we, fujoshis

yaoinfo

fanpejdż: ~klik~
mój numer gg: 37209209
mój kanał na youtube: ~klik~

sobota, 2 czerwca 2012

Czerwień


Świat był dla niego praktycznie bezbarwny. Koloru nie miały identyczne poranki, powtarzające się rytuały przy ubieraniu, dyżurowaniu, czy szkoleniu młodych shinigami. Jego surowe słowa, nawyk poprawiania okularów, nawet używanie kosy śmierci, to wszystko było takie... przeźroczyste, pozbawione pasji.
Szczerze powiedziawszy, zupełnie nie pamiętał, żeby kiedykolwiek robił coś z pasją. Nigdy mu na tym nie zależało. Nie tego typu wrażeń w swoim życiu szukał. Wszystkie zadania wykonywał skrupulatnie, wręcz z pedantyczną dbałością o szczegóły, z uwagą i chłodnym zaangażowaniem. To była praca, a pracę trzeba wykonywać dobrze. Niedopuszczalne były jakiekolwiek pominięcia, niedopatrzenia, czy pomyłki.
Żył naprawdę spokojnie, jeśli można tak powiedzieć o egzystencji boga śmierci. Dopóki wypełniał swoje obowiązki perfekcyjnie, dopóty taki tryb życia zupełnie mu wystarczał i satysfakcjonował go. Nie był jednak ślepy; zauważał kolory lecz nie zastanawiał się nad nimi. Nie starał się ich rozróżniać ani sycić nimi oczu.
Nie licząc jednego z nich.
Przepełniona niezrozumiałą pasją, kłująca po oczach, dziko wirująca. Czerwień.
Nie czerwień krwi ofiar boga śmierci. Ich krew była równie nijaka, co ich ciała, dusze i wspomnienia. Ich krwią oznaczał jedynie krzyżyki na liście zadań do wypełnienia. Nawet wrzaski, widok rozpruwanego ciała, tkanek, przerażenie i ból wykrzywiający ich twarze były jedynie częścią codziennych obowiązków. Praktycznie nie musiał się do tego przyzwyczajać. Na początku, w trakcie szkolenia, czuł się czasem nieco zbity z tropu tak zatrważającymi widokami. Nie potrzebował jednak wiele czasu, by przestać odczuwać jakiekolwiek emocje związane z rolą shinigami.
Emocje jednak wkradły się do jego spokojnego, poukładanego życia wraz z Czerwienią. Był to tak nagły wstrząs, że długo zajęło mu przywyknięcie do tej dziwnej anomalii. Do tej pory wszystko, czego się dotykał, był w stanie uporządkować, zmienić tak, by działało jak należy. Tym razem było inaczej. Czerwony shinigami, Grell Sutcliff zupełnie nie podporządkowywał się jego działaniom. Był niesforny, prowokujący, pełen pasji; wymykał mu się, pogrywał z nim i lekceważył go.
- Will, nie bądź taki sztywny! – wirował dookoła niego, nieświadomie łaskocząc go czerwonymi włosami po twarzy i ramionach – Jeszcze nigdy nie widziałem twojego szczerego uśmiechu. No, proszęęę! – bezwstydnie i absolutnie nietaktownie wkraczał w jego przestrzeń osobistą, szczypiąc go po policzkach i próbując zmusić do pokazania emocji na twarzy.
Grobowa mina Williama zupełnie nie miała związku z tym, co działo się wewnątrz niego. Po raz pierwszy, odkąd ukończył szkolenie na shinigami, czuł pasję tak silną, że trzymanie jej oszalałych macek na wodzy było dla niego śmiertelnie trudne. No, ale był w końcu bogiem śmierci, więc dawał sobie z tym radę całkiem dobrze.
Stworzył sobie dwa odrębne światy. Jeden z nich był bezbarwny i wyprany z uczuć. Liczyła się w nim surowa, bezwzględna perfekcja. Drugi natomiast fascynował Williama. Całkowicie czerwony, przepełniony nieznanymi dotąd odczuciami, wynaturzoną pasją, sprawiał, że shinigami miał ochotę przebywać w nim coraz częściej.
Niestety, nie tylko on. Do jego osobistego, czerwonego Edenu wkraczały Problemy. Nie wiedział, czy kocha. Nie wiedział, czy pożąda. Wiedział jedynie, że nienawidzi, szczerze nienawidzi, gdy Czerwień jest zasłaniana, gdy ktoś ją pochłania. Nie mógł zdzierżyć momentów, w których jedyna wyłamująca się ze sztywnego schematu, pełna niesamowitej energii osoba odwraca się od niego. I chociaż zabieganie o jej uwagę uwłaczało jego godności, przez spokojną twarz przebiegał cień.
Tak się stało właśnie tego dnia. Przepełniona czerwienią bańka drugiego świata pękła, rozlewając się krwistą pasją po całym tym bezbarwnym szajsie.
- Grell-sempai! –zawołał Ronald Knox, szarpiąc Sutcliffa za rękaw – Jak myślisz, ile dusz dzisiaj skosimy? Trafi się nam w końcu coś ciekawszego do pooglądania? Grell-sempai...
- Ronaldzie Knox – Grell odwrócił się teatralnie, puścił mu oczko i przyłożył palec do ust – Już ja się postaram, żeby trafiło się coś ciekawego. A jeśli nie – położył ręce na biodra i zakołysał nimi ponętnie – To zapewnię ci rozrywkę, nie musisz się o to martwić!
Ronald Knox, który zapewne widział wszystkie barwy tęczy, akurat czerwień upodobał sobie najbardziej. Widać to było w jego spojrzeniu, w szerokim uśmiechu, nawet w gestach; robił wszystko, by tylko być jak najbliżej Grella, by go dotknąć, by dotrzymywać mu towarzystwa. Spijał łapczywie każde słowo z jego ust.
William poprawił okulary. W tym momencie wszystko było zasnute czerwienią.
- Ronaldzie Knox, musimy porozmawiać – powiedział spokojnie, znów poprawiając okulary i skinął na młodego shinigami głową – Muszę nalegać – dodał bezbarwnym głosem, czując jak dziwne spazmy przechodzą przez całe jego ciało. To, co miał zamiar zrobić, było dla niego zupełnie oczywiste i naturalne. Nie mogło być inaczej.
- Wrócę szybko, Grell-sempai – żarliwie zapewnił Ronald i udał się za Willem.
- Will! Czym on sobie zasłużył na takie tete a tete? – zawołał za nim Grell niezadowolonym głosem – Czy ja też będę tak kiedyś mógł?
Will i Ronald znaleźli się w pustym pomieszczeniu. Było nieduże, przepełnione półkami, na których nic nie stało. Ściany, sufit, podłoga: wszystko było sterylnie białe.
- Co się stało, Will-sempai? – zapytał Ronald przejęty, poprawiając okulary niezdarnie.
- Jesteś Problemem – powiedział Will patrząc mu prosto w oczy ze stoickim spokojem.
- Och... Tak? – zaniepokoił się Ronald, trąc kark z zażenowaniem – Przepraszam, w czym właściwie...? Grell-sempai jest zadowolony, to znaczy, ja...
- Muszę prosić – przerwał mu Will – abyś nie zakłócał mojego porządku.
- Pańskiego...? – Ronald otworzył szeroko oczy, gdy ujrzał w rękach starszego shinigami jego kosę śmierci.
- Jestem bezbarwny – William uniósł ostrze i postąpił krok w jego kierunku i po raz pierwszy od dawna na jego twarzy zamajaczył uśmiech – więc zamierzam posiąść Czerwień. Zakłócasz to. Jesteś Problemem, Ronaldzie Knox.
Poruszyły się tylko jego ramiona, cała reszta ciała zastygła w bezruchu. Niewidoczna dla Williama posoka ochlapała białe ściany, podłogę, sufit, jego twarz i ubranie. Wzrok miał utkwiony w miejscu, w którym przed chwilą znajdowała się pełna niedowierzania twarz młodego shinigami. Miał przy sobie swoją kosiarkę. Nie obronił się jednak. Może do samego końca miał nadzieję, że to tylko głupi żart, zwykłe nieporozumienie, czy jakiś test. W tym momencie jednak to nie miało już żadnego znaczenia.
Will poszedł prosto do siebie i przesiedział tam do późnego wieczora, delektując się odzyskanym porządkiem.
Grell Sutcliff czaił się w ciemnym zaułku londyńskiej uliczki, klnąc pod nosem na Ronalda i nudną misję. Gdy usłyszał za sobą kroki, będąc święcie przekonany, że dołączył do niego spóźnialski shinigami, wybuchnął.
- Ile można na ciebie czekać, kretynie! – odwrócił się, założywszy ręce na piersi – Niedość, że nudno tu, jak... Will! – wyjąkał zaskoczony – Co się stało?
- Grell Sutcliff – powiedział William z pasją.
- Will, brzmisz jak nie ty – Grell wyglądał na równie podekscytowanego, jak przerażonego – Pobrudziłeś się krwią...! Wypadasz z formy, czy to może oznaczać, że się zakochałeś?
Will uśmiechnął się. Czerwonowłosy shinigami zamarł, gdy brunet powoli szedł w jego kierunku.
Przerażona Czerwień. Niesforna, pasjonująca. Głośna, wyzywająca, a mimo to niewinna. Oba światy zlane w jedno. Fascynacja przepełniająca każdy atom jego ciała, chora chęć posiadania.
- Wszystko jest uporządkowane – Grell dygotał w niemym przerażeniu, gdy ramiona Willa otoczyły jego szczupłe ciało.
- C-co ty... – zaczął, ale w tym momencie Will odsunął się od niego i spojrzał tak, jakby nic nie zaszło. Na jego twarzy brakowało już uśmiechu, ton był surowy i rzeczowy.
- Dokończysz swoją pracę sam, Grellu Sutcliff. Oczekuję zadowalających rezultatów.
Czerwony świat też musi mieć swój porządek.

6 komentarzy:

  1. No wiesz co shei - chan? Czytam to drugi raz no ale i tak Will popadający ze skrajności w skrajność doprowadza mnie do szału. Najpierw uśmiecha się jak zboczeniec a potem znów jest lepszy od lodówki. Dlatego zamawiam sobie jeszcze jednego one hota Will x Grell <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż... powiem szczerze, że nie przepadam za tym paringiem, ale mimo wszystko przeczytałam xD Nie było złe, nawet mi się podobało. Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to czytałam to wszystko w mojej wyobraźni było szare....Tylko Grell był kolorowy, tak jak na niego przystało. Dziękuję Ci za to one shut'a.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba. Ten one shot podziałał na moją wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten pairing i żałuję, że jest z nim tak mało opowiadań ;_; Całe szczęście znalazłam twoje, jest świetne. Will, taki creep...Ale w sumie to nic dziwnego, cicha woda... Świetny one-shot <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju, najpierw Shinra x Celty w Shizayi, teraz Grelliam... Tak jak nie lubię yaoi, tak to są Moje OTP, a Ty ulubioną autorką.~ Proszę, więcej. *^*

    OdpowiedzUsuń