we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

niedziela, 29 lipca 2012

shizaya sequel

Wróciłam! Tęskniłam! :D
Mam coś dla Was. Obiecany niegdyś sequel. I coś jeszcze. Crappy, ale... made by me XD.

_______

Shizuo stał w przymierzalni, przed dużym lustrem, na zmianę krzywiąc się i prychając. W jednej ręce trzymał wieszak z całkiem czarnym garniturem, w drugiej – z popielatym. Przytykał oba komplety do swojego ciała na zmianę, a w wyborze wcale nie pomagały mu chichoty ekspedientek dobiegające zza kotary. Tak, jak niezbyt zadowolone miny dotyczyły garniturów, tak prychnięcia odnosiły się bardziej do znajomego głosu, zabawiającego sprzedawczynie ciągłymi żarcikami.
            - I co tam, Shizu-chan? – rozległo się po chwili, a zasłonka poruszyła się delikatnie.
            - Gówno! – warknął Shizuo – I nie zaglądaj… - Zdecydowanym ruchem szarpnął zasłonką, zakrywając tą centymetrową szparę.
            - Jak okrutnie – mruknął Izaya, cofając się po drugiej stronie – Chciałem tylko pomóc… Siedzisz tam dłużej niż siedziałaby kobieta, Shizu-chan.
            Wieszaczek pękł w dłoni blondyna.
            - Poradziłbym sobie szybciej, gdybyś za mną nie polazł…
            - Co, stresuję cię? – zaśmiał się brunet. Shizuo nie odpowiedział, zgrzytając zębami. Bardziej niż zestresowany, był zirytowany faktem, że każdy garnitur na Izayi leżał całkiem dobrze, natomiast on ciągle miał problemy ze znalezieniem odpowiedniego.
            - Dobra, przymierzam czarny – mruknął, rozpinając i zdejmując z siebie koszulę. Izaya chyba nawet tego nie usłyszał, bo znów zajął się rozmową z całą rzeszą ekspedientek. Blondyn, wciąż zgrzytając zębami, zabrał się za rozpinanie spodni.
            - I co, dobrze leży?
            Odwrócił się przez ramię, usłyszawszy to pytanie. Izaya stał tuż za nim z miną niewiniątka.
            - Kiedy ty tu…!
            Przymierzalnia była stosunkowo niewielka, miała może półtora na półtora metra, więc rzeczą praktycznie niemożliwą było wśliźnięcie się do niej bez żadnego szelestu, czy otarcia się o drugą osobę. Izaya jednak widocznie miał te wszystkie niemożliwości w nosie.
            - Shizu-chan, jak ty się powoli rozbierasz. – Brunet westchnął i przysunął się  do drugiego mężczyzny o krok, po czym położył dłonie na jego pasku od spodni.
            - Zdurniałeś – warknął Shizuo, chwytając go za nadgarstki. – Wynocha stąd. Przecież tam stoją te wszystkie babki.
            - Odesłałem je – odparł Izaya niefrasobliwie, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem. Uścisk palców blondyna był mocny, ale nie na tyle, aby uniemożliwić Izayi dalsze manewry przy jego pasku i rozporku. Chwilkę później spodnie były już całkiem rozpięte i odrobinę zsunięte. Szczupłe palce bruneta zahaczyły o gumkę od bokserek.
            - Nie mam doświadczenia  w przymierzaniu garniturów – mruknął Shizuo, krzyżując ręce na piersiach – ale nie wydaje mi się, że to jest konieczne.
            - Ale że co, Shizu-chan? – Orihara przejechał opuszkiem wskazującego palca po skórze tuż nad materiałem bielizny blondyna.
            - To właśnie – powiedział, gdy dłoń Izayi w końcu wsunęła się za ów materiał.
Tamten tylko uśmiechnął się nikczemnie i zatrzymał ruch.
- Czyli, że mam przestać? –  Przekrzywił głowę, bardzo w tym momencie przypominając skarconego uczniaka. Shizuo mierzył go wzrokiem przez dłuższą chwilę.
- Tego nie powiedziałem.
***
Talerz przeleciał przez całą długość pokoju i roztrzaskał się na ścianie, tuż obok głowy Izayi.
- Shizu-chan, jesteśmy jeszcze przed ślubem i to w dodatku nie naszym – mruknął tamten, zerkając z ukosa na potłuczone naczynie. – Na rzucanie zastawą jeszcze za wcześnie.
- Jesteś idiotą, ty głupi idioto! – Shizuo wciąż się wściekał, ale chyba wcześniejsze słowa wziął do serca, bo nie sięgał już po kolejne talerze. – Odesłałem je, odesłałem je! – Krążył po pokoju, parodiując Izayę. Tamten wpatrywał się w niego w milczeniu, tylko w oczach błyszczały mu nieznaczne iskierki. – To jak ci obciągnę w przymierzalni, nikt się nie zorientuje! A już na pewno nie cała obsługa, razem z kierownikiem!
Na wąskich ustach Izayi zamajaczył uśmiech.
- Widocznie byłeś za głośno. – Odsunął się o krok, jeszcze zanim o ścianę uderzył pilot od telewizora. – I pamiętaj, że demolujesz teraz własne mieszkanie.
- Nie byłem za głośno! – Shizuo zatrzymał się w pół ruchu i zacisnął pięści. – Hamowałem się!
- Ohoho! – Brunet skrzyżował szczupłe ramiona na piersiach. – To dlatego masz teraz zły humor?
Shizuo rozluźnił ramiona odrobinę, ale nie zmienił wyrazu twarzy. Po chwili jednak jakiś cień przebiegł przez jego oblicze. Wyprostował się, stanął w lekkim rozkroku i poprawił okulary na nosie.
- Po części pewnie tak. – Zakasał rękawy i zaczął iść w stronę bruneta. Temu odrobinę, tylko odrobinę, zrzedła mina, bo, pomimo swojego sprytu i inteligencji, w starciu wręcz nie miał z Shizuo najmniejszych szans i oboje o tym dobrze wiedzieli.
- Shizu-chan, z tobą nigdy nie wiadomo, czy idziesz, żeby mnie zabić, czy…
- Won mi stąd – przerwał mu tamten bezceremonialnie, ściągając okulary i odrzucając je na kanapę. Izaya zdążył tylko opuścić ramiona luźno wzdłuż tułowia, gdy blondyn dopadł go i chwycił mocno za gardło.
- Już wychodzę – powiedział brunet zduszonym głosem, ani trochę nie wypranym jednak z godności i lekkiego, ironicznego brzmienia.
- No i bardzo dobrze. – Shizuo rozluźnił uścisk, nie wyglądało jednak na to, żeby miał zamiar odsunąć się czy odwrócić od Izayi wzrok.
- To czemu ciągle-
Blondyn zaśmiał się, chwycił Izayę za przód koszulki i przyciągnął do siebie.
- A czemu ty ciągle tu stoisz? – warknął prosto w jego usta. – Kazałem ci znikać.
Tak właśnie mniej-więcej wyglądały relacje tych dwoje. Nikt nie pomyślałby jednak, że najgłębiej skrywane pragnienia ich obu tyczyły się zupełnie innych sfer wspólnego życia.
***
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Tylko jedna osoba otwierała drzwi w ten sposób, tak też Izaya nie miał wątpliwości, że to Shizuo wpadł w odwiedziny. A że pora była bardzo późna, domyślił się, że Shizuo miał wyjątkowo męczący dzień w pracy.
- Witaj, Shizu-chan – powiedział jeszcze zanim blondyn zdążył choćby zdjąć buty i wystawić rąbek koszuli zza ściany.
- Yo – odpowiedział dopiero po chwili. – Głupio by ci było, gdybym to jednak nie był ja, co?
Izaya nie odrywał wzroku od ekranu komputera, a palców od klawiatury. Wpisywane szybko znaki odbijały się w jego zaszklonych oczach, ale na twarzy wykwitł lekki, rozbawiony uśmiech.
- Tylko ty otwierasz drzwi tak, jakbyś miał je zaraz wyrwać z zawiasów, Shizu-chan.
- Stare przyzwyczajenia. – Shizuo bez ceregieli ściągnął z siebie kamizelkę, koszulę i chwycił za pasek od spodni. – Idę wziąć prysznic – mruknął po chwili zastanowienia.
Izaya, wciąż zapatrzony w pulpit, skinął głową lekko. Mógł spytać Shizuo, dlaczego właściwie przyszedł do niego po pracy, dlaczego nie wrócił do siebie. W jakim celu składał te wizyty, czemu zawsze wydawało się, że nie ma w nich żadnego celu. Mógł o to spytać, ale nie chciał. Nie chciał go stawiać w niekomfortowej sytuacji, bo nie wątpił w to, że na jego pytania blondyn nie miałby żadnych odpowiedzi. A przynajmniej nie takich, które byłby skłonny wypowiedzieć na głos.
A poza tym… Izaya w końcu odwrócił się, odchylając lekko w krześle. Poza tym on sam lubił te wizyty.
Wpatrywał się w zamknięte drzwi łazienki, czekając, aż wyjdzie zza nich blondyn, jeszcze trochę wilgotny, pachnący, bez koszulki…
Nagle, z zupełnie innej strony, dobiegł go krzyk. Nie był to długi krzyk, raczej krótki, zduszony okrzyk zaskoczenia. Ktoś, kto go wydał, na pewno nie podskoczył ze strachu, nie skrzywił się, nie zląkł… Po prostu się czymś wyjątkowo mocno zdziwił.
Izaya uniósł brwi, orientując się, że odgłos dochodził z łazienki na półpiętrze, tej, której on sam nigdy nie używał.
- Coś się stało, Shizu-chan? – zapytał głośno, prostując się na krześle. Blondyn po krótkiej chwili wychylił się zza drzwi.
- Ja pierdole – powiedział krótko. – Chodź i sam zobacz.
Izaya westchnął rozbawiony i wstał, przeciągając się lekko. Nie sprawiał takiego wrażenia, ale był naprawdę mocno zainteresowany tym, co mogło  tak zaskoczyć Shizuo. Wspiął się na dość  duże półpiętro, z jednej strony którego ściany zastąpiono barierkami, i w podskokach dopadł do łazienki.
- Shizzy-ko! – stanął jak wryty, widząc, że całą wannę wypełnia śliskie, pozwijane, pulsujące lekko cielsko węża. – Co on tu robi?! Dopiero po takim czasie go zauważyłeś?!
- Leży. A mi dużo czasu zajęło domyślenie się, jak zapalić światło – odparł Shizuo, który już wcześniej zdążył się rozebrać do naga. Izaya jednak albo tego nie zauważył, albo po prostu uznał, że nagłe odnalezienie się węża zasługuje na więcej uwagi. Nie skomentował też problemów z zapaleniem światła. Gdyby nie znał tej łazienki, też ciężko byłoby mu się domyśleć, że nie ma normalnego włącznika, a jest cienki sznurek, który należy pociągnąć.  – Powiedz lepiej jakim cudem ty go tu wcześniej nie znalazłeś?
- Nie lubię tej łazienki. – Izaya przykucnął przy wannie, bez wahania dotykając wielkiego łba węża. – Nigdy się tu nie kąpie. Jak on się tu znalazł?! Mój biedny Shizzy, przecież on nic nie jadł…
- Chyba jednak jadł. – Blondyn wskazał na coś brudnobiałego, drobnego, wystającego spod ogona węża. Izaya chwycił to w dwa palce i ostrożnie wyciągnął, po czym się zaśmiał. Kosteczki. Małe kosteczki mogące należeć tylko do małych myszek.
- A więc ta ruda wariatka o suchym pysku cię nie zostawiła – wymruczał, głaszcząc węża z miną, jakby głaskał wyjątkowo uroczego, małego szczeniaczka. – Chociaż tyle… Ale jak…
Shizuo, jakby przeczuwając pytanie, wskazał na okno. Było uchylone, a szyba w niektórych miejscach popękana. Izayi opadła szczęka. Szybko poderwał się na równe nogi, podbiegł do okna, wspiął się na brzeg wanny i otworzył je na oścież, po czym wyjrzał. Od razu spojrzał w dół.
Dobre parę metrów pod nimi znajdowało się drugie okno. Nie było to jednak okno wychodzące z mieszkania Izayi, tylko z mieszkania sąsiada z piętra niżej. Shizuo stanął obok bruneta, również lekko się wychylając. Ich wzrok powędrował po gładkiej ścianie budynku, z której tylko gdzieniegdzie wystawały jakieś niewielkie kostki i rurki. Potem wymienili spojrzenia, twierdząc zgodnie, że ktoś, kto w ten sposób dostał się do mieszkania bruneta, musiał być całkowitym wariatem. Dobrze jednak, że nie był nim na tyle, żeby wracać tą samą drogą z wężem pod pachą.
- Tylko tu nie wymieniałem okien… - mruknął Izaya, drapiąc się po głowie. Shizuo skrzyżował ręce na piersiach, nawet tego nie komentując. – Pomożesz mi, Shizu-chan? – spytał niespodziewanie, znów przykucając przy wannie. – Sam go nie uniosę.
Blondyn zacisnął usta w wąską kreskę, ale nic nie powiedział. Również pochylił się i w miarę możliwości ostrożnie wyciągnął węża z wanny. Jakimś cudem wynieśli go z niewielkiej łazienki i znieśli po schodach, po czym wsadzili do ogromnego terrarium, które od jakiegoś czasu stało przy ścianie w sypialni. Izaya od razu rzucił się w stronę lodówki i wyciągnął z zamrażarki jakieś zlodowaciałe, futrzaste obrzydlistwa.
- Było tam parę myszek, Shizzy, ale ty masz apetyt jak nikt inny… - mruczał pod nosem pieszczotliwie, delikatnie wrzucając pokarm do terrarium. – Musisz być bardzo głodny…
Wąż leniwie uniósł łeb. Shizuo zmierzył go niechętnym wzrokiem i odwrócił się na pięcie.
- Mam nadzieję, że w tej drugiej łazience nie znajdę kolonii pingwinów, czy coś… - rzucił na odchodne, nawet się nie oglądając. Izaya natomiast odwrócił się, ze znawstwem taksując wzrokiem nagi tył blondyna i uśmiechnął się pod nosem lekko.
Jakieś dziesięć minut później Shizuo zastał bruneta wciąż przyklejonego do szyby terrarium, wciąż mamroczącego coś pieszczotliwie do węża. Prychnął pod nosem cicho i położył się na kanapie, splatając palce na karku, zapatrzył się w sufit. Był już umyty, pozbył się z dłoni nieprzyjemnego, oślizgłego osadu po wężu, nie był też całkiem nagi, bo naciągnął na siebie, przyduże na tamtego, czerwone bokserki Izayi. Po paru chwilach przymknął powieki, relaksując się odrobinę. Naprawdę miał kiepski dzień w pracy. Bardzo kiepski. I był nie w humorze. Nie zdenerwowany, po prostu nie w humorze. Przygnębiony? Może, ciężko było mu określić te emocje, bo nikt nigdy nie traktował go jak kogoś zdolnego do różnych emocji, może poza bratem i Tomem. Worek wypełniony agresją. Coś, przed czym się ucieka. Nie roztkliwiał się nad sobą, przywykł, nie dziwił się innym. Nie potrafił powiedzieć, czy siebie lubi, wolał o tym w ogóle nie myśleć. A w tym momencie był chyba przygnębiony.
Usłyszał ciche kroki gdzieś w okolicach kanapy, ale nie otworzył oczu. Po krótkiej chwili jednak poczuł, jak ktoś usadawia swoje kościste pośladki na jego udach i siada na nim okrakiem. Rozchylił jedną powiekę.
- Tak bardzo kocham mojego Shizzy-ko – wymruczał Izaya z więcej niż iskierką w oku, patrząc na niego z góry. Shizuo jednocześnie lubił i nie lubił tych jego tekstów, które nie wiadomo co oznaczały.
- No… on na pewno też – odburknął, kładąc dłonie na biodrach bruneta. Izaya jeszcze przez moment mu się przyglądał, po czym…
Powoli, subtelnie, niespiesznie położył się na nim, przylegając do jego nagiej skóry całym ciałem, kryjąc twarz gdzieś w okolicach jego szyi. Shizuo złączył dłonie na jego plecach, pod materiałem bluzki, a Izaya wplótł palce w jego włosy, drapiąc go po głowie delikatnie. Blondyn lekko przekręcił głowę i przycisnął usta do ciemnych włosów drugiego mężczyzny, tuż nad uchem. Izaya wtulił się w niego jeszcze mocniej, przyciskając nos do poduszki, na której tamten leżał. I nic więcej. Nic więcej nie miało się tej nocy stać. Mieli tak zasnąć.
 Tak blisko siebie, że bliżej chyba nie można. Zamknięci w mieszkaniu na cztery spusty, tak, że nikt nie miał prawa ich zobaczyć. Z dala od codzienności. Z poczuciem, że w ramionach ściskają drugiego potwora, może i gorszego od siebie. Uciekając od myśli, że też są tylko ludźmi, dla których kontakt fizyczny i czułość są ważne.  Z mocnym postanowieniem, że ten drugi nigdy nie dowie się o tym, jak wyjątkowe i bezcenne są te momenty, jak byłoby bez nich pusto.
***
Tego wieczoru wszystko było piękne. Pięknie wyglądała Celty, z perłowo białym, prześwitującym welonem narzuconym na twarz i lekkimi falami miedzianych włosów opadających na blade ramiona, pięknie wyglądały uśmiechy gości i ich wzruszone spojrzenia, pięknie wyglądała niewielka, bogato udekorowana sala weselna. Wreszcie, pięknie wyglądał Shizuo w białym, idealnie dopasowanym garniturze i bordowym krawacie, po raz pierwszy od dawna bez okularów na nosie, po raz pierwszy z lekko zaczesanymi włosami. Ale okazja była wyjątkowa, więc i on zachowywał się wyjątkowo. Wyjątkowo spokojnie. I, żeby było śmieszniej, nie sprawiało mu to żadnego problemu, wręcz przeciwnie.
Jednak najbardziej uwagę tego wieczoru przykuwała jedna, konkretna postać, a mianowicie Shinra. Radością, dumą i wzruszeniem biło od niego na całą salę, rozświetlał ją swoim uśmiechem i rozsiewał wokół radosną atmosferę.
- I wszyscy żyli długo i szczęśliwie, co Shizu-chan? – mruknął Izaya, poprawiając czarną marynarkę, pojawiając się za plecami blondyna niczym cień. Tamten tylko uśmiechnął się lekko, spoglądając na niego z ukosa. – Nic nie powiesz?
- Nie muszę nic mówić – odparł Shizuo, z powrotem zerkając w kierunku stojących naprzeciw siebie, przyszłych małżonków.  
- Tylko się nie rozklejaj – ostrzegł go Izaya, gdy w końcu padły słowa „tak”. Shizuo tym razem nie odwrócił się, bo chociaż był pewien, że z jego oczu nie polecą łzy, miał słuszne obawy co do tego, czy nie odbije się w nich silne, wewnętrzne wzruszenie.
Shinra delikatnym ruchem odsłonił twarz Celty i spojrzał jej prosto w oczy, uśmiechając się z miłością. Jego dłonie nie drżały, pewnym gestem chwycił ją w objęcia i mocno pocałował. Na sali rozległy się wiwaty. Potem zastąpiły je gratulacje i ogromne zamieszanie, nieudolnie uspokajane przez rozbawionych państwa młodych.
Blondyn nie pamiętał, żeby kiedykolwiek był bardziej przepełniony pozytywnymi emocjami. Takie chwile, pomyślał, mogłyby się nigdy nie kończyć. Takie chwile upewniały go w tym, że życie, nawet jego życie, życie bestii z Ikebukuro, na której drodze żaden automat nie jest bezpieczny, mogło być szczęśliwe.
- Uwaga! – usłyszał krzyk i nagle wszędzie zakotłowało się od biegających osób. Nie wiedział co się dzieje, ale wnioskując po radosnych śmiechach i gwałtownych przepychankach, chodziło o coś emocjonującego i bardzo ważnego.
Coś śmignęło mu przed nosem, cofnął się gwałtownie, potrącając kilka osób. Na sali zapadła cisza, ucichły wiwaty. Shizuo spojrzał po wszystkich, widząc, że wszyscy bez wyjątku patrzą w jeden punkt. Też tam spojrzał.
Piękny, niewielki, zdobiony bukiet ślubny z białych róż  leżał w szczupłych dłoniach, tak, jakby wpadł tam zupełnie przypadkiem. Izaya nie odrywał wzroku od tego dziwacznego zjawiska. Shizuo poczuł, jak zimny dreszcz przechodzi go od kręgosłupa po same pięty. Nie rób tego, pomyślał. Proszę, nie rób tego. Ale Izaya, głuchy na telepatyczne prośby, uniósł zaskoczony wzrok znad białych płatków i spojrzał mu prosto w oczy. I wiwaty, które ucichły na krótko, rozległy się ponownie, jeszcze głośniejsze i radośniejsze.
***
Moje uszanowanie, Hanejima Yuuhei-san.
Albo inaczej:
Witaj, drogi szwagrze.
Jestem pewien, że słyszałeś o mnie, i to nie raz. Nie kłopocz się jednak przytaczaniem tu jakichkolwiek cytatów pochodzących z ust Twojego brata, uwierz, że sam bardzo dobrze wiem, co potrafi wykrzykiwać. I jeszcze jedna sprawa: lepiej dla mnie byłoby, żeby nie dowiedział się o tym liście. Nigdy.
Brat często o Tobie wspomina. Muszę przyznać, że czasem jest mi to wysoce nie na rękę, zwłaszcza wtedy, gdy całą jego uwagę próbuję skupić na mej skromnej osobie, ale cóż począć! Więzi rodzinne, jakże są silne i pełne miłości. Sam mam dwie siostry, więc wiem, na czym rzecz polega. Doprawdy, urocze z nich istotki. Nie mniej destrukcyjne, aniżeli Twój braciszek.
Wracając do sedna sprawy… a raczej, dopiero to sedno ujawniając: Z tego, co mówił Twój kochany, starszy brat, wywnioskowałem, że plan najnowszego filmu, w którym grasz zaszczytną, główną rolę, znajduje się w pięknym mieście o wdzięcznej nazwie San Francisco?
Cóż, chyba łatwo wywnioskować po tym, że znam adres Twojej prywatnej szafki w prywatnej garderobie w tymże mieście, iż było to pytanie jedynie retoryczne. Przechodzę więc do pytania, na które z niecierpliwością będę oczekiwał odpowiedzi.
Czy jest jakaś możliwość, abyś, stęskniony towarzystwa tlenionego braciszka, zaprosił go do siebie na jakiś czas? Z osobą towarzyszącą, bo akurat taki pokój w hotelu wynajmiesz? (Tym się jednak nie będziesz musiał kłopotać, jakoś to załatwię.) San Francisco to piękne, pełne niesamowitych miejsc miasto, które od zawsze chciałem odwiedzić i w końcu trafia się sposobność.
Gorące pozdrowienia spod kołdry w zielono-białe paski (popisałeś się niezwykłym gustem i smakiem, wybierając ten wzór dla brata. Niesamowicie współgra to z całym kompletem bokserek, które również otrzymał w prezencie od Ciebie. Nie ma niczego, w czym wyglądałby lepiej, no, może tylko bez nich.)
Izaya Orihara, aka Wredna Menda

***

Izaya Orihara-san
Nie ma sprawy. Dziękuję za komplementy, z bratem sami sprawdzaliśmy, czy pościel będzie ładnie współgrała z kolorem bokserek. Wszystkich, po kolei. I, proszę, zwracaj się do mnie per Kasuka.
Pozdrawiam serdecznie,
Szwagier
PS. Załatwiłem hotel. Pokój, jak mniemam, z łożem małżeńskim? Jeśli chodzi o Twoje plany względem mojego brata, nie innej natury niż łóżko, na którym będziecie spać, tutaj można załatwić to szybciej niż w Las Vegas.

***

Kochany Szwagrze,
Niezmiernie cieszy mnie Twoja domyślność i tempo działania. Brat Twój jest już prawie całkiem spakowany, choć otrzymał list ledwie godzinę temu. Co do łóżka, na którym będziemy „spać”, jeszcze mu nie powiedziałem, ale myślę, że nie będzie miał nic przeciwko. Nad całą resztą pracuję.
PS. Zawsze rozczulał mnie  piękny motyw silnej, braterskiej miłości. Następnym razem postaram się mniej pogryźć ten wspaniały jej dowód, w postaci bokserek, podczas ich zdejmowania. Przypuszczam, że brat Twój sam nakazałby mi ostrożność, gdyby w tamtym momencie był zdolny choć trochę skupić myśli.
Pozdrawiam i ściskam.

***

Izaya Orihara-san
Tylko Cię sprawdzałem. Do zobaczenia w San Fransisco.
Kasuka
***
- No, dalej, Shizu-chan, bo się spóźnimy na samolot.
- Już idę, moment. Tylko dopnę tą walizkę.
- No to się pospiesz…
-…
-…Co tak zamilkłeś?
- Bo tak się zastanawiam…
- Hm?
- Po co pakowałeś nasze garnitury z wesela?
- …Och, Shizu-chan, przecież będziemy wśród celebrytów, kto wie, czy nie zorganizują żadnego bankietu. Przezorny zawsze ubezpieczony.
- A, rozumiem. Okej.
- Ech…
- No co? Z czego się śmiejesz?
- Jak dobrze, że jesteś mniej domyślny, niż twój brat, Shizu-chan.
- Co?
- Nic, nic. Podnoś te walizy i chodźmy już. Chyba, że nie chcesz zdążyć na czas.
- Tak, chcę!
- Ummm… Powtórz to, proszę.
- Tak, chcę…
- Pięknie. Pięknie. Chodź no tu. Mmmn… Nnnhn… Dobra, starczy… Łapki przy sobie. Nie mamy czasu. Idziemy. Jak coś, to siedzę przy oknie.
- Co? Nie ma mowy.

______________________

wybaczcie xD

15 komentarzy:

  1. Jaki fajny squel! Czytając to, cały czas miałam uśmiech na twarzy, który nie chce do teraz zejść. Bardzo się cieszę, że wrzuciłaś ten tekst, jest naprawdę świetny. Mam nadzieję, że będzie takich więcej i, że jeszcze nie raz zaskoczysz mnie swoimi pomysłami.
    Cieszę się, że wróciałś i mam nadzieję, że wypoczęłaś ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję że wakacje dopisały co? :D Ciepło, słoneczko, chmurki białe itp. były? Tak? No to dobrze. Podoba mi się ten sequel. Rozbawiła mnie najbardziej scena w której Izaya złapał bukiet. No po prostu boki zrywać xD Shei - chan kiedy dodasz kolejną notkę? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no, to jest świetne, choć oprocz scen z całowaniem sie nic innego nie było opisane wyobraźnia sama podsówała mi fragmenty, które tu wprost nie były opisane.. oj dużo było tych dodatkowych zdań ... najczęściej mnóstwo opisów i jąkanie sie ochy i achy (ja chyba mam coraz bardziej zrytą głowe przez takie opowiadania) :D:D
    ps. niech żyje Erika i Yuu, która zmusiła naszych chłopców do tej jakże pięknej sceny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. ojejku *.*
    to całe opoko było boskie :> fajnie się skończyło, kocham Izayę :D
    momentami było naprawdę gorąco ^^
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, że się nie wysilę, ale jedyne co moge powiedzieć to to, że opo jest boskie. Uśmiałam się w niektórych momentach :D Obrazek też jest świetny, podoba mi się :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Opo było fajne. Szkoda tylko, że nie napisałaś w pewnych momentach więcej: "If you know what i mean ^V^". Taaa... niedosyty są straszne T.T
    Nie było zbędnego tekstu, ogółem spoko. : D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wybaczam xD
    Ok wreszcie dopadłam twojego drugiego opowiadania z Shizayą awawaw jaram sie tym~
    Aż skopiuje : Tak blisko siebie, że bliżej chyba nie można. Zamknięci w mieszkaniu na cztery spusty, tak, że nikt nie miał prawa ich zobaczyć. Z dala od codzienności. Z poczuciem, że w ramionach ściskają drugiego potwora, może i gorszego od siebie. Uciekając od myśli, że też są tylko ludźmi, dla których kontakt fizyczny i czułość są ważne. Z mocnym postanowieniem, że ten drugi nigdy nie dowie się o tym, jak wyjątkowe i bezcenne są te momenty, jak byłoby bez nich pusto + wcześniejszy fragment z przytualniem *^* tak bardzo miłość awwwww rozplywam sieeee :Q________ so romantic
    ... Ok zeskrobałam sie z podłogi jest spoko
    Celty odzyskała głowę xD tyle wygrać
    Jako oni sobie lizali dupę w tych listach LOOL leżę
    "Drogi szwagrze" umeirammmm xD
    Izaya coś kombinuje?ę-łę-łę drugi ślub wyczuwam ~(*^*~)
    No bo co to za pościel jak do bokserek nie pasuje* unosi kciuk do góry*
    Takie super a to dopiero sequel OqO

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam sporo blogów, lecz muszę przyznać, że ten znajduje się w czołówce wszystkich, które mi się podobają. Opowieść czyta się bardzo przyjemnie. Kocham wątki w których główni bohaterzy na początku się nienawidzą<3! Piszesz składnie i potrafisz przeplatać profesjonalizm z humorem. Celty naprawdę była wspaniałą postacią :p A co do Izayi i Shizuo, skradli moje serce. Byli naprawdę boscy. Uczucia bohaterów są proste i zrozumiałe, w swojej własnej ich zawiłości. W sumie nie dopatrzyłam się żadnych błędów, ale to może dlatego, że czytałam szybciutko rozdział za rozdziałem. Z zapartym tchem próbując dotrzeć do końca.
    To druga opowieść na twoim blogu, którą przeczytałam w całości. Pierwszą było drarry. Oczywiście z niecierpliwością oczekuję na następny rozdział. Ale nie będę cię pośpieszać ponieważ sama wiem, że czasami nie ma się czasu na pisanie, albo po prostu nie ma się weny. Dlatego też, życzę ci aby natchnienie nigdy cię nie opuszczało!

    W tej chwili za to idę poczytać resztę twoich opowiadanek :D Na pewno będą równie piękne jak te tu. Nie skomentuje pojedynczych rozdziałów, lecz możesz spodziewać się wyczerpującego komentarza, pod ostatnim rozdziałem każdego opowiadania.

    A no i jakże bym mogła zapomnieć :) Zostawiam ci też mojego bloga :D Jak będziesz miała ochotę i wolną chwilkę, z przyjemnością wysłucham słów krytyki bądź pochwały.

    http://opowiadania-yaoi-elizabeth.blogspot.com/

    Jeśli nie drażnią cię opowiadania po których można się rozpłakać, polecam Zachód Słońca, ma tylko dwie części.

    A no i jeszcze raz życzę weny!!! A teraz czmycham dalej poczytać te śliczne opowieści, zamiast zanudzać cię tym komentarzem :3

    ~ Pozdrowionka Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps: Obrazek na końcu ....

      GENIALNY :D

      Usuń
  9. Kocham cię za ten sequel XD <3

    OdpowiedzUsuń
  10. przeczytałam twoje opowiadanie i kurcze płakać mi się chcę :/ może to tylko ja jestem taka sentymentalna. było piękne i na prawdę nie trudno o wzruszenie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam twój styl pisania <3 te "listy do szwagra" rozłożyły mnie na łopatki :D i do tego scena z bukietem i obrazek *.* kocham ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Mwah, uwielbiam całe to opowiadanie <3 W skali od jednego do dziesięciu daję dwadzieścia :D Zapraszam do lektury mojego nowo otwartego bloga: http://theothersideoftheworld6.blogspot.com/
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  13. To opowiadanie było przezajebiste! *.* Świetnie piszesz, luźno i z humorem który kocham! Pomysł był przedni, zakochany Izaya był tak bardzo rozkoszny przez całość !!!! Ja byłam wniebowzięta! Cały ten plan rozkochania w sobie blondyna, to jak się się całowali na deszczu i ich wcześniejszy brutalny pacałunek oraz przejście przez dom strachów <3 Wszystko to było świetne! Dziękuję Ci, że mogłam przeczytać coś tak fajnego! Będę tutaj już na pewno stałym bywalcem! Pozdrawiam i życzę weny na kolejne takie opowiadania!

    OdpowiedzUsuń
  14. Boziu to było świetne *-* i opis tej scenki, jak leżą przytuleni przed snem... aaa rozpływam się ^^

    OdpowiedzUsuń