we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

o10. Zamknąć mu usta.

 Shizuo wychodził z siebie i stawał obok, ale Izaya zdawał się tego nawet nie zauważać. Jedynie bawił się swoim scyzorykiem, przewiesiwszy nogi za barierkę i obserwował pusty parking.
- Zobaczą cię – powiedział w końcu Heiwajima, czując, że jeśli żaden z nich się zaraz nie odezwie, to dostanie kręćka.
- Mamy jeszcze kwadrans – odparł Izaya, machając nogami, co najwyraźniej sprawiało mu radochę. Shizuo zacisnął pięści tak mocno, że zbielały mu knykcie i jedną z nich uderzył w barierkę tak gwałtownie, że zatrzęsła się całkiem mocno. Izaya trząsł się chwilę razem z nią, po czym powoli odwrócił głowę w kierunku blondyna – Coś cię trapi, Shizu-chan?
- Ty… mnie… wkurzasz! – ryknął Shizuo, a metal zgiął mu się w rękach.
- Tym, że prawie się nie odzywam? No wiesz, Shizu-chan, ciężko ci dogodzić – Izaya wyglądał na znudzonego, wciąż bawił się scyzorykiem – Jeśli chcesz, mogę zacząć gadać, ale wtedy pewnie przegrasz zakład…
- T-ty… Ty… - Shizuo był tak beznadziejnie wściekły, że nie przyszła mu do głowy żadna sensowna odpowiedź. Wbijał w bruneta nienawistne spojrzenie. 
- Tak właściwie, to my się chyba nawet nie założyliśmy, nie? – Izaya wycelował w niego scyzorykiem i przymrużył jedno oko – No wiesz, nie było podawania sobie rąk, żadnego „jeśli wygram to…” ale chyba wiemy, o co idzie, nie? – uśmiechnął się niesfornie, a kosmyk włosów opadł mu na policzek w zabawny sposób – Wściekniesz się, czy nie… Sprawię, że wybuchniesz, czy nie…
- Może lepiej się zamknij – wycedził Shizuo, w jednej chwili żałując, że w ogóle się odzywał. Nie chciał przegrać tego… osobliwego zakładu, a już czuł, że cały dygoce. Izaya chyba jednak też to zauważył, bo nie miał zamiaru przestać.
- Wiesz, parę dni temu omal nie wybuchłeś przeze mnie, Shizu-chan – puścił mu oczko i zeskoczył z barierki – Jeśli wiesz, co mam na myśli, hm? – nagle znalazł się tuż za nim i świsnął scyzorykiem po jego plecach. Heiwajima poczuł pieczenie, a potem pojedynczą kropelkę spływającą w dół kręgosłupa. Wciąż stał w miejscu, czując, jak ręce drżą mu coraz bardziej.
- Przestań… Stul pysk – powiedział, ale Izaya w ogóle go nie słuchał, skakał dookoła niego, zadając mu delikatne cięcia w neutralnych miejscach albo udając, że rani go głęboko. Nie przestawał mówić.
- Mały Shizu-chan dał się nabrać rudej wariatce – zacmokał, wbijając ostrze w jego bluzkę i rozrywając ją na ramieniu – Wcale nie jest taki niepokonany, uległ małej strzykaweczce z niedobrym płynem – spojrzał na zgięcie ręki blondyna, na którym widniał teraz niewielki siniak – A wiesz kto zadbał o to, by ten niedobry płyn dotarł do naszej Yuu bez przeszkód?
- TY… JA CIĘ… - Shizuo poczuł, jak piana wstępuje mu na usta. Wyciągnął przed siebie ręce, ale zacisnęły się na powietrzu, bo Izaya już stał za nim. Po tej chwili słabości przypomniał sobie o zakładzie. Za nic w świecie nie chciał go przegrać – PO PROSTU… PRZESTAŃ… MÓWIĆ!
- A może ta sama osoba dowiedziała się, że Yuu jest szaloną ekolożką dawno, dawno temu? – Izaya strzępił koszulkę Heiwajimy na plecach – I dopiero potem przygarnęła tego węża, tuż pod jej nosem… I zaczęła z tobą współpracować, przewidując każdy jej krok… A wszystko to…
- RADZĘ CI… - dzikie błyski wpełzły pod powieki Shizuo, poczuł krew w ustach, dygotał tak mocno, a serce waliło mu tak szybko, że ostatnia rozsądna myśl przyszła mu do głowy… Jeśli chce wygrać… Musi… Zaraz, natychmiast go uciszyć… Znaleźć jakiś sposób, jakikolwiek…
- … Wszystko to sprowadzało się do tego, żeby cię unieruchomić… - śmigał dookoła niego, smagając jego skórę i ubrania scyzorykiem, chichocząc przebiegle…
  Zanim będzie za późno, zanim… 
- ... I zobaczyć to przerażenie w twoich oczach, Shizu-chan… - rozkoszował się widokiem napiętych mięśni, wiedział, że zaraz będzie musiał uciekać, ale wiedział też, że zaraz wygra…
  Śmignął pod wyciągniętym ramieniem Shizuo, ze śmiechem na ustach rozciął jego bliznę po raz drugi i zlizał krew z ostrza, po czym jednym, szybkim ruchem dłoni strącił jego okulary na ziemię…
- …Przewiduję teraz wszystko co zrobisz, Shizu-chan, już wiem, w końcu mogę to… - ale nie zdążył dokończyć i słowo „kontrolować” zamarło w jego ustach.
  Shizuo gwałtownie wyciągnął ręce do przodu i przyciągnął go do siebie brutalnie, po czym zrobił jedyną rzecz, jaką mógł, aby zatkać mu usta. 
  Izaya wciąż z otwartymi oczami dygotał w ścisku jego rąk, bo dygotał sam Shizuo. Zakrwawiony scyzoryk wypadł mu z ręki. 
  Nie minęła sekunda, gdy wpił się w niego, chcąc chyba przegryźć mu usta… zacisnął dłonie na jego włosach, szarpiąc konwulsyjnie, oddychali chrapliwie, ściśnięci, bliscy wybuchu…
  Shizuo nie pozwolił mu przejąć kontroli. Miażdżył mu usta swoimi, prawie uniósł go, wbijając paznokcie w jego ramiona. Nie próbował być delikatny i z rozmachem gruchnął nim o ścianę, przyciskając go do muru całym swoim ciałem.
  Osiągnął cel. Uciszył go. Dopiero jednak w tym momencie pojął, co się właściwie dzieje. Wciąż miał błyski pod powiekami. Dygotał nieprzerwanie, oddychał szybko i ciężko, ale umysł miał całkiem jasny. Poczuł coś zupełnie innego.
  Nie miał zamiaru przestawać.
  Izaya jęknął pod jego ciężarem, wciąż nieudolnie szarpiąc go za włosy. Shizuo przycisnął go kroczem do ściany i jedną dłonią złapał za szyję.
- Nigdy – wycharczał prosto w jego usta, którymi ten łapczywie wciągał powietrze – nie będziesz miał nade mną kontroli – zacisnął palce na jego szyi, ale Izaya myślał chyba o czym innym. Sapiąc i dysząc ciężko wdarł się do jego ust, jakby miał zamiar pożreć go żywcem. 
  To była bardziej walka niż pocałunek. Dłonie Izayi znikąd znalazły się na jego biodrach i wślizgnęły się pod postrzępioną koszulkę, dotykając krwawiących nacięć. Shizuo wierzgnął się buntowniczo i Orihara podjechał na ścianie o kilka centymetrów w górę, drapiąc sobie plecy. 
  Sami nie wiedzieli kiedy nadeszła północ. Nie zauważyli nawet, że na opustoszałym parkingu nie doszło do żadnej transakcji. Shizuo, czując, że brakuje mu powietrza, a z ran na plecach krwawi coraz mocniej, oderwał się od Izayi i, wciąż trzymając go jedną ręką za ramię, odsunął się o metr. Pogryziony język i wargi piekły go delikatnie.
  Dyszał chwilę, wycieńczony i obolały, po czym spojrzał na niego. Włosy Izayi były w całkowitym nieładzie, oddychał równie szybko, co Shizuo. Z rozciętego łuku brwiowego ściekała krew, miał podpuchniętą wargę, a oczy iskrzyły mu w dziki, zwierzęcy sposób.
- Shizu-chan – wydyszał, osuwając się po ścianie nieznacznie – Tak między nami, to… - na jego twarzy, ku zaskoczeniu Shizuo pojawił się lekki uśmiech – co mówiłem o wężu i planie… wszystko zmyśliłem – i wybuchł histerycznym śmiechem, na przerwanie którego Shizuo znalazł idealny sposób.
***
  To był długi powrót do domu. Shizuo miał wrażenie, że to, co działo się na betonowym balkonie, to tylko jakiś dziwny sen na jawie, ale jednocześnie wciąż czuł zadane przez Oriharę rany i głowa bolała go w miejscach, w których powyrywał mu on włosy. 
- Wyglądasz jak potrącony przez tira, Shizu-chan – powiedział Izaya czule, wywijając młynki scyzorykiem, na którym zaschła krew.
- Dzięki – prychnął Heiwajima, miażdżąc go spojrzeniem – A ty, jakbyś skoczył z dziesiątego piętra. 
- Nie powinniśmy wracać za rękę? – Izaya zaszedł mu drogę, uśmiechając się nikczemnie, ale w odpowiedzi otrzymał tylko całkiem swobodny uśmiech.
- Mów wszystko, co ci przyjdzie do głowy – Shizuo czuł się, jakby coś w nim pękło. Mimo odczuwanego bólu, był maksymalnie zrelaksowany – Po prostu wiem, że nie wygrasz tego zakładu.
- To przykre – westchnął Izaya i spojrzał na zbliżające się wieżowce – Krwawisz, wspólniku. Zostałeś ranny podczas naszej wspólnej misji – powiedział, celując w niego scyzorykiem – Moim obowiązkiem jest udzielenie ci fachowej pomocy…
  Zamilkł, gdy Shizuo przystanął momentalnie, zagradzając mu drogę.
- Ty mi właśnie proponujesz, żebym poszedł teraz do ciebie? – powiedział gardłowo. Izaya chwilę mu się przyglądał z nieodgadnioną miną, po czym rozpromienił się.
- Umiesz czytać między wierszami – pochwalił go z miną dziecka, które otrzymało wymarzony prezent gwiazdkowy.
- Zapomnij – parsknął Shizuo – Sam się opatrzę.
- Shizu-chan, doceniam siłę i zdolności twoich rąk, ale jak masz zamiar opatrzyć sobie plecy? – mruknął Izaya, chowając scyzoryk do tylnej kieszeni spodni – Moja propozycja jest niewinna i zupełnie pozbawiona podtekstów.
  Shizuo miał co do tego mieszane uczucia, ale po chwili namysłu skinął głową. Szczerze powiedziawszy miał ochotę na nocną wizytę u Orihary.
  Tak po prostu.
***
  Było mu tak błogo, że nawet wślizgujące się pod powieki promienie słoneczne nie były w stanie zmusić go do otwarcia oczu i całkowitej pobudki. 
  Po jakichś pięciu minutach błogiego przysypiania na jawie poczuł łaskotanie w okolicach ucha.
- Pobudka – ten niespodziewany, przeszywający szept podziałał na niego, jak kubeł zimnej wody. Zerwał się tak gwałtownie i automatycznie chwycił przeciwnika za gardło, drugą ręką mierząc się na niego.
- Hę? – zdołał tylko wykrztusić, widząc, że dusi Izayę, który w obu rękach trzyma dwa kubki kawy. Chwilę patrzyli na siebie bez słów, po czym powoli go puścił, poprawił się w pościeli, przygładził ją i odchrząknął – Dobry…
- Jak dla kogo – wycharczał Orihara, trąc gardło z krzywą miną – I to wcale nie chodzi o to, że opatrzyłem cię, ani, że pozwoliłem ci spać w moim łóżku i że nie oblałem cię miską lodowatej wody, tylko zrobiłem cholerną kawę i ci ją tu przyniosłem… W ogóle nie to miałem na myśli, obrażając się o takie powitanie-
  Shizuo, słuchając tego monologu, z rozbawieniem pomyślał, że takiego Izayi jeszcze nie widział, po czym, nieco znudzony jego ględzeniem, odstawił kubek z kawą na podłogę, po czym złapał go za przód koszulki i jednym ruchem wciągnął na łóżko tak, że stykali się nosami.
- A takie będzie lepsze? – mruknął i nie mogąc się powstrzymać, musnął jego usta swoimi, po czym, równie niespodziewanie, odepchnął go od siebie. Izaya wyglądał na skołowanego, ale po chwili rozpromienił się wielce.
- Taak, to mi pasuje – stwierdził pogodnie, po czym nagle spoważniał, jakby o czymś pomyślał – Wiesz, pokażę ci coś.
-  Dużo wrażeń jak na jeden poranek – westchnął Shizuo, a Izaya tylko uśmiechnął się lekko.
- Ale, Shizu-chan, obiecasz, że nie będziesz krzyczał? - podniósł się i tyłem wycofał z pokoju - Nie podnoś się, leż tutaj, zaraz wrócę.
- Yhm - Shizuo był oszczędny w wypowiadaniu się. Tym właśnie różnił się od Izayi; był bardziej człowiekiem czynu. No, może nie tyczyło się to minionej nocy, podczas której na miano człowieka czynu perwersyjnego chciał zasłużyć Izaya, co oczywiście mu nie wyszło, bo Shizuo po opatrzeniu zasnął i nawet najmocniejsze szczypanie nie było w stanie go obudzić.
- O. - usłyszał po jakichś dwóch minutach.
- Co? - mruknął donośniejszym głosem, uchylając powieki.
- Hm. Ojej. - zdziwienie w głosie Izayi było naprawdę niespotykane. Shizuo westchnął i wstał ociężale.
- Nie ojejuj mi tutaj, tylko gadaj co się stało - warknął, podchodząc powoli do Izayi, który stał na środku salonu i wyglądał jak sto nieszczęść - Musiałem wstać...
- A to psikus - Izaya jakby go nie słuchał, tylko mówił sam do siebie - Zniknęła.
- Co, kurwa, zniknęło? - Shizuo spojrzał na niego, mając nadzieję, że to nie to, o czym myśli. Rozwiązanie to wpadło mu tak jakoś nagle do głowy, bo, chociaż może nie wyglądął, był naprawdę bystry i kojarzył fakty.
- Głowa. Była. - Izaya wyglądał na totalnie skołowanego. Spojrzał na Shizuo - Ojej, będziesz krzyczał...
- Postaram się tylko krzyczeć - Shizuo dygotał na całym ciele jak oszalały - WIĘC MIAŁEŚ JĄ PRZEZ CAŁY CZAS, TY KŁAMLIWY, ZBOCZONY...
- Hej, hej, hej! - Izaya cofnął się o dwa kroki, unosząc ręce w obronnym geście - Przespałeś całą noc w moim łóżku i nic cię nie budziło, gdybym był zboczony, nie mógłbyś się ruszyć od pasa w dół...
- ...I ZAMIAST POWIEDZIEĆ OD RAZU, POGRYWAŁEŚ ZE MNĄ, A TERAZ JEJ NIE MA, BO KTOŚ CIĘ WYKIWAŁ...
- Zastanawiam się, kto i jak mógł to zrobić... Namie... Niee, nie miałaby w tym żadnego celu, a poza tym ostatnio nie zostawała tu sama...
- CZY TY MNIE W OGÓLE SŁUCHASZ?! - Shizuo miał ochotę rozkwasić mu twarz.
- Robi mi się przykro, gdy podnosisz na mnie głos - powiedział Izaya markotnie, spuszczając wzrok.
- A ja... Ty... Samolubny egoisto, nie pomyślałeś może, jak... JAK JA SIĘ TERAZ CZUJĘ?! - ryknął, zanim zdołał ugryźć się w język. Orihara drgnął, po czym spojrzał na niego badawczo.
- Jest... ci... przykro? - uniósł brwi, próbując dostrzec oczy Shizuo pod grzywką jasnych włosów, które opadły mu na czoło, gdy nieco pochylił głowę, hamując grymas smutku.
- Nie, kurwa, jestem ZAJEBIŚCIE SZCZĘŚLIWY...
  Izaya nie wyglądał wcale na zadowolonego z faktu, że wywołał w blondynie nowe uczucie. 
- Przytulić cię? - przekrzywił głowę, jak niewinne dziecko.
- ...Jeśli chcesz, żebym zmienił ci rysopis...
- Okej, pojąłem - Izaya odchrząknął - Stańmy przed faktem dokonanym. Nie mamy pojęcia,  gdzie jest głowa...
- Dla mnie to, kurwa, nic nowego...
- Nie mamy pojęcia kto i tym bardziej jak mógł ją dorwać i gdzie z nią poszedł. Poczekaj...
  Izaya odwrócił się na pięcie i zniknął w sypialni. Shizuo odprowadził go wzrokiem, który palił wszystko, co było w jego zasięgu.
- Ups. - tym razem w głosie bruneta dało się słyszeć autentyczne przerażenie graniczące z rozpaczą - Shizzy-ko też zniknął.
- ...?
- To znaczy, mój wężyk - Orihara wytknął głowę zza drzwi, a na policzki wstąpiły mu nieznaczne rumieńce - I jest też kartka. - wytknął również rękę i pomachał nią zamaszyście.
- Co tam pisze? - warknął Shizuo, próbując nie zastanawiać się nad tajemniczo znajomo brzmiącym imieniem pytona.
- "Ty podły śmieciu, nie tylko krzywdzisz zwierzęta, ale też odcinasz kobietom głowy, miej się na baczności, bo wymierzę sprawiedliwość, hahaha. PS. Ale masz burdel." - przeczytał Izaya bezbarwnym tonem, po czym spojrzał na blondyna - To już nas stawia w lepszej sytuacji, wiemy kto to zapierdzielił. Tylko jak ona się tu dostała?
- Pojęcia nie mam - Shizuo pomyślał o Yuu i poczuł nieprzyjemny dreszcz - Ale ta karteczka wskazuje na to, że tu była. 
  Nagle zmrużył oczy podejrzliwie i zamaszystym krokiem ruszył w kierunku Orihary, po czym brutalnie wyrwał mu z rąk kartkę.
- Nie wierzysz mi - Izaya uśmiechnął się w końcu.
- Nie, ani trochę. W ani jedno pieprzone słowo. Nie wierzę nawet, że miałeś tę głowę. W nic już ci nie wierzę i nie mam pojęcia, jak teraz postąpić.
  Izaya bez słowa wyciągnął z kieszeni telefon i, po chwilowym klikaniu, pokazał blondynowi zdjęcia, na których była głowa, a w tle wyraźnie widoczny, jego salon.
- Dobra, tę kwestię możemy już pominąć, dałeś dowód - warknął Shizuo, sprawdzając jeszcze daty wykonania zdjęć - Ale skąd mam wiedzieć, czy to włamanie nie było pozorowane? Kartkę też mogłeś napisać. 
- Musisz mi zaufać, Shizu-chan - Izaya spojrzał na niego z jakimś takim rozpaczliwym uśmiechem - To podstawa.
- To naprawdę idiotyczne z twojej strony; prosić mnie o zaufanie po czymś takim - Shizuo spojrzał na niego jak na wyjątkowo obrzydliwego robaka - Nie mam zamiaru ci zaufać. Po prostu... stworzę sobie odrębny świat, w którym będę postępował tak, jakbym ci wierzył. Nie mam innego wyjścia.
- Wspólniku...
- Nigdy nimi nie byliśmy, śmieciu - warknął Shizuo pod nosem - Wspólników się nie okłamuje. Nie wykorzystuje. Nie wyprowadza w pole...
  Odwrócił się na pięcie, po czym poszedł w kierunku sypialni, aby wziąć stamtąd swoje buty i okulary. Gdy wkroczył do pokoju, jego wzrok spoczął na dwóch kubkach wystygniętej już kawy i poczuł, jak dziwny, nieznany mu dotąd, tępy ból przeszywa go od środka. 

5 komentarzy:

  1. Nie wiem, ile ja czytałam chap, ale strasznie długo mi schodziło, bo po prostu nie mogłam tego przeczytać. Co chwila się śmiałam, miałam jakieś dziwne uczucie w brzuszki. No nieee! XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Kyaa, to było naprawdę super ^^ Trochę szkoda, że chłopaki na koniec sie pokłócili, czyli w sumie zaczyna być między nimi tak jak na początku, ale jednak nie do końca. Poza tym to te PS w liściku mnie rozwaliło xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak Shizuo jesteś geniuszem -,-
    Jeny Sizu-chan czemu jesteś takim idiotą. Jak możesz mu od tak wierzyć.
    Kida jest tak bardzo Kidą :3 bardziej sie nie da xD <3
    Ostro!lol słaba ta gimbaza xD w jakiej szkole by olali calowanie sie dwóch chłopaków o.O Tyle przegrać
    -możemy już sie zbierać (przeczytałam rozebrać o///o)
    Oh My Dear... Końcówka genialna. Kida ja wiedziałam, ze tak łatwo nie odpuscisz! ~
    D: weź tak mi sie przykro na końcu zrobiło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka gimbaza . To była domówka .
      PS.: W mojej ...

      Usuń
  4. Postaram się nie krzyczeć... nie jednak mi się nie uda... CO TU JEST NAPISANE, A NIE CO TU PISZE! A tak serio to rozdział świetny, każdemu zdarzają się pomyłki, a i chcę WIĘCEJ Yaoi i tych pięknych scenek... *.*
    Nanni

    OdpowiedzUsuń