we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo1. Za pierwszym razem to też byłem ja.


- Wiedziałem, Shizuo! – Shinra, jeśli nie wiecznie, to prawie zawsze był podekscytowany. Zerwał się na równe nogi, przewracając przy okazji krzesło i uścisnął dłoń przyjaciela.
- Gdzie Celty? I ta druga osoba? – Shizuo podniósł krzesło i w ostatniej chwili podsunął pod siedzenie doktora, który miał zamiar usiąść na powietrzu.
- Celty wolała zostać w domu. – Shinra nagle przestał z uwielbieniem patrzeć w brązowe oczy blondyna. Spuścił wzrok i udał, że bardzo zainteresowała go serwetka.
- Na czym polega moje zadanie? – spytał Heiwajima nieco obojętnym tonem, rozglądając się ukradkiem po restauracji, w której się spotkali. Jeśli okaże się, że to kolejna ustawiona randka…
- M-możliwe, że znamy kogoś, kto zna kogoś, kto wie gdzie jest, lub jest w posiadaniu głowy Celty. – Shinra porwał nieszczęsną serwetkę i osuszył sobie skronie. Och, ta cholerna niepewność. Coś kumuluje się w powietrzu, coś, co sprawia, że krew Heiwajimy zaczyna krążyć w żyłach nieco szybciej. Jak na razie jest to jednak drobna sprawa.
- Celty to twoja dziewczyna. Czemu ja mam się dogadać z tą osobą? – uniósł brew. Shizuo zawsze unosił brew w taki złowieszczy, złowróżbny i wszystko, co jest „zło”, sposób. – Shinra…
- C-co? – Doktor wyglądał na przerażonego, a wzrok tym razem utkwił w drżącej brwi Heiwajimy.
- Gdybym cię nie znał, Shinra, pomyślałbym, że… no nie wiem, zaczynasz żałować, że do mnie napisałeś? – Uśmiechnął się nie do końca szczerze.
- No co ty opowiadasz? – Mina doktora wskazywała na to, że Shizuo trafił w dziesiątkę.
- Przejdziemy do sedna? Życie mi leci – mruknął Shizuo, zerkając na zegarek.
- To skomplikowana sprawa. Zająłbym się tym, gdybym nie musiał… zajmować się czymś innym.
Blondyn pokiwał głową ze zrozumieniem, chociaż nic nie rozumiał.
- Dobrze, ale kiedy spotkam tego… kogoś, z kim będę współpracował?
- Powiedz mi, jak mocna jest twoja samokontrola, Shizuo? – zapytał Shinra, a raczej wymamrotał i znów wbił wzrok w wymiętą i już niechcianą serwetkę.
- Czuję się panem i władcą swojej siły – powiedział Shizuo, poprawiając okulary i uśmiechając się lekko. – Poważnie, nie musisz się stresować. Nie rzucam słów na wiatr. Jeszcze nigdy nie byłem niczego aż tak bardzo pewny, jak tego, że zachowam spokój, choćby nie wiem co.
- Mam nadzieję. – Shinra schował twarz w dłoniach. – Mimo wszystko, panuj nad sobą Shizuo-kun!
- Nie wierzysz we mnie? – Shizuo w końcu zainteresował się leżącą na stole zastawą. Doktorek zaprosił go do jakiejś dziwnej, zagranicznej restauracji, więc zamiast pałeczek, na stole leżały srebrne sztućce.
Shizuo wziął do ręki widelec i obracał go chwilę w dłoniach, obserwując ząbki.
- Rany boskie, odłóż to! – Shinra był bliski omdlenia. – Zanim cokolwiek sobie o mnie pomyślisz, weź pod uwagę to, że kocham Celty i jeśli ona chce odnaleźć głowę, ja także tego pragnę.
- Wiem o tym. – Shizuo leniwie przeczesał grzywkę widelcem, który bardzo mu się spodobał.
- A osoba, która posiada naprawdę ważne informacje powiedziała, że pomoże nam…
- Tak, pisałeś już o tym…
- … Tylko wtedy, jeśli ty zostaniesz jej współpracownikiem – dokończył doktorek na jednym oddechu.
- O, to ciekawe – Shizuo wzruszył ramionami, dziabiąc widelcem swoją serwetkę. – Dlaczego akurat ja? – Spojrzał na Shinrę, ale ten wzrok miał już utkwiony w jakimś punkcie znajdującym się za plecami Heiwajimy. Jego twarz była jedną, wielką definicją strachu i jakiejś rozpaczliwej rezygnacji.
- Chciałem się dowiedzieć, czy te plotki o oazie spokoju i nowy image to prawda – rozbawiony głos zabrzmiał tuż nad jego uchem.
Wszystkie jego mięśnie momentalnie napięły się, a zęby zacisnęły. Kilka błysków zapowiadających wybuch furii wpełzło mu pod powieki. Tak, oto prawdziwy sprawdzian dla jego samokontroli. Przez dłuższą chwilę milczał, uspokajając wrzącą w żyłach krew. Gdy wywalił już z głowy wszystkie brutalne myśli, odetchnął nieco głębiej i wciąż napięty, uśmiechnął się kącikiem ust.
- W każdej plotce jest ziarno prawdy… - delikatnie odwrócił głowę i napotkał znienawidzone spojrzenie demonicznych oczu swojego wroga numer jeden. – Izaya-kun.
- Właśnie widzę – sarknął Orihara, prostując się momentalnie. – Jestem pod wrażeniem.
Po czym kopniakiem odsunął krzesło znajdujące się obok Shinry i usiadł na nim w pełni zrelaksowany, figlarnie kręcąc młynka palcami.
Shizuo toczył jeden z największych, wewnętrznych pojedynków w historii ludzkości. Napiął wszystkie mięśnie i pozwolił tej sile się ulotnić. Przez oczy, przez dłonie…
- Shizu-chan, widelczyk ci się wygiął.
***
Nie spodziewał się tego.
Wstając rano, a nawet siedząc w tej przeklętej restauracji, do głowy by mu nie przyszło, że gdy słońce będzie chylić się ku zachodowi, on ramię w ramię z Orihara Izayą będzie wracał do domu, omawiając służbowe sprawy.
Nie spodziewał się też takiego zainteresowania ze strony ludzi. Widocznie jego pojedynki z brunetem odbiły się w Ikebukuro echem, bo mieszkańcy widząc ich idących razem, każdego w stanie nienaruszonym (nie licząc faktu, że Shizuo szedł, jakby Izaya wetknął mu gdzieś swój nóż) przyglądali się temu zjawisku z niekłamanym zainteresowaniem.
Ulica, którą szli, skąpana była w delikatnie pomarańczowym świetle zachodzącego słońca. Na niebie powolutku dryfowały różowe strzępki chmur. Teoretycznie była to sceneria idealna na romantyczny spacer we dwoje.
- Mamy dużo czasu, wspólniku – paplał wesoło Orihara, przeciągając sylaby jak to miał w zwyczaju. – Nie chcę poruszać tak ważnych tematów na ulicy.
- Rozumiem. – Shizuo skinął głową sztywno, nie odrywając wzroku od swoich butów.
- Może więc ustalimy parę rzeczy? – Izaya co jakiś czas przystawał, aby zrobić coś zupełnie spontanicznego, na przykład zerwać listek z żywopłotu i złożyć go w miniaturowy samolocik, albo przyjrzeć się uważnie jakiemuś robaczkowi idącemu powoli krawężnikiem. Tak było też tym razem - zatrzymał się, aby rozhuśtać łańcuch powieszony luźno pomiędzy dwoma słupkami. I sprawiało mu to wyraźną radochę. Shizuo zerknął na niego spod byka. Jak zwykle na twarzy bruneta gościł uśmiech cwaniaczka, a jego oczy śledziły bujający się łańcuch. W końcu spojrzał na Heiwajimę i sugestywnie poruszył brwiami.
- Mów dalej – wycedził przez zaciśnięte zęby Shizuo, poddając swoją samokontrolę bardzo ciężkiej próbie.
- Jako partnerzy… - wypowiedział to słowo, jakby sprawiało mu to wielką przyjemność – musimy dzielić się ze sobą wszystkim… na temat głowy, oczywiście.
- Jasne. – blondyn skinął głową i znów uparcie wbił spojrzenie w swoje buty, idąc niezmiennie sztywno. Izaya dogonił go i zarzucił na głowę kaptur swojego płaszcza, chociaż było naprawdę ciepło.
- Musimy spotkać się czasem w jakimś neutralnym miejscu. – Wręcz zachichotał złowieszczo po wypowiedzeniu tego zdania i ukrył pół twarzy za materiałem kaptura.
- Neutralnym? – Heiwajima zacisnął pięści.
- Na przykład u ciebie – Izaya przystanął, chyba po raz setny, i spojrzał na niego, uśmiechając się po swojemu.
- Jak często masz zamiar mnie prowokować i sprawdzać? – wprost spytał Shizuo, również się zatrzymując, ale nie patrząc na towarzysza.
- Raz na jakiś czas. – Zaśmiał się brunet, zdjął kaptur i znów zaczął iść – Musimy sobie ufać i…
  Shizuo zdziwił się, słysząc śmiech wydobywający się z własnego gardła. Może jego organizm jest mądrzejszy niż on sam?
- Nigdy ci nie zaufam – powiedział, wkładając ręce do kieszeni.
- To źle – Izaya pokręcił głową, udając zmartwionego – Nie będziemy dobrymi wspólnikami.
- Nigdzie nie było powiedziane, że mamy być „dobrymi” – warknął blondyn. – Tu mieszkam – dodał, w końcu patrząc na Oriharę spojrzeniem „A teraz idź do domu”.
- Co ty na to, żeby właśnie teraz urządzić pierwsze spotkanie… partnerze? – Izaya wbił w blondyna intensywne spojrzenie i wyszczerzył zęby. Shizuo wytrzymał ten wzrok.
- Nie dzisiaj. Jestem zmęczony. – Poprawił okulary i westchnął. – Ten dzień nie należał do najprzyjemniejszych. – Chwilę gryzł się w język, po czym, po raz kolejny zadziwiając samego siebie, wymamrotał z trudem – Spotkamy się jutro?
Orihara zaśmiał się i śmiał się przez dłuższą chwilę, aż w końcu zamilkł i skinął głową.
- Jakoś się dogadamy. Na razie, partnerze.
Shizuo westchnął ciężko i z ulgą wszedł do mieszkania. Spojrzał na zegarek. Była dwudziesta pierwsza.
 - Lodowaty prysznic – powiedział sam do siebie.

***

   Nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli. Jego lodowaty prysznic zamienił się w ciepłą kąpiel, a ciepła kąpiel w „Czemu by sobie nie wypić trochę wina?”. Trochę wina zamieniło się w całą butelkę, a on czuł się tylko odrobinę odprężony. Miał bardzo mocną głowę, więc zachował w miarę przyzwoitą trzeźwość umysłu.
 Spojrzał na siebie w lustrze. Wilgotne, nieco oklapnięte włosy opadały mu na twarz, pod oczami miał cienie zdradzające zmęczenie. Na ramiona wciąż miał zarzucony ręcznik, nie kłopotał się znajdowaniem jakiejś koszulki, miał na sobie tylko luźne spodnie od piżamy. Puścił oczko do swojego odbicia, westchnął i odwiesił ręcznik. Już planował położyć się do łóżka, gdy usłyszał pukanie. W pierwszej chwili, nieco zamroczony winem i zmęczeniem, zajrzał do lodówki. Chłodny powiew pobudził go i Shizuo, nieugięty, ruszył w kierunku źródła hałasu.
Otworzył drzwi zamaszyście.
- Witaj partnerze! – zawołał Izaya. Blondyn przyglądał mu się przez chwilę, bez śladu emocji na twarzy.
Po czym zamknął drzwi z hukiem.
Mamrocząc coś pod nosem, odwrócił się na pięcie i poczłapał w kierunku sypialni. Jednak, w pewnym momencie dość gwałtownie stanął w miejscu i wytrzeszczył oczy.
Ożesz ty...
W jednej sekundzie był z powrotem przy drzwiach. Otworzył je ponownie, wciąż nieco oszołomiony olśnieniem. Izaya stał po drugiej stronie z dłońmi na biodrach, wyraźnie w wojowniczym nastroju.
- To ty?! – warknął Shizuo.
- Tak, i wiesz co? Za pierwszym razem to też byłem ja.
Orihara dopiero wtedy przyjrzał się blondynowi. Źrenice nieco mu się powiększyły, a przez jego oblicze przebiegło zdziwienie. Shizuo westchnął.
- Mieliśmy się dogadać jutro – powiedział i przetarł oczy. – Zasypiam na stojąco.
- Już jest jutro! – Izaya szybko odzyskał rezon. – Spójrz na zegarek.
Heiwajima odwrócił się i, zgodnie z zaleceniem, spojrzał. Minuta po północy.
- Ty mała gnido… - wycedził pod nosem.
- Mówiłeś coś, wspólniku? – Orihara błądził wzrokiem po całej postaci mężczyzny przed nim.
- Nie, nic – Shizuo brzmiał teraz bardzo służbowo. – Spotkajmy się o sensownej porze. Teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, pójdę spać.
- Oczywiście. – Izaya skłonił głowę lekko, nie spuszczając z Heiwajimy wzroku. – Więc do dzisiaj o sensownej porze.
- Mhm. – Shizuo złapał za klamkę.
- Shizu-chan?
- Hm? – jego dłoń zacisnęła się na klamce. Spojrzał na nią, jednocześnie błagając w myślach, jak osobny organizm, żeby nie wyrwała drzwi i nie cisnęła nimi w bruneta.
- Wciąż jestem pod wrażeniem – zaśmiał się cicho Izaya. – Szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, że uda ci się zachować kontrolę. – Odwrócił się na pięcie i jak widmo zniknął w ciemności. Heiwajima odniósł niejasne wrażenie, że jego zniknięcie było tak płynne, bo
zjechał po poręczy.
- Ta – Shizuo uśmiechnął się kącikiem ust. – Były takie chwile, że też tak nie sądziłem.
  Zamknął drzwi i położył się spać.

***
To nie w porządku.
- Myślałem, że chcesz odzyskać swoją głowę. – Shinra przyjrzał się delikatnym kłębom cienia wypływającym z szyi Celty.
Chcę. Ale ty tego nie chcesz. I Shizuo cierpi.
- Martwisz się o innych – Shinra uśmiechnął się, wzruszony. – To takie urocze z twojej strony, Celty! Takie… ludzkie.
  Ramiona Celty zadrżały, jakby zachichotała. Przysunęła się do Shinry nieznacznie.
Czemu uważasz, że lepiej mi bez głowy?
- Mówiłem ci już, boję się – Shinra przestał się uśmiechać. – Boję się, że gdy odzyskasz wspomnienia… te nasze przestaną mieć dla ciebie znaczenie.
Celty przez dłuższą chwilę gorliwie stukała w klawisze swojego telefonu.
A uwierzysz mi, jeśli powołam się na swoją intuicję? Podświadomie czuję, że odzyskanie wspomnień nie będzie miało znaczenia dla tego, co do ciebie czuję. Jestem tego pewna. Ale nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiał.
Shinra parsknął ponurym śmiechem.
- Intuicja… - poczuł jej dłoń na swoim ramieniu, ale tylko drgnął nieznacznie. Po dłuższej chwili jej tułów przylgnął do niego ściśle i objęła go z uczuciem. Powoli przeniósł swoje dłonie na jej plecy, pogładził ją delikatnie. Wystukała wiadomość.
Chciałabym cię teraz pocałować.
Shinra zaśmiał się i musnął ustami jej szyję. Cień zagęścił się, jakby sprawiło jej to przyjemność.
- Dlatego poprosiłem Shizuo o pomoc – powiedział dziarsko. – Miejmy nadzieję, że im się uda. Zawsze wydawało mi się, że Izaya wie więcej, niż my.

4 komentarze:

  1. O kurde kurde kurde! To jest super!
    No i dlaczego ja tu nie widzę żadnych komentarzy ? O.o Grzech ludu fanów Durara! Powiadam, grzech!

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne ^^ Zabieram się za kolejne rozdziały, bo na serio jestem ciekawa jak to wszystko sie potoczy. Wielbie Cię kobieto :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przejdzmy do sedna. Życie mi leci xD dobry tekst
    Shizuo pierwszy raz widzi sztućce lool wgl u cb Shizuś same pierwsze razy przeżywa xD w Rairze pierwszy raz w internecie. Tu z kolei pierwszy raz trzyma widelec. Seria: Shizuo poznaje świat xDD
    Odcinek 1- to jest internet.
    Odcinek 2- to jest widelec. Czekam na wiecej takich mini odcinków hahaha
    -Shizu-chan, widelczyk ci się wygiął. TO MNIE ZNISZCZYŁO.
    Omg Izaya jest taki słodki *w* z nim spacer po mieście to jak spacer z małym dzieckiem ___(*q*)____ rozpływam sie od tej słodyczy mmmmm...
    Izaya Odcinek 3- to jest robaczek xD
    Chyba oglądałam kiedyś jakiś serial/anime/kreskówke gdzie jakiś ktoś tez strasznie się jarał ze ma wspólnika i cały czas to powtarzał, a tego drugiego to wnerwiało. Wspólniku, partnerze... Kurcze nie pamietam D:
    -Zawsze wydawało mi się, że Izaya wie więcej, niż my. - Shinra to ma jednak zaskok xD
    Fajny rozdział. Izaya to taki troll . Kocham ich obu :*

    OdpowiedzUsuń