we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

o11. ...Bałbym się jak jeszcze nigdy w życiu.


- O kurczaki, oni naprawdę do nas idą... - jęknął Mikado, czując, jak krew odpływa mu z twarzy - Czego mogą od nas chcieć...?
- Zaraz się dowiemy - Kida próbował zabrzmieć dziarsko, ale widząc zbliżających się w ich kierunku mężczyzn także nie czuł się pewnie.
- Yo - mruknął Shizuo na powitanie, bacznie lustrując siedzących na ławce chłopaków - Nie zajmiemy wam dużo czasu.
- Nie zaczynaj tak służbowo, Shizu-chan, bo ich wystraszysz - pouczył go Izaya, uśmiechając się do skołowanych znajomych promiennie.
- Stul gębę, idioto - warknął Shizuo przez zęby, ale nieco swobodniejszym tonem dodał - Słuchajcie, mam do was pytanie. Czy nie widzieliście może w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin kobiety?
  Wcześniej ustalili z Izayą, że ostatnia doba była jedyną dobą, podczas której mogła swobodnie dostać się do mieszkania Orihary tylko w sobie znany sposób, zdążyć zabrać węża, przeszukać mieszkanie i zabrać głowę, oraz napisać list.
- Metr sześćdziesiąt pięć, może troszkę więcej, długie, czerwone włosy, błękitnooka, raczej zgrabna i całkiem ładna...
- Spokojnie, wspólniku, bo zaraz ci krew z nosa pójdzie - mruknął Izaya niezadowolonym tonem.
- Tobie też, jak się nie przymkniesz, bo ci przywalę - Shizuo rozgromił go spojrzeniem. - I przestań nazywać mnie wspólnikiem.
- Widzieliśmy ją - wtrącił Mikado, przypominając patrzącym na siebie spod byka mężczyznom o swoim istnieniu - Kilka dni temu, gdy wychodziliście z rosyjskiego sushi, szła za wami...
- Racja! - Kida wyglądał na olśnionego tym odkryciem. - Ej, Mikado! Mówiłem, że to jakaś agentka, szpieg, czy coś w tym stylu... Zgadza się? - Spojrzał na teoretycznie byłych wspólników pytająco.
- Wariatka - westchnął Izaya - Tylko wtedy ją widzieliście?
- Taak, raczej tak - Ryugamine wyglądał na zasmuconego faktem, że nie może bardziej pomóc. - Czy mamy wam powiedzieć, gdybyśmy ją gdzieś przyuważyli? - spytał nieśmiało.
- To byłoby bardzo miłe z waszej strony - Izaya puścił im oczko.
- Skończ z tym mruganiem, to takie irytujące - westchnął Shizuo i bez pożegnania odszedł od nich wolnym, ale napiętym krokiem. Izaya podążył za nim, nieco naburmuszony, ale widocznie dobrze się bawiąc.
- Ee, Shizu-chan, a jakbym zrobił tak do ciebie...? No, ale popatrz...!
- Goń się.
  Kida i Mikado odprowadzili ich zaskoczonymi spojrzeniami.
- To było dziwne - podsumował sytuację Mikado.
- Taaak... - Tym razem Kida nie miał wiele do powiedzenia, a jego wzrok był dziwnie zamglony. - Słuchaj, też miałeś wrażenie, że oni kłócą się tak jakoś... jakby to była obrażona na siebie para?
- Ee, dziwnie to zabrzmi, ale... No, trochę tak.
  Oboje zaśmiali się i spojrzeli na siebie. Momentalnie przestali się śmiać, ale uśmiechy zamarły im na twarzach.
  Mikado nie wiedział, gdzie podziać oczy. Odkąd ostatnio się widzieli, czyli wtedy, gdy Kida go pocałował, nie mieli okazji, żeby porozmawiać. Nie wiedział, czego ma w ogóle oczekiwać i czego... chciałby oczekiwać.
Ale nagle poczuł, jak coś dotyka jego dłoni i już po chwili ich palce się splotły. Kida wciąż był zwrócony w jego stronę, ale spuścił wzrok.
- Pamiętasz, jak mówiłem, że cię nie zostawię? - zapytał Kida, wciąż na niego nie patrząc.
- Mhm - wydukał, bo tylko tyle przeszło mu przez gardło.
- A ty? - Masaomi w końcu na niego spojrzał. – Nie zostawisz mnie?
- Nie - powiedział Ryugamine nie odwracając spojrzenia.
- Będziesz mój? - spytał Kida całkiem poważnie, a jego spojrzenie nabrało intensywności.
  Mikado poczuł, jak świat wokół przestaje istnieć. Przez chwilę wydawało mu się, że to, co się teraz dzieje, jest tylko jakimś dziwnym snem na jawie w odrębnej rzeczywistości, ale wciąż czuł dłoń Kidy w swojej dłoni. To musiała być prawda.
  Skinął głową. Kida rozpromienił się i zerwał na równe nogi, nie puszczając Ryugamine.
- A więc, moje słonko najdroższe, kierunek: rosyjskie sushi. Pasuje?
- T-tak, pewnie... - Mikado wstał, zastanawiając się, czy Kida w końcu go puści, czy będą tak szli przez całą ulicę. Na samą myśl o spacerze za rękę poczuł dziwne mrowienie w żołądku.
- Weźmiemy jakiś zestaw dla dwojga, czy coś - Masaomi widocznie nie czuł mrowienia w żołądku, bo go nie puścił, tylko jeszcze mocniej zacisnął palce. Zanim się odwrócił i postawił pierwszy krok, uśmiechnął się do przyjaciela jakoś tak... czule.
***
 Drobny, szczupły mężczyzna, wrzeszcząc jak opętany, biegł ulicami Ikebukuro, oddalając się od powodu swojego przerażenia. Powód ten stał spokojnie na chodniku, ze zrezygnowaniem opuściwszy ramiona.
- Nie wiem, czy twoja destrukcyjna osobowość ma z tym coś wspólnego - mruknął Izaya, szarpiąc Powód delikatnie za rękaw koszuli - ale ludzie chyba nie są chętni, aby z nami rozmawiać.
- Przecież starałem się brzmieć grzecznie - westchnął Shizuo bardziej do siebie, niż do bruneta.
- Nawet najbardziej grzeczne "można prosić na słówko?" z twojej strony brzmi jak zapowiedź śmierci.
- Można prosić na słówko? - wywarczał blondyn, wyrywając swój rękaw z uścisku Izayi. Ten tylko zachichotał i rozejrzał się po ulicy badawczo.
- Dotachin! - wykrzyknął triumfalnie i chwycił Shizuo za nadgarstek - Kto jak kto, ale oni muszą coś wiedzieć.
  Izaya był tym bardziej napalony na jakiekolwiek informacje, im więcej telefonów wykonał. Zawsze wiedział wszystko, tym razem jednak żaden z informatorów informatora nie potrafił mu udzielić żadnych, najmniejszych nawet wskazówek.
- Musisz mnie dotykać? - Heiwajima jednym ruchem zabrał rękę z uścisku Orihary.
- Jesteś niedotykalski wbrew sobie, Shizuo-kun - powiedział Izaya niskim, melodyjnym głosem.
- Pieprzysz głupoty i dobrze o tym wiesz - Blondyn spojrzał na niego z obrzydzeniem. - Nie mam potrzeby, żeby dotykała mnie taka zdradliwa paskuda.
- Twoje słowa ranią jak sztylety - westchnął Izaya - Ale i tak wiem, że podświadomie pragniesz mojego dotyku, Shizu-
- Nie wiesz nic o mojej podświadomości! - Shizuo nie oglądał się na niego i chociaż mówił podniesionym głosem, brzmiał całkiem spokojnie. - Yo, Kadota!
- Shizuo - Kadota był zaskoczony. - Co tam?
- Wszystko byłoby w porządku, gdybym nie musiał prowadzić interesów z tym czymś, co mi siedzi na ogonie - westchnął, ale na jego twarz wkradł się lekki uśmieszek - Chciałbym się was o coś spytać, zawsze wiecie praktycznie wszystko...
- Protestuję!... Nazywać mnie tak niesympatycznie, Shizu-chan, jak możesz...
- Jakbym nie nazywał cię nigdy jeszcze mniej sympatycznie... Powinieneś się cieszyć, że sprowadziłem cię tylko do rodzaju nijakiego, zarazo... - Shizuo nawet nie zaszczycił go spojrzeniem. - Szukamy informacji na temat niejakiej Yuu Shinbo...
- Ee? - Mina Kadoty i nagła zmiana w jego postawie była tak jednoznaczna, że oboje spojrzeli na niego z nadzieją. - Walker, podskocz tu na chwilę!
- Co-oo-est? - Walker z buzią pełną ramen z kubeczka wychylił głowę z samochodu.
- Co robi Erika? - spytał Kadota, z niesmakiem przyglądając się długiej nitce makaronu, którą Yumasaki wsysał z widoczną przyjemnością.
- Ahm, nawet nie wiem - Naburmuszony Walker przełknął potężny łyk ramen. - Nie przyglądałem się, a poza tym nic mnie to...
- No to się przyglądnij! - Kadota z miną "i tak wiem, że łżesz, bo nie spuszczasz z niej wzroku" machnął na przyjaciela ręką.
- Pff! - Walker na chwilę zniknął w samochodzie, po czym znów wytknął głowę za drzwi i wyjątkowo głośno zawołał. - Przysypia!
- To weź ją obudź, jest sprawa! - Kadota przepraszająco zerknął w kierunku wspólników.
- Pokłócili się? - zainteresował się Izaya z miną człowieka, który dawno już nie przeprowadzał nikczemnych eksperymentów na ukochanych ludziach.
- Ee, coś w tym stylu - westchnął Kadota i dopiero wtedy zauważyli, jakie ma worki pod oczami; widocznie kłótnia dwóch najbardziej rozgadanych osób w Ikebukuro dała mu się nieźle we znaki - On jest zazdrosny, bo Erika-
  Nagle cały van bandy Kadoty zatrząsnął się gwałtownie tak, jakby ktoś budził kogoś wyjątkowo brutalnym potrząsaniem.
- Wstawaaaaj! - usłyszeli jakiś taki przepełniony determinacją głos Walkera, który ucichł momentalnie, gdy czyjaś drobna dłoń zatkała mu usta.
- No na rany gościa, musisz się tak drzeć?! - Erika mówiąc to, ziewała potężnie. - Co jest, Yuu przyszła?
- Dobrze słyszałem, wspólniku? - Izaya wykorzystał moment, w którym Heiwajima był zszokowany i złapał go za rękaw. Temu tylko opadła szczęka i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Nie, twoje gołąbeczki przyfrunęły - Walker był chyba święcie przekonany, że na zewnątrz nie słychać ani słowa. - No wiesz, żywe yaoi, idealny układ; brutalny seme i drapieżny uke...
  Shizuo i Izaya zamarli, a Kadota wyglądał tak, jakby w myślach odprawiał jakieś modły za chwilowym wyłączeniem rozchodzenia się fal dźwiękowych.
- Drapieżny uke... - mruknął Izaya, jakby rozważał to, jako opcję - Brzmi całkiem nieźle...
- No nie żartuj! - Erika wyraźnie się ożywiła, bo van zatrząsł się gwałtownie. - Jeśli żartujesz...
  Wytknęła głowę z samochodu; nie miała na sobie swojej czapki, a włosy były w nieładzie, oczy jednak świeciły jej się, jakby jechała na pięciu kawach.
- Erika, mamy sprawę, chodzi o Yuu... - zaczął Kadota, chyba bojąc się, że Erika powie coś, czego wynikiem będą latające automaty.
- Yuu, moja bratnia dusza! - Uśmiechnęła się promiennie, podchodząc do nich w podskokach, a Walker ociężale ruszył za nią.
- Bratnia dusza, też mi coś... - mruknął zdegustowany, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, a atmosfera zrobiła się gęsta jak kisiel.
- Skąd ją znasz? - spytał Izaya, bo blondynowi widocznie odebrało mowę, nie wiadomo, czy za sprawą nagłego zwrotu akcji, czy ochrzczenia go "brutalnym seme".
- Z rosyjskiego sushi - Erika chyba jeszcze nie zdała sobie sprawy, że chodzi o coś poważnego; może była jeszcze trochę zaspana, a może po prostu zbyt podekscytowana obecnością Shizuo i Izayi. - Przyuważyłam ją, jak siedziała sama w kącie. Wyglądała na trochę przygnębioną, więc się do niej przysiadłam.
- To jeden z nielicznych momentów, gdy się rozdzielamy - wtrącił Walker zrozpaczonym tonem, jakby żałował, że chociaż na chwilę stracił Erikę z oczu - My poszliśmy na automaty, a ona zgłodniała... Widzicie, co ja z nią mam, zostawiam to-to na sekundę, a już zaczepia obcych...!
- Nie wiem, co masz przeciwko zawieraniu nowych znajomości - oburzyła się Erika i założyła ręce na piersi - Jesteś zazdrosny, czy jak...?
  Kadota skrył twarz w dłoniach.
- Prawdziwy, damski Sherlock Holmes... - wymamrotał przez palce, ale Walker zerwał się dziko i zaczął wymachiwać rękoma w oburzeniu.
- Ja! Zazdrosny...! Phi... Dobre sobie! - Również skrzyżował ręce na piersiach i nieznacznie odwrócił się od przyjaciółki, demonstrując obrazę.
  Chwilę panowała cisza, podczas której Shizuo i Izaya mierzyli Erikę wyczekująco, przy czym mieli nieco skołowane miny.
- Kiedy to było...? - powiedział w końcu Izaya ostrożnie.
- Całkiem niedawno! - Erika znów się ożywiła i rozluźniła. - Powiedziałam jej, że wygląda całkiem jak Kyoko z Madoki, te jej czerwone włosy... Ale dlaczego właściwie chcecie to wiedzieć? - Zmierzyła ich nieco podejrzliwym wzrokiem, w którym czaiło się jednak uwielbienie.
- To dla nas ważne - mruknął Shizuo, bojąc się, że w napadzie bohaterskiej lojalności Erika odmówi składania zeznań - Naprawdę jakiekolwiek informacje...
- Ja wam mogę powiedzieć wszystko, opisać ze szczegółami każdą minutę, którą zapamiętałam - Erika oparła ręce na biodrach i uśmiechnęła się jakoś tak złowieszczo. - Ale wszystko ma swoją cenę.
- Erika! - zawołał Kadota ostrzegawczo.
- Nie wiedziałem, że z ciebie taka materialistka - prychnął Walker, nawet na nią nie patrząc.
- Spoko, możemy zapłacić - wzruszył ramionami Shizuo.
- Czy ja mówiłam coś o pieniądzach? - zachichotała Erika, a Heiwajima poczuł nieprzyjemny skurcz gdzieś w brzuchu. Izaya natomiast poruszył się niespokojnie, nie spuszczając z brunetki wzroku.
- W takim razie czego chcesz w zamian za informacje? - wycedził blondyn przez zęby, próbując odegnać wszystkie wizje przyszłości ze swojej głowy.
- Żebyś usiadł na tej ławce - powiedziała Erika. Shizuo stał chwilę, jakby nieco rozczarowany, ale także zaskoczony; spojrzał na rzeczoną ławkę. Nie wyglądała niebezpiecznie ani dziwnie, była to zwykła ławka. Usiadł na niej po chwili milczenia.
- Nie wiem, jaki był w tym cel, ale teraz powiesz?
- Czekaj, jeszcze nie skończyłam - Erika widocznie wpadła w coś w rodzaju bohaterskiego przekonania o słuszności swoich działań. - Ty mu usiądź na kolana.
  Shizuo napiął wszystkie mięśnie, słysząc ostatnie słowa. Przez chwilę rozważał możliwość gwałtownego i widowiskowego protestu, z rzucaniem automatami włącznie, ale powstrzymał się i zacisnął szczęki.
- Erika! - wykrzyknęli jednocześnie Walker i Kadota, ale ona, niezmordowana i zdecydowana, patrzyła na Izayę wyczekująco. Ten stał nieruchomo, jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
- Nie wiem, czy wstanę żywy, gdy usiądę - powiedział w końcu spokojnym tonem, w którym czaiła się nutka rozbawienia - Może bym-
- Siadaj.
  Grobowa cisza, która zapanowała po tym rozkazie, aż kłuła po uszach.
- ? - Izaya odwrócił się momentalnie i spojrzał na Shizuo takim wzrokiem, jakby sprawdzał, czy to na pewno z jego gardła wyszło to słowo.
- Głuchy jesteś? Siadaj - warknął, nie patrząc na niego - Chcemy usłyszeć te informacje.
  Izaya jeszcze przez krótki moment stał w miejscu, po czym pokonał ten metrowy dystans pomiędzy sobą, a blondynem i przysiadł mu na kolanach, usadawiając się na skos, żeby dobrze widzieć wszystkich pozostałych. Ręce ułożył na kolanach, jak jakiś grzeczny uczniak. Shizuo swoje oparł sztywno na ławce.
- Masz, siedzimy. Teraz mów - westchnął zrezygnowany.
- Ale to w ogóle nie wygląda wiarygodnie - Erika znakomicie się bawiła, a na jej twarz wstąpiły rumieńce. - Nie trzymaj tych rąk tak sztywno, obejmij go jakoś...
- Erika... - Tym razem to był tylko Kadota, bo Walker rozważał możliwość ucieczki.
  Shizuo zgrzytnął zębami, ale posłusznie otoczył szczupłą talię bruneta swoimi muskularnymi rękoma i ułożył splecione luźno dłonie na jego udach, całkiem blisko krocza. Izaya natychmiastowo swoje ręce zarzucił mu na szyję, przy okazji nieco odgarniając jasną grzywkę z czoła wspólnika.
- T-ty... - Shizuo zacisnął dłoń na udzie Orihary, ale sądząc po jego minie, sprawiło mu to więcej przyjemności, niż bólu, więc rozluźnił uścisk. - Teraz mów, co wiesz, ale umowa jest taka, że nic więcej nie robimy, jasne?
  Erice jednak nie trzeba było tego mówić; wyglądała, jakby wszystkie jej marzenia się spełniły i była stuprocentowo usatysfakcjonowana. Przynajmniej na tę chwilę.
- Teraz wszystko mi się dokładnie przypomina - Uśmiechnęła się przebiegle. - Nasza pierwsza rozmowa dotyczyła ciebie, Heiwajima Shizuo-san - Jej ton znów był uprzejmy. Kadota i Walker spojrzeli na nią przejętym wzrokiem.
- Czemu nie mówiłaś, że o coś wypytywała? - mruknął Walker z wyrzutem.
- Ojej, czy to nie oczywiste? - westchnęła Erika - Myślałam, że Shizuo-san po prostu wpadł jej w oko, tak jak połowie damskiej społeczności Ikebukuro... - wywróciła oczyma, jakby niewiedza przyjaciela była dla niej czymś godnym pożałowania. Ego Shizuo nieznacznie wzrosło po usłyszanych słowach, ale dziwnym trafem wzmocnił się uścisk Izayi dookoła jego karku.
- O co pytała? - wtrącił ostro Izaya.
- Czy to prawda, że jesteś nadludzko silny. Z kim robisz aktualnie jakieś interesy. - Erika wyliczała ze skupioną miną.
- Czekaj, ale kiedy dokładnie to było?
  Erika po chwili namysłu podała datę, a Izaya i Shizuo spojrzeli na siebie z ukosa.
- Dzień po tym, gdy podeszła do nas w rosyjskim sushi - powiedział Shizuo na głos to, o czym oboje pomyśleli. Izaya skinął głową i jeszcze chwilę patrzył mu w oczy, po czym przeniósł wzrok na Erikę. Shizuo odchrząknął i nieco poprawił ułożenie rąk na jego udach; miał wrażenie, że całe ciało jest rozluźnione, właśnie oprócz dłoni. Czuł się tak, jakby były w gotowości do momentalnego poderwania się do góry. Izaya chyba też to wyczuł, bo gdy Kadota i Walker odwrócili wzrok, aby przyglądać się myślącej Erice, on zabrał jedną rękę z karku blondyna i położył ją na jego dłoniach.
- Wyluzuj się - mruknął, a jego, zimne jak zwykle, palce przejechały pieszczotliwie po nadgarstkach blondyna. Tak szybko, jak położył na nim swoją dłoń, zabrał ją. Shizuo, wbrew jego zaleceniom, napiął się jeszcze bardziej, ale nie odpowiedział na to ani słowem. Poczuł jedynie jeszcze większy dyskomfort.
- Co jeszcze mówiła? O co pytała? - spytał, coraz bardziej zniecierpliwiony.
- Na koniec oczywiście, tak jak podejrzewałam, spytała, czy jesteś wolny - uśmiechnęła się Erika - Powiedziałam, że nie.
- Hę?! - Shizuo byłby nie zrzucił z siebie Izayi. - Z jakiej racji...?!
  Próbował udawać, że nie widzi pobłażliwego spojrzenia, którym obdarzył go osobnik moszczący się na jego kolanach.
- No przecież widziałam was wszędzie razem, to chyba oczywiste - Znowu wywróciła oczami nad głupotą rodu męskiego. - W każdym razie już o nic więcej nie pytała. Wymieniłyśmy się numerami, następnego dnia poszłyśmy na spacer i... wiecie co? - Erika minę miała tak szczęśliwą, że chyba bardziej nie było można. - Dzięki mnie ona...
- Pokochała yaoi - dokończyli razem Kadota i Walker, jakby słyszeli to już tysiąc razy. Co było bardzo prawdopodobne.
- Tak! - podsumowała brunetka, unosząc ręce w geście zwycięstwa - Spędziłyśmy dużo czasu, oglądając różne mangi tego typu.
- Świetnie... - westchnął Shizuo, przekonany, że już nic więcej się nie dowiedzą.
- W końcu totalnie zabrakło jej pieniędzy na nowe tomy i prawie wpadła w szał! - Erika była wniebowzięta, w przeciwieństwie to Walkera, który sprawiał wrażenie coraz bardziej naburmuszonego. - Powiedziała, że nie będzie jej przez jakiś czas, bo musi przehandlować parę drobiazgów i jak już będzie przy kasie, to się odezwie!
- Przehandlować? - Shizuo i Izaya znów spojrzeli na siebie, tym razem nie wypowiadając na głos samo nasuwających się wniosków.
- Tak, zaplanowała to dzisiejszy wieczór. Wiem, odkąd ją poznałam, wieczorami...
- Chodziłyście na babskie spacery po mieście! - wtrącił zrozpaczonym tonem Walker, a Erika przytaknęła gorliwie, radośnie uśmiechnięta.
- Wiesz, gdzie ona teraz może być? - odezwał się w końcu Izaya, do tej pory głównie milczący, czerpiący radość z pozycji, w której się znajdował.
- Niiieee... Ale dlaczego tak wam zależy, żeby to wiedzieć?
- No... Niech będzie, szczerość za szczerość - westchnął Shizuo - Jeśli powiemy wam prawdę, chyba możemy liczyć na waszą pomoc?
- Pomoc? - Erika przestała się uśmiechać i zerknęła na nich czujnie. Jej rysy wyostrzyły się nieco, przybrała wygląd czającego się drapieżnika.
- Tak. Zacznijmy od tego, że Yuu... - Shizuo zamilkł, ponieważ zabrakło mu słów. Tak naprawdę nie miał pojęcia od czego zacząć, a wiercący się Orihara wcale mu w tym nie pomagał.
- To wariatka - wyręczył go Izaya bezlitośnie - Próbowała go zabić.
- Unieruchomiła mnie jakąś strzykawką - pokiwał głową Shizuo.
- Uratowałem mu dupę, a potem... - Izaya spojrzał na niego z nikczemnym uśmiechem.
- Potem... Eee... - Shizuo zerknął na niego ostrzegawczo.
- Ohoho, co było potem... - Uśmiech Izayi nie mógł być bardziej złośliwy.
- Zepchnąłem to w najgłębsze zakamarki najmroczniejszych i najobrzydliwszych wspomnień swojego życia... - wywarczał Shizuo na jednym tchu i natychmiast uzupełnił - Potem włamała się mu do mieszkania...
- Wcześniej oczywiście śledząc mnie, zdobywając informacje i patrząc w moje okna... - Izaya mówił to tak luźnym tonem, jakby gawędzili o jakimś filmie sensacyjnym, a nie prawdziwym życiu.
- I ukradła kilka cennych... Bardzo cennych rzeczy. - dokończył Shizuo, nieświadomie delikatnie masując uda Izayi. Jego wzrok i uwaga były skupione na Erice, która miała zupełnie nieodgadnioną minę, a ruchy dłoni wynikały ze zwykłego stresu i napięcia.
- Tak, dokładnie - wymamrotał Izaya, ledwo poruszając ustami.
Na twarzy Eriki wciąż malowało się czujne zainteresowanie, jakby dostała chwilowego napadu głuchoty i zupełnie nie zarejestrowała tego, co zostało powiedziane. Po chwili jednak wszystko w jej minie uległo zmianie; zacisnęła usta, zmrużyła oczy, a nozdrza zadrżały jej niespokojnie.
- Erika-chan, wyglądasz przerażająco - wyjąkał Walker. W ułamku sekundy jednak został totalnie obezwładniony jednym uściskiem dłoni, a pod gromiącym spojrzeniem przyjaciółki zmalał jakby dwukrotnie.
- Idziesz ze mną! Wy jedziecie! - Erika stała się żywą definicją huraganu; taszcząc za sobą przerażonego Walkera, ruszyła w kierunku vana i zniknęła w jego wnętrzu. Po kołysaniu się auta i odgłosach dobiegających z wewnątrz można było przypuszczać, że  trzepnęła Togusę po głowie, nazwała go "śpiącą królewną" i kazała szybko się rozbudzać. Nie minęło pięć sekund, gdy wyszła, niezmiennie ciągając za sobą Walkera i podeszła do Kadoty.
- Erika... - Spojrzał na nią, osłupiały.
- Co tak stoisz? Do środka! - Rozkazującym gestem wskazała na samochód. - Yummachi, kochanie, my idziemy na nogach. Wiem, że mogę na ciebie liczyć, moja jedyna, chodząca po tej ziemi, prawdziwa bratnia duszo.
- M-możesz, pewnie, że możesz! - Walker nie spuszczał z niej roziskrzonego spojrzenia.
- A wy na co czekacie? Przeczesujcie miasto, szukajcie jej! - Głos Eriki brzmiał stanowczo. - Jeśli natrafię na jakiś jej ślad, od razu dam wam znać...
- No, to mi się podoba! - Shizuo już miał się zrywać na równe nogi, kiedy Erika wrzasnęła jak opętana. - C-co jest?!
- CZEKAJ! Na wszystko, co święte, nie ruszaj się, choćbyś cierpiał męki! - zawyła z determinacją i rzuciła się z łapami na Walkera. Shizuo i Izaya zamarli, wciąż w tej krępującej dla nich pozycji, a ona w końcu dorwała swój telefon, otworzyła go i... pstryknęła im zdjęcie.
- Hę? - Shizuo z niedowierzaniem obserwował, jak dziewczyna całuje ekran i chowa komórkę już do własnej kieszeni.
- Chyba bym się zabiła, gdybym tego nie uwieczniła - Uśmiechnęła się do nich czule i promiennie. - A teraz jazda, znaleźć tą oszustkę!
  Pociągnęła Walkera za rękę i zniknęli za zakrętem.
***
  Shizuo i Izaya w milczeniu przeszukiwali wszystkie zakamarki Ikebukuro w poszukiwaniu burzy czerwonych włosów, ale nigdzie nie natrafili na Yuu. Oboje jednak bardzo dobrze wiedzieli, czym chce ona handlować i gdzie prawdopodobnie odbędzie się wymiana.
- To jedyne miejsce, w którym aż tak brudne interesy można przeprowadzać bez echa - powiedział Orihara, gdy zrobili sobie przerwę i zamówili w jakimś barze dwie mocne kawy.
  Shizuo nie odzywał się. Przyglądał się brunetowi, jakby próbował go rozgryźć.
- Co jest, Shizu-chan? Nie możesz oderwać ode mnie wzroku...
- Bawi cię to? - przerwał mu Shizuo, łapiąc go za poły płaszcza nieco mniej brutalnie niż zwykle, bardziej ostrzegawczo. Izaya był uśmiechnięty, ale w jego oczach brakowało dzikich błysków, były nieco przygasłe.
- Kocham ludzi, Shizu-chan - powiedział Izaya po chwili milczenia, nie spuszczając wzroku z twarzy wspólnika - ale sam też jestem człowiekiem. Całkowicie innym, niż szary tłum, bardzo wyjątkowym i niezwykle urokliwym - Shizuo wywrócił oczami, a Izaya, nieco weselej uśmiechnięty, kontynuował. - Jak myślisz, w mojej sytuacji każdy przeciętny człowiek przeżywałby najgorszy stres swojego życia...
  Shizuo nie puszczał Izayi, nie odwracał także wzroku.
- Celty i Shinra już wiedzą, że ja miałem głowę - mówił Izaya beztrosko, wciąż się uśmiechając - Nie wiedzą jednak, że zniknęła, a my wcale nie jesteśmy blisko odzyskania jej. W moim własnym domu, pozornie świetnie zabezpieczonym, jest jakaś luka, która pozwoliła tej ekologicznej kretynce dostać się do niego. Poza głową, straciłem też mojego węża i...
  Umilkł nagle i przejechał wzrokiem po twarzy Shizuo w jakiś taki delikatny sposób, jakby chcąc zapamiętać każdy jej szczegół.
- Nie sądzisz, Shizu-chan, że gdybym był zwyczajnym, przeciętnym człowiekiem - kontynuował, jakby nie było wcale żadnej przerwy na czułe spojrzenia - to bałbym się tak, jak jeszcze nigdy w życiu?
  Shizuo jeszcze chwilę bacznie mu się przyglądał, próbując jakość przeanalizować jego słowa, po czym puścił go i oparł o krzesło zamaszyście. W tej właśnie chwili podeszła do nich kelnerka z zamówionymi kawami. Nie była to ta dziewczyna, która zamówienie przyjmowała; spojrzeli na nią i dech im zaparło. Shizuo prawie poderwał się z miejsca, a dziewczyna widząc tak gwałtowną reakcję, cofnęła się wystraszona, a trochę kawy wylało się i pociekło jej po nadgarstkach.
- Ty...! - Shizuo przyjrzał jej się dokładniej i zamarł. Miała włosy trochę krótsze niż Yuu, ale tak samo czerwone. Oczy jej były ciemne i wyglądała na starszą, ale poza tym była prawie identyczna, jak szalona ekolożka. - Przepraszam... Jest pani identyczna... Hm, nieważne... Naprawdę przepraszam, nic się nie stało?
  Szybko wyjął filiżanki kawy z jej dłoni i odłożył na stolik. Dziewczyna uspokoiła się, wytarła ręce o fartuch i uśmiechnęła blado.
- Wszystko w porządku... Nie chciałabym zabrzmieć dziwnie, ale... Czy wy aby nie szukacie Yuu? - Miała ciepłe, orzechowe oczy i delikatny uśmiech na twarzy. Mężczyźni szybko wymienili spojrzenia i zgodnie pokiwali głowami.
- Znasz ją? - spytał Shizuo, nieco poirytowany faktem, że starsza wersja Yuu głównie patrzy na Izayę.
- To moja siostra - westchnęła dziewczyna - Ja jestem Yana, miło mi poznać, panowie. Czy mogłabym wiedzieć, co znowu ta czarna owca zrobiła, że się wam naraziła?
- Skąd pewność, że czymś się nam naraziła? - zapytał Izaya podejrzliwie, a Yana obdarzyła go przyjaznym uśmiechem. Shizuo pomyślał, że uroda jej siostry nie umywa się do dobroci i spokoju emanujących z Yany.
- Wybaczcie, ale wasza reakcja, gdy mnie zobaczyliście zdecydowanie nie kojarzyła się z niczym pozytywnym. Bardziej wyglądało tak, jakbyście chcieli się na mnie rzucić i zrobić mi krzywdę - zaśmiała się cicho.
- Była taka chwila - mruknął Shizuo.
- Poza tym, moja siostra pytała o pana - Yana wskazała na Izayę, który uniósł brwi, nieco zaskoczony. - Zaraz po tym, gdy zlokalizowała pana mieszkanie, spytała, czy mam pożyczyć łom. Potem pożyczyła klucze od mojego. Czy ona coś panu ukradła?
- Pożyczyła jej pani łom? - spytał Shizuo trzeźwo.
- Nie - Yana znów się roześmiała. - Ale ona jest cwana. Mogła coś wykombinować. Pan Orihara Izaya-san? - spytała z nienacka.
- Miło mi - Uśmiechnął się Izaya czarująco, a Shizuo powstrzymał chęć złapania go za rękaw.
- Mieszkam piętro pod panem. Dokładnie pod panem. - Yana przestąpiła z nogi na nogę.
- Przysiądzie się pani do nas? Naprawdę mi głupio, gdy pani tak stoi - Zachowanie Izayi i jego postawa były tak wyjęte z kontekstu, że Shizuo zdębiał całkowicie.
- Dziękuję, ale nie wiem, czy mi wolno - Yana uśmiechnęła się przepraszająco, niespokojnie zezując w stronę baru. Stało już przy nim trzech innych kelnerów, przypatrując się im bacznie. Izaya westchnął i z uprzejmym uśmiechem podszedł do nich, po czym chwilkę im coś tłumaczył. Pokiwali głowami zgodnie i jeden nawet przyniósł dla Yany krzesło. Shizuo i siostra Yuu patrzyli na całą scenkę z całkiem podobnymi wyrazami twarzy.
- Załatwione - Izaya skłonił głowę delikatnie i przysunął Yanie krzesło. Kobieta zaczerwieniła się lekko i uśmiechnęła do niego z wdzięcznością. Shizuo nie spuszczał z bruneta pożerającego spojrzenia; ich wzrok spotkał się na sekundę i wtedy przez oblicze Orihary przeszedł błysk samozadowolenia.
- Więc mieszka pani dokładnie piętro pode mną? - Izaya uniósł jedną brew, czarując dziewczynę spojrzeniem. Pokiwała głową i wyglądało na to, że urok Izayi jednak nie do końca zamącił jej zmysły; minę miała całkiem poważną i widać było, że jasno myśli.
- Mogę przypuszczać, że chciała się do pana...
- Może przejdziemy na "ty"? Niezręcznie mi rozmawiać tak oficjalnie - Izaya wyszczerzył się, a Shizuo zirytował jeszcze bardziej.
- Dobrze - Yana uśmiechnęła się lekko; widocznie przejście na "ty" dodało jej nieco swobody. - Mogę przypuszczać, że chciała się do ciebie dostać, a jest naprawdę cwana. Jeśli dostatecznie się uparła... Czy ona coś ukradła?
- Powiedzmy - Izaya nieznacznie przysunął się do stołu, prawie nie mrugając. - Naprawdę bardzo, bardzo mi na tym zależy... Nie wiesz może, Yana... - Wymówił jej imię bardzo przeciągle i poważnie. - Gdzie Yuu może teraz być?
- Znowu mogę tylko przypuszczać - westchnęła Yana, bębniąc palcami o blat stołu - Ale wydaje mi się, że na dziś wieczór zaplanowała sobie wypad na pogranicza Ikebukuro. Przynajmniej mówiła, żebym się nie martwiła, że nie wie, czy wróci na noc i żebym nie dzwoniła, bo i tak nie będzie miała zasięgu. Nie pomogę wam bardziej.
- To i tak bardzo dużo - odezwał się w końcu Shizuo, czując wdzięczność do Yany, głównie za to, że zamiast mizdrzyć się i chichotać pod wpływem płomiennych spojrzeń Izayi, trzeźwo przedstawiła im sytuację i pozostała jedynie przyjaźnie nastawiona. Wolał nie zastanawiać się nad tym, dlaczego tak bardzo go to ucieszyło. - Dzięki.
- Nie ma za co, Heiwajima Shizuo-san... Tak, kojarzę pana bardzo dobrze - Uśmiechnęła się delikatnie. - Ale jeśli mogłabym mieć jedną prośbę... - Tym razem kompletnie zignorowała nieco zaskoczonego tą zmianą kierunku zainteresowania Izayę. - Czy mogłabym dostać twój numer telefonu?
  Shizuo zamarł, zupełnie nie spodziewając się takiego zwrotu akcji.
- Moja przyjaciółka jest wręcz zdesperowana... - Uśmiechnęła się przepraszająco Yana. - To na prawdę bardzo miła osoba, nie żadna psycholka, ale fatalnie nieśmiała...
- Och - Shizuo powstrzymał parsknięcie śmiechem, widząc zmrużone powieki Izayi. - Cóż, ee... Przykro mi, ale jestem zajęty albo... coś w tym rodzaju.
- Rozumiem - Uśmiech Yany nieco zbladł, ale wyglądała, jakby była przygotowana na taką odpowiedź.
- Ja natomiast swój numer mogę rozdawać bez żadnych ograniczeń - wtrącił Izaya swobodnym tonem, zerkając na starszą siostrę Yuu z ukosa. Ta, widząc jego spojrzenie, parsknęła śmiechem.
- To naprawdę miłe, Izaya-san, ale jestem zamężna...
  Pięć minut potem, gdy pożegnali się z Yaną i byli już przy wyjściu, Shizuo nie mogąc się powstrzymać, szturchnął Izayę w żebra.
- No, przynajmniej w tej sprawie Yuu nie kłamała. Faktycznie jej siostra jest zamężna...

2 komentarze:

  1. Mrraśnie!
    Tyle mogę powiedzieć.:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Izaya dostał kosza xD uuuu Shizuo- jestem zajęty awawawww generalnie scena na ławce była taka cuda. Calutka rozmowa z brygada z Vana xD
    Uuu dobrze mi po lawkowej scenie i smyraniu po udach awawawaw

    OdpowiedzUsuń