we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

Kicia


- Hę?
To było jedyne, co zdołał z siebie wydusić Shizuo, zobaczywszy siedzącego na środku salonu, czarnego kota. Ten odmiauknął na to wyniośle.
- Skąd ty się tu do cholery wziąłeś? – burknął pod nosem, gdy już otrząsnął się z pierwszego szoku. – Przecież zamknąłem drzwi…
Kot, po dłuższych oględzinach okazał się nieco „rozwichrzony”; zerknął swoimi żółtymi, błyszczącymi dziwnie oczami w kierunku uchylonego okna i pufnął sfrustrowany.
- Przecież to piąte piętro – Shizuo niezdarnie wziął kota na ręce. – I co ja mam z tobą zrobić? – Przyjrzał się zwierzęciu z nieukrywaną odrazą. Kot zamiauczał rozpaczliwie i podkulił dolne łapy, próbując zakryć nimi swoje, bardzo w tym momencie wyeksponowane, rejony intymne.
Kot i człowiek przez chwilę mierzyli się spojrzeniami; zwierzak, po kilku nieudolnych próbach skrycia swoich skarbów, opuścił łapy zrezygnowany, prychając wyniośle.
- Nie podobasz mi się – powiedział blondyn, nie zdając sobie sprawy, jak dziwnie wygląda taka rozmowa z kotem – Jest wokół ciebie jakaś dziwna aura. Nie lubię cię.
Czarny kocur wyciągnął przed siebie jedną z przednich łapek i spróbował pacnąć mężczyznę po nosie. Zaniechał po kilku machnięciach; był za mały.
- Dobra, mniejsze zło – westchnął Shizuo i, łapiąc zwierzaka za kark w taki sposób, by nie sprawiło mu to bólu, wyrzucił go na klatkę schodową. Kot wylądował na czterech łapach, prychnął gniewnie i spojrzał na mężczyznę z wyrzutem – Pewnie ktoś cię przygarnie, podrap trochę po drzwiach.
 Zamknął drzwi i praktycznie w tym samym momencie rozebrzmiał dzwonek. Shizuo wykonał malowniczy obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni i, klnąc pod nosem, ponownie otworzył drzwi. Najpierw przez chwilę patrzył przed siebie, na pustą klatkę schodową. Potem spuścił wzrok i ujrzał czarnego kocura. Siedział on na wycieraczce z podwiniętym ogonem i iście anielskim wyrazem twarzy.
- No bez jaj – powiedział Shizuo nieco nieprzytomnym tonem, po czym westchnął potężnie – Dobra, właź.
 Kot posłał mu władcze spojrzenie i z dumnie uniesioną głową podreptał wprost do kuchni.

Nie miałem wyjścia. To jedyne rozsądne rozwiązanie. Gdybym w… takim stanie… próbował dojść do innego mieszkania, ktoś z dobroci serca by mnie przygarnął. A lepiej siedzieć u kogoś, kogo się zna. I on mieszka najbliżej miejsca, w którym… to się stało. 
- Żyjesz? – Poczuł silne uderzenie gdzieś w okolicach żeber i przeturlał się przez pół pokoju, zatrzymując się na ścianie. – Ups.
Kot uniósł łeb, patrząc gniewnie na blondwłosego mężczyznę, który przykucnął w miejscu, w którym zwierzak przed chwilą się wylegiwał. Shizuo miał rękę wyciągniętą w taki sposób, jakby jego zamiarem było przyjacielskie poklepanie kocura. Zapewne tak z resztą było.
Nie dziwię się, że nigdy nie miałeś żadnych zwierząt, potworze – pomyślał z bólem Izaya, który od kilku godzin był czarnym, szczupłym kotem. Możliwości cienia Celty wymknęły się spod kontroli i w trakcie bójki ulicznej, którą Izaya radośnie oklaskiwał z dachu pobliskiego sklepu, czarna mgła oplotła go ściśle i, gdy zdołał się z niej wyplątać, był w takiej postaci. Celty oczywiście nawet nie zauważyła, że doszło do czegoś takiego; w tej chwili już była zajęta ucieczką przed drogówką.
Spanikowany Izaya pobiegł do pierwszego bezpiecznego miejsca, które wpadło mu do głowy i było dosyć blisko; mieszkanie Shizuo. Słowo „bezpieczne” może nie do końca do niego pasowało, ale w tej postaci przynajmniej nie groziła mu śmierć z rąk blondyna.
No, chyba, że postanowi mnie przytulić – pomyślał, miaucząc z pretensją i chwiejnie stając na łapkach. Shizuo podszedł do niego, znów przykucnął i tym razem bardzo delikatnie poklepał go po głowie. Izaya obnażył kiełki i rzucił się na niego z pazurami.
- Ty zapchlony…! – Wyzwisko jeszcze bardziej rozjuszyło kocura, bowiem napuścił on zmasowany atak na ręce mężczyzny, drapiąc ile sił.
 Shizuo po chwili biernej obserwacji szaleństw zwierzęcia, mocno pochwycił je w dłonie i delikatnie nim potrząsnął. Kot wyglądał na skołowanego.
- Przepraszam, nie złość się tak – mruknął Shizuo, patrząc na niego w jakimś dziwnym skupieniu – Skoro masz już tu mieszkać, nauczmy się żyć w miarę pokojowo.
Odbija ci! Jesteś kretynem! Głupim głupkiem…! Gadasz z kotem, idioto! Po raz pierwszy masz jakiegoś współlokatora i przez to zwariowałeś! Puść mnie! Nienawidzę cię!
Oczywiście dla Shizuo zabrzmiało to jak seria donośnych, uroczych miauknięć, więc uśmiechnął się lekko i, po chwili zastanowienia, cmoknął kota w pyszczek. Potem bez słowa odłożył zwierzaka na ziemię i poszedł do kuchni, nie zauważywszy, że kocur skamieniał.
…Nienawidzę cię.


Izaya znalazł sobie bardzo wygodne miejsce do spania – kosz na pranie. Wśród koszulek blondyna było naprawdę miękko i wygodnie, a pachniały też całkiem ładnie.
No a poza tym zawsze mógł na nie nasikać, gdyby naszedł go taki kaprys.
Pomiędzy jedną a drugą drzemką, zdawało mu się, że usłyszał jakiś obcy głos dochodzący z salonu. Był jednak tak rozespany, że nie przemyślał tego dogłębniej, tylko poszedł spać. Jednak, gdy druga drzemka czarnego kocura dobiegła końca, wyraźnie już usłyszał obcy głos.
Damski głos.
Nie, żeby go to w ogóle obchodziło, ale był ciekawy, jaka kobieta może być tak zdesperowana, żeby odwiedzać tego… tego… chorego zoofila z tendencjami do sadyzmu, więc z prędkością światła wyskoczył z koszyka i przemknął chyłkiem do salonu.
Shizu-chan ma randkę? To naprawdę urocze. O. Ty cwaniaku. Schlałeś ją.
Kobieta siedząca na kanapie, ładna, długonoga i ciemnowłosa, z lampką wina w dłoni zachowywała się tak, że od razu wiadomo było, która to musi być lampka z kolei. A może i nawet butelka. Shizuo natomiast, nieco bardziej trzeźwy, wyglądał na bardzo zdeterminowanego.
Nie mów mi, że chcesz ją zaliczyć!
Izaya ukrył się za kanapą i obserwował bieg wydarzeń. Po kwadransie kobieta chwiejnym krokiem przeniosła się na kolana blondyna, potem z werbalnego kontaktu przeszli na ten niewymagający użycia słów i mniej formalny. Kocur nieświadomie wydrapywał na kanapie równe, głębokie pręgi, obserwując ich nieustannie. Po kilku minutach, które Izayi dłużyły się niemiłosiernie, migdaląca się para postanowiła przejść do innego pokoju.
Shizuo nie zamknął za sobą drzwi, więc Izaya niepostrzeżenie przemieścił się do sypialni. Przyklejona do siebie dwójka zatrzymała się przy ścianie i jęła pozbawiać się odzienia. Izaya zgrzytnął kiełkami, po czym wpadł na zabawny pomysł.
- Miau.
Ciemnowłosa nietrzeźwa odlepiła się od Shizuo i zerknęła w stronę łóżka. Na środku pościeli siedział czarny kot i patrzył na nich wielkimi jak spodki, żółtymi oczami.
- Jaki śliczny! – wybełkotała i uśmiechnęła się szeroko.
Bardzo żałuję, że nie mogę odpowiedzieć ci tym samym, paskudo.
- Kuro-chan! – Shizuo jednak nie był tak pijany, na jakiego wyglądał, bo jego głos zabrzmiał donośnie i trzeźwo – Teraz musisz stąd wyjść.
Pieprzony egoista! Nie pozwoliłem ci się tak nazwać. A poza tym, jak śmiesz w ogóle kazać mi patrzeć na takie rzeczy?!
Izaya spuścił zasłonę milczenia na fakt, że wcale nikt mu nic nie kazał.
Shizuo podszedł do kota i wziął go na ręce, po czym delikatnie wystawił za drzwi.
- Pan jest zajęty – powiedział pieszczotliwie.
Stfu! No właśnie widzę!
Drzwi się zamknęły.
O nie… Tak nie będzie. Nie na mojej zmianie.
Izaya w tylko sobie znany sposób wspiął się na najwyższą szafkę i skoczył dokładnie na klamkę. Chwilę wisiał, wytężając wszystkie kocie siły, po czym, najciszej jak mógł, otworzył drzwi. To, co zobaczył, przeraziło go. Shizuo i jego pijana zdobycz nie tylko zdążyli już pozbawić się nawzajem ubrań, zdążyli również przejść do rzeczy.
Jedyne, co pamiętał po fakcie, to ślepa furia, czerwone błyski przed oczami, wysuwające się zza miękkich poduszeczek pazury i fakt, że nagle znalazł się na łóżku. Potem było tylko wbicie tego, co trzeba tam gdzie trzeba i kobiecy krzyk. Czyli teoretycznie zrobił to, co miał zamiar Shizuo i efekt działania osiągnął też podobny.
 Finalnie nietrzeźwa wybranka nieco otrzeźwiała i z obdrapanym tyłkiem bardzo szybko opuściła mieszkanie blondyna. Izaya zeskoczył z łóżka i wycofał się ostrożnie z sypialni.
- Kuro-chan – mruknął Shizuo, całkiem nagi, siedząc na łóżku. Nie wyglądał na złego – Chodź tu.
Chcesz skończyć…? – Izaya przydreptał podejrzliwie i miauknął pytająco.
- Wiesz, w sumie to… dobrze się stało – mruknął Shizuo – Niepotrzebnie się przymuszałem. Powinienem to zrozumieć wcześniej.
Oho, czas szczerości? Taka przyjacielska rozmowa z kotem? Człowieku, ale ty jesteś samotny.
- To miała być ostatnia próba, żeby przekonać się stuprocentowo. Niby ją przerwałeś, ale… nie będę już tego kontynuował.
Ale że co? Jaka próba? Jesteś impotentem?
- Muszę się z tym pogodzić – westchnął blondyn jakoś tak bardziej boleśnie niż zwykle.
Nie… Proszę, nie mów, że…
- Kobiety… One chyba…
Nie… Nie… 
- Nie pociągają mnie…
NIE… NIE! NIENIENIENIENIE…
- …seksualnie. Ani w ogóle.
Laaaalalala! Nic nie słyszałem! On wcale tego nie powiedział! Nie powiedział!
- Ja pierdole.
Shizuo skrył twarz w dłoniach, a Izaya spojrzał na niego badawczo. Blondyn wyglądał na załamanego swoim odkryciem. Po dłuższej chwili ciszy wsunął się pod kołdrę.
- Branoc, Kuro-chan.

Shizuo ledwie zamknął oczy, poczuł delikatne szarpnięcie kołdry, po czym wyraźnie usłyszał ciche dreptanie. Po kilku sekundach czarny kocur wsunął się pod kołdrę i usadowił wygodnie na jego klatce piersiowej. Blondyn uśmiechnął się pod nosem i pogładził go delikatnie po grzbiecie. Kocur zamruczał.
- Cieszę się, że ciebie mam – wymamrotał sennie Shizuo – Zostań tu na stałe…
Kot odmruknął zadowolony. Oboje zasnęli.

Izaya przeciągnął się leniwie. Musiał przyznać, że to, na co Shizuo wkłada koszulki było jeszcze wygodniejszym miejscem do spania, niż same ciuchy. Mruknął zadowolony, czując dłoń wędrującą po jego plecach, w górę i na dół.
Skrył twarz przy ramieniu i szyi blondyna, miziając go nosem w okolicach ucha. Ten, prawie całkowicie jeszcze śpiący, również mruknął z zadowoleniem. Izaya uchylił powieki, po czym delikatnie poprawił położenie swoich bioder, które spoczywały dokładnie na biodrach drugiego mężczyzny. I w tym momencie wytrzeszczył oczy. Nie wiedział, czy koty mają biodra, ale wiedział, że na pewno nie są aż takie długie, by czuć pod sobą całe ciało właściciela.
Shizuo, również rozbudzając się, chyba też zdał sobie z tego sprawę, bo badawczo wplótł dłoń w ciemną czuprynę Izayi. Mężczyzna, przeklinając moc cienia Celty, postanowił zrobić dobrą minę do złej gry.
- Dzień dobry – wymruczał, unosząc głowę i podpierając się na dłoniach tak, że twarz Shizuo znajdowała się teraz centralnie pod jego twarzą. Blondyn wyglądał na całkowicie skołowanego.
- Co… co… co… co… co…
- Nie szalej, ty gaduło – Izaya uśmiechnął się łobuzersko, po czym, nie mogąc się powstrzymać, pocałował blondyna w usta. Shizuo złapał go gwałtownie za ramiona.
- Co ty robisz?!
- A tobie to wolno? – przekomarzał się Izaya, jeżdżąc palcem po klatce piersiowej Shizuo – Poza tym, hej, czy nie sądzisz, że to idealna okazja, aby rozpocząć nową fazę prób?
Wyraz twarzy Shizuo zmienił się raptownie, gdy przez chwilę śledził wzrokiem szczupły, blady palec bruneta wodzący po jego obojczyku.
Tak, sądził.

Izaya postanowił poczekać, aż Shizuo będzie w stanie pojąć, co się właściwie stało przez te kilka dni i dlaczego Kuro-chan wyparował. Jak na razie, pomiędzy ugryzieniem w ucho, a zrobieniem kolejnej malinki, zarzucił mu, że w tylko sobie znany sposób wykorzystał futrzaka, żeby dostać mu się do łóżka, a po wszystkim pozbył się go i zatarł ślady.
Kiedyś zrozumie – pomyślał Izaya, przeczesując palcami włosy Shizuo – Mam dużo czasu, żeby mu w tym pomóc. W końcu jeszcze wczoraj prosił mnie, żebym został z nim na stałe.
Miau, dokładnie.

7 komentarzy:

  1. kyaaaaa~ jakie słodkie !!!!!!! zakochałam się *^*

    OdpowiedzUsuń
  2. To było... dobre, tak :D Spodobał mi się pomysł Izayi jako kota, zazdrosnego kota xD Naprawdę podoba mi się twoja twórczość. Wiedz, że od teraz będę tu stałym gościem ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. ranyyyy jakie słodkie *o* Zawsze miałam (i dalej mam xD) takie marzenie, żeby być kotem na jeden, dwa dni. heh nie umiem się ogarnąć na jakiś sensowny komentarz. Fajne. Juz kiedys zahaczyłam o blog gdzie Izaya był kotem przez cień Celty. Dokładniej mówiąc, to miał tylko uszy i ogon.
    Ale twoje mi sie bardziej podobało -(^._.^)-
    nyan~
    ok obspamiłam ci wszystkie Shizayowe opowiadania xD jak obiecałam tak się stał. Miłego czytania komentów ;3 pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaznaczmy jeszcze, że moje było pierwsze. xD
      Dziękujęęęę <333 Czytanie komentarzy od Ciebie to sama przyjemność :D

      Usuń
  4. To było słodkie <3 Polubiłam kotki xD Eeeeee, będzie teraz próbować z Izusiem ;> Uhuhuhuuu *o*

    OdpowiedzUsuń