we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

o13. Okłam mnie.


Głowa zeszła na drugi plan. Sytuacja była poważna przez kilka godzin, potem Shinra wyszedł ze swojego podziemnego gabinetu i usiadł ciężko na kanapie.
- Padam z nóg - wysapał - Jego stan jest stabilny. Parę razy nawet budził się, gdy go szyłem i pytał co robię i czemu tak łaskocze, ale chyba majaczy... Nie cieszcie się tak - dodał poważnie, widząc ulgę wstępującą na twarze Eriki i Walkera - Stabilny nie znaczy dobry. Jeśli nie macie nic przeciwko, posiedzę przy nim jeszcze godzinę, a potem ktoś mnie zmieni.  Gdyby coś złego się działo, dacie mi znać. W porządku?
  Wszyscy przytaknęli. Shinra poczekał, aż każdy znalazł sobie jakieś miejsce do przysiadnięcia, po czym stanął blisko Shizuo i przyciszonym głosem powiedział:
- Jest naprawdę źle. A poza tym... pytał o ciebie.
  Shizuo starał się, aby ani jedna emocja nie wpełzła na jego twarz.
- Hm - wymamrotał tylko, zastanawiając się, co tak naprawdę czuję, wiedząc, że Orihara Izaya kona piętro niżej, pytając o niego.
- Pyta, czy się wściekniesz, ale nic więcej nie kontaktuje - Shinra wzruszył ramionami, a Shizuo poczuł dziwny ścisk w żołądku. Doktor ziewnął potężnie. - Dobra, idę do niego...
- Prześpij się - mruknął Shizuo, nie patrząc na niego - Ja tam pójdę. Prześpij się chociaż godzinę.
  Po kilku sekundach nie mógł już udawać, że nie widzi badawczego spojrzenia, jakim mierzy go Shinra.
- Nie martw się, nie zabiję go przecież - westchnął, trąc kark zakłopotany.
- Nie chodzi mi o to, tylko... - Shinra w końcu odwrócił wzrok, nie kończąc rozpoczętej refleksji, ku uciesze Shizuo. - Dobra, to idź tam szybko... Myślę, że aparatura pika na tyle głośno, że usłyszelibyśmy tutaj, ale może coś majaczy, a tego nie słychać.
  Shizuo posłusznie zszedł po schodach i zniknął w ciemności.
Poszedł? - Celty prawie przytknęła telefon do twarzy Shinry.
- Ano. Interesujące.
Izaya oberwał osłaniając Shizuo.
- Dziwi cię to?
Sama nie wiem... Ale wiem jedno.
- Hm? - Shinra spojrzał na Celty. Jej ramiona dygotały.
Jeśli z tego wyjdzie, nigdy nie wypomnę mu tego, że ukrywał przed nami prawdę o głowie.
  Shinra uśmiechnął się delikatnie.
***
  Shizuo wszedł do ciemnego pomieszczenia, w którym jedynym światłem było to nieco błękitne i słabe, dawane przez skomplikowaną aparaturę. Podłączona była do niej leżąca na łóżku postać.
  Chwilę stał, przyglądając się białej jak kartka twarzy Izayi i gdyby nie rytmicznie pikający cicho odgłos, pomyślałby, że ma przed sobą trupa. Orihara zakryty był białym prześcieradłem aż po samą szyję, tylko jego szczupłe, nagie ręce leżały wzdłuż tułowia na pościeli. Shizuo czuł się jak zupełnie wyprany z emocji. Czułby coś, tylko zupełnie nie wiedział, co ma czuć.
  Sytuacja była na tyle absurdalna, że nie miał pojęcia, o czym w ogóle myśleć. Jedyne, co krążyło mu w głowie, to dziwne przeświadczenie, że już nic nigdy nie będzie takie samo.
  Po dwudziestu minutach siedzenia w bezruchu zdawało mu się, że Izaya poruszył się delikatnie, ale po chwili doszedł do wniosku, że to musiała być jego wyobraźnia. Shizuo poprawił sobie na ramionach nieco przyciasny sweter Shinry i zacisnął powieki, po czym ukrył twarz w dłoniach. A co, jeśli Izaya naprawdę umrze?
  W głowie miał całkowitą pustkę.
  Minęło kolejne dwadzieścia minut. I kolejne. Shizuo rozważał ewentualność pójścia po Shinrę i zdrzemnięcia się, ale w tym momencie stało się coś, co kazało mu o tym zapomnieć.
  Izaya poruszył się. Niezaprzeczalnie szarpnął lekko całym tułowiem i skrzywił się, po czym jęknął cicho. Heiwajima wyprostował się i spojrzał na niego; nie był już biały jak kartka, tylko niezdrowo zarumieniony, a twarz świeciła mu się od potu. Blondyn niepewnie dotknął dłonią jego czoła; paliło. Izaya miał ze czterdzieści stopni gorączki.
  Shizuo zerwał się na równe nogi, zastanawiając się, czy poczekać, aż Izaya coś powie, czy od razu iść po Shinrę, ale Orihara znowu wyprzedził jego decyzję i zaczął coś mamrotać pod nosem. Po chwili przysłuchiwania się, Shizuo wyłapał swoje imię.
- Shizu... Shizuo, b-będzie... - jęczał, oddychając ciężko - G-gdzie...?
- Ty... porąbany p-psycholu... Jestem tutaj - powiedział Shizuo, czując się tak głupio, jak jeszcze nigdy w życiu. Izaya wyciągnął rękę przed siebie i nieco rozchylił powieki.
- T-tutaj? - wysapał, po czym jego twarz wykrzywił grymas rozpaczy, a oczy zaszkliły się łzami - N-nnnie! Ja muszę...! SHIZUO!
  Heiwajima przestał już w ogóle myśleć o tym, czy należałoby pójść po kogokolwiek, nachylił się nad łóżkiem Orihary i bez zastanowienia położył mu chłodną dłoń na rozgrzanym czole. Pierwszy raz widział go w takim stanie.
- Przecież tu jestem, kretynie - powiedział donośnie, modląc się w duchu, aby Izaya przestał płakać. Ten jednak chyba wcale nie miał zamiaru.
- Z-zniszczyłem...! Przepraszam, Shizuo, naprawdę nie chciałem! - mamrotał, wyciągnąwszy ręce i złapawszy blondyna za sweter na piersiach - N-nie idź stąd tylko d-dlatego, ja to... Ja to naprawię, Shizuo!
- Nigdzie się nie ruszam, popieprzyło cię?! - Shizuo odgarnął spoconą grzywkę z czoła Izayi, gdy ten otworzył oczy i w amoku zaczął przyciągać go do siebie jeszcze bardziej. - Nie wysilaj się tak, debilu, masz świeżo zszyte rany...!
- T-ty nie rozumiesz, jak się dowiesz... Wściekniesz się... - Izaya patrzył na niego, ale jakby go nie widział. - S-shizuo... Gdzie on poszedł...?
- Ciągle tu jestem! - zawołał Shizuo, porządnie wystraszony błędnym wzrokiem Orihary. Dobrze wiedział, że powinien natychmiast iść po Shinrę, ale w jakiś sposób po prostu nie mógł zostawić Izayi w tak żałosnym stanie.
- J-ja... Twoja... Koszula, od b-brata - mamrotał Izaya, a łzy ciekły mu z oczu - K-krew... Zniszczyłem ją, ty mi tego nigdy... N-nie wybaczysz, ja... Ona jest c-cała... Do wyrzucenia... - i rozszlochał się całkowicie, szarpiąc za sweter Heiwajimy konwulsyjnie. Shizuo powstrzymał w sobie chęć parsknięcia śmiechem, po czym, odruchowo, obiema dłońmi złapał Izayę za twarz i kciukami starł łzy pomieszane z potem z jego zarumienionych policzków.
- Mam gdzieś tę cholerną koszulę - powiedział donośnie - Słyszysz? Nie obchodzi mnie ona. W domu mam z dziesięć takich samych. Nie wścieknę się. Wybaczę ci. Słyszysz, Izaya?
- W-wybaczę? - Izaya wciąż jakby nie widział nachylonego nad nim blondyna. - N-nnnie! NIGDZIE NIE... P-poszedł?!
- Nie poszedłem! - Shizuo zaczął się bać już nie na żarty. - Poczekaj, zaraz zawołam tu Shinrę-
- NNNNIE! - Izaya złapał go za sweter tak gwałtownie, że Shizuo w ostatniej chwili podparł się ręką o łóżko, żeby nie spaść na niego torsem i nie zrobić mu krzywdy. Twarz Izayi była teraz tuż przy jego twarzy. Brunet oddychał szybko i płytko, ale tym razem patrzył mu w oczy całkiem przytomnie - Shizu-chan... - dotknął ustami jego policzka, potem złapał go dłońmi za kark i przycisnął go do siebie - N-nigdzie... Nie idź, b-bo ja się zaraz... obudzę... - szeptał coraz bardziej nieprzytomnie, wodząc ustami po twarzy Shizuo, a dłońmi po jego ramionach. Jego usta pozostawiały na policzkach blondyna mokre ślady, czuł na twarzy jego rzęsy i w niemym zdziwieniu pozwalał na to, żeby Orihara robił z nim takie rzeczy.
  Izaya był już jednak tak gorący, że Shizuo wyrwał się z jego objęć, nie reagując na krzyki protestu i zdjął z niego całkiem przepocone prześcieradło. Przełknął ślinę i usilnie starał się sobie wmówić, że wcale nie zauważył braku jakiegokolwiek odzienia u Orihary. Z resztą w oczy o wiele bardziej rzuciła mu się świeżo zszyta pręga przechodząca na skos przez blady brzuch bruneta. Przełknął ślinę.
- S-shizuuuuu- bez zastanowienia przycisnął swoje usta do jego warg, uciszając go w końcu. Izaya drżał chwile pod nim, po czym rozchylił usta i jęknął, ni to z bólu, ni z rozkoszy. Shizuo już sam nie wiedział co robi i nie miał pojęcia, czy to w porządku, że całuje się z ledwie przytomnym Izayą. Łokciem oparł się o materac, drugą rękę trzymał przy twarzy bruneta i gładził go po głowie. Izaya, pomimo stanu, w jakim się znajdował, całował go wyjątkowo łapczywie, jakby była to ostatnia rzecz, którą robi w życiu. Znów zarzucił na Shizuo rozpalone ręce i przyciągnął go do siebie, wodząc wargami po każdym centymetrze jego twarzy, ramion i szyi. Shizuo wiedział, że za chwilę będzie musiał zawołać Shinrę, bowiem gorączka Izayi nie ustępowała ani nie zmniejszała się.
- Muszę na chwilę iść - powiedział w końcu, oddychając ciężko, próbując wyswobodzić się z uścisku bruneta. Było mu niewiarygodnie głupio, ale musiał przed sobą przyznać, że wyjątkowo się rozgrzał. Teraz uczucie gorąca dopełnił palący wstyd na myśl, co by pomyślał sobie Shinra albo ktokolwiek inny, zastając go w takiej sytuacji z pacjentem w krytycznym stanie.
- Muszę? - Izaya spojrzał na niego spod półprzymkniętych powiek i przełknął ślinę ciężko. - W-wspólniku...
- Hm? - Shizuo zareagował na to od razu, czując niespodziewany ścisk gdzieś w brzuchu.
- ...Okłam mnie... - wyszeptał Izaya, a jego spojrzenie było zadziwiająco przytomne.
  Shizuo patrzył na niego przez chwilę, siedząc na jego łóżku z zaciśniętymi pięściami.
- Chcę, żebyś umarł - powiedział w końcu cicho.
  Izaya patrzył na niego nieokreślonym wzrokiem, po czym uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Shizuo wstał i szybkim krokiem poszedł po Shinrę.
***
  Nad ranem stan Izayi był już na tyle ustabilizowany, a temperatura ciała prawidłowa, że banda Kadoty opuściła mieszkanie Shinry i Celty. Zyskali dużo przestrzeni, bo w siódemkę było im dosyć ciasno. Shinra myślał, że znowu zostaną z Celty sami, ale okazało się, że Izaya tak bardzo polubił towarzystwo Shizuo przy swoim łóżku, że nie ma mowy, by ten wyprowadził się z powrotem do siebie.
- Wiesz co, Shizzy-ko - mówił cicho Izaya pewnej nocy, chyba święcie przekonany, że rozmawia ze swoim wężem - Ona tak naprawdę chyba mnie zabiła, bo ja już w ogóle nie czuję w sobie życia, wiesz, to szkoda...
  Shizuo w takich momentach starał się nie skupiać na słowach Orihary, ale były jedynym źródłem dźwięku w cichym pomieszczeniu, więc nie miał zbytniego wyboru; żeby nie naruszać prywatności Izayi, gdy ten nabierał ochoty na dziwny monolog, Shizuo odliczał w myślach od jednego do dziesięciu w kilku różnych językach. Niewiele to jednak dawało.
- Życie mnie ciekawiło, naprawdę kochałem ludzi, wiesz, byli zabawni - Izaya patrzył w sufit spod przymkniętych powiek, a na jego ustach majaczył uśmiech. - Lubiłem też swój płaszcz i mały scyzoryk... Będzie mi tego chyba brakować, bo... Hm.
  Zamilkł na dłuższą chwilę, a Shizuo spojrzał na niego z ukosa. Izaya wyglądał, jakby myślał nad czymś intensywnie.
- Wiesz, czego najbardziej będzie mi brakowało?...
  Shizuo przełknął ślinę i zapatrzył się w ścianę.
- Nie słucham, nie słucham, nie słucham, nie słucham... - powtarzał świszczącym szeptem pod nosem, zaciskając powieki, ale głos Izayi i tak przebił się przez te bariery obronne.
- Tuńczyka... z rosyjskiego sushi...
- Co? - wyrwało mu się, gdy otworzył gwałtownie oczy.
- Tuńczyka, Shizzy-ko! Karmiłem cię kiedyś nim, pamiętasz, wtedy gdy prawie mnie nie dziabnąłeś... I właśnie wtedy wymyśliłem ci to imię - Izaya zachichotał i nagle spoważniał. - To właśnie był on, wiesz, wydaje mi się, że w końcu sprawię mu trochę przyjemności, wiesz... - Jego wzrok stał się pusty, a uśmiech na ustach wyglądał jak przyklejony. - On się ucieszy, gdy ja umrę.
- Ty pieprzony idioto! - zawołał Shizuo, zrywając się na równe nogi - Co ty w ogóle mówisz! Myślisz, że ja tego nie słyszę?!
  Izaya milczał, patrząc w sufit.
- Shizzy-ko - powiedział w końcu poważnym tonem - Dlaczego próbujesz mnie ukąsić?
  Shizuo opadł na krzesło zrezygnowany.
- Izaya, nie chcę, żebyś umarł. Nie chcę tego, bo miałbym wyrzuty sumienia. Nie chcę, żebyś umarł przeze mnie w taki sposób. - Shizuo wiedział, że i tak żadne z jego słów nie zostanie zarejestrowane, ale może to było powodem, dla którego w końcu zaczął mówić. - Nienawidzę cię, ty zboczeńcu. Robisz czasem takie rzeczy, których zupełnie bym się po tobie nie spodziewał. C-całujesz mnie, molestujesz, spijasz moją kawę, osłaniasz własnym ciałem…
- Umrę, Shizzy-ko - powiedział Orihara cicho.
- IZAYA! - ryknął Shizuo wściekle - Zabiję cię, jak umrzesz! Nawet mi się nie waż! Masz przeżyć, do kurwy nędzy, żebym ja cię mógł potem zabić, SŁYSZYSZ?!
  Serce waliło mu jak młotem; zorientował się, że stoi. Sam nie wiedział, kiedy znowu poderwał się na równe nogi. Siadł na krześle przy łóżku i zapatrzył się w swoje buty.
- Słyszę - dobiegło go od strony łóżka. Podniósł wzrok; Izaya znów wyglądał na nieco przytomniejszego niż zwykle i patrzył na niego. - Rozważę to. Może nie umrę.
- Głupi kretyn - wymamrotał Shizuo, nie spuszczając z niego wzroku.
- Ja ciebie też kocham - usłyszał w odpowiedzi i wszystkie oznaki życia w nim zamarły; Izaya zamknął oczy i praktycznie od razu zasnął kamiennym snem. Shizuo siedział jak skamieniały, bez czucia w kończynach, z wyschniętym gardłem i dziwnym szumem w głowie. Lodowaty strumień dreszczy spłynął od jego głowy aż po same stopy.
 Zapatrzył się w jakiś nieokreślony punkt na przeciwległej ścianie i zupełnie automatycznie przyjął do wiadomości fakt, że całe jego życie, ogół dotychczasowych działań i myśli, jego własny, osobisty porządek; to wszystko runęło bezpowrotnie jak kruchy, wapienny mur.

3 komentarze:

  1. Zaczęłam płakać. T.T
    Niech nie umiera, błagam.... Yhyy.

    OdpowiedzUsuń
  2. T.T naprawdę niewiele zabrakło a bym sie rozryczala. To było takie piękne T^T
    Oklam mnie...
    Chce, żebyś umarł.
    Kobieto wielbię cie! Tylko dwa opowiadania Shizayi tak mnie poruszyly i tak należysz do tej wielkiej dwójki *mowi z zaszklonymi oczami*
    Serio jak tylko dorwe sie do drukarki od razu to uwiecznie
    Niesamowiwte... Jestem pełna podziwu
    Umarłam po raz siódmy [*] tym razem ze wzruszenia i podziwu

    OdpowiedzUsuń