we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo8. O.


Shizuo spał bez pościeli. A to dlatego, że po prostu nie potrafił wytknąć nosa z pachnących poduszek i tak go to przeraziło, że wyniósł wszystko na balkon.
  Budzik zadzwonił o ósmej. Shizuo wstał, przeciągnął się, pyknął czajnikiem i wniósł pościel do domu. Pachniała świeżym powietrzem i słońcem. Odetchnął zadowolony.
  Potem wypił kawę i zadzwonił do Yuu.
- Jasne, wpadnę o siódmej i wymyślimy, gdzie iść –Jej głos brzmiał tak, jak zawsze, sympatycznie i dziewczęco. – Do zobaczenia, Shizuo-kun.
  Shizuo nie zarzucił jej oszustwa przez telefon, nie pytał też o to, co robiła pod blokiem Izayi, ani nie wypytywał o siostrę. Postanowił, że zrobi to w cztery oczy. Telefonicznie nie widziałby wyrazu jej twarzy, a ona w każdej chwili mogłaby się rozłączyć.
  Zadzwonił do Toma, ale ten w dalszym ciągu miał wyłączony telefon. Po piątym połączeniu Shizuo stracił nadzieję, że Tanace zachce się grać w tetris.
  Gdy już nie miał naprawdę nic do roboty, nie mógł dłużej udawać, że nie zauważył czegoś… dziwnego w zachowaniu swojego wspólnika. Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mu, że Orihara Izaya będzie spał w jego łóżku, spijał jego kawę, jadał z nim w rosyjskim sushi i zapraszał go do siebie w celu podotykania jego węża albo by go wyśmiał, albo rzucił w niego czymś ciężkim.
  No tak, ale gdyby ktoś na początku jego współpracy z Izayą zasugerował, że ten będzie ocierał się o niego pod stołem, rzucał dwuznaczne uwagi i kładł łapy na jego udach…
- Co się do cholery dzieje? – warknął Shizuo, czując mrowienie w żołądku – Kurwa mać! – otrząsnął się, ale wciąż coś dziwnie w nim wibrowało. Zerwał się na równe nogi, pognał do łazienki i odkręcił kurek z zimną wodą. Gdy już prawie odmarzły mu ręce, opłukał twarz, a po chwili wsadził pod lodowaty strumień całą głowę. Trzymał ją tak w nadziei, że wszystkie te przerażające myśli wypełzną mu z głowy i wraz z wodą znikną w rurach.
  Nie znikły. Shizuo osuszył włosy w ręczniku i powolnym krokiem ruszył do pokoju, próbując pozbierać myśli.
  Ta mała gnida, ten wstrętny, znienawidzony przez niego idiota, wtopił się w przedziwny sposób w jego codzienność. Po co? Dlaczego? Jaki miał w tym cel, gdy wybrał Shizuo na swojego współpracownika? Heiwajima do tej pory nie zastanawiał się nad tym. To znaczy, od początku tej farsy funkcjonował z myślą, że Orihara robi to po prostu dlatego, żeby go wnerwić.
  Czy na pewno?
  I czemu wciąż tak wiele przed nim ukrywa? Czemu nie mówi mu wszystkiego? A co najważniejsze, dlaczego on na to nie nalega? I czemu ostrzej nie reaguje na te jego żałosne próby zbliżenia się do niego?
- Nigdy nie będzie moim przyjacielem – warknął Shizuo, czując, jak krew w nim buzuje. Czasem brakowało mu tych swoich wybuchów. Czuł się, jakby utracił część siebie – Nigdy mu nie zaufam! Nigdy nie dam mu wygrać!
  Wstał i zaczął przechadzać się po pokoju, mocno podminowany. Pamiętał dokładnie, jak jeszcze niedawno marzył o tym, żeby zabić Izayę. Czemu tego nie zrobił? Czy nie miał wystarczającej ilości okazji?
- Izaya-kun… Zabawmy się…
  Coś zimnego dotyka jego szyi. Odwraca się na pięcie. To on… Trzyma w dłoni zimną puszkę jakiegoś napoju.
- Czemu tu przyszedłeś? – pyta całkiem spokojnie, uśmiechając się. Pyta, jakby nie wiedział, kretyn jeden, niech go dobrze usłyszy, niech wie.
  Nachyla się nad nim tak, że prawie stykają się nosami.
- Jak głęboko w tym siedzisz? – pyta groźnie, zarzucając mu powiązania z nożownikiem. Izaya rzuca coś, nazywając go „Shizu-chan”, czyli tak, jak on najbardziej nienawidzi. Każe mu się zamknąć, a wtedy ten idiota wycofuje się i wyciąga nóż. Chce walczyć.
  Byłby go wtedy zabił, gdyby nie przyjechała Celty i nie rozdzieliła ich. Pamięta zaskoczenie na twarzy tej mendy, gdy wyrwał z ziemi to długie, metalowe coś.
- Nienawidzę cię – rzucił, gdy wsiadł z Celty na motor. A ten idiota zanucił jakąś piosenkę, wbijając w niego przeszywające spojrzenie.
  Odjechali.
  Shizuo otworzył oczy, otrząsając się ze wspomnień. Do dzisiaj mniej-więcej pamiętał brzmienie tego kawałka, chociaż Izaya nucił go tylko raz, tylko wtedy.
  Dlaczego to pamiętał?
- Kurwa… - Jego czoło widowiskowo spotkało się z blatem stołu.
***
- Cześć – Yuu wyglądała wyjątkowo ładnie, ale Shizuo nie spojrzał na jej krótką spódniczkę, wydekoltowaną bluzkę ani mocniejszy makijaż. W głowie miał słowa Izayi.
Od kiedy tak łatwo cię omotać, Shizu-chan?
- Wchodź, wchodź – zaprosił ją gestem do środka, a ona rzuciła mu przeciągłe spojrzenie spod rzęs i minęła go, kręcąc biodrami. Zamknął drzwi.
- Sprzątałeś? – spytała, uśmiechając się lekko. Skinął głową, przyglądając się jej uważnie. Wyglądała jak atrakcyjna, młoda kobieta, która chciała go uwieść. Ze spokojnym zdziwieniem zauważył, że nie ma na nią ochoty.
- Mógłbym cię o coś spytać? – Usiadł na kanapie, a ona, wbrew jego oczekiwaniom, nie usiadła naprzeciwko niego, tylko tuż obok. I uśmiechnęła się zalotnie.
- Pytaj, o co chcesz – powiedziała niższym głosem i dotknęła dłonią jego ramienia. Nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia, ale nie zastanawiał się, dlaczego.
- W co pogrywa twoja siostra?
Uśmiech spełzł z twarzy Yuu. Na krótką chwilę jednak, bo od razu uśmiechnęła się ponownie, tylko, że nieco sztucznie.
- Nie rozumiem, co się stało? – Wpatrywała się w oczy Heiwajimy uparcie. Próbował wyczytać w nich kłamstwo.
- Czemu obserwujesz mieszkanie Izayi? – zmienił temat niespodziewanie i osiągnął zamierzony efekt. Uśmiech spełzł jej z twarzy bezpowrotnie, a w oczach malowało się zdziwienie z rodzaju „zostałam zdemaskowana”.
  Yuu chyba nie miała zamiaru udawać niewiniątka.
- A miałam nadzieję, że się bez tego obejdzie – powiedziała smutno i Shizuo poczuł, jak coś ostrego wbija mu się w zgięcie ręki. Podniósł drugą, chcąc odepchnąć Yuu, ale tylko, gdy ją uniósł, jakaś dziwna siła sprawiła, że ręka z powrotem opadła.
- Co do… - zaczął, ale usta też mu zwiotczały. I poczuł, że jest całkiem bezwładny.
- Szybko działa, prawda? – Yuu schowała strzykawkę do kieszeni i wstała; miała dzikość w oczach i poruszała się jak zwierzę. – To nic, że wiesz, to nic… Zaraz cię uciszę… Musiałam to zrobić, bo wiem o twojej sile, pewnie byś mnie zgniótł…
  Shizuo, czując narastającą panikę, wodził za nią oczami. Pewnie szukała noża albo czegokolwiek innego, czym mogłaby uciszyć go na zawsze. Był jednak bezradny. Po raz pierwszy w życiu był całkowicie bezbronny. Izaya miał rację. Dał się omotać.
- Pewnie zastanawiasz się, o co chodzi – usłyszał jej głos dobiegający z kuchni i poczuł się jak bohater jakiegoś filmu o superbohaterze; czarny charakter zawsze, zanim wszystko spartolił, wyjawiał temu dobremu swój tajny plan z każdym, najdrobniejszym szczegółem – On… On zasługuje na karę… Ludzie są parszywi… Mogłam na to patrzeć, dopóki swoimi żałosnymi przekrętami krzywdził ludzi…
  Usłyszał trzask szuflady i zamarł. Znalazła noże.
- Ale jeśli chodzi o zwierzęta… Tak, plotki roznoszą się szybko! Kilka tygodni temu dowiedziałam się o tym biednym wężu, którego sobie przywłaszczył i nie wiadomo co z nim zrobił. Chciałam wyciągnąć od ciebie jakieś informacje na ten temat, upewnić się, ale niestety, przejrzałeś mnie. Muszę się zemścić, widzisz… - Yuu wychyliła głowę z kuchni; wyglądała przerażająco. Nie wiedział, jak kiedykolwiek mógł pomyśleć, że jest ładna. – Jestem szaloną ekolożką. Sędzia wprawdzie zabronił mi wstępować do stowarzyszeń i zakładać własne, ale… Nie może zabronić mi działać nieoficjalnie, na własną rękę.
Jesteś pewna? Mam dziwne wrażenie, że nic nie stoi na przeszkodzie takiemu zakazowi. – Shizuo nie mógł mówić, ale te słowa wyraźnie odbiły mu się echem w czaszce.
  Trzymała w dłoni nóż i uśmiechała się demonicznie.
- Teraz cię zabiję. A potem pójdę do domu tego okrutnika i uratuję węża. A jeśli zdążył już zrobić mu krzywdę, to jego też zabiję.
  Ale nagle ktoś zapukał do drzwi i otworzył je praktycznie od razu po tym.
- Jestem, Shizu-chan, czy zdąży-
  Shizuo po raz pierwszy w życiu ucieszył się na widok Izayi. Ten stanął w miejscu, usta mu znieruchomiały, przebiegł wzrokiem po zaistniałej sytuacji i powiedział;
- O.
- Nie, to nie tak miało być! – Yuu wrzasnęła dziko, rzuciła nożem w Izayę i… zamaszyście otworzyła okno, po czym wyskoczyła. Izaya stał chwilę w miejscu, trzymając ostrze w dwóch palcach, po czym powoli podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Shizuo wciąż nie mógł się ruszać.
Nagle poczuł większy niepokój, niż na widok Yuu z nożem w dłoniach.
- Chyba żyje. Żyje. Pełznie – komentował bez emocji Izaya, a potem zamknął okno i zacmokał z dezaprobatą – Teraz powinienem powiedzieć „a nie mówiłem?”. Nie będę litościwy. A nie mówiłem?
 Shizuo poczuł, że serce wali mu coraz szybciej, gdy Izaya przyglądał mu się badawczo. Zdawał się powoli rozumieć, co dzieje się z Heiwajimą, a temu się to wcale nie podobało. W końcu na jego twarzy pojawiło się pełne zrozumienie.
- Wstrzyknęła ci coś? – Podszedł do niego i przyjrzał się jego rękom. – Aha… - Podniósł lewą rękę Shizuo, nachylił się nad nią i… dotknął językiem miejsca kłucia, przesuwając po nim delikatnie. Shizuo dziwnym sposobem nie mógł się poruszać, ale czuł wszystko dwukrotnie bardziej intensywnie. Serce podjechało mu do gardła. – Wiem co to. Przejdzie za kilka minut.
  Shizuo zaczął w myślach obliczać ile czasu jeszcze będzie zdany na łaskę Izayi, ale ten zaczął robić to na głos.
- Załóżmy, że przyszła tu równo o siódmej, psychole są punktualni – Zamyślił się, a Shizuo, pomimo narastającej paniki, zastanowił się, czy wie to z własnego doświadczenia. – Zanim ją zdemaskowałeś i była zmuszona użyć strzykawki, minęło pewnie jakieś dziesięć minut. Potem był monolog, w którym wyjaśniła ci dlaczego ma zamiar cię zabić i co potem zrobi – Widocznie świetnie się bawił, chociaż minę miał poważną. – Potem przez jakieś pół minuty wymachiwała nad tobą nożem i coś wykrzykiwała i wtedy wpadłem ja, ratując ci dupę. Pełzła dziesięć sekund, a ja nawijam sam do siebie jak głupi z pół minuty. Załóżmy więc, że zostały mi dwie.
  Shizuo miał nadzieję, że Izaya nie przestanie mówić, ale ten jednak zamilkł i w końcu na niego spojrzał.
- Co można zrobić w dwie minuty, Shizu-chan? – powiedział tak głębokim i dziwnym głosem, że Shizuo poczuł rozpaczliwą ochotę ucieczki. Nie był jednak w stanie się poruszyć – Jeszcze nie wiem. Ale nie zmarnuję tego czasu na mówienie.
  Izaya, nie spuszczając z niego wzroku, wstał i usiadł na nim okrakiem, po czym wyciągnął z tylnej kieszeni spodni nożyk.
- Bezbronny – Uśmiechnął się wręcz czule, a oczy błyszczały mu dziko. – Boisz się, Shizu-chan? A może ta cała Yuu to moja wspólniczka, która miała cię tak załatwić, żebym ja mógł dokończyć robotę i cię zabić? – Przyłożył mu ostrze do podbródka i nieco go uniósł. – Ale co ja robię. Właśnie marnuję moje cenne minuty na gadanie.
  Po czym, wciąż przytrzymując głowę Heiwajimy płaską częścią ostrza, nachylił się. Shizuo widział teraz tylko jego włosy, łaskotały go po twarzy, ale po chwili poczuł coś o wiele bardziej intensywnego. Chłodne wargi w miejscu, w którym można było sprawdzić jego puls, wilgotny język wodzący po jego skórze.
- Serce ci wali, partnerze – wymruczał Izaya wprost w jego ucho, gdy już skończył zabawiać się z szyją – To ze strachu, czy może jednak czujesz w końcu co innego? – Przygryzł płatek ucha, a dłonie wsunął we włosy blondyna. – W końcu wywołałem w tobie emocje inne niż złość. Szkoda tylko, że najpierw musiała cię unieruchomić jakaś wariatka.
  Spojrzał mu prosto w oczy z bardzo bliska. Uśmiechał się, jak zwykle po swojemu, ale na jego blade zazwyczaj oblicze wstąpił rumieniec. Oddychał też nieco szybciej i ciężej niż zawsze.
- Szkoda, bo kocham patrzeć, jak się wściekasz – Przerzucił ręce przez oparcie kanapy i musnął ustami żuchwę Shizuo. – Uwielbiam to – mruknął w jego wargi i wsunął język w jego lekko uchylone usta. Jednocześnie nucił piosenkę, którą wcześniej nucił przy nim tylko raz w życiu.
  Chwilę bawił się bezwładnym językiem Shizuo, po czym lekko go przygryzł. A potem jego usta. Ssał jego dolną wargę przez chwilę, przymykając oczy. W końcu przestał. Wyprostował się leniwie i spojrzał na zegarek.
- Mam jakieś dziesięć sekund zanim odzyskasz chociaż połowę czucia i zrobisz ze mnie miazgę – Zerwał się na równe nogi. – Nie zrozum mnie źle, Shizu-chan. Musiałem to zrobić. Nie mogłem pozwolić, żeby ona wzbudziła w tobie więcej uczuć, niż ja. Przestraszyła cię. A na początku cię kręciła.
  Izaya uśmiechnął się, ale ten uśmiech nie obejmował jego oczu. Głos miał stanowczy.
- Nie, Shizu-chan. Ty należysz do mnie. Tylko ja mogę wywoływać w tobie strach i podniecenie. Jesteś mój.
  Shizuo delikatnie poruszył jedną ręką, a twarz wykrzywił mu lekki grymas bólu.
- Miło było, partnerze – zawołał Izaya i zasalutował, a wesołe iskierki momentalnie powróciły do jego oczu – Pamiętaj, że za parę dni transakcja. Odwiedź mnie, gdy przypomnisz sobie, że mieliśmy zakład i znowu zacznie mieć on dla ciebie znaczenie. Na razie!
  I zanim Shizuo zdążył napiąć mięśnie nóg, drzwi trzasnęły i już go nie było.
  Shizuo natomiast leżał nieruchomo jeszcze kilkanaście minut, po kolei napinając kolejne partie mięśni, żeby przekonać się, w których i kiedy odzyska pełnię siły. Gdy zyskał już pewność, że jest całkowicie sprawny, wstał i powoli udał się do kuchni. A tam spokojny wzrok, utkwiony do tej pory w dłoniach przeniósł na przytwierdzone do ściany, drewniane szafki wypełnione naczyniami.
  Nigdy ich nie lubił. Zdecydowanie nie pasowały do klimatu tej kuchni.
  Shizuo ryknął głosem, który zawstydziłby prawdziwego tygrysa i jednym ruchem wyrwał wszystkie szafki wraz z kawałkiem ściany. Posypały się naczynia, słyszał dźwięki tłukącego się szkła, ale nie obchodziło go to. Po raz pierwszy od dawna czuł, że pozwalając sobie stracić nad sobą panowanie, robi dobrze. Miotał kawałkami drewna, krzyczał i gniótł szkło w dłoniach do momentu, w którym nie poczuł, że ma dosyć. Wtedy, zostawiając w kuchni pobojowisko, ciężko dysząc, wrócił do salonu.
  Rozejrzał się po nim. Pokój wyglądał zupełnie niewinnie, jakby nie pamiętał tego, co się przed chwilą zdarzyło. Jakby jego właściciel nie był w nim kuszony, unieruchomiony, prawie zamordowany i molestowany seksualnie.
  Oddech mu się wyrównał. Postanowił na razie nie myśleć o niczym, co miało miejsce, zanim porządnie się nie wyśpi. Wrócił do normalności do tego stopnia, że biorąc lodowaty prysznic, zaczął nawet coś nucić pod nosem.
  Normalność zaburzyła się, gdy zrozumiał, co właściwie nuci.
***
  Izaya podskakiwał radośnie w drodze do domu, gdy nagle coś chłodnego i ciężkiego oplotło jego szyję, po czym przygwoździło do ściany najbliższego budynku. Odwrócił głowę, bardziej zaciekawiony, niż przerażony.
- Cześć, Celty – powiedział swobodnie – Czemu witasz mnie tak czule?
  Celty podeszła do niego, a raczej śmignęła tak szybko, że nie zdążył nawet mrugnąć, a już przyciskała mu ekran telefonu do twarzy.
Miałeś ją przez cały czas?
Izaya zaśmiał się, ale cień, którym wcześniej oplotła jego szyję, zacisnął się ostrzegawczo. Mimo to nie przestał wyglądać na zadowolonego.
- Od jakiegoś czasu, tak – Dopiero teraz zauważyła, że jest dziwnie podekscytowany. – Możesz mnie straszyć i robić krzywdę, ale i tak nie zepsujesz mi humoru.
Nie pozwolę ci się znęcać nad Shizuo.
- Zawsze się nad nim znęcałem – Izaya wybuchnął śmiechem, a cień na jego szyi nieco się poluzował. – A poza tym to wolny człowiek. Może zrobić, co zechce. Nie musi mi pomagać.
On nie wie, że ją masz. Robi to dla mnie i dla Shinry. To nie fair.
- Prędzej, czy później się dowie. A czas to przecież tylko iluzja – Izaya schował ręce do kieszeni i oparł się o ścianę wygodnie, nie przejmując się cieniem pełznącym od dłoni Celty do jego karku.
Mówisz, że to wolny człowiek, a twoim celem jest zapanowanie nad jego życiem. Dlaczego nie zostawisz go w spokoju?
- Zostawianie ludzi w spokoju nie leży w mojej naturze – powiedział Orihara swobodnie – Poza tym, wszystko idzie w dobrym kierunku. Zbyt się w to wkręciłem, żeby teraz odpuścić.
A co jeśli teraz pojadę do niego i powiem mu, że masz moją głowę, a to wszystko robisz dlatego, że jest dla ciebie wyjątkowy?
- Nie jesteś człowiekiem, Celty – Izaya wyglądał na rozbawionego. – Ale, widzisz, stałaś się na tyle ludzka, że potrafię cię rozgryźć. Nie zrobisz tego. Nie zrobisz, bo wciąż wierzysz, że moje działania mają jakiś drugi, ukryty sens. Jakieś ważne znaczenie. Boisz się, że zepsujesz coś ważnego, że zamiast mu pomóc, skrzywdzisz go.
Nie interesują cię jego uczucia. Myślisz tylko o własnej satysfakcji.
- Uczucia Shizuo to jest to, czym interesuję się najbardziej – powiedział Izaya, patrząc na obłoki cienia wypływające delikatnie z szyi Celty.
Masz jakiś konkretny cel?
- Nie powiem ci tego – Orihara wyglądał już na nieco znudzonego. – Jednego możesz być pewna w stu procentach. Odzyskasz swoją głowę.
  Celty jeszcze na chwilę, jakby ostrzegawczo, zacisnęła cień na jego szyi, po czym wycofała go gwałtownie i odjechała z piskiem opon, a jej motor zarżał mechanicznie. Izaya odprowadził ją wzrokiem, aż nie zniknęła za zakrętem i przejechał palcem po czerwonej prędze, jaką zostawiła mu na szyi. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie.

4 komentarze:

  1. Ja chce więcej molestacji xD

    OdpowiedzUsuń
  2. *o* ten rozdział był genialny ^^ Hehe, sam Shizuś już powoli zaczyna coś czuć do Izayi, tylko, że na pewno będzie sam sobie zaprzeczać. Nie będę się tu rozpisywać, bo jestem ciekawa co będzie dalej, więc spadam czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Facepalm. Shizuo. You're doing it wrong xD oooo Shizu już coś dzwoni ale jescze nie wie w którym kościele. Mhymhymhym ej chyba se zacznę drukować tw opowiadania z Drrr xD moge? :D zrobię sobie książkę hahahha jest dla niego wyjątkowy Rany jak to ładnie brzmi.
    Ok lecę dalej moze będzie wiecej molestowania xD

    OdpowiedzUsuń
  4. psychole są punktualni <------- ten tekst zapamiętam do końca życia xD .

    OdpowiedzUsuń