we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo6. Niezobowiązujący numerek.


- Nie wiem, dlaczego znowu jesteś u mnie w domu – jęknął Shizuo, opatrując sobie ramię nieudolnie – Ale nie podoba mi się to.
- Podejrzana ta cała Yuu – mruknął Izaya, siedząc po turecku na ulubionym fotelu Heiwajimy. Ten rozłożył się na kanapie.
- Normalna – warknął, a bandaż po raz kolejny obluzował się na jego ramieniu.
- Pomóc ci, Shizu-chan? – Izaya spoglądał na niego z lekkim pobłażaniem, widząc jego walkę z bandażem.
- Odwal się – westchnął ten w odpowiedzi, a bandaż znów zsunął mu się z ramienia. Zacisnął zęby, czując, że traci cierpliwość. – Dobra, możesz tu przytrzymać – wymamrotał, nie patrząc na satysfakcję w oczach Orihary. Ten jednym susem przeskoczył stół, po czym usadowił się wygodnie obok niego i przyłożył dłoń do jego rozpalonego ramienia. Jego palce były lodowate, jak zwykle z resztą. Shizuo mimowolnie wzdrygnął się, czując na sobie ich zimny dotyk.
- Masz dreszcze? – zaśmiał się Izaya, drugą dłonią sięgając po bandaż, niby przypadkiem zahaczając o podwinięty rękaw koszulki blondyna tak, że opadł on zakrywając prawie całą ranę – Zdejmij to. Przeszkadza.
Shizuo zmierzył go ciężkim spojrzeniem, po czym ściągnął koszulkę. Izaya uśmiechnął się pod nosem.
- Co właściwie masz do Yuu? – powiedział ranny, żeby powiedzieć cokolwiek. Orihara bardzo powoli owijał bandażem ramię blondyna, złośliwie i jak najczęściej dotykając go lodowatymi dłońmi.
- Tom nie przypomina sobie nikogo takiego – powiedział spokojnie, nie odrywając wzroku od torsu Shizuo – Pewnie to jakaś agentka albo nawet zabójca, którego ktoś wynajął…
- Pewnie jej siostra ma inne nazwisko niż ona, może jest już zamężna – westchnął Shizuo, nieco zniecierpliwiony powolnością Orihary – Długo jeszcze?
- Na twoim miejscu byłbym czujny – Izaya w końcu związał bandaż ściśle i dla pewności jeszcze trochę go popoprawiał. – Shizuo-kun.
Wypowiadając jego imię, oparł rękę o oparcie kanapy tak, że wisząca luźno dłoń znalazła się blisko karku Shizuo, a opuszki palców dotknęły jego ramienia tuż przy szyi.
- Na twoim miejscu zająłbym się sobą – odparł tamten, w końcu dopuszczając do siebie delikatne przypuszczenie, że Izaya zachowuje się osobliwie. To, że drugą rękę wyciągnął przed siebie i lodowatym palcem dotknął blizny na jego klatce piersiowej tylko zwiększyło to delikatne przypuszczenie.
- Będzie dzwoniła – powiedział Izaya cicho, z zainteresowaniem patrząc na swój palec dotykający blizny – Męczyła… Pewnie wpadnie, żeby coś tam ustalić…
- Nie dotykaj mnie – warknął Shizuo, napinając się momentalnie, gdy Izaya przesunął palec o zaledwie centymetr.
- Spoufalałeś się z jakimkolwiek z dłużników, Shizu-chan? – Brunet uniósł wzrok. Shizuo niewzruszenie patrzył na niego z bardzo bliska.
- Jeszcze nie – patrzył na niego groźnie – Jak załatwię sprawę z Yuu to nie twój pieprzony interes. I przestań mnie dotykać.
Izaya uśmiechnął się pod nosem, po czym odsunął swoje dłonie od Shizuo, jakby w obronnym geście, nie spuszczając z niego wzroku.
- Wedle życzenia, wspólniku – wstał niespiesznie z kanapy i rozejrzał się po pokoju niedbale – Zbieram się, nadużyłem wczoraj twojej gościnności. Wpadnę jutro, oczywiście jeśli nie będziesz zajęty Yuu.
Shizuo otworzył usta, ale zorientował się, że tak naprawdę nie wie co powiedzieć.
- Narka! – Izaya już na niego nie spojrzał, odwrócił się i uniósł dłoń w pożegnalnym geście, po czym zgarnął swój płaszcz i wyszedł.
Shizuo odchrząknął, czując ulgę. Po chwili oparł się o kanapę i poprawił kilkakrotnie. Coś mu nie pasowało. Zerknął na swoją klatkę piersiową i uświadomił sobie, że blizna pulsuje mu jakimś dziwnym zimnem, tak samo jak ramię. Wzdrygnął się, po czym ubrał koszulkę.
Po kilkunastu minutach bezczynnego siedzenia poszedł do sypialni i położył się spać. Był na siebie zły, ale nie cieszyła go cisza. Leżał w pościeli przez minutę czy dwie, z nosem ukrytym w poduszkach, które pachniały wyjątkowo ładnie i pociągająco.
Chwilę wdychał ten zapach, po czym wybałuszył oczy i szybko odwrócił się na wznak, starając nie myśleć o tym, kto tę woń po sobie pozostawił.
***
Telefon zadzwonił o jedenastej, budząc go. Wyspał się do późna po raz pierwszy, odkąd zaczął współpracę z Izayą.
- Taa? – spytał, tłumiąc ziewnięcie.
- Przepraszam, obudziłam pana…? – Poznał po głosie, że to była Yuu. Parsknął śmiechem.
- Tak jakby. Ale to dobrze, zapomniałem nastawić budzika – mruknął – Dzwoniłem wczoraj do Toma, powiedział, że nic sobie nie przypomina i że sprawdzi…
- Chyba już sprawdził – wtrąciła Yuu nieśmiało. Shizuo mógł przysiąc, że bawiła się niezdarnie włosami po drugiej stronie słuchawki – Zadzwonił do niej dzisiaj rano i poprosił, żeby przekazać panu pieniądze.
- Hm, serio? – zdziwił się Shizuo, ale wzruszył ramionami i opadł na poduszki, nie odrywając telefonu od ucha – No, dobra, niech będzie.
- Siostra jest strasznie zajęta. Niedawno wzięła ślub i teraz się budują, ciągle siedzi w nowym mieszkaniu… Czy… byłoby coś nie tak, gdybym to ja przyszła i…? – Yuu nie jąkała się, ale jej głos był niepewny. Mimo tego brzmiał całkiem donośnie, jakby właścicielka wiedziała, czego chce.
- Pasuje mi to – powiedział Shizuo i podał jej adres. Umówili się, że wpadnie za godzinę.
- Do zobaczenia, Heiwajima Shizuo-san – powiedziała i rozłączyła się. Shizuo przeciągnął się, wstał niedbale i powolnie, powlókł się do kuchni… Ma całą godzinę, spokojnie zdąży…
Ogarnął wzrokiem pokój. Potem kuchnię. Zerknął do sypialni i łazienki.
- Ja pierdole…
Jeszcze nigdy nie ubierał się tak szybko. Gdy Tom siedział u niego w domu albo odwiedzał go Kasuka, czy… teraz Izaya, jakoś nie bardzo przejmował się bałaganem. W końcu to byli faceci. Teraz natomiast, gdy miała odwiedzić go kobieta…
Shizuo, wkładając skarpetkę, stracił równowagę i runął jak długi na podłogę. Pozbierał się szybko i pościelił łóżko, po czym pognał do salonu i zaczął zbierać brudne naczynia ze stołu.
Minęło pół godziny, a on wciąż męczył się z kuchnią i umywalką, która chyba się zapchała. Klnąc siarczyście, powstrzymywał się całymi siłami, aby nie wyrwać jej i nie wyrzucić za okno.
Punktualnie o dwunastej zadzwonił dzwonek. Shizuo był w trakcie zmywania z podłogi jakiejś dziwnej, nie chcącej się zmyć plamy. Rzucił ścierkę, poderwał się na równe nogi i zawołał.
- Wejdź!
Po czym przygładził kamizelkę, poprawił włosy, postąpił krok i… ponownie runął jak długi, stając na ścierce.
- Shizuo-san? – Yuu zatrzymała się w progu, przyglądając mu się przerażona – Coś się panu stało?
- Nie, cholera… - Shizuo pozbierał się, nie czując wielkiego zażenowania. To nie było w jego stylu. – Sprzątanie jest bardziej niebezpieczne, niż myślałem…
Yuu zachichotała. Spojrzał na nią; wyglądała bardzo ładnie. Czerwone włosy związała w wysoki koński ogon, tak że pojedyncze kosmyki opadały na jej twarz, ubrała zielony sweterek, ładnie przylegający do jej kształtów i jeansowe szorty. Miała bardzo zgrabne, długie nogi.
- Też nie lubię sprzątać – uśmiechnęła się – Zawsze robiła to za mnie siostra, no ale teraz wyprowadziła się i… - Yuu wzruszyła ramionami, jakby mówiąc „no, teraz to nie mam wyjścia”. Shizuo parsknął śmiechem.
- Wchodź, siadaj – Skinął głową w kierunku kanapy. – Napijesz się czegoś? Kawy, czy coś?
- Nie, dziękuję – Yuu ostrożnie przysiadła na kanapie. – Ale jeśli pan chce się napić, to niech się pan nie krępuje.
- Dzięki – Shizuo pstryknął czajnikiem. – Hm i nie mów do mnie „pan”. Czuję się staro.
- Przepraszam – Yuu zaczerwieniła się. – Na pewno nie ma pan… Nie masz więcej niż dwadzieścia pięć lat, ale jakoś tak…
- Racja, nie mam – Heiwajima usiadł naprzeciwko niej. – To, przyniosłaś …?
- Ach, no tak – Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i wyciągnęła z torebki zaklejoną kopertę. – Może lepiej tego nie otwierać…
- Jasne – Shizuo wziął grubą kopertę do ręki i położył ją na stole.
- Ten mężczyzna, który był wtedy z tobą w rosyjskim sushi, czy to… - zaczęła, ale przerwało jej donośne pukanie i odgłos otwieranych drzwi. Shizuo automatycznie zacisnął pięści.
- Jestem, Shizu-chan! – Izaya w podskokach wszedł do pokoju, po czym zatrzymał się raptownie. Wyglądał na niemile zaskoczonego. – O… To co, nasze plany na obiad nieaktualne?
- C-co ty… - zaczął Shizuo, ale Yuu spłonęła rumieńcem i zerwała się na równe nogi.
- Jejku, przepraszam Shizuo-kun – powiedziała – Nie chciałam przeszkadzać. To ja już pójdę.
- Nie… - Shizuo chciał wstać, ale pokręciła głową i uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
- Umówiłeś się z przyjacielem, to jasne, nie chciałeś być nieuprzejmy – Posłała mu rozczulony uśmiech, a on poruszał ustami jak złota rybka, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. – W każdym razie… Masz już mój numer, zadzwoń, jeśli… No… Nie wiem, znajdziesz czas.
Odwróciła się na pięcie, skinęła Izayi głową, po czym pospiesznie wyszła.
Shizuo opadł na kanapę, czując, jak cały dygoce.
- Jesteście na ty? – zainteresował się Izaya – Mówiłem, podejrzana. O czym rozmawialiście? Powiedz wszystko…
Coś huknęło. To Shizuo rąbnął pięścią w stół.
- Nie umawialiśmy się na żaden pieprzony obiad! – ryknął – W co ty pogrywasz?!
- Dbam o to, żeby żaden szpieg, tajny agent albo seryjny morderca nie zrobił ci krzywdy, Shizu-chan – powiedział Izaya spokojnie, bawiąc się frędzelkami leżącej na kanapie poduszki. Shizuo ukrył twarz w dłoniach, opanowując wściekłość.
„Myśl o czymś spokojnym, myśl o czymś powolnym, myśl o grze… o grze w golfa…” - ale w jego wyobraźni piłeczka golfowa zamieniła się w czyjąś głowę, zanim uderzył o nią kij.
- Po co przyniosła ci tę kopertę? – usłyszał to zadane niewinnym tonem pytanie.
- Zostaw to! – warknął, momentalnie unosząc wzrok, ale koperta w dłoniach Izayi była już otwarta – Ty skur…
- Spokojnie, tygrysie, zdaje się, że zostałeś wykiwany – Izaya wysypał zawartość koperty na stół. Shizuo zaniemówił. Było tam kilkadziesiąt zwykłych karteczek wyciętych w wielkości banknotów.
- Szlag – wyrwało mu się. Spojrzał na Izayę z nienawiścią, ale ten uśmiechał się po swojemu.
- O co cię pytała? Co mówiła? – zaczął tasować kawałki papieru jak karty.
- Zaproponowała mi niezobowiązujący numerek, myślisz, że chciała mnie czymś zarazić? – warknął Shizuo, wytrącony z równowagi, układając sobie to wszystko w głowie. Kartki wysypały się z rąk Orihary.
- Co? – spojrzał na niego, przestając się uśmiechać.
- Nie zachowuj się jak pedał, żartowałem – Shizuo rozmasowywał sobie skronie brutalnie. – Kiepski żart, wiem, czekaj… Zaczęła się pytać o ciebie, kiedy wparowałeś. Nie wydaje mi się, że ma coś z tym wspólnego.
Wskazał na stos kartek leżący u stóp Izayi. Ten nie spuszczał z niego wzroku.
- Będę musiał się z nią spotkać jeszcze raz i spytam o to – westchnął – Wezmę też nazwisko jej siostry.
- Umów się z nią na jutro wieczór, dzisiaj musimy coś załatwić – powiedział Izaya, wciąż na niego patrząc. Shizuo jednak nie widział tego, nieprzytomny wzrok wciąż miał zawieszony gdzieś w okolicach stołu.
- Mhm – mruknął tylko.
- Zrobisz kawki?
- Wierzysz w cuda?

3 komentarze:

  1. Robi się coraz ciekawiej :D I wiem, że sie powtarzam,a le na serio...nie lubie tej całej Yuu, ona cos wywinie, nie wiem co, ale na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahha już na wstępie napisze ze tytuł jest bardziej niz podejrzany xD
    HA młoda coś kombinuje huhuhu
    Izaya, czyżbyś był zazdrosny hymmmm
    Czytałam to koleżance na głos koleżance xD ale był ubaw
    Dzięki :*

    OdpowiedzUsuń