we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 10 marca 2013

RAIRAAAWR!! episode 8

Zacznijmy od tego: CZEMU WSZYSTKIM JAKO PIERWSZY WYSZEDŁ ENDING Z SHINRĄ?! xDD
Mi osobiście tak podpasowała końcówka z nożownikiem, że normalnie chciałam zrezygnować z całego tego interaktywnego fika i napisać osobnego, z takim motywem. No ale.
Jeśli chcecie, to oczywiście, mogę napisać jeszcze coś takiego. Tylko teraz... Dla odmiany mogłabym jako głównego bohatera pierdzielnąć chłopaka, może nawet jakąś istniejącą postać, przykładowo - jesteś Naruto i łazisz sobie po akademii.
Tylko taki przykład. Chyba nie potrafiłabym dobrze napisać nic z Naruto. XD
W każdym razie, ostatnio mam też ochotę napisać coś mrocznego. BARDZO. Źle ze mną .-.
No i zrobiłam filmik z Izayą, z którego jestem strasznie dumna. ~klik~
A teraz macie Rairę. Ktoś PRAWIE zgadł, że chodzi o szkolny festiwal. Macie szkolny dzień sportu. Będzie druga część. :3

________________________________


Shizuo nie starał się nawet zauważyć powodu, dla którego miałby oddawać szkole jakąkolwiek przysługę. W sumie każdemu od razu do głowy przyszłoby kilka dobrych, przede wszystkim: bo go jeszcze nie wywalili na zbity pysk i nie liczą kosztów napraw, ale Shizuo, mimo wszystko, nie myślał o tym, żeby się odwdzięczyć. Nie wychylał się. Siedział cicho w kącie i udawał, że go nie ma.
            Większość sensejów zdawała się jednak uważać, że jest to wyjątkowo pomocne. Dlaczego? No, bo kiedy nie siedział w kącie, to zazwyczaj krzesła wylatywały przez okna (czasem i wraz z uczniami), także lepiej niech już siedzi, nie?
            Była tylko jedna okazja w roku, kiedy Shizuo wyświadczał szkole przysługę, wyściubiając nos na światło dzienne. Międzyszkolne zawody sportowe. Ze względu na swoją siłę zapisywano go do wszystkiego. Dosłownie. Miażdżył przeciwników, w przenośni oczywiście, a Raira zgarniała podium za podium, puchar za pucharem. Widocznie latające przez tydzień po każdych zawodach krzesła były tego warte; Shizuo dostawał mnóstwo telefonów i ofert od różnych łowców talentów, trenerów, a nawet właścicieli cyrków, co wielce go irytowało.
            W tym roku jednak na drodze sensejów stanął pewien problem. Taki, który każdego innego zawodnika wykluczyłby z życia szkolnego co najmniej na parę tygodni.
            - Shizuo-kun, jak to się stało? – jęknął trener, który, jak na głównego organizatora, zachowywał się wyjątkowo spokojnie.
            Shizuo wzruszył ramionami, a gdy je opuścił, jego prawa ręka smętnie zawisła na temblaku.
*
            Nie tylko Shizuo pełnił ważną rolę tego dnia.
            - Witam państwa bardzo serdecznie, jak co roku pogoda nam sprzyja! Widać nasi sportowcy budzą strach nawet w chmurach! He, he. – Shinra z mikrofonem w dłoniach czuł się jak w swoim żywiole. Jeszcze nie zauważył, że stolik komentatora postawiono niebezpiecznie blisko boiska do koszykówki, niezabezpieczonego żadnymi barierkami.
            Dotachin chwycił piłkę tuż przed jego nosem. Shinra jęknął cicho, co potoczyło się echem po całym stadionie.
            - Kurka wodna, było blisko. Dzięki, przyjacielu. – Odchrząknął, chcąc dodać barwie głosu nieco męskości. Nie wyszło. – Zawodnicy w polu A przygotowują się do biegu na sto metrów! Nie otrzymałem jeszcze listy z nazwiskami uczestników z innych szkół, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że naszą akademię reprezentuje Orihara Izaya! To ten mały ze scyzorykiem w ręk… to znaczy… proszę o gromkie brawa!
            Izaya ukłonił się nisko, szczerząc ząbki i chowając narzędzie ewentualnej zbrodni do kieszeni szortów, zanim ktokolwiek dobrze się przyjrzał. Mimowolne treningi biegania z Shizuo jeszcze bardziej polepszyły jego kondycję i zwinność.
            - Pierwszą konkurencją, która się odbędzie, jest jednak rzut oszczepem! Przygotowania zawodników możemy obserwować w bloku D.
            Gdy spojrzenia widowni skierowały się w stronę bloku D, na stadionie zapanowała grobowa cisza. Nawet reszta zawodników, zamiast przygotowywać się, z konsternacją patrzyła na to indywiduum.
            Indywiduum miało tlenione włosy, wyraźnie przymałą koszulkę szkolnej drużyny, jakby nie było rozmiaru na jego szerokie bary, i rękę na temblaku.
            Kwadrans później stanęło na podium, odbierając pierwszy tego dnia złoty medal. Oszczep rzucony lewą, niedominującą ręką przeleciał całą długość stadionu, żeby wbić się w jeden z umieszczonych wysoko nad widownią głośników.
*
            - Następną konkurencją jest sztafeta w bloku C… ale co się dzieje? Och! Najwidoczniej jeden z zawodników naszej szkoły nabawił się wyjątkowo paskudnego rozcięcia na łydce. – Chwila grobowej ciszy. – Iza…! Uhm… I za… raz… I zaraz dowiemy się, kto go zastąpi. Cóż… Wygląda na to, że…
            Izaya wcale, ale to wcale nie schował czegoś do kieszeni sekundę po tym, jak rannego zawodnika wyprowadzili sanitariusze. Jego bladą twarz rozjaśnił promienny uśmiech, gdy tuż za nim na starcie ustawił się Shizuo.
            - Cześć, skarbie! Jak tam rąsia? – zatrajkotał, kołysząc się lekko w przód i w tył z dłońmi splecionymi za plecami. Gdyby nie iskierki w oczach, wyglądałby jak istna definicja niewinności.
            - Precz – mruknął Shizuo.
            - Niezbyt uprzejmy jesteś. Ale to pewnie dlatego, że niewyżyty. Bo lewą ręką sobie nie ulżysz, prawda? Wybacz. Nie myślałem o tym, gdy przypadkiem zepchnąłem fortepian ze schodów w sali muzycznej.
            Shizuo nie skomentował tego, ponurym spojrzeniem mierząc konkurencję. Izaya od razu podchwycił jego wzrok.
            - Nie strasz ich tak, Shizu-chan. Nie ma potrzeby. Z nami i tak nie wygrają. Tworzymy razem świetny zespół. Zobaczysz. Podium będzie nasze jak nic.
            - Precz, mówiłem.
           - Wyjątkowo niewyżyty jesteś – pufnął brunet, krzyżując ramiona na piersiach. – Jak pobijesz rekord stadionu, to rozważę opcję drobnej pomocy twojemu dużemu, pulsującemu… temperamentowi. Stoi?
            - Co stoi? – wymamrotał blondyn, odrobinę zbity z tropu tą przemową.
            - Umowa, Shizu-chan. O umowie mówię. W tym momencie nie wnikam w żadne inne, stojące rzeczy. – poruszył brwiami sugestywnie i odwrócił się, gdy sędzia dał im znak do ustawienia się na pozycjach. Shizuo biegł w sztafecie jako przedostatni. Izaya, jako najszybszy z drużyny, ostatni.
            - I ruszyli! – zapiał podekscytowany Shinra. – Raira od razu wysunęła się na znaczne prowadzenie! Dalej, Sugimoto!... Tak, zaraz nastąpi przekazanie pałeczki. Złap pałeczkę, Okumura! Raira wciąż na prowadzeniu…
            Gdy Okumura nadbiegł, przekazując Shizuo mokrą od potu pałeczkę, jedna ze szkół zdążyła wyprzedzić ich o spory kawałek okrążenia. Gdy Shizuo, machając tylko jedną ręką, pokonał swoje okrążenie, był już pół metra za przeciwnikiem. Wszystko spoczywało w rękach, a raczej nogach, Izayi.
            - Złap pałeczkę, Izaya! – zawołał Shinra piskliwie, a Dotachin musiał zbiec pędem z boiska do koszykówki, aby przytrzymać stojaki obwieszone kablami prowadzącymi do głośników, które podekscytowany doktorek potrącił. Potem musiał przytrzymać samego Shinrę, bo tamten zatoczył się ze zdziwienia.
            Izaya uśmiechnął się szeroko i złapał pałeczkę. A dopiero potem, gdy czerwony jak burak Shizuo powoli spojrzał w stronę dłoni przypominającej chudego pająka, zaciśniętej na jego kroczu, brunet pochwycił właściwą pałeczkę i ruszył przed siebie w podskokach.
            Takiego biegu nie widziano od dekad. Gdy Shizuo puścił się za nim w pogoń, Izaya przyspieszył co najmniej trzykrotnie, finalnie wyprzedzając przeciwnika o ponad pół okrążenia. Nie zatrzymali się jednak po przekroczeniu mety. Obaj pokonali jeszcze osiem okrążeń, prawdopodobnie po drodze bijąc kilka stadionowych rekordów.
*
            - Huh? Dotachin, wszystko gra?
            Shinra podniósł wzrok znad uzupełnianych papierów.
W zasadzie to Shinra zawsze uzupełniał jakieś papiery; nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, żeby spytać go, co on tam właściwie wpisuje, skoro żaden z niego legalny lekarz.
            Tym razem jednak po prostu wpisywał dane do kart zawodników, korzystając z godzinnej przerwy pomiędzy konkurencjami.
            Kadota ciężko przysiadł na stoliku komentatora, sycząc cicho z bólu. Okulary doktorka błysnęły, odbijając słońce, gdy nachylił się bliżej.
            - S-skurcz… - wysapał Dotachin, dotykając palcem swojego uda. – Taki… cholerny skurcz.
            - Widzę – wymamrotał Shinra, przez dłuższą chwilę przyglądając się wyraźnie napiętym mięśniom jak urzeczony.
            - Pomocy? – przypomniał o sobie Kadota i spróbował chociaż wygiąć stopę pod innym kątem. Nie wyszło. Przygryzł wargę, tłumiąc jęknięcie.
A gdy znowu spojrzał na Shinrę, jego serce na chwilę odmówiło współpracy, a zimny dreszcz naznaczył drogę wzdłuż kręgosłupa. Zdawało mu się, że twarz doktorka wykrzywiona jest w maniakalnym, psychopatycznym uśmiechu. Jednak już ułamek sekundy później Shinra uniósł na niego spojrzenie swoich dużych, sarnich oczu i uśmiechnął się współczująco.
- Oczywiście, Dotachin – powiedział i położył drobne dłonie na kolanie Kadoty.
Szatyn wciągnął powietrze przez zęby, bo on był rozgrzany i spocony, a palce Shinry chłodne.  Doktorek przesunął dłońmi w górę jego uda i zwiększył nacisk. Dotachin przyglądał się jego twarzy, przełykając jęki, które aż prosiły się o wydostanie z gardła; dziwny ból pomieszany z ulgą, które czuł, przytłaczały go.
- Sz-szlag… - wymamrotał w końcu, czując krople potu spływające po skroniach. Zdawało się, że kącik ust Shinry uniósł się w nieznacznym uśmieszku. Znów jednak moment później spojrzał na przyjaciela niewinnie.
- Czy już lepiej? – spytał z przejęciem, mnąc w palcach dół spodenek Kadoty, przyciskając opuszki do wewnętrznej części jego ud. Dotachin przełknął ślinę i odchylił się do tyłu, przesuwając dłońmi po blacie stołu komentatora.
- M-hmm… - wydukał. Jego mięśnie były już prawie całkowicie rozluźnione. Słońce znów odbiło się w okularach Shinry, gdy od dołu wsunął dłoń w spodenki Kadoty i przycisnął mocno najbardziej napięte miejsce. Na udzie, oczywiście.
Kadota zachłysnął się powietrzem i przesunął na stole o dobre pół metra. Biodrem zahaczył o przyciski i kabelki sterujące aparaturą nagłaśniającą, a czołem uderzył o podniesiony mikrofon.
- Ahhhh!~ - rozległ się spełniony okrzyk i odbił echem po całym stadionie. Widownia i odpoczywający zawodnicy zamarli, a gdy echo ucichło, można było usłyszeć szelest popychanych wiatrem listków sunących po tartanie.
Gdy ktoś wyjątkowo dobrze wsłuchał się w tą niezręczną ciszę, usłyszał ciche mruknięcie blondyna obwieszonego złotymi medalami, z prawą ręką na temblaku.
- To brzmiało bardzo uke.

~

Z serii niespodziewany zwrot akcji; tydzień z bielizną Shizuo.

Poniedziałkowy poranek dla każdego był katorgą. Jednak pewien szczupły brunet zdawał się zupełnie ignorować powszechną ponurość i w podskokach wkroczył do klasy.
- Ohayooo wszystkim!~ - zawołał radośnie, przystając na jednej nodze i rozpościerając ramiona.
- To nie twoja klasa – odpowiedział mu ponury baryton – Idź precz.
Oczy bruneta zwęziły się lekko, ale sekundę później znów się rozpogodził.
- Wpadłem tylko na chwilkę, Shizu-chan! – odparł i stanął w końcu na dwóch nogach, szczerząc zęby w uśmiechu. Shizuo zmierzył go ponurym spojrzeniem, trochę zbyt agresywnie bawiąc się trzymanym w dłoni ołówkiem.
- Czego chcesz? – warknął.
- Mam biznesik do załatwienia…
- Hęęęę…?!
Izaya podszedł do niego tanecznym krokiem i, zanim blondyn zdążył choćby otworzyć usta, wsunął dwa palce za gumkę od jego spodni.
- Zobaczmy~ - Pociągnął i bez krępacji zerknął do środka. – Umm, czerwone bokserki? Sexy, Shizu-chan. Będę o nich myślał do końca dnia. I w nocy pewnie też. No. To paaa!
I wyszedł z klasy, pozostawiając Shizuo w stanie bliskim eksplozji. Ołówek przełamał się na dwie części, a kawałek rysika z cichym stukotem potoczył po podłodze.
*
Wtorkowy poranek klasa Shizuo przywitała pięcioma nowymi ławkami, które poprzedniego dnia jakimś cudem wyleciały przez okno.
A klasę Shizuo wtorkowy poranek przywitał przeszczęśliwym Izayą.
Tym razem brunet nie zapowiadał się specjalnie; cichaczem wkradł się do klasy i zaszedł blondyna od tyłu, po czym praktycznie ściągnął mu spodnie z tyłka.
- Czarne…! – zawołał, odchylając się do tyłu w momencie idealnym, żeby uniknąć ciosu machniętą ręką. – Mocniej wycięte! Pogrywasz z moimi hormonami, Shizu-chan!~
Pomachał reszcie przerażonych uczniów i wybiegł na korytarz.
*
W środę nawet szatnia nie była bezpiecznym miejscem.
Izaya otworzył drzwi kopniakiem i zamaszystym krokiem wkroczył do chłodnego pomieszczenia. Oparł dłonie na biodrach i przesunął iskrzącymi oczami po wszystkich, po czym uśmiechnął się szeroko. Shizuo gapił się na niego z opadniętą szczęką, ze spodniami przewieszonymi przez ramię; przebierał się na lekcję wf-u.
- Szaro-niebieskie paski? Stylowo! – Izaya uniósł w górę oba kciuki i przekrzywił głowę lekko. – Dzięki za wyręczenie mnie, Shizu-chan!~
Odwrócił się na pięcie i dał nogę.
*
Czwartek przyniósł nowe szaleństwa i sprawił, że żeńska część klasy Shizuo pogubiła się w swoich odczuciach co do całej sytuacji. Bo czy można być jednocześnie przerażonym i podnieconym?
Widocznie tak.
            Wszyscy wieszali właśnie dekoracje w sali gimnastycznej, gdy radosny Izaya wparował do środka i zaczął przeskakiwać przez ławki stojące mu na drodze.
            Shizuo został wykorzystany ze względu na swój wzrost; stał na jednej z ławek i przypinał transparent. Jego czarna koszulka podjechała do góry aż po sam pępek, przez uniesione wysoko ramiona, a luźne jeansy opadły niżej na biodra, odsłaniając gumkę białych bokserek.
            Izaya podkradł się do niego niezauważony. Gdy stanął na palcach i podparł się o boki ławki obiema dłońmi, jego twarz znalazła się na poziomie sześciopaku blondyna. Rozchylił usta lekko i oblizał dolną wargę.
            - Białe podniecają mnie najbardziej – wymruczał i przytknął wargi do skóry na brzuchu blondyna tuż nad białym paskiem. A potem lekko odchylił głowę do tyłu i, wyginając się lubieżnie, przesunął całym językiem aż do jego pępka.
            Shizuo upuścił transparent, zupełnie kamieniejąc. Izaya zachichotał i wybiegł z sali gimnastycznej.
            Wszyscy patrzyli na blondyna jakby w obawie, że zaraz rozpęta się piekło. On jednak powoli zszedł z ławki, poprawił czarną koszulkę, wziął swój plecak i wyszedł.
            *
            W piątek wszyscy zwykle myśleli już o sobocie; tym razem jednak sporo osób z niecierpliwością czekało na rozwój bieliźnianych wydarzeń.
            Shizuo po pierwszym dzwonku na przerwę wyszedł z budynku i przeciągnął się nieznacznie, po czym skierował się w stronę miejsca, które wszyscy znali pod nazwą palarni. A właściwie drugiej palarni. Do pierwszej chodzili wszyscy, do tej tylko blondyn.
            Zanim w ogóle zdążył dobrze wyjść na dziedziniec, szczupła postać dopadła do niego w podskokach.
            - Shizu-chaaaan!~ Co mi dzisiaj, co mi dzisiaj, co mi dzisiaj…– wsunął palce za luźną gumkę dresowych spodni blondyna, pociągnął i zajrzał do środka.
Shizuo nie protestował. Przyglądał się brunetowi z kamiennym wyrazem twarzy. Wyraz twarzy Izayi z kolei zmienił się powoli z radośnie podekscytowanego na całkowicie porażony.
- …powiesz… - dokończył, wciąż trzymając gumkę spodni blondyna między palcami.
Piątkowego poranka Shizuo nie miał na sobie żadnej bielizny.
- Wszystkie były w praniu – odparł, a kącik ust uniósł mu się w uśmiechu.

21 komentarzy:

  1. Jezu Chryste... Bossssssskie! Ubóstwiam to jak piszesz. Przykro mi że nie rozpiszę się za bardzo, ale emocji jakie przeze mnie przechodziły, gdy czytałam to dzieło, nie da wyrazić się słowami. Ciekawość, rozbawienie, podnicenie, fascynacja - to mało powiedziane. Kocham i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :) Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać z innimi czytelniczkami zbyt długo? Pozdrawiam i życzę duuuuuuuużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. * Czyta, czyta, czyta... Piszczy, piszczy.... Wrzeszczy... * J-J-j-j-j-ja *ślina cieknie, ociera ją* J-ja, umieram. Zobaczyłam coś pięknego. Shizuo i liżącego go Izayę. *piszczy* Ja chcieć więcej takich akcji. Zwłaszcza, że Izaya zobaczył coś po czym długo się nie pozbiera. Oi, będzie myślał co noc o tym co zobaczył... *chory, psychopatyczny śmiech*

    OdpowiedzUsuń
  3. OH MY FUCKING GOD <3 <3 <3 Head - chan ten fragment spowodował że śmiałam się na całe mieszkanie XD Uhuhu Izaya jeszcze przez dłuuuuugi czas nie będzie mógł przestać zapomnieć o tym co zobaczył XD

    OdpowiedzUsuń
  4. ~(^o^)~ OmG~! To było WSPANIAŁE! Jak zawsze nie mogłam wyrobić ze śmiechu, a ta końcówka o bieliźnie... (*^*) WoW... Zabijasz mój mózg! Ty go po prostu rozpuszczasz! (*Q*) Mogłabym wypisać wszystkie momenty, które mi się podobały, ale wtedy komentarz byłby tak długi, że prawdopodobnie byś się go przestraszyła x.x. Z niecierpliwością czekam na następną notkę i życzę weny ~!

    OdpowiedzUsuń
  5. OMFG
    Kocham to jak piszesz (人´∀`*) Przy tym rozdziale wręcz płakałam ze śmiechu, zresztą przy każdym z rairy tak mam. Moment ze skurczem <3 Tak się wczułam że prawie usłyszałam ten sexy jęk. Uwielbiam akcję z Izayą i lizaniem brzucha Shizuo (ノ´ヮ´)ノ*:・゚✧ Tęsknię nieco za dodatkami z lekarzem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, kocham, boskie, podniecające, wspaniałe.! Nic dodać nic ująć *w* <33333 ^3^ *v* <3333 A tak wogóle mi jako pierwszy wyszedł nożownik ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Uhu prawie zgadlam xD a cos mi chodził po głowie ten dzień sportu hehe
    Czo? Ze..rączka...złamana? D:
    Tak, licelny Shinra i męskość nie idzie ze sobą w parze soł sad
    Huehue cos tak czułam, ze to Izaya za tym stoi. I apropo stojących rzeczy, ten fragment Hahahahhahahaha
    Pałeczka to pałeczka xD co za różnica hehe TO JEST TAKIE GENIALNE Q_Q
    - To brzmiało bardzo uke. ♥
    Oh jak rany ... KOCHAM CIĘ ZA TĄ SERIE
    HAHAHAHAHA podoba mi sie ta wizja Izayi zboczenca. Ogólnie Izaya o mój ulubieniec Drrr ale po tym opku lubię go jeszcze bardziej~ jaki masz cel w sprawdzaniu bielizny Shizusia? Dalej chcesz go wkurzac czy to tylko dla Twojej podnieny? xD
    Bo czy można być jednocześnie przerażonym i podnieconym? TAK ;w;
    Do pierwszej chodzili wszyscy, do tej tylko blondyn. Forever alone ;-;
    Aha..aha...ahahahahahahaha Shizuo mistrzu xD to smutne ze masz tak mało par majtek :C
    Player Shizuo wins*****
    Bije poklony przed twoim geniuszem *^* to było świetne. Tradycyjnie umarłam ze śmiechu [*] prawdopodobnie po raz 8 C:

    OdpowiedzUsuń
  8. JEŻU. TO. JEST. BOSKIE. *Q*
    Serio, świetne było, gdy Izaya polizał brzuch Shizuo *p* <3
    GENERALNIE, TO JA CIĘ UWIELBIAM I W OGÓLE ASDFGHJKL ;-; <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Awww Izuś kocha brzuszek Shizu-chana ♥
    A kiedy będzie kontynuacja Phi Brain? :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Parskłam śmiechem i dusze sie do tej pory <3 truuuli
    A tu taka niespodzienka - nie maa!
    BUHA ha ha aha ha aha ah aha ahaaa !!!
    ps. później wymyśle coś bardziej kreatywnego - teraz musze dojść do siebie ;DD

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż, mnie też wyszedł ending z Shinrą najpierw xD Powiem Ci czemu, przynajmniej mi, tak wyszło. Chciałam sprawdzić co by się stało gdybym to naprawdę była ja w tej sytuacji. Dopiero potem zamierzałam iść na żywioł xD Ty możesz sobie lubić Shizuo, ale ja i tak będę za Twoim Izayą xD Dlatego czułam się nieusatysfakcjonowana endingiem z nim qwq *niewyżyta* I sory, że piszę to pod tym, ale mi się nie chce już rozdrabniać na dwa komentarze ^^' No to przechodzę do t e j notki -w-' Wiesz, że kocham Rairę? Nie mówiłam? o.o No to mówię xD Rozbraja mnie po prostu. Pozytywnie *-* of course zdarza mi się też złapać doła bo "ja tak nie umiem", ale cóż... Tydzień z bielizną był zajebisty, chociaż piątek nieco przewidywalny xD Ale nie no, zajebiste. Skąd Ty te pomysły bierzesz?
    Weny~ *-*

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam jak piszesz~! Kurcze, świetny rozdział i asdfghjkl ja chce art z bieliźnianego tygodnia odkryć Izayi (^▽^)'
    ~J.Zombie

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahaha, boooooskie x D. Ja też uwielbiam! Ja też uwielbiam x D! Nie zapomnij o mnie *o*.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie no xD boskie~! czytałam to przy ojcu... ale się dziwnie na mnie gapił xD z każdym momentem robiłam się bardziej czerwona i chichotałam jak kretynka...ale wracając do opowiadania ^^ nie ma po prostu nie ma momentu , który by mi się nie podobał *q* wrzystko jest boskie :D
    i tu pojawia się pytanko ^^ : kiedy następna część? bo czytam cię od bardzo dawna , przeczytałam twoje wszystkie Shizayowe opowiadania ale dopiero teraz się odważyłam skomentować ^^''

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiedziałam, że w piątek nie będzie miał bielizny...

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam wszystkie notki z "drrr" i muszę ci powiedzieć, że po prostu kocham twoje poczucie humoru ;D nie pamiętam przy którym opowiadaniu śmiałam się tak jak przy tym xD Na dodatek masz bardzo fajny styl i nie odchodzisz od kanonu z anime. Izaya w twoich opowiadaniach jest po prostu mistrzowski ;D Jego teksty, zachowanie, wszystko jest miodzio ;DD Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością ~(*__*~)

    Pozdraawiam (^▽^)
    Liv~~

    OdpowiedzUsuń
  17. Ghahah. Przeczytałam wszystko z Durarary i jest zajebiste :D Najlepsze to 'z serii przychodzi idiota do lekarza, a lekarz też idiota' maaatko, ryłam i kwiczałam XD Kiedy next? Ja chcę next *o*

    OdpowiedzUsuń