we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo7. Pokażesz mi tego wielkiego pytona?


 Załatwienie czegoś okazało się niczym innym, jak spotkaniem z Shinrą w… rosyjskim sushi.
- Poważnie, dreszcze mnie już przechodzą na widok tego miejsca – westchnął Shizuo.
- Simon za to wygląda na szczęśliwego – Shinra uśmiechnął się pogodnie. – Jak wam idzie współpraca? – spytał, patrząc to na jednego to na drugiego wyczekująco.
- Cóż… - zaczął Shizuo sceptycznie.
- Wspaniale! – wtrącił Izaya, uśmiechając się szeroko i zerkając na Shinrę spod przymrużonych powiek.
- Mów za siebie – warknął blondyn, szturchając go ramieniem.
- Właśnie to robię – odparł Izaya, dźgając go w żebra, na co ten mimowolnie zareagował parsknięciem. Od razu spoważniał.
- I przy okazji znowu mnie wnerwiasz – Nadepnął mu na nogę pod stołem.
- Wiem, że to lubisz, Shizu-chan – Uśmiech Orihary nie mógł być bardziej nikczemny, gdy w zamian za nadepnięcie odwdzięczył się zmysłowym otarciem swojej nogi o nogę Shizuo. Ten w odpowiedzi przydeptał go jeszcze mocniej i trzepnął po głowie.
- Nie jest tak źle! – Shinra był widocznie wniebowzięty. – Spodziewałem się gorszego, szczerze mówiąc!
- Ja też – mruknął Izaya rozmasowując tył głowy, widocznie rozczarowany – Jeszcze ani razu niczego nie rozwalił ani nie zrobił mi krzywdy.
- Powiedziałem ci, że umiem nad tym panować – powiedział Shizuo poważnie – Co nie znaczy, że nie miałem ochoty.
- Wiem, że miałeś ochotę – Izaya znów uśmiechnął się nikczemnie i Shizuo poczuł dłoń na swoim udzie. Wlepił wzrok w stół, napiął się momentalnie i starając się o tym nie myśleć, zabrał nogę zdecydowanie – Shinra, a jak tobie idzie? – mruknął Orihara jakby nigdy nic.
- Myślę, że całkiem dobrze. Zabrałem już ją na wycieczkę za miasto, do restauracji, płynęliśmy łódką… - wyliczał Shinra na palcach, a oczy zaszły mu mgłą na wspomnienie chwil spędzonych z Celty.
- Co to ma na celu? – spytał Heiwajima z niewygodnie wygiętymi pod stołem nogami.
- Boję się, że Celty połączywszy się ze swoją głową tak bardzo zatraci się w dawnych wspomnieniach, że nasze wspólne chwile przestaną mieć dla niej znaczenie – powiedział Shinra, patrząc na Shizuo poważnym wzrokiem – Dlatego chcę teraz poświęcić jej jak najwięcej czasu. Odkładam pracę. Robię wszystko, by myślała o nas jak najwięcej.
- Rozumiem – mruknął Shizuo – Ale jestem pewien, że nawet, gdy odzyska głowę, zostanie z tobą. I nie mówię tego, żeby cię pocieszyć.
- Oooch, Shizuo, naprawdę tak uważasz? – Shinrze zaświeciły się oczy i prawie przewrócił stół, gdy uściskał Shizuo, płacząc ze wzruszenia.
- S-shinra, uspokój się – wydusił Shizuo.
- Jakie to urocze – powiedział Izaya i uśmiechnął się, jeden kącik ust unosząc wyżej. Shizuo zmierzył go badawczym spojrzeniem znad ramienia Shinry. Wyglądał tak samo, jak zwykle, jeśli akurat nie miał nastroju na budzące powszechne przerażenie rzeczy i zachowania, cynicznie uśmiechnięty, wyluzowany i całkowicie pewny siebie.
  Heiwajima jednak starał się dostrzec w nim coś, co zaczęło go niepokoić. Izaya, widząc to rozbierające spojrzenie, tylko uśmiechnął się szerzej. W jego oczach igrały dzikie błyski.
***
- Zobacz, Kida, znowu wychodzą razem z rosyjskiego sushi. Jest z nimi jeszcze jakiś koleś… - Mikado chwycił przyjaciela za ramię i wskazał dyskretnie na troje mężczyzn idących ulicą. Jeden z nich wyglądał na nieco przybitego, drugi uśmiechał się złośliwie, a trzeci, najniższy i najdrobniejszy, nieustannie coś mówił, gestykulując żywo.
- Jak dla mnie to kolejna z zagadek, której rozwiązanie jest proste, a my szukamy go gdzieś daleko – Kida uśmiechnął się wesoło, okręcając pod dotykiem ręki na ramieniu i stając naprzeciwko przyjaciela. – Zakochali się w sobie!
  Ryugamine spojrzał na uśmiechniętego Masaomiego, ale nic nie powiedział. Po chwili opuścił wzrok i zabrał dłoń z jego ramienia.
- Ej, rozchmurz się, Mikado – Kida poczochrał jego włosy. – Też w końcu znajdziesz miłość swojego życia. Twoja druga połówka na pewno gdzieś chodzi po tym świecie, może nawet po Ikebukuro!
- Tak, tylko, że… - Ryugamine nie potrafił opisać tego, co w nim siedziało. Uśmiech Kidy jakby wyblakł.
- Aaa, przecież twoje serce należy tylko do Anri, jak mogłem o tym zapomnieć – zaśmiał się, a Mikado poczerwieniał.
- Nieprawda! – zaprzeczył gwałtownie – Właściwie to… Od niedawna myślałem nad tym… To znaczy, nie zastanawiałem się nigdy, czy… - zaczął się jąkać, patrząc na wszystko, co nie było Masaomim.
- Wiesz, mój niezdecydowany przyjacielu, że możesz mi wszystko powiedzieć, a ja zawsze znajdę jakąś radę – Kida poklepał go po głowie i obdarzył szerokim uśmiechem. – Jeśli w końcu będziesz w stanie się wysłowić, tylko powiedz! Będę czekał – Puścił mu oczko i znów okręcił dookoła.
- Ja… Dobrze, dziękuje Masaomi – Mikado uśmiechnął się wdzięcznie.
- Zobacz, Mikado, jaka śliiiczna dziewczyna – Kida bezczelnie wskazał palcem w kierunku czerwonowłosej kobiety idącej dziesięć metrów za trójką mężczyzn. – Wygląda trochę jak jakaś tajna agentka, czy coś w ten kolor – złożył dłonie w pistolecik i zaczął strzelać do niewidzialnych wrogów.
- Kida-kun… Czy ty kiedykolwiek jesteś poważny? – zaśmiał się Mikado, chowając twarz w dłoniach.
- Tak, bywam poważny – odparł Masaomi nauczycielskim tonem i chwycił go za nadgarstki – Na przykład wtedy, gdy mówię, że możesz na mnie polegać. Słyszysz, Ryugamine? – Potrząsnął nim lekko zmuszając, aby ten spojrzał mu w oczy.
- Dzięki, Kida – wymamrotał, czując, jak miękną mu kolana.
- Co by się nie działo, dzieciaku – Kida miał całkiem poważną minę. – Zawsze będę obok ciebie. Zawsze – Jego spojrzenie przeszyło Mikado na wskroś, a potem uśmiechnął się tak, jak zwykle. – Nawet, gdy będziesz miał mnie już totalnie dosyć!
***
- Witam w moich skromnych progach – Izaya zamknął drzwi, przepuszczając Shizuo. – I jak ci się podoba?
- Cóż, nieco… zwyczajnie – mruknął Shizuo, jakby rozczarowany.
- A czego się spodziewałeś? – zaśmiał się Izaya. Heiwajima wzruszył ramionami.
- Narzędzi tortur. Tajnego laboratorium. Nielegalnego burdelu. Tarczy do gry w darta z moim zdjęciem…
  Izaya wybuchnął tak histerycznym śmiechem, że chwilę zajęło mu dojście do siebie. W tym czasie Shizuo zdążył rozejrzeć się po salonie, w którym ogromne okna wychodziły na centrum Ikebukuro.
- Widok robi wrażenie, nie? – uśmiechnął się Izaya, jeszcze trochę chichocząc – A w darta gram w piwnicy. Zawsze celuję w czółko – Złożył z dłoni pistolecik i pyknął nim w stronę blondyna. Ten tylko parsknął śmiechem i podszedł do szyb.
- O… - mruknął, wytężając wzrok.
- Co, kogo zauważyłeś? – zainteresował się Izaya.
- Nie, nikogo – Shizuo szybko odszedł od szyby, ale Orihara widocznie mu nie uwierzył. Heiwajima, zdesperowany, żeby odwrócić jego uwagę, powiedział pierwsze, co przyszło mu na myśl – Pokażesz mi tego wielkiego pytona? – i ugryzł się w język.
- Sprytne, Shizu-chan i choć kuszące, to chcę zobaczyć kogo wypatrzyłeś – Przykleił się do szyby twarzą i w końcu krzyknął triumfalnie. – To ta cała Yuu! Ciekawe dlaczego patrzy w moje okna, co?
- Yuu jest w porządku, to pewnie jej siostra…
- Od kiedy tak łatwo cię omotać, Shizu-chan? – Izaya wyglądał na niezadowolonego. – Myślałem, że jesteś trochę bardziej rozsądny i czujny.
- Jutro się z nią spotkam i porozmawiam – warknął Shizuo, odwracając wzrok od przeszywającego spojrzenia bruneta.
- Nie radziłbym spotykać się z nią sam na sam – powiedział Izaya niedbale.
- Chyba dam sobie radę z drobną kobietką – westchnął Shizuo – Jeśli w ogóle zajdzie taka potrzeba, w co wątpię.
- No, nie wiem – Izaya wzruszył ramionami od niechcenia. – Właśnie, wspólniku, chciałeś zobaczyć mojego wielkiego pytona.
  Shizuo poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy, gdy Izaya zniknął w drugim pokoju. Po chwili jednak wrócił. Shizuo zaniemówił.
- O rany – wydusił – Jest… jest naprawdę wielki…
- Każdy mi to mówi – zaśmiał się Izaya nonszalancko – Chcesz dotknąć?
- To bezpieczne?
- No spokojnie, nie ugryzie cię…
  Shizuo podszedł kilka kroków i wyciągnął rękę. Dotknął. Było twarde i drgnęło pod jego dotykiem, po czym uniosło się.
- Obudziłem go – mruknął, przesuwając ręką. Izaya uśmiechnął się zadowolony.
- Jak widać. Twój dotyk na niego podziałał.
- Skąd ty go do cholery wytrzasnąłeś?! – Shizuo przyglądał się kilkumetrowemu, chyba nieco naćpanemu wężowi, którego Izaya trzymał w objęciach. – To legalne?
- Im mniej wiesz tym lepiej śpisz – pouczył go Izaya – Lepiej nikomu o tym nie mów. Zaniosę go już.
- Co, boisz się, że go skonfiskują? – Shizuo wciąż był pod wrażeniem.
- Nie. Gdy ludzie usłyszą, że dotykałeś mojego węża, mogą sobie pomyśleć różne rzeczy – Izaya, wróciwszy już bez węża w objęciach, stanął naprzeciwko niego, uśmiechnął się lekko i włożył ręce do kieszeni spodni. Shizuo chwilę stał jak słup soli, po czym zamrugał oczami kilkakrotnie.
- Pójdę już – mruknął.
- Za kilka dni będzie transakcja. Nic sobie nie planuj.
- Jasne. Na razie.
- Shizuo? – po raz pierwszy odkąd go słyszał, Izaya zabrzmiał tak… ludzko.
- Hm?
- Naprawdę uważaj jutro – powiedział po dłuższej chwili bezbarwnym tonem. Shizuo skinął głową i wyszedł.
***
Miał ją przez cały czas?
Shinra wzruszył ramionami. Celty, gdyby miała twarz, pewnie byłaby zszokowana.
- Nie mam pojęcia. Powiedział mi to, gdy wyszliśmy z rosyjskiego sushi i Shizuo poszedł do domu. Pokazał zdjęcia.
Ma zamiar ją oddać? Jeśli nie, mogę zaraz tam pojechać.
- Spokojnie, obiecał mi to – Shinra położył dłoń na ramieniu Celty. – Ale najpierw musi coś załatwić.
Co takiego?
- Ch-chodzi o Shizuo – Shinra z zakłopotaniem podrapał się po karku. – To skomplikowane…
Po prostu powiedz, jak bardzo dziwnie to nie brzmi.
- Zależało mu na tym, żeby z nim współpracować. Myślałem, że robi do dla radochy. Wiesz, jaki on jest… Z resztą nie obchodziło mnie to – Shinra westchnął. – Shizuo jest silny i zaczął panować nad swoją siłą. Zależało mi tylko na tym, żeby odzyskali twoją głowę. Nie zastanawiałem się nad jego motywami, gdy postawił mi te warunki.
Szczerze, ja też nie. Izaya zawsze robił dziwne rzeczy i dopiero potem ich sens wychodził na jaw. Chyba myślałam, że tym razem też tak będzie.
- I owszem, jest – zaśmiał się Shinra – Ale ten sens jest trochę… bez sensu.
To znaczy?
- Wiesz, zawsze nasyłał na niego różnych ludzi, stawiał mu kłody pod nogi, a potem stał z boku i patrzył – Shinra milczał przez chwilę. – Myślałem, że go po prostu nienawidzi. Zawsze z resztą to mówił. Kocha wszystkich ludzi, nienawidzi tego jednego.
  Palce Celty zamarły nad klawiszami telefonu.
- Kiedyś zastanawiałem się nad tym, dlaczego aż tak bardzo znęca się nad tym biedakiem. A potem doszedłem do wniosku, że gdyby naprawdę chciał go zabić, to…
Na pewno nie wykorzystał kilku dobrych okazji.
- Właśnie. Kiedyś nawet powiedział mi, że lubi patrzeć na to, jak Shizuo traci nad sobą panowanie. Odebrałem to tak, jakby po prostu cieszył się z jego złości – Shinra poczuł, jak dłoń Celty drży na jego ramieniu. – Izaya potrafi manipulować ludźmi. Od samego początku upatrzył sobie Shizuo. To ja mu go przedstawiłem. Nalegał na to. Do dzisiaj pamiętam te… te iskry w jego oczach, gdy Shizuo robił masakrę na boisku do piłki nożnej. A potem już wiecznie go prowokował. Uwielbiał przed nim uciekać. Chciał mieć kontrolę nad jego życiem tak, jak nad życiem innych ludzi.
W pewnym sensie miał. Wywoływał wiele wydarzeń.
- Izaya potrafi kontrolować i wpływać na uczucia innych. Lubi oglądać emocje na ich twarzach. Wywoływać takie uczucia, które są dla nich nowe i przerażające. W Shizuo wywoływał tylko wściekłość. Nie miał wpływu na inne jego uczucia, a gdy zauważył, że złość to u niego codzienność, doszedł do wniosku, że Shizuo, jako jedyny, jakoś opiera się jego wpływom. Nie pozwolił mu sterować sobą aż tak znacznie.
Czy wtedy Izaya zaczął się nim interesować?
- On interesował się nim od zawsze. Bardziej niż innymi. Mógł robić swoje ciemne interesy gdziekolwiek, ale wrócił tutaj. Osiedlił się tutaj i zaczął bawić się miastem, w którym mieszka ktoś, kogo chciał posiąść.
Posiąść?
- Izaya chce wywołać w nim uczucia inne niż wściekłość. Wściekłość, której nawet teraz już nie udaje mu się wywołać, bo Shizuo nauczył się  kontrolować. Izaya chce mieć wpływ na jego emocje.
To chore. Aż tak go nienawidzi?
  Shinra milczał. Po chwili odchrząknął, uniósł wzrok i odetchnął głęboko.
- Gorzej. On go…

5 komentarzy:

  1. ... On go kocha! Mriał! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, jeju, ta scenka z pytonem... troche miałam skojarzenia xD
    Co do końcówki to zgadzam się z Naomi :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie z przedmowcami xD kocha, pożąda i tak dalej <3 awawaw słodko. Kurde dobrze to wyjasniłas. Tez zawsze uważałam ze Izaya nie bez powodu tak sie Shizusiem interesuje :D. Aty ubralas moje myśli w słowa :D good job bejbe

    OdpowiedzUsuń
  4. "- O rany – wydusił – Jest… jest naprawdę wielki…
    - Każdy mi to mówi – zaśmiał się Izaya nonszalancko – Chcesz dotknąć?
    - To bezpieczne?
    - No spokojnie, nie ugryzie cię…
    Shizuo podszedł kilka kroków i wyciągnął rękę. Dotknął. Było twarde i drgnęło pod jego dotykiem, po czym uniosło się."

    HAHHAHAAHAHAH MIAŁAM SKOJARZENIA DO KAŻDEGO ZDANIA Z TEGO CYTATU XD .

    Notka fajna jak każda zresztą Idę czytać dalej .

    OdpowiedzUsuń