we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

epilog. ...Nie ma mowy.


Shizuo nie mógł spać. Od trzech dni, czyli od chwili usłyszenia z ust Izayi słów, które wywróciły mu wszystko do góry nogami, praktycznie nie zmrużył oka. Stan Izayi był już na tyle stabilny, że nie trzeba było przy nim czuwać nocą. Jednak Shizuo, gdy łóżko wydawało się wyjątkowo niewygodne, wstawał i schodził na dół, do pikającej aparatury, białej pościeli i śpiącego bruneta.
Tej nocy było tak samo. W żadnej pozycji nie było mu wygodnie. Zirytowany przewracał się z boku na bok, klnąc pod nosem. W końcu zerwał się na równe nogi, odrzucając kołdrę, i powolnym, cichym krokiem ruszył w stronę drzwi do tymczasowej sali szpitalnej.
Na białej ścianie korytarza zamajaczył cień. Najpierw Shizuo myślał, że to jakieś przywidzenie, ale po chwili doszło go ciche stąpnięcie; jakby ktoś delikatnie się potknął.
Ktoś dowiedział się o marnym stanie Izayi i przyszedł go dobić: to było pierwsze, co przyszło blondynowi do głowy. Jego reakcja, tak jak zwykle, nie była poprzedzona żadnym zastanowieniem; jego mięśnie automatycznie napięły się, a on ruszył w kierunku korytarza z mordem w oczach.
Okazało się, że nie miał racji. Przy ścianie stał nikt inny, tylko sam Orihara, z nieprzytomnym spojrzeniem, jakby jeszcze bardziej szczupły i blady niż ostatnio. Ręką podpierał się o framugę drzwi i oddychał ciężko.
- Co ty robisz?! - Shizuo podszedł do niego bardzo blisko, ale nie dotknął go ani nie podtrzymał.
- Zachciało mi się pić... - powiedział Izaya z trudem, unosząc wzrok. Pomimo błędnego, zmęczonego wyrazu w oczach, zdawało się, że jest całkiem świadomy i wszystko rozumie. Shizuo zacisnął szczęki, hamując wybuch złości.
- Popieprzyło cię? - westchnął - Nie wolno ci wstawać w takim stanie-
Zanim dokończył, twarz bruneta wykrzywił grymas złości.
- Będę wstawał, gdy mi się zachce! - Zanim mógł kontynuować, musiał wziąć głębszy oddech i odczekać chwilę. Shizuo patrzył na to z mieszaniną złości i zmartwienia. - Jestem w swojej skórze i znam swój stan. Wiem, co mi wolno.
Izaya odchrząknął. Głos miał zachrypnięty, gardło suche. Mimo to Shizuo wątpił, czy tak naprawdę bardzo chciało mu się pić. Pomyślał, że brunet po prostu nienawidzi być słaby i przygwożdżony.
- Daj spokój, ledwo stoisz - mruknął Shizuo, lekko dotykając go w ramię. Ku jego zaskoczeniu Izaya odsunął się, szarpnąwszy ręką gwałtownie.
- Dam sobie radę!
- Gówno prawda! - Blondyn w końcu się zdenerwował. - Wracaj na dół albo sam cię tam zaniosę. Wiem, że wierci ci się w dupie, ale bez przesady!
- Aż tak się o mnie martwisz, Shizu-chan? - Izaya zaśmiał się złośliwie, spoglądając na niego w sposób bardzo podobny do ich dawnych, wrogich spotkań. Shizuo zacisnął pięści. Sam nie znał odpowiedzi na to pytanie, a wyraz twarzy bruneta wrócił niezbyt przyjemne wspomnienia i uczucie nienawiści.
- Shinra włożył tyle pracy w to, żeby jakoś cię poskładać, a ty urządzasz sobie spacery! - warknął w końcu wymijająco.
Izaya przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, po czym spuścił nieodgadniony wzrok.
- Mają już głowę. Przecież o to im chodziło.
- Co ty pierdolisz?! - Shizuo zupełnie nie rozumiał, co brunet ma na myśli. - Głowa to jedno, ale przecież chcą, żeby z tobą było wszystko okej...
- Myślisz, Shizu-chan? - Izaya spojrzał na niego z dziwnym, jakby ironicznym uśmiechem. Shizuo, już nie zważając na jego szwy i stan, złapał go za ramiona i potrząsnął ostrzegawczo.
- Otwórz oczy! Wnosiliśmy cię do tej ciężarówki! Krew z siedzeń do dzisiaj nie chce się zmyć! Shinra ratował cię przez kilka godzin, potem j... każdy przy tobie czuwał! Czy ty naprawdę myślisz, że chodzi tylko o głowę?
- Uspokój się, Shizuo - powiedział Izaya cicho, patrząc na niego spokojnym, zaszklonym spojrzeniem - Chciałem tylko się upewnić, czy naprawdę tak myślisz.
 Blondyn drgnął, słysząc swoje imię. Spojrzał Izayi prosto w oczy i to spojrzenie trwało o ułamek sekundy za długo. Pochylił się w jego stronę, w ciszy, bez pośpiechu i pocałował go. Trwało to jeszcze krócej, niż wcześniejsze spojrzenie, brunet ledwie zdążył przymknąć powieki, gdy Heiwajima przerwał i wyprostował się.
Izaya lekko przygryzł wargę, nie spuszczając z niego wzroku. A potem przygryzł ją odrobinę mocniej, aż na czubku wysuniętego odrobinę języka nie pojawiła się krew. Posesywnym ruchem sięgnął po nadgarstek Shizuo i przycisnął jego dłoń do swojego podbrzusza. Blondyn nawet nie zamarł, ledwie zareagował, bo jego wzrok był zamglony, powieki przymknięte, oddech szybszy.
Izaya przesunął dłonią Shizuo aż do swojego krocza, skrytego jedynie za cienką warstwą czegoś w rodzaju lekarskiego kitla, w który ubrał go Shinra. Blondyn przełknął ślinę i oparł się drugą ręką o ścianę, pochylając głowę lekko.
- Shizuo? - Głos Shinry dobiegł zza ich pleców niespodziewanie. Doktor, w piżamie, poprawiając okulary i niesfornie poczochrane włosy na głowie, patrzył na nich, jeszcze nie do końca rejestrując, co zachodzi. Moment, w którym zdał sobie z tego sprawę był doskonale widoczny. Ściągnął brwi lekko, opuszczając ramię powolnym ruchem. Shizuo szybko odsunął dłoń od męskości Izayi, ale zanim to zrobił, poczuł na niej dziwne ciepło. Gdy spojrzał na swoje palce, ujrzał, że są lekko mokre od krwi. Potem jego wzrok automatycznie powędrował do podbrzusza bruneta, którego przed chwilą dotykał. Biel materiału w groteskowy sposób i niebezpiecznie szybko wilgotniała czerwienią.
- Che... - Izaya skrzywił się, zaciskając dłonie w pięści.
- Otworzyła ci się rana. - Shinra wziął go pod rękę i skinął na Shizuo. - Niepotrzebnie wstawałeś.
W milczeniu zaprowadzili słaniającego się Izayę do podziemnej sali. Shinra pochylił się nad leżącym już, blednącym brunetem i rozpiął biały, lekarski kilt. Poza okropnie wyglądającą, krwawiącą blizną, doskonale widać było, po jego stanie poniżej pasa, czym zajmowali się w ciemnym korytarzu. Nawet jeśli Shinra miał wcześniej jakieś wątpliwości, teraz całkiem się ich pozbył.
- Wygląda groźniej niż tak naprawdę jest... - Shinra westchnął, podwijając rękawy. - Zaraz to ogarnę. Idź spać, Shizuo.
Odwrócił się przez ramię i patrzyli na siebie z blondynem przez dłuższą chwilę. Shinra z zaciśniętymi ustami, Shizuo wciąż w szoku, a pomiędzy nimi cisza, w której tłoczyło się mnóstwo niewypowiedzianych słów.
Shizuo nie wytrzymał tego spojrzenia. Odwrócił się na pięcie i pospiesznie wyszedł z pomieszczenia.







  Po tygodniu Izaya odzyskał przytomność umysłu i zdrowie już całkowicie; właśnie wtedy Shizuo przestał czuwać przy jego łóżku. Sam nie wiedział dlaczego, ale nie mógł się zdobyć na towarzyszenie wspólnikowi, gdy ten był w pełni władz umysłowych. Izaya też nie domagał się jego towarzystwa.
- Wrócę do siebie - mruknął Shizuo, ubierając buty, a Shinra patrzył na niego ze współczuciem - Nie patrz tak na mnie, to nie ja tu jestem umierający!
- Nikt już nie jest umierający - Shinra wciąż miał minę pod tytułem "biedactwo ty moje". - Nie może się nadwyrężać przez dłuższy czas, ale wyjdzie z tego, zdecydowanie.
- Mhm - Shizuo skinął głową i wstał - Ważne, że odzyskaliście głowę. Dzięki za gościnę i... na razie - Odwrócił się i złapał za klamkę.
- Dzięki za pomoc - powiedział Shinra cicho, a blondyn bez słowa opuścił mieszkanie i udał się do siebie.
  Szedł przez miasto niczym robot, w ogóle nie rejestrując niczego, co działo się wokół.
  W tym samym czasie Shinra zszedł do Izayi, aby pograć z nim w karty. Brunet półleżał na łóżku i tasował podwójną talię.
- Czy słyszałem trzask drzwi? - spytał trochę zbyt obojętnym tonem.
- Prawdopodobnie - Shinra poprawił okulary, ledwie hamując uśmiech wpełzający mu na twarz.
- A-ahm, tak myślałem - Izaya wciąż tasował karty, a minę miał bardzo "to mnie nie obchodzi". - A kto wychodził?
- Shizuo - odparł Shinra.
- A... do sklepu... czy...? - Izaya mruczał, bardzo uważnie przyglądając się trzymanym kartom.
- Do domu - powiedział Shinra - Ale wpadł się pożegnać, to znaczy... gdy spałeś.
- Pff - Izaya tym razem przyjrzał się swoim paznokciom.
Shinra przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiając. W końcu wziął głęboki oddech i powiedział to, co chodziło mu po głowie odkąd zobaczył tę dwójkę w ciemnym korytarzu.
- Wiem, że gdy stąd wyjdziesz, bardzo będziesz chciał go odwiedzić, ale niestety... muszę cię zmartwić.

dwa miesiące później

- Shizu-chan! - Izaya uśmiechnął się zupełnie nieskrępowany - Właśnie myślałem, kiedy by cię tu odwiedzić...
- Łżesz! - warknął Shizuo i dla efektu nadepnął jeszcze na leżące drzwi. Izayi nie drgnęła nawet powieka. - Dwa miesiące bez znaku życia! Gówno, a nie myślałeś!
- Stęskniłeś się za mną? - Izaya przekrzywił głowę, jak dziecko chcące się bawić.
- Stfu! - sarknął blondyn - Nic z tego! Po prostu chyba należy mi się coś za pilnowanie cię, a sam... sam z resztą czekałem na okazję, żeby powiedzieć... - westchnął sfrustrowany - Że jesteś totalnym kretynem, który zaryzykował życie dla mojego ramienia... Dzięki za to.
- Nie ma za co, wspólniku - Izaya również westchnął, po czym zrobił krok w kierunku blondyna. - Jak bardzo nie czułbym się zawstydzony ze świadomością, że podczas wielkiej gorączki mogłem mówić różne rzeczy, tak teraz zawstydzę ciebie.
  Shizuo zmierzył go niepewnym, ale groźnym spojrzeniem.
- Jasne, próbuj - prychnął. Jednocześnie starał się w sobie zwalczyć wilczą potrzebe rzucenia się na Izayę w celach niekoniecznie bitewnych.
- Masz rację, dzisiaj mijają dokładnie dwa miesiące - Izaya był coraz bliżej. - Nie wiem jak ty, Shizu-chan, ale ja jestem już na granicy. Shinra powiedział mi; żadnych wyczerpujących, nadwyrężających mięśnie czynności przez dwa miesiące.
- Co...? - chciał wtrącić Shizuo, ale Izaya położył mu palec na ustach i uśmiechnął się nikczemnie.
- Shizu-chan, dzisiaj jest pierwszy dzień od dwóch miesięcy, w którym mogę nadwyrężyć swoje mięśnie - Przejechał palcem po ustach Shizuo nie odrywając od niego wzroku. - Wiedziałem, że kiedy zobaczę cię zaraz po wypadku, choćbym miał to zrobić bez twojej zgody, nie wytrzymam.
  Shizuo zamrugał kilkakrotnie, gdy dotarł do niego sens tych słów.
- Dla własnego bezpieczeństwa trzymałem się od ciebie z dala przez te dwa miesiące. I szczerze - Zabrał rękę i wzruszył ramionami niefrasobliwie. - Zdecydowanie jesteś jednym z tych ludzi, których zachowań nie przewiduję... Nie wiedziałem, czy mogę liczyć na twoje przyjście, ale skoro już tu jest-
- Zamknij się wreszcie - warknął Shizuo, a kąciki ust zadrżały mu lekko - Bo pomyślę, że tak naprawdę potrafisz tylko gadać.
***
Następnego dnia w skrzynce pocztowej Shizuo znalazł dużą, zaadresowaną do siebie, białą kopertę. Wyglądała bardzo ślubnie.
Blondyn szybko przetarł oko, gdy w pokoju pojawił się Izaya, aby także obejrzeć list. W jego mieszkaniu zapewne czekał identyczny, ale to, kiedy w końcu się tam uda, pozostawało sprawą niewiadomą.
...
 - Shizu-chan, a wiesz, że w San Francisco...
- Nie ma mowy.

12 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie się czytało ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja nie mogę, to było, jest i nadal będzie takie boooskie! Ja chcę więcej! Ach! Kocham to kocham kocham kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju z jednej strony to sie cieszę ze koniec szczęśliwy a z drugiej mi smutno, bo to już koniec D:
    Jak już wspominalama kilkukrotnie to było genialne. Jesteś moim mistrzem. TEACH ME MASTER :D
    Bardzo ci dziękuje ze napisałam coś tak wspaniałego chociaż co do końca czuje niedosyt. Proponuje rozważyć opcje napisania prequela xD
    Ściskam cie gorąco i idę spać bo jakby druga w nocy jest xD
    Tu na dowód mej miłości serduszkowy spam.
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    C: dobranoc, dzień dobry, kocham Cię, kocham Shizye

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że napisałaś * sry IPad robi błędy sam

      Usuń
  4. Jeeeeju kocham to opowiadanie~ ! Wciągnęło mnie od razu i prawie popłakałam się na dwóch ostatnich rodziałach T.T Nie zmienia to faktu, że całość była jedną wielką przyjemnością i zapewne wrócę jeszcze do tego żeby poprawić sobie nastój C: Dzięki Ci za to prześwietne opowiadanie i zachowanie charakterów postaci! ~J.Zombie

    OdpowiedzUsuń
  5. - Shizu-chan, a wiesz, że w San Francisco...
    - Nie ma mowy. - jebłam XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozjebalas system!
    Sitarka ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, jebłam i nie wstaję XD. Piękne opowiadanie. Więcej takich :3.

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialna seria według mnie! Nawet mi łezka pociekła.....i swoim spazmatyczn śmiechem o 00.00 wszystkich pobudziłam....super!

    OdpowiedzUsuń
  9. Te San Francisco na końcu mnie zabiło xD ♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Te San Francisco na końcu mnie zabiło xD ♡

    OdpowiedzUsuń