we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 18 sierpnia 2013

Batman i łowca [Destiel (Sabriel) / SPN]

Byłam sobie na Niuconie! Spałam 5h łącznie w ciągu dwóch nocy, zjadłam dwie bułki, zupkę chińską i kisiel, poznałam dużo fajnych ludzi i w ogóle, i w ogóle <3
Wybyłam na weekend na wiochę, która sprzyja mojej wenie, i stworzyłam całkiem sporej długości początek tego fika. A podejrzewam, że będzie długi, oooj długi. W każdym razie, jestem z niego niesamowicie zadowolona. Pisanie kwestii pewnego bohatera sprawia mi sporo radochy ;_; Poprzedniego Destiela w jakimś archiwum zamknę czy cuś, dla pokoleń. Drugi rozdział pojawi się raczej szybko, bo już go napisałam. Trzeba tylko skorektować.
WAAAŻNE, YO. Będę robiła linki, żeby jakoś ogarnięcie Was odwiedzać i też komentować. Kto chce być w linkach, niech się odzywa pod tą notką!!
[edit]
Zmieniłam obrazek i wkleiłam link do nowego Destiela. Link poinformował mnie, że moje opowiadanie nosi tytuł "batman i owca" XDDD
___________________________

Castiel dusił się.
                Twarde, płaskie powierzchnie napierały na niego ze wszystkich czterech stron, a on kopał, pchał, przekraczał granice wytrzymałości, aby w końcu…
                Trach. Z deski zrobiły się drzazgi. Zimna, wilgotna ziemia wypełniła mu usta i oczy. Ale to nie miało większego znaczenia; i tak nic nie widział, i tak nie oddychał.
                Castiel nie myślał, choć w tej sytuacji raczej ciężko byłoby go za to winić. Działał instynktownie, walcząc o życie, łaknąc powietrza. Nie zastanawiał się, co właściwie robi pod ziemią i dlaczego. Piął się do góry.
                Pierwszy haust był suchy, gorący, bolesny, najcudowniejszy na świecie.

*

                - Halo?
                Castiel wzdrygnął się na dźwięk tego ochrypłego warknięcia, które tylko w pewnym stopniu przypominało jego głos. Zupełnie jakby struny głosowe zrobiły sobie długoletnią przerwę. Tylko gdy zamknął usta, przechodząc z zagraconego przedpokoju, minął spore lustro i wzdrygnął się na widok własnego odbicia. W drodze z całkowitego odludzia, na którym zmartwychwstał, nie znalazł czasu na prysznic, pokrywała go więc całkiem imponująca warstwa ziemi i kurzu.
                - Halo, jest tu k…?
                Jeb.
Głowa Castiela wykonała salto i wskoczyła z powrotem na miejsce; a przynajmniej takie odniósł wrażenie. Końcówkę zdania jedynie zmełł w ustach i padł na kolana. Potylica wybuchła mu bólem tak przejmującym, jakby ktoś rąbnął go wyjątkowo sporą patelnią.
- K-kto ty jesteś?
To był Chuck. Stał tuż za nim, z wyjątkowo sporą patelnią w dłoni.
- Mną jestem – jęknął Castiel, wstając raczej chwiejnie – Chuck, to ja…
Szczupły mężczyzna zacisnął usta w wąską kreskę. Drżały.
- T-to mało śmieszne. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet w-wcale.
Rondel patelni upadł na ziemię z głośnym stukotem; drewnianą rączkę wieńczyło teraz lśniące, srebrne ostrze. Castiel syknął i dość niezdarnie cofnął się o krok. Obraz przed oczami wciąż delikatnie mu wirował.
- Chuck, stój! – zawołał nieco mniej ochryple.
Ale Chuck nie usłuchał. Z determinacją rzucił się do przodu, unosząc dłoń z ostrzem.
- Kurczę – wymamrotał Castiel i zrobił szybki unik. Cios wymierzony przez drugiego mężczyznę chybił zaledwie o centymetry, świszcząc tuż pod wyciągniętym ramieniem atakowanego.
- Czego chcesz?! – warknął Chuck i ponownie uniósł ostrze. Ręka już mu nie dygotała.
- To ja! To ja, Castiel. Castiel Novak, a ty jesteś Chuck Shurley, łowca, chociaż wciąż utrzymujesz, że tylko nam pomagasz. I jesteś dla mnie zupełnie jak ojciec.
Rysy Chucka złagodniały momentalnie. Choć wyglądał na rówieśnika bruneta, jego słowa zdecydowanie bardziej go wzruszyły niż skonsternowały.
- C-castiel…? – wydukał zdławionym głosem.
- Jesteś też samozwańczym pisarzem, ale nie opublikowałeś jeszcze ani jednej książki i… - kontynuował tamten wciąż obawiając się ataku.
Chuck przestał się uśmiechać,  bez słowa postąpił o krok i świsnął srebrnym ostrzem wzdłuż przedramienia drugiego mężczyzny. Castiel syknął, ale nie cofnął ręki.
- Widzisz? – przytknął palec drugiej ręki do rany. – Nie syczy. Nie dymi. Nie topi się. Tylko krwawi. To ja.
Nie zdołał powiedzieć nic więcej, bo resztki powietrza zostały brutalnie wypompowane z jego płuc atakiem w postaci stęsknionego uścisku. Chwilę to trwało, zanim znów mógł odetchnąć.
- A-ale czemu…? – Chuck pokręcił głową. – Nie zrozum mnie źle, niesamowicie cieszę się, że jesteś tu, zdrowy i w jednym kawałku, ale… J-jak to możliwe?
- Też chciałbym to wiedzieć – przyznał Castiel poważnie.

                *

Pontiac, Illinois

                Krzywo przybite do ciemnych drzwi serduszko informowało, że stoją przed pokojem numer dwieście siedem. Wisząca na okrągłej klamce karteczka – że obecni mieszkańcy chcą prywatności.
                - To co robimy? – spytał Chuck niepewnie, przestępując z nogi na nogę.
                Castiel najpierw zmierzył go w milczeniu, następnie westchnął cicho i zapukał. Siła, z jaką to zrobił, dość dobitnie sugerowała, gdzie ma domniemane żądanie ciszy i spokoju lokatorów.
                Drzwi otworzyły się po trzecim podejściu. A raczej zostały otwarte – uchylone jedynie - przez ciemnowłosą, ciemnoskórą kobietę o koralowych ustach i morderczym spojrzeniu.
                - Czy nauczono panów umiejętności czytania ze zrozumieniem? – Jej idealnie wyregulowana brew podjechała do góry, a czarne jak węgiel oczy zignorowały Chucka, skupiając się na Castielu.
                Ani trochę nieprzejętym tą otwartą wrogością Castielu. 
                - W tym pokoju jest ktoś, kogo szukam – powiedział głośno, nie zdradzając żadnych emocji.
                - Ach tak? – Kobieta przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, tym samym blokując i tak wąskie wejście.  – Wątpię w to. I sugeruję, żeby panowie…
                - Jeśli to nie pizza, powiedz, żeby wypieprzali – odezwał się leniwie głos z wnętrza pokoju. Na jego dźwięk obaj Castiel i Chuck wyprostowali się.
                - To jego szukampowtórzył brunet dobitniej.
                - Do widzenia – odparła czerwonousta i cofnęła się, aby teatralnie zatrzasnąć drzwi.
                - Kto, nawet nie przepraszam za wyrażenie, wpieprza nam się w środek… Chuck?
                Niewysoki mężczyzna, zdecydowanie bardziej rozebrany niż ubrany, z włosami związanymi w kitkę, pojawił się tuż za czerwonoustą. Chciała zamknąć drzwi mimo wszystko, ale przytrzymał je dłonią.
                - Gabriel – odparł Chuck sucho. – Miło cię słyszeć po tych czterech miesiącach bez znaku życia.
                Gabriel zmrużył oczy. Przez dłuższą chwilę zupełnie nic nie mówił, a z jego twarzy ciężko było odczytać, co sobie myśli.
                - Słuchaj, jeśli jesteś tu, żeby… - zaczął, ale w tym momencie czerwonousta poddała się i z westchnieniem otworzyła drzwi na oścież. Dopiero wtedy drugi z gości znalazł się w jego polu widzenia.
                Utkwił w Castielu swoje piwne oczy. Zupełnie zmieniły ten charakterystyczny dla niego znudzony, nieprzejęty wyraz.
                - Gabriel. – Castiel skinął głową nieznacznie. Grdyka podskoczyła mu gwałtownie, gdy przełknął z powodów, które mogły mieć coś wspólnego z jego łamiącym się głosem.
                - Co to… - zaczął powoli Gabriel, wyraźnie się spinając - …do najświętszej kurwy ma być?
                - Castiel – odpowiedział Chuck cicho.
                - Sranie w banie – uciął szatyn.
                Castiel postąpił krok do przodu, Gabriel zazgrzytał zębami. Czerwonousta zwinnie wycofała się w głąb pokoju, znikając w cieniu rzucanym przez zasunięte rolety.
                - Gabe – zaczął Castiel cicho.
                - Nie. – Gabriel powoli pokręcił głową. – Nie próbuj mnie przegabeić. To nie zadziała.
                I jednym, zwinnym skokiem powalił bruneta na zakurzony hotelowy dywan. Czerwonousta krzyknęła zduszonym głosem, Chuck pospieszył z chaotycznymi wyjaśnieniami.
                - To on, Gabriel, to naprawdę on! Sprawdziłem wszystko, wszystko, jest tym, za kogo się podaje!
                Palce szatyna zsunęły się delikatnie z szyi Castiela i spoczęły po obu stronach jego głowy. Castiel odetchnął. Zdecydowanie miał dość duszenia, w jakichkolwiek postaciach.
                - Cholera jasna, Cassie – wymamrotał szatyn.
                - Cześć – wychrypiał powalony, ponownie skinąwszy głową.
                Gabriel, mamrocząc coś pod nosem, zsunął się z drugiego mężczyzny i wstał szybko, po czym bez słowa wyciągnął w jego kierunku pomocną dłoń. Nie cofnął jej już nawet wtedy, gdy Castiel stał o własnych siłach; przyciągnął go do siebie mocno i zakleszczył w stalowym uścisku.
                Tym razem jednak Castiel nie pozostał bierny, czy nawet subtelny. Odwzajemnił uścisk z całą siłą, klepiąc plecy drugiego mężczyzny raz po raz, zawzięcie mrugając, aby powstrzymać podejrzanie zaszklone oczy przed większym zaszkleniem.
                A gdy odsunęli się od siebie po dłuższej chwili, czerwonousta wyszła z ukrycia i stanęła w progu, krzyżując ramiona na piersiach.
                - Więc co, jesteście parą kochanków po długoletniej rozłące? – spytała, nierozbawiona.

                - Hę? – wykrztusił Gabriel, również mrugający zawzięcie, zupełnie jakby dostał zapalenia spojówek – Co ty w ogóle…? Nie, jasne, że nie! To mój braciszek.


11 komentarzy:

  1. ''DESTIEL/SABRIEL'' *bierze głeboki wdech, ociera łezkę wzruszenia, bo właśnie jej ulubiona autorka opublikowała opowiadanie z jej ulubionymi pairingami*
    Przez kilka sekund nie ogarniałam, a potem skapnęłam się, że WŁAŚNIE CZYTAM TO CUDOWNE ODWRÓCONE AU.
    Nawet nie wiesz jak bardzo chcę zobaczyć to w Twoim wykonaniu.
    Jak narazie to ssie mnie z niedosytu bo nie mogę się doczekać, jak to rozegrasz.

    *bijąc pokłny odchodzi i znika w ciemnych zakamarkach internetu nieoświetlonych blaskiem Twych fanfików*
    *WŁAŚNIE OSIĄGNĘŁAM NOWY POZIOM WAZELINIARSTWA CHYBA*
    #LET ME LOVE YOU
    #ZAKŁADAM TWÓJ FANKLUB KOCIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. #I WILL LET YOU LOVE ME IF YOU LET ME LOVE YOU
      wazelina pomaga wenie niesamowicie i jest przeurocza, i bardzo ją lubię. :''')
      mam już koncept tego jak to rozegram! postaram się nie zawieść <3

      Usuń
    2. Nie wiem czy byłaś już na twitterze, ale jakby co to ja jestem tą fanką, która chce Ci postawić ołtarzyk XD Chciałam polecić koleżance Twoje opowiadanie, a ona na to, że już to czytała i zna Cię z twittera ;-; *fangirling jak cholera*

      Usuń
    3. jskfhsdjk tak, właśnie byłam na twitterze. świat jest mały. fangirluję również ;-; <3

      Usuń
  2. A czemu to takie krótkie? Powiem ci, że kiedyś czytałam ff z Supernatural, ale twoje jest o niebo lepsze! Uwielbiam twoje teksty. :) Piszesz bosko, pisz dalej~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to prolog dopiero, rozdziały będą co najmniej 2x dłuższe :))

      Usuń
  3. ok, cholernie mi się spodobał Twój styl pisania i bardzo kanoniczny Gabe :3 szkoda tylko, że to takie krótkie :( just so you know: zyskałaś stałą czytelnieczkę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następne będą dłuższe! cieszy mnie to mocno <333

      Usuń
  4. Haha, krótkie, świetne i... ogółem zajebioza.
    Nie napiszę długaśnego komentarza, bo sobie dziwne rzeczy o mnie pomyślisz, no!
    Ja mam czasem dziwne pomysły na komentarze, na przykład ostatnio u takiej znajomej Drowned. I nie dziw, że się jej japa cieszyła.
    :D
    Wiesz, ja też się jarałam swoim ostatnim dłuuugaaśnym komentem pod jej notką.
    :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie znalazłam tego bloga i aaa, fanficki z Spn. AAA, SABRIEL. Jedyne Sabriele jakie do tej pory znalazłam były po angielsku i nie miałam jak wyrazić zachwytu ;_; Ale nieważne, co do opka to jest świetne, uwielbiam odwrócone AU <3 Lecę czytać dalej ~~

    OdpowiedzUsuń