we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

środa, 11 września 2013

Batman i łowca. [3]

Daaaaaaaaaaaaaaaaaaamn. Klasa maturalna jest straszniejsza niż myślałam. Pomijając fakt, że jeszcze się nie ogarnęłam. Mam już temat prezentacji, wiem raczej, gdzie się kieruję, ale wir pracy coś słabo porywa. Postaram się Was za bardzo nie zaniedbać ;-;

_____________________________________

- Będzie jak nowy, gdy skończymy gadać.
Zielonooki, mówiąc to, nawet nie zerknął na leżącego bez ruchu Chucka. W skupieniu oglądał cały wystawiony na stole arsenał broni, na zmianę unosząc i marszcząc brwi.
Castiel odsunął drżące palce od – całe szczęście, pulsującego – punktu na szyi przyjaciela i spojrzał na przybysza.
- Kim jesteś? – zapytał cicho.
- Mów mi Dean.
Castiel poruszył się niespokojnie.
- Dean?
Zielonooki prychnął i odłożył srebrny pocisk, któremu przed chwilą przyjrzał się dokładnie ze wszystkich stron.
- Co, spodziewałeś się pewnie czegoś ekstra, nie? A guzik. I tak za dużo już tych cholernych pozerów próbujących wzbudzić respekt imionami dłuższymi i bardziej popieprzonymi niż ewolucja.
- Więc czym jesteś? – Castiel wstał powoli, wodząc wzrokiem po całej sylwetce przybysza.
Dean poprawił skórzaną kurtkę, momentalnie poważniejąc.
- Aniołem z zastępów Pana.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzajemnie, zupełnie jakby na coś czekając. A potem Castiel powoli pokręcił głową, a na ustach zatańczył mu delikatny uśmiech.
- Niemożliwe.
Dean westchnął potężnie i ominął stół, aby stanąć na środku ciemnego baraku.
- To jest właśnie twój problem, Cas – powiedział, a jego głęboki, lekko ochrypły głos zawibrował w uszach bruneta. – Przestałeś wierzyć.
Huk. Przez szpary między spróchniałymi deskami do baraku wpadło oślepiające światło błyskawicy. Mignęło raz. Drugi. Cienie zatańczyły na ścianach, a potem wszystkie skumulowały się tuż za plecami zielonookiego i rozwinęły powoli, z każdą błyskawicą coraz potężniej, w wielkie, czarne skrzydła. I wszystko zgasło.
Castiel poczuł, że w gardle zrobiło mu się całkiem sucho.
- Anioł… - odezwał się w końcu, pewnie – …który niewinnej kobiecie wypalił oczy?
Dean przekrzywił głowę lekko, zupełnie jakby mówiąc „masz mnie”.
- Myślałem, że przez Batmana sobie odpuści. Pomyśli, że to jakiś debilny duch wdarł się jej na linię. Można powiedzieć, że to był żart.
- Nie znam się na żartach – zastrzegł od razu Castiel, wciąż przejęty i poważny – ale nawet ja wiem, że ten nie był zabawny.
- Samo wypalenie oczu nie było jakimś tam kaprysem. – Dean znów wetknął dłonie do kieszeni skórzanej kurtki i, chyba po raz pierwszy, odwrócił wzrok. – Chciała na mnie zerknąć, udało jej się, a to były konsekwencje. Takie, z którymi nie bardzo mogę cokolwiek zrobić.
- Ja na ciebie patrzę i nic mi nie jest – zauważył Castiel.
- Bo patrzysz na tymczasowe wdzianko – wzruszył ramionami zielonooki. – Chociaż musisz przyznać, że całkiem przystojne, to moja prawdziwa postać by cię oślepiła. Dosłownie, niestety. Ostrzegłem tamtą pannę, nie raz, nie dwa.
- Ten człowiek… - odezwał się Castiel cicho i pozornie bez emocji, choć czoło zmarszczyło mu się nieznacznie – Opętałeś go?
Po raz pierwszy na twarzy Deana pojawił się autentyczny żal. Poprawił skórzaną kurtkę trochę delikatniejszym gestem niż wcześniej i pokręcił głową lekko.
- Gość umierał. Wypadek samochodowy.
- Och. – Castiel przestąpił z nogi na nogę, niezbyt wiedząc, co na to odpowiedzieć.
- To była jego pierwsza modlitwa w życiu. Pogadałem z nim i… stwierdził, że chce się przydać. 
Castiel przyglądał się potencjalnemu aniołowi przez dłuższą chwilę, po czym znów pokręcił głową. I tym razem kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu, ale, zupełnie jak w przypadku poprzedniego, nie sięgnął on oczu.
- Nie ma powodu, dla którego anioł miałby wyciągnąć mnie z piekła.
Dean znów utkwił w nim zielone tęczówki – jak się okazało, nie swoje, a tymczasowego wdzianka – i w kilku niedbałych krokach pokonał większość dzielącego ich dystansu.
- Może ci się poszczęściło – odparł, przystając dosłownie o krok przed brunetem.
- Nie… - Tym razem to Castiel uciekł wzrokiem i przełknął ślinę. – Nie zdarza mi się to.
- Co ci jest? – Dean pochylił się lekko, żeby pochwycić jego spojrzenie. „Tymczasowe wdzianko” w końcu było od Castiela wyższe. I przez jego przystojną twarz przemknął cień zrozumienia. Parsknął pełnym niedowierzania śmiechem. – Myślisz, że nie zasługujesz na ratunek.
- Czemu mnie uratowałeś? – Castiel nie potwierdził ani nie zaprzeczył, choć to postawiło sprawę raczej jasno.
- Wola boska. – Dean uniósł brwi nieznacznie. – Działam z rozkazu. Mamy dla ciebie robotę.
*
Chuck usiadł z głośnym westchnięciem. Trzymał lodowatą puszkę konserwy przyciśniętą do boku głowy, na który upadł.
- Nie kupuję tego. – Gabriel, sfrustrowany, zgniótł orzechowego batonika w dłoni.
- Więc znajdź jakieś inne wyjaśnienie – odrzekł Castiel, wciąż spokojnie, choć już odrobinę poirytowany.
- Czy kilka minut ciszy to naprawdę tak wiele? – jęknął Chuck, odchylając się na obrotowym krześle.
- Anioły to bajeczki dla dzieci, Cassie – zignorował go Gabriel – Tato powiedziałby nam…
- Ojciec – przerwał mu brunet głośno, wstając – nie mówił nam o wielu rzeczach.
W wypełnionym całym mnóstwem ksiąg i zeszytów pokoju Chucka zapanowała grobowa cisza, podczas której bracia mierzyli się wzrokiem, a gospodarz starał się nie zgarbić pod ciężarem atmosfery.
- Zamawiamy jakąś pizzę…? – przerwał milczenie niepewnie.
- Zjem coś na mieście – mruknął Castiel, szybko odwracając wzrok. Gabriel prychnął cicho, wpakowując do ust całego batonika naraz.
- A się udław na zdrowie – wymamrotał, wstał i zniknął w drzwiach do kuchni dokładnie w momencie, w którym Castiel dotarł do tych wyjściowych. Oba trzaśnięcia potoczyły się echem po pokoju.
Kradziony samochód, do którego brunet powoli zaczął się przyzwyczajać, wyjechał na ulicę z piskiem opon. Zaciśnięte na kierownicy dłonie drżały delikatnie, oczy wędrujące nerwowo po drodze były przekrwione. Castiel nie wyglądał aż tak źle od chwili, w której własnoręcznie wydostał się z zakopanej metry pod ziemią trumny. Jedna z drżących dłoni wsunęła się do kieszeni spodni, wydobyła telefon i wystukała szybką wiadomość.
Zabiłbym za frytki. – C
Brunet oblizał usta, drugą dłonią nerwowo wystukując jakiś rytm na kierownicy.
Pik.
Nie zabiłbyś. Jesteś zbyt grzeczny. – M
Brunet sarknął z nietypową dla siebie intensywnością i zjechał na pobocze. Wysiadł z samochodu; spostrzegł drobną postać jeszcze zanim zamknął za sobą drzwi.
- Wyglądasz jak… - zaczęła kobieta, przekrzywiając głowę odrobinę – Uhm, wróć. Nie wyglądasz. Ciekawe dlacze…?
- Dość… Meg. – Castiel przełknął głośno, nierozbawiony, i pokonał dzielący ich dystans, po czym chwycił ją za ramiona. Nawet nie drgnęła, jedynie uniosła lekko brew.
- W porządku, zrozumiałam przekaz. – Mrugnęła, a w jej oczy dosłownie na ułamek sekundy wpełzła głęboka czerń. Koniuszkiem języka delikatnie przesunęła wzdłuż dolnej wargi, zerkając na usta bruneta. – Może spróbujemy innego sposobu? Nie odmieniło ci się choć troszkę po piekle?
Castiel milczał. Zupełnie nic nie było w stanie go zdekoncentrować. Jedynie jego dłonie spoczywające na szczupłych ramionach demona drgnęły delikatnie, wzmacniając uścisk.
Meg westchnęła. Odsunęła się o krok, rozejrzała nieznacznie i, z bardzo niezadowoloną miną, wyciągnęła zza pazuchy srebrną piersiówkę.
- Dziękuję – wyszeptał brunet na wydechu.
- Na zdrówko, skarbie. – Meg wyszczerzyła zęby, ale nie przestała rozglądać się wokół co kilka chwil. – Miałam już do ciebie dzwonić, wiesz? Martwiłam się o twoje śliczne ciałko. Ale widzę, że duchy nawet cię nie drasnęły. Cieszy mnie to.
- Uhm… Co? – Castiel wyglądał zupełnie jak wyrwany z transu. Szybko schował piersiówkę do wewnętrznej kieszeni kurtki i utkwił wzrok w, na tę chwilę, ludzkich oczach brunetki.
- Jak to co? – sarknęła, ale uśmiech szybko spełzł z jej twarzy, ustępując miejsca autentycznemu zaskoczeniu – Chcesz mi powiedzieć, że nic was nie nawiedziło?
- Dlaczego cokolwiek miało nas nawiedzić? – Castiel zmrużył oczy, skonsternowany. Meg wybuchła śmiechem.
- Skarbie, dwudziestu łowców kopnęło dzisiaj w kalendarz. Jak się pewnie domyślasz, to nie był po prostu zbieg okoliczności. Zostali rozerwani na kawałki. A ja mam informacje z pierwszej ręki i dobrze wiem, że to nie robota demonów.
Castielowi zrobiło się zimno i gorąco jednocześnie.
- Muszę wracać – wymamrotał i odwrócił się na pięcie, rzucając jeszcze przez ramię – Dziękuję, Meg.
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparła brunetka cicho, wycofując się w kierunku pierwszej lepszej alejki.
Mało brakowało, aby kradziony samochód po drodze zmienił się w dachujący samochód; Castiel jechał na złamanie karku, łamiąc chyba wszystkie możliwe przepisy. Strzały dobiegające z domu usłyszał jeszcze zanim zdążył wyłączyć silnik.
- Gabe!
Bagażnik otwierało się zdecydowanie zbyt wolno, ale dłonie Castiela nigdy nie były bardziej pewne. Przerzucił torbę z bronią przez ramię i pomknął ku bocznym drzwiom. Nie musiał wyważać ich kopniakiem; były uchylone.
- Spieprzaj tam, skąd wypełzłaś!
Głos Gabriela potoczył się echem po całym parterze, ale bez wątpienia dobiegał z piwnicy. Młodszy łowca bez wahania zbiegł po stromych schodkach, z palcem na spuście.
- Mówisz do mnie tak, jakbym wciąż miała w sobie tą demonią dziwkę.
Castiel zatrzymał się, aby pozostać poza polem widzenia właścicielki głosu.
- Miałaś ją w sobie, gdy… - wydyszał Gabriel zupełnie tak, jakby ktoś trzymał go za gardło. Przypartego do ściany. Co, wnioskując po późniejszym huku, było bardzo prawdopodobne.
- W sobie, Gabe! Ciało wciąż było moje. Myślałeś o tym? Przemknęło ci to przez tą – huk – pustą – huk – łepetynę – huk – gdy wbijałeś we mnie – huk – wszystkie te – huk – ostre przedmioty? Gdy mnie – huk – przypalałeś?
- N-nie mieliśmy…
- Nie mieliście? Mieliście? – Kobieta ryknęła histerycznym śmiechem. – Miałeś wybór, Gabe! Dobrze wiesz, że miałeś. Z tego co słyszałam, a pomimo tego, że zostałam uwięziona we własnej głowie, słyszałam i widziałam wszystko, była osoba, która wciąż starała się przemówić ci do rozsądku.
Castiel poruszył się niespokojnie w swojej kryjówce i wstrzymał oddech. Nie mógł pozwolić, żeby wspomnienia i niepotrzebne myśli go rozproszyły.  
- Prze- p-przepraszam – wydusił Gabriel na czymś, co musiało być jego ostatnim wydechem.
- Za późno na przeprosiny – syknęła kobieta.
Castiel wyskoczył zza ściany, wycelował i strzelił. Wszystko to trwało dosłownie sekundę. Pocisk przeszył wysoką, jasnowłosą postać na wylot. Oprócz tego, że drgnęła i rozmazała się lekko, zupełnie jak słabej jakości hologram, nic się nie stało. Nie wypuszczając Gabriela z morderczego uścisku, odwróciła się powoli. Miała ładną, młodą twarz i duże, ciemne oczy; Castiel widział ją pierwszy raz w życiu. I zupełnie nie miał pojęcia, z czym ma do czynienia.
Jednak wtedy, gdzieś z piętra, dobiegł ich ekstatyczny wręcz okrzyk radości. Chuck.
- Uwierz mi, kochanie, – wybełkotał Gabriel, zupełnie jakby uścisk na jego gardle nagle zelżał – za to, co robiłem, pokutuję każdego dnia. Zabijając mnie, zrobiłabyś mi przysługę. Ale dzisiaj nigdzie się z tobą nie wybieram.
- Ja na razie też nigdzie nie idę – warknęła blondynka, odwracając się z powrotem w kierunku swojej ofiary, ale jej głos nie brzmiał już tak silnie jak przed chwilą.
- Ależ tak. Wracasz tam, skąd przyszłaś. – Gabriel uśmiechnął się kącikiem zsiniałych ust. – Do zobaczenia.
- Masz moją krew na rękach! – wrzasnęła kobieta ostatkami sił, syknęła, jakby z bólu, i wyparowała.
Gabriel osunął się po ścianie i opadł na kolana, łapiąc powietrze nierównymi haustami. Castiel dopiero wtedy przypomniał sobie jak się oddycha. Już po chwili klęczał przy bracie, przytrzymując go, drżącymi dłońmi przesuwając po jego twarzy i posiniaczonej szyi; musiał się upewnić, że Gabriel żyje, że wszystko z nim w porządku, że znowu nie…
- Kurwa mać, Chuck – krzyknął szatyn, gdy tylko unormował oddech – Nie dało się dłużej ślęczeć nad tym rytuałem?
*
Truskawkowy cukierek, jeszcze w papierku, majestatycznie przeleciał przez całą długość pokoju, odbił się od czoła Castiela i z cichym tąpnięciem wylądował na deskach podłogi. Brunet zamrugał i uniósł wzrok. Gabriel, z wielce obrażoną miną, klikał na laptopie; jednak, gdy tylko ich spojrzenia spotkały się na moment, Castiel wiedział, że między nimi wszystko gra.
Jakąś godzinę później kolejny cukierek wylądował tuż obok bruneta, na kanapie, a Gabriel zatrzasnął laptop.
- Nnno, to  ja idę w kimę. Kolorowych, Cassie. Miej oczy szeroko otwarte, wiesz o co biega? Kto wie, gdzie tym razem temu aniołowi zachce się pchać łapska. A ja żadną maścią na oparzenia nie będę nacierał twojej…
- Dobranoc, Gabe.
Szatyn skłonił się lekko i skierował się ku schodom na piętro, chichocząc cicho. Siniaki na jego szyi, w przeciwieństwie do ich przyczyny, nie miały zamiaru znikać.
Wybiła dwunasta. Mimo to Castiel zupełnie nie odczuwał ochoty na sen. Jego myśli pędziły jak oszalałe i, po raz pierwszy w życiu, zastanawiał się, czy niegdysiejsza pustka nie była przypadkiem lepsza.
- Twój brat świetnie poradził sobie ze świadkiem.
Brunet syknął cicho. Poderwał się na równe nogi i gwałtownie odwrócił w kierunku źródła głosu.
- Świadkiem? – wyszeptał. Serce dudniło mu w uszach tak głośno, że ledwie usłyszał własne słowa.
Dean leniwie odepchnął się od kuchennego blatu i postąpił kilka kroków w kierunku łowcy.
- Chciałbym móc powiedzieć to o tobie.
Miał na sobie tą samą poprzecieraną, skórzaną kurtkę z dużymi kieszeniami, w które wcisnął dłonie. Jego pełne usta, co Castiel zauważył z lekkim zaskoczeniem, wykrzywiły się w pogardliwym uśmiechu.
- Ja… Jakim świadkiem?
- Tym samym, który próbował go udusić.
- Skąd o tym wiesz? – Tym razem to Castiel wykonał dosłownie pół kroku w przód. Usilnie próbował to wszystko jakoś poukładać sobie w głowie, ale wstępny wynik przemyśleń raczej mu się nie podobał.
- Nie tylko twój brat miał ten wątpliwy zaszczyt. Nie żyje…
- Dwudziestu łowców, wiem – przerwał mu Castiel, marszcząc brwi – Wiedziałeś… Wiedzieliście o tym?
- Warto zaznaczyć, że z innych źródeł niż ty. – Dean znów uśmiechnął się w ten pogardliwy sposób i powolnym ruchem wyciągnął dłonie z kieszeni. Ani na sekundę nie przerwał kontaktu wzrokowego.
- Nie rozumiem. – Brunet pokręcił głową. – Nie powinniście… pomagać ludziom?
- Uzupełnij wiedzę. Polecam Biblię. – Dean wywrócił oczami. – Nie jestem tu po to, żeby siedzieć ci na ramieniu i szeptać do uszka słodkie słówka. Mieliśmy ważniejsze sprawy.
Castiel parsknął cichym, sfrustrowanym śmiechem.
- Ważniejsze sprawy.
- Żebyś wiedział. – Dean pochylił się odrobinę, poważniejąc. – Świadkowie powstali z grobów złamali pieczęć. To wszystko, całe to gówno… to robota Lilith. Chyba mieliście przyjemność?
Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Bruneta kosztowało naprawdę dużo, aby nie uciec wzrokiem przed tym przeszywającym, zielonym spojrzeniem.
- Tak. Można tak powiedzieć. – Przełknął ślinę. – C-co to za pieczęcie?
- Jest ich sześćset, – odrzekł Dean poważnie, przekrzywiając głowę lekko. Castiel miał wrażenie, że prześwietla go rentgen. – ale Lilith musi złamać tylko sześćdziesiąt sześć. Bez znaczenia, których.
- I co się stanie, gdy je złamie? – spytał cicho.
- Pomyśl o pieczęciach jak o… zamkach do drzwi. Gdy rozwali się ostatni, właśnie wtedy Lucyfer zrobi wielkie… wyjście.
Dean uśmiechnął się nieznacznie, pochylając jeszcze niżej. Castiel spodziewał się poczuć jego oddech na twarzy, ale najwidoczniej anioły nie musiały oddychać, jeśli nie miały na to ochoty.
- Lucyfer – powtórzył pod nosem, w głębokim zamyśleniu.
- Tak, Lucyfer – warknął Dean – Mówię niewyraźnie? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że brak ci wiary w diabła. Myślisz, że czemu fatygujemy się na ziemię po dwóch tysiącach lat wolnego? Żeby go powstrzymać.
- I dlatego pozwalacie Lilith złamać pierwszą pieczęć, a dwudziestu osobom zginąć? – Po raz pierwszy Castiel nie brzmiał na spokojnego, ani nawet na zaskoczonego; był zły. Wciąż miał przed oczami siniaki na szyi Gabriela, wciąż słyszał jego zduszony, słabnący głos.
- Mamy wiele spraw na głowie. – Dean spojrzał na niego spod byka. – Z resztą, jesteś ostatnią osobą, której powinienem się tłumaczyć. To…
Zaskakująco ciepła dłoń sprytnie wpełzła na biodro Castiela i, nieznacznie błądząc po drodze, wsunęła się do tylnej kieszeni jego spodni. Brunet sapnął cicho, a usatysfakcjonowane spojrzenie zielonych oczu zawstydziło go na tyle, że opuścił lekko głowę. Po chwili Dean cofnął ramię, trzymając w palcach srebrną piersiówkę. Twarz wykrzywił mu niezadowolony grymas, zupełnie jakby się jej brzydził.
- Nie znasz mnie. Nie wiesz czemu… - zaczął Castiel cicho, ale buntowniczo.
- Nie. Interesuje. Mnie. To. – Z każdym słowem Dean przysuwał się coraz bliżej. Łowca wstrzymał oddech; anioły chyba miały problem z pojęciem przestrzeni osobistej. – Nie jestem tu po to, żeby słuchać twoich rad.
- Ja…
- Dobrze ci radzę, słońce, okaż mi trochę szacunku. – Dean ścisnął piersiówkę w dłoni, wgniatając metal. - Wyciągnąłem cię z piekła, ale mogę jeszcze załatwić bilet w drugą stronę.

Po czym wsunął zmaltretowaną piersiówkę z powrotem na jej miejsce. Castiel nie był w stanie się poruszyć. Ani odezwać. Jęknął cichutko, zamykając oczy, a gdy je otworzył, anioła już nie było nigdzie w zasięgu jego wzroku. Cichy szum skrzydeł odbijał się echem w pokoju. 

15 komentarzy:

  1. Ja wrócę do domku to przeczytam. :'') Chcę być po prostu pierwsza XD
    BTW...mogę zareklamować Twoje opowiadania na tłyterze...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugh ;-; zajebiste. Cholera, niby nic nowego bo pieczęcie itd ale wciąga jak cholera :C To jak uwielbiam to opowiadanie jest bolesna uh.
      Świetnie prowadzisz postać Dean'a bo dalej jest sobą, a można w nim mimo wszystko wyczuć tę postać anioła.
      I.
      TEN.
      CHOLERNY.
      GABRIEL.
      KOCHAM.
      GO.
      UGH.

      Usuń
    2. ;-; jeszcze pytasz? będę szczęśliwa i zaszczycona.

      Usuń
  2. Matko... Lecę kończyć oglądanie Supernatural! Chociaż pewnie twoje opowiadanie będzie zajebistsze (matko, co za słowo?) od serialu~ Jak ja tęskniłam za twoimi opowiadaniami. >_< Nie mogę się doczekać kolejnej części. Doszłam do wniosku, że masz naprawdę świetny styl. I nie będę go porównywać ze starymi opowiadaniami, bo też są świetne.
    Życzę powodzenia, dużo weny i mnóóóóstwo wolnego czasu. ^.-
    Ano i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oprócz destiela, przeczytałam również wincesta i drarry i... no kurde, mam ochotę na więcej :3. Twój styl pisania nie jest jakiś powalający, ale na pewno jest intrygujący, a opowiadania mi się spodobały. Nie czytałam wcześniej jeszcze żadnego destiela, ale sam Twój pomysł jest świetny. Wpadnę tu jeszcze, żeby zobaczyć, czy nie napisałaś czegoś nowego.
    Btw. też jestem w klasie maturalnej i znam Twój ból </3.
    Pozdrawiam,
    Ladenwen.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam dla Ciebie czelendż. Napisz mi yaoi z Zośką i Alkiem z "Kamieni na szaniec". Jakiś krótki. BŁAGAM XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł , dołączam się do prośby .

      Usuń
  5. Świetne opowiadanie ( idealne w czasie oczekiwania na 9 sezon ; ) Mam nadzieje że napiszesz jakiś fic z wincest prooosze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz takie fajne podejście do pisania, że czasem się dziwię, że to w ogóle możliwe, ale jak widać masz świetne zdolnosci, co z całego serca podziwiam :) Mam nadzieję, że wena jak i czas wolny będzą sprzyjać, a Ty znajdziesz wiele spełnienia jako autor :) Przy okazji zapraszam do siebie http://shit-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Długo cię nie ma :(. Rozumiem, pewnie masz sporo na głowie i tak dalej, ale skrobnij dwa słówka, że żyjesz :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, tez mi sie podoba twoj styl pisania, swietny! Masz talent. Zaraz zabieram sie za poprednia notke, bo zalatana bylam, nie mialam na nic czasu.
    Buziaki
    Kunoichi

    www.slodkiswiatyaoi.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Historia prawdziwa, zapraszam!!
    http://homozycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świeeeetne, uwielbiam <3 Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów, twój Gabriel jest genialny, Dean i Cas też super :D Bardzo dobrze piszesz, idę się jarać Sterekiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. zajebiste uwielbiam to i błagam napisz jak najszybciej kolejną cześć .

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się to opowiadanie i cały pomysł odwróconych ról. Gabriel jest świetny, uwielbiam to jak go kreujesz :D Jednak patrząc na datę publikacji, nasuwa mi się pytanie czy dokończysz to?

    OdpowiedzUsuń