we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo9. Oddech o zapachu oranżady.


 Shizuo pozwalał sobie na drobne zapomnienie jeszcze kilkakrotnie w ciągu dwóch następnych dni. W wyniku tego stracił lustro w łazience („i tak było popękane”), drzwi balkonowe („zaoszczędzę na klimatyzacji”), telewizor („komercja to nic dobrego, wyjdzie mi na zdrowie”) i ekspres do kawy (tu zabrakło mu słów, wściekł się na siebie tak bardzo, że potłukł jeszcze kilka szklanek i zgniótł garnek). Z domu wychodził tylko po to, żeby gniewnym krokiem przemierzać miasto w nadziei, że znajdzie odpowiedzi na drażniące go pytania.
  Dopiero dwa dni po najdziwniejszym wieczorze swojego życia wpadło mu do głowy rozwiązanie. Ta mała gnida, ten wstrętny pozer i sadysta po prostu bawi się jego kosztem, testując jego cierpliwość.
- Jak mogłem dać mu się tak wyprowadzić w pole – warczał Shizuo, spacerując po pokoju, w którym leżały resztki drzwi balkonowych – Co wiem o tej głowie? Nic! A ten skurwiel zwleka tak specjalnie, żeby się zabawiać… A robił to wszystko, żebym zwariował… Szlag by go trafił!
  Właśnie wtedy zniszczył telewizor. A potem, oddychając ciężko, przeszedł przez to całe pobojowisko i położył się spać, owiewany zimnym powietrzem, które wpadało przez dziurę w ścianie.
  Następnego dnia postanowił, że uda się do Izayi i zażąda szczegółów. Bez wykrętów. A potem doprowadzi tę farsę do końca, Celty odzyska swoją głowę, a on albo się wyprowadzi albo zabije tego skurwysyna.
  Szedł do niego w bojowym nastroju, trzymając jednak nerwy na wodzy.
- Izaya-kun – warknął jak za starych, dobrych czasów, wyważając drzwi nogą.
- Shizu-chan! Już się martwiłem, że nigdy nie wrócisz – Izaya wyłonił się zza ściany. Pod ręką niósł swój płaszcz – Właśnie się do ciebie wybierałem.
  Shizuo, widząc go, przypomniał sobie to wszystko, co próbował zepchnąć w jak najodleglejsze zakątki swojej świadomości.
- Oczywiście zakładając, że w miejscu, gdzie stało twoje mieszkanie nie zieje teraz wielka dziura – Wyszczerzył się i rzucił płaszcz na kanapę. – Ale skoro tu przyszedłeś…
- Gadaj wszystko, co wiesz – przerwał mu Shizuo, poprawiając okulary – Nie mam zamiaru dłużej się w to bawić, ani w odwiedzanie się nawzajem i wspólne obiady – Izaya wyglądał na niezbyt zaskoczonego tą stanowczością, stał w miejscu, patrząc na blondyna z delikatnym uśmiechem na twarzy. – Koniec z twoją zabawą.
- Dobrze, powiem ci wszystko, Shizu-chan – Izaya wzruszył ramionami i przez chwilę wyglądał tak, jakby miał zamiar się roześmiać. – Gang handlujący najmroczniejszymi, najobrzydliwszymi i najdziwniejszymi rzeczami, które nie wiadomo dlaczego kosztują fortunę, będzie jutro o północy dokonywał transakcji na tamtym parkingu. Jedyne, czego się dowiedziałem, to „to takie popieprzone zlecenie, że głowa mała”. Plus wiele innych aluzji na temat tej części ciała. Poza tym to właśnie ich podejrzewałem od samego początku. Nawet jeśli to błąd, warto się będzie temu przyjrzeć.
  Shizuo nie spodziewał się takiej uległości ze strony Orihary, ale poczuł satysfakcję; w końcu naprawdę znał jakieś konkrety.
- Więc dzisiaj nie mamy nic do roboty? – mruknął, po chwili ciszy. Izaya uśmiechnął się i zbliżył o kilka kroków – Co ci się stało w szyję? – zapytał automatycznie, widząc czerwoną pręgę na ciele bruneta.
- Efekty zwykłej zabawy – Machnął ręką. – Ale myślę, że nasza definicja zabawy jest zupełnie inna, Shizu-chan – Spojrzał na niego i uśmiechnął się, nieco odsłaniając zęby. Shizuo poczuł się nieco skołowany.
- Co masz na myśli…? – warknął, przyglądając mu się bacznie. Jego teoria była właśnie brutalnie burzona przez niewybaczalnie… normalne zachowanie Orihary.
- Nic, co wiązałoby się z naszym biznesem – Izaya uniósł ręce w obronnym geście. – A o niczym innym nie chcesz rozmawiać.
  Shizuo stał jak wryty.
- No, ja się zbieram, nie wiem jak ty? – powiedział Orihara – Jakbyś mógł tu być jutro tak o jedenastej, co?
  Heiwajima skinął głową, po czym wyszedł, czując na sobie spojrzenie bruneta. Nie czekał na niego, szedł szybko, a serce waliło mu jak młotem.
  Czuł dziwne rozczarowanie. Wszystko poszło zgodnie z jego myślą, ale jednocześnie zburzyło wcześniejsze teorie. A może to część jakiegoś podstępnego planu?
- CHOLERAAAAAAAA! – Shizuo stanął na środku ruchliwej ulicy i jednym kopniakiem zgniótł niewinny śmietnik. Odetchnął, opuścił nogę i spokojnym krokiem ruszył przed siebie, jakby nic się nie stało. Ludzie stojący dookoła odprowadzili go przerażonymi spojrzeniami.
  Jakieś pięć metrów wyżej, na balkonie jednego z biurowców stał Izaya. Opierając się łokciami o balustradę, podparł twarz dłońmi i westchnął błogo. W przeciwieństwie do przechodniów jego spojrzenie, którym wiódł za oddalającą się postacią, było ogniste.
- Skołowany – odhaczył sobie w głowie, uśmiechając się diabolicznie.
***
- Uuu, zaraz zrobi się gorąco! – Kida wpadł do pokoju, w którym siedział Mikado, Anri i kilka innych osób ze szkoły. – Patrzcie co mam! – Wyciągnął przed siebie rękę zwycięskim gestem.
- Pusta butelka po wodzie…? – Mikado spojrzał na niego skołowany.
- Dokładnie! – Kida puścił mu oczko i zaczął kręcić drugą ręką koła. – No, usiądźcie w okręgu! Dzisiaj, moi drodzy przyjaciele, wujek Masaomi nauczy was grać w butelkę!
- K-kida! – Mikado poczuł, jak na policzki wstępuje mu gorąco. – To na pewno dobry…?
- O tak, świetnie! – zawołał jeden z ich szkolnych kolegów, zezując w stronę siedzącej nieruchomo, z wystraszoną miną, Anri – Dawaj Kida, kręć!
  Masaomi usadowił się naprzeciwko Ryugamine. Ten był pod wrażeniem jego umiejętności organizatorskich i miał zamiar pogratulować mu świetnej roli gospodarza domówki, dopóki nie wyskoczył on z pomysłem gry w butelkę.
- A na co gramy? – spytała jakaś mocno umalowana dziewczyna, jednocześnie zerkając w telefon – Chyba nie na fanty?
- Nie, maleńka – Kida wyszczerzył się i widowiskowo uderzył butelką w sam środek stworzonego przez nich okręgu. – Na buuuziaki! Kręcę pierwszy, kto będzie tym szczęściarzem…?
  Butelka kręciła się jak oszalała, aż w końcu wskazała na właśnie tą dziewczynę z telefonem. Uśmiech Kidy jakby nieco wyblakł, a Mikado poczuł dziwny ścisk w żołądku. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, po raz pierwszy całkiem straciwszy zainteresowanie przychodzącymi wiadomościami i cmoknęła Kidę w usta.
- Teraz ja! – zawołała, posyłając mu zalotne spojrzenie. Ten jednak, wracając na swoje miejsce, uniósł wzrok i skrzyżował spojrzenia z Mikado. Patrzyli się na siebie chwilę, po czym Masaomi zrobił głupią minę i znów puścił mu oczko.
  Kręcili tak, że w końcu butelka wystrzeliła poza koło i całkiem zapomnieli, czyja miała być kolejka.
- Więc ja proponuję, aby znów zakręcił gospodarz! – zachichotała wcześniejsza „wybranka” Kidy, a Mikado naprawdę nabrał ochoty na zabawę w Izayę i zdeptanie jej telefonu.
„To przyjacielska troska, Kida pewnie wolałby pocałować Anri…”
  I na tą myśl też zrobiło mu się nieprzyjemnie.
„No tak, jestem zazdrosny, bo zależy mi na Sonoharze…”
Cisza. Dlaczego zrobiło się tak cicho? Ryugamine wyrwał się z zamyślenia i spojrzał po wszystkich, a wszyscy patrzyli na niego. Mając złe przeczucia, zerknął w dół. Szyjka butelki wskazywała niezaprzeczalnie na niego. Ale kto kręcił…?
  Znów uniósł wzrok. Kida, z niedomkniętymi ustami i szeroko otwartymi oczami, a także rumieńcem na twarzy trzymał rękę wyciągniętą tak, że nie było wątpliwości, iż przed chwilą zakręcił butelką.
  Poczuł się tak, jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Spojrzeli na siebie i…
- Nie no, tak nie gramy – Wybuchnął śmiechem kolega z klasy Ryugamine. – Kończmy już tę grę, obejrzymy ten film, co go przyniosłem, co wy na to?
  Rozległy się szmery i głosy aprobaty, wszyscy odpełzli, a kółko praktycznie przestało istnieć. Tylko Kida i Mikado wciąż patrzyli na siebie, a pomiędzy nimi leżała pusta, wgnieciona butelka.
***
  Shizuo wszedł do mieszkania Izayi bez pukania. Swobodnym krokiem przeszedł przez salon i rozsiadł się na kanapie, obserwując nieco zachmurzone niebo. Księżyc w pełni rzucał swoje światło nawet do tego pokoju.
  Minęło kilka minut i usłyszał kroki, ale nie odwrócił się.
- Orihara-san zaraz przyjdzie – odezwał się jakiś damski głos, ale Shizuo wciąż się nie odwracał. Nie miał ochoty oglądać sekretarki Izayi.
- W porządku – mruknął tylko, a Namie Yagiri podeszła do kanapy cicho i przyjrzała mu się ukradkiem – Co? – warknął, gdy zdał sobie sprawę, że próbuje zobaczyć jego twarz dyskretnie.
- Nic – Jej głos brzmiał, jakby się uśmiechała. – Już wiem dlaczego on tak za tobą…
- Namie, ty jeszcze tu? – Izaya wszedł do salonu niespodziewanie.
- Wychodziłam – Tym razem nie widząc Yagiri można by po jej głosie stwierdzić, że szeroko się uśmiecha. – Dobranoc, miłej nocy, panowie – I faktycznie wyszła. Shizuo trawił te kilka słów, które wypowiedziała wcześniej.
- Możemy już się zbierać – powiedział Izaya spokojnie, a Shizuo skinął głową i wstał. Spojrzał na bruneta, ale ten, ze spokojnym wyrazem twarzy, unikał jego wzroku. A raczej zachowywał się, jakby Heiwajimy nie było w pokoju.
  On oczekiwał wyjaśnień, jakiejś wskazówki, co ma o tym wszystkim myśleć, a dostał całkowitą ignorancję. Obiecał sobie całkowitą kontrolę, a już zaczął się wkurzać.
  Bez słowa wyszli z mieszkania, po chwili byli już na świeżym powietrzu. Izaya szedł, podskakując co jakiś czas i nucąc pod nosem tę denerwującą melodię. Shizuo kroczył obok niego, zgrzytając zębami i zaciskając pięści.
- Aaaach, cudnie – westchnął Izaya, wskakując na barierkę i starając się utrzymać równowagę – Idealna pogoda na handel głowami.
  ***
- Dziękuję państwu za przybycie, bawiłem się z wami znakomicie – rymował Kida, żegnając gości. Wychodzili jeden po drugim, śmiejąc się i komentując obejrzany przed chwilą film. Była to komedia, tak głupia, że wszyscy rżeli ze śmiechu a najlepsze momenty przewijali po kilka razy. Robili to tak często, że zrobiło się bardzo późno.
- Dzięki, Kida, było naprawdę… Dobrze się bawiłam – Uśmiechnęła się Anri leciutko, skinęła głową i odeszła szybkim krokiem.
- Może nie powinnaś iść sama, jesteś tak piękna, że zaraz ktoś cię porwie – zawołał za nią Kida, ale odkrzyknęła, że da sobie radę.
- Może jednak ją dogonię – powiedział Mikado niepewnie, szybko ubierając na siebie kurtkę – Dzięki za imprezę, Kida, było świetnie…
  Ale Kida nie słuchał go, gwałtownie zastąpił mu drogę w drzwiach i zdecydowanie złapał za rękaw kurtki. Na jego twarzy determinacja mieszała się ze zwyczajowym uśmiechem.
- Zwykle gram w butelkę na innych regułach – powiedział, a Ryugamine poczuł na sobie jego oddech o zapachu oranżady – Nie wiem skąd oni się urwali, ale nie chciałem ich kłopotać – Uśmiechał się, ale dłoń zacisnął na nadgarstku Mikado. – Mój przyjacielu, nie wiem jak ty, ale ja uważam, że z przeznaczeniem nie powinno się walczyć – Był już tak blisko, że Mikado przestał oddychać. – Szczególnie tym butelkowym – dodał rozbawionym tonem i po chwili napiętej ciszy pokonał te kilka centymetrów dystansu pomiędzy nimi.
  Mikado zachwiał się. Nogi miał jak z waty. Przymrużył powieki, rzęsy Kidy połaskotały go po policzkach. Nie wierzył w to, co się właśnie działo.
  Kida miał oczy zamknięte, był jakby w transie. Nie całował go, jedynie przyłożył wargi do jego ust delikatnie i nie myślał już o niczym.
  Stali w progu, w przeciągu, niebo nad nimi było czarne i trochę zachmurzone, w oddali tłukły się gdzieś samochody, trąbiły klaksonami, ludzie krzyczeli coś do siebie.
  To było poza ich światem.

3 komentarze:

  1. Waaa, to było takie emocjonujące. Ach!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne~! Z końcówki jestem zadowolona ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak Shizuo jesteś geniuszem -,-
    Jeny Sizu-chan czemu jesteś takim idiotą. Jak możesz mu od tak wierzyć.
    Kida jest tak bardzo Kidą :3 bardziej sie nie da xD <3
    Ostro!lol słaba ta gimbaza xD w jakiej szkole by olali calowanie sie dwóch chłopaków o.O Tyle przegrać
    -możemy już sie zbierać (przeczytałam rozebrać o///o)
    Oh My Dear... Końcówka genialna. Kida ja wiedziałam, ze tak łatwo nie odpuscisz! ~

    OdpowiedzUsuń