we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 17 lutego 2013

1 + 1 / Kami no Puzzle, walentynkowo~

Szybko poszło. xD
Wiecie co, przerywam te fiki w takich momentach, że sama się na siebie wkurzam. Chyba w końcu będę musiała napisać jakąś scenkę. W sensie, wiecie... scenkę. Omójboże. XD
W każdym razie, enjoy~

______________________________


                - Jesteś pewna, że nie masz gorączki? – Kaito przekrzywił głowę lekko, gdy Nonoha praktycznie kwiknęła na dźwięk jego głosu.
                - C-c-co? Co ty mówisz. Głupi Kaito. Oczywiście, że nie mam gorączki – zaperzyła się, krzyżując ramiona na piersiach. Czerwona jak burak.
                Kaito uniósł brwi lekko, ale wzruszył ramionami. Już zaraz jego myśli pochłonęło zupełnie co innego. I wcale nie były to trzy dziewczyny z klasy niżej, które przeszły tuż obok nich, przyglądając mu się i chichocząc, ani nie było to miażdżące spojrzenie, którym odprowadziła je Itou. I nawet nie był to fakt, że na całej powierzchni trybuny uczniowskiej wisiały brokatowe serduszka. Prawdę mówiąc Kaito nawet ich nie zauważył; tym, co pochłonęło całą jego uwagę, było duże, poważnie wyglądające ogłoszenie. Dotyczące, oczywiście, puzzli.
                - O-och? Właśnie miałam ci o tym mówić – wymamrotała jego przyjaciółka, zerkając gdzieś w bok. – Szkoda, że nie umiem rozwiązywać puzzli…
                W tym roku, z tej szczególnej okazji, rywalizację przenosimy na zupełnie inny poziom! Poza nowymi zagadkami w szranki trzeba stanąć również z własnym indywidualizmem… Są jednak rzeczy, dla których warto, prawda? 14.02 zapraszamy wszystkie pary, które tylko mają ochotę, do stawienia się na otwarcie pierwszego w historii Akademii Root turnieju 1 + 1 = <3!
Pozdrawiam serdecznie, Jikukawa Souji, przewodniczący samorządu.
                - Prosta nazwa turnieju… Zbyt prosta… - Daimon postukał palcem w brodę, marszcząc brwi. – Chociaż… myślisz, że to zbędne umieszczenie znaku równości przy znaku mniejszości coś oznacza? Może pierwsza zagadka znajduje się w tym ogłoszeniu? Może pierwsze litery i… nie… nie widzę żadnych prawidłowości. Kiedy jest czternasty?
                Nonoha nie była już czerwona, choć ślad rumieńca pozostał na jej policzkach. Teraz przyglądała mu się trochę zrezygnowana i jakby odrobinę współczująca. Skierowała niespieszne spojrzenie na błyszczące tuż przy twarzy przyjaciela serduszka, po czym odezwała się grobowym głosem:
                - Czternasty jest jutro.
                Daimon wytrzeszczył oczy i jeszcze raz, kontrolnie, spojrzał na ogłoszenie. I dokonał w głowie szybkich kalkulacji.
                - Muszę znaleźć Gammona!
                - Eeeeeeeh?! Kaito, ale to są zawody dla… - Nonoha odprowadziła wzrokiem pędzącą na złamanie karku sylwetkę chłopaka. - …dla par, ty idioto.
*
                Pierwszą znajomą osobą, na którą wpadł Kaito, nie był jednak Sakanoue, a Cubic. Jak zwykle jadąc w tym swoim mechanicznym… czymś, powitał go szerokim uśmiechem.
                - Kaito-kun! – Widocznie też miał gorączkę, bo jego twarz momentalnie pokryła się czerwonymi plamami. – Czy… um… wiem, że Nonoha niezbyt lubi puzzle, więc tak sobie pomyślałem… Czy masz…
                - Cubic! – Kaito chwycił się ramy mechanicznego pojazdu dla złapania oddechu po przebiegnięciu połowy korytarzy w akademii. – Nie wiesz może, gdzie jest Gammon?
                Blondyn zamrugał kilkakrotnie, zanim zdołał przetworzyć to pytanie w głowie i odpowiedzieć.
                - O-och… Widziałem go w kafeterii… Kaito-kun, jesteś pewien, że…?
                - Dzięki, stary! – Chłopak klepnął przyjaciela po plecach i ponownie puścił się biegiem. Jeśli z kimkolwiek miałby współpracować i jednocześnie pokonać swój indywidualizm, to musiał być Gammon. Trzeba go znaleźć, zanim zrobi to ktoś inny.
*
                Na półpiętrze tuż przed kafeterią spotkał Anę. Długie włosy związał w kitkę i, jak zwykle wyglądając bardziej dziewczęco niż jakakolwiek dziewczyna w szkole, zajął się malowaniem kolorowych zawijasów na ścianach.
                - Ana wykonuje polecenie przewodniczącego – powiedział cicho i radośnie. – Na jutrzejsze zawody. Atmosfera musi być odpowiednia.
                Kaito uniósł brew, przyglądając się różowawym frędzlom, po czym pokręcił głową.
                - Czy Gammon wciąż jest tam na górze? Muszę go znaleźć. To ważne, chodzi właśnie o turniej.
                - Och? – Ana nie wyglądał na bardzo zaskoczonego tą informacją. Na jego ustach błąkał się delikatny uśmieszek. – Nie, Gammon-kun poszedł sobie kilka minut temu. Właściwie wybiegł. Ana nigdy nie widział go w takim pośpiechu i tak przejętego. On także cię szukał, Kaito-kun.
                Serce Daimona fiknęło niespodziewanego fikołka, na chwilę pozbawiając go oddechu. A więc nie tylko jego proces myślowy dotyczący najodpowiedniejszego partnera do tych zawodów dał taki wynik. Ta świadomość była… naprawdę fajna. Nie umiał tego powstrzymać; na twarzy eksplodował mu szeroki wyszczerz.
                - Co za kretyn. Mógł zostać tam, gdzie był. – Odwrócił się na pięcie i zbiegł, oglądając się tylko raz. – Dzięki, Ana!
                - Nie ma za co, Kaito-kun. – Ana zachichotał, krótkim machnięciem pędzla zmieniając jeden z frędzelków w serduszko. – Zakochany Kaito-kun jest zabawny, tak bardzo zabawny.
*
                - Kaitoooooo! – wrzasnął piskliwie Takeda, zastępując mu drogę i wskazując w jego stronę palcem w tradycyjnie dramatycznej pozie pod tytułem „wyzywam cię na pojedynek”. Drugą rękę miał zajętą; jego dłoń ściskała nadgarstek widocznie zawstydzonej Airi, która pomachała w kierunku Daimona nieśmiało.
                - Nie mam teraz czasu, Takeda – warknął Kaito, szukając jak najszybszej drogi ucieczki.
                - A więc mam rozumieć, że tchórzysz, tak, Daimonie Kaito?! – zawołał okularnik, machając rękoma, w wyniku czego biedna Mizutani omal nie runęła przed siebie plackiem. Nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za ewentualne kontuzje, Kaito westchnął i zatrzymał się. Niezbyt jednak zwracał uwagę na pojedynkowe slogany rzucane przez swojego samozwańczego „głównego przeciwnika”. W myślach przeczesywał szkołę, zastanawiając się, gdzie może znajdować się Gammon.
                - Tchórzę przed czym? – spytał krótko.
                - Tworzyłeś tą całą otoczkę zagorzałego singla tylko i wyłącznie dlatego, aby uniknąć musu brania udziału w tych miłosnych zawodach, Daimonie Kaito! – krzyczał Naoki, nie zdając sobie sprawy, że chłopak w ogóle go nie słucha. – Dlatego to my wygramy. Gratuluję udanego alibi. Nie wszystko osiągniesz w życiu sam, Daimonie Ka…
                To ostatnie zdanie przebiło się przez natłok myśli mistrza puzzli. Uniósł brwi, duchem wracając do otaczającego go świata.
                - Co? – mruknął nieprzejęty – Sam? Nie mam zamiaru kombinować sam. Dlatego potrzebny mi Gammon i właśnie go szukam. Widzieliście go?
                W szkole najwidoczniej panowała jakaś dziwna epidemia gorączki, bo oboje Airi i Takeda momentalnie się zaczerwienili. Dodatkowo ta pierwsza wydała z siebie bliżej nieokreślony pisk, zakrywając usta dłonią. Naoki poruszał ustami jak wyciągnięta z wody rybka, nie wydając żadnych odgłosów.
                - Z-zgłaszasz się do turnieju z Gammonem? – spytał w końcu, a Kaito odpowiedział mu spojrzeniem z rodzaju „no ba!”. Okularnik przełknął ślinę. – N-nie mam pojęcia gdzie jest. W każdym razie, jesteś odważny, Daimonie Kaito. Do zobaczenia jutro na arenie.
                Kaito wzruszył ramionami i  minął ich. Airi wciąż zakrywała usta dłonią i chyba chichotała.
                - Widzisz, Naoki-kun? Mógłbyś wziąć z niego przykład i w końcu przestać udawać. Jestem pewna, że Aizawa ucieszyłby się, gdybyś poprosił jego zamiast mnie.
                - C-cicho bądź!
                Kaito oświeciło. W ostatniej chwili skręcił w lewo i pobiegł w kierunku schodów wiodących na dach.
*
                Było tak, jak podejrzewał.
                - Gammon – wymamrotał zdyszany. Czerwonowłosy drgnął, ale nie odwrócił się. Kaito mógłby przysiąc, że na twarzy chłopaka maluje się uśmiech, choć przecież była poza zasięgiem jego wzroku.
                - Kaito – odparł krótko.
                - Słyszałem, że mnie szukałeś. – Daimon stanął w lekkim rozkroku i odchrząknął, chcąc zachować pozę. Może i zły pierwszy krok, aby odrobinę zrezygnować z indywidualizmu, ale na to czas przyjdzie później.
                Wszystko trzeba było rozegrać dobrze; obaj wiedzieli, że puzzle zaczęły się już teraz.
                - To nie ja dyszę, jakbym przebiegł całą akademię wzdłuż i wszerz… Bakaito. – Ramiona chłopaka zadrżały lekko, a wraz z nimi cała jego postawna sylwetka poruszyła się lekko, aż w końcu odwrócił się. Kaito wykrzywił się nieznacznie.
                - To szukałeś mnie, czy nie? Czego chciałeś? – skrzyżował ramiona na piersiach. Gammon zmierzył go zirytowanym, jak zwykle z resztą, spojrzeniem.
                - Powiedziałbym „nie udawaj kretyna”, ale wiem, że nie udajesz – warknął, wtykając kciuki w kieszenie czarnych, obcisłych spodni. – Wiesz, czego chciałem, bo wiesz, po co ty przybiegłeś tutaj na dach. Nie jest tak, Bakaito?
                Daimon przymrużył oczy nieznacznie, nie spuszczając z Sakanoue wzroku. Był dla niego jednocześnie sprzymierzeńcem i wrogiem; czasem samemu ciężko było mu się w tym wszystkim połapać. Ale w tym momencie obaj mieli ten sam interes. Ten sam cel. I mogli osiągnąć go razem.
                - Tak właśnie jest – odpowiedział sucho, starając się nie wkładać w te słowa żadnych emocji. A Gammon wyszczerzył się, chichocząc cicho, zupełnie jak małe, wredne dziecko cieszące się z zabawkowych narzędzi tortur.
                - Chcę usłyszeć jak to mówisz – przekrzywił głowę, wciąż uśmiechając się łobuzersko.
                - Co? – Kaito zamrugał zdezorientowany.
                - Wiesz co.
                - …Nie ma mowy.
                - Inaczej w to nie wchodzę – Gammon wzruszył ramionami, odwracając wzrok tylko na chwilę, aby podkreślić, jak bardzo na to wszystko gwiżdże. – Wiesz, ile mnie obchodzą szkolne zawody. Symbolicznymi dyplomami w ramach nagród mogę się symbolicznie podetrzeć. To ty masz wygórowane ambicje.
                Kaito westchnął, ale wątpliwości co do tego nie miał. Gammon był w stanie machnąć na ten turniej ręką.
                - Sakanoue Gammon, czy… - wycedził, ledwie otwierając usta, zezując gdzieś w kierunku barierek – zostaniesz moją parą na jutrzejszy turniej?
                Zerknął na czerwonowłosego dokładnie w tym momencie, w którym jego twarz rozjaśnił szeroki, bardzo usatysfakcjonowany i troszkę leniwy uśmiech.
                - Z przyjemnością.
                Obym tego nie żałował.
*
                Ustalanie taktyki skończyło się na urwaniu z drugiej połowy zajęć, zaszyciu w parku za szkołą i mniejszych lub większych kłótniach. W pewnym momencie Kaito omal nie wylądował w stawie, a Gammon przez całą drogę do domu marudził, że będzie miał na czole ślad po kawałku kory, którym oberwał.  
                Tak też następnego dnia na turnieju stawili się z całkowicie spontanicznym zamiarem zawstydzenia wszystkich bez ustalonego wcześniej planu działania. Trzymali się raczej z boku, obserwując pozostałe pary.
                - Gammon! – zawołał Jikukawa, uśmiechając się ciepło. U jego boku stała jeszcze bardziej rozpromieniona Tamaki. – Kaito! Nie spodziewałem się, że zobaczę was akurat dzisiaj. – Jego wyraz twarzy mówił coś zupełnie odwrotnego. – Gdzie wasze pary? – W jego przypadku zdawało się to być pytanie retoryczne, ale Chieno faktycznie rozglądała się z zaciekawieniem.
                - On jest moją parą – wyszczerzył się Sakanoue, z całą mocą po przyjacielsku uderzając Kaito w ramię. Chłopak zachwiał się i posłał mu spojrzenie spod byka, zastanawiając się, jak duży będzie siniak.
                - Hę? – Chieno zaczerwieniła się i, naprawdę, Kaito zaczynał podejrzewać, że w szkole panuje jakaś dziwna epidemia. – Poważnie?
                - Tego się nie spodziewałem – zaśmiał się przewodniczący cicho. I tym razem wyraz jego twarzy zaprzeczył słowom. – W każdym razie, powodzenia. Jako, że sam biorę udział, nie miałem dostępu do zadań w trakcie ich przygotowywania, ale słyszałem, że są bardzo nietypowe.
                Skinął głową i odszedł, a Tamaki podążyła za nim, wciąż czerwona jak burak i dogłębnie czymś poruszona.
                - Wiesz co, Bakaito? – mruknął czerwonowłosy po dłuższej chwili ciszy, podczas której obserwowali tłum. – Zauważyłem powtarzający się motyw.
                Daimon skinął głową, unosząc lekko brwi.
                - Tak, ja też.
                Żaden nie pociągnął tego tematu dalej, ale mogło chodzić jednocześnie o obecne wszędzie serduszkowe dekoracje lub fakt, że byli jedyną parą tej samej płci.
*
                Gammon wykupił pół automatu z kawą, a że Kaito, który utrzymywał że to z powodu braku zaufania, ciągle mu towarzyszył, spóźnili się na przemowę otwarcia i dołączyli do zawodników, gdy ci już stali na starcie pierwszego zadania.
                - Wszystko przez ciebie i twój słaby pęcherz – warknął Kaito, łapiąc partnera za rękaw skórzanej kurtki.
                - Przymknij się i przyjrzyj uważnie. Co to za dziwne puzzle?
                W takim skupieniu przyglądali się miejscu pierwszego zadania, że spojrzenia, jakimi byli obdarzani, umknęły ich uwadze.
                Naprzeciw każdej pary stał średniej wielkości, metalowy stolik, w połowie długości przedzielony nieprzezroczystą ścianką. Przy obu jego dłuższych bokach stały wmontowane w podłogę krzesła, a całą powierzchnię blatu zajmowały małe, dotykowe ekraniki.
                - Dopiero po trzech poprawnych podejściach zapięcia w krzesłach otworzą się i para będzie mogła przejść dalej! – przypomniał któryś z nauczycieli stojący przy podium organizatorów. – Czas, start!
                Gammon i Kaito jednocześnie dopadli do przeciwległych krzeseł. Już tu okazali się bardziej zgrani, niż niektóre pary; uczestnicy zderzali się ze sobą w drodze do jednego siedziska. W momencie, w którym elastyczne pasy ożyły i otoczyły ich w pasie, ekraniki zaświeciły się.
                Obaj spojrzeli po sobie z wysoko uniesionymi brwiami.
                - Co do… - zaczął Gammon, ale nieprzezroczysta ścianka wysunęła się, zasłaniając widok i w tajemniczy sposób blokując jakikolwiek dźwięk. Kaito zdany był na siebie. Przygryzł wargę i znów spojrzał na ekranik.
                Ulubiony kolor Twojego partnera.
                Dokonał w głowie szybkich kalkulacji. Maszyna nie może znać odpowiedzi, dlatego zapewne po drugiej stronie Gammon otrzymał pytanie o własny ulubiony kolor. Co to właściwie za puzzle? Nie miał zielonego pojęcia.
                Zacisnął powieki, skupiając się. Ulubiony kolor. Jaki mógł być ulubiony kolor Gammona?
                Pod stołem, prawdopodobnie przypadkiem, jedna z długich nóg Sakanoue obiła się kolanem o jego własną. Kaito przełknął ślinę, zezując w kierunku czarnych, obcisłych spodni.
                Czarny, wpisał.
                Ekranik wydał z siebie wesołe piknięcie, zaliczając odpowiedź. Widocznie po drugiej stronie Gammon otrzymał tę samą informację, bo ponownie, tym razem z pełną premedytacją, jego kolano praktycznie wbiło się w wewnętrzną stronę uda Daimona. Tamten odebrał to jako „brawo, masz szczęście”.
                Skupił wzrok na pojawiających się literkach, starając się nie zwracać uwagi na ogromne buciory ocierające się o niego gdzieś w okolicach kostek.
                Zamrugał. Wnioskując po chichotach dochodzących go z niektórych stron, nie tylko oni otrzymali to pytanie.
                Czy na twoim ciele znajduje się nietypowe miejsce wyjątkowo wrażliwe na dotyk? Tak/Nie
                Przełknął ślinę, a dłoń automatycznie powędrowała mu w kierunku twarzy, aby podrapać się po zaczerwienionym policzku… czyżby dopadła go epidemia?... i wetknąć kosmyk włosów za ucho. Jego uszy. Właśnie to. Ale skąd Gammon miał…? Niemożliwe, żeby to wiedział. Być może najlepszym wyjściem będzie zaznaczenie „nie”, może właśnie taką taktykę obierze…?
                Przypomniał sobie te krótkie chwile spędzone poprzedniego dnia w parku i głos Sakanoue, który zupełnie bez krępacji rozłożył się na trawie, przeżuwając jej źdźbło, i na zmianę zginał i prostował nogę, kopiąc Kaito po żebrach.
                - Ale jakby coś poszło nie tak… to bez kombinowania. Nie oszukujmy się. Ty jesteś prosty, ja jestem prosty, i tak żadne zawiłe, psychologiczne taktyki nie przejdą. Nie, gdy jesteśmy w parze, w każdym razie. – Wtedy uniósł głowę lekko i otworzył jedno oko, po czym wyszczerzył zęby zaciśnięte na zmaltretowanym źdźble trawy. – Nie ma mowy, żebyśmy zrozumieli kłamstwa bez słów.
                Kaito westchnął, wracając do świata żywych i bez dalszego wahania przycisnął tak.
                Machina zapiszczała wesoło, ale ciszej niż poprzednio,  a Gammon delikatnie przydepnął mu stopę pod stołem.
                Pojawiły się kolejne literki.
                Jaka to część ciała?
                Kaito poczuł, jak robi mu się sucho w ustach. Jedno pytanie w plecy, trudno. I tak żadna z par nie ukończyła jeszcze pierwszego zadania. Miał tylko ogromną nadzieję, że prawidłowa odpowiedź nie wyświetli się Gammonowi po drugiej stronie stołu.
                Uszy, wpisał.
                A gdy ekranik zapiszczał wesoło, uznając im punkt, Kaito uznał, że na panikę czas przyjdzie później. Mrugając zawzięcie, wbił wzrok w pojawiające się powoli, trzecie pytanie.
                Data waszego poznania?
                Zmarszczył czoło, zastanawiając się, czy zmiana pytań z problematycznych na tak proste to jakaś podpucha.
                9.10.2011r., wpisał. Jak mógłby zapomnieć. Ułamek sekundy później pasy rozluźniły się, a oni, jako pierwsi, przekroczyli pierwszą linię mety i stoper mierzący czas zatrzymał się.
*
                Jako że drugie zadanie wymagało chwili czasu na przygotowanie, zawodnicy dostali kwadrans przerwy. Tym razem nie mogli nie zauważyć tego, jak dużo uwagi przyciągali. Usiedli przy stoliku przytachanym do sali z kafeterii, czując się przy nim trochę bezpieczniej, i zajęli niezręcznym milczeniem.
                - Te zawody są… dziwniejsze, niż podejrzewałem – powiedział Kaito, gdy do końca przerwy zostało ledwie kilka minut. Gammon skinął głową. A potem obaj zerwali się jednocześnie, gdy do stolika dopadło znane towarzystwo.
                - Dawno tak dobrze się nie bawiłam – zapiała Nonoha, ocierając łzy z kącików oczu. – Myślałam, że się skapniecie, kretyni. Jak zobaczycie te wszystkie pary. I te dekoracje. Ale wam teraz musi być głupio.
                - Skapniemy się, że co? – warknął Gammon, mierząc ją ponurym spojrzeniem. Nonoha przez chwilę po prostu patrzyła na niego z lekko rozchylonymi ustami, po czym wybuchła histerycznym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. To wyłączyło ją z rozmowy na dobre kilka chwil.
                - Nie słyszeliście przemowy otwierającej? – zapytał Cubic, unosząc brwi wysoko. Ubrany był jakoś… uroczyściej, niż zwykle, ale tak czy siak nie zrezygnował z podróżowania swoją machiną.
                - Nie – westchnął Kaito. – Ten idiota wychlał z dwa litry kawy i musiał iść do toalety.
                - A… t-ty… musiałeś iść z nim, p-prawda? – chichotała Itou, praktycznie turlając się po podłodze. – P-papużki nierozłączki… Ahahahaha! Nie wytrzymam!
                Kaito podrapał się po policzku, unikając czyjegokolwiek wzroku. Gammon odchrząknął.
                - Powiecie w końcu, o co chodzi? – burknął, krzyżując ramiona na piersiach, a Kaito przez ułamek sekundy zastanawiał się, czy ta jego skórzana kurtka nie pęknie kiedyś z winy nadmiernie szerokich barów.
                - Ana myślał, że wiecie – mruknął długowłosy chłopiec, patrząc na nich z lekką dezaprobatą.
                - Że wiemy CO?! – zawołali obaj zniecierpliwieni.
                - Zapraszamy zawodników do ustawienia się na start. Drugie zadanie rozpocznie się za chwilę.
                Wstali, wciąż patrząc po twarzach przyjaciół. Nonoha uspokoiła się i wyprostowała. To zadziwiające, jak szybko z ataku histerycznego śmiechu mogła przejść do wyższego poziomu irytacji.
                - To są walentynkowe zawody, kretyni! – krzyknęła, uderzając pięścią w stół. – Dla par, które są razem! W sensie razem, razem!
                Kaito ledwie zdążył przetworzyć sobie w głowie to, co właśnie usłyszał, gdy znikąd pojawił się Jikukawa i chwycił go za nadgarstek, ciągnąc w stronę startu. Chieno zrobiła to samo z Gammonem, jakby obawiając się, że ucieknie.
                Daimon nie odwracał się, aby spojrzeć na drugiego chłopaka. Nie zmienia to faktu, że spomiędzy podekscytowanych pomruków tłumu bez problemu wyłowił jego ciche słowa.
                - To wyjaśniałoby te wszystkie cholerne serduszka…
                Stanęli na starcie, konsekwentnie unikając swojego wzroku. Wszystkie dziwne zdarzenia złączyły im się w głowach w jedną całość i nie mogli nie czuć się zawstydzeni.
                - Przynajmniej teraz już chyba nie może być gorzej – wymamrotał Kaito.
                Gdy tylko zamknął usta, jeden z pomagających w organizacji turnieju uczniów zaszedł ich od tyłu i spiął nogi w kostkach łańcuchem, a potem zatrzasnął wszystko na kłódkę.
*
                - To wszystko twoja wina.
                - Gówno prawda. Ten cały turniej to był twój pomysł.
                - Mogłeś się domyśleć, że to nie dla nas.
                - Równie dobrze ty mogłeś to zrobić.
                Synchronicznie unosząc nogi, szli równym tempem w kierunku pierwszego wyzwania w drugim etapie. Tym razem fakt, że obaj mieli nieco koślawe, wybitnie męskie ruchy, nie pomagał im w utrzymaniu prowadzenia.
                - Ej, zakochańce! – zakrzyknął jakiś chłopak z jednej z par, które od samego początku znajdowały się tuż krok za nimi. – Czemu tak długo się ukrywaliście?
                Gammon odwrócił się gwałtownie, zwalniając kroku i otworzył usta, żeby odpyskować, ale Kaito, który takie zaczepki zwykł ignorować, podążył dalej. Skończyło się to zachwianiem, cichym przekleństwem i plątaniną kończyn na ziemi.
                - Sz-szlag – wymamrotał Kaito, unosząc się i opadając wraz z klatką piersiową chłopaka, na którym wylądował. Pokręcił głową lekko, orientując się, że nos ma wetknięty w zgięcie jego szyi. Gammon oddychał nieco szybciej i mniej rytmicznie, niż normalnie.
                - Rusz się, idioto – wysapał, wierzgając biodrami. Daimon podskoczył do góry wraz z tym ruchem, głośno zasysając powietrze, gdyż się tego nie spodziewał. Gammon zamilkł na chwilę, po czym powoli uniósł głowę i dmuchnął mu do ucha.
                - E-ej! – Kaito zerwał się na równe nogi, trochę koślawo, gdyż kostki wciąż mieli spięte. Sakanoue, uśmiechając się pod nosem, chwycił zaoferowaną rękę i także się pozbierał.
                - Zaczynamy od zewnętrznych, na trzy – powiedział tylko i ruszyli. Do pierwszego wyzwania dotarli jako ostatni, ale to, co zobaczyli na ekraniku, wprawiło ich w niekontrolowany śmiech. Puzzle, przed którymi stanęli, były jedną z najprostszych układanek, z jakimi mieli do czynienia.
                - Mogę? – upewnił się Kaito, a gdy Gammon skinął głową, kilkoma szybkimi ruchami rozwiązał zadanie. Ekranik piknął radośnie i z boku wysunęło się coś, jakby dyskietka, w której znajdował się mały breloczek i… kluczyk. Tym razem nie zgrali się aż tak dobrze, a ich palce zderzyły boleśnie w drodze po nagrodę. Już chwilkę później łańcuch z kostek opadł, a oni byli wolni.
                Wolni i już nie ostatni, a trzeci, bo większość par wciąż męczyła się z układanką.
                - Drugą część trasy należy pokonać, niosąc partnerkę… hmm… niosąc drugą osobę z pary na plecach.
                Kaito zacisnął zęby, widząc porozumiewawcze spojrzenie, jakim obdarzył go czerwonowłosy, gdy odwrócił się przez ramię.
                - Daj spokój – powiedział, uśmiechając się kącikiem ust. – To nie pierwszy raz, kiedy będę cię niósł na plecach.
                Ignorując chichoty i pomruki reszty par, Kaito zacisnął zęby jeszcze mocniej i wdrapał się na Gammona. Nogami ściśle otoczył go w pasie, a ramiona zarzucił na szyję tak, aby przypadkiem go nie poddusić. Chociaż, gdy Sakanoue wierzgnął nim spontanicznie, a serce podskoczyło chłopakowi do gardła, uznał, że to duszenie nie musi być wcale najgorszym pomysłem.
                - Uwaga, będzie trzęsło – mruknął jego „pojazd” i puścił się biegiem. W wyniku czego po kilkunastu sekundach byli już pierwsi. Kaito, opierając się czołem na ramieniu Gammona, nie ruszył się nawet wtedy, gdy usłyszał, że dotarli do drugiego ekraniku i najprawdopodobniej kolejnej zagadki. Z resztą, nikt nie prosił go o pomoc. Puzzle musiały być więc tak proste, jak poprzednie.
                - Trzeci i ostatni etap rozpoczyna się teraz. Przed sobą widzicie niewielkie pomieszczenia przygotowane specjalnie na tą okazję. Będziecie potrzebowali trochę prywatności, aby wykonać to zadanie. Powodzenia! Drzwi otworzą się dopiero, gdy wam się powiedzie.
                Kaito przełknął ślinę i oblizał usta; nie zmieniło to faktu, że wciąż ciężko było mu oddychać. Gammon odwrócił się przez ramię lekko, zwalniając przed jednym z pomieszczeń.
                - Serce ci wali – mruknął, ale chyba się nie uśmiechał ani nie nabijał. Kaito, z głową opuszczoną i schowaną, delikatnym ruchem przeniósł dłoń z obojczyka niżej na klatkę piersiową partnera.
                - Tobie też.
                A chwilę potem dobiegła do nich dwójka organizatorów i zakłuła im ręce za plecami.
*
                - T-to nawet nie są puzzle.
                Kaito przyglądał się owocowym żelkom w kształcie klocków, które leżały porozrzucane na małym, drewnianym stoliku. Po drugiej stronie niewielkiego pomieszczenia stał drugi stolik, z wyciętym równo, prostokątnym kawałkiem, który trzeba było wypełnić mniejszymi, wedle jakiegoś schematu. W momencie, w którym partnerów przedzieliła wystarczająco wysoka, przezroczysta ścianka, stało się jasne, jaki jest jedyny sposób, aby to osiągnąć.
                Kaito przez chwilę analizował wzrokiem pustą przestrzeń w wyciętym kawałku stolika, po czym nachylił się nad swoim i chwycił w zęby podłużną, pomarańczową żelkę. Gammon uniósł brwi, ale nie zrobił nic, aby współpracować.
                - No co? – wycedził Daimon, czując gorąco wstępujące na policzki, gdy czerwonowłosy zmierzył go nieodgadnionym wzrokiem.  
                - Nic – odparł w końcu. – Strasznie to głupie.
                - Nie musisz mi mó… - Kaito zamilkł, gdy nos Gammona obił się o jego własny, a zęby zawadziły o górną wargę. Przełknął ślinę niezręcznie, otwierając usta, pozwalając zabrać sobie żelka. Gammon, bez większych problemów, przeniósł go na swój stolik i upuścił dokładnie w tym miejscu, które wcześniej upatrzył sobie Kaito.
                - Teraz czerwony – burknął, nie patrząc na niego. Daimon skinął głową i wykonał polecenie. I tak kilkanaście następnych razy. I próbował nie zauważać, jak cicho nagle się zrobiło, jak słodko żelki smakują na koniuszku jego języka i jak szybko bije mu serce.
                - Już ostatnia – powiedział Gammon w końcu – Znów pomarańczowa.
                A gdy Kaito posłusznie pochylił się nad stolikiem, do głowy wpadł mu idiotyczny pomysł. Pochwycił w zęby mały, cytrynowy kwadracik i przechylił się nad ścianką.
                - Masz – wymamrotał, przesuwając po niej językiem.
                - Powiedziałem, pomarańczowa – warknął Gammon, wyglądając na odrobinę znudzonego i zirytowanego.
                - To nie na stolik – Kaito nadgryzł żelkę przypadkowo, wypowiadając te słowa. – To dla ciebie.
                Gammon przez dłuższą chwilę mierzył go wzrokiem, po czym ledwie zauważalnie przełknął ślinę.
                - Oby nie odjęli nam za to punktów.
                Nachylił się w kierunku Daimona z rękoma wciąż skutymi za plecam. Nie zamykając oczu przekrzywił głowę pod kątem, żeby mieć łatwiejszy dostęp. Kaito już nawet nie trzymał żelki w zębach, po prostu otworzył usta i pozwolił mu po nią sięgnąć samodzielnie.
                Można powiedzieć, że w ten sposób zjedli ją na pół. Kilka chwil później Gammon w końcu zacisnął powieki, chwytając dolną wargę Kaito między swoje, ciągnąc delikatnie, gdy się odsuwał. Chłopak dyszał cicho, ze wzrokiem wbitym gdzieś w okolice stolika, na którym brakowało tylko pomarańczowego żelka.
                - Jeszcze jeden – wydukał Gammon.
                - Tak jest – odpowiedział Kaito, tym razem sięgając po odpowiedni słodycz.
*
                Nawet z tą czasową zwłoką, wygrali. Na mecie czekali na nich tylko Jikukawa i Chieno, którzy najwidoczniej zrezygnowali z ostatniego etapu. Nie przeszkadzało im to uśmiechać się lekko i trzymać za ręce.
                - Jeśli chcecie, możemy przejść przez całą tą galę zwycięzców i przedstawiać was jako najbardziej zgraną parę w szkole – powiedziała Tamaki, wzruszając ramionami lekko. Na samą myśl obaj partnerzy wzdrygnęli się.
                - A jeśli chcecie, możemy udać, że się zwinęliście i dać wam święty spokój – zaproponował Jikukawa, rozpinając im kajdanki. Spojrzeli po sobie i synchronicznie skinęli głowami.
                - To zmykajcie.
                Tak zrobili.
*
                Zamiast rozdzielić się w niezręcznej ciszy i obiecać sobie, że już nigdy więcej nie poruszą tego tematu, znaleźli się w parku, w tym samym miejscu co poprzedniego dnia.
                - Najbardziej zgrana para, hm? – zaśmiał się Gammon szyderczo, układając wygodnie na trawie. Kaito tylko wzruszył ramionami, siadając tuż obok niego.
                - Skąd wiedziałeś? – spytał po dłuższej chwili ciszy.
                - Co?
                - Skąd wiedziałeś o moich uszach? – podrapał się po policzku, chcąc ukryć zakłopotanie. Gammon westchnął boleśnie i wsparł się na dłoniach, po czym niespodziewanie oparł brodę na ramieniu drugiego chłopaka.
                - Za każdym razem, gdy ktoś robi tak… - ostatnie słowo wyszeptał tuż przy uchu Daimona, na co tamten jęknął cicho i wzdrygnął się - …ty robisz właśnie tak.  – I z powrotem walnął się na ziemię z wyszczerzonymi zębami. Kaito zmarszczył brwi i pochylił się nad nim, zasłaniając mu słońce.
                - Musimy być kwita. Musisz mi powiedzieć… to samo o sobie. – Wzrok miał bardzo poważny. Gammon przez chwilę przyglądał mu się, po czym wybuchł śmiechem.
                - Nie ma mowy. – Tyknął Kaito w klatkę piersiową. – Ja odkryłem to sam, bez twojej pomocy.
                Daimon uśmiechnął się chyba po raz pierwszy, odkąd wyszli ze szkoły.
                - Rozumiem, że to pozwolenie.
                Oczy Sakanoue rozszerzyły się nieznacznie na te słowa, a źrenice poszły za ich przykładem w momencie, w którym poczuł szczupłe dłonie Kaito na swoich ramionach.
                Ale fakt, nie zaprzeczył.

12 komentarzy:

  1. Witam :)
    Parę dni temu trafiłam na bloga, co nieco już przeczytałam, więc chyba powinnam zacząć komentować.

    Nie znam niestety oryginału [Ale może poznam zaraz po tym, jak dokończę Teen Wolf :P], ale podobało mi się. Ignorowałam pewne rzeczy, które na pewno poznałabym oglądając anime (yyy... puzzle?). Ale patrząc na ogół jest to bardzo przesympatyczny tekst. Zabawny, czytając to cały czas miałam uśmiech na twarzy. Ulubiony moment: uświadomienie chłopaków. Ale naprawdę... ta ich niewiedza była taka... oouu :). Wrażenia jak najbardziej pozytywne.
    Większość twoich tekstów jest już za mną. W paru nie znałam oryginałów, ale to tam.... szczególik. I tak baaaardzo miło mi się czytało. Naprawdę, te słowa płyną prosto z mojego ?yaoistycznego? serduszka. Czekam na następne twoje dzieła :).

    Ps: Oglądam ten Teen Wolf i chcę więcej paringu Sterek. Szczerze, nie myślałam, że teki serial może mi się spodobać, dziękuje :)
    Powodzenia i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  2. To najpierw było tak: omg jaki piękny szablon *o*
    a potem to musiałam włączyć telefon, bo inaczej czytać nie umiem qwq No i ten, oczywiście pary jak zwykle nie znam, bo ja zielona jestem. Ale to nieważne, bo jak zawsze mi się podobało. skąd Ty bierzesz takie fajne pomysły?? Q.Q Genius. Dwa głupki, no jak mogli tego nie skojarzyć xD najfajniejsze było z uszami owo i ostatnie zadanie *q* nabrałam ochoty na żelki. Oczywiście, żadnych na składzie nie mam qwq
    Na koniec jeszcze dodam, iż mam nadzieję, że masz wolny kawałek podłogi, bo matka jak nic w końcu wyrzuci mnie z domu za te wszystkie onomatopeje i monologi TT.TT
    Pozdrawiam i weny >w<

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko to było niesamowite! *-* Tak ci dwaj to skończeni idioci więc nie dziwię się, że nie zorientowali się iż ten konkurs jest dla par xD Scena z żelka : mrmrmrmrmrmr *-* I ta końcówka! Kurde! Że też nie napisałaś trochę więcej! :( Mam cicha nadzieję na kontynuację tego lub jeszcze jakiś fick z ta parą :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kyaaah! Jak szybko! *.* Jestem bardziej niż zachwycona! <3 To był niesamowity one shot z takim klimatem! :) Super pomysł z tym konkursem, usmiałam się szczególnie przy 1-szej konkurencji ;) I prawie wykrwawiłam jak Giammon wziął go na plecy albo kiedy przenosili te żelki! Ah! Szkoda że się nie pocałowali i nie było czegoś "ostrzejszego" :( Mam nadzieję, że napiszesz coś jeszcze o nich bo czuje niedosyt *.* Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. szlag by to trafił, przekonaliście mnie i napiszę part 2, jak mamę kocham. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yeey brawa dla tej Pani XD !

      Usuń
  6. noooooosz ! w takim momencie. nie skomentuje tego. uważam to za tekst nieskończony ... buuuu

    OdpowiedzUsuń
  7. Awawawawawwww! Cudowne! *.* Ale kurczę jakby takie urwane w połowie, pragnę drugiej części! :(

    OdpowiedzUsuń
  8. GŁODNE ZWIERZAKI! Napiszę wam tą drugą część XDDD

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się, nawet bardzo.
    Zazdroszczę Ci talentu i tego w jaki sposób piszesz.
    Gratulacje :3

    OdpowiedzUsuń