we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo5. Teraz ja dorwałem ciebie.

-   Ale pachnie! – Izaya przeciągnął się zadowolony. – Dzię…
Słowa zamarły mu w ustach, gdy Shizuo przysiadł na brzegu łóżka i wypił niewielki łyk aromatycznej kawy.
- Chyba śnisz – warknął. – Też chcesz? To rusz dupę i zrób sobie sam.
Orihara westchnął boleśnie.
- Kawa do łóżka to chyba jednak nieosiągalne marzenie – powiedział strapionym tonem. – Daj chociaż łyka…
- Wypchaj się – zaproponował blondyn uprzejmie. – Mówiłeś coś o pewnym miejscu, zanim zasnąłem.
- Nie było to dla ciebie zbyt interesujące, skoro zasnąłeś.
- Byłem… Nie muszę ci się tłumaczyć. – Shizuo złośliwie delektował się kawą.
- Racja. – Brunet uśmiechnął się, jeżdżąc palcami po kołnierzu koszulki, którą miał na sobie. – W każdym razie, gdy zrobi się ciemno, pójdziemy tam i coś ci pokażę.
- Mhm. – Heiwajima czujnie obserwował dłonie bruneta. Ten, widząc to, wyciągnął je niewinnie do przodu pokazując, że są puste.
- Mój nożyk leży na stole obok twojego widelca. Razem tworzą ładną parę sztućców.
- Wiem, widziałem – odparł blondyn, sącząc kawę, wciąż przyglądając się bladym palcom Izayi bawiącym się kołnierzykiem jego koszuli.
- Więc, gdy spałem, mogłeś mnie zabić. – Izaya powiedział to takim tonem, jakby mówił o pogodzie. Shizuo milczał, zakrywszy usta kubkiem.
- Odechciało mi się – mruknął niedbale i wetknął naczynie w ręce wspólnika. Ten zerknął do środka, zauważając, że do połowy jest ono wypełnione cudnie pachnącą kawą. Uśmiechnął się szeroko.

***

- Mikado! – Kida rozpromienił się, widząc przyjaciela stojącego w drzwiach. – Jak miło cię widzieć! Co sprowadza cię w me skromne progi?
- Przyszedłem oddać ci twoje ciuchy, Kida-kun. – Ryugamine uśmiechnął się niepewnie i przekroczył „skromne progi” domu przyjaciela.
- Roztrzepany Mikado. – Masaomi chichotał jak opętany, prowadząc bruneta do swojego pokoju. – Twoje są już całkiem suche. Ale, powiedz mi, nie wygodniej byłoby, gdybyś przyniósł moje w osobnej reklamówce, czy coś w tym stylu?
- C-co…? – Mikado spojrzał po sobie i poczuł, że się czerwieni. – Jejku! Przepraszam, K-kida, nie wiem, co miałem w głowie…
- Wiem, Ryugamine, moje ciuchy są tak wspaniałe, że chciałeś poczuć je na sobie ten ostatni raz – wyszczerzył się blondyn. – Dobrze, że twoje są u mnie, bo inaczej wracałbyś do domu w samych bokserkach!
- Masaomi! – Mikado znów poczuł uderzenie gorąca. Żarty Kidy czasem naprawdę go zawstydzały.
- Nie martw się, mój drogi przyjacielu, żeby jeszcze bardziej cię nie zaczerwienić, pójdę zrobić coś do picia, a ty się przebierz. – Poruszył brwiami, uśmiechnął się szeroko i już go nie było. Ryugamine westchnął i ściągnął z siebie kamizelkę, koszulkę oraz spodnie. Szybko zlokalizował swoje ciuchy, czyste i suche, złożone w kostkę, leżące na łóżku Masaomiego.
Ociągając się nieco, założył spodnie, po czym stwierdził, że odwdzięczy się Kidzie za takie ładne potraktowanie jego ubrań i zabrał się za składanie jego ciuchów, które leżały niedbale na podłodze, gdzie je zostawił.
W momencie, w którym kończył, blondyn wszedł do pokoju, niosąc w dłoniach dwie szklanki soku.
- Wwwróciłem! – otworzył oczy i zamarł. Ryugamine odwrócił się, speszony, ale wybuchł śmiechem, widząc minę przyjaciela.
- Sok… Kida, sok ci ścieka po ręce! – podszedł i szybko wyjął szklanki z dłoni przyjaciela i odłożył je na biurko. – Ale zaniemówiłeś, aż tak ze mną źle?
Masaomi zaśmiał się krótko, próbując nieudolnie wytrzeć rękę dłonią, która była jeszcze bardziej mokra od soku. Mikado upił duży łyk soku ze szklanki, która była wypełniona po brzegi, a pojedyncza kropelka spłynęła po jego brodzie, skapując na klatkę piersiową. Kida wbił w to miejsce spojrzenie, którego brunet nie mógł zauważyć.
Otarł usta i ubrał koszulkę. Wtedy Masaomi powrócił do normalności.
- No nie, cały jestem obklejony! A to tylko dlatego, że chciałem przynieść swojemu przyjacielowi jak najwięcej soku. – Zrobił smutną minę, trąc o siebie palcami mokrej dłoni.
- Szklanka jest cała mokra, też się pokleiłem – powiedział Mikado. – Umyjemy ręce?
- Sobie nawzajem? – blondyn uśmiechnął się promiennie. Ryugamine spiorunował go spojrzeniem i poszli do łazienki.
- Zrób mi trochę miejsca, samolubie – gderał Mikado, próbując umyć sobie ręce. – Jestem twoim gościem…
- To ja jestem właścicielem tej umywalki. – Kida co chwilę pryskał go zimną wodą i chichotał, widząc jego nieudolne próby rewanżu. – Au! – zawołał, gdy zimna kropla wody wpadła mu prosto do oka. – Ty brutalu, to piecze! – udał zbolałego. Ryugamine jednak przejął się naprawdę.
- Ojej, przepraszam! – zawołał zaniepokojony i chwycił go za nadgarstek, aby jakoś go unieruchomić. – Pokaż to oko…
Skrzyżowali spojrzenia. Masaomi przełknął ślinę, widząc przejęty wzrok Mikado utkwiony w jego prawym oku. Jego dłoń wciąż zaciskała się na nadgarstku blondyna.
- Wszystko gra, to tylko woda – odetchnął Ryugamine i spojrzał mu w oczy. Kida zamrugał kilkakrotnie i pochylił się odrobinę w jego kierunku, ale nic więcej. Mikado w końcu przypomniał sobie, że musi oddychać i puszczając jego rękę, odsunął się gwałtownie. – Eee, trochę soku… Wy-wylało się na biurko, pójdę to pościerać…
I wyszedł z łazienki. Kida zakręcił wodę, spojrzał w lustro i puścił oczko do swojego odbicia. Uśmiechnął się lekko.

***

- Mam nadzieję, że tym razem zjem w spokoju – westchnął Shizuo, kartkując menu w Rosyjskim Sushi. Izaya parsknął śmiechem.
- Karisawa-san jest urocza – powiedział, uważnie przyglądając się twarzy Heiwajimy. Ten jednak zdawał się go nie słuchać.
Po chwili podszedł do nich Simon. Złożyli zamówienie i zapanowała długa cisza.
- Nie gap się – warknął Shizuo, przenosząc wzrok z okna na Oriharę, który bezczelnie się w niego wpatrywał.
- Może zamówisz melisę? – Izaya puścił mu oczko i zaśmiał się. Blondyn mruknął coś pod nosem i zignorował go całkowicie.
- Dlaczego zawsze spotykamy się u mnie? – spytał niespodziewanie i zdjął okulary, aby bardziej przeszyć bruneta groźnym spojrzeniem.
- Nie pasuje ci to? – Izaya wyglądał na odprężonego. – Mój dom kryje zbyt wiele sekretów. Ale na pewno kiedyś się tam spotkamy, Shizu-chan. Cierpliwości.
- Jasne, jasne – Heiwajima machnął ręką, znów wkładając okulary. – Jakie sekrety?
- Nie słyszałeś plotek o moim wielkim pytonie…? – Izaya przymrużył powieki i oparł brodę na rękach - …którego trzymam pod łóżkiem?
Shizuo, któremu na początku odebrało mowę, sarknął i uznawszy, że komentowanie tak dziecinnego dowcipu uwłacza jego godności, znów zapatrzył się w okno.
W końcu przyszedł Simon z ich zamówieniem i kilkanaście razy życzył im smacznego. Udało im się go jakoś pozbyć, zjedli niespiesznie i gdy już mieli zapłacić i zbierać się do wyjścia, do stolika nieśmiało podeszła jakaś młoda kobieta ze wzrokiem utkwionym w Shizuo.
- Przepraszam, Heiwajima Shizuo-san? – spytała nieśmiało. Blondyn odwrócił się i przyjrzał dziewczynie z zainteresowaniem. Była dosyć wysoka, miała ufarbowane na czerwono, długie włosy, opadające falami na ramiona; duże, błękitne oczy i wydatne, brzoskwiniowe usta. Była bardzo ładna i wyglądała na sympatyczną.
- Shizu-chan, chyba chodzi o ciebie – powiedział Izaya uroczym tonem, mierząc dziewczynę i nieznacznie przysunął się krzesłem bliżej stołu. Shizuo jednak całkowicie go zignorował, tylko skinął głową w kierunku kobiety.
- Moja siostra w tym tygodniu miała zwrócić Tomowi resztę długu, ale nie ma go w domu, ani nie można się z nim skontaktować. – Mówiła nieco zawstydzonym tonem, ale odważnie patrzyła Heiwajimie w oczy. – Wiem, że jest pan jego… jakby to nazwać…
- Ochroniarzem, bardzo gwałtownym i niezbyt sympatycznym dla dłużników. – Izaya chwycił zapatrzonego w dziewczynę blondyna za rękaw i szarpnął delikatnie. Ten, nie zauważywszy tego, drugą ręką poprawił okulary i odwrócił się w krześle tak, żeby mieć lepszy widok na dziewczynę.
- Ochroniarzem – potwierdził. – Coś w tym stylu.
Uśmiechnęła się lekko, spoglądając na Izayę niepewnie, po czym znów przeniosła wzrok na Heiwajimę.
- Nie wie pan… To znaczy, nie chcemy żadnych problemów, więc…
- Tom niespodziewanie musiał wyjechać z miasta na jakiś czas – poinformował ją Shizuo, patrząc na nią spod okularów. – Pani jest…?
- Yuu Shinbo – powiedziała szybko, zakładając kosmyk włosów za ucho i uśmiechając się nieśmiało. – Nie chciałabym sprawiać kłopotu…
- Nie, skądże – mruknął blondyn i odwrócił się, w końcu zaszczycając Oriharę spojrzeniem. – Masz długopis?
Izaya już otwierał usta, ale w tym momencie Yuu niepewnie wyciągnęła dłoń, w której trzymała ołówek.
- Może być?
- Tak, dziękuję – Shizuo bezceremonialnie odwrócił się od bruneta i na kawałku kartki, którą wyciągnął z kieszeni, zapisał kilka cyfr. – Tu masz mój numer. Skontaktuj się ze mną jutro około południa. Do tego czasu dowiem się kiedy ma zamiar wrócić Tanaka-san i co z pieniędzmi.
- Dziękuję, Heiwajima Shizuo-san – dziewczyna zarumieniła się lekko, gdy przekazując jej kartkę zetknęli się dłońmi, po czym skłoniła się i szybkim krokiem odeszła do stolika, przy którym siedzieli jej znajomi. Heiwajima odprowadził ją wzrokiem i odwrócił się przodem do Izayi.
- Zwykle jesteś dla klientów nieco ostrzejszy – powiedział, wyglądając prawie na obrażonego. – A może wystarczy, że trochę potrzepoczą rzęsami i mięknie ci serce? Może wewnątrz jesteś wrażliwym romantykiem, co, Shizu-chan?
- A ty co, zazdrosny? – blondyn gmerał w kieszeni kamizelki w poszukiwaniu portfela, nawet nie patrząc na bruneta. – Moja praca to nie twój biznes.
Izaya zmrużył oczy, ale nie odpowiedział.

***

W końcu zapadł zmrok i wspólnicy udali się do miejsca, o którym mówił Izaya. Był to zapomniany, nieużywany parking na obrzeżach miasta, otoczony kilkoma starymi budynkami. Stali na betonowym balkonie jednej z kamienic i obserwowali pustą przestrzeń wielkości sali gimnastycznej.
- W tym miejscu dokonywane są wszystkie nielegalne transakcje – powiedział Izaya spokojnie, oparłszy się o barierkę.
- Nawet nie spytam, skąd o tym wiesz – westchnął Shizuo.
- Prawidłowo – wyszczerzył się Orihara, spoglądając w bezchmurne, gwieździste niebo – Musimy mieć oko na to miejsce. Informacje docierają do mnie szybciej, niż sobie wyobrażasz, więc gdy będzie jakieś podejrzenie, że… No wiesz, mam na myśli głowę.
- To przyjdziemy tu i będziemy obserwować – mruknął Heiwajima, skinąwszy. – Załapałem. Możemy wracać? Chciałbym zadzwonić do Toma, zanim będzie zbyt późno.
- Zadzwonisz rano, jest już dziesiąta. – Izaya powiedział to jakby totalnie od niechcenia, ale wyprostował się i spojrzał na telefon, który blondyn właśnie wyciągnął z kieszeni.
- To zadzwonię teraz. – Heiwajima wzruszył ramionami. – Tanaka-san kładzie się późno i śpi też do późna. Obudziłbym go.
- Jak uważasz – brunet postąpił kilka kroków w jego kierunku. Shizuo wybrał numer swojego pracodawcy i odczekał kilka sygnałów.
- Co jest, Shizuo? – Tom brzmiał, jakby właśnie ktoś wyrwał go z relaksu. – Tylko nie mów, że kogoś przypadkiem zabiłeś…
- Nie, spokojnie – warknął blondyn, bo Izaya bezczelnie przykładał ucho do telefonu, stając na palcach. – Chociaż zaraz chyba… - odsunął się i zgromił go spojrzeniem, na co ten uśmiechnął się nikczemnie. – Tylko zgłosiła się do mnie jakaś dziewczyna… Niezła, nawiasem mówiąc – dodał, jakoś dziwnie przekonany, że zirytuje tym Oriharę. – I powiedziała, że jej siostra miała oddać ci kasę do końca tygodnia i nie może się do ciebie dodzwonić.
- O matko… No tak, mam wyłączony telefon, dobrze trafiłeś, akurat miałem ochotę zagrać w Tetris… Ale nie przypominam sobie… Czekaj, a jak się nazywa?
- Yuu Shinbo – mruknął Shizuo, już nawet nie próbując odpędzić Izayi, który wsparł się dłońmi o jego ramię i prawie przytknął swój policzek do jego, nasłuchując uważnie.
- Nie przypominam sobie… - mruknął Tom, a potem ziewnął. – Ale dobra… Sprawdzę to, jutro… Jakby się pytała, powiedz, że na razie ma spokój, dopóki tego nie ustalę… A co u ciebie słychać?
- W porządku, jakoś leci – powiedział, próbując podświadomie skłonić Oriharę, żeby odsunął swój zimny policzek od jego twarzy.
- Dorwałeś już tego małego śmiecia, Izayę? – zachichotał Tom, nieświadomy, że śmieć właśnie odsuwa się od telefonu z miną pełną oburzenia. Heiwajima zaśmiał się donośnie, po czym zarzucił na aktualnego „wspólnika” ramię i przyciągnął go do siebie brutalnie.
- Taa, można tak powiedzieć, że to zrobiłem – powiedział wesoło, bo rozmowa z Tanaką wyraźnie poprawiła mu humor. Zanim Izaya zdołał cokolwiek zrobić, będąc przyciśniętym do klatki piersiowej blondyna, ten puścił go i odszedł kilka kroków, zagadany.
- To teraz dorwij tę całą Yuu, będę trzymał kciuki – powiedział na tyle donośnie, że stojący za brunetem Orihara doskonale to usłyszał.
- Dzięki – parsknął śmiechem Shizuo i rozłączył się, po czym schował telefon do kieszeni.
- Dorwałeś śmiecia, hm? – spytał Izaya przeciągając sylaby i jednym susem znalazł się na plecach wspólnika, oplatając go w pasie nogami.
- Złaź, do cholery…! – Zaskoczony blondyn wierzgnął się gwałtownie, ale Orihara wydawał się być tym zachwycony.
- Teraz ja dorwałem ciebie – wetknął mu palce pomiędzy żebra. – Shizu-chan.
Shizuo nigdy, przenigdy nikomu nie przyznał się, że ma łaskotki. Czując coś pomiędzy żebrami, syknął, wyginając się gwałtownie i… przewalili się przez barierkę.
Znajdowała się ona około trzech metrów od ziemi, a Heiwajima, przyzwyczajony do takich wypadków, mimo wszystko na chwilę stracił dech, gdy przywalił w asfalt. Zacisnął powieki, zaczerpnął powietrza i zaczął oddychać ciężko. Ból powoli ustępował.
- Tego się nie spodziewałem – mruknął Izaya, a blondyn otworzył oczy i jedyne co zobaczył, to jego twarz, całkiem zadowoloną. – Masz łaskotki, Shizu-chan?
- Kurwa…! – wydusił tylko i chwycił go za ramiona, po czym uniósł.
- Och, czy to aby nie przemoc? – Orihara zmrużył jedno oko przejechał dłońmi po napiętych ramionach blondyna, lekko wbijając w nie paznokcie. – Chyba nie chcesz przegrać zakładu, wspólniku?
Shizuo rozluźnił mięśnie z niemałym trudem, po czym delikatnie odłożył Izayę na bok. Wstał i jęknął, czując, że głowa zaraz mu pęknie.
- Zabiję cię – wyjęczał, odczekawszy chwilę, zanim i ten ból ustąpił.
- Łaskawie udam, że tego nie słyszałem. – Brunet już tanecznym krokiem szedł w kierunku wyjścia z parkingu. – Gdyby nie twoje stalowe mięśnie, pewnie trochę bym się uszkodził.
- Szlag. – Heiwajima spojrzał na swoje ramię; było obtarte do krwi.
- Ej, wspólniku, wygodnie się na tobie leży – mruknął Izaya, spojrzawszy na niego znad ramienia. Shizuo westchnął i obiecał sobie, że już nigdy nie odwróci się do tego gada tyłem.

3 komentarze:

  1. Ach, kocham, kocham, kocham ! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre :) Ale ta cała Yuu... jakoś jej nie lubię i wątpię aby mówiła prawde, że jej siostra musi dług spłacić. Coś mi się wydaje, że trochę pokrzyżuje plany Izayi względem Shizuo. Ale to są tylko moje domysły i mogę się mylić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Plotka o wielkim pytonie xD obok mnie siedzi koleżanka i jej to przeczytlalam ... Wybuchła śmiechem :D
    Tam mi tez zawsze poprawia humor hueheu
    Shizu-chan ma łaskotki oooo to jest takie słodkie
    Shizuo westchnął i obiecał sobie, że już nigdy nie odwróci się do tego gada tyłem. <- jak na seme przystało xD if you know what I mean
    Śmieszy rozdział. @w@ podobał mi sie bardzo

    OdpowiedzUsuń