we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

oo1. Niespodziewane zlecenie.


Tego ranka Harry czuł się jak na celowniku jeszcze bardziej niż zwykle. Wszyscy patrzyli na niego jakoś tak… intensywnie. Na początku nie wywierało to na nim żadnego wrażenia, przecież pięć lat wcześniej pokonał samego Voldemorta – ludzi naprawdę dziwił fakt, że Ten, Który To Wszystko Zakończył tak naprawdę śmieje się, myli i chodzi do toalety jak oni sami. Obserwowali go, jakby był jakimś zjawiskiem przyrodniczym. Niektórzy do tej pory traktowali go jak nadczłowieka i wpadłszy na niego w supermarkecie byli w naprawdę głębokim szoku – „Och, to ty… chodzisz na zakupy?”
Po kilkunastu minutach jednak zaczął rozglądać się ukradkiem. Coś przykleiło mu się do podeszwy? Ktoś przyczepił mu do pleców kompromitującą karteczkę? Grzebień utknął mu we włosach, gdy czesał się rano?
Nic z tych rzeczy. Więc... O co chodzi?
Odpowiedź na to pytanie poznał, gdy dowiedział się, jakie przydzielono mu zadanie.
- Poważnie? – Wytarł szkiełka okularów chusteczką. – Dopiero po pięciu latach?
- Procedury – mruknął Rob Samson, pracownik jego działu i współauror z brygady – Najpierw sprawdzali tych… no wiesz, groźniejszych. A poza tym, Malfoy nieźle się ukrywał.
Harry westchnął boleśnie. Wykrzywiona w ironicznym uśmiechu twarz zamajaczyła mu przed oczami.
- Jakieś podejrzenia? Konkretne? – zapytał służbowym, znudzonym tonem.
- Nie. Właściwie to będzie tylko formalność, ale musimy sprawdzić te zaklęcia i dokładnie wybadać różdżkę.
- Okej, rozumiem. Co ja mam z tym wspólnego? – Harry szybko uniósł głowę. – Chyba nie będę musiał przejść jakiegoś przyspieszonego kursu badania różdżek?
- Nie, nic z tych rzeczy.
Harry odetchnął z ulgą.
- Po prostu będziesz ochroniarzem Malfoya, dopóki nie odzyska różdżki.
- Co? – spytał Potter nieprzytomnie, nie do końca przyswajając tą wieść.
- No. – Samson wyszczerzył zęby. – Bywa, stary.
Brunet przez dłuższą chwilę wpatrywał się we wspólnika, czując jak kaskady zimno-ciepłych dreszczy przebiegają przez całe jego ciało.
- Jest nas sześciu w brygadzie…! Sześciu…! – Wyprowadzony z równowagi przypadkiem pokazał osiem palców, wymachując dłońmi przed oczami Roba. – Dlaczego to akurat ja?
- Drogą losowania wyszło – mruknął Rob, który chyba spodziewał się takiej reakcji.
Harry wykłócał się jeszcze chwilę, jednocześnie wiedząc, że to bezcelowe. Nawet nie próbował namawiać kogokolwiek do zamiany – nie było mowy, żeby ktoś dobrowolnie zgodził się zostać ochroniarzem Dracona Malfoya na czas nieokreślony.
Tego dnia wyszedł z biura najszybciej, z nikim się nie żegnając. Następnego dnia miał stawić się o godzinę wcześniej niż zwykle i wraz z kilkoma aurorami ze swojej brygady aportować się do miejsca, w którym przebywał Malfoy.
Gdy za Harrym trzasnęły drzwi, pozostali wymienili zmieszane spojrzenia.
- A może lepiej było mu powiedzieć, że to Malfoy sobie zażyczył konkretnie jego?
- Zdurniałeś?! – Samson podrapał się po głowie, wzdychając ciężko. – Dostałem instrukcje od blondyna. Ma być Potter, ale Potter ma nie wiedzieć, że został wybrany osobiście. Koniec, kropka.
- A kim on jest, że musimy się go słuchać? – warknął auror zalewając sobie torebkę melisy wrzątkiem.
- Nie było cię tam. Nie rozmawiałeś z nim – westchnął Samson, wzdrygając się na samo wspomnienie rozmowy z blondwłosym arystokratą.
***
- Nie będę tracił na to nerwów – mruczał Harry, wędrując po swojej kawalerce szybkim krokiem – To praca, taka jak każda. Prawie jak każda. Nie ma żadnej potrzeby, żeby się specjalnie przejmować – machnął różdżką na niewielką torbę podróżną, a ta przeleciała przez cały pokój i wyleciała przez otwarte okno – Hm.
Gdy przywołał bagaż z powrotem, powrócił do głośnego monologu.
- No bo ile to może potrwać. Góra trzy dni. Może cztery. – Przysiadł na blacie kuchennego stołu i poczochrał ciemną, jak zwykle nieuporządkowaną czuprynę. Gdyby w tym momencie mógł spojrzeć na samego siebie, zobaczyłby nastolatka głowiącego się nad listą zadań domowych w Hogwarcie.
Najbardziej denerwowało go to, że za każdym razem, gdy miał już spakować jakiś ciuch, w jego głowie odzywał się znajomy głos wyśmiewający jego gust. W rezultacie od ponad godziny do torby zdecydował się wrzucić tylko bieliznę i swoją ulubioną bluzę.
- Nie będę zaburzał swojego codziennego rytmu pracą! – powtórzył Harry swoją żelazną zasadę. Tej nocy położył się spać trzy godziny później niż zwykle z powodu dylematów przy pakowaniu ciuchów, a wstał godzinę wcześniej, aby jeszcze raz przejrzeć zawartość torby. Był zły, niewyspany i jeszcze bardziej rozczochrany niż zwykle. Na miejsce przybył z dziesięciominutowym wyprzedzeniem. Ku jego zdziwieniu cała reszta już czekała. Rob Samson, wysoki, smukły auror o długich, czerwonych włosach związanych w koński ogon uśmiechnął się pogodnie widząc Harry’ego. Ten jednak nie odwzajemnił uśmiechu.
- Nawet, gdy się spóźniam to i tak zawsze jestem pierwszy – burknął na przywitanie – Co dzisiaj wam się stało?
- No wiesz, to Malfoy – Samson wzruszył ramionami. – Nieźle wyglądasz.
- Normalnie – żachnął się Harry, poprawiając kołnierz swojej najlepszej koszuli, w której podobno wyglądał bardzo „ważnie”.
- Ach, jak zwykle wygadany – zażartował Rob, klepiąc go po plecach, ale w odpowiedzi otrzymał spojrzenie „To Wy Mnie W To Wrobiliście, Więc Daj Sobie Spokój”. Odchrząknął i odsunął się na bezpieczną odległość.
- Dobra, gotowi? – powiedział w końcu cicho jakiś Auror, widocznie nie mogąc znieść ciężkiej atmosfery. Harry wzruszył ramionami, może nieco zbyt gwałtownie, bo trochę zabolały go przy tym plecy, a Samson odskoczył od niego, nie wiedząc, czego ten gwałtowny ruch jest zapowiedzią.
Mężczyzna wyciągnął zza pazuchy starą, podziurawioną rękawicę ogrodową, która akurat w tym momencie zaczęła emanować delikatnie dziwną, błękitną poświatą.
- Świstoklik? – Harry na chwilę zapomniał, że miał być groźny i obrażony. – Nie aportujemy się?
- Nie da rady, Malfoy pozabezpieczał dom. Łaskawie zgodził się tylko zdjąć blokadę na świstoklika, ale nie na aportację.
- Musieliście stworzyć świstoklika tylko i wyłącznie na tą okazję? – Harry uniósł brwi wysoko, a reszta tylko spojrzała po sobie niepewnie. Wiedzieli jak dziwnie to brzmi, ale widocznie uznali, że nie będą się nad tym zastanawiać. Harry natomiast westchnął i zamknął oczy na chwilę. Malfoy nic a nic się nie zmienił.
- Dobra, brygada, łapiemy – zawołał dziarsko Samson – Harry! – Chwycił zamyślonego Pottera za rękę i razem z własną przycisnął do podziurawionego, szorstkiego materiału. Harry poczuł szarpnięcie w okolicach pępka i już po chwili stał w niewielkiej, bogato urządzonej kuchni.
Rozejrzał się z zaciekawieniem, walcząc jeszcze z zawrotami głowy. Pomieszczenie było rzeczywiście nieduże, ale każdy sprzęt i mebel lśnił wręcz sterylnie, a na blacie stało kilka misek wypełnionych różnymi egzotycznymi owocami i przekąskami. W szklanych szafkach umieszczonych nad granatowym, jakby wykonanym ze szlachetnego kamienia stołem widać było ręcznie malowane, bogate naczynia, które Harry zawsze miał nieszczęście tłuc. Odhaczył sobie w myślach: nie zbliżać się do kuchni Malfoya.
- O-och, Pan Malfoy! – zawołał jeden z brygady aurorów z dziwnym lękiem w głosie – Dzień dobry.
Harry spodziewał się usłyszeć jakąś odpowiedź, ale wciąż panowała cisza. Zaciekawiony tym dziwnym zjawiskiem odwrócił się w końcu. Draco Malfoy, prawdziwy Draco Malfoy, tylko o pięć lat starszy, stał w progu swojej kuchni, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach i wpatrywał się w jakiś punkt nieopodal Harry’ego ze wzmożoną intensywnością. Sekundę później Potter poczuł, jak palce długowłosego aurora pospiesznie i jakby ze strachem ześlizgują się z jego własnego przedramienia.
- Dzień dobry – odpowiedział w końcu Malfoy, a Harry z jakąś dziwną satysfakcją zauważył, że jego głos i sposób mówienia wcale się nie zmieniły – No, to teraz czuję się stuprocentowo bezpieczny. Możecie ją wziąć.
Harry zdecydowanie wyczuł sarkazm w tych dwóch zdaniach, ale wolał się nie odzywać. Mówić jak najmniej podczas tej „niewoli” u Malfoya – taki miał zamiar.
Samson zrobił dwa kroki do przodu i wyciągnął rękę, ale Draco bezceremonialnie wcisnął swoją różdżkę innemu aurorowi, który z wrażenia omal jej nie upuścił. Rob zamarł w pół kroku, zawahał się, uśmiechnął lekko i opuścił rękę. Malfoy zmierzył go obojętnym spojrzeniem. Reszta aurorów patrzyła wszędzie, tylko nie na Dracona. Harry przyglądał się tej scence z uprzejmym zdziwieniem wypisanym na twarzy.
- Postaramy się skończyć jak najszybciej – zapewnił Rob, zerkając ukradkiem na Harry’ego, jakby chcąc mu dodać otuchy.
- Na to liczę – odparł Malfoy.
Aurorzy spojrzeli po sobie, po czym skierowali się w kierunku podziurawionej rękawiczki. Harry zwalczył w sobie ochotę, by zagrodzić im drogę; po prostu stał i patrzył jak gromadzą się wokół, teraz już, błyszczącej na niebiesko szmatki i szykują się do powrotu.
- Powodzenia, stary – powiedział Samson, odwracając się przez ramię. Harry nie mógł się powstrzymać; uśmiechnął się do przyjaciela. Rob puścił mu oczko, zrobił głupią minę i już ich nie było.
Zapanowała niezręczna cisza; Harry nie mógł się zdobyć na jakikolwiek ruch.
- Będziesz tak stał? – To były pierwsze słowa, które Malfoy skierował bezpośrednio do niego.  – Niby pracownik na ważnym stanowisku, a za grosz kultury. Nie widzieliśmy się pięć lat, Potter.
- No… tak. – Harry odwrócił się w jego stronę. Blondyn już nie krzyżował rąk na piersiach; teraz opuścił je luźno wzdłuż tułowia i jednym bokiem oparł się o framugę drzwi. Miał na sobie przylegający, błękitny sweter i proste, czarne spodnie. Jasne, prawie srebrne włosy jak zwykle perfekcyjnie ułożył.
- Aleś ty wygadany –wywrócił oczami. – Wypadałoby się jakoś przywitać.
- Dzień dobry, Malfoy.
- Witaj, Potter. – Draco zmierzył Harry’ego zagadkowym wzrokiem. – Niewiele się zmieniłeś. To nie komplement. Pozwól, że oprowadzę cię po mieszkaniu.
- Ty też się nie zmieniłeś – mruknął Harry, wymijając Dracona w drzwiach.
- To z kolei jest komplement.

8 komentarzy:

  1. Hy, hy, hy... będzie się działo, czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna uwaga. Teleportacja, a nie aportacja :D Poza tym, jest świetnie XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże jeszcze nie przeczytałam całej pierwszej części a już jestem podjarana na maksa. Bosko piszesz!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. boże kocham tą parkę *.* nie no ide czytać dalej bo z wrażenia nie wytrzymam. Masz wprost wspaniały sposób pisania, czyta się płynnie i z uśmiechem na twarzy :D chyba zostanę tu już na dłużej :D
    Życzę dużo weny i idę czytać dalej , jak chcesz możesz odwiedzić także mojego bloga, ale to w wolnym czasie :D
    http://opowiadania-yaoi-elizabeth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię tej pary, ale w twoim wykonaniu już mnie urzekło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja... to... wow! Bardzo mi się podoba Malfoy w twoim wykonaniu, mówi naprawdę jak on, a wiem że trudno dopasować wypowiedzi tak żeby pasowały do charakteru postaci, tobie wyszło to świetnie, jestem... wniebowzięta. Wow. Sama się dziwię własnym entuzjazmem... ale to jest... no wow, kurde! Nie umiem się wysławiać... ;___;
    Świetne. Pisz dalej, więcej, i niech wen cię nie opuszcza!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię paringu z Darrym, jakoś nie może mnie urzec, ale piszesz tak cudnie, że czytam do końca, co mi tam XD
    Nanni

    OdpowiedzUsuń
  8. Strasznie fajne to ^^ i przyjemnie się czyta. Nie lubiłam nigdy fików z Draco, bo mnie denerwował :P Ale tutaj niby zachowuje się tak jak powinien prawdziwy Malfoy, ale jednocześnie da się go lubić :) Szkoda tylko, że tak dawno nie było kolejnej części? Zastanawiam się, czy będziesz jeszcze kontynuowała "Bardzo osobistego ochroniarza" czy to koniec?
    Ariel

    OdpowiedzUsuń