we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

o12. Kefir z truskawek.


Dochodziła jedenasta. Nad Ikebukuro zrobiło się już całkiem ciemno.
- Najlepiej byłoby, gdyby zjawiła się tam przed handlarzami. Gdy spróbujemy odbić towar, mogą robić problemy. Nie, żebyśmy nie dali sobie z nimi rady - Izaya uśmiechnął się szeroko. - Ale nie potrzebne nam jakieś przeszkody.
- Racja - kiwnął głową Shizuo - Ale na to nie mamy wpływu. Z kim ona mogła się umówić na tę wymianę... I jak? Kto w ogóle dał jej jakieś kontakty?
- Znam osobę, która ma wystarczające kontakty, żeby znaleźć kogoś zainteresowanego kupnem głowy albo węża - Izaya wzruszył ramionami.
- Ciekawe kogo możesz mieć na myśli... - westchnął Shizuo, wtykając dłonie do kieszeni - Czy ta osoba przed chwilą nie dostała kosza od zamężnej ślicznotki?
- Możliwe - Izaya w ogóle nie wyglądał na zbitego z tropu. - Bardzo możliwe, że to ta sama osoba, która przed dostaniem kosza wprawiała kogoś w totalną, bardzo dobrze widoczną zazdrość.
- No ty chyba sobie żartujesz... - Shizuo zmierzył go krytycznie. Izaya spojrzał na niego i uśmiechnął się, unosząc nieco brwi. Shizuo prychnął z pogardą i nie skomentował tego dwuznacznego wzroku.
- Możemy już tam iść i przyczaić się na nią przy wejściu na parking. Nawet jeśli przyjdą pierwsi, my dorwiemy ją, zanim do nich dotrze.
- Jasne. - Shizuo przyspieszył kroku za Izayą.
  Minęło jakieś dziesięć minut, gdy telefon Izayi zawibrował. Wyciągnął go i zmarszczył brwi, czytając wiadomość.
- Co jest? - mruknął Shizuo.
- "Mamy ją. Pospieszcie się." - przeczytał przeciągle i uniósł brwi - Z numeru Kadoty. Tylko zapomnieli wspomnieć, gdzie są.
- Przypuszczam, że właśnie tam, dokąd zmierzamy.
  Spojrzeli po sobie i pomyśleli o tym samym; Walker i Kadota przytrzymujący wyrywającą się, wściekłą Erikę, Togusa zaciekle broniący samochodu i Yuu dziko wymachująca głową Celty, próbująca ich wystraszyć albo uciec.
  I puścili się biegiem.
***
Gdy dotarli na miejsce, byli już nieźle zmachani, a z czarnego nieba kropił deszcz. W oddali słychać było nadciągającą burzę, ale ciche odgłosy dalekich grzmotów były zagłuszane przez krzyki dobiegające z parkingu.
- Ty kłamliwa suko! Zdradziłaś mnie! - wrzeszczała Yuu, faktycznie wymachując trzymaną w garści głową, szarpiąc ją za włosy.
- Spokojnie, nie rób nic pochopnie - próbował opanować sytuację Kadota - Nie chcemy, żebyś zrobiła komukolwiek krzywdę, a ta głowa... O rany, zaraz może się uszkodzić, odłóż ją, proszę...
- NIE! Potrzebuję pieniędzy! Jestem bez grosza, rozumiecie?! - Yuu wyglądała, jakby dostała padaczki. Shizuo poczuł dreszcz, widząc jej błyszczące dziko oczy. Tuż przy uchu usłyszał szept.
- Boisz się? - Izaya wyszemrał to prawie niedosłyszalnie, kładąc mu dłoń na ramieniu i opierając się całym ciałem o jego plecy. Shizuo odwrócił głowę tak, że prawie stykali się nosami i zmrużył groźnie oczy.
- Kiedy wkraczamy? - wycharczał.
Izaya uśmiechnął się i wolną dłoń przyłożył do ucha Shizuo, jakby bawił się w głuchy telefon, po czym znowu się nad nim nachylił.
- Za chwilkę - Tym razem jego usta delikatnie dotknęły skóry blondyna; były, jak zwykle, zimne. Mężczyzna, powstrzymując ochotę wzdrygnięcia się, skinął głową. Starał się ignorować fakt, że Izaya, mówiąc dobitnie, przylgnął do niego od tyłu ściśle.
- Komu chcesz to sprzedać? - spytała Erika drżącym głosem, ściskając rękę Walkera, który zdawał się ją osłaniać własnym ciałem.
- Słyszałam, że... Że tu zawsze ktoś przyjeżdża! - Yuu była totalnie zdesperowana, a deszcz zacinał coraz mocniej, rozmazując jej makijaż. Wyglądała, jak zjawa. - Tu zawsze odbywają się mroczne handle! Zaraz ktoś przyjedzie i to kupi! Chcę pieniędzy!
- Co za kretynka - Izaya znów przytknął usta do ucha Shizuo. - Nawet się z nikim nie umówiła... Przyszła, przekonana, że ktoś przyjedzie i kupi od niej głowę...
- Zobacz, co ona z nią wyprawia - Shizuo patrzył, jak Yuu, trzymając głowę za włosy, machała nią na wszystkie strony. - Chyba nie chcesz, żeby Celty na dzień dobry miała już jakieś blizny na twarzy, co?
- Racja, czas wkroczyć - westchnął Izaya i puścił Heiwajimę z objęć. Oboje zdecydowanym krokiem wyszli na parking.
- Koniec zabawy, Yuu, oddaj to - Shizuo starał się brzmieć najgroźniej, jak tylko potrafił.
- Shizuo! - zawołał Kadota - Jesteście!
- Znaleźliśmy ją, gdy szła ulicą i śledziliśmy aż do tego miejsca - powiedziała Erika przyciszonym głosem - Głowę niosła w zrywce... Obrzydlistwo.
  Rozpadało się na dobre. Czerwone włosy Yuu oklapły, makijaż rozmazał się całkowicie, a coraz głośniejsze grzmoty były jakby jej podkładem muzycznym.
- Nie zbliżajcie się do mnie! - wrzasnęła - Nie wiem, po co ci była ta głowa, ty psycholu, ale nie mam zamiaru jej oddać...!
- Ona nazywa mnie psycholem, ludzie... - westchnął Izaya pod nosem, odrzucając z czoła mokrą grzywkę i zdjął płaszcz, po czym rzucił go na ziemię - Nikt od ciebie tego nie kupi! Po co ci właściwie te pieniądze?
- Chcę yaoi! - wrzasnęła - Więcej, więcej yaoi!
- To co, nie jesteś już szaloną ekolożką? - spytał Izaya z uprzejmym zdziwieniem, tak swobodnym tonem, jakby właśnie mu oświadczyła, że kupiła sobie nowe firany.
- Teraz jestem szaloną yaoistką! - uśmiechnęła się diabolicznie, wymachując głową szalenie - Mam gdzieś tę głowę! Chcę tylko męsko-męskiej miłości! To cel mojego życia, nowa pasja, powód, aby istnieć!
- A mówiłeś, że to ja mam obsesję - mruknęła Erika do ucha Walkera.
- Prawdziwa yandere... - szepnął Yummachi, patrząc na Yuu z przerażeniem graniczącym z czcią.
- Oddaj nam głowę, a kupię ci tyle tych mang, że ich nie udźwigniesz - Izaya wzruszył ramionami.
- Mam gdzieś to, co będzie! - ryknęła na całe gardło i dostała ataku kaszlu, który trwał przez krótką chwilę. Kadota i Tobusa patrzyli na całą scenę z wyraźnym wstrętem, Erika objęła wciąż osłaniającego ją z determinacją Walkera w pasie i wyglądała z przerażeniem zza jego ramienia, a Shizuo i Izaya wymienili krótkie, zdegustowane spojrzenia. Yuu w końcu uspokoiła oddech i splunęła paskudnie do kałuży. - Chcę miłości! Tu i teraz!
- Ty chyba żartujesz - jęknął Shizuo, a Yuu spojrzała na niego, jakby nagle coś wpadło jej do głowy.
- Heiwajima Shizuo-san! - zawyła z uciechą - Podejdź do mnie! Pocałuj mnie!
- Nie ma mowy! - Shizuo zdołał tylko otworzyć usta, a to, co chciał powiedzieć, wyrwało się z gardła komuś innemu. Izaya, ignorując deszcz siekający mu twarz i spływający ciurkiem z przemoczonych ciuchów, mierzył Yuu wściekłym spojrzeniem. - Nawet o tym nie myśl!
Blondynowi zdawało się, że usłyszał podekscytowany pisk dobiegający gdzieś znad ramienia Walkera, ale szybko zapomniał o tym dziwnym zjawisku.
- Dobrze więc! - Yuu uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Nie wiem, jakie dla was ma znaczenie ten łeb, ale mogę go odpowiednio upiększyć, co wy na to? - po czym wyciągnęła zza pazuchy scyzoryk, identyczny z tym, jakim do tej pory posługiwał się Izaya.
- Co? - Orihara wytężył wzrok. - Nożyk też mi zapieprzyłaś? Że też nie zabieram go ze sobą, gdy wychodzę po bułki, głupi nawyk...
- I całą butelkę wina! - Yuu wybuchła śmiechem. - Wypiłam ją jednym duszkiem, przed chwilą!
- To wiele wyjaśnia - westchnął Kadota.
- Jak ty się w ogóle dostałaś do mojego mieszkania? - Izaya wyglądał na mocno zdegustowanego faktem, że nie wszystko idzie po jego myśli.
- Zamknąć się! – Jakby go nie usłyszała, wrzasnęła i potrząsnęła mokrą grzywą krwiście czerwonych włosów. - Albo dacie mi to, czego chcę, albo posiekam tą gębę na kawałki! - i zaczęła wymachiwać scyzorykiem tuż przy twarzy Celty.
- Ale czego chcesz?! - warknął Shizuo, postępując krok do przodu i napinając wszystkie mięśnie. Deszcz lał już jak oszalały.
- Chcę yaoi! - Też postąpiła krok w kierunku Shizuo i wycelowała w niego scyzorykiem. - Ty... Rozbierz się od pasa w górę... Już!
- Czuję się, jakby coś podobnego już mi się dzisiaj przytrafiło - jęknął Shizuo i, nie spuszczając wzroku z rąk Yuu, rozwiązał muchę, ściągnął przemoczoną kamizelkę i koszulę, po czym rzucił je prosto na płaszcz Izayi. Yuu już na niego nie patrzyła, wzrokiem szukała drugiej ofiary.
- Ty! - ryknęła zadowolona, wskazując na Kadotę - Też się rozbieraj! Będziecie się całować!
- Co? - wydukał Kadota, czerwony jak burak.
- Co? - jednocześnie jęknęli Walker i Tobusa.
- Cooo? - wykrzyknęła z niedowierzaniem Erika.
- Dlaczego on?! - wściekł się Izaya.
- Nie! - Erika wyrwała się spod rozłożonych ramion Walkera i podbiegła do Yuu tak, że znajdowały się około trzech metrów od siebie.- Zaklinam cię, Yuu, dzieli nas wiele, ale łączy jedno! Miłość do yaoi! - mówiła z takim uczuciem i przekonaniem, że w oczach czerwonowłosej zaszkliły się łzy - Uwielbiam wychodzić poza kanon, ale tu nie możesz sobie na to pozwolić! Błagam cię, Yuu, pomyśl rozsądnie! - Erika zacisnęła pięści i prawie padła na kolana - W całym Ikebukuro jest jedyna, słuszna para yaoi, drapieżny uke i brutalny seme, relacje uczuciowe pomieszane z nienawiścią! Nie każ mi patrzeć na coś innego!
- Erika... - Kadota, wryty w ziemię, nie mógł oderwać spojrzenia od rozemocjonowanej dziewczyny.
- Gdy patrzę na Kadotę, mój gejradar nie dzwoni! To nie wyszłoby wiarygodnie, Yuu! - Erika dotarła do głębi psychiki Yuu tak, jak chyba nikt inny w całym jej życiu. - Jeśli już chcesz, aby ktoś się dzisiaj całował i żeby to byli mężczyźni... Mogę ubrać męskie ciuchy i zrobić to z Walkerem!
  Walker zesztywniał momentalnie i szczęka mu opadła. Yuu przez chwilę patrzyła na Erikę ze śladem przeżywanego przed chwilą wzruszenia na twarzy, po czym wykrzywił ją grymas wściekłości.
- Coooo?! Ty chyba sobie żartujesz! Będę wiedziała, że to ty, to się nie liczy! - Znów zaczęła wymachiwać głową i Shizuo pomyślał z przerażeniem, że jeśli dalej tak pójdzie, mokre włosy wyślizgną jej się z rąk i stanie się coś strasznego. - Sprowadź mi tu tę jedyną słuszną parę yaoi! Natychmiast!
- Eee, w sumie... - Erika spojrzała niepewnie na Izayę i Shizuo. - To są tutaj... To oni...
- Aaaaaaah, teraz to WIDZĘ! - Yuu podskoczyła w euforii, pożerając ich wzrokiem i znowu zagrzmiało, a niebo przecięła błyskawica. - Idealnie! Ty też się rozbierz!
  Izaya bez słowa i bez żadnych emocji na twarzy zdjął przemoczoną koszulkę i rzucił ją na pokaźny już stos ubrań.
- Podejdźcie tu! Bliżej! - Yuu cieszyła się jak małe dziecko, widząc zbliżających się ku sobie, roznegliżowanych mężczyzn. Gdy byli już w tym miejscu, w którym wcześniej swoją poruszającą przemowę wygłosiła Erika, kazała im się zatrzymać. Cała banda Kadoty obserwowała tę scenę w niemym przerażeniu, nawet Erika nie wyglądała na podekscytowaną, tylko wystraszoną.
  Izaya wspiął się nieco na palce i znów musnął ustami ucho blondyna.
- Dam ci znak... I wtedy, najszybciej jak będziesz umiał, zabierzesz jej głowę.
  Shizuo, cały napięty, z walącym sercem, skinął głową. Izaya stanął na całych stopach i nieco zadarł głowę do góry. Oboje byli całkiem przemoczeni, stali bardzo blisko siebie i nie spuszczali z siebie wzroku. Yuu zapiszczała z uciechy.
- Teraz go pocałuj! Ty! - wskazała na Shizuo scyzorykiem - Tylko bez krwi, bez przemocy... Przynajmniej na razie...
Psycholka... - pomyślał Shizuo i przełknął ślinę, po czym, dziwnie rozgrzany, nachylił się nad Izayą. Przez kilka sekund dyszeli sobie nawzajem usta przy ustach i w końcu któryś sięgnął do przodu.
  Było niezręcznie. Nie potrafili się w siebie wpasować, usta Shizuo były nienaturalnie gorące, a Izayi - zimne i sine. Po chwili Orihara poczuł dłonie wślizgujące się mu na dolną częśc pleców i sam zarzucił swoje drżące ręce na szyję wspólnika.
- Zamknijcie oczy, do cholery! - warknęła Yuu i wtedy uświadomili sobie oboje, że wciąż mają uchylone powieki. Gdy zamknęli oczy, poszło jakby łatwiej. Izaya wspiął się na palce, żeby pogłębić pocałunek, Shizuo przycisnął go do siebie mocniej i uchylił wargi, aby złapać oddech. Język Izaya też miał zimny, a szczupłe palce, wplątujące się we włosy Shizuo pozostawiały na głowie chłodne smugi.
  Izaya sapał coraz głośniej, gdy dłonie Heiwajimy przesuwały się po jego plecach nieznacznie, a sam delikatnie przeczesywał swoimi jego mokre włosy. W końcu zaczęli całować się już tak intensywnie, że ich mokre torsy przylgnęły do siebie ściśle.
- Zmolestuj go trochę! - usłyszeli głos Yuu gdzieś w jakiejś innej bajce - Ty, brutalny seme, nie cackaj się z nim aż tak!
  Shizuo niespodziewanie dla siebie, a tym bardziej dla Orihary, wsunął jedną dłoń do jego spodni, a drugą złapał go za kark i przycisnął do siebie brutalnie. Izaya, czując jego palce w miejscu tak niespodziewanym, jęknął mimowolnie. Shizuo totalnie przejął kontrolę nad pocałunkiem. Przekrzywił nieco głowę, ignorując strużki wody spływające mu po twarzy i mieszające się z ich śliną, po czym dokładnie spenetrował językiem usta Izayi. Pieścił nim jego podniebienie, czasem obili się o siebie zębami, ale w porównaniu z ich poprzednim doświadczeniem tego typu, pocałunek ten był wyjątkowo delikatny. Pojękiwania, jakie przy tym wychodziły z gardła bruneta, tłumił, całkowicie obejmując swoimi ustami jego wargi.
   Ich torsy zaczęły się o siebie ocierać, najpierw powoli, potem coraz gwałtowniej. Shizuo złapał się na tym, że prawie całkowicie stracił czujność i zapomniał o powodzie tego pocałunku. W pewnym momencie Izaya, oddychając bardzo szybko, delikatnie oderwał usta od warg Shizuo i zaczął przesuwać językiem po jego żuchwie, dłoń przenosząc na policzek blondyna i gładząc go delikatnie. Shizuo zdziwiony taką delikatnością poczuł, jak wstrząsa nim dreszcz. Serce waliło mu coraz szybciej, a dłonie z powrotem przeniósł na plecy Orihary. Gdy ten był już przy jego uchu, Shizuo pomyślawszy, że zaraz nadejdzie moment, w którym będą musieli przerwać, wykorzystał sytuację i szybko przeniósł usta na szyję bruneta, po czym wgryzł się delikatnie w jego lodowatą, wilgotną skórę.
- Aah! - zupełnie nieprzygotowany na taką ewentualność Izaya wydał z siebie okrzyk i wstrząsnął nim gwałtowny spazm. Shizuo nie przestawał kąsać i ssać jego szyi, jednocześnie wodząc dłońmi po plecach, a szczupłe i mokre ciało Izayi drżało w jego ramionach. W końcu brunet przywarł do niego kroczem, ściśle oplótł go ramionami i przycisnął wilgotne usta do jego ucha.
- Shizu-cha-an... - wyjęczał, a drżał nawet jego głos - N-nie... Przestań... Aah... - Próbował się chyba bronić przed zajściem dalej. - N-nienawidzę cię...
- Masz dosyć? - wymruczał Shizuo, a Izaya znów jęknął.
- Shizu-chan - wysapał prosto do jego ucha, po czym pocałował go delikatnie w skroń - Zrób to teraz.
  Shizuo momentalnie i gwałtownie oderwał się od Izayi, słysząc dookoła siebie zduszone okrzyki. Deszcz zacinał tak niesamowicie, że prawie nic nie widział, poczuł jednak, jak coś mocno uderza go w ramię, a gdy w końcu chwycił głowę i wyrwał ją z dłoni Yuu, coś bardzo ciężkiego runęło mu u stóp, a towarzyszące temu zdarzeniu wrzaski i przerażające odgłosy sprawiły, że serce mu zamarło.
- Łapcie ją! - usłyszał wrzask Kadoty i już po chwili Yuu szarpała się w objęciach Dotachina i Tobusy. Shizuo drżał cały, totalnie niezorientowany w tym, co działo się dookoła niego. W końcu ktoś, prawdopodobnie Walker, wyjął mu głowę z rąk i wsadził ją z powrotem do zrywki.
  Shizuo spuścił wzrok, mrugając zawzięcie, aby przegonić dziwne uczucie niepokoju. Nagle spostrzegł coś dziwnego; ogromna kałuża, w której stał, zachodziła jakimś dziwnym cieniem. Ten ciemniejszy od wody cień powoli pożerał jej przejrzystość, aż w końcu Heiwajima spostrzegł, co to.
  Krew.
- Kurwa - wydusił tylko i rzucił się na kolana, a jeśli w jego ciuchach było jeszcze jakieś suche włókno, to właśnie się zamoczyło. Nie przejmował się tym jednak, walcząc z zacinającym deszczem w końcu znalazł źródło wypływu krwi. Izaya, zwinięty w kłębek, dygotał na całym ciele, trzymając się kurczowo za brzuch. Brzuch rozorany własnym scyzorykiem, z którego nieprzerwanie płynęło coraz więcej krwi - Ty idioto! - jęknął Shizuo i nachylił się nad nim - Kurwa! Kretynie! Po co się na nią rzucałeś!
  Shizuo już wiedział, co obiło się o jego ramię i runęło u jego stóp. Już wiedział, gdzie wylądowało ostrze, które miało wbić się w jego bok.
- To tylko ramię, głupia ręka, kretynie! - wrzeszczał, tamując krwawienie swoją koszulą, która leżała na stosie ubrań nieopodal - Kadota!
  Nie minęła minuta, jak załadowali nieprzytomnego, białego, jak kartka Izayę do vana i skontaktowali się z Shinrą. Nawet Tobusa nie marudził, że brudzą mu tapicerkę krwią. Erika wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć, Walker toczył zaciętą walkę z Yuu, pozbawioną już ostrza, a Kadota miał za zadanie podjąć szybką decyzję, co teraz z nią zrobić. Shizuo siedział jak skamieniały, nie odrywając wzroku od sczupłego, zakrwawionego ciała Orihary.
  Od podejmowania decyzji co do Yuu uwolniło ich nadjeżdżające auto. Wypadła z niego Yana, za kierownicą siedział jakiś młody mężczyzna, zapewne jej mąż.
- Co zrobiłaś?! - jęknęła, widząc całą scenę - Chodź, chodź ze mną, pojedziemy jutro do pana doktora i wszystko będzie w porządku. Dlaczego nie brałaś swoich tabletek? Mówiłaś, że bierzesz, a znalazłam całe opakowanie... Nietknięte...
- Ja chcę... tylko... yaoi! - Yuu przerażona tym, co zrobiła, rozpłakała się jak małe dziecko. Walker wypuścił ją z objęć i spojrzał na nią z największym wstrętem.
- No już, chodź do samochodu... Zrobimy kefir... Kefir z truskawek...
- Kefir z truskawek...? - wyszlochała Yuu, patrząc na siostrę wielkimi oczyma.
- Tak, dużo kefiru... No, ale chodź już...
Yuu poczłapała do samochodu Yany. Walker szybko wskoczył do vana Kadoty i zatrzasnął drzwi.
- No już, gazu! - wrzasnął Kadota i ruszyli, odbierając telefoniczne instrukcje od Shinry. Shizuo wciąż nie odrywał wzroku od blednącej twarzy Izayi; w pewnym momencie brunet nieco uchylił powieki, patrzył na niego przez chwilę, po czym odezwał się chrapliwie.
- Z-zapomnieliście o moim... płaszczu...

5 komentarzy:

  1. Taa, zapomnieli o płaszczu, buahaha. XD Ten to wie, o co ma się martwić >3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde ten rozdział wywołał u mnie tyle sprzecznych ze sobą emocji ze chwilowo myślałam, ze mój brzuch tego nie wytrzyma. Wariatka rozkazujaca im sie calowac. Z jednej strony fajnie, motylki w brzuchu, z drugiej ta ruda suka, która im rozkazuje.... Nie wiedziałam czy mam sie śmiać czy zachować powagę, jaka minę przybrać. Totalnie mnie zbilo z tropu. Otrzezwialam dopiero jak Izaya został ranny. Kocham motyw martwiacego sie Shizuo i bezbronnego Izayi. <3 to jest moment przełamania dzielacej ich granicy.
    Zapomnieli o kurtce... Heh Izaya nawet w takiej chwili martwi sie o takie coś. Inaczej nie był by sobą.
    LUDZIE PRZYSTOPUJCIE. ZYAOI BO SKONCZYCIE JAK YUU. Amen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mam rude włosy i za rudą sukę się obrażam XD

      Usuń
    2. Teeż mam rude włosy aktualnie! HAHA

      Usuń
  3. no ! w końcu trochę grozy ! >DD .

    OdpowiedzUsuń