we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo2. Ty jesteś seme w tym związku.


Po pięciu minutach nieustannego pukania, Shizuo przestał wmawiać sobie, że to sen. Wstał ociężale i powlekł się w kierunku drzwi. Otworzył je, nawet nie patrząc na osobę, która za nimi stała. Wiedział, po prostu wiedział, kto to.
- Dzień dobry, wspólniku! - Ale Heiwajima był już w kuchni i szykował sobie kawę. – Co to za chłodne powitanie? Nie fatyguj się. Idąc tu zahaczyłem o kawiarnię. – Mówiąc to, brunet zamachał lekko dwoma zamkniętymi kubkami.
Shizuo zamarł. Uwielbiał tę kawę ponad wszystko.
- Och, hmm… Dzięki – powiedział na tyle swobodnie, na ile był w stanie i wszedł do salonu. Izaya bezceremonialnie rozsiadł się na jego kanapie i rozglądał po domu z zaciekawieniem. Shizuo na sam ten widok poczuł, jak buzuje w nim krew.
- W porządku, w porządku. – Izaya założył ręce za głowę i spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. – Nie wyglądasz na wypoczętego, Shizu-chan.
- Jest siódma rano – warknął blondyn, siadając i spoglądając na zegar wiszący na ścianie. – Czego się spodziewałeś?
- Sensowna pora, to wczesna pora. – Orihara uniósł palec, jakby głosił mądrość ludową. Chwilę przyglądał się wspólnikowi badawczo. Shizuo poczuł się nieco zmieszany i poirytowany; wciąż nie miał na sobie koszulki.
- Przestań się gapić – powiedział niezbyt przyjaznym tonem, zaciskając dłonie na brzegu kanapy.
- Zastanawiam się, jak ty to robisz? – Izaya nie wyglądał na przejętego, wciąż uśmiechał się nikczemnie. – A może to ja się nie staram?
- Mamy współpracować, czy bawić się w „sto sposobów na wkurzenie Shizuo”? – Blondyn, dochodząc do wniosku, że Orihara nie ma zamiaru przestać pożerać go wzrokiem, rozluźnił się i wyciągnął wygodnie, jakby na pokaz. Dużym haustem wypił jedną trzecią zawartości swojego papierowego kubka z kawą.
- Interesujące… – Izaya zdawał się nie być zbity z tropu tą nową pozą, chociaż nieco bardziej przymrużył powieki. – Ja zagrałbym w coś innego. Na przykład w pytania.
- Zapomnij. – Shizuo drugim łykiem wypił połowę z tego, co zostało w kubku.
- To może w berka? – Orihara wyszczerzył się.
- To mi się znudziło. – Dokończył kawę trzecim haustem i otarł usta wierzchem dłoni.
- Nieźle łykasz – powiedział brunet niewinnie. Shizuo natomiast nic nie powiedział, ale gdyby wzrok potrafił zabijać…
- Wprowadzisz mnie w szczegóły? – spytał po chwili.
- Niewiarygodne, jaki ty potrafisz być uprzejmy, Shizu-chan. – Izaya pokręcił głową z niedowierzaniem. – Jak to się stało, że siedzę sobie w twoim domu, piję sobie kawę i już nawet przestałem być czujny?
- Byłeś w ogóle czujny? – Heiwajima uniósł brew. Orihara zaśmiał się cicho.
- Lubię ryzyko, ale nie mam zamiaru ginąć. Jeszcze nie. – Uniósł obie ręce do góry. – Jedną rękę do niedawna trzymałem za plecami. Zgadnij, co mam w tylnej kieszeni?
- Ty mendo! – Shizuo zgniótł papierowy kubek w dłoni, a głos mu zadygotał. – Byłem całkowicie rozluźniony… Mogłeś mnie dźgnąć w każdej chwili… - miażdżył papier w dłoniach, patrząc na Izayę wściekle.
- Czyżby? – brunet zerknął na stół wymownie. – Ten widelec leży tu więc przypadkowo?
Heiwajima zmrużył oczy groźnie.
- Igrasz ze mną, Izaya – wycharczał. – Nie radzę ci tego.
- W końcu mam pewność, że to ty, a nie jakiś sobowtór, podszywający się pod ciebie. – Orihara wyciągnął nóż z tylnej kieszeni spodni i położył go na stole, naprzeciwko srebrnego widelca. – Chociaż nie. Wiedziałem, że to ty. Poznałem cię po tej uroczej bliźnie na klacie.
- A żeby cię… - Shizuo odetchnął, odchrząknął i nieco się opanował. Automatycznie przejechał palcem po długiej, cienkiej, błyszczącej bliźnie na klatce piersiowej – pamiątce spotkania z Oriharą.
- Shizu-chan, to wygląda perwersyjnie! – Izaya potarł palcem wskazującym o kciuk, unosząc nieco dłoń do twarzy. – Ale możesz to zrobić jeszcze raz.
Blondyn nie skomentował tego. Wstał, jednym ruchem dłoni zmiótł resztki papierowego kubka ze stołu i sięgnął także po, pusty już, kubek wspólnika. Nie patrzył na niego, ale czuł, że brunet nie spuszcza z niego wzroku.
- Tracimy czas – warknął. – Powiesz mi wreszcie coś konkretnego?
- Zgłodniałem – uśmiechnął się Izaya szeroko.
Shizuo, który chował właśnie wcześniej wyjęty normalny kubek, znów musiał poskromić swoją agresję ze wszystkich sił. Wziął kilka głębokich oddechów, pozwolił wyparować gniewowi i spojrzał na swoje dłonie.
W jednej trzymał kubek, a w drugiej ucho.

***

- Sushi dobre, pyszne! Shizuo, Izaya, wspaniale! – Simon wyglądał na niewiarygodnie szczęśliwego. – Wspólnie! Koniec niezgody i walki?
- Życie jest pełne niespodzianek, Simon – zaśmiał się Izaya, a Shizuo tylko wzruszył ramionami. – To, co zawsze, wiesz o czym mówię?
- Izaya, dobry gust. Sushi dobre, wspaniałe! Co dla Shizuo? – Simon utkwił w nim spojrzenie pełne współczucia, widząc dłonie zaciśnięte na brzegach stołu.
- Przynieś, co uważasz. – Heiwajima spojrzał na niego niezbyt przytomnie. – Zdam się na ciebie.
Gdy Simon odszedł, pokrzykując w kierunku kuchni coś po rosyjsku, Izaya zabębnił palcami o blat stołu. I ponownie. I jeszcze raz.
- Fajnie drży ci brew gdy tak robię – zauważył, uśmiechając się diabolicznie. Shizuo milczał. – Czemu nic nie mówisz, Shizu-chan?
- Nie widzę sensu, żeby odpowiadać na twoje zaczepki – mruknął Heiwajima, rozglądając się po wnętrzu „Rosyjskiego Sushi”. Nie był z tego specjalnie zadowolony, ale odkąd spędził z Oriharą trochę czasu, zauważył, że jest on zupełnie nieobliczalny, ale bardzo uogólniając, można podzielić jego osobowość na dwie kategorie: pierwsza siedziała teraz przed nim, była skłonna do robienia głupich żartów i mówienia zupełnie pozbawionych sensu, pokrętnie zabawnych, niekiedy przerażających rzeczy. Druga zaś była irytująco rozluźniona, niesamowicie pewna siebie i wiecznie nikczemnie uśmiechnięta. Uśmiech w ogóle rzadko schodził z twarzy bruneta.
Shizuo zamyślił się tak, że nie zauważył, jak Izaya przesypuje zawartość solniczki do pieprzniczki i potrząsa nią z wyraźną fascynacją, obserwując mieszające się ziarenka. Nie zauważył też, jak do restauracji weszła czteroosobowa grupa.
- Aaaach, mówiłam! – Usłyszeli pocieszny, dziewczęcy głos i odwrócili się w kierunku wejścia. – Dotachin! Spóóójrz, miałam rację!
- Nie nazywaj mnie tak. – Kadota podążył wzrokiem w kierunku, w którym wskazywała dziewczyna i zatrzymał spojrzenie na wspólnikach w momencie, w którym zdali sobie sprawę, że wskazuje ona na nich. – Co do…
- Wyglądają razem tak słodko! – Erika podskakiwała jak mała dziewczynka. – Walker, ty mały złodzieju, daj mi szybko mój telefon! Trzeba im zrobić zdjęcie, może ktoś to narysuje…! – Nie spuszczając błyszczących dziko oczu z zaskoczonych mężczyzn, zaczęła obmacywać zszokowanego blondyna w poszukiwaniu telefonu.
- Karisawa-san, miły głos! – Simon rozłożył szeroko ręce, wychodząc z kuchni. – Głodni? Zjedzą sushi?
- Yo, Simon! Masz pod swoim dachem gruchające gołąbeczki! – Erika przeniosła roziskrzone spojrzenie na zaskoczonego Simona.
- Ptactwo? – Rozejrzał się niepewnie. – Sushi z ryb. Świeżych ryb!
- Jestem nasycona, nie… Będę, gdy przyjrzę się im z bliska! – zawołała brunetka w euforii.
- Karisawa-san! – krzyknął Kadota, próbując ją złapać, ale musnął tylko palcami jej płaszcz, a ona już dyszała nad stolikiem wspólników.
- Możemy w czymś pomóc? – spytał Shizuo z uprzejmym zdziwieniem. Erika była uśmiechnięta od ucha do ucha, opierała się dłońmi o brzeg ich stołu.
- Jesteście dla siebie baaardzo brutalni? – zapytała niespodziewanie, z nadzieją w głosie, pożerając ich wzorkiem na zmianę.
- Tak, bardzo. Jak zwykle – powiedział Izaya, uśmiechając się do niej czarująco. – Poza tym, że teraz strasznie się kochamy.
Shizuo poczuł, jak coś przekręca mu się w żołądku i, zachowując kamienną twarz, spojrzał na bruneta, chwilę analizując, co on właściwie powiedział. Tamten jednak, nie zwracając uwagi na drżące dłonie blondyna, wystawił do niego język w dość dwuznaczny sposób.
- T-ty padalcu… - Heiwajima wycharczał to i momentalnie zacisnął dłoń na przodzie płaszcza Orihary, przyciągając go do siebie nad stołem.
- Grr, Shizu-chan. – Izaya poruszył brwiami porozumiewawczo. – Jesteśmy w miejscu publicznym…
- Zamknij mordę! – wrzasnął i potrząsnął nim gwałtownie. Brunet wyglądał jednak na usatysfakcjonowanego faktem, że w końcu w jakimś stopniu wytrącił go z równowagi.
- Oooch, wiedziałam! Heiwajima Shizuo-san jest wciąż tym bardziej brutalnym! – Erika wyglądała, jakby miała zaraz eksplodować. – Byłam pewna! Wiedziałam, że to ty…!
- Że ja co? – warknął Shizuo, zaprzestawszy szarpania wspólnika i przeniósł wzrok na brunetkę.
- Jak to co, Heiwajima Shizuo-san! – Erika patrzyła na niego z uwielbieniem. – To oczywiste! Że to ty jesteś seme w tym związku!
Shizuo uniósł brwi, zaskoczony. Po chwili jednak uśmiechnął się triumfalnie i powoli przeniósł wzrok na Izayę, nie puszczając jego płaszcza.
Orihara ze wzrokiem utkwionym w zadowolonej minie blondyna, zaniemówił. Był to jeden z tych bardzo nielicznych momentów, w których się nie uśmiechał.

***

- Kida, spójrz! – Mikado szturchnął przyjaciela, który wrzucał pieniążki do fontanny. – Zobacz, nie uwierzysz!
- Co się stało, dzieciaku? Uśmiechnęła się do ciebie jakaś kobieta? – Masaomi odwrócił się leniwie i wytrzeszczył oczy. – Oho, będzie awantura…
- Nie, nie będzie! – Ryugamine wyglądał na zachwyconego. – Idą tak i rozmawiają odkąd wyszli z rosyjskiego sushi! Niewiarygodne…
- Może Simon wsypał im coś do jedzenia? – zastanowił się Kida głośno, ochłonąwszy już nieco. – Co mogło się stać? – Spojrzał na przyjaciela.
- Nie mam pojęcia… - Ryugamine też na niego popatrzył. Siedzieli obok siebie tuż przy fontannie i czekali na Anri, aby wspólnie udać się do szkoły.
- Może się w sobie zakochali! – zawołał Masaomi, przykładając dłoń do ust i wyginając się teatralnie. Mikado parsknął śmiechem.
- Nie żartuj, to faceci… - powiedział, drapiąc się po karku, nieco skrępowany zejściem na takie tematy.
- Takie rzeczy zdarzają się na świecie, niewinny kwiatuszku! – powiedział chłopak donośnie, wstając i wyciągając ręce wysoko w górę. – Miłość nie zna granic! – zawołał śpiewnie, po czym przyklęknął, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela. – Nawet tu, w Ikebukuro… Co byś zatem powiedział, gdybym wyznał ci szaloną miłość, Ryugamine? – Uśmiechnął się szeroko.
- Nie żartuj, Kida – zaśmiał się Mikado, robiąc się czerwony. – Wiem, że tak bywa, ale raczej nie w ich przypadku… Nienawidzili się.
- Ach, więc tak zostały zbyte moje uczucia, rozumiem – westchnął Kida boleśnie i wstał zamaszyście. – Czy mam w związku z tym zakończyć swoje życie i utopić się w tej fontannie?
- Masaomi! – Mikado, widząc, że przyjaciel bierze rozbieg, zerwał się na równe nogi. Kida jednak zdążył podskoczyć i wpadł prosto w jego ramiona, po czym oboje zwalili się do wody.
- K-Kida-kun? Mikado-kun? – Anri podbiegła do miejsca, w którym zniknęli i zakryła usta dłonią, tłumiąc śmiech. – Nic wam się nie stało?
Ryugamine, czerwieńszy niż przed chwilą, wynurzył się z wody i kaszlnął. Był cały przemoczony. Masaomi, zanosząc się śmiechem, zbierał się tuż obok niego.
- Kida, jestem cały mokry! – zawołał Ryugamine gniewnie, patrząc po sobie.
- Zauważyłem, rycerzu – zachichotał Masaomi, kręcąc głową zamaszyście, aby nieco osuszyć włosy. – Coś mi się wydaje, że będziemy musieli się przebrać.
- Mieszkam za daleko. – Mikado westchnął, wyciskając wodę z nogawek spodni i rękawów.
- Luz, pójdziemy do mnie! Anri, idziesz z nami? – Kida objął dziewczynę, a że był cały mokry, ta pisnęła i odskoczyła od niego momentalnie. Ryugamine zmarszczył brwi.
- Tak, mamy chyba jeszcze trochę czasu do lekcji – powiedziała.
- Wspaniale! Nie smuć się tak, Mikado! Teraz każda kobieta będzie uśmiechała się na twój widok! – powiedział Kida, dla odmiany obejmując przyjaciela.
Na twarzy Ryugamine mimowolnie pojawił się uśmiech.

5 komentarzy:

  1. Kurdee, szkoda, że mnie mamuśka zgania z kompa, tak to bym całe opowiadanie połknęła na raz, ale nie....
    To komentuję pozytywnie, jak dotąd.
    Strasznie mi się podoba! :D
    Jutro skończę. Sayo ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadziwiające...
    Zadziwiające ,że mimo wszystko utrzymujesz charakter postaci...
    Gratuluję *kłania się*
    Hehe Kida i kobiety :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no, to jest super. Coraz bardziej się wkręcam w to opo ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaram sie tytulem *o*
    Nooo i teraz sama bym sie napiła kawy...
    Shizuo poczuł się nieco zmieszany i poirytowany; wciąż nie miał na sobie koszulki - ON NIE MIAŁ KOSZULKI!! Shizuo pogielo cie?? Prezentować swoje nagie ciało?! TAK BEZ ŚLUBU??? Ooooo nieładnie ja ci dam!!

    Powiesz mi wreszcie coś konkretnego?
    Zgłodniałem. - no i to sa konkrety~ za to cie kocham Izayaszu.
    Oooo i teraz tez jestem głodna D:
    Nie widzę sensu, żeby odpowiadać na twoje zaczepki- pierwsze skojarzenie : fejsbuk xD
    Izaya smile :D uśmiech to dobra rzecz- mądrości Haru :P
    Karisawa - fangirl +690 ;>
    Kida tak bardzo demoralizuje biednego Mikado xD Anri -,- wkurzajaca jak zwykle

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacytuję pewną mądrą osobę " Moje życie zmieniło się do reszty, kiedy dowiedziałam się, że Kida to nazwisko." Tak było też ze mną... świetnie piszesz! Dużo weny życzę!
    Nanni

    OdpowiedzUsuń