za uszy albo coś w tym rodzaju.
            - Och, wspaniale! Wchodź, wchodź… Jean jest na górze, w swoim pokoju. Tam, skąd gra głośno muzyka, będziesz wiedział który.
            Armin skinął głową nieśmiało, zdjął buty i udał się schodami na piętro. Faktycznie, zza jednych drzwi, najbardziej obdrapanych, dochodziło stłumione dudnienie. Dubstep?
            Blondyn zapukał grzecznie i zagryzł wargi, czekając na odpowiedź.
            - Czego chcesz? Mówiłem, nie jestem głodny! – Jean nie brzmiał nawet na w połowie tak poirytowanego, jak zwykle bywał w szkole. Raczej na… zmęczonego.
            Armin odetchnął głęboko – w końcu musiał mieć to za sobą – i nacisnął klamkę.
            - Cześć – powiedział cicho, patrząc prosto w coraz szerzej otwierające się oczy kolegi z klasy.
            - Co – zaczął Jean, ale to jedyne, co wydobyło się z jego ust. Zmarszczył czoło, gwałtownym ruchem ściszył muzykę i zatrzasnął stojący na biurku laptop.
            Nie na tyle szybko, żeby Armin nie zauważył, co miał ustawione jako tapetę. Nie wiedział, że on i Marco mieli jakieś wspólne zdjęcia, ale chyba nie powinien się dziwić. W końcu przyjaciele robią takie rzeczy.
            - Petra poprosiła mnie, żebym pomógł ci z matematyką – wyjaśnił szybko.
            - Nie potrzebuję pomocy – warknął Kirstein, czerwieniejąc na twarzy, ni to ze złości, ni z zakłopotania.
            - Jesteś zagrożony, Jean – odbił piłeczkę Armin, starając się, aby nie zabrzmiało to jak atak.
            - Nie mogłeś tego ze mną wcześniej ustalić? Mogło mnie nie być w domu.
            Ku zaskoczeniu blondyna, wyglądało na to, że drugi chłopak już się poddał i pogodził z losem. Armin nie musiał gryźć się w język – chociaż „przecież ty nigdzie nie wychodzisz” byłoby całkowicie poprawną odpowiedzią, dobrze wiedział, że pod żadnym pozorem nie powinien tego mówić.
            - Przepraszam. Nie pomyślałem o tym.
            Jean przyglądał mu się ponuro przez dłuższą chwilę. W końcu Armin zmuszony był spuścić wzrok, czując wpełzające na policzki rumieńce. Kirstein westchnął cicho.
            - Dobra, siadaj.

17 komentarzy:

  1. Jesteś moim mistrzem. Płaczę ze szczęścia jak cię czytam >_< XDD
    Czekam na walentynkowego shot'a! :**

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest CU-DO-WNE~! Poprostu Hanji i Levi jako nauczyciele sa poprostu... Brak słów! Jakby chcieli gdzieś zawitać to zapraszam do mnie do szkoły >w< wreszcie bym zaczęła chodzić na wuef
    Ooo tez czekam na Raire *^* liczę ze rozdział bedzie równie śmieszny jak reszta
    Pozdrawiam i życzę uroczych Walentynek ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu, coś Armin i Jean mi się kłania. :D
    Cudownie, kocham Cię! <3
    Czekam na kolejne niecierpliwie. Jeśli to możliwe, dodawaj częściej, bo wysycham. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ejjj ja chce dalejjjj,... czytam na lekcji, wiec bardziej rozbudowany komentarz dostaniesz pozniej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam.
    Muszę z pewnym zdziwieniem przyznać, że to AU coraz bardziej mi się podoba.
    Widzę arminowo-jeanowe hinty czy to tylko moja galopująca wyobraźnia?
    Opowiadnie robi się coraz ciekawsze. Czekam na ciąg dalszy. I Rairę, chociaż Walentynki wkurzają mnie niemiłosiernie.
    Pozdrawiająca
    FK

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej nie no, ja to kocham. :D Dla mnie każdy przejaw EreRi jest dawką szczęścia, więc kiedy przeczytałam "zgrabny tyłek" nie mogłam uwierzyć, że Eren tego nie zauważył. xd Albo chociaż Mikasa, no. XD No ale ja to od razu bym chciała seksy w krzakach, a Rivaille to jest porządny gość. :C Zanim się kogoś przeleci, to trzeba go poznać i wgl... :'C

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy kolejny odc? *.*

    "Zgrabny tyłek" - megusta. xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nowopowstały blog o tematyce yaoi z opowiadaniem własnym real life. Przedstawiam historię chłopaka, który przeprowadził się do nowego miejsca i tam „wpadł” w niespodziewany bieg zdarzeń, które będą owocowały scenami humorystycznymi i intensywnie erotycznymi. Główny bohater jest bardzo bezpośredni i lubi „te” zabawy, a nie potrafi odmawiać;) Opowiadanie pisane z perspektywy pierwszej osoby, więc można lepiej się „wczuć” w postać. Zainteresowanych zapraszam na adres http://poziomm2.blogspot.com/
    Przepraszam za spam, ale reklama dźwignią handlu no i chętnie się wymienię adresami:) Proszę o kontakt pod postem. Pozdrawiam Ethan.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się :) Będę wyczekiwać na ciąg dalszy. "zgrabny tyłek" <3 - nic więcej nie potrzebuję

    OdpowiedzUsuń
  10. Nienawidzę wf'u ale jakby uczył go Levi.... to kto wie xd Można by nawet przymknąć oko na ten jego cholerny charakter hahah ale to jest chyba rzecz która najbardziej w nim lubię. Chociaż z tą swoją manią czystości przypomina mi moją mamę ;-; to straszne ;-; hahahaha
    Hanji ucząca biologi, o zgrozo toż to ona skrzywi tym uczniom psychikę! :D
    Jakieś flaki pancernika hahahahaha
    z g r a b n y t y ł e k o m g * feelsuje po czym czyta dalej* ja tam już wiem co on by z tym tyłkiem Erena chciał zrobić ( co ja wygaduję ;-; staczam się xd)
    Kończę ten komentarz zanim się pogrążę do końca haha
    Czekam na kolejny rozdział! Powodzenia w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy coś nowego? :<

    OdpowiedzUsuń
  12. Nooootki >__< Bejbe umieram bez twoich opowiadań

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy możemy się spodziewać kolejnej notki? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy coś dodasz? ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj, dzisiaj, dzisiaaaj! :DD Wybaczcie, byłam cały tydzień w Dublinie, tam nie mogłam nic pisać =<<

      Usuń
  15. Biedny Armin, Jean go pożre B] xD Bardzo fajne, jak wszystko, co piszesz. Chętnie będę czytać Twojego ficka z SnK *3* Na a Hanji... Hanji moim mistrzem xD Więcej Hanji! xD I więcej Erenowego tyłka! xD
    Tak, tak, zebrałam się w końcu, żeby napisać parę komentarzy. Przepraszam, że zwlekałam, tak wyszło xD
    Więcej weny~!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ahh, Eren i ten jego zgrabny tyłeczek >w<
    Hanji zabija (dosłownie i w przenośni xD) swoim wariactwem. Kocham ją za to <3
    Idealnie odgrywasz ich charaktery.
    Cudownie, zaraz pożrę kolejne rozdziały.

    I TAK JAK MYŚLAŁAM, ZROBISZ ARMIN X JEAN *yeeey!* >w<

    OdpowiedzUsuń