we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo4. Czarny i biały król.


Shizuo i Izaya wymijali wszystkie pułapki leniwie, ani razu nawet nie przystając ze zdziwienia, ani nie wzdrygając się ze strachu. Były momenty, w których z bliska przyglądali się niektórym straszydłom i mechanizmom, żeby potem wspólnie komentować ich nieudolność i wyrażać rozczarowanie.
- Nareszcie wyjście – ziewnął Izaya, rozluźniając się całkowicie. – Nie wiem, czego ta Namie się mogła tak przestraszyć…
Przyspieszyli kroku, chcąc wyjść jak najszybciej, gdy nagle, całkowicie niespodziewanie, runął przed nich wielki, żarówiasty, różowy banner, na którym było namalowane kilka białych, puszystych króliczków, karykaturalne słońce, tęczowy jednorożec i wesoły skrzat. Cała reklama skrzyła, grała dziecinną muzykę, błyszczała, migała diodami i lampeczkami, zachęcając ich do odwiedzenia jakiegoś „Radosnego Toru Fantazji”.
- Kurwa! – brunet trzymał się kurczowo za serce, nie spuszczając wzroku ze znajdującego się w samym środku reklamy uroczego misiaczka o wielkich, hipnotyzujących oczach.
- Ja pierdole! – Shizuo po sekundzie od wylądowania banneru poczuł, jak serce podjeżdża mu do gardła.
Stali tak chwilę wbici w ziemię, po czym szybkim krokiem ominęli reklamę i odeszli kilkanaście metrów od domu strachów. Tylko, gdy przystanęli, jednocześnie skoczyli w swoim kierunku i gwałtownie przyłożyli dłonie do klatek piersiowych.
- Wystraszyłeś się – powiedział blondyn.
- Ty też – uśmiechnął się Izaya.
- To było przerażające – przyznał bez bicia, zabierając dłoń.
- Zgadzam się – potwierdził brunet, po czym przeniósł swoją dłoń na ramię wspólnika. Tamten tylko uniósł brew, ale nic nie zrobił. – Jeszcze zobaczysz, że zmuszę cię do wybuchu. Albo czegoś gorszego.
- A co z Celty? – Shizuo strzepnął dłoń Izayi ze swojego ramienia. Tamten wciąż uśmiechał się po swojemu.
- Jasne, że znajdziemy jej głowę. Co nie wyklucza, że to zrobię.
- Powodzenia. – blondyn zacisnął pięści, planując, że zacznie medytację.



- Dowie się, wiesz o tym? – mruknęła Namie, przyglądając się swojemu pracodawcy. Izaya natomiast przyglądał się trzymanej w dłoniach głowie.
- Wiem. Sam mu powiem – powiedział, jakby w zamyśleniu.
- Wścieknie się. Nie rozumiem czasem twojego postępowania – westchnęła brunetka, przysiadając na oparciu fotela.
- Nie musisz. Pracujesz dla mnie. – Orihara posłał jej złośliwy uśmiech. Naburmuszyła się nieco, ale nie spuszczała z niego wzroku.
- Nienawidzisz go. Nasyłałeś na niego gangi, wrobiłeś go w przestępstwo, chciałeś go zabić! – wskazała na niego palcem, jakby oskarżycielsko. – Po co to nagłe spoufalanie się?
- Wiesz, Namie, oślepiona miłością do małego braciszka nie zrozumiesz pewnych rzeczy. – Izaya nieustannie się uśmiechał. – Czasem trzeba przestać z czymś walczyć. Wtedy, gdy uświadamiasz sobie, że tego nie zwalczysz. Nie lubię półśrodków.
- Co ty wygadujesz?
- Jeśli nie mogę tego zniszczyć, będę to miał. Rozumiesz?
- Nie. – Namie prychnęła, machając ręką.
- Nieważne. Co do tych gangów… nie chciałem go zabić. Wiesz, gdybym chciał, musiałbym to zrobić sam. – Odłożył głowę na stół i zapatrzył się na zachodzące słońce. – Po prostu patrzenie, jak on traci nad sobą kontrolę sprawia mi radochę.
- To zabrzmiało nieco perwersyjnie – mruknęła Namie, wstając i odchodząc.
- Tak właśnie miało – Izaya parsknął śmiechem i spojrzał na szachownicę.
- Widzę, że znowu zacząłeś jej używać – burknęła kobieta z drugiego końca pokoju. Brunet chwilę patrzył w zamyśleniu na planszę, ale nie odpowiedział.
Wstał i powolnym krokiem podszedł do niej, po czym wyszczerzył się sam do siebie. Podniósł czarnego króla i zbliżył go o jedno pole do białego. Teraz dzieliły ich tylko trzy pola.
Były to jedyne pionki na całej szachownicy.



Shizuo wlał wrzątek do kubka, w którym wcześniej umieścił trzy torebki melisy. Odetchnął głęboko i położywszy parzącą się herbatę na stole, usiadł na podłodze i przez chwilę próbował przybrać pozycję kwiatu lotosu.
Po kilku próbach, czując, że zaczyna się wkurzać, usiadł zwyczajnie, po turecku. Zamknął oczy i wziął dwa głębokie oddechy, po czym…
Pukanie. Zacisnął pięści, porwał ze stołu kubek i wypił połowę wrzątku o lekkim posmaku melisy w sekundę. Podszedł do drzwi i otworzył je najdelikatniej, jak potrafił.
- Jest, mój drogi wspólniku, do kurwy nędzy, druga w nocy – powiedział, siląc się na uprzejmy ton. Orihara zupełnie nie wyglądał na skruszonego.
- Ale nie śpisz! – przymrużył oczy. – Czy tu pachnie melisą? – dodał, wyraźnie zaintrygowany.
- Czego chcesz? – Shizuo nie odsunął się, ani nie wykonał żadnego gestu wyrażającego chęć zaproszenia bruneta do środka.
- Pogadać o głowie – Izaya wyszczerzył się złośliwie. Blondyn zacisnął zęby i machnął na niego ręką, żeby wszedł. Orihara minął go, obrzucając zadowolonym spojrzeniem, po czym rozsiadł się na kanapie po turecku.
– Melisa, wiedziałem! Trzy torebki na pół kubka? Aż tak z tobą źle, Shizu-chan?
- Połowę już wypiłem – mruknął Heiwajima, czując skutki działania melisy i opadające powieki.
- Takiego wrzątku? Pewnie masz cały spuchnięty język. Mogę się przyjrzeć? – Izaya skierował na niego dłoń ułożoną w pistolecik.
- Zamknij się – ziewnął Shizuo, układając się w fotelu wygodnie.
- Co do głowy, będziemy musieli jutro przejść się w pewne miejsce. To znaczy, dzisiaj. Shizu-chan, słuchasz mnie?
- Mhm… – Shizuo jeszcze nigdy nie był tak śpiący. – Pewne miejsce…
- Tak, właśnie. Tam być może będziemy mieli okazję zobaczyć… Wspólniku?
Heiwajima spał jak zabity z głową odchyloną do tyłu, oddychając chrapliwie. Izaya zachichotał i wstał cicho, podchodząc nieco bliżej. Zatrzymał się dwa metry od fotela i wodził wzrokiem po sylwetce blondyna. Jego szyja była całkiem odsłonięta i najbardziej wyeksponowana, koszulka, mimo tego że z założenia miała być luźna, opinała szerokie barki Shizuo, a dolna jej część podwinęła się nieco, ukazując fragment umięśnionego brzucha. Męską szczękę blondyna pokrywał delikatny zarost, a włosy były w artystycznym nieładzie.
- Przeniósłbym cię do łóżka, wspólniku – powiedział Izaya cicho, skupiając wzrok na odsłoniętej szyi Heiwajimy. – Ale mam lepszy pomysł.
Wyciągnął z tylnej kieszeni spodni nóż i przyjrzał się jego błyszczącemu ostrzu. Chwilę obracał go w dłoniach, po czym parsknął śmiechem.
- Nigdy mi nie zaufasz, co? – wyciągnął rękę z nożem w kierunku szyi blondyna i przez chwilę wymachiwał nim jak małą szpadą, a potem... odwrócił się, po czym ułożył go na blacie, tuż obok srebrnego widelca i kubka z resztką melisy. – A co do lepszego pomysłu…
Podskakując radośnie ominął fotel w którym pochrapywał Shizuo i zniknął w sypialni.



Jeszcze nigdy nie był tak bardzo obolały. Wstał ociężale i przeciągnął się, czując, jak kręgi w kręgosłupie wracają na swoje miejsce z trzaskiem. Jego wzrok zatrzymał się na stole. Nóż.
Spojrzał na kanapę, a potem coś ciężkiego opadło mu w dół brzucha i ostrożnym krokiem udał się do swojej sypialni.
- Ty mała gnido – syknął pod nosem widząc Izayę śpiącego na jego łóżku. Buty i płaszcz leżały na podłodze, a brunet spał w najlepsze na wznak, oddychając spokojnie i miarowo. Heiwajima przyjrzał mu się z zaciekawieniem, starając się, by było ono niedbałe.
Izaya miał całkowicie spokojny wyraz twarzy. Widział go takiego chyba po raz pierwszy w życiu. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała powoli, a on sam wyglądał… cóż, krucho i niewinnie. Shizuo pomyślał, że teraz mógłby po prostu iść do pokoju, wziąć jego własny nóż i poderżnąć mu gardło.
Jeszcze chwilę przyglądał się śpiącemu brunetowi, chcąc ten widok zapamiętać do końca życia, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Wrócił po chwili, taszcząc w muskularnych ramionach… sporych rozmiarów miskę.
Po raz ostatni spojrzał na spokojne oblicze Izayi i uśmiechnął się diabolicznie.
A potem zamachnął się dziko i wylał na niego całą miskę lodowatej wody.
Brunet zerwał się, przemoczony od pasa w górę i dygocąc, zaczął pluć i kaszleć. Przetarł oczy i spojrzał na Shizuo nieprzytomnie.
- Pobudka, wspólniku – blondyn brzmiał niezbyt przyjaźnie. – Nie za wygodnie ci się spało?
- Bardzo wygodnie, jeśli mam być szczery. – Izaya zmierzwił mokre włosy i nie wyglądało na to, że ma zamiar wstać. – Jednak z niewiadomych przyczyn jestem cały przemoczony. Zapytałbym, czy tajemnicza misa znajdująca się w twoich rękach ma z tym coś wspólnego, ale chyba z tego zrezygnuję. Wobec tego, czy mógłbyś, partnerze, pożyczyć mi jakąś koszulkę?
Półleżąc, wygiął się zręcznie i ściągnął przemoczoną bluzkę. Shizuo przejechał wzrokiem po jego tułowiu; był blady, szczupły, ale nie wychudzony. Jego brzuch i tors zdobiło kilka cienkich, krzywych blizn. Od pępka w dół jego brzuch pokrywał ciemny meszek, znikający pod spodniami.
- Nie dam ci nic z mojej szafy – warknął Shizuo.
- Szkoda. – Brunet uśmiechnął się lekko, po czym rozpogodził się wręcz nieprzyzwoicie i już po chwili leżał na brzuchu, wychylając się poza krawędź łóżka. – Tu coś leży. Chyba mi starczy.
I bez pytania podniósł jakąś koszulkę Heiwajimy leżącą na ziemi, po czym ją na siebie wciągnął i wyszczerzył się w zadowolonym uśmiechu. Blondyn patrzył na tą scenę z rosnącym niedowierzaniem.
- Trudno w to uwierzyć, co? – Izaya założył ręce pod głowę. – Ja, w twojej koszulce, leżący w twoim łóżku…
- To zabrzmiało tak, jak nie powinno. – Shizuo uniósł brew, ani nie wyprowadzony z równowagi, ani nie zmieszany.
- Błąd. To zabrzmiało właśnie tak, jak powinno – powiedział Orihara, a jego spojrzenie nabrało intensywności. Heiwajima nie miał pojęcia co na to odpowiedzieć, ani nawet co o tym myśleć. Odwrócił się więc i udał do kuchni w celu zrobienia sobie mocnej kawy. Już po raz drugi nie wyspał się przez tego padalca.

4 komentarze:

  1. O jaaa, a podejrzewałam o coś innego, niż pójście spać do jego łóżeczka. xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, myślałam, że Izuś zrobi mu malinkę, aby bardziej go rozzłościć, albo, że zaciągnie go do łóżka, rozbierze i położy koło niego, a tu kurde takie coś xD Ale w sumie dobrze, akcja nie toczy się aż tak bardzo szybko, co mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzy torebki melisy. Mocny towar widzę.
    Noooo myślałam ze Izaya coś odwali ale jednak nie D: no cóż szkoda xD akcja się zagęstrza.
    Mistrzowska pobudka milordzie -.<
    Wszystko brzmi tak, jak brzmieć powinno xD zawsze
    No cóż Shizuo. Ty sie nie wysypiasz przez niego, a ja przez was tez sie dziś nie wyspie xD życie mój drogi ^^
    Dobranoc :*
    Shei-chan kocham cie ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 Ta seria opowiadań to najlepsza Shizaya jaką kiedykolwiek czytałam <3

    OdpowiedzUsuń