we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

wtorek, 7 sierpnia 2012

Festiwal owoców letnich / Castaniel

Będzie radocha dla tych, którzy grają w Słodki Flirt. Once upon a time a girl decided to write Castaniel. To znaczy Castiel slash Nataniel. Jeśli ktoś nie ogarnia, można sobie wyguglować. W tym opowiadaniu dla wygody nazywam Castiela spolszczonym imieniem, pisanym przez 'K'. Jakoś lepiej mi tak było. W każdym razie, nie przeciągam.

________________________________


Szkoła, paradoksalnie, raczej nie należy do miejsc, w których myślenie przychodzi łatwo. Chyba, że o jak najszybszym powrocie do domu albo „kto ma gumę”.
Szkoła nocą nie sprzyjała myśleniu jeszcze konsekwentniej. Mimo to Nataniel wypełniał pozostawione dokumenty szybko i skrupulatnie.
„Ilość papierowych woreczków na słodkie bułki zakupionych. Ilość zużytych. Ilość porwanych. Ilość pozostałych.”
Nauczył się neutralnie podchodzić do tematyki wypełnianych dokumentów. Wiedział, że musi, więc wolał nie myśleć o tym, czy komukolwiek się to przyda. Kiedyś przychodziło mu to ciężej, ale z czasem się uodpornił.
Gdy zaczynał, była godzina osiemnasta. Skończył w pół do jedenastej. Z powiekami, których nie podniosłyby dostatecznie nawet wykałaczki, zdrętwiałym od siedzenia tyłkiem i obolałym nadgarstkiem, wyszedł na korytarz. Miał wielką ochotę popełznąć w stronę drzwi wyjściowych, ale wiedział, że musi sprawdzić, czy wszystkie drzwi są pozamykane. Wiedział, że są, ale i tak wolał sprawdzić. Zawsze tak robił. Zawsze dmuchał na zimne. Ostrożnie, uważnie i z zaangażowaniem. Bez dyskusji.
Ba-dum. Ba-dum.
„Hę?”
Nataniel przechodził w pobliżu klatki schodowej, gdy to usłyszał. Odległe dźwięki muzyki. Uniósł brwi. Nie bał się, bo absolutnie nie wierzył w duchy, ani nic w tym rodzaju, a poza tym duchy (gdyby istniały, a nie istnieją) na pewno nie puszczałyby sobie muzyki, tylko… dzwoniły łańcuchami, wyły, czy coś.
Jakby na zawołanie rozległo się wycie. Zimny dreszcz przebiegł blondynowi po plecach. Wystraszony, chwycił się ściany i osunął po niej powoli. Chwilę mu zajęło pozbieranie się, na szczęście nie przerywane żadnymi niespodziewanymi odgłosami, i na drżących nogach ruszył przed siebie.
Wszystkie drzwi były pozamykane, za wyjątkiem jednych. Te były jedynie odrobinkę uchylone, ale w pomieszczeniu świeciło się światło, wypadające na ciemny korytarz złotą smużką. Ponad to, właśnie stamtąd dobiegała muzyka. I, z tej odległości słyszalne dla Nataniela, głosy.
- Auuuu, fuck! – Ktoś krzyknął zaraz po tym, jak rozległ się huk. Nataniel nie był człowiekiem z rodzaju tych, którzy boją się stawić komuś czoła. Gdy wszystkie (nieistniejące!) potwory przestały mu dyszeć w kark, podszedł do drzwi w celu otworzenia ich i zrobienia intruzom awantury.
I otworzył drzwi. Otworzył, zanim się zastanowił. Po raz pierwszy w życiu zrobił coś, zanim to sobie gruntownie przemyślał.
Przyszło mu tego pożałować. Stało przed nim pięciu chłopa. Nie, nie chłopców. Chłopa. Delikwentów. I śmierdziało dymem z papierosów, i dzwoniły butelki. Gdy już zorientował się, na czyją imprezę się wkręcił, zaczął automatycznie szukać wzrokiem czerwonej czupryny.
- Czego tu? – spytał uprzejmie jeden z przyłapanych na gorącym uczynku. Teoretycznie przyłapanych, bo na wystraszonych ani zakłopotanych nie wyglądali, wręcz przeciwnie. Ale Nataniel też nie. Skrzyżował ramiona na piersiach, stwierdzając, że czerwonej czuprynie tym razem się upiekło, bo nigdzie jej nie było.
- Mógłbym was spytać o to samo. – Wzruszył ramionami lekko, wodząc wzrokiem od jednej niezadowolonej, nietrzeźwej twarzy do drugiej. – Fakt, też jestem tu po godzinach, ale legalnie. W przeciwieństwie do was.
- O, patrzcie, stróż prawa się znalazł – prychnął najwyższy i najtęższy z całej piątki. Miał twarz goryla. – Jak wyłapiesz po mordzie, panie przewodniczący, to przestaniesz się tak wymądrzać.
- Cicho, przecież on może na nas nakapować! – Pryszczaty długowłosy powstrzymał osiłka ruchem ręki. Wszyscy zasępili się.
- A tylko spróbuje – warknął osiłek trochę mniej bojowym tonem.
- Panie przewodniczący… - siąknął farbowany na czarno chłopak, który do tej pory trzymał się z tyłu. – Pan nam odpuści, co? Tak po koleżeńsku…
- Wódki z nami nie pił, nie nasz kolega! – zawołał osiłek, ale tym razem wszyscy uciszyli go gestami, patrząc na Nataniela z wyczekiwaniem. Dzieciaki Ostatniej Szansy, pomyślał. To znaczy, tacy, którzy od dyrekcji dostali jeszcze ostatnią szansę przed ostatecznym wydaleniem ze szkoły. No i ładnie ją wykorzystali, pomyślał, krzywiąc się lekko.
Nataniel nie odpuszczał. Nie miał tego w zwyczaju. Tak samo jak nie miał w zwyczaju przebywać długo w miejscach, w których śmierdziało papierosami.
- Nie idę na żadne układy – westchnął krótko, odwracając się lekko przez ramię, ku wyjściu. – Teraz stąd wyjdziecie, a jutro wytłumaczycie się…
- Sorki za spóźnienie, byliśmy… Kurwa, ale tu napaliliście! Poje… - Zanim zdążył choćby zrobić krok w kierunku wyjścia, drogę zagrodziły mu dwie postacie. Uśmiechnął się z satysfakcją. Dwie czupryny. Srebrna i czerwona. A czerwona właśnie zamilkła, bo ujrzała go w drzwiach. – A ten tu co?
Otworzył usta, aby wyjaśnić mu, w jakie kłopoty się wpakował, ale słowa uwięzły mu w gardle na widok miny Lysandra.
- Nie – zaczął Lysander, robiąc szybki krok w jego kierunku. Kastiel był szybszy. Chwycił go mocno za rękaw, skoczył do przodu. A potem coś mocno rąbnęło Nataniela gdzieś w okolicach skroni i zderzył się z ziemią. Jeszcze przez chwilę słyszał krzyki, a potem odpłynął w ciemność.
***
Otworzył oczy i zdał sobie sprawę, że leży na małej kanapie, znów w pokoju gospodarzy. Przysnęło mu się przy dokumentach? Silny ból głowy świadczył o tym, że niekoniecznie.
Usiadł, pomrukując coś pod nosem i przyjrzał się drugiej postaci, która była w pokoju. Odwrócona tyłem, w skajowej kurtce i  z przekraczającymi regulaminową długość, czerwonymi włosami, przyglądała się zawartości szuflad, która niekoniecznie powinna ją interesować. Nataniel odchrząknął cicho.
- O, żyjesz. – Kastiel szybkim ruchem zamknął szufladę i odwrócił się.
- Patrzyłeś na sprawdziany?
- Tak tylko się przyglądałem – odparł, zupełnie nieprzejęty. Nataniel milczał przez chwilę ciężko.
- Co się stało? – spytał w końcu, ostrożnie macając bok głowy.
- Jesteś idiotą, panie przewodniczący. – Kastiel, mówiąc to, zupełnie go zaskoczył. Blondyn spodziewał się raczej jakichś przeprosin lub czegoś w tym rodzaju. - Nie większym, niż tamtych pięciu idiotów, ale i tak, idiotą.
- A co pozwala ci tak mnie nazywać? – Nataniel skrzywił się, natrafiając w końcu palcami na ognisko bólu. Kastiel westchnął i przysiadł na biurku, patrząc na niego spod byka.
- No nie wiem. – Jego głos ociekał sarkazmem. – Nie wiem, jak inni nazywają raczej niezbyt silnych chłopaczków rzucających się z gębą do piątki nachlanych siłaczy. Ja ich nazywam idiotami.
- Nie rzucałem się z gębą! – zaprzeczył gwałtownie, czując, że jego policzki robią się ciepłe.
- Ale powiedziałeś im, że na nich nakapujesz – uciął Kastiel, nie odrywając od niego wzroku. – Skutek przy darciu gęby byłby identyczny, uwierz mi.
Cisza. Nataniel nadął policzki. Bycie karconym przez głównego szkolnego delikwenta zupełnie mu się nie podobało. A fakt, że miał on sporo racji, jeszcze bardziej mu się nie podobał.
- Odpuść im to, co? – Kastiel poprawił kurtkę niespiesznym gestem. Nataniel zmrużył powieki, czerwieniejąc jeszcze bardziej, tym razem ze złości.
- Mam im odpuścić po tym? – Kilkakrotnie postukał się w głowę. Mogło to znaczyć jednocześnie „tu mnie walnęli” jak i „tu się puknij, Kastiel”.
- To nie oni wszyscy cię pacnęli, tylko jeden. – Czerwonowłosy odkaszlnął, co bardzo brzmiało jak „słusznie z resztą”. - Stosujesz odpowiedzialność zbiorową?
- Nie chcę ich oskarżać o pobicie… Chodzi o to, że byli w szkole po godzinach. I o używki.
Kastiel westchnął i uciekł gdzieś wzrokiem. Zdawało się, że to, co miał za chwilę powiedzieć, naprawdę niechętnie i ciężko przechodzi mu przez gardło.
- Słuchaj… Wiem, to kretyni. – Wciąż nie patrzył na Nataniela. – Ale to moi kumple. A ja ci pomogłem. Trochę zablokowałem pierwszy cios, drugi całkiem odbiłem. Spuściłem debilowi lanie i przyniosłem cię tutaj.
- Dziękuję. – Nataniel, którego nerwy trochę ostygły, poczuł lekkie ukłucie wstydu. Nie w jego stylu było takie wybuchanie gniewem. Poza tym, przewodniczącemu nie wypadało.
- Dlatego… Zamiast podziękowania wolałbym, żebyś im odpuścił. – Kastiel spojrzał na niego poważnym, przeszywającym wzrokiem. Nataniel zacisnął usta, wytrzymując spojrzenie. – Odpuścisz?
Nataniel westchnął cicho. Zawsze przestrzegał przepisów.  Tylko na nocne próby zespołu Kastiela i Lysandra się zgodził. I kilka razy przymknął oko na trochę zbyt różniące się od siebie podpisy na usprawiedliwieniach. Zawsze Kastiel.
- Ale co mam odpuścić? – spytał, uśmiechając się lekko pod nosem. Kastiel spojrzał na niego z miną wyrażającą szczere zdumienie. Być może nawet pomyślał, że uderzenie poskutkowało dopiero teraz i Nataniel stracił pamięć.
- No… Wiesz, ich już nie ma. Zmyli się, posprzątali…
- Ale kto, Kastiel?
Czerwonowłosy w końcu zrozumiał. Parsknął śmiechem.
- Dzięki.
- Zamiast podziękowania wolałbym, żebyś coś dla mnie zrobił. – Nataniel, którego wzrok uciekł w kierunku biurka zawalonego dokumentami, uśmiechnął się szerzej. Kastiel spoważniał w sekundę.
- Co? – zapytał ostrożnie.
Nataniel wstał, minął go i oparł się o biurko, sięgając po niewielką, śliską karteczkę, na której było wydrukowane ogłoszenie. I podetknął ją pod nos Kastielowi.
- „Festiwal owoców letnich” – przeczytał tamten, krzywiąc się lekko. Spojrzał na blondyna z bardzo głupią miną. – I co z tego?
- Pomożesz mi w organizacji. – Nataniel skrzyżował ramiona na piersiach i spojrzał na niego z pogodnym uśmiechem. Kastielowi opadła szczęka.
- Ty chyba sobie żartujesz, kujonie. – Zacisnął dłonie w pięści, a cała jego w miarę pokorna maska momentalnie wyparowała. – I co ja niby będę z tego miał, co? Aha, niech zgadnę, dopiero wtedy odpuścisz tamtym?
- Nic nie wiem o żadnych „tamtych” i radziłbym tak często do tego nie wracać, bo jeszcze sobie przypomnę. – Nataniel wciąż uśmiechał się szeroko. – Ale słyszałem, że bardzo starasz się, żeby zostać Dzieciakiem Ostatniej Szansy.
Kastiel zamilkł momentalnie, zaciskając pięści jeszcze mocniej.
- Fakt, blisko mi do tego. Ale to tylko przez nieusprawiedliwione godziny, nic więcej.
- Taka pomoc przy festiwalu zrobiłaby bardzo dobre wrażenie na nauczycielach…
- Nie zależy mi na tym, lizusie!
- …i wymazałaby znaczną część nieusprawiedliwień z dziennika, którym się zajmuję we wtorkowe wieczory – dokończył blondyn.
Kastiel przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, jakby zastanawiając, czy nie wziąć przykładu z kolegi i nie pacnąć Nataniela w drugi bok głowy. Po chwili jednak westchnął bardzo głęboko i skrył twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że widzimy się tu jutro, punkt ósma.
Nataniel był diablo dumny ze swojej iście delikwenckiej zagrywki.
***
- Dobra, to… od czego zaczynamy? – Kastiel rozsiadł się wygodnie na małej kanapie i skrzyżował ramiona na piersiach. Wyglądało na to, że nie zamierzał być zbytnio aktywny.
- Od początku. – Nataniel zakasał rękawy i uśmiechnął się pogodnie. Z boku głowy miał guza, ale złość (z której nie był zbyt dumny) całkiem wyparowała. Znów był pogodny i gotów do pracy.
- A konkretniej? – Kastiel uniósł brwi.
- A konkretniej… od otwarcia. – Nataniel siadł przy biurku i spojrzał na Kastiela wyczekująco. – Masz jakieś pomysły?
Czerwonowłosy patrzył na niego przez chwilę beznamiętnym wzrokiem. W końcu cisza stała się ciężka, a on dopiero wtedy uniósł brwi i przekrzywił lekko głowę.
- Ty serio czekasz na moją odpowiedź? – zaśmiał się w niezbyt przyjemny sposób. – Ja nawet nie wiem, jak wyglądają otwarcia, apele… Nie bywam na nich. Tak samo z resztą, jak połowa szkoły.
Nataniel wyczuł w tym zdaniu wyraźną, choć dobrze ukrytą ochotę Kastiela na to, żeby mu dopiec. W końcu to on przygotowywał wszystkie szkolne uroczystości i zwykle miał przy tym huk roboty.
- A więc okazja jest podwójna. Szykujemy pierwsze otwarcie, na którym będziesz. – Nataniel uśmiechnął się pogodnie, wspierając dłonie na biodrach. – Trzeba się postarać.
Kastiel wydął usta, ale nie odpowiedział.
***
- Nie.
- Słucham? – Nataniel po raz pierwszy podniósł wzrok znad zapełnianych równym pismem kartek. Kastiel patrzył na niego z bardzo niezadowolonym grymasem na twarzy.
- Tego ma nie być. Ten fragment jest zbędny.
- Który?
Kastiel niedbałym ruchem zmiótł z biurka trzy kartki. Przewodniczący syknął pod nosem i chwycił je w powietrzu.
- Co, masz na myśli to? Wszystkie przemowy? – Spojrzał na czerwonowłosego z lekko ściągniętymi brwiami. – Wystąpienie pani dyrektor? Właściciela sadu? Przedstawiciela rady rodziców…?
- Właściciel sadu powinien się wypowiedzieć. – Kastiel wyciągnął rękę, żeby zabrać kartki z uścisku blondyna, ale ten odsunął się odrobinę na krześle. – Powinien mieć dłuższą przemowę. Bo jest ciekawa.
Nataniel przez chwilę przyglądał mu się, odsuwając rękę z kartkami coraz dalej. W końcu jednak Kastiel przytrzymał go za ramię dość brutalnie i szybkim ruchem zabrał błękitną papeterię samorządu uczniowskiego.
- Mówisz poważnie?
- Jak cholera. – Kastiel wyszczerzył zęby w uśmiechu i podarł kartki, zanim blondyn zdążył choćby jęknąć. – Nikogo nie obchodzi gadanina tej starej…
Nataniel skrzywił się na następne słowo, przyglądając się powoli opadającym na ziemię błękitnym strzępkom jego ciężkiej pracy. I nie czuł specjalnego żalu.
- I nikogo nie bawią suchary tego faceta, którego syn nie chce się do niego przyznawać. – Kastiel skrzyżował ramiona na piersiach. – A z kolei właściciela szkolnego sadu nikt nie zna. Prawie nikt. I nikt nie zna jego historii, a facet jest miły i ładnie opowiada. Poza tym o to chodzi, nie? Cały festiwal będzie właśnie w tym sadzie. Dobrze byłoby wiedzieć, kto cały rok haruje, żebyśmy potem my mogli to wszystko pozrywać.
Nataniel odwrócił wzrok od leżących na ziemi szczątków kartek i spojrzał prosto w oczy największego ze szkolnych delikwentów. Delikwent trochę zmieszał się po dłuższej chwili takiego patrzenia.
- No co? – spytał, znowu się krzywiąc. Przewodniczący uśmiechnął się pod nosem.
- No nic. W końcu się zaangażowałeś.
- Co?! Kto się niby zaangażował? – zaperzył się Kastiel. – Nic z tych rzeczy, kujonie. Ale skoro już muszę w tym brać udział, to…
- Dobrze, dobrze. – Nataniel przerwał mu takim tonem, jakby zwracał się do małego dziecka, które zaprzecza rzeczy oczywistej. Kastiel nie odzywał się do końca lekcji, ignorując wszelkie próby nawiązania kontaktu.
***
- W takim tempie nie zdążymy. – Nataniel stwierdził rzecz oczywistą.
- Zdążymy, jeśli zwolnimy się z drugiej połowy lekcji – podsunął Kastiel obojętnym tonem, ale zerknął na blondyna z wyraźną nadzieją w oczach. Nataniel jednak pokręcił głową gwałtownie.
- I tak masz dużo nieobecności, delikwencie. – Zwracał się do niego tak, odkąd tamten upodobał sobie nazywanie go „kujonem”.
- Jasne, spoko. I jeśli nie zdążymy, to przypuszczam, że pozostaną one w dzienniku. – Kastiel oparł się na kanapie wygodniej, bawiąc się trzymanym w dłoni zszywaczem. – A grono pedagogiczne samo stworzy ładną wersję wydarzeń: Pan szanowny wielce przewodniczący dałby sobie radę na czas, gdyby nie przeszkadzał mu w pracy ten niedobry łobuz.
Nataniel otworzył usta, ale nic nie powiedział. Nie powiedział, bo Kastiel miał sporo racji. Kastiel w ogóle okazał się być człowiekiem, który mało kiedy mówi głupoty.
Przewodniczącemu do głowy wpadł pomysł. Zanim zdążył się nim podzielić, przerwało mu głośne przekleństwo. Kastiel ze złością odrzucił zszywacz, którym przed chwilą się bawił. Patrzył na swój kciuk, przymrużywszy powieki ze złością.
- Co się stało? – Nataniel podszedł do niego ostrożnie.
- Nic – skłamał Kastiel, wciąż patrząc w zszywkę głęboko wbitą w opuszek kciuka. Nataniel westchnął i przykucnął przy nim.
- Daj, wyciągnę. Też sobie tak raz zrobiłem.
Kastiel trochę zbyt gwałtownie odsunął dłoń, gdy szczupłe palce Nataniela tylko ją musnęły. Blondyn spojrzał na niego, unosząc brwi.
- Dam sobie radę.
- Do tego lepiej użyć dwóch rąk, mniej będzie bolało. – Nataniel odgarnął jasny kosmyk włosów, który opadł mu na czoło.
- Nie boję się bólu. To tylko zadra. – Kastiel wciąż nie przysunął dłoni z powrotem, chociaż Nataniel trzymał swoje wyciągnięte w jego kierunku.
- To jednak głupota sprawiać sobie więcej bólu, gdy można wyciągnąć zszywkę bezboleśnie. – Nie czekając na decyzję chłopaka, sam sięgnął po jego dłoń, mocno ściskając ją w nadgarstku. Kastiel prychnął cicho i utkwił wzrok w manewrujących delikatnie palcach Nataniela. Po nie więcej niż pół minucie po zszywce nie było śladu, pozostały tylko dwie małe, czerwone kropki na kciuku Kastiela. Z kropek bardzo nieznacznie sączyła się krew, formując się w małe, okrągłe kropelki.
- Dzięki. – Kastiel wpakował kciuk do ust, dokładnie w momencie, w którym Nataniel miał mu powiedzieć, żeby tego nie robił.
- Chciałem to zdezynfekować i nakleić plaster – powiedział, załamując ręce.
Kastiel parsknął śmiechem i wolną dłoń wyciągnął, po czym, dość boleśnie, rozczochrał jasne, ładnie ułożone włosy na głowie Nataniela.
- Wystarczy, przewodniczący. – Uśmiechnął się trochę złośliwie, a w oku błysnęła mu iskra. – Tego byłoby już za dużo.
***
Pomysł Nataniela został zrealizowany już następnego dnia. Na organizacji festiwalu spędzili, jak zwykle, pół szkolnego dnia, a po lekcjach oboje poszli prosto do domu przewodniczącego.
- Będzie tylko Amber, więc się nie stresuj. – Nataniel zerknął z ukosa na Kastiela, który jakoś trochę zbyt często poprawiał kołnierz ulubionej, czarnej bluzy.
- A ty nie gadaj głupot. Czym miałbym się stresować? – Kastiel, jak zwykle, zaprzeczył w bardzo dosadny sposób. Nataniel nie skomentował, parsknął cichym śmiechem. Nie dostatecznie cichym, bo po chwili zwinął się w pół po mocnym kuksańcu w żebra.
- Każdy delikwent jest taki drażliwy? – spytał, gdy już odzyskał oddech.
- Każdy kujon to taki słabeusz? – odgryzł się Kastiel, uśmiechając się kącikiem ust.
Faktycznie, w domu nie było nikogo z wyjątkiem Amber. Ta, gdy otworzyła drzwi i zobaczyła Kastiela, zrobiła coś, czego nie zwykła robić. Zaniemówiła.
- Cześć – powiedział, szczerząc do niej zęby.
- Co ty… To znaczy… cześć! O rany. – Spłonęła rumieńcem.
- Już po powitaniach? Świetnie. – Trochę poirytowany Nataniel chwycił towarzysza za rękaw i pociągnął do przedpokoju. Amber cofnęła się szybko, wciąż cała czerwona. – Nie mamy zbyt dużo czasu.
Kastiel nie oglądał się na nią, na ustach miał wciąż ten lekko rozbawiony uśmiech, a wzrok utkwiony w białej, trochę pogiętej po całym dniu ciężkiej pracy, koszuli na plecach Nataniela. Szedł za nim, nie robiąc nic, żeby wyrwać rękaw z uścisku.
***
- Idę na stronę.
Nataniel już otwierał usta, żeby wytłumaczyć gościowi, jak ma dojść do łazienki, ale zamarł z rozchylonymi ustami. Kastiel dobrze wiedział, gdzie ma iść. Chwycił klamkę drzwi balkonowych, a drugą ręką z kieszeni wyciągnął paczkę papierosów.
- Nawet nie próbuj! – Nataniel trochę niezdarnie wstał, przewracając stosik papierów, i oparł dłonie na biodrach. Kastiel odwrócił się przez ramię, ale przystanął.
- Zamknę drzwi. Dym nie wleci do pokoju.
- Ale ty wrócisz i od ciebie będzie czuć.
- Stanę tak, żeby dym na mnie nie leciał.
- Oddech ci będzie śmierdział!
Kastiel odwrócił się całkiem, stając w lekkim rozkroku i przekrzywił głowę lekko.
- A masz zamiar się ze mną całować?
Nataniel przez chwilę poruszał ustami niemo, jak płotka wyjęta z wody. Nie wiadomo, czy to słowa Kastiela, czy może jego spokojny, trochę obojętny wzrok tak wytrąciły go z równowagi. Zupełnie, jakby czerwonowłosy pytał całkiem poważnie. A przecież nie pytał poważnie. Na pewno nie pytał poważnie!
- Wnioskuję, że nie. – Kastiel otworzył paczkę. – Więc nie powinieneś nic poczuć.
Nataniel otrząsnął się w porę i pokręcił głową zdecydowanie.
-  Nie, delikwencie. Nie będziesz się truł w moim domu.
Kastiel patrzył na niego nieokreślonym wzrokiem, nie poruszywszy nawet jednym mięśniem twarzy. Nataniel przez chwilę miał wrażenie, że się na niego rzuci albo go uderzy. Kastiel jednak w końcu powoli zamknął paczkę i wsunął ją z powrotem do wewnętrznej kieszeni bluzy.
- W takim razie jutro po lekcjach idziemy do mnie, kujonie.
Nataniel wykonał gest pomiędzy skinięciem głowy i wzruszeniem ramionami. W sumie, czemu nie? Amber nie będzie zawadzała swoją obecnością.
***
- Zostaje jeszcze kwestia nagród i zakończenia. – Nataniel przetarł oko, podpierając się łokciami, czego nie miał w zwyczaju. Garbił się nad papierami tak, żeby było mu wygodnie, a nie poprawnie. Kastiel leżał na plecach tuż obok niego, z kartkami na twarzy. – Nie śpij, delikwencie!
- Nie śpię – wymamrotał spod papierów.
- To co robisz?
- Czytam.
Nataniel parsknął śmiechem i ściągnął kartki z twarzy Kastiela. Tamten otworzył oczy i zmierzył go ponurym spojrzeniem.
- Zakończenie – odezwał się w końcu Nataniel, gdy udało mu się wytrzymać parę sekund tego spojrzenia – Ma być krótkie. Połączone z rozdaniem nagród. Z przemowy rady rodziców rezygnujemy, natomiast wtedy damy parę minut dyrektorce. Będzie zgrzana i zmęczona, bo szykuje się słońce, także nas nie znudzi. A nawet jeśli, to nikt nie przejmie się aż tak, bo wszyscy będą czekali na nagrody. Nikt nie zaśnie.
Kastiel niespiesznie odwrócił się na brzuch, turlając się w kierunku dalszym Natanielowi. Podparł się podobnie do niego i uśmiechnął pod nosem.
- Nie jesteś aż takim idiotą, kujonie.
- Szybko się uczę, to tyle. – Nataniel odchrząknął skromnie.
- Ode mnie? – Kastiel uniósł brwi wysoko, nie przestając się uśmiechać.
- Prawdziwie bystry człowiek uczy się czegoś we wszystkich możliwych sytuacjach – odparł wymijająco, nie chcąc się przyznać do tego, że tak naprawdę nie tylko festiwal, ale i on sam wiele zyskał po współpracy z Kastielem.
- Jasne. – Kastiel wyszczerzył zęby.
***
- Dobra, przerwa, panie kujon.
Kastiel wstał, przeciągnął się, aż strzyknęły mu kręgi w plecach. Nataniel poszedł za jego przykładem, krzywiąc się lekko, rozmasowując obolały kark.
- Przerwa na fajkę? – Uniósł brwi, widząc, że Kastiel sięga po przewieszoną przez krzesło bluzę i gmera w kieszeniach.
- Na parę fajek.
- Jesteś aż takim nałogowcem?
- Nie, wręcz przeciwnie. Tylko popalam.
- Tak, jasne. Więc czemu parę fajek?
Kastiel zrobił kilka kroków w kierunku drzwi, a tym samym w kierunku Nataniela.
- Bo nauczymy się palić, panie przewodniczący.
Nataniel nadął policzki, cofając się.
- Że niby ja się nauczę? Mowy nie ma!
W pokoju Kastiela światło było jakby odrobinę przyciemnione. Wolny od gratów, wzmacniaczy i różnych gadżetów związanych z grą na gitarze, które blondynowi nic nie mówiły, był tylko ten kawałek podłogi, na którym wcześniej leżeli. W takim otoczeniu Nataniel czuł się trochę przytłoczony, a teraz, gdy oboje stali i czerwonowłosy wyraźnie nad nim górował, czuł się przegrany. Co nie znaczyło, że się podda, bo, jak wiadomo, nie miał tego w zwyczaju.
A Kastiel bardzo widocznie gwizdał sobie na to wszystko.
- Daj spokój. Jak nie teraz, to kiedy? – Uśmiechnął się do Nataniela pobłażliwie.
- Nigdy – odparł tamten dobitnie.
- Wszystkiego trzeba w życiu spróbować. – Kastiel nie spuszczał z niego wzroku, nieznacznie przesuwając palcami wzdłuż brzegów paczki papierosów. Nataniel przełknął ślinę.
- Nie zgadzam się z tym – powiedział, czując nagle wielką ochotę, żeby zaciągnąć się papierosowym dymem. Pomimo tego, że nienawidził jego zapachu. I że zawierał on tyle substancji trujących, że nawet on, mistrz pamięci, nie był w stanie zapamiętać połowy z nich.
- Jak nie teraz, to kiedy? – powtórzył Kastiel, wciąż bawiąc się paczuszką od niechcenia. – Lepiej zrobić to na spokojnie. Z kimś. Gdy nikogo, poza nami nie ma w domu.
Albo blondynowi się wydawało, albo w głosie Kastiela coś dziwnie wibrowało. W sposób, który sprawiał, że Natanielowi w tym zagraconym pokoju zrobiło się naprawdę duszno.
***
- Nie tak szybko, przewodniczący. Spokojnie, bo się udusisz. Uch, uważaj! Hmm… Nie, nie zapaliło się.
Nataniel naburmuszył się, wyciągając mocno już ośliniony filtr z ust.
- Nie wychodzi.
Kastiel parsknął śmiechem, wygodniej opierając się o barierkę. Stali na werandzie, otoczeni ciemnym już całkowicie niebem i gałęziami drzew rosnących pod podwyższonym tarasem, na niewielkim ogrodzie Kastiela.
- Widzę, że nie wychodzi. Bo za szybko wciągasz powietrze. I za mocno, dostaniesz zadyszki. Daj to.
Wyciągnął papierosa z dłoni Nataniela i wetknął go sobie do ust, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że filtr jest cały mokry. Blondyn, nie wiedząc czemu, nie odwracał od tego wzroku. Kastiel bez problemu odpalił fajkę zapałką i  wyrzucił ją za werandę, zaciągając się dymem. Po chwili wyciągnął z paczki jeszcze jednego papierosa i podał go Natanielowi.
- Zaciągniesz się, gdy ci powiem.
Nataniel wetknął fajkę do ust, czekając na zapałkę. Ale nie dostał zapałki.
Kastiel, wciąż opierając się o barierkę, wykręcił tułów lekko i pochylił się ku blondynowi. Filtr dymiącego papierosa wciąż miał w zębach, rozżarzoną końcówkę przytknął do, całej jeszcze, końcówki drugiego papierosa. Nataniel omal nie wypuścił go z ust.
- Już – wycedził Kastiel, patrząc prosto w oczy blondyna.
Nataniel, chyba z wrażenia, wziął głęboki haust powietrza i w końcu poczuł drapiący dym w gardle. I rozkaszlał się, klnąc głośno.
- No brawo! – Kastiel wyprostował się, wybuchając śmiechem. Nie wiadomo, czy chodziło mu o sukces w odpalaniu papierosa, czy o przekleństwo.
- Cholerne paskudztwo… - Nataniel chyba był w nastroju delikwenckim. Skrzywił się, próbując znów wciągnąć dym do płuc, ale znów się rozkaszlał.
Przestał kaszleć dopiero po drugim papierosie. Odpalonym tak samo, jak pierwszy.
- I jak? – Kastiel nie spieszył się z paleniem swoich fajek. Dopiero skończył pierwszą, gasząc ją o oznaczoną podobnymi do siebie, czarnymi śladami barierkę.
- Nijak – odpyskował Nataniel, dziwnie usatysfakcjonowany. – Niedobre.
Kastiel zamilkł, zapatrzył się w ogród przed sobą, którego dalsza część niknęła w mroku. Zamyślił się, wzrok trochę mu się zamglił. Nataniel przyglądał mu się z ukosa, próbując odczytać jego myśli. Oczywiście nie wyszło.
- W głowie mi się kręci – powiedział w końcu, przesuwając językiem po zębach. Kastiel usłyszał go jakby dopiero po chwili, bo odwrócił się, wyrwany z zamyślenia.
- Masz pilota, nic dziwnego. – Powolnym ruchem sięgnął po paczkę, leżącą na barierce na wyciągnięcie ręki. - Paliłeś kiedyś po studencku, kujonie? – spytał retorycznie. A Nataniel, dobrze wiedząc, że to retoryczne pytanie, nie odpowiedział. Patrzył na niego. I zastanawiał się, na czym może polegać palenie po studencku. I zastanawiał się, czy na mózg mu padło.
Kastiel, widząc to spojrzenie, wyciągnął kolejnego papierosa z paczki. Wetknął go do ust, odpalił, zaciągnął się krótko. Nataniel patrzył na to, wciąż nic nie mówiąc.
- Ja wdmucham – powiedział w końcu. – Ty masz wciągnąć.
Zanim Nataniel dobrze zrozumiał sens tych słów, Kastiel zaciągnął się mocno i pochylił w jego kierunku, zginając podparte ręce w łokciach. Nie wypuszczał dymu z ust. Zawisł tak dosłownie centymetry przed twarzą blondyna, chyba nawet przypadkowo otarł się o niego nosem. Nie zetknęli się wargami, zachowali tą kilkucentymetrową odległość.
Nataniel rozchylił usta, a Kastiel dmuchnął. Nataniel też dmuchnął. Kastiel odsunął się, uśmiechając krzywo.
- Masz wciągać, przewodniczący, nie dmuchać! – zaśmiał się krótko, rozwiewając dym dłonią.
- Przepraszam.
- Nie szkodzi.
Kastiel znów zaciągnął się mocno, znów się pochylił. Nataniel znów rozchylił wargi. Poczuł na ustach ciepły dym, trochę go zamroczyło. Nie mógł oderwać wzroku od przymrużonych powiek Kastiela. Ale w końcu wciągnął. A gdy wydmuchiwał, był to dosłownie strzępek.
- Za późno. – Nie czekając na reakcję z jego strony, czerwonowłosy wciągnął dym i pochylił się. Tym razem chwycił go za ramię.
I, tym razem, udało się. Nataniel wziął haust powietrza w momencie, w którym dym tylko dotknął jego warg. Powędrował do samych płuc, łaskocząc śmiesznie. Wyleciał przez nos, trochę przez usta. Nataniel przymknął oczy, znów czując dziwną satysfakcję. Samo wydmuchiwanie dymu, choć paskudnego w smaku, było przyjemne.
- Jeszcze raz.
Otworzył oczy w momencie, w którym Kastiel kończył się zaciągać po raz kolejny.
Tym razem nie tylko dym otarł się o jego wargi. Usta Kastiela delikatnie, ale ściśle pilnowały dymu, muskając jego własne. Już żaden siwy obłoczek nie uciekł w powietrze. Wszystko, co do jednego strzępka trujących substancji, zostało wdmuchnięte prosto w podniebienie blondyna, prosto do gardła. Ale on wziął głęboki wdech w odpowiednim momencie, nie zakrztusił się. I wydmuchał.
- Jeszcze.
Kastiel już się nawet nie prostował. Zaciągnął się szybko i przysunął, jakby w obawie, że Nataniel wyślizgnie się spod jego zaciśniętej na ramieniu dłoni. Ale Nataniel nie ruszał się, porażony brzmieniem jego głosu.
Usta w usta. Dość mocno przyciśnięte,  a dymu mało. Mały strzępek, który rozwiał się, zanim dobrze połaskotał w gardło. Nataniel przymknął oczy, chwycił się barierki. Znów lekko zakręciło mu się w głowie, przez pilota. Uścisk dłoni na ramieniu zelżał, palce przesunęły się po jego koszuli wzdłuż ramienia. Chłód na wargach powitał z niechęcią.
- Jeszcze.
Rozchylił usta mocniej, w oczekiwaniu na dym, którego było tyle, co nic. Samo wdmuchiwanie przeciągnęło się o parę sekund. Coś się o niego otarło. Ciepły, mokry język przejechał lekko po spodzie górnej wargi, zniknął szybko. Dolną delikatnie skubnęły zęby. Natanielowi zadrżały kolana.
- Jeszcze.
Kastiel już się nawet nie zaciągał.
Usta w ustach, jak nigdy wcześniej. To, pomyślał Nataniel, na pewno wykracza poza palenie po studencku. Teraz obecność języka była zaznaczona wyraźnie, bez żadnych wątpliwości. I dość dobitnie. A oddech nie przeszkadzał, bo jak miał przeszkadzać, skoro Nataniel sam wypalił więcej papierosów, niż największy szkolny delikwent?
Palenie po studencku, pomyślał Nataniel, trzyma się raczej w okolicach ust. Raczej na pewno. Nie ma nic wspólnego z dłonią wsuwającą się pod koszulę. Z gryzieniem górnej wargi do białości. Z przesuwaniem dłoni wzdłuż brzucha, aż do obojczyków, z przesuwaniem ust w okolice ucha. A już na pewno nie z takimi szeptami.
Nataniel jęknął cicho, tracąc całą moc w kolanach. Osunął się powoli, kurczowo chwytając palcami barierki. Ale Kastiel nie podniósł go, osunął się za nim, pilnując tylko, aby przewodniczący zbyt mocno nie obił tyłka. Niedopałek, jeszcze trochę rozżarzony, walał się gdzieś pod ich nogami.
Chyba, pomyślał Nataniel, gdy pilnowanie tyłka przeniosło się w okolice paska od jego spodni, chyba dawno przestaliśmy palić po studencku.
- Czekaj – zdołał wysapać, ciągle wyprowadzany z równowagi ciepłymi wargami muskającymi jego ucho. – Czekaj…
- Na co? – Takiej wibracji w głosie nie powstydziłby się… no, praktycznie nikt. Nataniel na sam dźwięk wygiął się w lekki łuk, wypinając biodra. Zupełnie, pomyślał, całkowicie padło mi na mózg.
- N-nie… - Palce, mniej delikatne od jego szczupłych paluszków wyciągających zszywkę, niby przypadkiem zawadziły o sutki, przesuwając się po klatce piersiowej. Pach. To pasek, puścił. Chyba nawet się nie rozpiął, po prostu się zepsuł.
- Źle ci? – Delikatne, pieszczotliwe ugryzienie w ucho. Jego własne palce, niespiesznie naprowadzone na twarde podbrzusze. Nie jego podbrzusze. I niżej. Nataniel zwiądł, i zakwitł jednocześnie, w mocnych ramionach. Język w uchu, a potem kolejny szept. – Źle ci, panie przewodniczący?
Krótka, zwięzła argumentacja zawarta w prostym pytaniu. Nataniel cenił i szanował ludzi, którzy potrafili szybko rozwiać wszelkie wątpliwości rozmówcy, stawiając tezę w hipotezie, nie rozwodząc się nad niczym niepotrzebnym.
Ale mówić tego na głos nie miał zamiaru. Zamiast tego pozwolił się położyć na twardych deskach tarasu, pozwolił paskowi zepsuć się zupełnie i doszczętnie. Pozwolił koszuli osunąć się na ramionach, malinkom wykwitnąć na klatce piersiowej. Pozwolił sobie na wplecenie palców w czerwone włosy.
Jak już ktoś kiedyś powiedział, wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Powoli, spokojnie…
We dwójkę. Gdy nikogo, poza nimi, nie ma w domu. Gdy przyspieszone oddechy, dygocząca barierka i skrzypiące deski nikogo nie zaalarmują.
Długopisy i kartki na piętrze ostygły zupełnie. Kwestia rozdania nagród musiała poczekać trochę dłużej.
***
- Nie spodziewałam się, chłopcy, że dacie sobie radę tak wspaniale.
Dyrektorka, mówiąc to, patrzyła głównie na Kastiela. W jej oczach było tyle podziwu, co podejrzliwości. Kastiel, z dłońmi wsuniętymi do kieszeni spodni, odwzajemniał spojrzenie z właściwą sobie obojętnością.
- Dziękujemy – odparł w końcu Nataniel, przytłoczony ciszą. – To była…
- To była udana kooperacja – wtrącił Kastiel, uśmiechając się po raz pierwszy, a Nataniel zająknął się.
- …T-tak. Tak właśnie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. – Dyrektorka skinęła głową, też się w końcu uśmiechając. – Wszystko idzie świetnie. Przemowa pana Zdzisława była ciekawa i wzruszająca. Ale wy, panowie, jak zgaduję, nie bierzecie udziału w zbiorach?
Nataniel pokręcił głową, uśmiechając się lekko. Kastiel zerknął na niego z ukosa.
- A wymyśliliście sobie jakieś zajęcie na czas zawodów? – spytała surowo, znowu patrząc na Kastiela. A żebyś zdechła, pomyślał czerwonowłosy, ty wredna małpo. Odwaliliśmy czarną robotę od A do Z, a ty oczekujesz, że teraz też będziemy robić? Niedoczekanie…
- Tak, oczywiście. – Nataniel przerwał rozgorączkowany tok myśli delikwenta. Kastiel spojrzał na niego, unosząc brwi. – Będziemy degustatorami. Wytypujemy zwycięzców.
- Och! – Dyrektorka klasnęła w dłonie, promieniejąc momentalnie. – Och, to cudownie! Świetny pomysł. Myślałam, że będę musiała wziąć to na siebie, a prawdę mówiąc… Hm, letnie owoce niezbyt dobrze działają na moje drogi pokarmowe.
Kastiel skrzywił się, nie chcąc słyszeć nic więcej. Natanielowi na twarzy zastygła cudownie realistyczna maska uprzejmego uśmiechu.
- No to chodź, delikwencie – mruknął, gdy dyrektorka w końcu zostawiła ich w spokoju i poszła męczyć uczniów zbierających owoce.
- Gdzie? – Kastiel wsunął dłonie w kieszenie, dziwnie i trochę nie na miejscu czując się na szkolnym festiwalu.
- Na miejsce degustacji. To tamte stoliki za jabłoniami.
Czerwonowłosy wzruszył ramionami, ale zanim zrobił krok, ktoś go zawołał.
- Ej, Cas, a co ty tu? Gdzie ty się w ogóle podziewałeś? – osiłek z twarzą goryla klepnął go w ramię mocno. Kastiel skrzywił się.
- Nie twoja sprawa.
- No daj spokój, wciąż się gniewasz? – Chłopak zarechotał. – Chodź, wypalimy fajkę pokoju. W każdym razie, zmywajmy się stąd.
- Nie… nie mogę.
- Nie możesz? – Chłopak uniósł brwi. Nataniel wciąż stał parę kroków dalej, odwrócony do nich bokiem, udając, że przygląda się zrywającym owoce pierwszoklasistkom.
- W sumie to… mogę.
Nataniel odwrócił się i zaczął iść w kierunku jabłonek. Sam, z gorzkim uśmiechem na twarzy i nieciekawym uczuciem gdzieś tak w środku. Które nie miało nic wspólnego z obolałymi biodrami po studenckim paleniu na werandzie.
- Ale nie chcę.
Blondyn zatrzymał się. W porę, żeby usłyszeć jeszcze:
- No nie pierdol, Cas, że teraz na fajkę pokoju lecisz z tym tam?
Cisza. I krótki śmiech Kastiela.
- Nie. Fajka pokoju już była. Teraz idę na degustację owoców.
***
- To miłe, że nie uciekłeś. – Nataniel wygładził kwiecisty obrus, który przed chwilą rozłożył na jednym ze stolików. Wszystkie były ukryte za rozłożystymi, niewysokimi jabłonkami. Dwóch degustatorów można było dostrzec jedynie przez gałęzie i to wtedy, kiedy naprawdę bardzo chciało się ich dostrzec.
- Nie mogłem uciec, przecież… - Kastiel siedział na krzesełku, wystawiając twarz do słońca. Nie kiwnął palcem przy przesuwaniu stolików i rozścielaniu obrusów. Ale uśmiech nie schodził z twarzy Nataniela ani na chwilę.
- Mogłeś – przerwał mu, odwracając się w jego stronę. – Ale nie poszedłeś i za to dziękuję. I nic już nie musisz mówić.
Czerwonowłosy przymrużył powieki i wzruszył ramionami.
- Jak wolisz. – Znów przymknął oczy, ale otworzył je w momencie, w którym ktoś zasłonił mu słońce. Blondyn stał krok przed nim, przyglądając się z wielką uwagą gałęziom nad jego głową.
- Jabłuszka tu rosną – powiedział, spuszczając wzrok i uśmiechając się łagodnie. – Chcesz?
Kastiel znów wzruszył ramionami i odwrócił wzrok. Przewodniczący głośno wypuścił powietrze, po czym wsparł dłonie na rączkach krzesełka, pochylił się i spojrzał na delikwenta z bardzo bliska.
- Pytałem, czy chcesz jabłuszko, łobuzie.
- Nie chcę żadnego…
Słowa zamarły mu na wargach i koniuszku języka, powstrzymane przez usta Nataniela. Przewodniczący okazał się być biegły w uciszaniu na tyle, że policzki i uszy Kastiela kolorem trochę upodobniły się do jego fryzury.
- Co to było? – spytał, próbując zawstydzenie ukryć pod maską irytacji. Wnioskując po minie blondyna, nie wyszło mu to. Nataniel oblizał usta.
- Degustacja owoców.
- Nie było żadnych owoców.
- Wiem.
***
Festiwal zakończył się pełnym sukcesem. Drzewka i krzaczki zostały ogołocone z owoców, te dokładnie posmakowane, a nagrody rozdane. Nieobecności wymazano z dziennika bardzo dobrą gumką, a przewodniczący i delikwent w podzięce otrzymali od grona pedagogicznego ozdobne dyplomy.
- I na ciul mi taki świstek? – Kastiel spojrzał na twardy papier z niechęcią.
- Przyda ci się, uwierz mi. – Nataniel ze znawstwem złożył swój dyplom na pół.
- Do czego niby?
- Na tyłach takich dyplomów świetnie pisze się i wycina ściągi.
Kastiel uśmiechnął się szeroko, sprzedając przewodniczącemu kuksańca o wiele lżejszego, niż niedawno. A potem jego ramię znienacka otoczyło talię blondyna i tak już zostało.
- Całkiem sprytny z ciebie kujon.
- A z ciebie miły delikwent.

17 komentarzy:

  1. Kurde...nieźle *^* Sama chciałam kiedyś napisać yaoi na podstawie słodkiego flirtu,ale na chęciach pozostało. xD Muszę przyznać,że strasznie mnie to wciągnęło xD Dotychczasowe yaoi, które czytałam z tą parą były strasznie..przesadzone, Nataniel to był taki grzeczny, potulny uke, a tu nieźle pokazuje pazurki, podoba mi się xD Najlepszy moim zdaniem moment był pod koniec, z tą "degustacją", urooocze xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Stwierdziłam, że, jeżeli na blogu, którego czytam pojawi się notka, będę komentować wszystkie notki, więc komentuję...
    Nie lubię ani Casa, ani Natha, jednakże w Twoim ŁanSzocie blondynek przypadł mi do gustu. Może to przez to, iż Go pobili albo przez degustacje owoców, która była urocza. Castiel ma ciekawy sposób na wyrwanie "dupy", Amber zapewne poleciałaby na to. ;3
    Czekam na kolejne rozdziały Durarary!!, Hałego Poczera oraz nowe ŁanSzoty. ;3
    Dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nee, a może spróbowałabyś jakiś OneShot z No.6? >D NezuShi, albo crack np. z Ao no Exorcist. (Shion x Bon? Nezumi x Rin? XDD)

    A co do Oneshota - bardzo fajny. Szczególnie krótka scenka z degustacją. 8D

    Pozdrawiam i życzę dużo weny~! ^u^

    OdpowiedzUsuń
  4. Super OneShot. Bardzo przyjemnie się go czyta. Degustacja owoców podobała mi się najbardziej. ^-^
    Niech twe piękne pomysły cie nie opuszczają. Na wieki wieków, Amen. ^u^

    OdpowiedzUsuń
  5. Hah, akurat grałam w tę grę x D. Moim celem było zdobycie Kastiela, ale jak teraz widzę nie mam na co liczyć x D. Niestety. ;x

    Świetny one shot x D. Miło się czytało, w końcu... bo ostatnio zaczęłam czytać blog wręcz od zniechęcenia byleby przeczytać. . _ .

    Czekam na nowe notki i pozdrawiam. ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi najbardziej podobało się studenckie palenie xD i to 'jeszcze' och jak to sobie wyobraziłam .. haaaaaaaaa. achhhhhhh
    przypomniał mi sie przedostatni odcinek TOradory, bo tam też miało miejsce takie 'jeszcze' :D
    ps. jak tak dalej pójdzie to ci wszystkie notki skomentuje :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, grałam w tą grę kilka miesięcy temu xD Ale mi się jakoś znudziła. A wracając do shota, to bardzo fajny. Podobał mi sie od początku do końca. Jednak najbardziej podobał mi się ten moment co the b. xD Tak tu wyobraźnia zadziałała jak najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. rozdział ZAJEBISTY ^^ sorki za wyrażenie ale nie mogłam się powstrzymać.
    scena na werandzie suuuper! nie spodziewałam się czegoś takiego
    zaskoczyłaś mnie i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu

    P.S.życzę dużo weny w przyszłych rozdziałach lub oneshotach ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten Nataniel przypomina takie drapierzne uke...

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem jedno - ZAJEBISTA NOTKA.

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę świetne! Musze przyznać, że dobrze oddałaś charaktery postaci, szczególnie Kastiela. Urocza historia. Aż chętnie bym przeczytała o tej parze coś więcej Twojego autorstwa. ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, że Nataniel nie jest tak nieporadny ^^ Często spotykałam się z wersją, że Nati zachowywał się jak zakochana dziewica, która na każdy gest Castiela robiła się czerwona jak burak. A tutaj i Natuś umie pokazać pazurki :3 Chociaż, lubię uległych chłopców :D Mój taki jest, więc łatwo go na zakupy wyciągam xD Biedny Michałek, buhahahahahahahaha xD :P Dobra, nie będę już gadać trzy po trzy, powiem tylko tyle, że taki Castiel jest o wiele lepszy ^_^ Niby taki zimny drań, a się czerwieni kiedy tylko Nataniel go pocałował <3 Słodko <3
    Enjoy <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Yay jakie to było Kawaii <3
    Degustacja była chyba najsłodsza.
    Tak w ogóle jak na emili-anonimke przystało zniszczymy lekko system?
    Może napiszemy jakiś one shot shingeki no kyojin i tak w ogóle czekam na kolejne roździały

    Kyo kyo kru kru :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Super!!! Kocham yaoi (YAOISTKA ><)!
    Jak macie jakieś opki yaoi to piszcie mi na PW na Słodkim Flircie ( mój Nick: Darjaa).
    No a teraz coś do Nata:
    O ty blondasie!!! Zdradzasz mnie z Kasem ?! Oj nie ładnie...

    ~DarKAngel

    OdpowiedzUsuń
  15. Sugoi. Cudowne. Nigdy nie grałam w ten Słodki Flirt i jakoś nie zamierzam.
    Ale opowiadanko idealne, cudowne i normalnie piękne. Cholercia, aż mam ochotę na więcej. Jeśli będziesz mogła, to napisz coś jeszcze z tą parą. Z chęcią przeczytam.
    A Castiel? Wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chyba najlepszy one shot jaki w zyciu czytalam, naprawdę. Nie będę się rozwodzić, bo to by zajęło bardzo długo, ale chcialam tylko napisać, że wszystkim najbardziej podobała się degustacja, a mi właśnie scena balkonowa. Miala cudowny klimat, świetnie oddałaś charaktery postaci i ogólnie miała wszystko co powinna mieć. Naprawdę wielkie brawa. Jestem Twoją fanką!

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurde. To chyba jedyny one-shot, w którym seks i dzika orgia nie zasłania fabuły (chodzi mi tutaj o Słodki Flirt). A to mi się właśnie podoba.
    Idealnie oddalas charaktery postaci, Natuś był niby taki uległy, milusi przewodniczący i w ogóle, ale pokazał też pazurka :D Mojego ulubionego Kastiela też opisałaś znakomicie. Nie był nachalny, noe rżnął wszystkiego co się rusza (jak w większości ff)... po prostu idealnie :)
    One-shot mi się bardzo podobał, zwłaszcza studenckie palenie XD kurcze, tez chciałabym umieć tak opisywać ;-;

    OdpowiedzUsuń