we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

czwartek, 22 sierpnia 2013

Batman i łowca. [2]

Więęęc. Jeśli ktoś chce zobaczyć mojego ryjca, zapraszam na twitter <3 A co, trza być medialnym.
Mam taki koncept związany z historią Casa i Gabe'a, że aż mnie nosi. Ale to jakoś za dwa rozdziały. Rozdziały (6-7 stron w wordzie?) są krótsze niż one-shoty (zwykle coś koło 11 stron w wordzie), ale za to będą się pojawiać z większą częstotliwością. Nie marudzę więcej, macie :333


_______________________________

- Jest powód, dla którego nigdy nie przepadałem za takimi wyprawami.
- Niewygodnie ci na tylnych siedzeniach, Chuck? – uniósł brwi Gabriel, odwijając kolejnego truskawkowego cukierka.
- No nie wiem – wymamrotał „pisarz”, zapinając pasy; rzadko pobrzmiewająca ironia teraz była wyraźna w jego głosie – Trochę ciężko mi dojść do porozumienia z tymi wszystkimi papierkami po słodyczach.
- Samochód był mój – wzruszył ramionami miłośnik cukierków i przegryzł kolejnego – Uznałem, że nikt nie będzie narzekał. Nie spodziewałem się, że braciszkowi znudzi się bycie martwym.
Castiel przekręcił kluczyk w stacyjce i zmierzył brata bardzo, bardzo ciężkim spojrzeniem.
- Auć – mruknął Chuck.
- Wiesz, że jedyne, co odczuwam, to ekstatyczna radość, Cassie. I ulga – dodał Gabriel poważniej.
- I jesteś pewien, że nie miałeś nic wspólnego z moim nagłym powrotem? – spróbował Castiel ponownie, ruszając z miejsca.
Rysy Gabriela wyostrzyły się, a cienie pod oczami w jakiś sposób pogłębiły.
- Już mówiłem. Niestety nie. – Utkwił pusty wzrok w przedniej szybie. – Wybacz, Cassie.
Castiel skinął głową.
- Cieszy mnie wieść, że twoja dusza jest bezpieczna, bracie.
- Taa. Tylko teraz zastanówmy się, co za potężny skurczybyk był na tyle potężny, aby na luzie przetransportować cię stamtąd… tutaj.
Chuck odchrząknął. Bracia wzdrygnęli się, zupełnie jakby zapomnieli, że ktoś zajmuje tylne siedzenia. Co było dość prawdopodobne. Dlatego Chuck nigdy nie przepadał za takimi wyprawami.
- Tego postaramy się dowiedzieć.
- Od… wróżki Pameli? – zacmokał Gabriel wokół cukierka. Chuck westchnął.
- Nie jest wróżką, jest… czymś w tym rodzaju. Medium. No wiesz. W każdym razie, pomoże nam.

*

„Wróżka” Pamela okazała się być całkowitą odwrotnością tego, czego Castiel się spodziewał. A spodziewał się starszej, sympatycznej pani ze szklaną kulą.
- Serio, Cassie? – parsknął Gabriel, gdy skonsternowany brunet półgłosem podzielił się z nim tą informacją – Sądziłem, że jesteś ciutkę ponad takie stereotypowe myślenie. Szczególnie po ilości śmiertelnie zaskakującego gówna, którego już byłeś świadkiem.
I, ze wzrokiem utkwionym w zgrabnym tyle Pameli, wkroczył do pachnącej czekoladą parterówki.
- Próbowałam już kilku rytuałów, ale duchy mają gęby zamknięte na kłódki. – Pamela zmierzwiła ciemne włosy, zwracając się do Chucka. – Zupełnie jakby miały cykora przed czymkolwiek, co wyciągnęło naszego… uroczego Castiela na powierzchnię.
Jej świdrujące oczy zatrzymały się na brunecie, a wąskie usta ułożyły w zaczepny uśmieszek. Castiel zamrugał, zupełnie nie zmieniając wyrazu twarzy. Pamela zaśmiała się cicho i poklepała go po ramieniu, przechodząc tuż obok, w kierunku średniej wielkości, przeciętnie wyglądającego stołu.
- Więc… co teraz? Chyba nie będziemy próbowali tego tu przywołać? – spytał Chuck z wahaniem.
- Nieee. Tylko sobie na to zerkniemy. - Pamela zatarła ręce i mrugnęła w kierunku Gabriela. – Pomóż mi, co, słońce?
Szatyn ruszył ochoczo. Już po chwili stół był nakryty, a na środku czarnego obrusu z wypisanym znakiem stało sześć zapalonych świec.  Zajęli cztery niezbyt wygodne krzesła i, zgodnie z poleceniem Pameli, chwycili się za ręce.
- Mówiłaś, że będziesz musiała dotknąć czegoś, czego to także dotykało – powiedział Castiel cicho.
- Tak właśnie mówiłam – przyznała rozbawiona Pamela i zerknęła pod stół, zupełnie jakby tym miejscem miało być krocze lub jego okolice.
- Ohoho, momencik! – Gabriel przekrzywił głowę nieznacznie, marszcząc czoło. – A gdzie to cię dotykało, jeśli można wiedzieć?
Castiel nie załapał sugestii ani niewinnego żarciku. Nikogo przy stole to nie zdziwiło. Ze stoickim spokojem podwinął rękaw czarnej koszulki.
- Szlag by to jasny, kurwa, trafił – sapnął Gabriel, całkiem tracąc ochotę do żartów.
- Nieźle – przyznała Pamela cicho.
Chuck, jako, że widział to wcześniej, nie powiedział nic, ale zacisnął zęby i odwrócił wzrok.
Na ramieniu Castiela wypalony był odcisk dłoni.
Pamela delikatnie położyła na nim swoją własną i wzięła głęboki oddech. W pokoju nagle zrobiło się zupełnie cicho.
- Ujawnij się. Nakazuję ci ujawnić się przed nami.
Stół zadygotał delikatnie. Bracia wymienili zaniepokojone, napięte spojrzenia, ale nikt nie poruszył się z miejsca. Chuck miał zamknięte oczy, a dłoń Gabriela ściskał tak mocno, że tamten ledwie powstrzymywał się przed wyrwaniem jej i ratowaniem palców.
- Podaj swoje imię. Podaj swoje imię. – Pamela zmarszczyła brwi, nie otwierając oczu. – Nie zwracaj się do mnie takim językiem! Nie łatwo mnie przestraszyć. Podaj swoje imię.
Jedna ze świeczek zgasła.
- Może lepiej… - zaczął Chuck cicho, ale Pamela pokręciła głową gwałtownie.
- Sza, prawie go mam. – Zgasła kolejna świeczka, a Castiel mógł przysiąc, że w uszach zaczyna mu dzwonić. – Podaj swoje imię. Ujawnij się. Podaj swoje i… Batman? Robisz… robisz sobie żarty? Nie, nie mam zamiaru się wycofać!
- Pam! – krzyknął Chuck.
Wszystkie świece zgasły. Dzwonienie w uszach stało się nie do zniesienia, zmieniło w cienki pisk, coraz głośniejszy i głośniejszy, i…
Wrzask. Agonalny wrzask. Pamela wyrwała dłoń z uścisku Chucka, drąc się w niebogłosy. Odrzuciła głowę do tyłu, a z jej oczu buchnął żywy ogień. I w tym momencie świeczki znów zapłonęły, a wybuch sięgnął sufitu.
- Szlag! – Gabriel, nie puszczając dłoni brata, rzucił się na ratunek. Zdołał schwycić kobietę, zanim z krzesła osunęła się na ziemię.
Pisk ucichł jak ręką odjął. Jedynym dźwiękiem wypełniającym pachnącą już nie czekoladą, a spalenizną, izbę było ciche łkanie Pameli.
- Nic… nic nie widzę – wyjąkała i otworzyła oczy.
Z tym, że oprócz zwęglonej tkanki, z jej oczu nic nie zostało.

*

Skrzyyyyp. Castiel miał szczęście, że śpiącego Gabriela nie byłoby w stanie zbudzić nawet bombardowanie. Chuck noc spędzał w niewygodnym, szpitalnym krześle, u boku Pameli. Chociaż tyle byli jej winni.
Brunet zamknął za sobą hałasujące drzwi, wyszedł na ganek i rozejrzał się ostrożnie, dłońmi pocierając zmarznięte ramiona. Niebo było już całkiem czarne, gwieździste, a każdy wydech zmieniał się w kłębek pary.
Gdy upewnił się, że nie ma żadnego niepożądanego towarzystwa, przemknął przez podwórko niemal bezszelestnie, wsiadł do skradzionego wcześniej samochodu i odjechał w, zdawałoby się, całkiem przypadkowym kierunku. Ulice świeciły pustkami.
Pik. 
Nie odrywając wzroku od drogi, Castiel wyciągnął telefon z kieszeni spodni i dopiero wtedy zerknął w dół. Czyżby to Gabriel tradycyjnie wstał po jakąś słodką przekąskę i domyślił się, że jego młodszy braciszek zniknął?
Zabiłabym za frytki. – M
Brunet parsknął śmiechem i ostrożnie skręcił w pierwszy zakręt na prawo, który pojawił się na jego drodze. O tej godzinie większość witryn i znaków pogaszono; jednak roleta w oknie jednego z małych barów była podniesiona. Właśnie tam Castiel zatrzymał samochód.
Przed niewielkim budynkiem siedziała drobna postać. Szczupłymi palcami splatała czarne włosy w warkocza, wygodnie zajmując jeden z stolików, machając nogami w powietrzu. W momencie, w którym Castiel wyszedł z cienia i zatrzymał się parę kroków przed nią, jej twarz rozpromienił uśmiech.
- Wyprzystojniałeś, skarbie. Można powiedzieć, że przez piekło stałeś się bardziej gorący. Haha.
- Cześć, Meg.
Brunetka zeskoczyła ze stołka i wywróciła oczami.
` - Wylewnie. Też tęskniłam, skarbie. – Rozpostarła ramiona i wzruszyła nimi delikatnie, przekrzywiając głowę. – No, to co? Rozbierasz się, czy będziemy tak stać i kwitnąć? Chcę zobaczyć to słynne ramionko.
- Meg, ja… - zaczął Castiel cicho, głosem zupełnie innym niż dotychczas, zduszonym.
Na ustach kobiety wpełzł leniwy uśmiech.
- Wszystko w swoim czasie, skarbie.

*

Za takimi wyprawami Chuck przepadał jeszcze mniej.
- To zły, zły pomysł, Castiel – wymamrotał po raz kolejny, bo kilka minut wcześniej skończyły mu się paznokcie do obgryzania.
- Jeśli masz lepszy pomysł, chętnie go wysłucham – westchnął brunet, ani na chwilę nie zdejmując stopy z gazu.
- Oczywiście, że mam lepszy pomysł! Zrobić cokolwiek oprócz tego, co właśnie masz zamiar zrobić! – zawołał rozpaczliwie – Albo chociaż wrócić po Gabriela!
Castiel zacisnął dłonie na kierownicy, niekoniecznie dlatego, że wchodzili w ostry zakręt.
- Gabriel w tym momencie jest tam, gdzie powinien być.
- Więc my jedziemy na pewną śmierć, a ty uważasz, że w tym momencie twój brat powinien być w klubie ze striptizem?!
- Źle to ująłem. – Castiel zwolnił odrobinę, wyglądając przez boczną szybę na ciemną drogę. – Gabriela nie ma tam, gdzie nie powinno go być. Czyli tutaj. Przeszedł wystarczająco dużo. Damy sobie radę.
- Przypominam ci, Castiel, że to coś, co masz teraz zamiar przywołać, wypaliło Pameli gałki oczne na węgielki, gdy próbowała się dowiedzieć jak ma na imię.
- Jestem tego świadom.  - Castiel zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. – Dlatego chcę zmierzyć się z tym uzbrojony i całkowicie gotów. A obaj wiemy, że prędzej czy później się z tym zmierzę.
Chuck milczał. Po dłuższej chwili skinął głową i odpiął pasy.
Spreje i farby przydały się do wysmarowania każdego centymetra wnętrza pustego baraku, który znaleźli, w ochronne i przywołujące symbole. Wywrócony, leżący na zewnątrz stół wnieśli do środka, postawili i to właśnie na nim Chuck wykonał konieczny rytuał.
I nic.
- Jesteś pewien, że zrobiłeś wszystko zgodnie z instrukcjami? – spytał Castiel, spacerując nerwowo wzdłuż stołu.
- No raczej – żachnął się Chuck.
- Tylko, że nic się nie…
Deski zaczęły niespodziewanie trzeszczeć, a Castiel zamilkł.
- Wiatr? – spróbował Chuck z nadzieją.
- Szczerze wątpię – odmruknął drugi mężczyzna cicho, skupiwszy swoje błękitne oczy na wielkich, drewnianych drzwiach, które zaryglowali.
Wtedy wybuchła pierwsza żarówka. Posypały się iskry.
- Cholercia – jęknął samozwańczy pisarz, sięgając po broń.
- Bądź w gotowości. – Intensywność spojrzenia Castiela nie zmalała ani na sekundę; nie oderwał od drzwi wzroku nawet wtedy, gdy odbezpieczał strzelbę.
W ślad za pierwszą poszły kolejne żarówki. Bum. Iskry. Bum. Iskry. Bum.
Iskry zasłoniły zaryglowane drzwi na ułamek sekundy; ułamek sekundy, który starczył, aby deska pękła w pół. Bum. Iskry. Drzwi otworzyły się powoli. Castiel zawadził palcem o spust, mrużąc oczy. W ich kierunku zmierzał mężczyzna.
Bum. Strzał. Kula ugodziła przybysza prosto w klatkę piersiową. Nawet się nie zachwiał. Wciąż szedł w ich stronę, z każdym krokiem wyraźniejszy, z każdym krokiem coraz lepiej widoczny. Głowę lekko przekrzywił, dłonie trzymał w kieszeniach skórzanej kurtki, spojrzenie utkwił bez wątpienia w Castielu. Bum. Bum. Bum. Kolejne kule odniosły efekt identyczny do pierwszej.
Mężczyzna był teraz już o kilka kroków od nich. Zupełnie ignorując Chucka, stanął do niego plecami i skinął w kierunku Castiela.
- Mamy do pogadania.
Castiel odrzucił bezużyteczną strzelbę i sięgnął po nóż ukryty w tylnej szlufce spodni.
- Kim jesteś? – zapytał cicho, bez nadmiernych emocji, niezdolny do oderwania wzroku od twarzy przybysza.
- To ja wyciągnąłem twoje dupsko z piekła. Nie musisz dziękować. – Przybysz wciąż trzymał dłonie w kieszeniach powycieranej kurtki.
- Jeśli tak uważasz – odparł Castiel i zanurzył ostrze w piersi przybysza aż po sam trzonek, dokładnie tam, gdzie powinno być serce.
Zielone oczy tamtego tylko na moment oderwały się od twarzy Castiela, zerkając na ranę. A potem właściciel skórzanej kurtki sarknął cicho i bez słowa wyciągnął ostrze z piersi. Ze stukotem wylądowało na ziemi.
- Ciesz się. – powiedział powoli, unosząc brwi – Mogłem pomyśleć, że tak ludzie mówią sobie dzień dobry.
W tym momencie Chuck chwycił pierwsze, co miał pod ręką, czyli długą rurę, i wziął zamach tuż za plecami zielonookiego. Tamten, nawet się nie odwracając, chwycił ją i wykręcił. Metal zgiął się z cichym jęknięciem.
- Upierdliwy – mruknął przybysz, odwracając się na pięcie.
Uniósł rękę, przytknął dwa palce do czoła Chucka i pozwolił mu opaść bezwładnie na ziemię. Castiel przyglądał się temu wszystkiemu z szeroko otwartymi oczami, na zupełnym bezdechu.
- Co… - zaczął ochryple, ale zielonooki przerwał mu, postępując o krok w jego kierunku.
- Jak już mówiłem, mamy do pogadania, Cas. Sami.

9 komentarzy:

  1. Za krótko. Ale za to bardzo ciekawie. ^_^ Poza tym, co byś nie napisała byłoby świetne. Nawet opowiadanie o Kucykach Pony. Ty, przeczytałabym coś takiego. Szczególnie w twoim wydaniu. ^.- Opowiadanie mi się podobało i coraz bardziej przekonuje mnie do skończenia Supernatural. :3 Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam. Aa, no tak. W te wakacje sporo wyjeżdżałam. O.o Na twittera oczywiście wejdę, skoro postanowiłaś się pokazać w internecie. XD I czekam na kolejne opowiadania~ Wspaniałe, bo wszystko, co piszesz jest super-zajebiście-pro-mocne. ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogą być dłuższe rozdziały, ale wtedy będą wyłazić trochę rzadziej. to już jak chcecie!
      (na twitterze jestem chyba jeszcze dłużej niż mam tego bloga... ale jakoś nigdy się nie dzieliłam, nie wiem czemu. może dlatego, że tam bez przerwy piszę po angielsku xD)
      Ni oglądam kucyków pony :< wyszłoby zapewne coś w stylu Rairaaawr xDD

      Usuń
    2. O nie, moje biedne kucyki... >_< Ale wierzę, że byś umiała. ^_^

      Usuń
  2. Hghhhnn ;-; Boże jak Dean chciał objawić się jako 'Batman' to padłam XD
    Super, że zachowujesz kanoniczność postaci mimo, że Cas to nie anioł, Gabryś nie trickster, a Dean został Dean'em :''3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już gadamy o stronach internetowych, BŁAGAM POWIEDZ, ŻE MASZ TUMBLR'A ;-;

      Usuń
    2. si! gblagdamn, tak samo jak twitter :DD

      Usuń
    3. sarcasticupcake <3
      idę Cię dodać ;-;

      Usuń
  3. hej :) ja mam takie chyba dziwne pytanko XD czytam Twojego bloga już od dluższego czasu i jestem fanką Sterekai chciałam się dowiedzieć czy masz w planach jeszcze jakieś opowiadanie/ one-shot z nimi ? :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje postaci są tak bardzo in character, że aż mnie to pozytywnie przeraża...Gabe jest super, Dean...Tak, Dean to Dean jak zwykle >D Widzę też pewne wpływy tumblra w opowiadaniu~

    OdpowiedzUsuń