we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 11 września 2012

RAIRAAAWR!! episode 4

Jezu słodki, nareszcie się zabrałam za nową notkę. Przepraszam. Szkoła, wszystkie teksty zapisane na pendrive z powodu oddania lapka do naprawy i szał na Supernatural oraz twittera robią swoje. Macie kolejną Rairę, zdaje mi się, że to jeden z ostatnich wycieczkowych rozdziałów. :D

__________________________________


Na poszukiwaniach senseja, który po dziesięciu metrach spaceru potknął się o wystający korzeń i skręcił kostkę, minęło im całe południe. W związku z niesamowitym bólem, a raczej niesamowitymi narzekaniami poszkodowanego, musieli skrócić wycieczkę do minimum i szybko zanieść go z powrotem do ośrodka. Zadanie to przypadło oczywiście Shizuo. Shinra i Izaya szli tuż obok niego. Ten drugi całą drogę z wielką radością korzystał z faktu, że Shizuo nie może zbyt szaleć z wyzwiskami z powodu obecności nauczyciela na plecach.
Gdy dotarli i poszli do pokojów, dosłownie po kilkunastu minutach wszystkich obiegła wieść, że idą na basen.
- Pięknie, miała być krajoznawcza wycieczka po górach, a my znowu do miasta… - Wypoczęty Kadota był w trakcie ścielenia łóżka, gdy wiadomość dotarła do ich pokoju.
- Była krajoznawcza wycieczka, ale ją przespałeś – warknął Shizuo, rozmasowując bolący kark.
- Plecy cię bolą? – spytał Shinra z troską, wyciągając z szafki kąpielówki. Shinra był jedynym z całej czwórki, który ładnie i porządnie się rozpakował.
- Jakby ci się ten pieprzony łamaga uwiesił na plecach i wbijał pazury całą drogę, to też by cię bolały… - Shizuo usiadł na łóżku i ziewnął. Widocznie znów robił się śpiący, a gdy robił się śpiący, odrobinę łatwiej było go ugłaskać. Oczywiście w przypadku każdego, kto nie był Izayą, bo na bruneta niezmiennie warczał, gdy tylko tamten stanął zbyt blisko.
- Na basenie trochę się rozluźnisz – powiedział Shinra czułym głosem, przysiadając obok niego. Nigdy nie rezygnował z nieco bliższych prób przyjrzenia się mięśniom blondyna. – Ponoć są tam ciepłe źródła i… i w ogóle.
Okrężnymi ruchami zaczął masować kark Shizuo, na co ten zamruczał z zadowoleniem i opadł głową na jego ramię. Izaya momentalnie znalazł się przy Kadocie, który przekopywał walizkę w poszukiwaniu kąpielówek. Wcisnął się między jego wyciągnięte ramiona i położył na rozrzuconych ciuchach.
- Po co ci kąpielówki, Dotachin? Idź nago! – zawołał radośnie.
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie chcę, żebyś się nabawił kompleksów.
Shizuo, po raz pierwszy odkąd wyjechali z Tokio, wybuchnął śmiechem.
***
- I jeszcze jedno. – Pulchny sensei mówił o wiele mniej od kolegi po fachu, ale jego głos sam z siebie działał usypiająco. – Trochę przesunęliśmy ten wypad na basen, tak więc zabrakło im szatni. W jednej szatni przebierają się po dwie osoby, tak, żeby dla każdego starczyło.
Wszyscy natychmiast się rozbudzili.
- Słyszysz? – Izaya wlepił w Shizuo bezczelne spojrzenie. – Po dwie osoby, Shizu-chan. A Dotachin jest z Shinrą.
- Co jestem? – Dotachin wyciągnął słuchawki z uszu, nie mając zupełnie pojęcia, o czym była mowa.
- Nic, nic, słuchaj dalej…
- Nie uda ci się. – Shizuo jednym susem dopadł do Shinry i chwycił go za ramię, trochę zbyt mocno. Kishitani jęknął z bólu. – Shinra, jesteś moją parą.
- D-dobrze! – Zaczerwienił się tamten gwałtownie. A potem pomyślał sobie o standardowej wielkości takich szatni i o tym, jak blisko będzie swojego najbardziej pożądanego obiektu badań. I uśmiechnął się promiennie. – Z wielką chęcią.
Izaya dumał sobie w ciszy przez chwilę, po czym też uśmiechnął się szeroko. Kadota też uśmiechał się pod nosem lekko, słuchając swojej ulubionej piosenki, nie wiedząc, co go czeka.
Ale szczęki opadły im dopiero, gdy już stali w kąpielówkach, pod prysznicami.
- Nie spodziewałem się, że te szatnie będą aż tak malutkie. – Dotachin podrapał się po zarumienionym wciąż policzku.
- Ja też nie. – Izaya oblizał dziwnie zaczerwienione usta.
- Połamałem wieszaczki przypadkiem – dodał od siebie Shizuo, przyglądając im się podejrzliwie.
- Jak wyście się przebierali? – spytał ze zdziwieniem Sugimoto, pojawiając się tuż obok nich, już mokry po prysznicu. Chwilę zajęło im zrozumienie pytania, bo pierwszym, co przyciągnęło ich uwagę, były jego, przyległe, mokre kąpielówki.
- Mówiłeś coś wcześniej o kompleksach, Dotachin? – mruknął Izaya pod nosem, zerkając wymownie na pomarańczowe slipki Kadoty, których zawartość, choć także imponująca, była zdecydowanie mniejsza.
- No, tak jak sensei mówił, dwójkami – uciął szybko Kadota, czerwieniejąc jeszcze bardziej.
Sugimoto przyglądał im się z lekko rozchylonymi ustami, jakby czekając, aż któryś powie, że to żart.
- Poważnie? – Podrapał się po głowie, poprawiając kąpielówki. Cztery spojrzenia ponownie, automatycznie, powędrowały w dół. – A nie prościej było tak, żeby… Najpierw przebrał się jeden, a potem drugi? Wszyscy tak robili.
W tym momencie zabrzmiał dźwięk sygnalizujący, że od tej chwili jest mierzony ich czas. Mieli całą godzinę. Sugimoto odwrócił się i odszedł.
- Uznajmy, chłopcy, że tego nie słyszeliśmy. – Izaya dziarsko ruszył przed siebie.
- Ani nie widzieliśmy – dodał pod nosem Dotachin.
Wyszli. Basen, a raczej cały kompleks basenów, był ogromny, podzielony na kilka różnych części, połączonych ze sobą tunelami. Shizuo, chociaż tunelów miał dość, poczekał chwilę, aż cała trójka na chwilę odwróci wzrok i czmychnął do jednego z nich.
- Gdzie jest Shizuo? – spytał Shinra, który bardzo chciał się przyjrzeć prawie nagiemu, mokremu blondynowi w pełnym świetle. Oczywiście z pobudek czysto medycznych.
- Nie wiem – odparł Izaya głosem sugerującym, że miał ochotę na to samo. – Może się utopił – dodał obojętnie i chwycił Dotachina za ramię. -  Chodź, mały, idziemy wypróbować tamte zjeżdżalnie.
Kadota zacisnął usta w wąską kreskę, słysząc epitet, jakim został uraczony, ale poszedł za Izayą bez dyskusji.
- Idziesz? – rzucił przez ramię do Shinry.
- Nie, poszukam Shizuo. – Shinra bezbłędnie odgadnął, którędy mógł dać nogę blondyn i też tam wpłynął. Pewnie nawet znalazłby go szybciej, gdyby nie popełnił podstawowego błędu: zaczął go wołać.
- Cholera jasna, szlag by to trafił. – Shizuo wynurzył się z mniejszego baseniku wypełnionego gorącą wodą. Rozejrzał się rozpaczliwie, widząc już cień Kishitaniego, który pojawił się na zaokrąglonej ścianie tunelu. Z braku laku zanurzył się do niego z powrotem, biorąc naprawdę potężny haust powietrza. Siedział zanurzony tak długo, jak tylko mógł.
„Na pewno polazł. Przecież mnie nie zauważył.” - te słowa odbijały się w jego głowie, gdy wynurzał się spod wody. Po chwili echem w tunelu odbił się jego zduszony okrzyk, gdy otworzył oczy, a pierwszym, co zobaczył, była urocza, zdziwiona twarz doktorka. Włosy miał przemoczone całkowicie, tak, że oblepiały jego czoło i policzki. Widząc, że, poza stanem przedzawałowym, z Shizuo wszystko w porządku, uśmiechnął się promiennie.
- Myślałem, że się utopiłeś – powiedział poważnym tonem, wyciągając przed siebie ramiona, żeby uszczypnąć Shizuo w oba policzki. Kolana omsknęły mu się na kafelkowej posadzce, oddzielającej wodny tunel od basenu z ciepłą wodą, i runął do przodu, prosto w ramiona blondyna. Obaj zanurzyli się całkowicie, spanikowany Shinra łapał się czego popadnie.
Wynurzyli się.
- Żyjesz? – Shinra spojrzał na Shizuo z przerażeniem, wciąż próbując się po nim wspiąć, żeby więcej nie zanurkować. – Jak to przyjęły twoje mięśnie? Nie masz żadnego skurczu? Nic się nie nadwyrę… Och! – Otworzył oczy szeroko, przestając błądzić dłońmi po omacku. – Wyczuwam tu jakiś bardzo napięty mięsień… Ale co…
- Nnnhh… Shinra.
- Och.
- Właśnie.
- Przepraszam.
***
- Teraz zjedźmy razem.
Izaya usiadł, odwrócił się przez ramię i poklepał wolną przestrzeń za sobą.
- Ale jak mam…
- Siadaj, Dotachin, nie marudź.
- Ale co mam zrobić z nogami?
Izaya spojrzał na niego z mieszaniną rozbawienia i współczucia, po czym wstał. Nie zwracał uwagi na gromadzącą się za ich plecami kolejkę.
- Usiądź, maleństwo.
Kadota, trochę już poirytowany nowym przezwiskiem, usiadł niedbale we wskazanym miejscu. Izaya chwycił się brzegu rury, żeby przejść nad jego ramieniem.
- Ruszcie się tam, do cholery! – zawołał jakiś pulchny chłopiec, który wcześniej sam wepchnął się do kolejki. Za nim stało jeszcze pięciu, ale oni zachowywali się o wiele ciszej i grzeczniej. Izaya zatrzymał się i wolno odwrócił przez ramię.
- Uważaj na język, bo ktoś może ci go odciąć. – powiedział nieco niższym głosem, niż zwykle, ale uśmiechał się przy tym pogodnie. Niezrażony tym komentarzem, chłopczyk prychnął. Kadota zastanowił się, gdzie Izaya może skrywać jakiekolwiek ostrze, skoro jest w samych kąpielówkach, oczywiście jeśli odcinanie języka nie było groźbą bez pokrycia.
- Jesteście gejami? – spytał z pogardliwym rozbawieniem małolat, gdy Izaya w końcu przeszedł nad szerokimi ramionami Kadoty i usadowił się między jego rozkraczonymi nogami, moszcząc wygodnie jak kura na grzędzie.
- Wiesz, statystycznie na takim basenie… na ośmiu mężczyzn przypada trzech gejów. – Izaya chwycił Dotachina za ręce i otoczył się nimi w pasie. – Istnieją więc spore szanse, że jesteś tym trzecim. Na waszym miejscu trzymałbym mocno portki – zwrócił się do pozostałych chłopców i odepchnął się nogami, po czym obaj zniknęli w rurze.
- Powaga z tą statystyką? – spytał Dotachin, ściskając go mocniej w pasie.
- Blefowałem. – Izaya, któremu włosy rozwiały się od pędu, odwrócił się przez ramię. – Wbijasz mi się w plecy. Przykro mi z tego powodu, ale chyba jednak nie pasuje ci nowe przezwisko.
Udobruchany Kadota uśmiechnął się i nawet zgodził się na parokrotne zjazdy w takiej pozycji, co z resztą było celem bruneta. Przy ostatnim jednak uparł się, że wsiądzie mu na barana i pęd ich rozdzielił. Cięższy Kadota zjechał w dół szybciej, zostawiając bruneta w tyle.
Poza tym, była to naprawdę szybka i długa zjeżdżalnia.
Izaya wyskoczył z rury jak pajacyk na sprężynie z pudełka. Było mu odrobinę zimniej i jakoś lżej, niż do tej pory. Nie zdążył nawet wziąć oddechu, wywinął fikołka i plasnął w spienioną wodę, zasadzając komuś kopniaka prosto w nos. Wynurzył się, ale wola wciąż buzowała. Okazało się, że ta duża zjeżdżalnia wpadała do wielkich, bąbelkowych basenów z ciepłą wodą.
- Skąd ty tu… - Shizuo, trzymając się za nos, spojrzał na niego z nienawiścią. – Wyskakujesz jak… Znikąd… Najpierw Kadota, teraz… I jeszcze mi z kopa…
- Zgubiłem kąpielówki – przerwał mu Izaya z bardzo poważnym wyrazem twarzy. Shizuo zamilkł momentalnie.
- W ciula mnie robisz – odwarknął po dłuższej chwili.
- Nie, nie robię. – Izaya chwycił blondyna za nadgarstek i pociągnął go prosto w spienioną wodę, która zasłaniała ewentualne widoki. Gdy już zanurzyły się ich dłonie, Shizuo w sposób niewerbalny i dość dosadny przekonał się, że tamten nie blefował.
- Aaaah! – Wyrwał rękę z jego uścisku i wyciągnął ją gwałtownie na powierzchnię.
- Nie zachowuj się, jak dziewica, Shizu-chan. – Ziewnął Izaya. – Ale tak na poważnie… Wolałbym je znaleźć, zaraz musimy wychodzić z wody.
Nagle z rury wystrzeliło kolejno kilka drobnych postaci, wszystkie pofrunęły w kierunku Shizuo i spadły prosto na niego, powalając na łopatki, na samo dno basenu. Pierwszy na powierzchnię wynurzył się ów pulchny, bezczelny chłopak, a w dłoniach trzymał czarne kąpielówki. Patrzył na nie tak, jakby widział coś takiego pierwszy raz w życiu.
- Mówiłem? – Izaya wciąż był całkiem poważny. Podpłynął do chłopaka i odebrał swoją własność. – Uważajcie na niego, dobiera się do portek.

Z serii przychodzi idiota do lekarza, a lekarz też idiota:

Shinra składał właśnie jakieś bardzo ważne papiery, gdy drzwi do podziemnego, tajemnego gabinetu otworzyły się gwałtownie. Do pomieszczenia wkroczył… nie, wpadł, a dokładnie zrobił krok i runął na podłogę, Izaya. Shinra zerwał się na równe nogi, ale brunet szybko się pozbierał bez jego pomocy.
- Mój Boże, co się stało?! – Shinra natychmiast odsunął od siebie bardzo ważne papiery. W zasadzie nie musiał zadawać nawet tego pytania; włosy posklejane od krwi i sine, opuchnięte czoło mówiły same za siebie.
- P-pszczoła… - wymamrotał Izaya, przytrzymując się brzegu stołu, żeby nie upaść. Shinra poprawił okulary.
- Pszczoła?
- Pszczoła… - potwierdził Izaya, kiwając głową. – Siadła mi na głowie…
- A-ale… przecież pszczoła nie żądli aż tak…
- Nnie… Nie użądliła… - Tym razem Izaya pokręcił głową gwałtownie.
- Nie?... – Shinrze opadły ręce.
- Nie… - Izaya wciąż kręcił głową. – Nie zdążyła.
- Nie zdążyła?
- Nie zdążyła. – Izaya osunął się powoli na kolana. – Bo Shizu-chan ją rąbnął stopem.
I zemdlał. 

8 komentarzy:

  1. Końcówki o idiocie i lekarzu idiocie pobijają wszystkich na kolanaaa. Uwaga uwaga ! Prosze o brawa dla tej pani :D

    Tak po za tym czy ten nasz Shinara nie za bardzo interesuje się naszym kochanym Shizu-chan. No i czemu wszyscy sie macali po khym khym .. xD wymiękam ;x

    Teksty nic nie kapującego Katody zniewalają.

    end. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pszczoła XDDD Ale generalnie jestem zachwycona~

    OdpowiedzUsuń
  3. Shei - chaaan ~ <3 poleje ci za te opowiastki o lekarzu xDD Jednak basen przebił wszystko xDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Już nie mogę się doczekać następnej części !! Część o idiocie i lekarzu idiocie...śmiałam się tak, że mój pies uciekł z pokoju =,=

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne !!!!! czekam na następną część :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Opowiadanie jest po prostu super. To z tymi portkami mnie rozwalilo xd. Z niecierpliwoscia czekam na nastepna czesc ;)
    CaraRa

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha idioci xD
    Czysto medycznych pobudek ;> dirty minds
    Shinra jest moim absolutnym ulubiańcem w tym rozdziale xD
    i teraz mam ochotę isc do Aquaparku D:
    - Shizu-chan nie zachowuj sie jak dziewica hahaha teksty mnie powalają. Kocham ich!!! Postawie ci outarzyk ze świeczkami za to opowiadanie ♥

    Ahhh czas na dodatek :D
    .
    .no Shinra doczekał dnia gdy nie musiał oglądać penisów xD
    .
    Umarła po raz czwarty [*]

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaach, dawno mnie tu nie było.
    Rany, jak ja sie uśmiałam XDDDD Basen... i pszczoła... Hahahahaaaaah... Genialne :D

    OdpowiedzUsuń